ODPOWIEDZ
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Okej, to była sprawa życia i śmierci. Być albo nie być w tej dzielnicy Toronto. Mieć pełny brzuch albo nie mieć.

Czas na zakupy w sklepie spożywczym.

Tego dnia Alex obiecał odebrać Eryczkę od jakichś tam znajomych i zawieźć ją spokojnie do domu, no i korzystając z okazji - od słowa do słowa - okazało się, że oboje potrzebowali zrobić zakupy spożywcze. Kręcili się po markecie już od kilku minut, po jednej stronie wózka układając artykuły Alexa, a po drugiej - Eryczki, kiedy nagle Alex, prowadzący wózek, zamarł na środku alejki, otworzył szeroko oczy ze zdziwienia i zaczął wpatrywać się w stojącą na palecie piramidę z płatków śniadaniowych. - Erika. Stop. Patrz - powiedział, łapiąc ją przy tym za rękaw i bezceremonialnie ciągnąc w stronę piramidy. Przed nimi stały jakieś limitowane, gigantyczne płatki śniadaniowe, pakowane w dwukilogramowe pudła z wizerunkiem jakiegoś kreskówkowego superbohatera, do których dołączona była PROMOCYJNA, PLASTIKOWA MISKA NA PŁATKI ŚNIADANIOWE ŚWIECĄCA W CIEMNOŚCI!

Alex prawie się zachłysnął z wrażenia. - Widzisz to? Ta miska ŚWIECI W CIEMNOŚCI, rozumiesz? Mógłbym jeść płatki o trzeciej nad ranem przy wyłączonym świetle i nie musiałbym zapalać lampki - rzekł z całkowitą powagą, po czym chwycił jedno z pudełek. Przeniósł wzrok na Lindberg, oczekując od niej… no, nie wiem, zrozumienia czy czegoś? Albo równie mocnej fiksacji, w jaką popadł on. Wrzucił wielkie pudło do wózka. - Też chcesz? - spytał, tuż przed tym, jak potrącił go jakiś nastolatek. - Uważaj jak leziesz, co? - warknął za nim Alex i z tego wszystkiego nawet nie zauważył, że typ miał na głowie rajstopę, lol. Chłopak, niestety, nie odpowiedział i zniknął w kolejnej alejce.

W tym czasie Alex i Eryczka zawitali do działu z drobiazgami do domu. - O kurde, patrz na to - rzucił Hall i tym razem zatrzymał się przy opakowaniu jaskrawych wykałaczek zakończonych rękojeściami mieczy świetlnych. - Wyobraź sobie, że jesz serowe koreczki z takiej wykałaczki - parsknął śmiechem, no i znowu nie zauważył kolejnego skradającego się nastolatka, który przebiegł tuż za jego plecami z rękami wypchanymi batonami i energetykami, niemal potrącając stojący na środku alejki wózek Alexa i Eryczki. - Rany, co ci ludzie dzisiaj tacy nerwowi? Przecież ta promocja na płatki nigdzie nie ucieknie - mruknął Alex, kompletnie ignorując fakt, że gdzieś w tle, przy alejce z alkoholami, właśnie rozległ się brzęk tłuczonego szkła i krzyk jakiejś kasjerki. - Zobacz, Rika. Nabijesz na to oliwkę albo kawałek sera. Zjesz. I jesteś Anakin Skywalker - palnął, obracając pudełkiem wykałaczek w dłoniach.

Kurde, czy na pewno tego potrzebował…? Za tyle dolców...? Hmmm...

Erika
28 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sprawa była niezwykle poważna. Zresztą jak zawsze, gdy tylko zabierała się do czegoś z Hallem. Głównie dlatego, że sami byli niezwykle poważnymi ludźmi w słusznym wieku. Dlatego mogli mieć jedynie bardzo dojrzałe problemy. Takie jak zakupy spożywcze.
Na ogół raczej nie wykorzystywała swoich znajomych do tego, aby wozili jej dupsko po mieście ze względu, że nie miała prywatnego środka transportu, ale Alex sam się zaproponował. Była na drugim końcu Toronto, dojazd do mieszkania był średni, a poza tym mieli spędzić wspólnie czas. Nie mieli ostatnimi czasu okazji, aby się zobaczyć, a na netflixie pojawiła się jakaś durna komedia, którą chciała z nim zobaczyć. Także poza jakże przydatną spożywką do robienia zbalansowanych posiłków mieli też zakupić jakieś przekąski, aby mogli się wygodnie zwinąć razem na kanapie w salonie.
Sumiennie pakowali produkty do wózeczka, który prowadzony był przez Halla, bo to on był prawdziwym męskim mężczyzną od zadań specjalnych, a za punkt rozgraniczający ich zakupy służyły dwa ustawione pionowo pudełka pizzy mrożonej, którą pewnie wspólnie zjedzą. Lindberg była w trakcie dokładania do swojej połowy wózka kilku jogurtów, gdy wtem została pochwycona przez przyjaciela.
- Co tam masz, przystojny kawalerze? - zapytała, dając się pociągnąć w kierunku piramidy z płatków śniadaniowych, przy której się niemal zapowietrzyła. - O Jezusie malutki i dorosły także... Przecież to płatki z KAPITANEM PAZUREM!
Ożyły natychmiast wspomnienia z dzieciństwa. Czy może raczej z wycieczki do muzeum gier, w którym spędziła sporo czasu na tym, aby zagrać w tę przyjemną platformówkę. Wyglądało na to, że wypuszczali limitowaną wersję płatków na zbliżającą się trzydziestą rocznicę gry. Czy to nie było wspaniałe?
- ALEX. Mordo - oświadczyła z całkowitą powagą i spojrzała mu prosto w oczy. - To jest wspaniała miska. Wiesz co jeszcze powinniśmy kupić? Te świecące w ciemności dinozaury... O, albo te kapsułki rozpuszczalne z dinozaurami i je sobie powrzucać do tej miski!
Jedna uwaga, a już uwolniła w Erice niespotykane natężenie ukrytego ADHD i skomplikowany ciąg myślowy prowadzący do coraz to nowszych pomysłów. Obudził też w niej fazę na dinozaury, którą jak każde normalne dziecko przechodziła w wieku kilkuletnim. Właśnie przez to nie zauważyła zupełnie, że coś było nie tak z typem, który potrącił Alexa.
Nie było mowy, aby nie chciała takiej miski. Zapakowali także łącznie cztery kilogramy płatków z Kapitanem Pazurem i świecącą miską do swojego wózka. Dopiero potem będzie mogła wytłumaczyć się Abby z tego dlaczego do ich wspólnego mieszkania kupiła tonę dziwnych rzeczy, do których zachęcił ją Alex... No, ale kto by nie chciał takiej miski?
- Okay. Brzmi zajebiście. A wiesz, co do tego? - zapytała i sięgnęła po zestaw wyjątkowo neonowych i poskręcanych słomek. - Obejrzałbyś ze mną serial o Legalnej Blondynce i wypił do tego kolorowe drineczki z takich słomek?
To była jak najbardziej poważna propozycja. Alex lubił blondynki. Ona lubiła Legalne Blondynki. Wszystko się zgadzało. Mogli sobie łapę podać i zgodzić się na wspólne siedzenie przed telewizorek. Tylko, że w tle zaczynały dziać się coraz dziwniejsze rzeczy, bo nagle rozległ się dziwny huk, a kawałek tynku odpadł z sufitu, gdy coś go przebiło.
- TO JEST, KURWA, NAPAD! Słuchajcie się, a nic wam się nie stanie! - zadudnił jakiś wyjątkowo groźny głos, a Erika jedynie obrzuciła przyjaciela spojrzeniem, które zdawało się zadawać jedno proste pytanie...
Jakim, kurwa, cudem mogliśmy mieć takiego pecha? To był najdziwniejszy random encounter jaki mogła sobie wyobrazić.

Alexander Hall
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mało kto o tym wiedział, ale Alex jako mały chłopiec rzadko miał okazję cieszyć się nowymi zabawkami albo kolorowymi gadżetami z reklam. Zazwyczaj oglądał je tylko w telewizji albo przez witrynę sklepową, gdy raz na ruski rok matka zabierała go na zakupy i najlepszą rzeczą, jaką mógł wtedy dostać, był lizak. Jakiekolwiek kieszonkowe zaczął dostawać dopiero w domu dziecka, po śmierci matki, ale nawet wtedy rozsądek brał górę i pieniądze wolał przeznaczyć na porządne buty do biegania albo wygodny dres niż na komiksy albo figurki. Nic więc dziwnego, że teraz, gdy był już dorosłym gościem z własną wypłatą, zdarzało mu się kupować różne bezużyteczne duperele.

Po prostu odbijał sobie dzieciństwo i dobrze mu z tym było, jebać oszczędzanie.

Gdy Eryczka zapowietrzyła się na widok limitowanej edycji płatków śniadaniowych, oczy Alexa zaświeciły się jeszcze bardziej niż do tej pory. Eryczka. Podzielała. Jego. Entuzjazm (XD!)! - I know, right?!?! - rzucił podekscytowany i nawet dumny z siebie, że udało mu się odnaleźć Kapitana Pazura wśród tych wszystkich innych rzeczy do kupowania. Jak wspaniale, że to Lindberg towarzyszyła mu w dzisiejszych (mocno niepoważnych) zakupach, AHHH! ALE, ALE, to nie wszystko! Zaraz Eryczka wpadła na pomysł, żeby wrzucili rozpuszczalne w wodzie kapsułki z dinozaurami i umieścili je w świecącej w ciemności misce! TO BYŁO TAKIE AWESOME, AHHH. Oczywiście, że Alex zaraz podłapał temat, rozglądając się po półkach. - Dinozaury? Gdzie je widziałaś? WOW, ALE SĄ ZAJEBISTE - wyrwało mu się głośno, gdy dopadł do kolorowego opakowania z kapsułkami z dinozaurami (xD) regał obok. Zaraz jednak ogarnął, że zachowywał się jak ośmiolatka w sklepie ze słodyczami, dlatego rzucił szybkie spojrzenie na Lindberg i odchrząknął. - Sorry, przeżywam dzieciństwo na nowo, nigdy takich nie miałem i zawsze chciałem mieć… - wyjaśnił krótko, po czym wzruszył ramionami i pokręcił głową na znak, żeby Eryczka nie pytała.

Nie dzisiaj, dobra? Dzisiaj mieli do zrobienia odjazdowe zakupy. Fajnie było tu dziś być z Eryczką, robić totalne durne sprawunki, a potem pojechać do jego mieszkania na maraton filmowy czy tam serialowy z mrożoną Guseppe w roli głównej… Co prawda, nie wybrali jeszcze filmu (czy tam serialu), ale miał cichą nadzieję, że nie skończy się na jakiejś łzawej komedii romantycznej w stylu "Życia od kuchni", gdzie siostra głównej bohaterki ginęła na samym początku, ta musiała zająć się jej dzieckiem, a w międzyczasie uprawiała seks w rytm arii operowych z nowym kuchcikiem. Nie pytajcie, skąd to wiedział. Po prostu wiedział.

Nieważne, taktownie przejdźmy do fikuśnych, neonowych słomek i Legalnej Blondynki. Alex zmarszczył brwi, gdy tylko usłyszał propozycję Eryczki. - To jest SERIAL o Legalnej Blondynce? Znam tylko film, przyjaciółka mnie zmusiła do oglądania w liceum - rzucił krótko. - A nie chcesz jakiegoś Marvela obejrzeć może? - spytał na wszelki wypadek, spoglądając tęsknie w stronę Kapitana Pazura, który uśmiechał się do niego z opakowania. Co prawda Pazurek nie należał do marvelowskiego uniwersum, aleeee jakoś bardziej pasował do preferencji Alexa niż Legalna Blondynka. Chociaż z drugiej strony… przecież Alex lubił blondynki. Hmmm…

Jego rozmyślania o blondynkach zostały jednak przerwane przez potężny huk - zaraz kawałek tynku z odłamkami sufitu posypał się prosto w alejkę z płatkami, z której dopiero co wyszli.

TO JEST, KURWA, NAPAD! Słuchajcie się, a nic wam się nie stanie!

Alex spojrzał na Lindberg z niedowierzaniem, po czym strzepnął niewidzialny pyłek ze swojej koszulki. - To jakiś happening? Ukryta kamera czy coś? - spytał szeptem, szukając wzrokiem ekipy filmowej, ale nikogo takiego nie dostrzegł.

Well… Zaczynało robić się ciekawie? Zaraz rozległ się drugi strzał z broni palnej. - SIADAĆ! POD REGAŁAMI! RUCHY! - rozległ się zniekształcony głos jakiegoś zamaskowanego typa. Ummm… No co im zostało? Bez zbędnego dyskutowania Alex usiadł pod regałem i pociągnął Eryczkę za sobą, po czym oparł się plecami o kartony z dinozaurami. No i pięknie - Hall właśnie naburmuszył się jak skrzywdzony przez los sześciolatek, no bo, kurwa, poważnie?! Akurat dzisiaj musieli urządzić sobie napad w jego osiedlowym sklepie, kiedy miał jechać oglądać z Eryczką blondynki i pić drinki przez poskręcane słomki?! - I co on się tak wydziera? - mruknął cicho do siedzącej obok Eryczki, po czym skrzyżował ręce na piersi i wywrócił oczami. - Przecież gdyby grzecznie poprosił o portfele, toby mu ludzie dali, a tak to tylko tynk zepsuł. Wiesz, ile teraz kosztuje wykończeniówka w Toronto? - dodał i westchnął ciężko. Alex wiedział, ile kosztowała wykończeniówka w Toronto. Nie pytajcie.

Nie minęły trzy sekundy, a nad ich głowami wyrósł zamaskowany Rabuś. Typ był spocony, trząsł się jak galareta i ewidentnie nie panował nad emocjami, bo wymachiwał pistoletem jak bananem. Szturchnął Alexa lufą w ramię. - ZAMKNĄĆ PYSK! ZEGARKI I TELEFONY, JUŻ! - wydarł się Rabuś, no a Alex… no… momentalnie obudził się w Alexie nawyk z osiedla. - Weź spier… - palnął odruchowo, ale zaraz jego wzrok powędrował w stronę lufy, którą Rabuś wycelował najpierw w niego, a potem w Ericę. Dopiero teraz dotarła do niego powaga sytuacji, ojej. - Weź proszę też mój portfel - powiedział i uśmiechnął się milutko, sięgając do tylnej kieszeni dżinsów.

Jednak nie, jednak jeszcze nie dochodziła do niego powaga sytuacji. Cała nadzieja w Lindberg.

Erika
28 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W zasadzie to raczej niewiele rozmawiali o czasach dzieciństwa między sobą. Były to dawno minione czasy, których raczej nie przywoływało się z pamięci bez wyraźnego powodu. Na pewno jednak w każdym z nich kryło się duże dziecko, które nakłaniało ich do tego, aby korzystali z małych, durnych rzeczy niosących radość. Może i niekoniecznie tanich, ale przecież Erika była bezdzietną lambadziarą mającą na utrzymaniu jedynie siebie i kota. Dodatkowo posiadała współlokatorkę, więc jak najbardziej mogła sobie pozwalać na pewne finansowe szaleństwa.
Nie było mowy, aby nie podzielała jego zachwytu takim zajefanjym gadżetem. Był po prostu cudowny. Zwłaszcza, że Erika nie cierpiała jeść po ciemku, a nie zawsze chciało jej się zapalać światło. Mało tego to o godzinach nieludzko wczesnych żarówka nawet bolała w oczy, więc miska na pewno przydałaby się na paskudne zimowe poranki. Szkoda, że nie jadła tak często płatków.
Dzieliła jego radość w znacznym stopniu, a do tego zdecydowanie wiedziała jak podkręcić jego hype dodatkowymi produktami, które zdecydowanie były godne tego, żeby również po nie sięgnąć. W końcu kto nie lubił dinozaurów? Kto nie miał na nie srogiej fazy w dzieciństwie? Zdecydowanie powinni kupić coś takiego i zobaczyć co z tego wyjdzie. Na pewno będą się bawili przednio.
- Powinny tu gdzieś być jeszcze takie, co świecą w ciemnościach! - dodała, wyobrażając już sobie to jak zajebiście jej salon wyglądałby oświetlony przez miskę do płatków i figurki dinozaurów, gdy już się w nim rozsiądą.
Dotychczas mieli okazję do tego, aby naprawdę zajebiście spędzić razem czas i nacieszyć się tymi wszystkimi dobrami, które oferował im sklep. Mieli w końcu się obkupić, a potem zrobić sobie jakiś fajny maraton filmowy, na który na pewno Erika nie wybrałaby takiej typowej komedii romantycznej. Jeśli już to nacisk byłby bardziej na komedię jak w przypadku Legalnej Blondynki, gdzie jednak core filmu było o tym jak studiuje ona prawo. Zdziwiło ją zatem to jak Hall ją przeprosił i wspomniał o dzieciństwie, które nie obfitowało w różnego rodzaju zabawki. Pokręciła głową. Nie zamierzała dopytywać, a i podzielała w pełni jego entuzjazm.
- Nie masz za co, stary. Przecież to są fajne rzeczy. Możemy się nimi jarać jako dorośli - ucięła temat, bo przecież wiele osób miało coś, czego pragnęli jako dzieciaki, ale nigdy tego nie dostali, bo rodzice nie chcieli im zafundować jakiejś wyjątkowo dziwnej lub drogiej zabawki.
Nie było sensu, aby skupiać się na takich dołujących rzeczach skoro właśnie mieli do omówienia niezwykle istotną kwestię Legalnej Blondynki!
- No właśnie, są dwa filmy, ale Prime wypuścił teraz serial, który jest prequelem i pokazuje życie Elle w liceum - wytłumaczyła niczym prawdziwa znawczyni tematu, ale zaraz też pokiwała głową na propozycję kumpla. - Dobra. Może być Marvel. Nie jestem wybredna.
Mogłaby obejrzeć chyba naprawdę wszystko. Zwłaszcza w towarzystwie, bo wtedy nawet jeśli coś było beznadziejne to można było przecież wspólnie komentować i jakoś sobie ubarwić tę niezbyt ciekawą produkcję. W końcu najważniejsze było towarzystwo, a nie to, co się dokładnie robiło. Właśnie tak podchodziła do wieczora z Hallem, bo z nim nawet te zwyczajne zakupy zamieniły się w prawdziwą przygodę.
Była równie skołowana jak on, gdy tylko doszło do tego dziwnego wydarzenia. Z pewnością spadający na podłogę tynk mógł być wskazówką, że raczej nie mieli tu do czynienia z jakąś ustawką czy wyjątkowo dziwnym prankiem.
- Chciałabym, ale to wygląda mega realnie - mruknęła w kierunku przyjaciela, godząc się powoli z myślą, że jednak ich sytuacja mogła być troszeczkę gorsza niż mogło im się z początku wydawać.
Nie stawiała większego oporu i pozwoliła na to, aby Alex pociągnął ją w kierunku jednego z regałów, pod którym wspólnie usiedli: ramię przy ramieniu. Przynajmniej mogli czerpać pociechę z tego, że byli razem i tego już nikt im nie zabierze. Podobnie jak drinków pitych przez powykręcane słomki, bo po czymś takim będą musieli porządnie się napić o ile tylko przeżyją.
- Nie wiem, ale mogę ci powiedzieć ile kosztuje hydraulik, bo musiałyśmy go wzywać jak zalałyśmy z Abby sąsiada... No głównie ja, ale tak - odpowiedziała, bo chyba w tej chwili nawet Hall przestał wątpić w to, że mógł to być jakiś dziwny happening i ukryta kamera.
Bała się. Była niepocieszona, ale przynajmniej miała koło siebie swojego herosa, bo ze wszystkich przyjaciół jakich miała to właśnie on umiał najlepiej się bić. No, ale czym były pięści w porównaniu ze strzelbą? Z tym pewnie raczej nie wygra. Chyba, że Alex miał w sobie zdolności zawodnika kung fu z filmów akcji. Może zostanie jej Johnem Wickiem?
Nie miała aż tak wiele czasu, aby się nad tym zastanowić, bo przed nimi wyrósł jeden z rabusiów. Chciał telefonów i zegarków, a początkowo bojowo nastawiony Hall dosyć szybko zrezygnował z prób przekonania typa do spierdalania, gdy tylko broń została wycelowana w Lindberg. Jednak był dobrym przyjacielem.
- Nie mam zegarka - odpowiedziała, unosząc rękawy bluzy, aby pokazać, że nie miała na żadnym z nadgarstków ani tradycyjnego zegarka ani żadnego smartwatcha. - Telefonu też...
Chciała blefować, ale właśnie wtedy rozległ się dźwięk, który zdradził wszystko. Zapomniała, że wyjątkowo nie miała telefonu na wyciszeniu i wszyscy w promieniu kilku metrów zostali uderzeni niemiecką salwą.

AUF DER HEIDE BLÜHT EIN KLEINES BLÜMELEIN
DUM DUM DUM
UND DAS HEIßT
DUM DUM DUM
EEEERIIIIIIKAAAAAA

Przez moment wszyscy stali lub siedzieli jak sparaliżowani. Nawet inni zakładnicy patrzyli na nią z niedowierzaniem, a bandyta w zrobionej naprędce kominiarce odwrócił się w kierunku swojego jakże inteligentnego kolegi.
- EJ, CLYDE! Mamy tu pieprzoną naziolkę! - krzyknął z czymś, co brzmiało jak oburzenie i zaskoczenie jednocześnie.
- Keith, debilu, mówiłem, że nie mamy używać imion! - odkrzyknął tamten. - Jak naziolka to chyba mamy pewien moralny obowiązek..
- NIE JESTEM NAZIOLKĄ! - odkrzyknęła, patrząc w kierunku to jednego i drugiego. - Mam na imię Erika! Ustawiłam to na dzwonek, bo myślałam, że będzie śmiesznie! Alex, powiedz im coś!
Trąciła jeszcze swojego towarzysza łokciem, aby się jakoś za nią wstawił, bo na pewno mógł zaświadczyć, że chociaż była w połowie przedstawicielką rasy aryjskiej po ojcu to jednak była to jedyna rzecz, która mogła ją łączyć z taką ideologią. Była o wiele zbyt liberalna, jak cała jej rodzina, aby zbliżać się do takiej patoprawicy.

Alexander Hall
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Świecące w ciemnościach dinozaury były must have w życiu każdego nerda, okay? Alex właśnie trzymał w ręku plastikowego, fosforyzującego tyranozaura i cieszył się do niego jak dziecko. - Erika, no nie wierzę, no… - mruknął, oglądając figurkę pod światło ze szczerym zachwytem. - Kupmy cały zestaw, zgasimy światło i obejrzyjmy Park Jurajski - zaproponował, bo jak powszechnie wiadomo, każde z nich miało milion pomysłów na minutę i musieli zrealizować je teraz, już, natychmiast. Kurde, Erika serio potrafiła sprawić, że najzwyklejsze głupotki stawały się nagle najlepszym planem na wieczór. - Widzisz, i dlatego jesteś moją przyjaciółką - odparł z odrobinę chciwym uśmiechem, pakując świecące dinozaury prosto do koszyka, zaraz obok płatków z miską na płatki. ZERO WSTYDU, ZERO POWAGI, LET’S GO!!!

Zaraz wrócił temat Legalnej Blondynki, mimo że teraz Alex przechodził przez ulubioną fazę każdego siedmiolatka (dinozaury) i dalej przyglądał się tyranozaurowi. Zaraz zmarszczył brwi. Legalna Blondynka w liceum…? Kurde no, miał słabość do blondynek, ale w tym przypadku zaczynał mieć pewne wątpliwości, zwłaszcza po tym, co powiedziała mu Erika. - O kurde, to kolejny serial z gatunku gorących nastolatek na ekranie, które w realu mają trzy dychy? - zażartował, ale nagle zamarł na środku alei, bo dotarło do niego coś strasznego. O kurwa. - Boże, Rikka… My też niedługo będziemy mieć trzy dychy - wyrzucił z siebie szybko i zasłonił usta dłonią, bo dopiero do niego dotarła powaga sytuacji. Boże, prawie trzydzieści lat na karku, a on się jarał dinozaurami?! W sumie… hm, a czy to była zbrodnia? W końcu nikogo nie zabił… Pokręcił głową z niedowierzaniem. Matko Boska Forumowska, zanim jednak zdołał wpaść w kryzys wieku średniego, sklep zamienił się w plan filmu sensacyjnego klasy B (tyle że to nie była fikcja), przez co Alex i Eryczka stali się zakładnikami.

Śmiesznie. Czytajcie tę ironię losu! Zazwyczaj to Alex spieprzał przed policją na motocyklu - pozdrowienia, Dean, wink, wink - a teraz pierwszy raz w życiu siedział potulnie na podłodze pod regałem i czekał, aż policja go uratuje, buahaha. No bo policja miała ich uratować, prawda? Ktoś z zewnątrz na pewno już zauważył zamieszanie i zadzwonił na numer alarmowy, co nie?! Siedział sobie ramię w ramię obok Eryczki i cieszył się, że utkwił tutaj właśnie z nią, a nie z jakąś panikującą, gadatliwą lampucerą, z którą kiedyś miał nieprzyjemność udać się na najgorszą randkę w swoim życiu. Don’t ask. No ale anyway, Lindberg przynajmniej trzymała FASON! - Kiedy zalałyście sąsiada? Chyba mnie to ominęło… - skomentował tekst o hydrauliku, takim, yyy, głośnym szeptem, bo zbliżało się do nich już dwóch oprychów.

Głosem rozsądku Alex był zmuszony przyznać, że byli na straconej pozycji. Owszem, Alex potrafił się bić, miał całkiem mocne ciosy i niezły refleks, ale jak miał rywalizować z pistoletem? Zanim zdążyłby doskoczyć do typa i go ogłuszyć, zarobiłby dziurę w klatce piersiowej wielkości talerzyka deserowego. Oddał więc grzecznie swój portfel i telefon, czekając na rozwój wypadków. Nie lubił nie mieć spraw w swoich rękach, ale tym razem musieli odpuścić, oboje, razem z Eryczką, która uparcie twierdziła, że nie miała przy sobie ani zegarka, ani telefonu.

Wait a sec…

W tym samym momencie ciszę w sklepie przerwała głośna muzyka dobiegająca z głośnika komórki… Lindberg. Eryczka. Miała. Telefon. Przy. Sobie. Niewyciszony!!!!!! Muzyczką okazały się jakieś niemieckie rytmy, z których Alex nie rozumiał ani słowa. Wybałuszył oczy dokładnie tak samo jak połowa zakładników znajdujących się w sklepie wraz z napastnikami. EJ, CLYDE! Mamy tu pieprzoną naziolkę! O nieee, shit, shit, shit. Keith i Clyde sprawili, że Alex otworzył usta ze zdumienia i powoli obrócił głowę w stronę przyjaciółki. - Jezu, Erika… jesteś naziolką?! - spytał zszokowany, po czym wysłuchał jej tłumaczenia z rosnącym niedowierzaniem. Nagle, na koniec swojego wywodu, Lindberg trąciła go łokciem i zażądała, żeby Alex COŚ IM POWIEDZIAŁ. Tym czymś zapewne nie miało być "SPIERDALAJCIE". Okej, pora ratować damę z opresji, nieważne, czy była ukrytą fanką niemieckiego reżimu czy ofiarą swojego poczucia humoru. - Ej, panowie… Spokojnie - zaczał Alex, unosząc dłonie i powoli wstając. - Keith… znaczy… yyy… Szefie! Ona nie jest naziolką, przysięgam. I potwierdzam, ma na imię Erika. Piosenka jest o... o... grzybobraniu, a nie o ataku na Polskę w trzydziestym dziewiątym, więc wyciszamy telefonik i grzecznie oddajemy, nie? - powiedział, po czym wyrwał Erice telefon z dłoni, wyciszył i podał urządzenie Keithowi. Albo Clyde’owi.

Rabuś zgarnął telefon z nieufnością i zmierzył Alexa dziwnym spojrzeniem. Coś chyba poszło nie tak, ojojoj…

- Grzybobranie? Ty mnie chłopie za debila masz?! - warknął Keith, znowu machając pistoletem, ale zanim zdążył rozwinąć swoją myśl, rozległo się wycie policyjnych syren.

- Kurwa, policja! Mówiłem ci, Keith, to frajerski pomysł, powinniśmy zrobić to w Nowym Jorku, a nie w jebanej Kanadzie! - wrzasnął Clyde.

Alex zrobił wielkie oczy, bo Keith dalej machał spluwą niebezpiecznie blisko nich, ale postanowił wykorzystać moment dezorientacji i… chwycił Erikę za ramiona, pociągnął ją za sobą i puścili się biegiem między regałami. Z dwojga złego Alex wolał zginąć w biegu niż biernie czekając na strzał, okej? - Spierdalamyyyy - rzucił do Eriki przez ramię akurat w momencie, gdy Keith - albo Clyde - wystrzelił w ich kierunku, trafiając nabojem w słoik z ogórkami kiszonymi, który rozbił się z głośnym hukiem. Przed chwilą w miejscu słoika znajdowała się głowa Alexa, ochujjapierdole.exe. - Erika, ale serio nie jesteś naziolką?! - wydarł się Alex w biegu, nie zwalniając ani na chwilę i ciągnąc za sobą Lindberg, byle tylko nie dostali drugą kulą.

Wokół nich wybuchła panika - zamaskowani debile zaczęli biegać jak kury bez głowy. Nie wiedzieli, czy celować do policjantów stojących za drzwiami frontowymi, czy do uciekających zakładników, bo w ślad za Alexem i Eriką poszli kolejni klienci. Syreny dalej ryczały na zewnątrz, a w markecie leciała spokojna, wesoła muzyczka typu "Jak sobota tooo… do Lidla, do Lidla" tylko w wersji Sweet Potato, a nie Lidl…

Jak sobota tooo... do Słodkiego Ziemniaka, do Słodkiego Ziemniaka...


Erika
28 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrali się ze sobą idealnie. Każde z nich miało w sobie jakieś wewnętrzne dziecko. Dodatkowo żadne z nich nie było normalne, więc to też był ogromny plus. Na pewno nie dogadywaliby się tak dobrze, gdyby jedno z nich było poważnym dorosłym, bo wtedy zachwyt świecącą miską lub świecącymi dinozaurami byłby nieodwzajemniony, co byłoby ogromną tragedią.
- Dobra! Ale lecimy od jedynki. Te stare były najlepsze - zdecydowała od razu.
Nie od dziś wiadomo, że początki franczyzy zawsze były najciekawsze i najbardziej się podobały ludziom. Nie inaczej było z serią Jurassic Park dla Lindberg. Według niej dwoma największymi highlightami filmu z 2015 roku był mem z Prattem i trzema welociraptorami oraz fakt, że wystąpiła w nim Katie McGrath... Tylko, że na chwilę, bo wyjątkowo szybko zjadł ją pterodaktyl. Nie mógł więc pobić jedynki z jej słynnymi scenami i Jeffem Goldblumem, do którego mogła wzdychać przez cały film.
- Bo mamy jakąś zbiorową jaźń niczym dziwny hivemind? - dopytała, bo istniało naprawdę wiele powodów, dla których mogli się ze sobą przyjaźnić.
Zero powagi, zero dorosłych problemów. Tylko dinozaury i dylematy, co powinni obejrzećz gdy już wspólnie się ze sobą zwiną na kanapie. I tak trzeba było żyć.
- Trzy dychy niekoniecznie, ale na pewno po dwudziestce - stwierdziła, bo nie była pewna tego ile lat sobie liczyła ta konkretna aktorka.
Rozważała nawet sięgnięcie po telefon, aby to sprawdzić, ale zakładała, że pewnie w wariancie najbardziej zbliżonym do postaci to ma co najmniej dwadzieścia lat. Przynajmniej dzięki temu nikt nie musiał przestrzegać przepisów stworzonych z myślą o tym, aby dbać o dobro niepełnoletnich.
Mogłaby pewnie dalej się zastanawiać na podobnymi zagrywkami w szołbiznesie, ale przyjaciel musiał ją z tego wyrwać w wyjątkowo nieprzyjemny sposób.
- A weź mi nie mów... Moja matka w tym wieku była mężatką z dzieckiem... A ja kupuję dla siebie świecące dinozaury z najlepszym kumplem i czuję się jakbym dalej miała piętnaście lat, ale wymieniłam szkołę na pracę przez co mam pieniążki na realizowanie swoich dziwnych pomysłów - odpowiedziała, czując jak spada nagle na nią kryzys minionego ćwierćwiecza.
Całe szczęście, że strach przed rozstrzelanien w trakcie napadu uratował ją przed rozmyślaniem nad tym jak to była niepoważna i marnowała sobie życie jako bezdzietna lambadziara z taką niezbyt dobrze płatną pracą i bez perspektyw związkowych. A może jednak tym bardziej miała wrażenie, że poza durnym podcastem to nic w życiu nie osiągnęła? Trudno powiedzieć, bo miała obok siebie Halla, który ją rozpraszał i sprawiał, że jakimś cudem w tej sytuacji stresowej myślała o wszystkim poza potencjalną śmiercią.
- Nie wiem. Z... dwa miesiące temu? - odpowiedziała, nie potrafiąc sobie przypomnieć konkretnej daty.
Tak naprawdę to pięć, ale dla Eriki czas był konatruktem i nie bardzo zdawała sobie sprawę z jego upływu. Pewnie gdyby miała dłuższą chwilę to przypomniałaby sobie, że jednak to było wcześniej, bo przed urodzinami Erica, a jeszcze narzekała na nadszarpnięty budżet, bo musiała z wyprzedzeniem zamówić croptopy Zespołu Er. Także tak... To było dużo wcześniej.
Trudno było także uwierzyć w absurd całej tej sytuacji. Równie trudno jak jej było się rozstać z telefonem, bo jednak miała tam setki zdjęć z ekipą czy z konwentów, tysiące memów i ogólnie sporo danych, które powinna załadować do chmury, ale z jakiegoś powodu tego nie zrobiła. Miałyby teraz przepaść na dobre? Musiała spróbować je zachować! Tylko, że drugowojenny hit postanowił ją zdradzić w najbardziej brutalny sposób. Zagranie gorsze niż kampania Hitlera na Moskwę.
Przez chwilę zastanawiała się czy nie miała w tym momencie wszystkich w sklepie przeciwko sobie. Chociaż jeden łysol patrzył na nią z uśmiechem rozbawienia i... uznania? On to na pewno był nazistą. Wydawało jej się nawet, że widzi jakieś pogańskie symbole wytatuowane na jego ciele, ale nie bardzo jak miała im się przyjrzeć. Świetnie.
Dobrze, że mogła liczyć na obronę Alexa. Miała jednak ochotę coś mu powiedzieć i zaprotestować w momencie, gdy Hall wyrwał jej telefon, aby go wsadzić jednemu z rabusiów do ręki. Zwłaszcza, że na ekranie mignęło jej słowo MAMA. Erikę zmroziło. Wiedziała, że jeśli nie odbierze to rozpęta się takie piekło, że atak na Polskę w trzydziestym dziewiątym to będzie przy tym dziecięca igraszka. Już i tak miała wąty o to, że Lindberg nie odbierała telefonów, bo miała go na wiecznym wyciszeniu, a kiedy w końcu go odciszyła to musiało się na niej zemścić. Biednemu to jednak zawsze wiatr w oczy i chuj w dupę.
Miała już o tym wspomnieć, ale nie zdołała tego zrobić, bo zaraz jej telefon został porwany przez Alexa i wciśnięty jednemu z rabusiów do ręki, bo postanowił rozporządzać jej majątkiem. Chociaż nawet nie mieli ślubu i raczej nigdy mieć nie będą, bo byli zwyczajnie zajebistymi ziomkami. Chyba, że sytuacja by tego wymagała. Na przykład obiecaliby sobie, że jak nie znajdą kogoś do... sześćdziesiątki to wezmą razem ślub. Bo czterdziestka czy pięćdziesiątka tak trochę za blisko się wydawała. Z drugiej strony trochę bezsensu skoro dało się załatwić wszelkie formalności dla drugiej osoby bez posiadania ślubu, a i przy dziedziczeniu nie płaciło się kroci w podatkach.
Mogłaby pewnie tłumaczyć jeszcze milion różnych kwestii związanych z piosenką, którą ustawiła na dzwonek, ale nie miała ku temu większej okazji. Nie, gdy jeden z geniuszy zbrodni wymachiwał jej przed nosem pukawką, a za ścianą znalazły się radiowozy.
Nie trzeba było jej powtarzać, aby spierdalała, bo od razu zabrała nogi za pas i rzuciła się w kierunku wyjścia, ale przy okazji jeszcze wyrwała Keithowi swój telefon. W końcu dalej trzymał go całkiem na widoku i znajdował się na wyciągnięcie ręki. Będzie musiała oddzwonić do matki.
Chyba właśnie ten ruch (połączony z faktem, że zaczęli wykonywać tak zwany odwrót taktyczny) sprawił, że ten nieprzewidywalny narwaniec postanowił wystrzelić w ich kierunku.
Jeszcze chwila, a zdecydowanie Lidnberg przekroczy tak zwany brązowy punkt. Czyli taki, gdzie można było już bez wstydu się posrać ze strachu.
- Pojebało cię? Nie jestem żadną naziolką, Alex! - zaprzeczyła od razu i zrobiła uber-profesjonalny wślizg, aby się schować za stoiskiem z owocami. Całe szczęście, że naprzeciw siebie mieli regał ze słoikami, których mogli użyć w ramach granatów. W końcu słoik ciśnięty w rosyjskiego drona zadziałał na Ukrainie to czemu w ich przypadku nieskuteczne miałoby się okazać ciśnięcie suszonymi pomidorami w zalewie olejowo-ziołowej w napastnika, aby zaliczyć headshot? Co jej przypomniało, że miała kupić słoik takich pomidorków, aby móc je dodawać do tortilli, którą sobie nieraz montowała wieczorami.

Alexander Hall
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Sweet Potato”