0 y/o
Welkom in Canada
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

PODSUMOWANIE - TURA 1
gratulacje!
Tajne Kroniki Projektu X: Tura I, czyli Mommy Jamie, Maddie 2.0, pies rasy Browarnik Gończy i pierwsze szoty za płoty.


Mommy Jamie.
Jamie podczas rozmowy ze Starszą Panią dowiedziała się, że urodziła dziecko w wieku sześciu lat (nie pobiła światowego rekordu). Sąsiadka wyraziła głębokie niezadowolenie oraz zmartwienie Erikiem, który rzekomo zmienił się na gorsze, odkąd poznał nową dziewczynę. Jason, jak przystało na rycerza, uratował Jamie z opresji, przerywając rozmowę z Sąsiadką, która już zdążyła wyrobić sobie opinię o rodzinie mieszkającej naprzeciwko. Pożegnała się serdecznymi słowami, lecz gdy tylko zamknęła drzwi, zaczęła się modlić i rozwieszać krzyże w oknie z nadzieją, że jeśli się pomodli, to rodzina wyrwie się spod wpływu czarnego pana. Oczywiście postanowiła skorzystać z obywatelskiego przywileju starszych ludzi i co chwilę odchylała firankę. Monitoring Osiedlowy zawsze na propsie.

Browarnik Gończy
W tym samym czasie Alex zaczął dostawać i rozpakowywać prezenty. Na urodziny dostał między innymi nowego psa od Gabrieli, który dumnie stał na trawniku. Nawet jeśli Hall nie był gotowy na zwierzątko, teraz musiał podjąć się tej odpowiedzialności i zadbać o bezpieczeństwo podopiecznego. Kolejnym prezentem był zestaw emerytalny od Shereen wyprzedzający wiek solenizanta. Najważniejszym przedmiotem w tym zestawie, był oczywiście pilot do niczego, bo dzięki niemu Alex mógł spać na fotelu bez marudzenia, że ktoś mu zaraz program przełączy. Eric, jak przystało na dobrego przyjaciela, wręczył solenizantowi Jagerbombe z dwoma redbullami i kaktusa obsypanego monetami — brakowało jeszcze tylko zdjęcia jego twarzy, by Alex mógł postawić je sobie na komodzie obok kaktusa. Erika wręczyła mu wielkiego, pluszowego misia, by ten mógł zapełnić pustkę po drugiej stronie łóżka Alexa i gacie z jego inicjałami. Nie byle jakie, bo z One Punch Mana! August, która pojawiła się jako gość niespodzianka, podarowała chłopakowi prezentową kartkę — chociaż i tak wszyscy wiedzieli, że była najlepszym prezentem dla Halla. Jason uznał, że będzie wyjątkowy i wręczy Hallowi prezent później. Cassie też nie próżnowała, Alex dostał piękną motocyklową kurtkę oraz portret w wersji gladiatora.

Maddie 2.0
August była niespodzianką, zdecydowanie.
Dziewczyna została przyjęta do tej patologii i miło przywitana przez zgromadzonych. Erika nazwała ją Maddie, co mogłoby wprowadzić odrobinę niezręczności, bo halo, jak to tak, zostać nazwaną drugą wersją pierwszej dziewczyny?! Jak już wszyscy się dowiedzieli, Hall miał słabość do blondynek. August, mimo pomyłki zachowała się bardzo dorośle i zamiast się zbulwersować, zaproponowała Erice szota — i tak się właśnie nawiązuje relacje!

Pierwsze szoty za koty, znaczy płoty.
Impreza oficjalnie się rozpoczęła. Po przyjściu wszystkich zaproszonych gości, którzy byli nawet na czas, poleciały pierwsze szoty i toasty wzniesione za zdrowie solenizanta. Gabę omijała najlepsza część zabawy, bo jako jedyna i odpowiedzialna nie mogła się najebać napić alkoholu. Dostała w ramach rekompensaty lemoniadkę i pseudo – drinka bezalkoholowego. Przy akompaniamencie głośnej muzyki i zastawy alkoholem płynącej, czas mijał doskonale. Mieszanie alkoholu nigdy nie było najlepszym pomysłem, ale gdy jedna z mądrych osób wpadła na genialny pomysł zagrania w beer ponga, zdrowy rozsądek gdzieś uciekł.




Beer Pong, czyli smaczek od MG.

Skoro zdrowy rozsądek postanowił odpuścić i wyszedł za drzwi, głośno nimi trzaskając, nadszedł czas na beer ponga (dla chętnych!) Stół szybko został uprzątnięty z pustych puszek i butelek (niektóre nie były do końca opróżnione), a w ich miejsce pojawiły się kubeczki i piłeczka. Chętnych również nie brakowało.

1. Drużyny.
Dzielimy się na dwie drużyny. Każda drużyna ma swój zestaw kubeczków - po jednym na każdego uczestnika, a zadaniem jest oczywiście trafienie piłeczką do kubka przeciwnika.

2. Jak gramy?
Każdy uczestnik zabawy wykonuje jeden podstawowy rzut kostką 1d20, który pomoże zweryfikować liczbę punktów. Osoby chętne mogą wykonać dodatkowy rzut, określający stan trzeźwości postaci.

Wyniki obowiązkowego rzutu:
1–9 — pudło, 0 punktów
10–14 — prawie! Nadal 0 punktów
15–18 — trafienie, +1 punkt
19 — świetny rzut, +2 punkty
20 — perfekcyjny rzut, +3 punkty.



Stan naszej postaci określa rzut 1d6:
1 — Najebany nie pamięta co robił wczoraj — nawet jeśli kostka 1d20 da ci perfekcyjny rzut, odejmujesz 2 oczka od wyrzuconej sumy.
2 — Panowie, chyba będę rzygał — nawet jeśli kostka 1d20 da ci perfekcyjny rzut, odejmujesz 1 oczko od wyrzuconej sumy.
3 — Chyba kręci mi się w głowie — niezależnie od 1d20 nie odejmujesz punktów od wyrzuconej sumy.
4 — Okej, trzymam poziom — +1 oczko do sumy 1d20
5 — Co tak mało lejecie? — +1 oczko do sumy 1d20
6 — Mocna głowa — +2 oczka do sumy 1d20.

W przypadku przekroczenia liczby 20 nie doliczamy punktów.


Gabrieli nie obowiązuje rzut kostką na trzeźwość postaci. Z miejsca dostaje 6 oraz przysługujące jej dodatkowe 2 punkty do rzutu. Może być asem w rękawie drużyny, proszę wszystko przemyśleć!



• Punkty zdobyte przez obie osoby z drużyny sumują się. Wygrywa drużyna z większą liczbą punktów.
• W przypadku remisu przedstawiciele obu drużyn wykonują po jednym dodatkowym rzucie — tym razem bez dodatków. Wyższy wynik wygrywa.
Jeśli jakaś postać zostanie bez pary, bo ktoś nie napisze w tej turze posta, dana postać ma prawo samodzielnie wybrać drużynę, do której chce dołączyć.



Na ten moment bez rzutów!
W tej turze skupiamy się wyłącznie na skompletowaniu drużyn. Możecie się dobierać, przekonywać, podpuszczać, rzucać wyzwania przeciwnikom albo próbować znaleźć sobie najlepszego (lub najgorszego) możliwego partnera. Zachęcam do podejmowania interakcji między postaciami, bo mogą wyjść z tego mega cut scenki. Kiedy obydwie drużyny będą już ustalone, MG odpali właściwą część rozgrywki i wtedy przyjdzie czas na kostki. Wyżej przedstawiony plan to głównie zasady, które będą obowiązywać od następnej tury. Umieściłam je wcześniej, żebyście mogli zapoznać się z przebiegiem zabawy i pomyśleć, czy chcecie wziąć w niej udział.

Zaczynamy turę II.
Na czas napisania pierwszego posta macie siedem dni, co oznacza, że ostatnia osoba powinna napisać go do 25.08. Post od MG rozpoczynający zabawę pojawi się pod wieczór, tego samego dnia.




Besos, Kasia
:lof:

Prowadzący:
Shereen Winfield


Alex Eric Erika Jason Gabriela Cassandra Jamie Alvin august
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
27 y/o
For good luck!
189 cm
ratuje kotki z drzew
Awatar użytkownika
smoking cigarettes on the roof
you look so pretty and i love this view
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiciastko/dej
typ narracji3-os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Był spóźniony. Był cholernie spóźniony. Był w zasadzie kurewsko spóźniony. Patrząc prawdzie w oczy — a nie chciał w nią patrzeć — nie miało to już być gustowne wejście na salony z lekkim poślizgiem, a całkiem solidny pokaz bycia niezorganizowanym debilem, za co należał się wpierdziel.
Fontaine mógł jeszcze zrezygnować. Mógł się zawrócić i udawać, że w ogóle zaspał albo dostali nagłe zgłoszenie w jednostce i sori bojs, służba nie drużba, bawcie się świetnie, do zoba na afterku za tydzień. Mógł się wykpić, mógł wyłgać, mógł rzucić kartą pułapką, by oszczędzić sobie moralitetów... Ale jak tak o tym myślał to nie był do końca pewny, czy kłamstwo byłoby lepsze od spóźnialstwa i czy byłoby bardziej moralne. Na pewno mniej honorowe. A kim był, jeśli nie człowiekiem wielce honorowym?
Kurwa.
No kuuurwa.
Spojrzał na idącą z nim pod ramię starszą kobiecinkę i nie mógł jej obciążać winą. Nie mógł, kiedy tak spojrzała na niego zza grubych oprawek okularów, uśmiechnęła się sztuczną szczęką w odcieniu bielsze nie będzie i zaczęła mówić, że w sumie to narobiła gar leczo, że taki z niego dobry chłopak, że może zostanie na ciasteczko i Alvin już czuł, że przegrywa tę batalię sromotnie. Wyrwał się dokładkę obiadu później, ale przed tym jeszcze była blacha ciastek — część dostał do torebki na później — i niebotycznie słodka herbata podana w litrowym kubku. I rundka w brydża, którą przegrał i w ramach której obiecał wrócić za parę dni i naprawić starszej pani poturbowany płotek na tyłach domu. Cieknący kran załatwił od ręki, bo taki był z niego, rzeczywiście, dobry chłopak.
Dlatego kiedy w końcu zajechał pod podany adres dostawczakiem było już grubo po oficjalnym starcie imprezy. Mówiły o tym też zresztą wszystkie znaki na niebie — głośno grająca muzyka, przelewający się gdzieś między jednym beatem a drugim basem donośne śmiechy, pozamykane i pozasłaniane okna sąsiadów.
Mógł jeszcze zawrócić.
Mógł.
Wystarczyło tylko—
Nie zawrócił.
Okrążył samochód, wgramolił się do furgonu i przecisnął na tyły, żeby zacząć wypychać ze środka coś ogromnego. Pudło. Wielkie na prawie dwa metry x dwa metry, obklejone całe żarówiastym różem i obwiązane szeroką, neonowo-zieloną wstążką, która na górze tworzyła gigantyczną kokardę. Kiedy prezent wylądował na glebie przed podwórkiem, Fontaine klasnął i polazł do drzwi, po drodze pojedynczym kliknięciem w pilot zamykając dostawczaka za sobą.
Puk, puk, puk.
PUK, PUK, PUK.
S T U K S T U K S T U K.
A chuj w to — skomentował elokwentnie swój przyszły pokaz manier, bo zaraz drzwi otworzył sobie sam, ładując się do środka jak do siebie, podążając tropami trwającej zabawy i towarzyszącym odgłosom. — Joł hoł hoł, mery krajzler!
Co prawda nie miał białej brody, czerwonego kostiumu, brzucha który szedł przed nim jak zaraz miała mieć Gaba i nie miał też worka prezentów, ale... Ale miał pudło prezentowe, które zostawił na podjeździe, a które było prezentocepcją, starannie przygotowaną matrioszką pudełka w pudełku w pudełku w pudełku w pudełku (...) w pudełku. Każde o piętnaście centymetrów mniejsze od poprzedniego, matematykę pozostawił solenizantowi.
A jak ten się już dokopie, to znajdzie w ostatnim wyskakującą striptizerkę mechanizm wyrzucający konfetti I bombę brokatową. A pod tym wszystkim zbiór kompletnie randomowych rzeczy. Zdjęcie menela w złotej ramce. Dożywotnią subskrypcję winrara. Voucher na masaż z happy endem do azjatyckiego salonu z dopiskiem "nie mów Jamie". Dwie doniczki-głowy — wierne odwzorowanie Alvina i Cassie — z wyżłobionym wnętrzem, gdzie powinien być mózg (absolutne zero przypadku). Sto gumowych kaczuszek do wanny. Mein Kampf. Zestaw skarpetek nie do pary. Mini ekosystem adriatyku w słoiczku. Kawałek skały, który mógł być kawałkiem księżyca, a mógł być losowym kamieniem zgarniętym z chodnika. Koszulkę Manchesteru United. Wejściówkę na all you can eat buffet. Ilustrowaną Biblię bez Jezusa. Działające Tamagotchi. Customizowane bokserki z pięćdziesięcioma twarzami Greya, dosłownie pięćdziesięcioma twarzami Christiana Greya. Kigurumi dzikiego kota dla dzikiego kota i drugie dzikiego dzika, gdyby Alex miał kryzys tożsamości. HotWheelsy i mini LEGO. Kartkę motywacyjną odnośnie sukcesów zawodowych i uniform pracownika McDonald's na wszelki wypadek. I cała masa ściółki z lasu dla typa, który lubi chodzić po lesie.
Alvin Fontaine oficjalnie nie potrafił w prezenty. Ale się starał.
Gdzie mój ulubiony urodzinowy dzik? Heepii beeerzdeeeej, bejbi!


dziki dzik Eric Erika Jason Gaba Cassiusz Jamie Charly lepsza maddie Shereen
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Uratowana od kolejnej historii na temat trudnego porodu staruszki ucałowała Jasona w policzek i szepnęła mu ciche "dziękuję", po czym z rozbawieniem przyglądała się nowemu brytanowi Alexa.
- Jay, daj te torty, bo się za mocno ekscytujesz psem! - rzuciła i schowała się w domu Eryczka.
Jamie nie zdążyła poznać Maddie, ale mimo wszystko nie umknęła jej mała wtopa Eriki. Aż sama poczuła dyskomfort, kiedy zaistniała ta pomyłka. Dobrze, że August potrafiła to wszystko obrócić w dobrą, szotową zabawę.
- Chodź, Mała! Pomożesz mi z tortami! - objęła Erikę ramieniem, próbując ją wyratować z opresji, i posłała ciepły uśmiech blondynce.
Nawet jeśli August była konkurencją, to przecież byli wśród przyjaciół, a Toronto było na tyle duże, że zdecydowanie mogły podzielić się klientami! W aneksie kuchennym sama wychyliła jednego szota na odwagę i zabrała się za rozpakowywanie wypieków.
Na pierwszy ogień poszedł tort przygotowany dla wszystkich, ale przede wszystkim dla Alexa. Na tyle duży, by wszyscy mogli się nim napchać i żeby jeszcze zostało. No i na tyle duży, by schować w środku kuso ubraną lalkę Barbie, która miała robić za striptizerkę. Miejmy nadzieję, że nikt nie wpadł na genialny pomysł zamówienia takiej na urodziny; to by mogło się zrobić niezręczne!
Obrazek

No i oczywiście nie mogła zapomnieć o Gabi! Tort, nieco mniejszy, za to przygotowany specjalnie dla niej, bez grama alkoholu czy czegokolwiek, co mogłoby zaszkodzić dziecku - na przykład sushi - też wylądował na paterze, gotowy do zaprezentowania. Nad nim Jamie męczyła się trochę dłużej, bo musiała zrobić cały risercz. No po prostu nie mogła narażać ich zdrowia. Czy to oznacza, że drugi tort narażał?
Obrazek
- Dobra, torty gotowe! - obwieściła, kiedy świeczki znalazły się w odpowiednim miejscu. - Może weźmy się za nie, zanim zaczniemy grać...
Zaproponowała, oceniając po twarzach przyjaciół ich stopień wstępnego upojenia i zdolność do przyjmowania kolejnych dawek. W końcu beerpong to nie prosta gra!
- Ja chcę być z Gabi w drużynie! - największe szanse, skoro Rudzielec nie piła.


Reen, Alex, Eric, Erika, Jason, Gabs, Cass, Charly, Cierpień, Wiewiórki
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
21 y/o
Welkom in Canada
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

outfit




Spóźniła się - i to zdecydowanie bardziej, niż pierwotnie zakładała.
Charly miała być u Alexa niemal godzinę temu, ale kolejne minuty uciekały jej między palcami, gdy siedziała za kierownicą, kilkukrotnie zastanawiając się, czy naprawdę powinna tam jechać. Najpierw zatrzymały ją zawirowania losu, potem kilka zupełnie nieprzewidzianych spraw, które skutecznie przesunęły jej przyjazd. Później jednak największą przeszkodą okazała się ona sama.
Bo wiedziała, że tam będzie Gabriela. I właśnie ta świadomość sprawiała, że za każdym razem, gdy miała już wysiadać z samochodu, znajdowała kolejny powód, żeby jeszcze przez chwilę zostać w środku. Nie chodziło przecież o samą Gabi. Charly znała ją od dawna, spotykały się w tej samej grupie, widywały na treningach siatkarskich, wymieniały wiadomości i czasem spędzały czas również poza boiskiem. Gabriela nie była dla niej obcą kobietą.

Teraz jednak wszystko wyglądało inaczej. Bo Charly wiedziała o Noe. Wiedziała, że między nimi coś było. Wiedziała też, że zanim Noe pojawił się w jej życiu, Gabriela zajmowała w jego świecie miejsce, którego nie dało się tak po prostu wymazać. Najgorsze było jednak to, że po tym wszystkim nie potrafiła już patrzeć na Gabi tak samo jak wcześniej. Nie po tym, jak wszystkie pozornie niepasujące do siebie elementy zaczęły układać się w jedną całość.
Ostatecznie wysiadła z samochodu. Poprawiła materiał sukienki, zarzuciła torebkę na ramię i przez kilka sekund stała jeszcze przed wejściem, wpatrując się w drzwi. W dłoni ściskała niewielkie pudełko przewiązane czarną wstążką — prezent dla Alexa. Wybrała mu elegancki zegarek, który kilka tygodni wcześniej przypadkiem zobaczyła w jednej z witryn i od razu pomyślała, że pasowałby właśnie do niego. Nie był przesadnie osobisty, ale wystarczająco przemyślany, żeby pokazać, że naprawdę zależało jej na tym, aby sprawić mu przyjemność. Wzięła głębszy oddech i weszła do środka.
Od razu uderzył ją gwar rozmów, muzyka i ciepłe światło rozlewające się po pomieszczeniu. Kilka znajomych twarzy odwróciło się w jej stronę, ktoś rzucił jej zaczepne: — No nareszcie! Charly odpowiedziała tylko rozbawionym uśmiechem i krótkim uniesieniem dłoni, jakby spóźnienie o prawie godzinę było czymś zupełnie normalnym. Najpierw odnalazła Alexa. Podeszła do niego z szerokim uśmiechem, wręczając mu prezent. — Wszystkiego najlepszego, solenizancie — przywitała się. — Mam nadzieję, że wybaczysz mi tę obsuwę. Obiecuję, że prezent jest lepszy niż moje poczucie czasu.
Po krótkich życzeniach i uścisku nie zamierzała jednak dłużej zwracać na siebie uwagi. Potrzebowała czegoś, co pozwoliłoby jej na moment przestać myśleć. Mimowolnie wzrok zielonookiej padł na stojący nieopodal stolik z alkoholem. Sięgnęła po pierwszy lepszy kubek, nawet nie sprawdzając, co dokładnie się w nim znajdowało. Uniosła go do ust i wypiła całą zawartość jednym haustem. Dopiero kiedy odstawiła pusty kubek, skrzywiła się lekko, czując pieczenie w gardle. — Świetnie — mruknęła pod nosem. — Tego właśnie mi było trzeba. - stwierdziła, a później padło hasło o Beer Pongu, co na ogół nie powinno było jej cieszyć, jednak mimochodem wywołało uśmiech. - Mogę być z każdym - oznajmiła.


Alexander Hall Gabriela R. Blais Eric Stones Erika Lindberg Alvin Fontaine Jason Choi Jamie Park Cassandra Wildbird Shereen Winfield august winters
wanilia
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Cała ferajna zebrała się w mieszkaniu Eryka. Początkowo było ciężko się odnaleźć w tej patologii, bo wszyscy się przekrzykiwali, ale korzystając z zamieszania wokół solenizanta, dobrała się do swoich toreb, które chłopcy wspaniałomyślnie donieśli w jednym kawałku. Jak Gabriela Blais mówi, że zajmie się alkoholem, to towarzystwo miało jak w banku, że następnego dnia alkomat wyjebie piękne liczby. Nie żeby cieszyła się z jutrzejszego cierpienia przyjaciół, ale przynajmniej ten jeden raz, to ona będzie tym promyczkiem, który napisze z samego rana wredny komentarz o tym, jak wszyscy się czują.
Wystawiła na blat Jelly Shoty i zaczęła wyciągać butelki, żeby przygotować pierwsze drinki. Nie będą przecież pić jak jacyś wieśniacy Amareny z gwinta. Chociaż... Nie, przynajmniej mogła sobie powąchać alko i coś zrobić ze sobą, gdy reszta będzie sponiewierać się na jej oczach. Gdyby mieli na sali pielęgniarkę, to ktoś mógłby kroplówki zamontować w drugim pokoju. Czarny rynek, krótki tutorial na YouTube i może dałaby radę.

Wtedy Alex przyprowadził kolejną blondi. Już wstała, żeby dać mu w pysk za to, że wrócił do tego szmaciska Maddie. I to po ich wypadzie leczniczym do Włoch. Padło jednak imię August, a ona zrobiła szybką kalkulację. Ta wersja Maddie miała lepszy tyłek i cycki. A Erika jak ten pionier wyrwała się do przodu i powiedziała na głos to, co każdy pomyślał na starcie. Maddie w wersji 2.0.
- Alex, gdzie ty ją ukrywałeś? Jeśli cię do tego zmusił, to mrugnij dwa razy. - przytuliła M...August, mocniej przyciskając swoje cycki do jej cycków. I gdy nowa blondyna nie widziała jej twarzy, posłała Alexowi to spojrzenie, którym tylko przyjaciele byli w stanie się komunikować. Krótki toast za zdrowie solenizanta. Patrzyła na swoją mrożoną herbatkę, którą wcisnął jej Alex i to było jak totalne oplucie. Wybaczyła mu jednak to, bo miał urodziny.
Zgarnęła Cassie i Eryka, ciągnąc ich do łazienki.
- Mam sporo butelek. Zrobiłeś ten lód, o który prosiłam cię kilka dni temu? - spojrzała na przyjaciela i kazała mu dotargać do łazienki połowę zapasu, gdy z rudowłosą wkładała towar do wanny. Eryk ładnie to zasypał kostkami lodu, bo w lodówce nie było miejsca na taką ilość butelek. Dla siebie zgarnęła szampan dla dzieci i spojrzała tęsknie w stronę wanny.
Wyszli stamtąd w idealnym momencie, żeby przywitać się z Alvinem i przyczaić koło Jamie, która zajmowała się tortami. Stała obok niej z łyżeczką w dłoni i zerkała jej przez ramię, żeby zobaczyć, co robiła.
- Kurwa, prawie wygląda jak na USG. Bez truskawek? - upewniła się, bo nie chciała na samym wstępie jako jedyna trzeźwa wylądować w szpitalu. Była nawet gotowa porwać swój torcik i zaczaić się z nim w kącie jak Gollum z Władcy Pierścieni, sycząc, że to jej skarb. Czekała na to od kilku dni, a mały potworek w jej brzuchu domagał się cukru. Jamie jednak wciąż nie dała zielonego światła, więc jak ktoś rzucił coś o beer pongu, to poszła z Sher ogarniać stół. We dwie uznały, że ustawianie plastikowych kubeczków na stole to pojebany pomysł, więc wykorzystały suszarkę do ubrań.
Pojawienie się Charly było zaskoczeniem. Wymieniła po raz kolejny spojrzenia z Alexem, bo on wiedział, co wiedział. Spojrzała na ich przyjaciółkę i kiwnęła głową na przywitanie, wciskając plastikowe kubeczki pomiędzy pręty. Poruszyła sugestywnie brwiami w kierunku Jamie, która ochoczo od razu wyraziła chęć bycia z nią w drużynie. - Kto gra? Dziewczyny na facetów? Mogę być nawet w drużynie męskiej. Rośnie we mnie mały penis, więc jestem dziś jebaną hybrydą. - w sumie Alexowi mówiła, że to chłopiec, ale czy reszta znała płeć dziecka?
Baby brain.
Loading.
-Charly, w tym kubku był mój szampan bezalkoholowy...

Alexander august Erika Eric Shereen Alvin Cassandra Jason Jamie Charly
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Muzyka grała, kieliszki były opróżniane, a co jakiś czas, można było usłyszeć stukanie szkła oraz śmiechy. Eric w pewnym momencie postanowił zerwać jeden balon z dekoracji i rzucił nim w kierunku Jasona, jakby grali w siatkówkę, choć oczywiście panowała dowolność w co do odbić tj. poza rękami, można było użyć także głowy lub nóg.
- Jak spadnie, to pijesz. - powiedział do przyjaciela z uśmiechem, a kiedy szykował się do odbicia, zauważył, że Gaba coś od niego chce. Poszedł więc z nią i Cassie - jak się okazało - do łazienki.
- Lód? To ja miałem coś zrobić? - spytał, nieco zdezorientowany, unosząc brew - rzecz jasna, doskonale pamiętał o zadaniu bojowym, tylko bardzo chciał zobaczyć miny dziewczyn; dodatkowo domyślał się, iż Gaba najprawdopodobniej by go zabiłauszkodziła, gdyby nie wywiązał się z zadania.
- Spokojna głowa. Nie zapomniałem o nim. Zaraz przyniosę. - powiedział, wskazując kciukiem za siebie, i nie czekając ani chwili dłużej, poszedł po przygotowany specjalnie na tę okazję lód – przechowywał go w lodówce turystycznej (wypełnionej specjalnymi wkładami chłodzącymi), którą zgarnął z rodzinnego domu.
- Sprytnie to wymyśliłaś. - stwierdził, przelatując wzrokiem po etykietach butelek, ponieważ ciekawiło go, co leżało wewnątrz wanny - musiał przyznać, że niektórych nie mógł się doczekać, aż spróbuje.. Ciekawe, jak szybko to wszystko zniknie. pomyślał, wysypując lód, bo nie po to go przyniósł, żeby z nim stać… W dodatku, należało docenić fakt, iż wanna też została specjalnie przytargana, bo Eric u siebie posiadał wyłącznie prysznic.
Po wyjściu z łazienki przywitał się z Alvinem, zbijając z nim piąteczkę, a potem obczaił wykonane przez Jamie torty.
- Bardzo pomysłowe. Mi by nigdy takie nie wyszły, ale ja to ogólnie słaby cukiernik jestem. Kucharz z resztą też. - rzucił, wzruszając ramionami i zastanawiając się, czy środek tortu przeznaczonego dla wszystkich był czekoladowy lub owocowy, bo takie lubił najbardziej. On ogólnie w kwestiach jedzeniowo-żywieniowych oraz tortów, nie był wybredny.
Nagle dołączyła także i Charly, którą Eric przywitał, unosząc otwartą dłoń.
- A więc… będzie Blais Junior? ALE FAJNIE! - powiedział Eric z entuzjazmem, bo nie kojarzył, aby Gabriela ujawniała płeć dziecka. Aż mu się przypomniało, jak niektórzy robili z tego wielkie wydarzenie.
- To co, panowie, tworzymy drużynę sigm? Albo może watahę alf, omeg i beta karotenów? - spytał, nie mając nic przeciwko podzieleniu drużyn tak, by dziewczyny tworzyły jeden team, a oni, tj. mężczyźni, drugi.
- Wygramy to i będziemy mieć z nich bekę, zobaczycie. - odparł pewnym siebie tonem, opróżniając za jednym razem wzięty wcześniej kieliszek. Oczywiście zamierzał nagrywać poczynania obu drużyn, dopóki będzie pamiętał, aby to robić.



Shereen Winfield Alexander Hall Gabriela R. Blais Erika Lindberg Jason Choi Jamie Park august winters Charly Hayes
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Alex nie miał najmniejszego problemu z byciem w centrum uwagi - no wiecie, lata spędzone na ringu, światła reflektorów, tłum gapiów, bla bla bla (a tak swoją drogą, kurczę, o jego "ciemnej" stronie wiedziała tylko i wyłącznie August, bo reszta ekipy znała go jako wyluzowanego, uśmiechniętego gościa, lol, WEIRD). Nic dziwnego, że w roli solenizanta czuł się jak ryba w wodzie. Uśmiechał się od ucha do ucha, zgarniał kolejne uściski i z radością przyjmował PODARKI. Na przykład, właśnie przejął od Eryczka autorski zestaw urodzinowy, JAGERBOMBĘ i… ogórkowe drzewko pieniężne ( :noway: )? Pokiwał głową z uznaniem, po czym odłożył prezenty na fotel, który zaczął służyć za oficjalną wieżę podarunkową. Nie chciał stawiać tych wszystkich cudowności na podłodze, bo jeszcze ktoś by się potknął i rozjebał… - Eriiiic, dzięki, stary! - zawołał, po czym przytulił przyjaciela po raz kolejny i poklepał go po plecach. - Tak w ogóle to proponuję wspólną detonację - parsknął cicho pod nosem i kiwnął głową w kierunku Jagera, bo w końcu BOMBA to BOMBA, tak.

Nagle rozległ się dzwonek do drzwi i w salonie zmaterializowała się Erika, księżniczka ciemności. Alex zaczął szukać wzrokiem Augustyny, żeby ją przedstawić, ale Lindberg od razu rzuciła mu się na szyję z gigantycznym, pluszowym misiem i rękawicami bokserskimi z One Punch Mana. Oczy mu się zaświeciły z powodu tych rękawic, czaicie? I jeszcze te wyhaftowane inicjały, no ja jebie… - Jezuuu, Erikaaa - wyrzucił z siebie zamiast typowego powitania i podziękowań (xD) i zamknął Eryczkę w szczelnym uścisku, którego częścią był również pluszowy Miś Yogi, bo tak nazwał go właśnie Alex. Odsunął się od Eryki i objął stojącą obok Zimówkę w talii. - W ogóle, właśnie, już nie śpię sam, poznaj… - zaczął, ale urwał wpół słowa, bo Erika nazwała Augustynę per MADDIE. - … August - dokończył znacznie ciszej, wlepiając w Rikkę wzrok pełen konsternacji. Kurde no, z jednej strony wiedział, że to była tylko i wyłącznie jego wina - nie napisał na konfie ani słowa o tym, że od czterech dni Dustie była jego dziewczyną, ale z drugiej strony… tak, zarówno August, jak i Maddie, były blondynkami. Hot blondynkami. Kurwa. Podrapał się po głowie. ALE WTOPA. Zerknął na Dust, próbując rozszyfrować jej myśli, ale mu się, kurwa, niezbyt to udało. - Umhmpdf… Baddie brzmi cool? - rzucił pod nosem, próbując ratować sytuację, ale - na szczęście - Dust okazała się najbardziej zajebistą dziewczyną pod słońcem i obróciła całą wpadkę w żart. Chyba właśnie dlatego ją kochał. Odetchnął z ulgą, po czym poklepał Eryczkę po głowie i odchrząknął. - Dzięki, Linda - dodał, nawiązując do nazwiska Eryczki. - Dobra, August, poznaj Ericę… mistrzynię… makijażu… - zmroził przyjaciółkę spojrzeniem tylko dlatego, że to było silniejsze od niego. TAK, TAK, sam spieprzył sprawę, nikogo nie informując, ale i tak musiał ODREAGOWAĆ.

Na szczęście, dziewczyny złapały wspólny język i zanim Alex zdążył coś wtrącić, Eryczka została porwana do kuchni przez Jamie. Został sam z Augustyną, która… heloooł? Znowu dawała mu prezent? Zmarszczył brwi. Co on był, Dudley Dursley? Potrzebował trzydzieści siedem prezentów, bo w zeszłym roku dostał trzydzieści sześć? - Przecież już mi dałaś prezent - zaoponował z uśmiechem, kiedy Dust wsunęła mu kopertę w dłoń. - Mogę to otworzyć publicznie? - zażartował, ale sam nie wiedział, po co te żarty, bo już rozrywał papier. Był cholernie ciekawy, co wymyśliła! Kurde, to było mega miłe, a przecież nie musiała robić już niczego więcej. Wyciągnął ze środka kartkę i uśmiechnął się szeroko. - O kurczaki, powrót do korzeni! Dziękuję! - zaśmiał się, kiedy już zapoznał się z zaproszeniem na wykluwanie się małych kurczaków kaczek. - Druga randka, Winters - puścił jej perskie oczko, po czym przytulił ją i pocałował w czółko, bo to było mega słodkieee, nooo, nawiązała do jego ksywki i chciała zrobić z nim coś wyjątkowego. This is so cute.

No i w tym momencie na horyzoncie pojawiła się Cassandra, ojezusmaria.jpg, bo W ROLKACH! I nazwała Alexa staruszkiem, eh? - Słowo daję, jeszcze raz ktoś z was nazwie mnie staruszkiem, to szukam pokoju w domu spokojnej starości! - palnął, ale jako że był dzisiaj w wybitnie dobrym nastroju, wyściskał Cassie i od razu zabrał się za rozpakowywanie jej podarków. No i kiedy dokopał się do skórzanej kurtki motocyklowej, zaniemówił z wrażenia. - Ocholerajasnajakazajebista - wypalił i od razu zarzucił ją na ramiona. - GABA! GABAAA! PATRZ! PATRZYSZ?! - wydarł się do Rudej nr 1, żeby zaprezentować kurtkę od Rudej nr 2. Obrazek Alexa Gladiora też był zajebisty, tak swoją drogą! Zaraz jednak zdjął tę kurtkę, bo robiło mu się już gorąco, i odłożył fanty na fotelowy stosik. - Cassie, August, moja dziewczyna. August, Cassie, moja przyjaciółka - obwieścił głośno i wyraźnie, żeby formalności stało się zadość i żeby nikt już nie pomylił Augustyny z jego byłą.

Kolejnym spóźnialskim był Alvin, którego okrzyki dało się usłyszeć jeszcze z przedpokoju. - MERY KRAJZLER! - odkrzyknął mu Alex bez zastanowienia, po czym pocałował Augustynkę w policzek i doskoczył do progu salonu. - Alviiiiiin, dzięki, dzięki - przyjął życzenia, poklepał Fontankę po plecach i od razu zadbał o to, żeby KAŻDY WIEDZIAŁ, JAK MIAŁA NA IMIĘ AUGUST (XDD). - August, Alvin. Alvin, August. Pijemy moje zdrowie, ziom! - rozkazał. Nie czekając na zbędne dyskusje, wcisnął Alvinowi jakiegoś szota i wychylił swojego razem z nim, o tak. Tuż po konsumpcji szocika dostrzegł Charly. - Ooo, jesteś! - ucieszył się i przyjął kolejny tego wieczoru prezent, kurwa jego mać. Rozpakował go od razu, jakby co. - Charlyyy, dziękuję pięknie! - przytulił ją, a zaraz, oczywiście, przedstawił Augustynę. Ciekawe, czy Winters nadążała za poznawaniem tych wszystkich nowych osób, tak w ogóle?

No, nieważne, bo znowu odezwała się Gabriela. GDZIE ALEX UKRYWAŁ AUGUSTYNĘ? Odpowiedź była bardzo prosta. - Z dala od ciebie, Gabs, bo mi ją jeszcze wyrwiesz! - zaśmiał się głośno. Kurde, żarty żartami, ale wiedział, jakie SPOJRZENIA potrafiła posyłać Gabriela, a wolał, żeby August została tylko i wyłącznie do jego dyspozycji. Po co kusić los, nie…? (XD) Zaśmiał się pod nosem, gdy zauważył, jak Charly skrzywiła się tuż po spróbowaniu bezalkoholowego szampana Gabi (który smakował pewnie jak kara za grzechy, hahaha).

NO ANYWAY, z kuchni wyłoniła się Jamie z tortami, dlatego Alex do niej doskoczył i zajrzał jej przez ramię. - Jakie zajebiste torty, Jamie... Możemy je zjeść już? - spytał z nadzieją w głosie (może ominie go CRINGE podczas śpiewania STO LAT), aleee jak tylko ktoś wymyślił Beer Ponga i rozpoczął się podział drużyn, obudził się w nim duch rywalizacji, więc torty musiały chwilkę zaczekać. - Popieram Gabę, zróbmy dziewczyny na chłopaków! Drużyna sigm brzmi cool, Eryczek, ale bierzemy Gabrielę i Blaise’a Juniora, żeby było po równo - uprzedził. Alex sięgnął po jeszcze jednego szocika, po czym podszedł do Zimówki i trącił ją lekko ramieniem. - A jak wygram, to co wygram? - mruknął pod nosem z uśmiechem na ustach.

A chwilę później wychylił tego kieliszka, co go sobie przyniósł, bo miał URODZINY i było mu wolno, joł.

Zresztą, urodziny urodzinami - najlepsze w tym wszystkim było to, że miał wokół siebie tych wszystkich wariatów.

:stickcute:

august Gabriela Jason Eric Erika Shereen Charly Cassandra
ODPOWIEDZ

Wróć do „#108”