ODPOWIEDZ
28 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cały ich wyjazd był niekwestionowanym sukcesem. Sporo się działo na przełomie tych paru dni. Mieli okazję do tego, aby pogadać sobie porządnie, porobić masę fajnych rzeczy i po prostu spędzić ze sobą czas tak jak powinni to robić najlepsi przyjaciele. To chyba było w zasadzie najważniejsze.
Całe szczęście nie natknęli się na żadnego psychopatycznego mordercę w czasie zwiedzania okolicy i w zasadzie to nawet nie przydarzyło im się nic nadto nieprzyjemnego. Jeśli nie liczyć rzecz jasna tego, że podczas wspinaczki na latarnię morską Lindberg wybrudziła sobie łapę jakimś czarnym smarem po niedawnej konserwacji obiektu. Cholerstwo nie chciało z niej zejść i tylko nim sobie pobrudziła ubrania nim w końcu doszorowała rękę po powrocie do domku.
Tydzień zleciał zdecydowanie zbyt szybko w doborowym towarzystwie. Po wszystkich kajakach, ogniskach i pieszych wycieczkach nareszcie nadszedł czas na to, aby świętować urodziny zarówno Eryczka jak i Gabrieli. Całe szczęście, że ta dwójka urodziła się na tyle blisko siebie, że imprezy można było połączyć i przyoszczędzić na wszystkim poza prezentami.
A skoro o nich mowa to Gabryśka mogła liczyć na naprawdę śliczną kosmetyczkę, dwa gramy zielska oraz no cóż... maskę gazową. To wszystko wydawało jej się być naprawdę zabawnym pomysłem, który trzeba było zrealizować.
Eric natomiast stał się dumnym posiadaczem kilku akcesoriów do Switcha, żeby mógł chociażby zamienić swoje kontrolery w małe kierownice, gdy będzie z kimś grał w Mario Carts oraz crop top Zespołu ER. Dokładnie. Zespołu ER. Musieli mieć jakieś matching koszulki jako Eric i Erika, a to wydawała się być znakomita okazja do tego, aby mu sprezentować coś podobnego.
- Eryczku... By uchronić świat od dewastacji! - zaczęła podniosłym tonem, zdejmując bluzę, aby ukazać, że ma na sobie taki sam top jak ten sprezentowany przyjacielowi.
Zaraz też stanęła obok niego, aby wspólnie kontynuować ten jakże kultowy tekst, który mieli wspólnie wypowiedzieć ku uciesze zgromadzonej gawiedzi.
- Miłości i prawdzie nie przyznać racji - kontynuowała, opierając się o niego ramieniem i czekając na jego kwestię. - Erika! - zawołała, dając mu szansę na przedstawienie się nim dokończyli swój wyjątkowy pokaz. - Zespół ER walczy w służbie zła!
Naprawdę od dawna chciała to zrobić, a przynajmniej teraz zyskała do tego jak najbardziej korzystną okazję. Nawet Miaurycy zjawił się obok w odpowiednim momencie, aby wydać z siebie głośne miauknięcie. Czego więcej można byłoby chcieć?
Po wręczeniu prezentów przyszedł oczywiście czas na to, aby w pełni rozkręcić imprezę przy drineczkach, blantach oraz wyjątkowo dobrej muzyce. Alkohol płynął litrami, dym wypełniał płuca niemal przez cały czas, a Erika dała się wciągnąć Alexowi na taneczny dream threesome razem z Cassie, bo wpadło mu do łba, że powinni wspólnie zatańczyć coś bardziej skomplikowanego niż układ do Macareny, co mogło się skończyć naprawdę tragicznie ze względu na ich brak większej koordynacji po wypiciu większej ilości drinków.
Oczywiście, nie był to jedyny taniec w jej wykonaniu, bo jeszcze musiała dołączyć się do Gabi i pobujać się z nią do jakiegoś Latina Foreva Karol G czy Norwegian Reggaeton, aby uczcić jakoś ich połowiczne pochodzenie. W każdym razie mogły swobodnie poruszać wspólnie bioderkami i pośpiewać o obserwowaniu fok, szalonym życiu i paleniu kościołów. Cudowna impreza.
Szkoda tylko, że wszystko, co dobre w końcu się kończy. Właśnie z tego względu była niepocieszona, gdy ostatniego dnia obudziła się u boku Cassie w ich wspólnym pokoju. Alex, zrezygnował ze spania między nimi w momencie, gdy już pierwszej nocy Lindberg spierdoliła się koncertowo na głupi ryj, bo ich pan i władca za bardzo się rozpychał na środku łóżka.
Szybkie śniadanko w domku było w zasadzie jedynym na co mogli sobie wspólnie pozwolić nim zaczęli pakować wszystkie swoje manatki. Pożegnała się z kim trzeba i wsiadła do auta razem ze swoim szanownym imiennikiem oraz jego dziewczyną, która w ciągu tego tygodnia awansowała na jedną z jej najlepszych przyjaciółek.


Jason Choi Shereen WinfieldEric Stones Cassandra Wildbird Gabriela R. Blais Alexander Hall
Ostatnio zmieniony ndz sie 16, 2026 11:48 pm przez Erika Lindberg, łącznie zmieniany 1 raz.
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
32 y/o
Welkom in Canada
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

Pomimo wszystkich tych dość krzywych akcji, dziwnie rozpadającego się domku, pomimo tego że prawie się potopili za sprawą banana-sranana, Jason oceniał ten wypad jako udany. Nie mógł nie być udany w momencie, kiedy byli wszyscy razem i generalnie chyba się nawet dobrze bawili? On się w każdym razie wyszalał i to w taki inny, nowy sposób. Imprezka urodzinowa była oczywiście obowiązkowa, ale zamiast codziennego wyłażenia do klubu, Choi całkiem polubił te ogniska, łażenie po plaży i zwiedzanie innych okoliczności przyrody. No, po prostu lubił poznawać nowe rzeczy, okej?
Jason miał co prawda pewne wątpliwości, kiedy padł pomysł wypożyczenia rowerka wodnego - generalnie brzmiało to całkiem spoko, ale on wciąż miał w pamięci to, że jeszcze niedawno został koreańskim idolem. Jeden raz podszywanie się pod Wonhaua wypalił, ale czy gdyby znów natknęli się na tę zgraję patusów i ich lasek, znów by sie im upiekło? Czy może jednak dziewczyny jakoś wytężyłyby swoje dwie szare komórki i przy okazji przejrzały na oczy i skapnęłyby się, że był zwykłym randomem? Umięśnionym i zajebiście przystojnym, ale jednak tylko randomem...
Całe szczęście zakonu ortalionowców jednak nie spotkali i poza okazjonalnym wpierdoleniem się w chaszcze, obyło się bez odpałów.
Ale biorąc pod uwagę ich szczęście, spodziewał się że podczas wyprawy do latarni morskiej na pewno odwali się jakaś gruba imba - o dziwo, pomijając kilka drobnych potknięć (no dobra, to Alexa było dosyć dużym potknięciem!) wszystko poszło w miarę gładko. Jason zaoferował swoje ramię biednemu potłuczonemu Hallowi, bo przecież chłopak na samym początku kulał, jakby sobie co najmniej obie nogi połamał. Dobrze, że koniec końców został mu z tej przygody tylko siniak. Na początku wyglądało to dość drastycznie, aż się Choi przeraził, że ich naczelny śmieszek sobie kark skręci, a Jaosn wolał nie mieć do czynienia z trupami na urlopie!
A kiedy przyszło już do faktycznego świętowania łączonych urodzin Eryczka i Gaby, Jason wręczył dziewczynie swój prezent z głupim uśmieszkiem. Nie było może specjalnie kreatywny ze swoimi dziesięcioma parami rajstop, ale hej, przynajmniej myślał praktycznie. Będzie miała na zapas, bo przecież towarzystwo, w którym się obracała, lubiło tę część garderoby notorycznie niszczyć...
Prezent dla Erica został wręczony chłopakowi po cichaczu i tak, żeby Shereen nie widziała - bo była to cycata, mięciusia podkładka pod mysz z ulubionej gry chłopaka. Czy Stones chciał się narażać na gniew swojej dziewczyny, używając tego podarku otwarcie, to już zależało tylko od niego!
Podczas wyboru piosenek nie mogło oczywiście zabraknąć też kpopu, bo przecież Jason musiał dać popis swoim najbliższym fanom, prawda? Niestety wszyscy musieli zadowolić się występem z playbacku, bo Choi wolał nie torturować ich uszu swoim faktycznym śpiewem. Ale przynajmniej, wedle wcześniejszych życzeń Gaby, nie zabrakło twerkowania. Dobrze że nie widziały tego patusiarskie laski z plaży, bo jeszcze połamałby im serduszka tym, jak bardzo nie znał swoich własnych choreografii.
Nawet jeśli rozpadająca się chatka troche go wkurzała (i Jason jeszcze raz przypomniał Alexowi, że powinien się powykłócać o jakąś zniżkę za wszystkie stresy, które im zafundowano), to jednak żal mu było wyjeżdżać. Popakował wszystkie swoje bibeloty, zniósł na dół walizki swoje i Gaby, dołączając do ostatniego wspólnego śniadania. Jako że Duffy zabrała się wcześniej, Jason też musiał wbić się do samochodu Eryczka - ciasno im tam trochę było ale jakoś sobie poradzili. Choi zaoferował się nawet, że na część drogi może wziąć Cass na kolana - chuj że do najbezpieczniejszych pomysłów to nie należało. Przynajmniej trochę im się tam na tylnej kanapie poluźniło.

Gabriela R. Blais Eric Stones Alexander Hall Cassandra Wildbird Shereen Winfield Erika Lindberg
Solhy
Posty z AI
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tydzień spędzony nad jeziorem minął bardzo szybko. Pierwszego dnia pili piwo, palili ognisko, słuchali historii o mordercy grasującym w domku trzydzieści lat temu i Shereen stresowała się bliższym poznaniem grupy przyjaciół swojego chłopaka. Drugiego czuła się już pewniej, bo udało jej się z nimi dogadać i naprawdę bardzo polubiła Erike. Reszta dni minęła już spokojniej. Wybrali się na zwiedzanie latarni morskiej, w której Shereen została zaatakowana przeć nietoperza — narobiła okropnego krzyku, który rozszedł się echem po latarni, prosząc Erica o przegarnięcie włosów i sprawdzenie, czy nie zaplątał się w ciemnych pasmach, a Alex potknął się o jeden ze schodków mimo tego, iż został ostrzeżony przez szatynkę. Obrzuciła go pełnym politowania spojrzeniem, wywracając oczami z bezgłośną dezaprobatą — twarz Winfield miała napisy, więc niezauważenie tego bitch face’a było po prostu niemożliwe. Upomniała go tylko słownie, używając uwielbianego przez większość ludzi zdania a nie mówiłam?
Chwilę później uwagę Winfield odwrócił ruch od strony Erica. Przemknęła spojrzeniem po jego sylwetce, zatrzymując mimowolnie wzrok na dłoni ubrudzonej w smarze. Najwidoczniej barierka była niedawna smarowana, więc Winfield miała szczęście, że akurat nie przechodziła obok niej. Nie miała jak ubrudzić jasnej bluzki. Na rowerki wodne się nie skusiła, bo wolała korzystać z ładnej pogody i się opalać. Impreza w domku? Oczywiście w niej wzięła udział, bo był to przedostatni dzień ich pobytu, na który zostały zaplanowane torty i kolorowe drinki. Podczas składania życzeń Gabrieli oraz Ericowi, robiła za kamerzystę, później w trakcie imprezy także. Udało jej się nagrać świetny występ w wykonaniu Eriki, Erica i Miaurycego — poza tym urzekły ją podobne ubrania, które sprezentowała Erika. Twerkowanie Jasona również się nagrało. Podobnie jak potrójne picie z solenizantami, czy mnóstwo innych rzeczy. Zdjęć także robiła mnóstwo, wyciągając każdego, kto się napatoczył na professional session albo typowe selfiaki z palcami ułożonymi w V, czy innymi głupimi pozami.
Kwestię prezentu z Erikiem miała już omówioną wcześniej — obydwoje wiedzieli, że była najlepszym prezentem, jaki mógł dostać, więc ominęło ją zastanawianie się nad tym, co mu kupić. Z Gabrielą miała większy problem, bo wciąż nie poznała jej na tyle dobrze, by poznać jej preferencje prezentowe. Zauważyła natomiast ciekawą przypadłość u panienki Blais. Mianowicie taką, że potrafiła zostawiać po sobie nie tylko wspomnienia, bo była dość ekspresyjna, ale i rysunki. Zostawiała je w zupełnie losowych miejscach, więc po głębszym zastanowieniu sprezentowała jej zestaw do szkicowania. Praktycznie, symbolicznie — prawdopodobnie przydatne. Winfield i jej poczucie humoru bywało naprawdę kiepskie, ale, jako że było to ich pierwszy wspólnie spędzony tydzień, chciała się po prostu postarać. Zdecydowanie polubiła tę ekipę.
Następnego dnia musieli wstać, ogarnąć się i spakować rzeczy. Winfield wstała wcześniej, bardziej z przyzwyczajenia niż z obowiązku i oczywiście obudziła Erica, bo nie potrafiła być cicho, a otwieranie skrzypiącej szafy uznała za świetną rozrywkę z rana. Nie spotkała się jednak z buntem. Niewątpliwie był zadowolony, skoro udało mu się wstać o normalnej godzinie, w dodatku bez zbędnego narzekania. Niewykluczone, że wiązało się to z dwuosobowym afterem, który zdążyli zaliczyć po grupowej imprezie. Dzięki swojemu durnemu harmonogramowi, udało jej się spakować wcześniej i o niczym nie zapomnieć. Miała wystarczająco dużo czasu na przejrzenie swojej torby i sprawdzenie, czy nic nie wypadło jej z głowy. Zdążyła też na szybko coś zjeść, a gdy wszyscy się ogarnęli i byli gotowi do wyjazdu, trochę pożałowała, że musieli wracać do Toronto. Wbrew pozorom spanie w środku lasu nie było takie tragiczne mimo tego, że nabawiła się kolejnych traum i upewniła w przekonaniu, że pająki były najobrzydliwsze, ale nietoperze wcale wiele się od nich nie różniły. Tylko miały skrzydła.
Honda Erica w drodze powrotnej okazała się bardziej pojemna, niż przypuszczała Winfield. Plusem związku z kierowcą było to, że mogła pozwolić sobie na ten luksus usadzenia tyłku na przednim siedzeniu. Na postoju zamieniła się miejscami z Eriką i usiadła z tyłu — to pewnie przez McDonalda, do którego zajechali. Winfield jak na dziecko przystało, zajęła się jedzeniem frytek i graniem na konsolce, która TYM RAZEM nie rozładowała się w trakcie jazdy. Zagadywała też Jasona o totalne głupoty, które wydawały jej się bardzo ważne. Musiał jej dokładnie opowiedzieć o srananie, bo przeoczyła tę część, a bardzo chciała zapoznać się ze szczegółami tej historii.
— A jak się teraz zatrzymamy na postoju, to pójdziemy do sklepu po coś słodkiego? — bo oczywiście nie pomyślała po zajechaniu do McDonalda o kupieniu lodów, czy jakiejś innej wysokocukrowej rzeczy.


Gabriela R. Blais Eric Stones Alexander Hall Cassandra Wildbird Erika Lindberg Jason Choi
Kasia (dc: hicatie.exe )
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Eric wiedział, że wyjazd będzie super, ale nie spodziewał się, że AŻ TAK super. Zastanawiał się, jakie miejsce wybiorą za rok, chyba że podczas zimy też uda się coś zorganizować - a skoro nikt się nie utopił, to może i z zimowego wyjazdu wszyscy - lub przynajmniej większość - wróciliby NIE połamani. No ale zanim zima nastąpi, należało cieszyć się ciepłymi dniami i świecącym słońcem. Na szczęście pogoda sprzyjała także, gdy postanowili wybrać się na kajaki. Eric ze swoim okiem sokoła był wręcz PEWIEN, że dobrze odmierzył odległość, lecz niestety słońce musiało mu dać po oczach, bo w ostatniej chwili uderzył o kajak Alexa, którego notabene ratował z głębokich szuwarów.
- Sorki. To przez słońce. - wyjaśnił, unosząc palec do góry. Gdyby był skautem, mógłby otrzymać odznakę ratownika, ale że takowym nie był, to żadnej odznaki nie otrzymał - aczkolwiek jemu zupełnie wystarczyły szczere uśmiechy przyjaciół.

Innego dnia wybrali się do latarni morskiej i wszystko byłoby fajnie, gdyby nie smar na poręczy… Fantastycznie. pomyślał, próbując uważać, aby nie dotknąć do ubrań, co mimo wszystko mu się nie udało - o tyle dobrze, że miał czarny t-shirt, to chociaż plama nie była aż tak widoczna. Niejednokrotnie miał ręce w smarze, gdy grzebał np. przy rowerze albo aucie. No, także maź była mu bardzo dobrze znana.
Potem przyszła pora na imprezę. Alko się lało, sto lat zaśpiewano, Sher robiła za super fotografa i kamerzystę, a gdy doszło do wręczania prezentów, on każdemu szczerze z uśmiechem dziękował. Otrzymany od Alexa kocyk z pięknym napisem planował użyć jeszcze tej nocy, a dokładniej, kiedy pójdzie spać. Croptop od Eriki założył od razu i bez żadnego sprzeciwu, odstawił z nią kultowe motto zespołu R.
- Lecimy z tym, Eryczko! By zjednoczyć wszystkie ludy naszej nacji! - kontynuował, stając obok przyjaciółki dokładnie tak, jak James stał przy Jessie.
- By gwiazd dosięgnąć, będziemy walczyć! - jechał z tym dalej, próbując nie wypaść z roli.
- Eric! - rzucił, a na sam koniec jeszcze padło słynne:
- Więc poddaj się, lub do walki stań! - a wszystko pięknie zakończył Miaurycy, którego Eric pogłaskał i podrapał za uszkiem. Z Eryczką jeszcze przybił piąteczkę.
- Uważam, że powinni nas zatrudnić do live action. - stwierdził do Eryczki.
Parsknął śmiechem, kiedy zobaczył, jaką podkładkę otrzymał od Jasona, i zastanawiało go bardzo, co Sher powie, jak ją zobaczy, bo raczej nie planował jej ukrywać w szafce.
Cóż, dzięki Shereen Eryczkowi bardzo dobrze się zasypiało i budziło także. Oczywiście pomógł bez stękania i marudzenia przy pakowaniu, samemu także się pakując i zanosząc wszystko po kolei do samochodu. Nie miał pojęcia, jak jego Honda dała radę wszystko pomieścić, biorąc pod uwagę, że to nie był SUV ani kombi, ale najważniejsze, że ani żaden bagaż ani nikt nie został w domku ani koło domku.
- Możemy tak zrobić. - stwierdził, nie widząc nic przeciwko zatrzymaniu się po jakieś słodkości podczas następnego postoju.


Shereen Winfield Alexander Hall Erika Lindberg Jason Choi Cassandra Wildbird Gabriela R. Blais + Miaurycy
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Siedem dni czystej rozpusty i błogiego lenistwa. Ten, kto wpadł na to, że ludzie powinni tyrać tyle dni w roku, powinien gnić w więzieniu. Dwa miesiące, to był taki optymalny czas na odpoczynek, oczywiście jeśli do niego doliczymy miesiąc na powrót do kołchozu. Tak czy siak system był jebaną kurwą i wszystkie te zasady trzeba było zrównać z ziemią i stworzyć na nowo. I może nawet udałoby im się to, ale mieli za mało czasu na jaranie, bo każdy dzień był wypełniony różnymi aktywnościami. A mogli być jak te urocze kotki, które planują podbicie świata.
Najlepsze były rowerki wodne. Niczym kapitan Jack Sparrow przemierzała jeziorową toń i popijała jak prawdziwy pirat rum z butelki. Wyznawała zasadę, że alkohol to jedyne paliwo, które mogło dodać jej sił do pedałowania To cud, że każdy przeżył tę wyprawę, ale przynajmniej było sporo śmiechu, gdy niektórzy zaliczyli podtopienie lub wywrotkę. Zakwasy nawet co poniektórych dopadły, więc postanowili pozwiedzać latarnię morską, gdzie straciła swoją ulubioną chustkę, bo wredny wiatr porwał ją w dół. Musiała skończyć na jakimś drzewie, bo nikomu nie udało się jej odnaleźć, a przecież Sher nieraz wyciągała na spacery Eryczka. I co gorsza faktycznie chodzili po okolicy, bo raz miała okazję ich przyłapać na dreptaniu za rączkę, gdy przemknęła wieczorem do obozu wroga i wsypała im do walizek swędzący proszek. Bo why not?
Z dziewczynami nawet zaliczyła wspólne opalanie, ale jeden leżak został spisany na straty, gdy najebana uznała, że to genialny pomysł, żeby na niego wskoczyć. Plus całej akcji był taki, że nie uroniła ani kropelki drinka, więc szczątki sprzętu zostały pochowane w lokalnych krzakach. Może właściciel tego nie doliczył do strat materialnych po tych nieprzyjemnościach z piwnicą.
Impreza urodzinowa jednak była the best. Bo wiadomo, że w doborowym towarzystwie nawet odsiadka w pierdlu była zajebista. Alko lało się z każdej strony, więc była w raju. Życzenia i małe macanko też było na propsie. A każdy prezent wywoływał u niej szeroki uśmiech. Na końcu składania życzeń, podeszła do drugiego solenizanta i dała mu w prezencie chłodzący dystrybutor do drinków oraz wielki antystresowy klawisz ENTER.
Tańczyli niemal do białego rana. Wywijała bioderkami z Eriką w rytm latino. Z Jasonem twerkowała. Z Alexem siedziała do późna i przy fajeczce wymieniali się pomysłami, jak podrasować ich cudeńka na dwóch kółkach. A z Sher i Eryczkiem chodziła później, robiąc wszystkim dookoła fotki, bo musieli mieć pamiątkę dla potomnych. Jedną nawet zostawiła z Eriką w piwnicy w tym samym miejscu, gdzie znalazły wycinki gazet. Więc jakiś ślad po sobie zostawili, a nie tylko zniszczenia. Nawet z Cass dała sobie zapleść warkoczyk, żeby ktoś im zrobił fancy instagramowe zdjęcie.
Gorzej było wstać i ogarnąć się na wyjazd. Jason i Cassie pomogli jej się spakować, bo gdyby nie ich wsparcie, w życiu nie opuściłaby tego domku. Na całe szczęście wbiła się w swój kombinezon i była gotowa do długiej podróży.
- To jak... Ścigamy się? - uśmiechnęła się do Alexa, zakładając kask. W końcu teraz nie miał plecaczka, więc mogli śmigać po ulicach traktując znaki, jako sugestię. I tym oto sposobem zakończyła się kolejna historia grupki przyjaciół.

Lovki foreverki <3
Shereen Eric Erika Alexander Cassandra Jason
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie dało się ukryć, że to było kilka naprawdę intensywnych dni. Co prawda Cassie nie miała okazji spędzić z przyjaciółmi czasu od początku, ale biorąc pod uwagę, jak wiele się wydarzyło w tak krótkim czasie, była pewna, że gdyby tylko przygody zaatakowały ją pierwszego dnia wyprawy, niechybnie by tego nie przeżyła. Przecież ledwo dała radę krwiożerczej kłodzie, która postanowiła przywalić jej w łeb i gdyby nie Eric, niechybnie poszłaby na dno, jako najwspanialsza rudowłosa ofiara jeziora. Czy wtedy mogłaby powstać niczym nimfa wodna, zwabiając w głębiny zagubionych wędrowców? Brzmiało co najmniej romantycznie i nie ukrywała, że podobne wizje w jej mniemaniu zasługiwały na namalowanie! Jak dobrze, że zabrała ze sobą szkicownik, z którego mogła zrobić użytek!
Zanim jednak ostatecznie się rozstali (zupełnie jej się to nie podobało, bo jej zdaniem wyjazd powinien jeszcze trochę trwać, chociaż znając uczestników, niechybnie ktoś wylądowałby w szpitalu), mieli jeszcze trochę czasu na kolejne przygody. Bo powiedzmy sobie szczerze, nie było możliwości, aby chociaż jeden dzień był smutny i nijaki.
Weźmy na przykład kajaki, które w oczach Wildbird były wprost idealnym sposobem na umilenie sobie czasu. Co z tego, że nie potrafiła nimi sterować? Dla chcącego nic trudnego, zresztą umówmy się, dziewczyna była na tyle uparta i ambitna, że chciała spróbować. Skoro inni potrafili, nie mogła to być jakoś przesadnie trudna sztuka, plus utonięcie równało się raczej zeru. No i żadna kłoda nie mogła jej stanąć na przeszkodzie, prawda? I chociaż plan z założenia wydawał się być iście wspaniały, tak koniec końców utknęła w jakichś chaszczach, które nie były dla niej miłosierne i musiała machać na ludzi, prosząc o pomoc. Jak dobrze, że Gabriela okazała się na tyle przyzwoita i na tyle nie zjarana, że pomogła jej się z tego bagna wygramolić. Zdecydowanie woda nie była jej sprzymierzeńcem i rudowłosa wiolonczelistka poważnie zaczynała się zastanawiać, czy nie powinna trochę przystopować ze swoim zamiłowaniem do cieczy.
Nic dziwnego, że chcąc trochę odpocząć od płynów (nie od alkoholu, bo ten lał się litrami) postanowiła zwiedzić latarnię morską, która była miejscem dość romantycznym. Z miejsca przypomniał jej się ten piękny film, na którym zawsze płakała, a którego akcja miała związek z niewielka wysepka pośrodku niczego i latarnikiem, który miał tam swoją rodzinę. Polecajki bardzo dla każdego, kto uwielbiał mieć zszargane emocje.
Wspięła się po schodach, chcąc podziwiać widok, który rozpościerał się z samej góry. Niestety, jakby mało jej było znokautowania przez los, w chwili, w której znalazła się na balkonie, mocno zawiało i jej apaszka, którą dostała od Alberta dwa lata wcześniej na urodziny, została porwana. Próbowała się złapać, niestety z racji tego, że była krótkim stworzeniem, nie na wiele się to zdało i jedyne co jej pozostało, to patrzenie jak kawałek materiału osiada na jednym z drzew. Ha, chyba nikt nie sądził, że tak to zostawi! Całe szczęście miała opanowaną wspinaczkę, dlatego zbiegła szybciutko po schodach i lokalizując odpowiednią roślinę, zaczął się po niej wspinać. Wszystko zapowiadało się fantastycznie, ale o ile wejście było łatwe, tak zejście już bardziej problematyczne. Gdyby nie pomoć Alexandra, który dostrzegł rude pomiędzy zieleni, pewnie zleciałaby z gałęzi, na której utknęła. Dobrze mieć przyjaciół, fakt potwierdzony.
Gdy ostatniego dnia nadszedł czas na imprezę z okazji urodzin Erica i Gabrieli, Cassie przywitała to z ulgą wmawiając sobie, że poza upiciem się nie może wydarzyć się już nic więcej. Przecież zużyli cały zapas przygód przeznaczony na ten wyjazd! Los musiał dać im odpocząć!
Wręczyła przyjaciołom prezenty (Eric dostał ładny portret, bo Cassie lubiła takie rysować oraz bransoletkę na czarnym rzemieniu z jakąś fajną zawieszką plus kilka paczek prezerwatyw tworzących ładny bukiet, bo skoro miał dziewczynę należało dbać o zdrowie i bezpieczeństwo, za to Gabi koronkową bieliznę oraz perfumy, żeby miała na kolejny podryw jakiegoś przystojniaka), dając się ponieść imprezie. Oczywiście, że nie mogło skończyć się dobrze, biorąc pod uwagę jak słabą głowę dziewczyna miała. Trochę wódki, trochę wina i była gotowa na pijacki taniec z Alexem i Eriką. Coś ich ciągnęło do tego trójkąta po wspólnej nocy na jednym łóżku. kto jednak zabroni korzystać z uroków młodości! Dodatkowo dziewczyna porwała do tańca Jasona, by sprawdzić czy chłopak faktycznie posiada umiejętności godna przyszłej gwiazdy k-popu i wiecie co? Te kocie seksi ruchy zasługiwały na oklaski ze strony napalonych fanek, które już teraz szykowały banerki na przyszłe koncerty.
Rankiem, kiedy już zwymiotowała wszystko, co zalegało w jej żołądku (kochana Erica trzymała jej włosy), przyszedł czas na pakowanie się. Patrząc po wszystkich śmiało można było uznać, że melanż się uznał, bo nie było nikogo, kto wyglądałby porządnie. każdy zdawał się być wymiętoszony przez życia, zalewne czując się jak kupa krowiego łajna porzucona na polu. Chcą doprowadzić się do porządku, zrobiła kawę, którą zaraz ukradł jej Lex i dała sobie chwilę, zanim poszła pakować swoje graty! Kiedy połowa z nich znalazła się w jakichś dziwnych częściach domu? Niemal jak rzeczy Luny w Potterze! Pomogła przy okazji Gabi, której walizka zdawała się nie domykać za sprawą różnych prezentów! I chociaż wizja siedzenia Jasonowi na kolanach była niebywale kusząca, tak Cass zapewniła, że Albert po nią przyjedzie, zakładając, że nie zapomniał! Wiadomość została wysłana i kiedy tylko z opóźnieniem zaledwie godzinnym przyjaciel pojawił się pod domkiem, Wildbird mogła wrócić do Toronto, zalewając chłopaka opowieścią na temat wszystkiego, co wydarzyło się na tejże wycieczce.

~koniec dla wszystkich~


Shereen Winfield Alexander Hall Erika Lindberg Jason Choi Eric Stones
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”