30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wybierała się jeszcze do grobu. Do nieba też nie chodziła, bo było jej nie po drodze, jak śpiewał wybitny polski wieszcz Szymon Wydra. Najbardziej - oprócz śmierci April - bała się nie swojej, a śmierci rodziców. Nie byli jeszcze turbo starzy i oboje byli w pełni zdrowi, ale wiadomo, że różnie to w życiu bywa. Z kolei oni - tak jak April - obawiali się, że przyjdzie im zawczasu pochować jedyne dziecko, i tak koło się zamyka. Teddy bywała za to na pogrzebach swoich kolegów z remizy. Na przykład RJ-a, który zginął podczas wybuchu bomby w banku. Przez długi czas miała wyrzuty sumienia, bo przecież Jules ją uratował. Gdyby nie on, ominęłoby ją mnóstwo wspaniałych rzeczy. Jak na przykład związek z Finch. Miłość przeleciałaby jej koło nosa, zważywszy na to, że do zamachu doszło dosłownie kilka miesięcy przed końcem zeszłego roku. Smutno byłoby umierać ze świadomością, że nigdy nie powiedziała przyjaciółce, co tak naprawdę do niej czuje. Zdecydowanie wolała jednak grzebać zabawki niż kumpli z pracy.
Może trochę podejrzane było, że Sadie ze wszystkich możliwych składników wymieniła akurat suszone pomidory, ale hej, mała Darling zajadała się w dzieciństwie brukselką i szpinakiem. Pewnie dlatego była teraz taka silna. Jak Popeye! Tak czy siak, pizza została zamówiona i nie było już odwrotu. Najwyżej Sadie będzie kazała ciotkom dojadać po sobie te nieszczęsne pomidory.
To może Król Lew? Oglądaliście? — wtrąciła Teddy. Oboje pokręcili głowami. Nie pomyślała jednak, że tym sposobem skazywała ich na traumę, którą miał każdy, kto obejrzał tę bajkę. No trudno, niech się dzieciory hartują. Kiedyś i tak będą musiały przez to przejść. Lepiej wcześniej, żeby miały jakiekolwiek pojęcie, że nie wszystko jest zawsze takie słodkopierdzące. Chociaż ciężko stwierdzić, czy cokolwiek ich ruszy po tym, jak skazały maskotki na rychłą śmierć. To znaczy, Arlo je skazał, ale jego siostra przyklasnęła i nawet nie wyzywała go od głupków.
Teddy spojrzała na narzeczoną. I proszę bardzo, na ten moment problem z bajką miały z głowy. Teraz jeszcze napchać te małe larwiaki węglowodanami i popadają jak muchy. To była akurat optymistyczna wersja. Jak rzeczywiście będzie, to już czas pokaże. Na razie nie było jeszcze aż tak późno. Trzeba być dobrej myśli! Albo przynajmniej jakiejkolwiek, która posiada wersję, w której to ziemniaki na dwóch nogach jednak bez buntu dadzą się położyć do łóżka.
Strażaczka wyciągnęła z szafy pierwsze lepsze krótkie spodenki i luźną koszulkę, jednocześnie wybierając podobny zestaw dla April. Zeszły na dół do łazienki, gdzie Darling spojrzała w lustro i skrzywiła się ostentacyjnie. W tym kompaktowym jej twarzy wyglądała nieco lepiej. Dopiero przy dobrym oświetleniu zauważyła, że od tony pudru była blada jak śmierć, a oko miała czerwone po niespodziewanym ataku szczoteczką od tuszu do rzęs.
Powinnam to zmyć, czy Sadie będzie przykro? — zerknęła niepewnie na Finch, mając nadzieję, że dostanie jakąś sensowną radę. Bo że dla niej zawsze wyglądała najpiękniej na świecie, to już słyszała. — Nie chciałabym, żeby pomyślała, że makijaż mi się nie podoba. Trzeba jednak przyznać, że jest bardzo... prowokacyjny? — z trudem powstrzymała się od nazwania go ohydnym. Umówmy się, na miasto by tak nie wyszła. Chyba że w Halloween. Mogłaby robić za Valak. Wystarczyło zarzucić habit i normalnie jakby ktoś wyjął ją z Zakonnicy.
Mimo wszystko zaczęła rozglądać się za czymś, co doprowadziłoby ją do porządku. W ręce wpadł jej żel, który powinien przynajmniej połowicznie załatwić temat. Szminkę może zostawić, ale te kropki na czole? Miejcie litość.
I co? Jesteś już zafiksowana na macierzyństwo w pełnym wymiarze godzin? — tym razem spojrzała na narzeczoną z rozbawieniem. Obie raczej miały podobną opinię. A może nie? Może April jednak zaraz oznajmi jej, że jasne, i jutro już będą jechać do jakiegoś domu dziecka, żeby przebierać w w egzemplarzach i wybrać sobie małą sierotkę? No i co wtedy Teddy miałaby zrobić? Pewnie poszłaby w to jak w dym, bo nie potrafiła odmawiać. A już na pewno nie swojej ukochanej.

🦁
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ja pierdole kurwa mać wyjebało mi właśnie całego posta popierdoli mnie zaraz co za los. Ech! Dobrze, a więc jeszcze raz. W jakiej znajdujemy się sytuacji? Wątpliwej. April spojrzała na narzeczoną z niedowierzaniem, gdy ta zaproponowała Króla Lwa. Bardzo to było odważne z jej strony. Przecież musiała zdawać sobie sprawę, że niektóre dzieciaki popadały w absolutną histerię w związku ze śmiercią Mufasy. A co, jeśli coś podobnego przydarzy im się dzisiaj? Finch nie był raczej gotowa na radzenie sobie z załamaniem nerwowym tych dziukusów. Z drugiej strony, Teddy to zaproponowała, więc ona będzie musiała radzić sobie z konsekwencjami swoich decyzji! Och, wcale nie. Wiadomo przecież, że April to miękka faja i by jej pomogła. Niemniej jednak wolałaby, żeby do tej sytuacji w ogóle nie doszło. Z drugiej strony, przecież te dzieciaki były jakieś pierdolnięte. W ogóle nie zdziwiłaby się, gdyby przyklasnęły głośno w momencie tragedii. Deptanie ciała Mufasy przez antylopy uznają pewnie za doskonałą zabawę. Będą co najwyżej zawiedzione, że zwierzaki się nie cofnęły i nie przebiegły po jego ciele raz jeszcze. Wtedy z kolei traumy dostanie April i tak czy siak Teddy będzie musiała zająć się obolałym umysłem. Nie będzie to jednak tak pilne jak trauma dziecięca. Umysł Finch i tak był już zwichrowany, więc jedna trauma w tę czy tamtą nie zrobi aż takiej różnicy, prawda? Wiadomo.
Zamknęły się w łazience i przez moment rozkoszowały ciszą i świętym spokojem. Po pogrzebie powinien przyjść przecież moment refleksji i to najwyraźniej było właśnie teraz. Okazji do tego przy takich bąblach nie ma za wiele, więc trzeba brać co dają.
— Na pewno będzie jej trochę przykro. Ale powiedz, że nie chciałaś nieść w makijażu klimatu pogrzebu za sobą. Czy coś. Albo że nie chciałaś się rozmazać przy jedzeniu — zasugerowała. Cwana była, bo jej ten los nie spotkał, więc mogła sypać złotymi radami! Dla niej strażaczka i tak wyglądała pięknie. To pewnie przez to jak bardzo ją kochała. Nawet gdyby te dwa waflokruchy zdrapały jej twarz (co pewnie rozważały), uznawałaby narzeczoną za najpiękniejszą na świecie. Byłoby jej po prostu bardzo szkoda utraty tej ślicznej mordki. W każdym razie strażaczka była na wygranej pozycji. Zawsze będzie podobać się April.
Naciągnęła na siebie koszulkę i spodenki wybrane przez narzeczoną, kieckami cisnęła do kosza z brudami. Usiadła na podłodze, bo przecież nie miały wanny, na której dałoby się przycupnąć. Zamyśliła się po kolejnym pytaniu. Wbrew pozorom wcale nie było takie proste. Zdawała sobie sprawę, że to pojedyncze doświadczenie nijak się ma do życia z dziećmi na co dzień, ale naprawdę trudno było jej teraz znaleźć w tym wszystkim jakieś minusy.
— Nadal uważam, że nam się nie spieszy i spokojnie możemy poczekać jeszcez kilka lat, ale... naprawdę uważam, że byłybyśmy świetnymi matkami — powiedziała nieśmiało i spuściła na moment wzrok na podłogę, nieco zawstydzona. Powinna pewnie zostać bardziej straumatyzowana, a te dwa ziemniory utwierdziły ją w przekonaniu, że to jest życie, na jakie czeka.
— Naprawdę chciałabym mieć z tobą swoje prywatne wariaty i wariować z nimi po naszemu. Więc no... jeśli ty nie zmieniłaś po dzisiejszym dniu zdania, to myślę, że to jest totalnie to, czego chcę od życia — dodała, podnosząc na nią niepewny wzrok. Najgorszym na świecie byłoby, gdyby okazało się teraz, że z kolei Darling się odechciało i chce prowadzić luźne życie bez zobowiązań już na wieku wieków. Cóż, z drugiej strony, wreszcie miałyby miedzy sobą prawdziwy zgrzyt!

dla Ciebie napiszę tego samego posta choćby i trzy razy
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sama Teddy popadała w dziką rozpacz, kiedy Mufasa umierał, więc faktycznie było to bardzo odważne. Ale strażaczka była przecież odważna! Była też durna, więc zupełnie tego nie przemyślała. Istniała szansa, że kulfony nie zrozumieją, o co tyle zamieszania, bo już raz pokazały, że śmierć jest doskonałą rozrywką dla mas, i będzie jedyną, która zaleje się tam rzewnymi łzami. W swojej kolekcji miała kilka filmów, na których zanosiła się płaczem. Król Lew był jednym z nich. Do tego można zaliczyć Titanica, kiedy Rose wyskakuje z szalupy, a potem mówi Jackowi: you jump, I jump, oraz Armageddon, kiedy Harry decyduje się zostać na asteroidzie i zdetonować ładunek ręcznie, bo pilot zdalnego sterowania uległ awarii. Była wrażliwcem, okej? Dlatego też nigdy nie słuchała I Don't Want to Miss a Thing, która została wykorzystana w ostatniej z wymienionych produkcji. No cóż, chyba tym razem Finch będzie musiała być tą najdzielniejszą na świecie i głaskać narzeczoną po głowie, gdy ta zasmarka jej rękaw koszulki.
Dobrze było wiedzieć, że jest się kochaną pomimo ubytków. Darling nie miała już mózgu, ale świadomość, że nawet bez twarzy, rąk czy nóg miłość April pozostałaby niezmienna i dozgonna, napawała ją ogromnym entuzjazmem! Wolała jednak jakoś wyglądać przy wybrance serca, żeby ta nie musiała użalać się nad jej marnym losem ani wstydzić się jej wśród ludzi. Dlatego decyzja o podjęciu makijażu została ostatecznie podjęta. Z ciężkim sercem, ale miała nadzieję, że sześciolatka jakoś to przyjmie. Sięgnęła po wszystkie kosmetyki do demakijażu i nachyliła się nad umywalką, żeby jeszcze w kiecce, żeby nie zachlapać czystych ubrań.
Oczywiście, że byłybyśmy świetnymi matkami — zgodziła się z nią, przecierając wacikami powieki. — I będziemy. Może nie jutro czy w przyszłym roku, ale będziemy — zaznaczyła, co akurat było dość istotnym szczegółem. Pragnęły tego samego, ale rozsądniej byłoby z tym jeszcze trochę poczekać. Teddy nie potrafiła określić, jak długo. Może trzy lata, a może pięć. A może dopiero wtedy, kiedy obie będą już całkiem blisko czterdziestki.
Umyła twarz żelem, który okazał się zbawienny, i kiedy wycierała ją ręcznikiem, po zdewastowanej gryzmołami skórze nie było już śladu. Ściągnęła sukienkę i wrzuciła ją do kosza na pranie, a potem założyła spodenki i złapała za koszulkę. Kolejne słowa Finch sprawiły, że półnaga strażaczka spojrzała na nią z góry. Pospiesznie wciągnęła na siebie materiał i przykucnęła naprzeciwko Finch.
Nie zmieniłam zdania, April — zapewniła ją z uśmiechem. No cóż, w tej kwestii zgrzytu nie będzie. Nie było najmniejszych szans, żeby Darling zaczęła się wycofywać. Chyba że w przyszłości coś jej odpierdoli, ale i to wydawało się raczej wątpliwe. — Chcę dokładnie tego samego. Chcę mieć z tobą dwójkę, a może nawet trójkę dzieci. Poradziłyśmy sobie z dwójką cudzych, to jeszcze jedno nie zrobi nam większej różnicy, prawda? Nie mam rodzeństwa, ale zawsze wydawało mi się, że im więcej tym weselej. No i nasze nie będą takimi troglodytami — podkreśliła z cichym parsknięciem. Z dzieciakami bywało różnie, ale obie z April na pewno zorganizują im mnóstwo aktywnych i kreatywnych zabaw. Może te ich nie wpadną na pomysł, żeby z radością wieszać maskotki nad salonem, a potem z tej radości skakać aż pod sufit.
Ujęła twarz narzeczonej w dłonie i trąciła jej nos własnym.
Będziemy mieć duży dom, dzieci, kota i psa. Kota już mamy, a reszta przyjdzie z czasem. Jesteśmy w tym wszystkim razem i chcę, żebyś miała pewność, że marzę o tym samym co ty — zapewniła i nachyliła się, składając na jej ustach słodki pocałunek. — O ile najpierw nie wykończą nas diabelskie nasiona Younga — zażartowała i złapała ją za rękę, by pomóc jej wstać z podłogi. Ale z tym też sobie poradzą. Przerwały cały dzień, to i wizja wieczoru wydawała się o wiele mniej wymagająca.

chcę mieć z tobą trójkę dzieci, mogę nawet pięć ich mieć
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cieszyła się, że Teddy miała podobną wizję względem ich przyszłego matkowania. Ważne, by w siebie wierzyły! Jak na starcie założą, że pójdzie im beznadzieje, to zdecydowanie im nie pomoże. Oczywiście nie można być też przesadnie pewnym siebie, bo dzieciaki cię rozjadą jak walcem. Jak zawsze w życiu, chodziło o odpowiedni balans. Obserwowała narzeczoną zmywającą z siebie makijaż po wariactwach kilkulatki i była święcie przekonana, że z nią ten balans na pewno odnajdzie. Strażaczka była przecież – wbrew pozorom – wyjątkowo mądrą kobietą. Z takimi można było konie kraść albo właśnie wychowywać dzieci. Finch nie była nigdy koniarą, więc chyba lepiej skupić się na potomstwie.
Uśmiechnęła się, słysząc zapewnienia. Fakt, że narzeczona nie zmieniła zdania, nastrajał ją bardziej niż pozytywnie. Po kontakcie z tymi dwoma trzpiotami można byłoby zwątpić. Finch nie byłaby zdziwiona, gdyby strażaczka zmieniła nagle zdanie. Byłoby jej oczywiście bardzo przykro, ale to wszystko miałoby jakiś sens. To przecież nie tak, że ta dwójka uchodziła za jakieś skrajnie wymagające brzdące. Wiadomo, byli specyficzni i należało być przy nich bardzo ostrożnym, bo są w stanie odwalić jakiś wyjątkowo niepokojący szajs, ale tak poza tym? Całkiem sympatyczne dzieciaki! Nie miały problemów z wybrzydzaniem jedzeniem, nie stresowały się do przesady i jeszcze nie stały się mistrzami w pyskowaniu. Naprawdę dało się trafić o wiele gorzej, a jeżeli kogoś przerażałby próg wyjścia oferowany przez Youngów, to lepiej niech się za własne dziecioki nie bierze. Na całe szczęście jej ukochana była wyjątkowo odważna. Byłoby bardzo niezręcznie, gdyby w swojej pracy taka nie była. Ciekawe, co było dla niej bardziej przerażające – wchodzenie do płonącego budynku czy zajmowanie się takimi soczkożłopami?
— Nawet nie wiesz, jak mnie cieszy, że to wszystko mówisz! Chcę mieć z tobą wszystko to, co wymieniłaś i dużo więcej. — Podniosła się z podłogi i zarzuciła narzeczonej ręce na szyję, by móc się do niej porządnie przytulić. Czy to możliwe, żeby z kimś innym było jej tak dobrze, jak z tą kobietą? Pewnie nie! Może i różniło je całkiem sporo, ale były do siebie dopasowane niemal perfekcyjnie. Wspólne cele w życiu to połowa sukcesu. Do tego wszystkiego potrzebna jest jeszcze miłość, a jej tej dwójce zdecydowanie nie brakuje. Wręcz wylewa się to z nich uszami!
— Kurwa, Teddy, nam będzie razem tak doskonale — wymamrotała, wtulając twarz w zagłębienie przy jej szyi. Aż trudno było jej w to uwierzyć, ale niewątpliwie to była najprawdziwsza prawda. Cmoknęła jej ciepłą skórę i niechętnie się odsunęła. Trzeba było iść do dzieciaków, bo zdecydowanie potrzebowały kontrolowania.
— No dobra, to proszę zająć najlepsze miejsce na kanapie, podłodze lub dowolnym miejscu, z którego będziecie widzieć ekran — zarządziła, gdy zgromadzili się wszyscy z powrotem w salonie. Sadie spojrzała na strażaczkę zaskoczona i chyba nieco zawiedziona. Pewnie nie spodziewała się, że jej dzieło sztuki pozwoli się zmyć tak szybko! Następnym razem będzie musiała pokombinować z jakąś lepszą techniką. Arlo wdrapał się na kanapę i usiadł w rogu, wyciągając krótkie nogi przed siebie. Zaciekawiona i nieco mniej speszona Liara wskoczyła na stolik stojący przy kanapie i zaczęła bacznie obserwować małych ludzi.
Cześć, kotku!przywitała się z nim Sadie i już chciała się rzucić jak drapieżnik do obściskiwania jej, ale chyba przypomniały jej się zasady narzucone przez ojca i ciotki. Pomachała więc Liarze z odległości, obserwując ją z równą uwagą.
— To jak będzie, Liara? Chcesz się przywitać? — zwróciła się do zwierzaka, chcąc dać jej pełną autonomię w kwestii tego, czy jest gotowa sprawdzić, na czym polega obcowanie z dziećmi. Powinna przetestować sprawę, skoro będzie w przyszłości żyła z takimi pod jednym dachem.

🤰
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie bardziej przerażało ją zajmowanie się takimi małymi purchlakami niż wskakiwanie w rozszalały ogień. Ale to dlatego, że opieka nad gówniakami była dla niej całkiem nowa. Kiedy pierwszy raz jechała na akcję, też miała pełne portki. W dużej mierze przeważała adrenalina i ekscytacja, ale strach również się pojawił. Nie była przecież pewna, czy sobie poradzi i czy przypadkiem nie zginie. Albo kogoś nie zabije. Tutaj było podobnie. Najtrudniej było zacząć, a potem już szło z górki. Może czułaby się pewniej, gdyby w wśród bliskich ktoś miał takie pełzaki, ale nikt na razie nie kwapił się do powiększenia rodu Darlingów. Jednak im więcej czasu spędzała z latoroślami Youngów, tym pewniej się czuła. Wiadomo, to był tylko jeden dzień i codzienność na pewno wyglądała trochę inaczej, ale już te kilka godzin utwierdziło ją w przekonaniu, że razem z April poradzą sobie, kiedy przyjdzie im założyć własną rodzinę. I nie mogła wymarzyć sobie do tego lepszej partnerki.
Szczęście Finch było również jej szczęściem. Dlatego kiedy tylko narzeczona rzuciła jej się na szyję, na twarzy Teddy od razu wymalował się szeroki uśmiech. Przytuliła ją mocno, ze świadomością, że naprawdę potrzebują tego samego, chociaż mogło się wydawać, że pod wieloma względami faktycznie się różnią. I tak właśnie było, o czym doskonale zdawały sobie z tego sprawę. Ale przecież istniała też cała masa rzeczy, która je łączyła! Darling zrozumiała, że w związku wcale nie chodziło o to, żeby druga połówka musiała zapieprzać z tobą na siłownię, żebyście mogły wspólnie spędzać czas. Wystarczyło, że będzie czekać, aż wrócisz do domu, i ucieszy się, że dobrze się bawiłaś. A jak jeszcze pochwali twoją zgrabną dupę, to już w ogóle rewelacja.
Już jest nam doskonale. Później będzie jeszcze fajniej — zapewniła i naprawdę tak uważała. Wizja wspólnej przyszłości napawała ją niepohamowanym entuzjazmem. Tyle już razem przeszły, a przecież miały jeszcze o wiele więcej do przeżycia! Każdego dnia Teddy czuła się przy April dosłownie jak w bajce.
No właśnie, a skoro już o bajce mowa, to nie mogły zapomnieć o tych dwóch frędzlach, które czekały na Króla Lwa i pizzę. Skradła narzeczonej jeszcze jeden krótki pocałunek z nadzieją, że kiedy dziecioki zasną albo Blaze łaskawie się po nie zjawi, to będą mogły sobie wszystkie pieszczoty nadrobić. W salonie towarzystwo było już zwarte i gotowe. I chyba trochę zniecierpliwione, bo ciotki strasznie długo kazały na siebie czekać. Darling od razu wyłapała podejrzliwe spojrzenie sześciolatki, ale dziewczynka nie skomentowała zmycia makijażu, od czego najpewniej strażaczkę uratowała sama Liara. Teraz były kwita.
Chyba cię nie lubi — odezwał się Rudy z końca kanapy, dostrzegając, że kotka nie za bardzo ma ochotę podejść bliżej i dać się pogłaskać Sadie.
Chyba ciebie — odparła elokwentnie i wyciągnęła do Liary rękę. Futrzak naprężył się i wyciągnął szyję, żeby sprawdzić, czy dziewczynka jest godna zaufania. — A jak mnie ugryzie? — zerknęła niepewnie najpierw na strażaczkę, a potem na April.
Nie ugryzie. Ani nie udrapie— zagwarantowała Teddy, sięgając po pilota. Włączyła telewizor i kilknęła w aplikację platofrmy, na której były można znaleźć większość filmów Disneya. — Poczekaj, spróbujemy ze smaczkami — dodała i na chwilę zniknęła za wyspą kuchenną, żeby zaraz wrócić ze smakołykami z kurczaka i łososia. — Czasami trzeba ją trochę przekupić. Przez żołądek do serca — wyszeptała koncipiracyjnym tonem, nasypując na dłoń Sadie dwa miękkie przysmaki w kształcie serduszka.
Oglądamy już? — zapytał Arlo z lekkim poirytowaniem. Zamajtał niespokojnie nogami i cmoknął, wyraźnie niezadowolony z takiego obrotu spraw. Miała być bajka, a nagle wszyscy zajęli się głupim kotem. — Jestem głodny. Taki głodny, że zaraz umrę — oznajmił i popatrzył wyczekująco na Finch, jakby miała mu tę pizzę wyjąć zza pazuchy. Nie za bardzo kumał pojęcie czasu. Dla niego wszystko musiało odbywać się natychmiast. Trochę jak u April.

chodzę własnymi drogami jak kot 🐈
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zgadzały się ze sobą w najważniejszych kwestiach. Wiedziały, jak im jest dobrze i że będzie tylko lepiej z każdym kolejnym rokiem. A jak już założą rodzinę, wybudują dom, posadzą drzewo i odwalą ten cały szajs? Wtedy to na pewno oszaleją z tego szczęścia. Trzeba będzie je gdzieś wywieźć. Dzieci i zwierzęta zostaną bez opieki i pewnie zjedzą się nawzajem, taka będzie patola. Ale za nim to nastąpi, to będzie im miło. Mogłaby tak przytulać się z nią jeszcze bardzo długo. W jej ramionach odnajdywała spokój, a był on bardzo potrzebny po kontakcie z tymi trzpiotami. Problem w tym, że łazienka była tylko krótkim przystankiem. Zaraz trzeba było lecieć dalej. Dać się porwać kaszkolubom i jakoś dotrwać do momentu, aż rodzice sobie o nich przypomną i ich odbiorą. Miała nadzieję, że stanie się to jak najszybciej. Ale wcale nie chodziło o to, że miała dosyć rodzeństwa. Mogą śmiało zostać do jutra, nic wielkiego się nie stanie. Zakładała jednak, że im więcej czasu Youngowie będą musieli spędzić w klinice, tym może być gorzej z ciążą. Lekarz powinien tylko na nich spojrzeć i uznać, że wszystko będzie dobrze, dać tabletkę na bycie radosnymi i doskonałymi rodzicami i... już! Nadmierna liczba badań to tylko dodatkowe stresy dla wszystkich zainteresowanych.
Sadie bardzo chciała zaprzyjaźnić się z Liarą, a kotka jeszcze nie była pewna, czy tego chce. Arlo oczywiście musiał dołożyć swoje trzy grosze, próbując zepsuć siostrze humor. Ach, rodzeństwo! Czy April też była taka okropna dla swoich sióstr, gdy były młodsze? Na pewno nie! Pewnie była dużo gorsza! Ale z biegiem lat jej to przeszło, podobnie zresztą jak siostrom. Nadal zdarzało im się sprzeczać i to nie tak, że były najlepszymi przyjaciółkami, ale kochała je całą sobą i wierzyła, że one też zrobiliby dla niej bardzo wiele. A to przecież najważniejsze. Być może w przypadku tego konkretnego rodzeństwa też tak kiedyś będzie? Czeka ich jeszcze trochę lat kłócenia się, ale potem mogą stać się sobie naprawdę bliscy. Oby tak właśnie się stało! Finch ściągnęła brwi, nie będąc pewną, czemu Teddy wciska dzieciakom taki kit. Liara była tylko zwierzęciem. Oczywiście, że mogła pogryźć albo podrapać, gdy poczuje się zaatakowana. Wtedy dopiero byłby kłopot! Sadie pewnie nic wielkiego by się nie stało, ale i tak nie chciałaby jej na nic narażać. Na pewno byłoby więcej krzyku niż faktycznej krzywdy. Dziecko byłoby zestresowane, kotka byłaby zestresowana, wszyscy wokoło byliby po prostu zestresowani. Niemniej jednak pomyśl ze smaczkami był niczego sobie.
— Jak umrzesz, to przynajmniej mamy już doświadczenie w kwestii pogrzebów i damy sobie z tym radę. Ale może spróbuj nie umierać? Byłoby szkoda umrzeć zanim przyjedzie pizza, ale ej, więcej dla nas — Wzruszyła ramionami jakby śmierć czterolatka naprawdę nie robiła niej wrażenia. Cóż, nie zrobiła. Na pewno nie taka od marudzenia. Ależ on potrafił być irytujący! I tak wyglądało życie z Finch? Tragedia. Powinna się zmienić. O sto osiemdziesiąt stopni najlepiej. Ale to potem. Chwilowo obserwowała jak Liara zbliża się do smaczków rozsypanych na stole, wącha je podejrzliwie i w końcu zjada. Schrupała też kolejną porcję, którą Sadie rozsypała trochę bliżej.
— Spróbuj teraz — zachęciła ją, kiedy kotka przełknęła ostatnią chrupkę. Dziewczynka niepewnie wyciągnęła rękę w stronę zwierzaka. Nikt nie uciekł, nie podniósł się żaden wrzask. Kotka pozwoliła się dotknąć i nawet przez krótką chwilę pogłaskać. Szybko jednak uznała, że to na dzisiaj wystarczy i zeskoczyła ze stołu, po czym pognała na górę, pewnie po to, by odespać ten kontakt.
Lubi mnie! zawołała radośnie Sadie. Kontakt z futrzakiem dał jej całą masę radości. Może Youngowie powinni pomyśleć o zwierzęciu do domu?
— No pewnie, że cię lubi. Przecież jesteś super — potwierdziła, wyszukając na platformie odpowiednią bajkę. Usiadła na kanapie obok dzieciaków, kiedy na ekranie pojawiło się wschodzące nad sawanna słońce.

Nants ingonyama bagithi Baba Sithi uhm ingonyama
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gorzej, jak Youngowie nie przypomną sobie o swoich dzieciach, bo będą mieć przecież nowe i te zostaną u nich na zawsze. Co one wtedy poczną? Wyrzucić ich nie wyrzucą, to byłoby strasznie niehumanitarne. Skąd wezmą pieniądze, żeby je utrzymać? Teddy musiałaby rzucić pracę, żeby się nimi zająć, a wtedy April będzie musiała utrzymać cały dom. I jak się wszyscy pomieszczą w lofcie? Trzeba będzie zrobić tutaj całkowitą renowację! Najwyżej urządzą smarkom pokoik na antresoli, a same przejmą salon. Jakoś się pomieszczą, tragedii nie będzie. Kiedyś ludzie tak mieszkali. W ogóle kiedyś ludzie mieli mniej lecz byli bliżej siebie. Dobra, trochę za bardzo zabrnęła w to szaleństwo. Blaze na pewno zjawi się po swoje ancymony jeszcze dziś. No, w najgorszym wypadku jutro, jeśli wrócą do Toronto zbyt zmęczeni po stresujących badaniach. Darling nie miałaby serca, żeby tak ich obciążać, skoro one tak świetnie sobie ze wszystkim poradziły.
Rodzeństwo chyba już miało to do siebie, że sobie dogryzało, ale co Teddy mogła o tym wiedzieć? Tylko tyle, ile miała okazję zobaczyć w przypadku sióstr Finch. Wszystko też zależało od różnicy wieku, która z czasem się zacierała. Pięć lat, które kiedyś wydawało się ogromną przepaścią, później nie miało już żadnego znaczenia. Wystarczyło spojrzeć na April i Kirę! Dalej się nie znosiły, ale umiały jakoś ze sobą obcować. I na pewno się kochały! Gdyby tak nie było, najmłodsza Finchówna nie zgodziłaby się pomóc Darling w zmontowaniu filmiku zaręczynowego. Co prawda musiała przemycić w nim coś od siebie, żeby siostrze zrobiło się głupio, ale czym to było w porównaniu z jej zaangażowaniem? Tutaj musiało być podobnie. Pomimo że się wyzywali i tłukli, kiedy nikt nie patrzył, jedno stanęłoby za drugim murem. Teddy już widziała oczami wyobraźni Rudego tłumaczącego innemu Rudemu, że to jego siostra i tylko on może ją lać.
To ja jednak nie będę umierać — zadecydował Arlo. No teraz to był zwyczajnie złośliwy! — Nie dam nikomu mojej pizzy — burknął i skrzyżował ręce na piersiach. Ale z niego samolub. Już Teddy jako jedynaczka miała w sobie więcej życzliwości.
Pizza jest wspólna, a nie tylko twoja. I będzie wystarczająco duża, żebyśmy mogli się nią podzielić — dodała, jednocześnie pilnując, żeby Saide nie wykonała żadnego gwałtownego ruchu, którym mogłaby przestraszyć kotka. O matko, ta wielofunkcyjność była strasznie skomplikowana. Z dziećmi to w ogóle trzeba było mieć oczy dookoła głowy, żeby nie wywinęły jakiegoś numeru. Wystarczyła chwila nie uwagi i nieszczęście gotowe.
Nakarmienie Liary zakończyło się pełnym sukcesem. Sadie była zachwycona, że mogła nie tylko dać jej chrupki, ale też pogłaskać po grzbiecie. Potem na chwilę posmutniała, bo kotka zeskoczyła ze stołu i czmychnęła na antresolę. I tyle ją widziano. Teddy nauczyła się już, że koty tak miały i przychodziły tylko wtedy, kiedy same chciały. Nie ma sensu wołać, na nic wszelkie błagania, bo jak Liara ma wyjebane, to po prostu ma wyjebane. Dziwaczne to były stworzenia, doprawdy. Pies najchętniej nie odstępowałby człowieka na krok, a kot chyba żył w przekonaniu, że to on jest panem swojego właściciela. Albo panią, jak było w przypadku Liary. Mimo to strażaczka nie zamieniłaby tego futrzaka na żadnego innego.
Wy też jesteście super! — zawołała Sadie i wtuliła się w ramię April, która usiadła na kanapie. Serce Darling roztopiło się jak czekolada.
Ciiii — uciszył ją Rudy, przykładając palec do ust. I serce Darling ponownie przybrała postać ciała stałego. Niewiarygodne, jak bardzo ta dwójka się od siebie różniła? Czy z siostrami Finch też tak było? Nie potrafiła sobie przypomnieć. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że nie znała ich we wczesnym dzieciństwie, więc sporo ją ominęło. W jej oczach Kira dalej była smarkulą, chociaż już dawno skończyła studia i pracowała w zawodzie. No i wizualnie w ogóle nie przypominała tej jedenastolatki z warkoczykami, którą Teddy mijała w domu Finchów.
Ale ładnie śpiewają — wyszeptała sześciolatka gdzieś przy ramieniu cioci April, żeby przypadkiem nie drażnić brata. — Jak oni to tak robią, że te zwierzęta śpiewają? — zapytała, a w międzyczasie Arlo wyrzucił sobie nogi na kolana strażaczki, jeszcze bardziej rozwalając się na kanapie. Darling uśmiechnęła się pod nosem. Jeśli tak mają wyglądać wieczory z takimi małymi pyzolami, to ona naprawdę nie miała nic przeciwko.

jest tu więcej dróg, niż ktoś przejść by je mógł, więcej spraw, niż ogarnąć się da🦁
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cieszyła się, że ustalili kwestię umierania. Strasznie byłoby to nie po drodze wszystkim, gdyby Arlo jednak wyciągnął kopyta. Teraz na szczęście wyciągał je tylko na kanapie, a tak, to sobie może. Takiej miniaturce człowieka wystarczyłaby pewnie tylko poduszka, żeby siedzieć wygodnie i rozwalić się jak panisko. Zupełnie jak z kotem. Niech mu jednak będzie, że może zaanektować część kanapy! Niech się chłopak poczuje jak pełnoprawny człowiek. Nie powinno mu to chyba zaszkodzić? W ogóle niewiele rzeczy sprawiało wrażenie takich, przez które może być z nim jeszcze gorzej, ale może to April miała zbyt optymistyczne podejście do życia.
Kotka potrzebowała więcej czasu, żeby się do kogoś przyzwyczaić. Nie pomagał im tez fakt, że byli dziećmi. Dorosły jest bardziej zrozumiały dla zwierzaka, bo jest bardziej przewidywalny. To na pewno jednak kwestia przyzwyczajenia! Wbrew pozorom większość psów też nie lubiła mieć za dużo kontaktu z obcymi ludźmi, a właśnie tym było przecież rodzeństwo. Mieli przejebane w każdym aspekcie. Ale kto wie, może jak wpadną jeszcze do nich raz, dwa czy trzy, to nagle zaprzyjaźnią się z Liarą i wszyscy będą żyli w zdrowiu i szczęściu? Szansa na to była niezerowa. Na ten moment musiało wystarczyć krótkie głaskanie i rozejście się w swoje strony. Zdecydowanie warto było pokombinować, bo w nagrodę Sadie sprawiła im wyjątkowy komplement. Jak tu się nad takim maluszkiem nie rozczulić? April przygryzła mocno wargę, żeby się zaraz nie wzruszyć, bo jak już się rozklei, to koniec. Miała jednak ochotę przytulić Sadie z całych sił. Wyściskać ją tak mocno, aż jej oczy wypłyną. Darowała sobie jednak tego typu akcje i po prostu pocałowała ją w czubek głowy. Arlo oczywiście nie był nawet w połowie tak uroczy jak swoja siostra, ale to nic. Nie spodziewała się po nim zbyt wiele, więc właściwie niczego nie straciła.
— No wiesz, musiały się nauczyć. Większość z nich kształciła się w tym profesjonalnie. Są specjalnie szkoły do nauki śpiewu — wyjaśniła szeptem. Po części była to przecież prawda! Mówiła wprawdzie o aktorach głosowych, a nie samych zwierzakach, ale to nic. W ten sposób brzmiało to ciekawiej. Kto nie chciałby chodzić na zajęcia z emisji głosu i mieć za kumpla z ławki żyrafę albo hipopotama? Finch na pewno by chciała! Na zajęcia ze śpiewu akurat nigdy nie chodziła, pod tym względem była samoukiem, a na zajęciach z fortepianu nie było nigdy nawet kota, nie wspominając już o jakiejś większej egzotyce. Nic w tym dziwnego. Gdyby państwo Finch mieli do wyboru najnudniejszą szkołę świata, która jest jednocześnie prestiżowa i najfajniejsze miejsce na ziemi, które jednak nie zdobyło szeregu nagród, to na bank wybraliby to pierwsze.
Zwierzaki w filmie dowiedziały się już, kto nimi rządzi i które z nich staną się dzisiaj kolacją po tym, jak musiały bić przed lwami pokłony. Fabuła się powoli rozkręcała, pojawiali się nowi bohaterowie witani z mniejszym lub większym entuzjazmem przez rodzeństwo. Na pewno na największy entuzjazm zasłużył domofon, który poinformował wszystkich o dotarciu pizzy. April podniosła się z miejsca, żeby to ogarnąć. Odebrała dwa wielkie placki, każdemu wręczyła talerz i ustawiła na stole keczup do dyspozycji każdego. Dzieci chyba lubią jeść wszystko z keczupem, prawda? Na talerzu młodocianych wylądowały wielkie kawały pizzy z suszonymi pomidorami, choć Finch nadal wątpiła, że którekolwiek z nich w ogóle je zje.
Ale fajosko maszerują!skomentował Arlo, gdy hieny zaczęły swoje tańce do jednej z piosenek Skazy. Finch ściągnęła brwi i spojrzała na niego, po czym posłała niepewnie spojrzenie narzeczonej. Oczywiście, że temu gówniarzowi podoba się scena nawiązująca do nazimu, bo dlaczego by nie?
Też bym wolał być królem niż nie być królemwyjawił chłopak. Co do tego też raczej nikt nie miał żadnych wątpliwości. Sprawiał wrażenie takiego, który kibicuje tym postaciom, które akurat robią największy rumor na ekranie. April sama już nie wiedziała, czy zbliżająca się wielkimi krokami śmierć Mufasy go ucieszy czy zmartwi.

Strasznie już być tym królem chcę
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miło, że April postanowiła jednak nie ściskać Sadie tak mocno, żeby straciła oczy. Teddy dobrze znała te jej przypływy miłości. Ona była wytrzymała, ale takiej sześciolatce mogłyby od tego popękać kości. Głupio byłoby później oddać ją rodzicom całą połamaną. Wtedy Blaze na pewno stwierdziłby, że nie chce takiego uszkodzonego egzemplarza. Nieważne, że już jeden posiadał. Był mały, rudy i wiercił się na kanapie, jakby miał owsiki. Arlo kilka razy uderzył nogami o kolana strażaczki, szukając sobie dogodnej pozycji. Coś mu jednak w tych kolanach nie pasowało, bo w końcu osunął się niżej i wyłożył kopyta na jej udach. Jeszcze mruknął coś pod nosem, ale trudno było stwierdzić, czy odnosiło się to do kanapy, bajki, Liary, która postanowiła się stąd zawinąć, czy może samej Darling. Pewnie wszystko naraz.
Wyjaśnienia o tym, że zwierzęta brały udział w profesjonalnych lekcjach śpiewu chyba przekonały sześciolatkę, bo łyknęła wszystko jak gęś kluski. Ależ te glutowciągi były naiwne! Normalnie bardziej niż Teddy! Na dźwięk domofonu zrobiło się małe poruszenie. Nie dało się nie zauważyć, że dzieciarnia była już głodna. Od obiadu minęło już kilka ładnych godzin. Poczwary wzięły swoje talerze w oczekiwaniu aż ciocia April nałoży im po konkretnym kawałku pizzy. Arlo - oczywiście - pierwsze, co zrobił, to zaczął wygrzebywać suszone pomidory. I pieczarki. I kawałki cebuli. Tym sposobem zostało mu samo ciasto z sosem pomidorowym, które maczał dodatkowo w keczupie. To było do przewidzenia. Sadie za to jadła wszystko bez kręcenia nosem. Cholera, czyli nie kłamała z tymi suszonymi pomidorami!
Lubię jak w bajkach duuuużo śpiewają — oznajmiła dziewczynka, podrygując w rytm muzyki. Ale kiedy na ekranie pojawiły się hieny, od razu wcisnęła się mocniej w ramię Finch. Jej brat był natomiast wniebowzięty. Najbardziej podobał mu się Banzai, ale jak tylko usłyszał rechot Eda, to zaczął go naśladować, a z buzi wypadały mu kawałki pizzy, które lądowały na koszulce z Sasuke.
Scena na cmentarzysku słoni zbliżała się ku końcowi, a to oznaczało, że za moment nadejdzie ta z antylopami. Tym razem to strażaczka zerknęła na narzeczoną. Była bardzo ciekawa reakcji młodzieży. Jej już na samą myśl robiło się smutno, ale nie dawała niczego po sobie poznać. Nie musiała jednak udawać - April znała ją na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że strażaczka przeżywa właśnie wewnętrzne rozterki.
Ekstra jest ten wujek — podsumował Rudy, kiedy Skaza zabrał Simbę na skraj wąwozu i wmówił mu, że to świetne miejsce do ćwiczenia ryku. A gdy hieny zapędziły ogromne stado gnu do wąwozu, Arlo nawet nie drgnął.
Zwierzęta pędziły prosto na lwiątko, które zostało uwięzione w środku stada. Przerażony Simba nie zdołał utrzymać się na śliskiej skale i w końcu stracił równowagę, zostając porwany przez gnu. Sadie wydała z siebie stłumiony pisk, zastygając z kawałkiem pizzy w rączce. I wtedy na ekranie pojawił się Mufasa, który przybył, żeby pomóc swojemu synowi. Bez zastanowienia rzucił się w wir pędzącego stada.
Tata go uratuje — dziewczynka pokiwała głową, kiedy lew próbował przedostać się do Simby, który desperacko trzymał się gałęzi. Udało mu się go dosięgnąć i wyciągnąć z największego zagrożenia. — Mówiłam! — oznajmiła dumnie, bo lwiątko zostało umieszczone na skalnej półce.
Król został jednak w wąwozie. Simba, Teddy, April, Sadie i Arlo patrzyli, jak próbuje wydostać się z rozszalałego stada. W końcu chwycił się skalnej krawędzi i podciągnął do góry. Dostrzegłszy swojego brata, zaczął błagać go o pomoc. I wszystko wskazywało na to, że ten za chwilę mu jej udzieli. Och, Teddy bardzo żałowała, że za każdym razem ta scena nie wygląda inaczej. Tak jak za każdym razem miała nadzieję, że tym razem Harry Potter nie trafi do Gryffindoru.

niech żyje król 💀
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie do końca była w stanie pojąć, czemu chłopiec po prostu nie poprosił o porcję drugiej pizzy, na której nie było tych wszystkich bzdur, które zaczął wyciągać ze swojego kawała. Może nie wpadł na to, że ma tak szerokie możliwości? Z takim to nigdy nie wiadomo. Cóż, nie będzie mu mówiła, jak ma żyć. Próbowała już to robić w kwestii jedzenia i poszło mocno średnio, więc wolała po raz drugi nie popełnić podobnego błędu. Przy swoich dzieciakach miałaby więcej motywacji, by wyprowadzić je ze stanu larwalnego do bycia człowiekiem, ale przy Arlo? Niech rodzice się tym zajmą! Miała nadzieję, że kiedy młody wyląduje u nich następnym razem, to będzie już bardziej przypominał ludzką istotę. Youngom będą się wtedy należały oklaski oraz jakaś nagroda. Problem jednak w tym, że nagrodą będą właśnie ich dzieci, co było trochę smutne. Ciekawe, czy ten nowy bąbel okaże się bardziej podobny do Sadie, czy właśnie do Arlo.
— Ja też! Takie są najlepsze — zgodziła się od razu z Sadie. Nie było przecież niczego lepszego niż piosenki z bajek! Uwielbiała śpiewać hity Disneya w czasie dłuższych podróży samochodem albo w środku nocy, gdy była już srogo najebana. Stwierdziła, że o żadnej z tych sytuacji nie będzie wspominać młodej. Rozmowa o podróży samochodem była względnie bezpieczna, ale też nie chciała sprowadzić na rodziców okropieństwa bycia zmuszonymi do słuchania sześć godzin bez przerwy Kolorowego wiatru, bo to fajna piosenka, ale ileż można? O tej wersji z byciem najebanym to w ogóle nie ma co wspominać. Na to była zdecydowanie za młoda! Ciocia April będzie mogła służyć złotymi radami za jakiś czas, gdy mała wejdzie w okres nastoletni i będzie chciała próbować wszystkiego, co koledzy i koleżanki tylko jej podsuną pod nos.
— Totalnie — zgodziła się z Arlo, ale jakoś tak bez większego przekonania, gdy przyznał się do bycia fanem Skazy. Nie uważała, że to jednoznacznie zła postać i doceniała jego osobowość oraz sposób, w jaki został narysowany, ale coś jej podpowiadało, że sympatia młodego nie była aż tak wielowymiarowa. No nic, to już nie ich rola, by tłumaczyć im teraz różnicę między dobrem a złem. Chociaż może powinna spróbować? Powinna potrenować przed własnymi dziećmi, bo opowiadanie kilkulatkom teorii, które wyniosła z lekcji filozofii na studiach, raczej nie zda się na wiele. Dobra, ale to może przy następnym spotkaniu z tymi smarkami.
Spojrzała na narzeczoną, gdy dotarli wreszcie do newralgicznego punktu filmu. Na razie było całkiem nieźle. Simba faktycznie został bohatersko uratowany i wszystko wyglądało tak, jakby się miało dobrze skończyć. Finch wyciągnęła wolną rękę w stronę narzeczonej i pogłaskała ją po ramieniu, uśmiechając się ciepło. Chciała ją w ten sposób wesprzeć w nadchodzącej fali smutku. Tego tylko brakowało, by to strażaczka się rozkleiła! Była już duża, na pewno jakoś da sobie radę. Na ekranie Mufasa prosił brata o pomoc, a ten bawił się jego cierpieniem, sugerując, że mu jej udzieli. W końcu jednak łapy króla oderwały się od skarpy i zaczął spadać na dno wąwozu.
Ale leci!zauważył bystrze Arlo, pokazując nawet palcem na telewizor, by nikt nie miał wątpliwości, o jakim locie rozmawiają. Sadie w tym czasie wyraźnie się zmartwiła. Zmarszczyła nos, ewidentnie podejrzewając, że tu się święci coś nieodpowiedniego. April obserwowała ją uważnie, a młoda nie odrywała wzroku od ekranu, gdy przerażony Simba próbował zmusić ojca, by podniósł się z ziemi. Dziewczynka wydęła dolną wargę, starając się z całych sił powstrzymać od płaczu.
Jak to? To co teraz? zapytała drżącym głosem. Arlo z kolei nie przejął się zupełnie. Był zbyt zajęty odrywaniem pomidorów z kolejnego kawałka pizzy, który wpakował sobie na talerz.
Skaza będzie rządził1 Nic nie rozumieszskarcił siostrę, najwyraźniej uznając, że ma do czynienia ze skończoną debilką. No faktycznie, nieogarnianie fabuły bajki dla dzieci to nie jest dobra oznaka. Sadie przejęła się jeszcze bardziej, a po jej policzkach zaczęły płynąć łzy.
— Nie martw się, to dopiero początek filmu. Zobaczysz, że Simba sobie poradzi — zagwarantowała ciepłym tonem, przytulając ją do swojego boku. W odpowiedzi młoda tylko wciągnęła zbierające się w niej gluty.

😭
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”