Świecące w ciemnościach dinozaury były
must have w życiu każdego nerda, okay? Alex właśnie trzymał w ręku plastikowego, fosforyzującego tyranozaura i cieszył się do niego jak dziecko. -
Erika, no nie wierzę, no… - mruknął, oglądając figurkę pod światło ze szczerym zachwytem. -
Kupmy cały zestaw, zgasimy światło i obejrzyjmy Park Jurajski - zaproponował, bo jak powszechnie wiadomo, każde z nich miało milion pomysłów na minutę i musieli zrealizować je teraz, już, natychmiast. Kurde, Erika serio potrafiła sprawić, że najzwyklejsze głupotki stawały się nagle najlepszym planem na wieczór. -
Widzisz, i dlatego jesteś moją przyjaciółką - odparł z odrobinę chciwym uśmiechem, pakując świecące dinozaury prosto do koszyka, zaraz obok płatków z miską na płatki. ZERO WSTYDU, ZERO POWAGI, LET’S GO!!!
Zaraz wrócił temat Legalnej Blondynki, mimo że teraz Alex przechodził przez ulubioną fazę każdego siedmiolatka (dinozaury) i dalej przyglądał się tyranozaurowi. Zaraz zmarszczył brwi. Legalna Blondynka w liceum…? Kurde no, miał słabość do blondynek, ale w tym przypadku zaczynał mieć pewne wątpliwości, zwłaszcza po tym, co powiedziała mu Erika. -
O kurde, to kolejny serial z gatunku gorących nastolatek na ekranie, które w realu mają trzy dychy? - zażartował, ale nagle zamarł na środku alei, bo dotarło do niego coś strasznego. O kurwa. -
Boże, Rikka… My też niedługo będziemy mieć trzy dychy - wyrzucił z siebie szybko i zasłonił usta dłonią, bo dopiero do niego dotarła powaga sytuacji. Boże, prawie trzydzieści lat na karku, a on się jarał dinozaurami?! W sumie… hm, a czy to była zbrodnia? W końcu nikogo nie zabił… Pokręcił głową z niedowierzaniem. Matko Boska Forumowska, zanim jednak zdołał wpaść w kryzys wieku średniego, sklep zamienił się w plan filmu sensacyjnego klasy B (tyle że to nie była fikcja), przez co Alex i Eryczka stali się
zakładnikami.
Śmiesznie. Czytajcie tę ironię losu! Zazwyczaj to Alex spieprzał przed policją na motocyklu - pozdrowienia, Dean, wink, wink - a teraz pierwszy raz w życiu siedział potulnie na podłodze pod regałem i czekał, aż policja go uratuje, buahaha. No bo policja miała ich uratować, prawda? Ktoś z zewnątrz na pewno już zauważył zamieszanie i zadzwonił na numer alarmowy, co nie?! Siedział sobie ramię w ramię obok Eryczki i cieszył się, że utkwił tutaj właśnie z nią, a nie z jakąś panikującą, gadatliwą lampucerą, z którą kiedyś miał nieprzyjemność udać się na najgorszą randkę w swoim życiu.
Don’t ask. No ale anyway, Lindberg przynajmniej trzymała FASON! -
Kiedy zalałyście sąsiada? Chyba mnie to ominęło… - skomentował tekst o hydrauliku, takim, yyy, głośnym szeptem, bo zbliżało się do nich już dwóch oprychów.
Głosem rozsądku Alex był zmuszony przyznać, że byli na straconej pozycji. Owszem, Alex potrafił się bić, miał całkiem mocne ciosy i niezły refleks, ale jak miał rywalizować z pistoletem? Zanim zdążyłby doskoczyć do typa i go ogłuszyć, zarobiłby dziurę w klatce piersiowej wielkości talerzyka deserowego. Oddał więc grzecznie swój portfel i telefon, czekając na rozwój wypadków. Nie lubił nie mieć spraw w swoich rękach, ale tym razem musieli odpuścić, oboje, razem z Eryczką, która uparcie twierdziła, że nie miała przy sobie ani zegarka, ani telefonu.
Wait a sec…
W tym samym momencie ciszę w sklepie przerwała głośna muzyka dobiegająca z głośnika komórki… Lindberg. Eryczka. Miała. Telefon. Przy. Sobie. Niewyciszony!!!!!! Muzyczką okazały się jakieś niemieckie rytmy, z których Alex nie rozumiał ani słowa. Wybałuszył oczy dokładnie tak samo jak połowa zakładników znajdujących się w sklepie wraz z napastnikami.
EJ, CLYDE! Mamy tu pieprzoną naziolkę! O nieee, shit, shit, shit. Keith i Clyde sprawili, że Alex otworzył usta ze zdumienia i powoli obrócił głowę w stronę przyjaciółki. -
Jezu, Erika… jesteś naziolką?! - spytał zszokowany, po czym wysłuchał jej tłumaczenia z rosnącym niedowierzaniem. Nagle, na koniec swojego wywodu, Lindberg trąciła go łokciem i zażądała, żeby Alex COŚ IM POWIEDZIAŁ. Tym czymś zapewne nie miało być "SPIERDALAJCIE". Okej, pora ratować damę z opresji, nieważne, czy była ukrytą fanką niemieckiego reżimu czy ofiarą swojego poczucia humoru. -
Ej, panowie… Spokojnie - zaczał Alex, unosząc dłonie i powoli wstając. -
Keith… znaczy… yyy… Szefie! Ona nie jest naziolką, przysięgam. I potwierdzam, ma na imię Erika. Piosenka jest o... o... grzybobraniu, a nie o ataku na Polskę w trzydziestym dziewiątym, więc wyciszamy telefonik i grzecznie oddajemy, nie? - powiedział, po czym wyrwał Erice telefon z dłoni, wyciszył i podał urządzenie Keithowi. Albo Clyde’owi.
Rabuś zgarnął telefon z nieufnością i zmierzył Alexa dziwnym spojrzeniem. Coś chyba poszło nie tak, ojojoj…
-
Grzybobranie? Ty mnie chłopie za debila masz?! - warknął Keith, znowu machając pistoletem, ale zanim zdążył rozwinąć swoją myśl, rozległo się wycie policyjnych syren.
-
Kurwa, policja! Mówiłem ci, Keith, to frajerski pomysł, powinniśmy zrobić to w Nowym Jorku, a nie w jebanej Kanadzie! - wrzasnął Clyde.
Alex zrobił wielkie oczy, bo Keith dalej machał spluwą niebezpiecznie blisko nich, ale postanowił wykorzystać moment dezorientacji i… chwycił Erikę za ramiona, pociągnął ją za sobą i puścili się biegiem między regałami. Z dwojga złego Alex wolał zginąć w biegu niż biernie czekając na strzał, okej? -
Spierdalamyyyy - rzucił do Eriki przez ramię akurat w momencie, gdy Keith - albo Clyde - wystrzelił w ich kierunku, trafiając nabojem w słoik z ogórkami kiszonymi, który rozbił się z głośnym hukiem. Przed chwilą w miejscu słoika znajdowała się głowa Alexa, ochujjapierdole.exe. -
Erika, ale serio nie jesteś naziolką?! - wydarł się Alex w biegu, nie zwalniając ani na chwilę i ciągnąc za sobą Lindberg, byle tylko nie dostali drugą kulą.
Wokół nich wybuchła panika - zamaskowani debile zaczęli biegać jak kury bez głowy. Nie wiedzieli, czy celować do policjantów stojących za drzwiami frontowymi, czy do uciekających zakładników, bo w ślad za Alexem i Eriką poszli kolejni klienci. Syreny dalej ryczały na zewnątrz, a w markecie leciała spokojna, wesoła muzyczka typu
"Jak sobota tooo… do Lidla, do Lidla" tylko w wersji Sweet Potato, a nie Lidl…
Jak sobota tooo... do Słodkiego Ziemniaka, do Słodkiego Ziemniaka...
Erika