30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
spokojnie, niech nikt nie pyta co mi jest, za chwilę zwolnię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Naprawdę chciała ją jakoś uchronić przed tym widokiem, ale nie miała większych szans, skoro April uparła się, żeby pójść razem z nią. Równie dobrze mogła zostać w samochodzie i upewnić się, że nikt w pobliżu nie potrzebuje pomocy. Teddy zdecydowanie musiała popracować nad swoją asertywnością. Dobrze, że przynajmniej miała dobrego psychoterapeutę, z którym narzeczona będzie mogła później przegadać swoje traumy po dzisiejszym dniu. Nieszczególnie ją to pocieszało, ale teraz i tak nie mogła już jej zawrócić. Była im tutaj potrzebna.
Darling pamiętała swoje pierwsze wyjazdy do zdarzeń masowych. Pamiętała, jak rwała się wtedy, żeby ratować wszystkich po kolei, a kapitan Whitman odciągał ją od poszkodowanych i tłumaczył, że nie mogą tego zrobić. Nie rozumiała, dlaczego mieli zostawić kogoś na pastwę losu, skoro można było go stamtąd wyciągnąć. Z czasem dotarło do niej, że chodziło przede wszystkim o czas, który mogliby zmarnować na człowieka, którego szanse na przeżycie były właściwie zerowe, podczas gdy w tym samym czasie mogli uratować kilka innych osób. Było to okropnie niesprawiedliwe, ale czy zawalony tunel i złamany wpół autobus miały cokolwiek wspólnego ze sprawiedliwością? Niekoniecznie. W takich sytuacjach trzeba było zachować zdrowy rozsądek, nawet jeśli wszystko w środku krzyczało, żeby zrobić coś zupełnie przeciwnego.
Słysząc głos Finch, przystanęła i podążyła wzrokiem za wiązką światła z latarki. Jej spojrzenie zatrzymało się na kilkuletniej dziewczynce, która skulona siedziała na podłodze i trzymała za rękę matkę przygniecioną przez fotele.
— Hej — odezwała się do niej i podeszła najbliżej, jak tylko było można. Od razu przykucnęła obok i zachęcająco wyciągnęła do niej dłoń. — Jesteś cała? Coś cię boli? — przyjrzała jej się uważnie, próbując dostrzec jakieś widoczne obrażenia, ale wszystko wskazywało na to, że dziewczynka nie odniosła większych obrażeń. Darling odwróciła głowę i uśmiechnęła się do narzeczonej, dając jej do zrozumienia, że świetnie się spisała. Gdyby nie jej spostrzegawczość, mogłyby przeoczyć dziecko i pójść dalej.
— Katie — mruknęła cicho dziewczynka. — Trochę mnie boli kolano — dodała, rozmasowując sobie wolną ręką nogę.
— Cześć, Katie. Ja jestem Teddy, a to jest April — wskazała podbródkiem na stojącą obok Finch. — Jest też z nami pani doktor — tym razem zerknęła na blondynkę, której imienia nie znała, a która właśnie pomagała wstać jakiemuś nastolatkowi. — Wydostaniemy cię stąd, dobrze? Chodź — zachęciła ją skinieniem głowy, ale dziewczynka skuliła się jeszcze bardziej.
— Nie zostawię mamy — oznajmiła stanowczo, wciskając się mocniej w kąt.
— Pomożemy jej, obiecuję — zapewniła strażaczka. To było głupie. Nie powinna niczego obiecywać, kiedy tak naprawdę były to obietnice bez pokrycia.
— Staniesz obok, pani doktor obejrzy później twoje kolano, a ja postaram się wyciągnąć twoją mamę. W porządku? — zapytała.
Katie niepewnie zerknęła najpierw na matkę, która posłała córce słaby, ale pokrzepiający uśmiech, później na Teddy, aż w końcu zatrzymała wzrok na Finch i kiwnęła głową. Niechętnie puściła dłoń kobiety, podniosła się z podłogi i pokuśtykała do April.
Strażaczka odsunęła się na bok i obeszła siedzenia. Już chciała chwycić za krawędź najbardziej wysuniętego fotela, kiedy poczuła nieprzyjemne ukłucie w przedramieniu. Spuściła wzrok i zobaczyła, że kawałek blachy rozciął jej rękę. Gdyby miała na sobie mundur, pewnie nie doszłoby do takiej sytuacji. Nie miała jednak czasu się nad tym zastanawiać. Nie dała po sobie niczego poznać, tylko naparła biodrem na siedzenia i uniosła je na tyle, żeby narzeczona i lekarka mogły wyciągnąć spod nich kobietę.

we cause trauma, we suffer trauma
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie była pewna, czy cieszyła się z tego znaleziska. Miała nadzieję, że uda im się pomóc dziewczynce oraz jej matce, ale po prostu wolałaby, żeby nie znalazły się w tej sytuacji. Byłoby dla wszystkich lepiej, gdyby nigdy nie wsiadły do tego autobusu. Mogły się na niego spóźnić i jechać następnym. Uniknęłyby paskudnej traumy, na którą na pewno nie zasługiwały. A jednak los był na tyle okrutny, że wpakował je właśnie do tego pojazdu, a sam pojazd wypierdolił w kosmos. No prawie. Frustracja faktem, że mogła im pomóc tak mało, też ją dobijała. Chciała dla nich zrobic jak najwięcej, a już teraz była pewna, że może im zaoferować tylko jakiś ochłap. Wszystko to wzbudzało w niej całą masę negatywnych emocji, nad którymi było jej coraz trudniej panować. Nie miała pojęcia, jakim cudem Teddy była w stanie tak funkcjonować na co dzień. Ona oszalałaby w tej robocie po tygodniu. To przygniatające uczucie bezsilności wykończyłoby ją wyjątkowo szybko. Pewnie żadne przygotowanie terapeutyczne niczego by nie dało, po prostu skończyłaby na jakimś emocjonalnym dnie. Nie żeby była od niego jakoś strasznie daleko, bez przesady. Właściwie to była niepokojąco wręcz blisko. Taka odpowiedzialność byłaby wyjątkowo brutalnym zderzeniem z rzeczywistością. Właściwie może nawet to pojedyncze wydarzenie wystarczy, żeby coś pękło w niej zdecydowanie zbyt mocno?
— Cześć, Katie. Chodź, razem damy sobie radę — zapewniła, gdy dziewczyna zawahała się, co powinna zrobić. W ogóle nie dziwił jej strach małej. Znalazła się w sytuacji kompletnie nieprzystosowanej do dziecięcej wrażliwości. Trzeba przyznać, że mimo wszystko zachowywała się bardzo dzielnie. Może to było wywołane paraliżem rodzącym się ze strachu? Bardzo prawdopodobne. Cóż, z dwojga złęgo taka reakcja i tak była niezła. Panika była przecież bardzo niewskazana. Finch poczuła się dodatkowo zmotywowana, by się ogarnąć. Skoro kilkulatka potrafiła się odpowiednio zachowywać, to taka stara baba jak April też powinna. Uśmiechnęła się raz jeszcze do dziewczynki, gdy zdecydowała się wygramolić spomiędzy siedzeń. Pogłaskała ją czule po włosach, licząc, że dziecko odnajdzie w tym jakiekolwiek pokrzepienie. Chciała poświęcić jej więcej uwagi, by spróbować doprowadzić ją do porządku, ale nie do końca był teraz na to czas. To kolejny minus pracy takiej jak ta. Nie dało się każdemu ofiarować tyle, na ile zasłużył. Niektórych trzeba było po prostu pominąć, by skupić się na pozostałych. Miała wrażenie, że to wyjątkowo okrutne, ale zdawała sobie sprawę, że tylko w ten sposób dało się cokolwiek osiągnąć.
Wraz z lekarką podeszły do kobiety i kiedy strażaczka uniosła siedzenie, złapały ją mocno i pomogły się stamtąd wydostać. Kobieta zachwiała się na nogach nieco przytłoczona ilością tlenu i krwi, który nagle znalazł się w jej organizmie. Na szczęście nie spędziła tam zbyt dużo czasu. Zdjęte siedzenie nie odkryło też żadnych dodatkowych ran ani urwanych kończyn, co było wielkim plusem. Kobieta mogła oczywiście mieć jakieś dramatyczne obrażenia wewnętrzne, ale chwilowo nie objawiały się żadnym krwawieniem ani omdleniem.
— Pomogę wam stąd wyjść, dobrze? Musimy zacząć zbierać wszystkich na zewnątrz — zaproponowała, pozwalając kobiecie się na sobie oprzeć. Lekarka kiwnęła głową na znak, że Finch ma rację. Robienie czegokolwiek w autobusie mijało się z celem, jeżeli były w stanie z niego wyjść wzglednie o własnych siłach.
— Zaraz wrócę — obiecała i złapała dziewczynkę za rękę, żeby zaprowadzić ją wraz z matką poza pojazd.

🚌
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
spokojnie, niech nikt nie pyta co mi jest, za chwilę zwolnię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nikt nie był w stanie przewidzieć, czy po wyjściu z domu jeszcze kiedykolwiek do niego wróci. Teddy była na to przygotowana, bo takie ryzyko po prostu wpisywało się w jej zawód, ale inni ludzie, prowadzący względnie spokojne życie? Mogłeś być najlepszym kierowcą na świecie, a i tak wystarczyło, że znalazłeś się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze, żeby jakiś pijak zjechał na przeciwległy pas i wpakował się w ciebie czołowo. Mogłeś też jechać autobusem z córką, którą właśnie odebrałeś ze szkoły, i zostać zakleszczonym we wraku, bo tunel, pod którym przejeżdżały samochody, z niewiadomych przyczyn po prostu runął.
Kiedy zaczynała pracę jako strażaczka, nie miała żadnych wątpliwości, że właśnie tym chce zajmować się w życiu. Później bywało różnie. Raz lepiej, raz gorzej, zależnie od dnia. Czasami mówiła, że nie zamieniłaby tej roboty na żadną inną, a czasami zaczynała się zastanawiać, czy ona w ogóle się do tego nadaje. A potem wyciągała kogoś ze zgliszczy albo właśnie z rozjebanego autobusu i wszystkie te wątpliwości znikały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie było chyba nic lepszego niż świadomość, że można było komuś realnie pomóc. I właśnie dlatego Teddy nigdy do końca nie rozumiała, co Paul Finch widział w tym wszystkim takiego dziwnego. Jak można było dziwić się, że robiła to dla satysfakcji, a nie dla pieniędzy? Jasne, pieniądze były potrzebne do życia, ale nie wszystko dało się przeliczyć na nędzną wypłatę.
— Ostrożnie — upomniała ją, kiedy kobieta dźwignęła się na nogi trochę zbyt szybko. Na szczęście była w stanie poruszać się o własnych siłach. Teddy pokiwała głową, zgadzając się ze stwierdzeniem, że faktycznie najlepiej będzie, jeśli wszyscy, którzy są w stanie chodzić, jak najszybciej opuszczą autobus. Żadna jego część nie wydawała się bezpieczna, a cała konstrukcja nieprzyjemnie się chwiała. Jeszcze tego brakowało, żeby wrak przechylił się na bok. Wtedy to już naprawdę nie byłoby czego zbierać.
Dziewczynka i jej matka posłusznie podążyły za April i lekarką, która podtrzymywała skołowanego nastolatka. Darling spojrzała na swoje krwawiące przedramię. Blacha przecięła je dokładnie nad blizną, która została jej rok temu po zamachu bombowym w banku. Dobrze, że nie była to lewa ręka, bo wtedy rozcięłaby sobie tatuaż. Z drugiej strony przynajmniej byłoby symetrycznie. Docisnęła dłoń do rany, jednak niewiele to dało. W końcu chwyciła za dół swojej koszulki i rozdarła materiał. Lubiła ten t-shirt, ale przecież nie czas żałować róż, gdy płyną lasy. Owinęła sobie rękę prowizorycznym opatrunkiem, zacisnęła materiał i ruszyła dalej, chcąc dokładniej przeszukać autobus.
Cały czas trafiała na kolejnych martwych pasażerów, ale dopóki istniała choćby najmniejsza szansa, że ktoś jeszcze przeżył, nie zamierzała przestać szukać. Pomyśleć tylko, co by było, gdyby autobus był wypełniony po brzegi. Wtedy liczba ofiar byłaby jeszcze większa. Ludzie nie mieliby nawet gdzie uciec, a przy takim uderzeniu większość z nich po prostu powpadałaby na siebie i zginęła na miejscu.
— Masz zasięg? Jakieś wieści od Jetta? — wychyliła się przez wnękę po wyrwanych drzwiach i spojrzała na April. Zaraz jednak wspięła się na palce, próbując dostrzec coś za zablokowanym przez samochody pojazdy z jednej strony i tym zagruzowanym z drugiej. — Chyba widzę wozy strażackie, ale nie ma szans, żeby tutaj wjechały — poinformowała i nerwowo wypuściła powietrze przez nos. W innych okolicznościach kierowcy pewnie próbowaliby utworzyć korytarz życia i poprzesuwać auta tak, żeby zrobić miejsce dla służb. Teraz jednak większość z nich była porozrzucana w poprzek drogi, część z nich została dodatkowo uszkodzona przez spadające fragmenty konstrukcji i za cholerę nie dało się ich tak po prostu przestawić. Zresztą trudno było mieć o to do kogokolwiek pretensje. Każdy z kierowców w pierwszej chwili próbował po prostu uniknąć spadającego na nich betonu. W takich warunkach nikt nie myślał o tym, jak za kilka minut będzie wyglądał przejazd dla straży.

had I known how to save a life
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ogarnięcie sytuacji na zewnątrz było w tym momencie najistotniejszym zadaniem – przynajmniej dla niej. To było coś, co nie powinno jej przerosnąć, a co przy okazji przyniesie wymierne korzyści. Pomoże zorganizować cos, co będzie przydatne w dalszych działaniach, głównie lekarzom. Na ten moment mieli do dyspozycji tylko tę jedną kobietę, ale przecież karetki musiały być już w drodze. To kwestia kilku chwil, zanim zjawi się tu całe rzesze służb i wezmą się za poważną robotę, a April przestanie być oficjalnie potrzebna. Miała nadzieję, że w podobny sposób pomyśli Teddy, ale raczej były na to marne szanse. Wolałaby, żeby narzeczona odpuściła sobie dzisiaj ratowanie świata, skoro była po wyczerpującym dyżurze, ale domyślała się, że odwiedzenie jej od tego byłoby bardzo trudne, jeżeli nie niemożliwe. Nie potrzebowały dodatkowej kłótni, a już na pewno nie o coś takiego. W sumie czy ten dzień nie będzie dodatkowym testem dla wspólnej przyszłości? Odkąd się zeszły April miała już okazję zderzyć się z wypadkiem, którego ofiarą była jej partnerka i było to dla niej niewyobrażalnie wręcz gorsze przeżycie od analogicznych sytuacji z przeszłości. To popołudnie było z kolei lżejszą wersją trudniejszych dni na służbie, głównie przez to, że Teddy zwyczajnie na tej służbie nie była. Jeżeli Finch nie poradzi sobie nerwowo z ogarnięciem zmartwienia o ukochaną, to będzie jasny sygnał, że czekało ją wyjątkowo skomplikowane życie.
Pomogła wyjść na zewnątrz córce i matce. Spojrzała na lekarkę, oczekując jasnych instrukcji w kwestii organizacji przestrzeni. Kobieta zdecydowanie miała w tej kwestii większe doświadczenie niż Finch. Na szczęście przydzielone przez nią zadania okazały się dla April w pełni osiągalne. Dobrze sprawdzała się w przestawianiu ludzi i rzucaniu poleceń, więc gdy tylko lekarka wyjaśniła jej co i jak, zabrała się do roboty. Wokół autobusu nie kręciło się zbyt wiele osób, wszyscy woleli trzymać się na wszelki wypadek z daleka. Wycofała stamtąd jakieś niedobitki i zgarnęła do pomocy jakiegoś faceta, który po prostu czuł się zobowiązany, by się zaangażować. Wspólnie wydzielili właściwie strefy i posadzili w nich zarówno nastolatka, jak i matkę z córką. Nie mieli za bardzo czym tych wszystkich osób oznaczać, ale przydatny okazał się po prostu mazak, który facet odnalazł w swoim plecaku. Lekarka wyjaśniła im, jakie oznaczenia będą najlepsze, a April obiecała, że się tym zajmie.
Spojrzała na swój telefon, kiedy narzeczona się do niej odezwała. Niewiele zmieniło się przez ostatnie minuty. Nie dostała żadnej wiadomości, która mogłaby im nieco rozjaśnić sytuację albo nastroić pozytywnie w kwestii przybycia odsieczy.
— Wiadomość w międzyczasie wyszła, ale jej nie wyświetlił. Pewnie są już w drodze albo nawet na miejscu. Na pewno zaraz tu będzie — zapewniła ją i uśmiechnęła się ciepło, chcąc dodać jej nieco otuchy. Domyślała się, że narzeczoną irytuje fakt, jak nieprzygotowana była w tym momencie do działania, ale nie były w stanie niczego na to poradzić.
— Może jednak chcesz wyjść i ustawić się w kolejce do opatrywania? Nawet wiem już, jak cię oznaczyć — zasugerowała, unosząc mazak, który wciąż dzierżyła w dłoni. Domyślała się odpowiedzi, ale nie umiała powstrzymać się od dania jej opcji na wycofanie się z tej paskudnej sytuacji.

teddy darling
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
spokojnie, niech nikt nie pyta co mi jest, za chwilę zwolnię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie chciała, żeby to, co się wydarzyło, w jakikolwiek sposób wpłynęło na ich wspólne życie. Bo co, jeśli po tej sytuacji April przejrzy na oczy i zrozumie, że nie może dłużej tkwić w związku, w którym ciągle będzie wychodzić z siebie ze zmartwienia? Czy dokładnie tak nie kończyły się wszystkie poprzednie związki Teddy? Czy jej partnerki nie decydowały się odejść, kiedy w końcu nie były już w stanie znieść jej nieobecności i ciągłego ryzykowania? Co, jeśli z Finch będzie tak samo? Niby poznały się długo przed tym, zanim Darling zaczęła pracować w zawodzie, a później, kiedy połączyła je przyjaźń, nigdy niczego przed nią nie ukrywała. Zawsze mówiła jej, kiedy w pracy wydarzyło się coś paskudnego. Dawała znać, kiedy znowu wylądowała w szpitalu. Nie próbowała udawać, że jej zawód jest bezpieczny, skoro obie doskonale wiedziały, że bywało zupełnie odwrotnie. Ale jeśli April któregoś dnia stwierdzi, że to jednak za dużo? Że nie chce budować związku z kimś, o kogo będzie bała się za każdym razem, gdy ten ktoś wychodzi do pracy? Teddy chyba nie miałaby wtedy zbyt wiele do powiedzenia. Mogła ją zapewniać, że będzie uważać, obiecywać, że nie będzie się niepotrzebnie narażać i robić wszystko, żeby wracać do domu w jednym kawałku. Tylko że żadna z tych obietnic nie dawała gwarancji, że pewnego dnia coś po prostu nie pójdzie nie tak. A jeśli April nie będzie chciała dłużej żyć z tą świadomością, Darling nie mogła przecież mieć jej tego za złe. Jednocześnie zależało jej na ukochanej tak bardzo, że była nawet gotowa pomyśleć o rezygnacji z pracy strażaczki. Nie wiedziała, czy naprawdę byłaby w stanie to zrobić, bo ten zawód był przecież częścią jej życia od lat. Ale gdyby miała wybierać między nim a April, wybór stawał się nagle oczywisty.
Tylko że teraz nawet nie była w pracy. Nie miała na sobie munduru ani nie wykonywała żadnego polecenia. Po prostu znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Jeśli nawet wtedy mogło wydarzyć się coś takiego, to co właściwie mogła obiecać narzeczonej?
Zajrzała jeszcze raz w głąb autobusu. Wyprowadziły stamtąd wszystkich, których zdołały uratować. Resztą zajmą się medycy. Nie było powiedziane, że ktoś jeszcze nie przeżył, ale trzeba było poczekać na profesjonalny sprzęt.
— Na pewno zaraz tu będzie — powtórzyła cicho po Finch. Skoro z oddali było widać migające światła, to pewnie jej jednostka i kilka innych próbowały właśnie przecisnąć się między samochodami. — Co? — kolejne słowa wyrwały Teddy z zamyślenia. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie powinna zawrócić po służby, ale szybko uznała, że nie miałoby to najmniejszego sensu. — Nie trzeba, sama już się opatrzyłam — uniosła owinięte koszulką przedramię. Kiedy jednak dostrzegła drżącą dłoń ukochanej, westchnęła cicho i skinęła głową. — W porządku, oznacz mnie — zgodziła się bez większych protestów.
Zeskoczyła z autobusu i wyciągnęła w jej stronę rękę, żeby April mogła narysować mazakiem odpowiedni symbol. Nie mogła jej tego zrobić. Finch i tak była wystarczająco przerażona, nie powinna dokładać jej jeszcze więcej stresu. Darling zresztą sama musiała sobie cały czas tłumaczyć, że przecież nie jest teraz na służbie. Kogo próbowała oszukać? Nikt nie pozwoli jej tutaj zostać. Ani Young, ani Donovan, ani tym bardziej kapitan jednostki.
— Będziesz mnie kochać z jeszcze jedną blizną? — zapytała, uśmiechając się do niej niepewnie. A potem musiały ustąpić miejsca, bo przy autobusie zaczęły pojawiać się pierwsze służby ratownicze, które od razu przeszły do działania.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdawała sobie sprawę, że obietnice w tego typu pracy niewiele dawały. Chciała, by Teddy zachowywała zdrowy rozsądek. Nie powinna pakować się na ślepo w miejsca, które niemal na pewno gwarantowały porażkę. To przecież nie tylko kłopot dla nich, ale i dla całej akcji. Strażak był potrzeby w pełni sprawny, a nie jakiś poparzony albo przygnieciony ciężkimi przedmiotami. Zdawała sobie też sprawę, że nie dało się zachowywać całkowicie ostrożnie. Celem tej profesji było narażanie się. Rozumiała to i naprawdę starała się akceptować. Była przecież dumna ze swojej partnerki i wielkości jej serca oraz odwagi. To było naprawdę wyjątkowe. Jedyne, o co prosiła, to pamięć, że w domu ktoś na nią czeka. Kiedyś oczywiście też miała ludzi, którzy czekali na jej bezpieczny powrót do domu, ale domyślała się, że w życiu singielki wyglądało to jednak trochę inaczej. Wiadomo, że przyjaciele i rodzice są ważni, ale to przecież nie to samo. Teraz jednak czekała na nią narzeczona, a za kilka lat powinny czekać również dzieci. Z takim asortymentem nie można było lecieć na pałę i trzymać kciuków, że jakoś to będzie. Miały za sobą już rozmowę na ten temat po jej ostatnim wypadku. April szczerze wierzyła, że Teddy wyciągnęła z niego wnioski i teraz jest po prostu ostrożniejsza. Wierzyła też, że w razie czego otacza ją cała masa gości o wielkich sercach, którzy palną ją w łeb, jeżeli nieco się zapomni.
Ogarnięcie wszystkich, których dało się ogarnąć bez dodatkowego sprzętu, przyniosło April satysfakcję, ale też sporo stresu. Było jej naprawdę strasznie przykro, że takie rzeczy spotkały tych obcych ludzi. Stresowało ją, że znalazły się w zamknięciu i że ich podróż do domu została zaburzona przez wyjątkowo niebezpieczne zdarzenie, ale w porównaniu z tymi, którzy byli w autobusie, to miały wyjątkowe szczęście. Zdecydowanie byłaby najgorszą strażaczką świata, gdyby miała tak wszystkim współczuć. Albo lekarką. Generalnie nie nadawała się do pracy w służbach. Lepiej sprawdzała się w miejscu, w którym za pieniądze trzeba było kreować sztuczne szczęścia.
Posłała jej karcące spojrzenie, gdy zaprezentowała swój prowizoryczny opatrunek. Była bardzo posłuszna, ale na pewno nie da się robić w balona. Aż tak. To nie miało wiele wspólnego z porządną pomocą, a jeżeli nie chciała sobie utrudnić kolejnych tygodni, to Teddy powinna przestać kręcić nosem, tylko po prostu skorzystać z pomocy osób, którzy byli w tej kwestii mądrzejsi od niej. Uśmiechnęła się ciepło, gdy narzeczona pozwoliła jednak jej się oznaczyć. Ostrożnie narysowała właściwy symbol i wzięła ją za rękę, żeby pociągnąć w stronę – na szczęście licznej – grupy osób, które nie wymagały pilnej pomocy.
— Niech ktoś ci na to spojrzy. Jeżeli to tylko zwykłe rozcięcie, to super. Ale jeżeli to coś więcej, to co? Znowu chcesz mieć problemy z mobilnością i siedzieć na L4? Myślę, że nie. Ja też zdecydowanie tego nie chcę. — Starała się mówić łagodnie i swobodnie. Może i bała się o życie narzeczonej, gdy wychodziła do pracy, ale zdecydowanie wolała momenty, w których miała jakieś zajęcia. Teddy, która nie może się do czegoś przydać i która musi siedzieć w domu, to męcząca Teddy. Nuda nie wpływała na nią za dobrze.
— Oczywiście, że będę — zapewniła. Wsunęła flamaster do kieszeni spodni i ujęła twarz ukochanej w dłonie. Pogłaskała ją z czułością kciukami po policzkach, wpatrując się przez moment w jej oczy. To jedno rozcięcie naprawdę nie było niczym strasznym. Udało im się uniknąć gorszych konsekwencji i jeżeli nic wielkiego nie spadnie im zaraz na łby, to w sumie będą mogły uznać misję za udaną.
— Będę każdą kolejną kochać tak samo mocno. Blizny są przecież seksowne — dodała, uśmiechając się szeroko.
— Oczywiście nie oznacza to, że masz się teraz dać pocharatać, nie myśl sobie! — zaznaczyła od razu, żeby narzeczona nawet nie próbowała szukać luk w jej rozumowaniu.

teddy darling
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
spokojnie, niech nikt nie pyta co mi jest, za chwilę zwolnię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zawsze brała sobie do serca wszystko, co mówiła April. Pamiętała, ile stresu jej zafundowała, kiedy trafiła do szpitala i naprawdę starała się robić wszystko, żeby podobna sytuacja więcej się nie powtórzyła. Czasami emocje brały jednak górę i Teddy zdarzało się najpierw coś zrobić, a dopiero potem pomyśleć, ale świadomość, że miała do kogo wracać, towarzyszyła jej podczas każdej akcji. Kiedy była singielką, niespecjalnie przejmowała się tym, że może zrobić sobie krzywdę. YOLO i te sprawy. Teraz za każdym razem przed wejściem w coś ryzykownego wspominała narzeczoną i myślała o tym, że czeka na nią w domu. Po wszystkim zresztą zawsze od razu dawała jej znać, że żyje i ma się dobrze. Może czasami w trakcie akcji udawało jej się nawet nagrać wiadomość na smartwatchu, zakładając oczywiście, że Finch w końcu faktycznie jej taki sprawiła? Jeśli nie, pozostawało jej cierpliwie czekać, aż Darling wróci do remizy i będzie mogła wreszcie napisać, że wszystko jest w porządku.
Absolutnie nie chciałaby, żeby April pracowała w żadnych służbach. Tam działy się tylko okropne rzeczy! I wcale nie trzeba było być strażakiem, żeby na co dzień mieć styczność z jakimiś nieszczęściami. W takim Grey Sloan Memorial Hospital bez przerwy coś wybuchało albo dochodziło do strzelanin. I Teddy miałaby pozwolić narzeczonej pracować w szpitalu? Mowy nie ma! Sama właśnie wychodziła na hipokrytkę, ale na szczęście April nigdy nie ciągnęło do medycyny. Do lekarek może i owszem, ale do zabiegów na otwartym sercu już niekoniecznie.
Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy została oznaczona markerem. Finch bardzo poważnie podchodziła do obowiązków, które zostały jej wyznaczone przy segregacji przytomnych pacjentów.
— A jeśli to coś więcej, to co? Nie chcesz mieć mnie w domu? To naprawdę okropne, April — wykrzywiła usta w podkówkę, choć doskonale wiedziała, o co chodziło. To nie było okropne, tylko Teddy była okropna, kiedy zbyt długo siedziała na tyłku. Potrzebowała być w ciągłym ruchu, a zwolnienie lekarskie co prawda pomagało w rekonwalescencji, ale wcale nie sprawiało, że Darling stawała się przez to bardziej znośna.
Na pierwszy rzut oka rozcięcie nie wyglądało źle, więc pozostawało liczyć na to, że nie wda się żadna gangrena i obejdzie się bez szycia. Zapewnienia narzeczonej trochę ją uspokoiły. Skoro April nadal będzie ją kochać z jedną blizną więcej, to chyba naprawdę nie było czym się przejmować.
— Nawet o tym nie pomyślałam — zastrzegła natychmiast i zmarszczyła nos, kiedy ukochana ujęła jej twarz w dłonie. No dobra, może przemknęło jej przez myśl, że jeszcze więcej blizn mogłoby dodać jej trochę seksapilu, ale nie była aż tak zdesperowana, żeby celowo podkładać się pod blachę i inne wystające elementy. — Jestem z ciebie bardzo dumna, wiesz? — zapytała, nie odrywając wzroku od jej zielonych tęczówek.
April wykazywała się ogromną odwagą i nie dała się sparaliżować panice. Niejedna osoba, która znalazłaby się na jej miejscu, już dawno pozwoliłaby, żeby strach wziął górę. Finch naprawdę starała się pomóc i wykonywała wszystkie polecenia.
— Przesuńcie się! Zróbcie miejsce, do cholery! — znajomy głos rozległ się gdzieś ponad jej ramieniem. Teddy odwróciła się i od razu dostrzegła Donovana, który przeciskał się przez tłum. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, Jett wyglądał na mocno zaskoczonego. Najwyraźniej nie odczytał wiadomości, którą wysłała mu Finch. — Jesteś cała? — dopadł do strażaczki i ujął jej twarz w dłonie dokładnie tak samo, jak chwilę wcześniej zrobiła to April. — Jesteście całe? — poprawił się od razu, kiedy zauważył, że Darling nie jest sama.
— Macie dla mnie zapasowy sprzęt? — wypaliła od razu, na co Donovan zareagował ściągnięciem brwi. — Chcę pomóc. Mogę pomóc — zastrzegła, ale niespecjalnie zdołała go tym przekonać.
— Nie jesteś na służbie, Darling. I chyba sama potrzebujesz pomocy — ruchem głowy wskazał na jej prowizoryczny opatrunek.
Teddy wypuściła powietrze przez nos i ze zrezygnowaniem spojrzała na April. Wiedziała, że Jett miał rację. Doskonale zdawała sobie też sprawę z tego, jak zapatrywała się na całą sytuację narzeczona. Mimo wszystko nadal tliła się w niej ta sama cholerna potrzeba ratowania całego świata. Jakby siedzenie z założonymi rękami miało kiedykolwiek przychodzić jej łatwo.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokręciła z rozbawieniem głową, zadowolona, że narzeczonej też trzymały się żarty. Najwyraźniej sytuacja nie była aż taka zła. A przynajmniej chwilowo. Nie miała pojęcia, jak to wszystko przetwarzał mózg Teddy, ale na pewno był do takich sytuacji bardziej przyzwyczajony. Finch miała wrażenie, że ten dzień odbije się na niej ze zdwojoną siłą za jakiś czas. Na ten moment czuła się zdecydowanie... za dobrze. To nie mogło się potoczyć dalej w tym kierunku. Na pewno w końcu się coś w niej ukruszy i wszystkie emocje, które teraz w sobie tłumiła, znajdą ujście. Trudno powiedzieć, w jaki sposób zostaną wyrażone. Obawiała się, że w jakiś wyjątkowo nieprzyjemny. Ale może nie? Może wszystko będzie dobrze, a one przejdzie z tym dniem do porządku dziennego? Cóż, wmawianie sobie takich głupot na pewno jej w niczym nie pomoże. Będzie tylko sobą potem bardziej zawiedziona, a przecież wiadomo nie od dziś, że bardzo nie lubiła się tak czuć. Przynajmniej teraz dostanie porządne powody, żeby na siebie wjeżdżać! Zazwyczaj wyciąga je z czapy.
— Ja cię zawsze chcę, ale to ty zaczniesz chodzić po ścianach trzeciego dnia i tego nie zniesie żadna z nas — doprecyzowała, bo przecież akurat pod tym względem to nie ona była winna! Miała tę przewagę, że swoją pracę w dużej mierze mogła wykonywać z dowolnego miejsca na świecie. Wiele kwestii wymagało jej fizycznej obecności w Toronto, a przynajmniej dzięki tej obecności było nieco łatwiej, ale jakby się uparła, to mogłaby pracować wszędzie i w każdym stanie. I w Stanach też, co zresztą już udowodniła. Póki nie była jakaś obłożnie chora, to da radę. Ale boli-rączka? Albo połamana nóżka? Żadna przeszkoda! Teddy powinna rozważyć jednak swoją ścieżkę kariery. Bycie pracoholiczką z zawodzie, który wymagał bardzo konkretnych warunków, by go wykonywać, nie było zbyt wygodne. Powinna brać przykład ze swojej narzeczonej i też zatrudnić się w jakimś korpo.
— Spokojnie, jeszcze do końca nie ma z czego — usprawiedliwiła się nieco. Nie chciała, by narzeczona pokładała w niej zbyt wielkie nadzieje. Jasne, na ten moment trzymała się nieźle, ale do załamania w końcu pewnie dojdzie. Jak nie jutro, to może za pół roku? Z takimi rzeczami nigdy nie wiadomo. Nie chciała, żeby Teddy poczuła się nią wtedy zawiedziona. Chciała wychodzić w jej oczach na dzielną, choć w ogóle się taka nie czuła. Nie była nawet w połowie tak odważna jak Darling, ale nie lubiła się do tego przyznawać. Gdyby miała tyle samozaparcia, wielkiego serca albo chociaż wspomnianej odwagi, pewnie jej życie wyglądałoby dziś nieco inaczej. Uniknęłaby wielu nieprzyjemnych sytuacji, a jej relacja z ojcem byłaby w zupełnie innym miejscu.
Uśmiechnęła się, gdy dostrzegła Donovana. Cofnęła się o krok, pozwalając mu obejrzeć uważnie Teddy. Nie dziwiła się, że chciał ją obczaić z każdej strony i upewnić się, że wszystkie kończyny nadal miała przytwierdzone na stałe, nic nie zostało na szybko uszyte. W umundurowaniu wyglądał na jeszcze większego. Sprzęt swoje ważył i powiększał sylwetkę, a to przecież bez tego był spory chłop. Była pod wrażeniem. Widok takiego bohatera kroczącego w ich stronę na pewno podnosił na duchu wszystkie potencjalne ofiary takich okropieństw jak to dzisiejsze.
— O, widzisz, Jett bardzo mądrze mówi. Jesteś zmęczona, nie musisz sobie dokładać pracy. I tak już dużo zrobiłyśmy. Musisz dać się wreszcie obejrzeć jakiemuś lekarzowi, a potem możemy pomóc jeszcze tutaj, jeżeli ktokolwiek będzie tego potrzebował. — Pogładziła narzeczoną po plecach, chcąc ją nieco pocieszyć. Widziała, jak kobieta rwała się do działania, ale też cieszyła się, że Donovan podchodził do sprawy w taki sam sposób jak ona.

teddy darling
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
spokojnie, niech nikt nie pyta co mi jest, za chwilę zwolnię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obiecała sobie, że zrobi wszystko, żeby April jakoś poradziła sobie z tym, co je spotkało. Wspólnymi siłami na pewno dadzą sobie radę, nie było innej opcji. Zawsze wspierały się w trudnych chwilach, więc i tym razem jakoś przez to przejdą. Teddy jeszcze nie wiedziała dokładnie jak, ale coś wymyśli. Jak zawsze. Oczywiście wcale to nie oznaczało, że po niej wszystko spłynie i widok rannych nie zrobi na niej żadnego wrażenia. Na takie rzeczy nie dało się całkowicie uodpornić, niezależnie od tego, ile razy człowiek je widział. Można było sobie popłakać, ale też bez przesady, bo jeszcze depresja się przypałęta, kapitan krzywo spojrzy, a koledzy złośliwie zaszepczą. W tym zawodzie nie było miejsca na miękką grę. Ale o Darling nie ma się co martwić! Przede wszystkim musiała postawić narzeczoną na pierwszym miejscu. Poprosi w pracy o kilka dni wolnego, żeby z nią pobyć i nie dopuszczać paskudnych myśli. I nie pozwolić, żeby zaczęła się o cokolwiek obwiniać. A najlepiej byłoby, gdyby wyjechały gdzieś, gdzie nic przez chwilę nie będzie przypominać im o tym zdarzeniu.
No dobra, z tym łażeniem po ścianach musiała przyznać jej rację. Niechętnie, ale jednak. Nie była do stworzona do siedzenia na dupie. Była stworzona do większych celów. Na przykład do kręcenia nią. Miała takie fajne pośladki i tak się marnowały w mundurze! Nie, zaraz. Była stworzona do ratowania ludzi. Nawet, jeśli nie zawsze to się udawało. Ale jak tak zliczyć wszystkich, którym kiedykolwiek pomogła, to naprawdę było ich bardzo dużo. Nigdy jednak nie uważała się za bohaterkę i nie szczyciła swoimi osiągnięciami. Robiła to, co było słuszne. Czy przez to Finch wypadała przy niej blado? Absolutnie. Narzeczona imponowała jej pod wieloma względami. I to, że była tutaj z nią, naprawdę świadczyło o jej odwadze i determinacji.
— Teraz może wydawać ci się, że zrobiłaś za mało, ale musisz mi uwierzyć, że zrobiłaś wszystko, co mogłaś. To jest powód do dumy — pogładziła ją czule po policzku i odgarnęła jej kosmyk włosów za ucho.
Donovan nie ułatwiał sprawy. Do jego przybycia Teddy żyła sobie złudną nadzieją, że jednak będzie mogła oficjalnie pomóc w akcji. Mundur dodawał jej animuszu i czuła się wtedy, jakby mogła przenosić góry. Ale nic bardziej mylnego. Jett już na starcie zgasił ją jak peta.
— I ty przeciwko mnie? — łypnęła na niego spode łba. Było dwa do jednego. Stanęła jeszcze na palcach, żeby dojrzeć któregoś z chłopaków, ale akurat żadnego nie było na horyzoncie. Z Blazem nie było co dyskutować, ale może chociaż bliźniaki staną po jej stronie? Oni też na pewno zostali ściągnięci, chociaż dopiero co skończyli dyżur. Pewnie gdyby nie fakt, że Darling uczestniczyła w zdarzeniu, też musiałaby wrócić do pracy. Ale hej, nie musieli nawet do niej dzwonić, była już na miejscu!
— Jesteś ranna, Teds — Jett nie dawał za wygraną. — Przyjechały inne jednostki, nie brakuje nam wsparcia. Daj sobie pomóc i po prostu zabierz April do domu. Pamiętasz, co mówi kapitan Whitman? Nasze własne bezpieczeństwo...
— Jest zawsze na pierwszym miejscu — dokończyła za niego, wywracając oczami. — Tak, wiem — mruknęła pod nosem z wyraźnym niezadowoleniem. Chciała usłyszeć coś innego. — Dobrze, ale gdyby jednak do czegoś się przydała...
— Teddy.
— Ale może...
— Theodora — pełne imię wypowiedziane przez Donovana sprawiło, że Darling spojrzała na niego bardzo zdziwiona. Rozchyliła usta, żeby coś jeszcze powiedzieć, ale równie szybko je zamknęła. — Niech ktoś ją obejrzy i wracajcie do domu — tym razem strażak zwrócił się do April. — Dam znać co i jak — dodał i po tych słowach odszedł w stronę zachodzącego słońca miejsca zbiórki, gdzie Young już rozdzielał zadania.
Teddy westchnęła ciężko, normalnie najciężej na świecie, ale zaraz posłała narzeczonej delikatny uśmiech i wyciągnęła do niej zdrową rękę. Ruszyły w stronę ratowników medycznych, którzy opatrywali tych lżej poszkodowanych.
— Jak się czujesz? Może ciebie też ktoś obejrzy? — zaproponowała, bo chociaż Finch nie miała żadnych obrażeń, ale strażaczka czułaby się o wiele spokojniej, gdyby jednak ktoś rzucił na nią okiem. Tak profilaktycznie. Sprawdził ciśnienie, saturację i wykonali inne podstawowe badania, kiedy ktoś inny będzie zmieniał Darling opatrunek. Chociaż dalej nie rozumiała, co z tym jej było nie tak. Fragment przewiązanej na przedramieniu koszulki spełniał swoją funkcję, a to przecież najważniejsze. I w sumie uważała, że wygląda całkiem cool!

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zadbanie o bezpieczeństwo Teddy było bardzo istotne. Musiały zrobić tak, żeby dziewczyna wyszła z tego cało, w pełni zdrowa fizycznie, bo to przyniesie wymierne korzyści dla psychiki jednej i drugiej. Nie mogły się pod tym względem zaniedbywać, jeżeli chciały ze sobą wytrzymać. Nie ma co szukać jakichś dodatkowych powodów do kłótni, skoro ostatnio jakieś dziwaczne sprzeczki przychodziły im bardzo łatwo. Na szczęście ich dotychczasowe problemy nie urastały do zbyt dużych rozmiarów, ale Finch wolała nie prowokować losu i nie sprowadzać na nich gorszych sytuacji. Ale jak w tym wszystkim zmusić Teddy do posłuszeństwa? Miała wrażenie, że to wbrew pozorom nie jest takie proste. Narzeczona niby grzecznie robiła wszystko, o co ją poprosiła, ale jak przyszło co do czego, to potrafiła też kręcić nosem. Wolała, by w wypadku dbania o własne bezpieczeństwo po prostu była posłuszna.
— Dobrze, spróbuję w to uwierzyć. Dziękuję. — Zdawała sobie sprawę, że nie będzie to łatwe, ale mogła się przecież dla Teddy postarać. Nie takie rzeczy już dla niej wyczyniała, więc może też będzie w stanie uwierzyć w siebie? Byłoby wspaniale! W końcu musi nastąpić ten moment. Mimo całego zadufania w sobie Finch potrafiła przecież mieć z tym bardzo duże problemy. W tej kwestii była wyjątkowo chwiejna.
Słuchała z uwagą wymiany zdań pomiędzy strażakami. Naprawdę była pod wrażeniem, jak Donovan potrafił twardo stać przy swoim. Może to zasługa munduru? Osprzętowanie na pewno dodawało mu pewności siebie i to nie tylko w kwestiach wchodzenia do płonących budynków. Cały wydawał się jakiś taki... potężniejszy. To nie była kwestia jego rozmiarów. Otaczała go jakaś wyjątkowa aura. Wyraźnie nie robiła na jej narzeczonej takiego samego wrażenia, jak na niej. Kobieta ciągle próbowała się stawiać i szukać jakichś usprawiedliwień. April starała się nie wtrącać, wierząc, że w kwestiach zawodowych Jett prędzej do niej dotrze niż ona. Jak się szybko okazało, miała rajcę. Udało mu się wbić jej trochę rozumu do głowy. Może nie za dużo, ale wystarczająco, by zluzowała.
April uśmiechnęła się zadowolona i złapała go za rękaw munduru, zanim zdążył odejść w stronę chłopaków. Szarpnęła nim, żeby obrócił się w jej stronę i zarzuciła mu ręce na szyję, przytulając go mocno. To wszystko zdecydowanie dodało jej otuchy. Parali się bardzo niebezpieczną profesją, ale było widać, że naprawdę im na sobie zależy i nie traktują się po prostu jak współpracownik. Skoro Teddy miała pod ręką kogoś, kto potrafi o nią zadbać i rozsądnie spojrzeć na granice, których przekraczanie nie ma sensu, to przecież doskonale! Naprawdę jej ulżyło. Wierzyła w chłopaków już wcześniej, ale zobaczenie na własne oczy skutków takich dyskusji to było jednak coś innego. Oderwała się od zaskoczonego Donovana i uszczypnęła go w policzek.
— No idź, idź. Czekamy na raport — zachęciła i machnęła ręką, chcąc go stąd odpędzić. Kiedy dotarło do niego, że faktycznie już nie będzie próbowała go zatrzymać, grzecznie odmaszerował do kolegów z jednostki.
Wraz z narzeczoną ruszyła w stronę medyków, którzy przejęli władzę w wyznaczonych wcześniej strefach. Uwijali się ze swoimi zadaniami naprawdę sprawnie. Obserwowanie ich przy pracy było dość niesamowite. Finch na szczęście nie miała ku temu zbyt wielu okazji.
— Nic mi nie jest, ale jeżeli dzięki temu poczujesz się spokojniej, to jasne. Widzisz jakieś ładne lekarki? Przyda nam się opieka jak z Greys. — Rozejrzała się uważnie, szukając wzrokiem co najmniej kogoś pokroju Amelii Shepard. Pech chciał, że większość obecnych tu lekarzy była mężczyznami. No i jakim cudem w tym mieście ma być kiedykolwiek dobrze?

teddy darling
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”