To przecież nie tak, że Madox się z nią nie zgadzał dla zasady, czy jej na złość. Chociaż czasem lubił się z nią podrażnić, postawić, no i z charakteru też był paskudny, ale akurat dobre pomysły swojej żony zawsze doceniał. Tylko, że w tym konkretnym znowu chciała narażać siebie, a jego odesłać. A na to, to już się nie mógł zgodzić.
Odbił od razu piłeczkę i teraz on ją przypierał do ściany, z miną, która mówiła jasno, że zdania nie zmieni. Ale w jego oczach mogła widzieć, że przecież wiedział, był pewny, że ona i tak spróbuje go przekonać. Znał ją już za dobrze, żeby się tego nie spodziewać. Zaraz przewrócił ślepiami na jej słowa
oczywiście, że będę z tobą dyskutować, no a jak?
Rękę by sobie za to dał uciąć, całą, przy ramieniu.
A kiedy się pod nim wierzgnęła, to bezczelnie wdarł się kolanem pomiędzy jej nogi, a łokieć oparł przy jej biodrze jeszcze bardziej ją unieruchamiając.
Nie od razu skojarzył nazwisko, którym w niego rzuciła, ale kiedy mówiła dalej dotarło to do niego. Od razu przypomniał sobie to ich spotkanie w klubie i kolesia, któremu zafundował sraczkę życia, żeby poderwać Pilar. R o m a n t y k.
Chociaż jej słowa sprawiły też, że wróciły do niego jeszcze bardziej odległe wspomnienia, takie, które spychał gdzieś w odmęty podświadomości, do których nigdy nie chciał już wrócić. Jego matki i ojca. Tego jak Carlos szarpał Esme, jak ją bił, a potem też jego, kiedy wyrwał się, żeby pomóc matce. Ile mógł mieć wtedy lat? Pięć? Jeszcze kurwa nie umiał pisać, a już doświadczył ciężkiej ręki ojca tyrana.
Klatka piersiowa unosiła mu się w niespokojnym oddechu, a oczy pociemniały. On też długo mierzył się z koszmarami, i nawet w Toronto często wybudzały go w nocy. Wspomnienie różanej willi, w której przemoc i krew były na porządku dziennym. Były normalne.
Zawiesił się na moment w swoich myślach.
Musieli pomóc Paris, ale Madox na pierwszym miejscu zawsze stawiał swoją żonę, jej bezpieczeństwo. Bo w przeciwieństwie do ojca chciał jej je zapewnić. Dlatego był nieugięty.
Chociaż tego
kocham cię, które padło nagle z jej pełnych, gorących ust, się nie spodziewał. Aż otworzył ze zdumienia usta, przechylając na bok głowę.
-
Co? - zapytał najpierw, ale zaraz to też do niego dotarło, że przecież oni często ze sobą walczyli, spierali się, ale to wszystko właśnie wychodziło z tego, że
się kochali, że im na sobie zależało. Kącik ust uniósł mu się ku górze w delikatnym uśmiechu, a wytatuowane palce sięgnęły do jej policzka -
no, o to mi właśnie chodziło - bo przecież nie o to, żeby ją powkurwiać, czy zagrać jej na nosie, tylko o to, że ją kochał i dlatego nie chciał jej narażać, dla jakiejś Paris. Owszem ona też ewidentnie potrzebowała pomocy, ale to już musieli osiągnąć jakimś innym sposobem i Madox nawet się nad tym zastanowił. Tylko, że Pilar zaraz szarpnęła go do siebie, a kiedy wpiła się w jego usta, w tym agresywnym, gwałtownym pocałunku, zamruczał w jej pełne wargi. Na moment dociskając ją do ściany, a kiedy się od niego oderwała z tym
kręci mnie twoja stanowczość, to aż otworzył szerzej oczy, łapiąc jej piękne, przenikliwe spojrzenie. Kilka godzin temu i wczoraj się o to kłócili, a teraz nagle jej się odmieniło?
Ale z drugiej strony ich miłość to wiecznie był pierdolony kalejdoskop emocji, więcej zabawy niż na rollercoasterze we wesołym miasteczku, a na pewno więcej zawirowań.
-
Czekaj... uderzyłaś się w głowę? - sięgnął do jej potylicy wsuwając rękę między nią, a ścianę -
zaraz mnie kopniesz i powiesz, że nie pamiętasz? - zaczepił ją, ale prawda jest taka, że ulżyło mu, że wreszcie to zrozumiała. Że niektóre zakazy są po to, żeby o nią zadbać, a nie dla jego widzimiesię -
kręci mnie jak jesteś taka... dojrzała - chciał powiedzieć
uległa, ale to by było złe słowo w tym momencie. Bo to nie tak przecież, że się przed nim łamała, tylko po prostu patrzyła na sprawę
na chłodno, podejmowała świadome,
dojrzałe decyzje. Nie w ich stylu, ale... przecież oni uwielbiali przekraczać granice, próbować nowych rzeczy. I może kiedyś dojdą do takiego momentu, że nie będą się zachowywać jak dzieci, tylko jak dorośli ludzie? Pewnie nie, ale może chociaż czasem.
Podniósł na nią spojrzenie, kiedy zaczęła to
to może inaczej..., podobało mu się to. Że jednak dało się też tak, żeby uwzględnić w planie jego racje i obawy -
jak? - zapytał, ale kiedy przesunęła paznokciami po jego karku, to mruknął jej do ucha jak
dziki kot. Zaczepił jego płatek językiem, a kolczyk zębami, chociaż kiedy prezentowała mu drugą wersję planu, to mogła poczuć za uchem, jak lekko parsknął -
nawet ja mogę iść z nim to zaprać - żartował sobie, bo faceci nie robili takich rzeczy. Łasił się do jej szyi, którą zaraz zasypał pocałunkami, gdy ją dla niego odsłoniła. A jednak kiedy szarpnęła go do góry, to podniósł na nią ciemne, już praktycznie czarne, spojrzenie. Wbił je w jej oczy.
-
No i zajebiście - stwierdził -
dało się bez narażania? - jeszcze spojrzał jej w oczy -
dało - musnął zaczepnie jej usta, a zaraz się odsunął.
Nie wiedział jeszcze co zrobi z Milankiem, ale na pewno tego tak nie zostawi. Bo on wciąż z tyłu głowy miał wspomnienie swojego ojca, jego matki, której też nikt nie pomógł. On chciał, ale przecież jako dziecko był na to po prostu za słaby. Ale teraz nie był. Jakoś tak odruchowo zacisnął palce na wytatuowanych knykciach, strzelając kostkami, kiedy już wyszli z kibla i skierowali się korytarzem na salę.
Z powrotem do tej przytłaczającej ciemności.
-
Dobrze, że już jesteście, zaraz będziemy podawać zupę - odezwał się Garret, a Madox mocniej zacisnął palce na dłoni swojej żony, no proszę jak dobrze się złożyło. Garret usadził ich na miejscach, bo przecież wciąż tam było ciemno, jak w dupie. Ale Madox niby przez przypadek wymacał, że obok niego siedział Milano przytrzymując się go za ramię, kiedy siadał na krześle, to obok Pilar musiała Paris.
-
Nie ruszajcie się teraz, nasi kelnerzy podadzą zupę. To zawsze najśmieszniejszy element kolacji, będziecie potem mogli obejrzeć z niego zdjęcia, uważajcie, żeby się nie poplamić, to zupa krem, ale ciężko jest trafić łyżką w tej ciemności - zaśmiał się Garret, ale reszcie wcale nie było do śmiechu. Paris milczała odkąd przyszli, Milano coś tam ich zagadał, ale Madox powiedział tylko, że są głodni. Bo już zastanawiał się jak on po ciemku ma trafić w Milanka. Ale przecież Madox nie byłby sobą, gdyby nie zaryzykował, po prostu, na czuja. Kiedy wyczuł za sobą kelnerkę to machnął ręką, uderzając nią w tacę.
-
O jezu! - pisnęła dziewczyna.
¿Se podría haber hecho de otra manera? ✿˚ ༘ ⋆。♡˚