30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nigdy nie była cierpliwa.
Ostoją spokoju również, dlatego kiedy tylko poczuła na kroczu swojego m ę ż ą inną kobiecą rękę, wcale nie miała zamiaru brać tego na chłodno. Zastanawiać się, czy Paris coś się pomyliło, czy się zachwiała, czy jeszcze inna wymówka, która mogłaby ją usprawiedliwić. Nie. Pilar była gotowa, żeby polała się krew. Ta Madoxa oczywiście w pierwszej kolejności. Jedyną rzeczą, która finalnie go uratowała, to kiedy zwrócił blondynce uwagę, że to on siedział po jej prawej i założył z góry, że dziewczynie się po prostu pojebało.
Paris — wtrąciła się więc i ona. — Jak zaraz nie zdejmiesz ręki z kroczą mojego męża, to przekonasz się, gdzie potrafi dojść ta moja — jej głos niby brzmiał milutko, ale każdy, kto miał chociaż trochę oleju w głowie i łapał aluzję, bez problemu mógł usłyszeć w jej wypowiedzi kolosalną ilość złośliwości. I oczywiście groźbę. Nawet po ciemku by ją znalazła i wyszarpała za włosy. Całe szczęście nie było takiej potrzeby, bo Paris zabrała dłoń, a Milano trzepnął stołem. A przynajmniej tak wydawało się Pilar. Nie miała pojęcia, że kopnął w międzyczasie również Noriegę w piszczel. Dopiero gdy jej mąż o tym wspomniał, a mężczyzna wszystkiego się wypiął, zaczęła się zabawa.
Tik nerwowy? — wtrąciła się słysząc tą ż a ł o s n ą wymówkę. — A rękę na moim udzie trzy razy ułożyłeś też przez tik? — warknęła, już wcale nie gryząc się w język. Wcześniej myślała, że on może naprawdę się myli, ale jednak się okazało, Milano po prostu był zawodowym kłamcą. Szczególnie, że próbował oszukać ludzi, którzy na tiki swego czasu zwalali cały chaos w samolocie, jaki zrobili. Znali te sztuczki, jak nikt inny, czym ewidentnie zbili Milano z tropu. Nie tylko jego zresztą, bo zaraz okazało się, że i Paris gorzej się poczuła.
Ciekawe od czego, jak nawet nie zdążyła tknąć przystawki, które wylądowały na ich talerzach. Może od wina? Pilar na moment się nad tym zastanowiła. No bo chyba nie przez to, że rzuciła chwile temu tekst o trzymaniu jej męża za kroczę? Każda inna latynoska kobieta już dawno by się na nią rzuciła, a Pani Noriega tylko ładnie ją ostrzegła. To zdecydowanie nie był powód, żeby się źle czuć. Milano jednak chyba uznał, ze poważny na tyle, żeby poszedł z nią. Albo po prostu potrzebowali wymówki, żeby ulotnić się na szybki numerek.
Cokolwiek to było, ruszyli za jednym z kelnerów, który wyprowadził ich do wyjścia, a Garret za ten czas opowiedział im o tym, że mieli aktualnie przed soba zestaw serów z jakiś specjalnych hodowli i wędlin, sprowadzanych z Europy. Pachniały co najmniej dziwnie, szczególnie te sery, ale przecież Pilar i tak kochała jeść wszystko, wiec zaraz jeden kawałek władowała sobie do ust, akurat kiedy Madox pytał czemu siedzą tak daleko od siebie.
Faktycznie, jego oczy są wyjątkowo piękne — rzuciła zadowolona, zgodnie z prawdą zresztą, i kiedy Noriega tak się przysuwał do swojej żony, ona również chciała być bliżej niego. Ruszyła nogami i dopiero wtedy poczuła, że na jej udzie Paris nei zostawiła wcześniej jedynie przypadkowego dotyku ale też… kartkę? — Co jest… — mruknęła pod nosem, rozwijając ją w palcach. Co jej po kartce, skoro nawet nie mogła jej przeczytać? Ciekawość od razu zaczęła ją zżerać, jak i pytania, jak chociażby skąd kobieta miałą przy sobie papier, długopis i wiedziała, co pisze? No bo chyba nie przygotowała tego wcześniej? Nie no, teraz to już zdecydowanie musiała wiedzieć, o co chodziło.
Madox… — zaczęła, ale wtedy Garret przesunął coś na stole.
I jak wam smakują sery? — dopytał, wchodząc jej w pół słowa.
Dobre — opowiedziała na odpierdol, czując jak jakiś inny kelner kładzie obok nich coś jeszcze. — Przepraszam, czy mogę na moment przymierzyć takie okulary?
Niestety, nie możemy dzielić się z gośćmi, takie mamy zasady.
Ale ja tylko na momencik…
No i co nas ominęło? — wtrącił się Milano, a kelner korzystając z okazji odskoczył od Pilar. Kurwa. A kiedy Paris pociągnęła nosem, Pilar już tym bardziej nie mogła wytrzymać. Nie no kurwa, musiała wiedzieć, co ta jest napisane. — Co dobrego zjedliście? — facet ewidentnie humor miał dobry, jednak kobieta siedziała cicho. Do dupy była ta całą ciemność. Niby miało to wyostrzać zmyśli, otworzyć jakieś trzecie oko, a Pilar jedyne, o czym mogła myśleć, to jak wiele by teraz dała, żeby zobaczyć twarz Paris. Zobaczyć, co tak naprawdę działo się dookoła.
Zacisnęła mocniej palce na udzie Madoxa. Wcale nie zaczepiając jego newralgicznych miejsc, które lubił, a bardziej, żeby zwrócić jego uwagę na to, co zaraz zrobiła. A mianowicie… wolną ręką szarpnęła talerzem, na którym miała przystawkę na ziemie. Szkło momentalnie potłukło się o posadzkę. Paris krzyknęła. Milano też podskoczył, waląc nogą o stół.
O jezu, chyba się przecięłam — rzuciła zmartwionym, udawanym tonem.
Oh, koniecznie trzeba to sprawdzić — Garret momentalnie znalazł się przy nich, dotykając Pilar po skroni. — Zaraz panią wyprowadzimy do światła — oznajmił, a ona zacisnęła palce na koszuli Noriegi.
Mój maż ze mną — wtrąciła, jasno dając do zrozumienia, że bez niego nigdzie się nie wybierała. — Okropnie boje się widoku krwi, tylko on umie mnie uspokoić — no w tym momencie już musiał wiedzieć, że coś kombinowała, bo akurat krew towarzyszyła im na porządku dziennym i żadne z nich wcale się jej nie bało. Obcowali z nią prawie tak często jak z powietrzem. Garret pociągnął ich w górę, a następnie wyprowadził przed ciemny korytarz w stronę toalety.
Nie było w niej nie wiadomo ile światła, pewnie dlatego, żeby oczy nie zwariowały, ale i tak lekki półmrok był lepszy niż kompletna ciemność. Pilar zamrugała kilkakrotnie, próbując się przyzwyczaić.
To gdzie ta rana? Może poproszę Noelle, żeby rzuciła okie… — zaczął, ale Noriega już wciskała swojego męża do środka.
Ogarniemy, dzięki, Garret — wtrąciła i zatrzasnęła za nimi drzwi. Od razu przekręciła kluczyk, a potem odwróciła się w stronę Madoxa i zaczęła grzebać… w biuście. — Czekaj — mruknęła, wsadzając rękę coraz głębiej. Z jego perspektywy musiało to wyglądać co najmniej dziwnie, ale to nie jej wina, że świstek papieru był tak mały, że finalnie wyciągnęła go… dołem, bo przeleciał jej przez całe ciało w dół. — Patrz — wyciągnęła go w stronę Noriegi. — Paris mi to dała, zanim poszli do łazienki — wyjaśniła, przysuwając się do niego bliżej, żeby oboje mogli zobaczyć, co mówiła notatka.

:pili-madi:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Pilar nie mogła widzieć tego jak jej mąż uśmiechnął się pod nosem, kiedy zagroziła Paris. W jakiś pokręcony sposób lubił, kiedy była o niego trochę zazdrosną, chociaż prawda jest taka, że nigdy by jej nie zdradził. Może i Madox był kobieciarzem, uśmiechał się ładnie, a czasem rzucił jakimś dwuznacznym tekstem, czy komplementem, ale był wierny jak pies. I teraz też od razu odsunął się od Paris. A potem za nią oberwał od Milano.
- Co? Jaką rękę na udzie? - teraz to Madox ruszył tym stolikiem i pochylił się w prawo, ale jakby Milan to wyczuł i cofnął się jakoś, tak, że Noriega go nie sięgnął - jeszcze raz dotkniesz mojej żo... - zaczął, ale nawet nie dokończył, bo blondynka po jego lewej stronie uderzył go krzesłem, a zaraz stwierdziła, że źle się czuje. Madox niby obejrzał się w jej kierunku, ale ta kompletna ciemność nie pozwalała w ogóle ocenić sytuacji. A zresztą wyrwał się za nią jej narzeczony. Chociaż Madox już stwierdził, że facet jest jakiś dziwny.
Może nawet powiedziałby to na głos, ale Garret akurat opowiadał im o jakiś długo dojrzewających wędlinach i Noriega kawałek takiej wsadził sobie do ust i zaczął przeżuwać. Żuł i żuł. Ale zaraz już pytał dlaczego ich tak dziwnie usadzili. A na komentarz Pilar na temat jego oczu, sięgnął znowu do niej pod stolikiem zaczepiając o jej kolano palcami.
- Coraz ciemniejsze... - bo przecież ich nie widziała, tych jego pięknych oczu, które rzeczywiście pociemniały, gdy jego palce natrafiły pod stołem na jej udo. A zresztą zaraz Garret pozamieniał ich miejscami, a Madox wylądował z Pilar ramię w ramię. Zresztą tym swoim ją też objął.
- Co? - zapytał ją, kiedy zaczęła to co jest. Nic nie mógł wyczytać z jej twarz, bo przecież jej nie widział, czuł tylko pod ręką jak się poruszyła, spięła. A kiedy wypowiedziała jego imię, to już przysunął się bliżej, już pochylał do jej ucha - o co... - i znowu nie dokończył, bo Garret nagle wypalił z tymi serami. A Madox przełknął dopiero kawałek, który żuł - gumiaste - rzucił szczerze, ale sięgnął do talerza, żeby teraz wymacać na nim coś innego, jakiś ser, który zaraz wpakował sobie do buzi. Smakował dziwnie - ten jakąś kozą - stwierdził, a kiedy Pilar zagadała kelnera o okulary, to odwrócił się w jej kierunku. Już miał zapytać po co jej one, ale facet i tak nie chciał jej ich dać. Zresztą i tak wrócili już Milano i Paris, a zaraz pytali ich, co dobrego zjedli.
- No jeszcze nic w sumie - odpowiedział kompletnie szczerze Madox, bo jemu to nie smakowały ani te wędliny, ani tym bardziej sery. Chociaż już złapał kolejną rzecz ze swojego talerza i wpakował ją sobie do ust. Tym razem trafił na jakąś kiełbasę, ta była nawet w porządku, więc zaraz sięgnął do talerza swojej żony, żeby na nim też to wymacać, ale Pilar zacisnęła palce na jego udzie. Wyczuła, że chce jej podebrać coś z talerza?
- Hm? - mruknął tylko, ale zaraz wyszarpnęła mu spod ręki talerz, który trzasnął o podłogę - co? - rzucił Madox i sięgnął do ręki swojej żony - pokaż, co ci się stało? - trochę się przejął, ale coś mu tu nie pasowało, a kiedy Pilar pociągnęła go za koszulę i powiedziała że okropnie boi się widoku krwi, to Madox już wiedział, że coś tutaj jest nie tak. Wstał za nią po drodze zgarniając jeszcze coś ze swojego talerza. Znowu trzymając się blisko siebie, ruszyli przez tą ciemnię do wyjścia, a kiedy wylądowali na korytarzu, to Madox zmrużył oczy przyglądając się Pilar - co zrobiłaś? - zapytał, ale jego żona już go wpychała do toalety. Tu było jaśniej i światło na początku raziło w oczy, więc Noriega spod takich na wpółprzymkniętych powiek wpatrywał się w swoją żonę - co jest? - znowu zapytał, kiedy grzebała sobie w staniku - pomóc ci? - przysunął się do niej bliżej, ale zjechała palcami po sukience i wyciągnęła coś spod niej - co to jest? - wyciągnął rękę, ale Pilar już rozwijała karteczkę w palcach, więc Madox też się do niej przysunął, żeby mógł zobaczyć, co jest tam napisane - dała ci to? - dopytał jeszcze. Na karteczce widniał krzywo zapisany napis Potrzebuję pomocy. Proszę, nie reaguj teraz. On mnie obserwuje.
Madox od razu spojrzał na swoją żonę.
- Ja pierdole, myślisz, że to prawda? - zapytał, bo sam nie wiedział, co ma o tym myśleć. Dziwne to było, bo przed kolacją Paris i Milano wydawali się w porządku, ale teraz jak tak o tym pomyślał - wyciągnę go stamtąd za wszarz i... - zaczął, ale widział już to spojrzenie Pilar, która zresztą pokazała mu jeszcze raz na kartkę. Chyba nie mogli tak po prostu obić mu mordy. To znaczy Madox nie mógł, bo Pilar by i tak nie pozwolił. Ona już dzisiaj i tak miała bliskie spotkanie z jednym psycholem, a potem z agresorem. I kiedy Noriega sobie o tym pomyślał, to przytulił się do swojej żony od tyłu - ja pierdole, to co zrobimy? - zapytał, bo przecież ona tu była od planowania, a on od działania, zresztą już się wyrwał w kierunku drzwi - trzeba tam wrócić, bo może on teraz jej coś zrobić, przecież jest tam tylko Garret, a ci kelnerzy w noktowizorach to tylko przychodzą i wychodzą - już się zakręcił przy zamku, ale Pilar przytrzymała go za koszulę. A ciemne tęczówki odszukały piękne, duże oczy Pani Noriega.

:pilar2:
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Bardzo chciała zobaczyć te jego coraz ciemniejsze oczy.
Poczuć go bliżej, gdy tak raz po raz przysuwał się do niej na krześle, gdy silnym ramieniem otulał jej ciało i trzymał przy sobie. Zdecydowanie wolała mieć go obok niż na przeciwko. Może to byłoby jeszcze świetną grą wstępną, gdyby mogli się widzieć. Widzie reakcje, jakie na sobie wywoływali, gdy raz po raz zaczepiali się pod stołem, gdy jej stopa sunęła po udzie w stronę kroczą, a on butem zahaczał o jej łydkę. A takto? Jebana ciemność.
I właśnie w tej ciemności Pilar dostałą do Paris karteczkę.
Niewielkie zawiniątko, przekazane na tyle tajnie i delikatnie, że prawie by tego nie zauważyła. Wystarczył jeden niewłaściwy ruch, żeby papier spadł na ziemię, a wtedy w tym mroku znalezienie go byłoby niemożliwe. Awykonalne wręcz, szczególnie, że kelnerzy nie chcieli pożyczyć jej swoich zajebistych noktowizorów.
Całe szczęście kartka skończyła w jej biuście, a gdy tylko razem z Noriegą znaleźli się w łazience, Pilar od razu zaczęła za nią grzebać. Papier był tak dobrze zwinięty, że ciężko było go w ogóle wyciągnąć. Do tego Madox skakał dookoła niej, pytając się, czy wszystko było okej. No tak, w całym tym amoku zapomniała mu powiedzieć, że…
Nic sobie nie zrobiłam — mruknęła, kręcąc ręką pod sukienką. — Specjalnie rozbiłam ten talerz, żeby tu z tobą przyjść — ah, jak ona wolałaby teraz robić z nim zdecydowanie i n n e rzeczy niż otwieranie kartki od jakiejś laski. Szczególnie po tak ciężkim dniu, jaki oboje mieli, ostatnie czego potrzebowali, to więcej problemów.
One jednak znowu przyszły do nich same, jak na zawołanie z momentem, w którym udało im się otworzyć skrawek papieru od Paris.

Potrzebuje pomocy.

Kurwa — wyrwało się jej praktycznie od razu, a ciemne oczy momentalnie uniosły się w górę na twarz Noriegi. — Po co miałaby kłamać? — odpowiedziała mu pytaniem na pytanie. Kobiety raczej nie prosiły o pomoc, kiedy nie były w niebezpieczeńśtwe. Zawsze mówiło się o nich, że panikowały, że wyolbrzymiały, ale prawda była taka, że jako płeć piękna były w stanie znieść naprawdę dużo. Mężów agresorów, manipulatorów, pierdolonych bokserów… Pilar widziała to wszystko na własne oczy. Przerabiała te wszystkie rozmowy, kiedy kobiety bały się swoich oprawców na tyle, że nie tylko nie chciały pomocy, ale też potrafiłī wmawiać funkcjonariusza, że wszystko jest jak najbardziej okej, a tu… — Skoro prosi o pomoc, to musi być źle — spojrzała poważnie na swojego męża. Chciał czy nie, na pewno widział w jej spojrzeniu to, jak bardzo Pilar już nastawiała się pomaganie. Jak kierowała całą swoją uwagę na to, by pomóc Paris. A to znaczyło też jedno: Madoxowi ciężko będzie ją od tego odsunąć. Bo co jak co, ale akurat agresja wobec kobiet zawsze była czułym punktem Pani Noriegi.
Jak widać jej mężczyzny też, biorąc pod wagę, jak wyrwa się do drzwi. Aż musiała go przytrzymać za fraki i szarpnąć z powrotem do siebie.
Poczekaj — cmoknęła. — To nie jest takie proste — docisnęła go do ściany i spróbowała unieruchomić, chociaż nawet nie było takiej potrzeby. A może po prostu chciała się do niego docisnąć, żeby lepiej go poczuć? Żeby mieć go blisko? Zaczęła bawić się skrawkiem jego koszuli. — Ofiary takiej przemocy często finalnie pod presją chcą wracać do oprawcy i stawać po jego stronie. Trzeba by ją od niego odizolować tak, żeby się nie zorientował — mówiła spokojnie, chociaż jej myśli już pracowały na najwyższych obrotach. Aż w końcu podniosła na niego spojrzenie. Coś miała. Ale wiedziała też, że jemu z pewnością się to nie spodoba.
Nie po dzisiaj.
Musimy się przed wyjściem jakoś zamienić miejscami — powiedziała w końcu, patrząc Noriedze stanowczo i głęboko w oczy. — Musi myśleć, że ja jestem nią. Ty wyjdziesz z nią pierwszy, a dopiero potem ja z nim — musieli wykorzystać to, że dookoła panowała pieprzona ciemność. To był jedyny scenariusz, w którym nie dojdzie do bezpośredniej konfrontacji. Innej opcji nie było. Widziała jego spojrzenie. Nawet nie musiał niż kurwa mówić. — A co? Masz jakiś lepszy pomysł? — uniosła się. — Przecież sobie z nim poradzę — to nie był Dalton, a Madox doskonale wiedział, że innym potrafiła łamać nosy jednym uderzeniem. W końcu nie była z p o r c e l a n y. — A ty władujesz Paris do auta i wrócisz — co mogło się nie udać? No przecież lepszego pomysłu nie dało się tutaj wywtorzyć. Paris będzie bezpieczna, potem mogliby nawet pojechać z nią na komendę albo przenocować u siebie, gdyby była taka potrzeba.

:dusi:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Niby podejrzewał, że tak naprawdę nic sobie nie zrobiła, a jednak musiał ją obejrzeć ze wszystkich stron i dopiero kiedy to powiedziała, to spojrzał na nią z góry.
- Na szybki numerek? - zaczepił ją najpierw głupio - to podwiń tylko... - no bo według niego to ze złej strony się do tej sukienki dobierała, wystarczyłoby, żeby podwinęła ją od dołu. Tylko, że zaraz okazało się, że wcale nie po to tutaj przyszli, a Madox aż ściągnął do siebie brwi i wbił spojrzenie w ten świstek papieru, który Pilar wyciągnęła spod kiecki. Nie spodziewał się tego. A jeszcze bardziej tego, co zaraz wyczytali w tym małym, tajnym liście. Noriega wbił ciemne spojrzenie w swoją żonę.
- No nie wiem, może to jakaś gra? - znowu głupio pytał, bo kto żartowałby sobie z takich rzeczy. Ale Madox naprawdę zakładał, że oni tu w spokoju zjedzą tą kolację w ciemności, a potem miło spędzą wieczór. Tylko powinien się już przyzwyczaić do tego, że nigdy, ale to nigdy nic nie szło w zgodzie z jego planem. Zawsze coś się po drodze wyjebywało. A oni... po prostu przyciągali kłopoty, jak dzisiaj.
- A może po prostu zadzwonimy na psiarnie? - i kolejne głupie pytanie. Czy on miał dzisiaj jakiś dzień głupich pytań? Wywrócił oczami widząc jej minę, zaciętą i zawziętą. Przecież wiedział, że teraz ona nie cofnie się przed niczym póki nie pomoże Paris, ale mu się to wcale nie podobało.
Już naprawdę wolałby tam iść i wyciągnąć Milano za fraki, może zaprowadzić go gdzieś na tyły i odbyć z nim poważną rozmowę z udziałem jego pięści, ale Pilar zatrzymała go w miejscu. Szarpnęła do siebie za koszulę. Oni chyba nie umieli normalnie, tylko wiecznie się szarpali, ciągnęli i z tym całym ogniem patrzyli sobie w oczy. Para dzikusów.
- To jaki masz pomysł? - zapytał, kiedy docisnęła go do ściany i specjalnie, tak jej na przekór, szarpnął się, żeby naparła na niego mocniej. Niby obmyślali plan jak podejść zwyrola, a i tak nie mogli sobie darować, żeby się nie pozaczepiać. Bo Pilar też zaraz wplatała palce w materiał jego czarnej koszuli. Wolałby, żeby ją z niego ściągała, niż opowiadała mu jak działa mózg ofiar przemocy. Ale słuchał jej uważnie, chociaż spojrzenie na moment zawiesił na jej paznokciach, kiedy przesunęła nimi po jego rozgrzanej skórze.
- To może poproś ją, żeby poszła z tobą do kibla, przecież laski robią takie rzeczy - zaproponował. W sumie to nie był chyba taki najgorszy plan, ale z drugiej strony Paris właśnie wróciła z toalety, oni też w niej teraz byli, czy Milano by w to uwierzył?
Madox jednak nie mógł się nad tym dłużej zastanowić, bo Pilar już podniosła na niego spojrzenie, a on przecież widział w jej oczach, że coś kombinowała. A po minie, że raczej mu się to nie spodoba. Aż pokręcił głową.
- Nie - powiedział od razu, gdy tylko zaczęła prezentować mu swój plan. Kilka godzin temu kłócili się o to, że Pilar nie umiała się poddawać, że zawsze robiła to, co chciała i narażała siebie, a teraz co? Ona chciała zrobić to znowu.
- Nawet nie ma takiej opcji - powiedział stanowczo i teraz to on zrobił krok w jej kierunku, a zaraz pchnął ją sobą na drugą ścianę maleńkiego kibla, zamienili się rolami, bo teraz on się do niej przycisnął - i nawet ze mną nie dyskutuj - aż odchylił do tyłu głowę, bo przecież wiedział, że będzie. Że będzie próbowała go zagadać, przegadać, żeby było po jej. Zawsze musiało być kurwa po jej. Nie miał lepszego pomysłu. W ogóle w tej chwili już zamiast skupiać się na zadaniu i tym, że oni mieli przecież pomóc Paris, to Noriega znowu fiksował się na swojej żonie i na tym, że chociaż chciał, to nie umiał z nią walczyć.
- Nie obchodzi mnie czy sobie z nim poradzisz, czy nie. Nie znamy ich, nie wiesz co on jej robi, do czego jest zdolny - chociaż może do niczego szczególnego biorąc pod uwagę, że trzy miesiące nie mógł podnieść reklamówki ze śmieciami, kiedy wybił sobie bark. Ale Madox i tak nie zamierzał się teraz złamać. Wbił ciemne tęczówki w duże, piękne oczy swojej żony - nie zostawię cię z jakimś kolejnym psycholem i możesz zrobić z tym co chcesz, ale nie i koniec - mogła go nawet pobić, a on i tak nie zamierzał zmienić zdania. Bo już ją dzisiaj zawiódł, najpierw kiedy nie było go przy niej, gdy Dalton na nią skoczył, a później, kiedy sam się z nią szarpał - więc albo ty ją zgarniasz i pakujesz do samochodu, a ja zabawię się z Milankiem, albo po prostu wywlekę go stamtąd za łeb - może to nie były najlepsze pomysły, ale Madox był nieustępliwy. I Pilar mogła widzieć w jego ciemnych oczach, które się w nią wpatrywały, że nie żartował - a nie, czekaj. Jeszcze jest taka opcja, że zarzucam cię na ramię, które trochę mnie boli... - nie bolało, ale musiał podkoloryzować - i wynoszę cię stąd - bo tak szczerze... wolałby mieć w dupie Paris, niż znowu ją narażać.

Haz lo que quieras con ello.
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Noriega faktycznie miał dzień durnych pytań.
Zaczynając od tego, że posądzał kobietę, która prosiła ich o pomoc i p ł a k a ł a, przerażona swojego partnera o to, że grała z nim w jakąś grę i to były jedynie podchody, a kończąc na tym, że chciał wzywać policję. I co ta policja by mu zrobiła? Przyjechała do lokalu w którym… co właściwie? Przecież nic tu się nie stało. Jedna kartka papieru zdecydowanie nie była wystarczającym dowodem, żeby kolesia chociażby zawieść na komisariat, już nawet nie wspomniając o tym, że nie znali Paris, nie wiedzieli, jak zachowa się przyparta do ściany z Milano obok. Chociaż Pilar dałaby sobie rękę uciąć, że nagle zaczęłaby się zarzekać, że nie ma pojęcia o czym oni mówią i że Milanek jest wspaniały. Bo tak właśnie zachowywały się ofiary przemocy. To był po prostu wiecznie powtarzający się schemat. Ile ona sama przerobiła takich wezwań, kiedy jeszcze robiła w policji a nie kryminalistyce.
Tutaj trzeba było zadziałać ostrożnie. Paris się go bała, a to znaczyło, że jedno jego spojrzenie, czy dotyk mogły wszystko spierodlić. Dlatego Pilar zależało na tym, żeby w pierwszej kolejności wyprowadzić ją z pomieszczenia bez jego wiedzy. To nie tylko dałoby im przewagę w postaci skonfrontowania Milano, ale przede wszystkim możnaby wtedy odwieźć Paris w bezpieczne miejsce. Szkoda tylko, że kiedy zaprezentowała swojemu mężu swój pomysł, on oczywiście się nie zgodził.
Jego siarczyste nie od razu odbiło się jej echem od czaszki. Ściągnęła brwi do siebie, gotowa się z nim wykłócać, tylko wtedy on rzucił tym nawet ze mną nie dyskutuj i pchnął ją na ścianę do tyłu. Docisnął mocno swoim ciałem, aż Pani Noriega musiała złapać do płuc więcej powietrza. Cóż, może on nie chciał z nią dyskutować, ale ona była gotowa to zrobić, bo tej kobiecie trzeba było pomóc. Nie było nawet takiej opcji, że Pilar wyjdzie z tej restauracji sama. Po nocach by się jej to śniło i w głowę zachodziłaby, co Milano jej teraz robi.
Oczywiście, że będę z tobą dyskutować — wtrąciła się, łapiąc jego gorące spojrzenie i szarpnęła mu się, ale chyba tylko po to, żeby docisnął się od niej jeszcze mocniej. — Artur Seeley — cisnęła w eter nazwiskiem, które mógł pamiętać z ich spotkania w klubie. — Byłam u niego w domu. Poznałam jego uśmiechniętą żonę, dała mi kurwa jeść, a potem… — przysunęła się bliżej twarzy Madoxa, zadzierając głowę. — A potem przez jebane trzy tygodnie codziennie na podsłuchu słuchałam jak ją tłucze. Jak ją wyzywa, szarpie i kurwa bije. Jej krzyki do teraz śnią mi się kurwa po nocach — znowu mu się szarpnęła, aż musiał użyć rąk, żeby ją unieruchomić. — Wtedy też nie pozwolono mi jej pomóc — dodała z wyrzutem. Mógł widzieć w jej oczach żal jaki sobie miała, że się wtedy na to zgodziła. Madoxa często wkurwiała jej nieugiętość, ale to też nie tak, że Pilar robiła mu na złość, ona po prostu wiele razy zaufała i się na tym przejechała. Wiedziała, że sama siebie nie zawiedzie, a ludzie dookoła robili to na okrągło. Wtedy Eliot też obiecał jej, że wyśle oddział i wyciągną jego żonę z tego piekła i co? Gówno zrobił. A ona do dzisiaj żałowała, że sama tego nie załatwiła.
I tu też. Właśnie dlatego od startu była tak bardzo zafiksowana na tym, żeby wyciągnąć Paris z restauracji, żeby tym razem nie żałowała. Tylko różnica teraz była taka, że Pilar już nie była sama. Nie musiała zbierać całej odpowiedzialności na siebie. Miała osobę, której mogła zaufać i nie tylko. Bo ta osoba przede wszystkim na pierwszym miejscu stawiała jej bezpieczeństwo. Coś czego taka Paris, czy Chloe nigdy nie miały. Szczerej troski. I dotarł oto chyb do niej w momencie, gdy tak na nią warczał. Gdy dociskał ją do ściany, desperacko nie chcąc jej pozwolić zrobić sobie krzywdy. Gdy na jego twarzy widziała wyrzuty sumienia za to, że dzisiaj zostawił ją samą samą z Daltonem. Strach, że Milano mógł być kolejnem. I chyba pierwszy raz przy tego typu duskusji jej się to… spodobało. Ta jego stanowczość. I kiedy on na nią warczał, jej kącik ust uniósł się do góry, a potem…
Kocham cię — powiedziała coś, czego tak kurewsko im dzisiaj brakowało. Jednego, którego wyznania, za którym przecież stała ta cała troska. To wszystko co z nich dzisiaj wychodziło — złość, smutek, żal — to wszystko wynikało z miłości, z tego, że tak kurewsko mocno się kochali. A do niej dotarło to z żałośnie długim opóźnieniem. Ale lepiej późno niż wcale, nie? I chociaż mieli ważne rzeczy to zrobienia, to poczuła nagle silną potrzebę, żeby szarpnąć się do niego i wpić się agresywnie w jego usta. Krótko lecz intensywnie. — Kręci mnie twoja stanowczość — wydyszała nim znowu go pocałowała, szarpnąć ze sobą na ścianę. Kobiety. Wczoraj kiedy mówili o jej bezpieczeństwie, była na niego zła, a dzisiaj jej się to podobało. Może musiała do tego dojrzeć? Zobaczyć w jego oczach stanowczość? A może jutro znowu się jej odwidzi. Tego wieczoru jednak nie miała zamiaru się z nim kłócić i na siłę nalegać, że to ona musiała zostać z Milanem. Byli drużyną, tak? A więc może dało się to załatwić tak, żeby obie strony były zadowolone.
To może inaczej… — wtrąciła nagle. Jako dotyk jak widać i pocałunki działały odpowiednio pobudzająco na zwoje w mózgu, bo jak wcześniej widziała tylko jedną możliwość, tak teraz... — Niech on się na moment sam wyniesie — przesunęła paznokciami po karku swojego męża. — Wywalimy na niego jedzenie. Może nawet coś ciepłego prosto na gacie, będzie musiał iść do sprać. Dopilnujemy, żeby Paris została z nami przy stole. Przy kelnerach przecież nie będzie się rzucał, że ma iść z nim — poprowadziła jego usta do własnej szyi, odchylając głowę lekko do tyłu. — Zagadamy do Paris, ja wyprowadzę ją drugim wyjściem, załaduje do auta, a ty… — szarpnęła go do siebie, żeby móc spojrzeć mu w oczy. — Zrobisz z nim, co chcesz. Możesz mu albo wyjebać albo po prostu wyjść. Lepiej?

:pala:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
To przecież nie tak, że Madox się z nią nie zgadzał dla zasady, czy jej na złość. Chociaż czasem lubił się z nią podrażnić, postawić, no i z charakteru też był paskudny, ale akurat dobre pomysły swojej żony zawsze doceniał. Tylko, że w tym konkretnym znowu chciała narażać siebie, a jego odesłać. A na to, to już się nie mógł zgodzić.
Odbił od razu piłeczkę i teraz on ją przypierał do ściany, z miną, która mówiła jasno, że zdania nie zmieni. Ale w jego oczach mogła widzieć, że przecież wiedział, był pewny, że ona i tak spróbuje go przekonać. Znał ją już za dobrze, żeby się tego nie spodziewać. Zaraz przewrócił ślepiami na jej słowa oczywiście, że będę z tobą dyskutować, no a jak?
Rękę by sobie za to dał uciąć, całą, przy ramieniu.
A kiedy się pod nim wierzgnęła, to bezczelnie wdarł się kolanem pomiędzy jej nogi, a łokieć oparł przy jej biodrze jeszcze bardziej ją unieruchamiając.
Nie od razu skojarzył nazwisko, którym w niego rzuciła, ale kiedy mówiła dalej dotarło to do niego. Od razu przypomniał sobie to ich spotkanie w klubie i kolesia, któremu zafundował sraczkę życia, żeby poderwać Pilar. R o m a n t y k.
Chociaż jej słowa sprawiły też, że wróciły do niego jeszcze bardziej odległe wspomnienia, takie, które spychał gdzieś w odmęty podświadomości, do których nigdy nie chciał już wrócić. Jego matki i ojca. Tego jak Carlos szarpał Esme, jak ją bił, a potem też jego, kiedy wyrwał się, żeby pomóc matce. Ile mógł mieć wtedy lat? Pięć? Jeszcze kurwa nie umiał pisać, a już doświadczył ciężkiej ręki ojca tyrana.
Klatka piersiowa unosiła mu się w niespokojnym oddechu, a oczy pociemniały. On też długo mierzył się z koszmarami, i nawet w Toronto często wybudzały go w nocy. Wspomnienie różanej willi, w której przemoc i krew były na porządku dziennym. Były normalne.
Zawiesił się na moment w swoich myślach.
Musieli pomóc Paris, ale Madox na pierwszym miejscu zawsze stawiał swoją żonę, jej bezpieczeństwo. Bo w przeciwieństwie do ojca chciał jej je zapewnić. Dlatego był nieugięty.
Chociaż tego kocham cię, które padło nagle z jej pełnych, gorących ust, się nie spodziewał. Aż otworzył ze zdumienia usta, przechylając na bok głowę.
- Co? - zapytał najpierw, ale zaraz to też do niego dotarło, że przecież oni często ze sobą walczyli, spierali się, ale to wszystko właśnie wychodziło z tego, że się kochali, że im na sobie zależało. Kącik ust uniósł mu się ku górze w delikatnym uśmiechu, a wytatuowane palce sięgnęły do jej policzka - no, o to mi właśnie chodziło - bo przecież nie o to, żeby ją powkurwiać, czy zagrać jej na nosie, tylko o to, że ją kochał i dlatego nie chciał jej narażać, dla jakiejś Paris. Owszem ona też ewidentnie potrzebowała pomocy, ale to już musieli osiągnąć jakimś innym sposobem i Madox nawet się nad tym zastanowił. Tylko, że Pilar zaraz szarpnęła go do siebie, a kiedy wpiła się w jego usta, w tym agresywnym, gwałtownym pocałunku, zamruczał w jej pełne wargi. Na moment dociskając ją do ściany, a kiedy się od niego oderwała z tym kręci mnie twoja stanowczość, to aż otworzył szerzej oczy, łapiąc jej piękne, przenikliwe spojrzenie. Kilka godzin temu i wczoraj się o to kłócili, a teraz nagle jej się odmieniło?
Ale z drugiej strony ich miłość to wiecznie był pierdolony kalejdoskop emocji, więcej zabawy niż na rollercoasterze we wesołym miasteczku, a na pewno więcej zawirowań.
- Czekaj... uderzyłaś się w głowę? - sięgnął do jej potylicy wsuwając rękę między nią, a ścianę - zaraz mnie kopniesz i powiesz, że nie pamiętasz? - zaczepił ją, ale prawda jest taka, że ulżyło mu, że wreszcie to zrozumiała. Że niektóre zakazy są po to, żeby o nią zadbać, a nie dla jego widzimiesię - kręci mnie jak jesteś taka... dojrzała - chciał powiedzieć uległa, ale to by było złe słowo w tym momencie. Bo to nie tak przecież, że się przed nim łamała, tylko po prostu patrzyła na sprawę na chłodno, podejmowała świadome, dojrzałe decyzje. Nie w ich stylu, ale... przecież oni uwielbiali przekraczać granice, próbować nowych rzeczy. I może kiedyś dojdą do takiego momentu, że nie będą się zachowywać jak dzieci, tylko jak dorośli ludzie? Pewnie nie, ale może chociaż czasem.
Podniósł na nią spojrzenie, kiedy zaczęła to to może inaczej..., podobało mu się to. Że jednak dało się też tak, żeby uwzględnić w planie jego racje i obawy - jak? - zapytał, ale kiedy przesunęła paznokciami po jego karku, to mruknął jej do ucha jak dziki kot. Zaczepił jego płatek językiem, a kolczyk zębami, chociaż kiedy prezentowała mu drugą wersję planu, to mogła poczuć za uchem, jak lekko parsknął - nawet ja mogę iść z nim to zaprać - żartował sobie, bo faceci nie robili takich rzeczy. Łasił się do jej szyi, którą zaraz zasypał pocałunkami, gdy ją dla niego odsłoniła. A jednak kiedy szarpnęła go do góry, to podniósł na nią ciemne, już praktycznie czarne, spojrzenie. Wbił je w jej oczy.
- No i zajebiście - stwierdził - dało się bez narażania? - jeszcze spojrzał jej w oczy - dało - musnął zaczepnie jej usta, a zaraz się odsunął.
Nie wiedział jeszcze co zrobi z Milankiem, ale na pewno tego tak nie zostawi. Bo on wciąż z tyłu głowy miał wspomnienie swojego ojca, jego matki, której też nikt nie pomógł. On chciał, ale przecież jako dziecko był na to po prostu za słaby. Ale teraz nie był. Jakoś tak odruchowo zacisnął palce na wytatuowanych knykciach, strzelając kostkami, kiedy już wyszli z kibla i skierowali się korytarzem na salę.
Z powrotem do tej przytłaczającej ciemności.
- Dobrze, że już jesteście, zaraz będziemy podawać zupę - odezwał się Garret, a Madox mocniej zacisnął palce na dłoni swojej żony, no proszę jak dobrze się złożyło. Garret usadził ich na miejscach, bo przecież wciąż tam było ciemno, jak w dupie. Ale Madox niby przez przypadek wymacał, że obok niego siedział Milano przytrzymując się go za ramię, kiedy siadał na krześle, to obok Pilar musiała Paris.
- Nie ruszajcie się teraz, nasi kelnerzy podadzą zupę. To zawsze najśmieszniejszy element kolacji, będziecie potem mogli obejrzeć z niego zdjęcia, uważajcie, żeby się nie poplamić, to zupa krem, ale ciężko jest trafić łyżką w tej ciemności - zaśmiał się Garret, ale reszcie wcale nie było do śmiechu. Paris milczała odkąd przyszli, Milano coś tam ich zagadał, ale Madox powiedział tylko, że są głodni. Bo już zastanawiał się jak on po ciemku ma trafić w Milanka. Ale przecież Madox nie byłby sobą, gdyby nie zaryzykował, po prostu, na czuja. Kiedy wyczuł za sobą kelnerkę to machnął ręką, uderzając nią w tacę.
- O jezu! - pisnęła dziewczyna.

¿Se podría haber hecho de otra manera? ✿˚ ༘ ⋆。♡˚
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Zaraz ciebie uderzę w głowę — odgryzła mu się momentalnie, kiedy zaczął sprawdzać, co jej się stało, że tak nagle zgadzała się z jego racjami. Faceci. Kurwa gorzej niekiedy niż baby. Jak się kłócą, to źle, jak nie, to też źle. Mógłby się zdecydować. Chuj, że ona też zmieniała zdanie jak w kalejdoskopie, ale chyba oni już tak po prostu mieli. Żyli chwilą, łapali to, co przynosiło im życie i nie kalkulowali, czy wczoraj o ten sam temat byliby źli czy jednak nie. Mówili to, co czuli w danej chwili i tym razem Madox zamiast kolejnej afery dostał najszczersze możliwe wyznanie miłości. Prosto z serca. A po chwili jeszcze czuły pocałunek, w którym Pilar smakowała go krótko lecz intensywnie. Chociaż kiedy oznajmił, że kręciła go jej dojrzałość, prychnęła głośno.
Kurwa, to czekaj, może podatki jeszcze zapałce… — przesunęła palcami po jego odkrytej skórze na karku. — To od razu padniesz mi do kolan — pewnie nawet tego nie musiała robić, że go do tego namówić, no ale skoro już tak bardzo kręciła go d o j r z a ł a Pilar to może powinna zająć się teraz bardziej odpowiedzialnymi rzeczami, żeby jej mąż chodził wiecznie nakręcony.
Chociaż czy bardziej się dało, biorąc pod uwagę, że oni nawet snując plan na uratowanie kobiety najprawdopodobniej bitej przez jej narzeczonego, potrafili się do siebie dobierać? Chyba tylko ich dwójka umiała odbywać najbardziej poważne rozmowy w najmniej odpowiednich do tego miejscach, a w tym wszystkim jeszcze wykonywać czynności, które zdecydowanie nie powinny iść z powagą w parze. Ale robili to, i w dodatku d o b r z e. Obie te rzeczy. Po dwóch minutach mieli nie tylko plan działania, ale też przyśpieszone tętno, które za nic nie chciało się uspokoić. Uniosła w górę brew, gdy spytał, czy dało się bez narażania.
Wygląda na to, że znaleźliśmy odpowiedni sposób na myślenie — rzuciła zadowolona, zarzucając na niego ręce i przytrzymując go przy sobie jeszcze trochę. — Musisz mnie tak częściej motywować — wyjątkowo dobrze mogła się skupić, gdy jego pełne usta przesuwały się po jej odkrytej szyi, zostawiając po sobie jedynie mokre ścieżki; gdy otulał ją ciepłym oddechem; gdy po prostu był blisko, a kiedy nie musiała się zastanawiać, co znowu odjebał, ja kto było w przypadku wypadu do lasu. Może gdyby dałby jej wtedy znać, albo nie wyszedł z mieszkania gdy myślała o Daltonie, to dzisiejszy dzień i wczorajszy mogły potoczyć się inaczej. Ale to już była przeszłość i teraz należało się skupić na tu i teraz.
Mieli zadanie do wykonania.
Dlatego Pilar złożyła na jego ustach jeszcze ostatni pocałunek z cichym uważaj na siebie na ustach, a potem wspólnie wyszli z łazienki. Garret od razu doskoczył do nich, pytając, czy wszystko dobrze, na co Pani Noriega zapewniła, że to było tylko drobne zacięcie i już mogli wracać do stołu. Jak w y b o r n i e się złożyło, kiedy kelner oznajmił, że przyszedł czas na zupę. Pilar aż mocniej zacisnęła palce na ramieniu swojego męża.
Zdjęcia? — podłapała, gdy Garret wspomniał o oglądaniu fotografii. — Robicie nam tu zdjęcia? — nie przypominała sobie, żeby podpisywali jakiekolwiek zgody, ale może to nawet i dobrze? Może zobaczą na nich potem coś więcej na temat Paris i Milano kiedy będzie już po wszystkim. Może jakieś dowody? W końcu nikt nie wiedział, co właściwie działo się w tej ciemności.
Garret jednak nie zdążył jej nawet odpowiedzieć na pytanie, bo wtedy coś huknęło na drugim końcu stołu. Madox pacnął kelnerkę dłonią, tacka się zachwiała, a pięknie zielony krem ze szparagów wylał się prosto na… kroczę Milana.
Kurwa mać!!! — krzyknął głośno, a krzesło pierwsze szurnęło, a potem upadło na podłogę wraz z ponownie tłumaczącą się porcelaną. No, tyle zamieszania, ile oni tu dzisiaj zrobili, to pewnie knajpa jeszcze nie miała. Ale przecież cel był dobry, prawda? Musieli im wybaczyć.
Misiu?! — wystarczyła się Paris, kompletnie panikując.
Wszystko okej? — dopytała Pilar, przy okazji sięgając do uda Paris. Kobieta drgnęła w peirwszsym odruchu, ale kiedy zorientowała się, że to nie jej narzeczony, ułożyła palce na dłoni Pilar.
Nie jest kurwa okej! Zalałaś mi babo całe spodnie — warknął tym razem na kelnerkę, a Paris znowu zadrżała.
Może mogę ci to… — zaczęła, ale Pani Noriega zacisnęła palce mocniej na jej skórze.
Może idź to sobie przeprać, co? — wtrąciła, wchodząc jej w pół słowa. — W damskiej skończyły się ręczniki papierowe — dodała tak jeszcze asekuracyjnie, jakby chciał wziąć ze sobą narzeczoną. No tylko pytanie, czy to w ogóle wystarczyło, żeby poszedł sam.

:stickpls:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Odchylił się, kiedy zasugerowała, że to on dostanie w łeb. Dla niego tam zawsze było dobrze, nawet jak się czasem kłócili i skakali sobie do gardeł, jak się prawie rozstawali, bo potem i tak ze wszystkiego wychodzili silniejsi, jacyś tacy bardzie zgrani. Tak jak tym razem.
Parsknął śmiechem, kiedy powiedziała o tych podatkach, a zaraz szarpnął się do niej bliżej.
- Jakbyśmy mieli trochę więcej czasu, to już bym padł - jego czarne spojrzenie przesunęło się w dół po białej, koronkowej sukience. Jeszcze w końcu nie było mu dane sprawdzić czy jego żona miała na sobie majtki. Aż wypuścił ciężko powietrze z płuc, bo kiedy tu jechali, to przecież nakręcali się na siebie, wierzyli, że w tej ciemności będą mogli zająć się sobą, a jak zwykle... kończyli pomagając innym.
Ale taka już była ich natura.
A Madoxa była też taka, że on wiecznie był na Pilar nakręcony. Podobała mu się jak żadna inna kobieta na świecie. Jednym spojrzeniem potrafiła sprawić, że on się przed nią łamał, że padał na kolana i ją błagał. Nikt tego nie umiał.
A Madox nie umiał się powstrzymać przed tym, żeby się do niej nie dostawiać, nawet jeśli w tym momencie snuli plan na to jak powinni wykiwać agresywnego Milano. Ale nawet dobrze im to poszło, bo okazało się, że jednak potrafią to tak rozegrać, żeby oboje byli zadowoleni, o ile w ogóle można tak powiedzieć o tym, że szli się zmagać z jakimś damskim bokserem. Madox nawet już się wyrwał do przodu, ale wtedy jego żona zarzuciła mu ręce na szyję przytrzymując go jeszcze przy sobie.
- Zawsze mogę cię tak motywować. Następnym razem jak będę chciał cię przekonać do swoich racji, to... na kolanach - zaczepił ją. Chociaż może to był dobry sposób? Dla nich mógł być... wtedy nie krzyczałaby na niego, tylko co najwyżej jego imię.
Kiedy go pocałowała, to znowu mruknął w jej pełne, gorące usta, a na to jej uważaj na siebie, wywrócił oczami. No przecież zawsze uważał... Wcale nie. Ale tym razem może nawet się jej posłucha? Skoro ona tak ładnie poszła z nim na kompromis. Wrócili do ciemnicy, a Garret zaraz oznajmił, że będą podawać zupę i wygadał się o zdjęciach, a kiedy Pilar się nimi zainteresowała, to westchnął.
- Ach, nie mówiłem wam? Będą zdjęcia, żebyście mogli popatrzeć jak wyglądaliście przy poszczególnych posiłkach - no cóż Garret na pewno nie był najbardziej rozgarniętym kelnerem w tym całym przybytku.
Milano się poruszył, coś chyba chciał powiedzieć, ale nie zdążył, bo Madox już wyczuł za sobą kelnerkę i postanowił zadziałać. Nie widział jej, równie dobrze mógł się jej odwinąć, ale trafił w tacę, poczuł to.
A potem usłyszeli to siarczyste przekleństwo z ust Milanka. Czyli trafiony - zatopiony.
- Paris - Madox szepnął do ucha Pilar, żeby ją zatrzymała.
- Co się dzieje? - zapytał Noriega, chociaż przecież to on to rozpętał, ale kiedy Milan powiedział o tych spodniach, to Madox poruszył się na krześle - ej, może trochę grzeczniej, to ja się poruszyłem, sorry, zapłacę ci za pralnię... koleś - musiał się wtrącić, żeby facet nie wytrząsał się jeszcze nad bogu ducha winną kelnerką - może ci pomogę? - wtrącił się też, równo z Paris, a do tego jeszcze Pilar.
- Poradzę sobie - warknął Milano, bo chyba nie chciał się dochodzić z całą trójką.
- Odprowadzę Pana - zaproponowała kelnerka w goglach.
- Tylko ostrożnie - burknął facet, a Madox zacisnął dłoń w pięść. Wiadomo, że oni też się z Pilar unosili, byli narwani, agresywni i dużo przeklinali, ale ten Milanek działał mu na nerwy coraz bardziej.
Mogli usłyszeć oddalające się kroki, i jeszcze jakąś rozmowę kelnerki z Milano na temat tego, że to spodnie z kaszmiru.
Żebyś się tylko w nie nie zesrał - pomyślał sobie Madox, a kiedy głosy ucichły zwrócił się do Garreta.
- Garret wyprowadzisz dziewczyny? Bo wiesz Pilar musi coś pokazać Paris - dziewczyna od razu westchnęła ciężko.
- Nie wiem, a jak Milan wróci? On... Ja muszę tu na niego zaczekać - ścisnęła mocniej rękę Pani Noriega.
- Ja na niego zaczekam - zaoferował się Madox - nie martw się o niego - chociaż powiedział to takim tonem, że może powinna.
- Wiecie ja... - zaczęła kręcić - ja nie mogę, ja muszę... - Madox nie mógł spojrzeć na Pilar, więc tylko musnął wytatuowanymi palcami jej odkryte udo, bo chyba ona musiała tutaj zadziałać. On miał z takich sytuacji tylko jakieś marne szkolenia w akademii, a potem przecież... On nawet nie zdążył pochodzić w mundurze, na patrole, bo zaraz go stamtąd odesłali. Noriega… to nazwisko otwierało mu wtedy sporo drzwi, nawet w Kanadzie. Inna sprawa, że lepiej, żeby zostały zamknięte.
Chociaż teraz z perspektywy czasu, on chyba nigdy nie nadawał się do ludzi. Nie tak jak Pilar. Zdecydowanie lepiej radził sobie ze zwyrolami.

Te toca, cariño ₊˚⊹♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „Centre for Addiction and Mental Health”