Alex nie miał najmniejszego problemu z byciem w centrum uwagi - no wiecie, lata spędzone na ringu, światła reflektorów, tłum gapiów, bla bla bla (a tak swoją drogą, kurczę, o jego "ciemnej" stronie wiedziała tylko i wyłącznie August, bo reszta ekipy znała go jako wyluzowanego, uśmiechniętego gościa, lol, WEIRD). Nic dziwnego, że w roli solenizanta czuł się jak ryba w wodzie. Uśmiechał się od ucha do ucha, zgarniał kolejne uściski i z radością przyjmował PODARKI. Na przykład, właśnie przejął od
Eryczka autorski zestaw urodzinowy, JAGERBOMBĘ i… ogórkowe drzewko pieniężne (

)? Pokiwał głową z uznaniem, po czym odłożył prezenty na fotel, który zaczął służyć za oficjalną wieżę podarunkową. Nie chciał stawiać tych wszystkich cudowności na podłodze, bo jeszcze ktoś by się potknął i rozjebał… -
Eriiiic, dzięki, stary! - zawołał, po czym przytulił przyjaciela po raz kolejny i poklepał go po plecach. -
Tak w ogóle to proponuję wspólną detonację - parsknął cicho pod nosem i kiwnął głową w kierunku Jagera, bo w końcu BOMBA to BOMBA, tak.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi i w salonie zmaterializowała się
Erika, księżniczka ciemności. Alex zaczął szukać wzrokiem Augustyny, żeby ją przedstawić, ale Lindberg od razu rzuciła mu się na szyję z gigantycznym, pluszowym misiem i rękawicami bokserskimi z One Punch Mana. Oczy mu się zaświeciły z powodu tych rękawic, czaicie? I jeszcze te wyhaftowane inicjały, no ja jebie… -
Jezuuu, Erikaaa - wyrzucił z siebie zamiast typowego powitania i podziękowań (xD) i zamknął Eryczkę w szczelnym uścisku, którego częścią był również pluszowy Miś Yogi, bo tak nazwał go właśnie Alex. Odsunął się od Eryki i objął stojącą obok
Zimówkę w talii. -
W ogóle, właśnie, już nie śpię sam, poznaj… - zaczął, ale urwał wpół słowa, bo Erika nazwała Augustynę per MADDIE. -
… August - dokończył znacznie ciszej, wlepiając w Rikkę wzrok pełen konsternacji. Kurde no, z jednej strony wiedział, że to była tylko i wyłącznie jego wina - nie napisał na konfie ani słowa o tym, że od czterech dni Dustie była jego dziewczyną, ale z drugiej strony… tak, zarówno August, jak i Maddie, były blondynkami. Hot blondynkami.
Kurwa. Podrapał się po głowie. ALE WTOPA. Zerknął na Dust, próbując rozszyfrować jej myśli, ale mu się, kurwa, niezbyt to udało. -
Umhmpdf… Baddie brzmi cool? - rzucił pod nosem, próbując ratować sytuację, ale - na szczęście - Dust okazała się najbardziej zajebistą dziewczyną pod słońcem i obróciła całą wpadkę w żart. Chyba właśnie dlatego ją kochał. Odetchnął z ulgą, po czym
poklepał Eryczkę po głowie i odchrząknął. -
Dzięki, Linda - dodał, nawiązując do nazwiska Eryczki. -
Dobra, August, poznaj Ericę… mistrzynię… makijażu… - zmroził przyjaciółkę spojrzeniem tylko dlatego, że to było silniejsze od niego. TAK, TAK, sam spieprzył sprawę, nikogo nie informując, ale i tak musiał ODREAGOWAĆ.
Na szczęście, dziewczyny złapały wspólny język i zanim Alex zdążył coś wtrącić, Eryczka została porwana do kuchni przez
Jamie. Został sam z Augustyną, która… heloooł? Znowu dawała mu prezent? Zmarszczył brwi. Co on był, Dudley Dursley? Potrzebował trzydzieści siedem prezentów, bo w zeszłym roku dostał trzydzieści sześć? -
Przecież już mi dałaś prezent - zaoponował z uśmiechem, kiedy Dust wsunęła mu kopertę w dłoń. -
Mogę to otworzyć publicznie? - zażartował, ale sam nie wiedział, po co te żarty, bo już rozrywał papier. Był cholernie ciekawy, co wymyśliła! Kurde, to było mega miłe, a przecież nie musiała robić już niczego więcej. Wyciągnął ze środka kartkę i uśmiechnął się szeroko. -
O kurczaki, powrót do korzeni! Dziękuję! - zaśmiał się, kiedy już zapoznał się z zaproszeniem na wykluwanie się małych
kurczaków kaczek. -
Druga randka, Winters - puścił jej perskie oczko, po czym przytulił ją i pocałował w czółko, bo to było mega słodkieee, nooo, nawiązała do jego ksywki i chciała zrobić z nim coś wyjątkowego.
This is so cute.
No i w tym momencie na horyzoncie pojawiła się
Cassandra, ojezusmaria.jpg, bo W ROLKACH! I nazwała Alexa staruszkiem, eh? -
Słowo daję, jeszcze raz ktoś z was nazwie mnie staruszkiem, to szukam pokoju w domu spokojnej starości! - palnął, ale jako że był dzisiaj w wybitnie dobrym nastroju, wyściskał
Cassie i od razu zabrał się za rozpakowywanie jej podarków. No i kiedy dokopał się do skórzanej kurtki motocyklowej, zaniemówił z wrażenia. -
Ocholerajasnajakazajebista - wypalił i od razu zarzucił ją na ramiona. -
GABA! GABAAA! PATRZ! PATRZYSZ?! - wydarł się do
Rudej nr 1, żeby zaprezentować kurtkę od
Rudej nr 2. Obrazek Alexa Gladiora też był zajebisty, tak swoją drogą! Zaraz jednak zdjął tę kurtkę, bo robiło mu się już gorąco, i odłożył fanty na fotelowy stosik. -
Cassie, August, moja dziewczyna. August, Cassie, moja przyjaciółka - obwieścił głośno i wyraźnie, żeby formalności stało się zadość i żeby nikt już nie pomylił Augustyny z jego byłą.
Kolejnym spóźnialskim był
Alvin, którego okrzyki dało się usłyszeć jeszcze z przedpokoju. -
MERY KRAJZLER! - odkrzyknął mu Alex bez zastanowienia, po czym pocałował
Augustynkę w policzek i doskoczył do progu salonu. -
Alviiiiiin, dzięki, dzięki - przyjął życzenia, poklepał Fontankę po plecach i od razu zadbał o to, żeby KAŻDY WIEDZIAŁ, JAK MIAŁA NA IMIĘ AUGUST (XDD). -
August, Alvin. Alvin, August. Pijemy moje zdrowie, ziom! - rozkazał. Nie czekając na zbędne dyskusje, wcisnął Alvinowi jakiegoś szota i wychylił swojego razem z nim,
o tak. Tuż po konsumpcji szocika dostrzegł
Charly. -
Ooo, jesteś! - ucieszył się i przyjął kolejny tego wieczoru prezent, kurwa jego mać. Rozpakował go od razu, jakby co. -
Charlyyy, dziękuję pięknie! - przytulił ją, a zaraz, oczywiście, przedstawił
Augustynę. Ciekawe, czy Winters nadążała za poznawaniem tych wszystkich nowych osób, tak w ogóle?
No, nieważne, bo znowu odezwała się
Gabriela. GDZIE ALEX UKRYWAŁ AUGUSTYNĘ? Odpowiedź była bardzo prosta. -
Z dala od ciebie, Gabs, bo mi ją jeszcze wyrwiesz! - zaśmiał się głośno. Kurde, żarty żartami, ale wiedział, jakie SPOJRZENIA potrafiła posyłać Gabriela, a wolał, żeby August została tylko i wyłącznie do jego dyspozycji. Po co kusić los, nie…? (XD) Zaśmiał się pod nosem, gdy zauważył, jak
Charly skrzywiła się tuż po spróbowaniu bezalkoholowego szampana Gabi (który smakował pewnie jak kara za grzechy, hahaha).
NO ANYWAY, z kuchni wyłoniła się Jamie z tortami, dlatego Alex do niej doskoczył i zajrzał jej przez ramię. -
Jakie zajebiste torty, Jamie... Możemy je zjeść już? - spytał z nadzieją w głosie (może ominie go CRINGE podczas śpiewania STO LAT), aleee jak tylko ktoś wymyślił Beer Ponga i rozpoczął się podział drużyn, obudził się w nim duch rywalizacji, więc torty musiały chwilkę zaczekać. -
Popieram Gabę, zróbmy dziewczyny na chłopaków! Drużyna sigm brzmi cool, Eryczek, ale bierzemy Gabrielę i Blaise’a Juniora, żeby było po równo - uprzedził. Alex sięgnął po jeszcze jednego szocika, po czym podszedł do Zimówki i trącił ją lekko ramieniem. -
A jak wygram, to co wygram? - mruknął pod nosem z
uśmiechem na ustach.
A chwilę później wychylił tego kieliszka, co go sobie przyniósł, bo miał URODZINY i było mu wolno, joł.
Zresztą, urodziny urodzinami - najlepsze w tym wszystkim było to, że miał wokół siebie tych wszystkich wariatów.

august Gabriela Jason Eric Erika Shereen Charly Cassandra