30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Jutro będzie nowy, lepszy dzień, Paris
Kurwa.
Jak ona by chciała, żeby to tyczyło się również ich.
Żeby mogli mieć pewność, że jutro będzie już lepsze. Że tak dla odmiany nikt nie będzie chciał ich zabić, podciąć skrzydeł. Ale nie mieli tego przywileju. Oni nawet tego jednego dnia musieli brać wszystko krok po kroku, chwila po chwili, bo ciągle coś po drodze się wypierdalało. W ciągu dwudziestu czterech godzin mieli więcej wzlotów i upadków niż nie jedno małżeństwo przez dwadzieścia lat. Kłócili się i godzili, mieli do siebie żal, a potem się przepraszali. Pojebani.
Całe szczęście chociaż jeden z problemów, w końcu udało im się położyć do łózka, a kiedy tylko Pilar wróciła do salonu, od razu przysiadła się na prześle obok Noriegi i również zaczepiła go kolanem. Wiecznie szukała dotyku. Tego kontaktu fizycznego, którym mogłaby czuć, że on jest obok. Chociaż po rum i tak musiała sięgnąć. Złapać kilka głębokich łyków, pewnie zbyt dużych jak na kobietę, ale kurwa, to naprawdę był ciężki dzień. Dalton, salka, kolacja w ciemności, a potem jeszcze na dokładkę Pająk i jego banda agresorów, która chyba najbardziej nią wstrząsnęła. Jakby dopiero w tamtej chwili dotarło do niej, jak łatwo byłoby im zabić Noriegę. Że wystarczył jeden celny strzał i jej mąż na dobre zniknąłby z tego świata. Aż znowu zadrżała na samą tą myśl, akurat w chwili, gdy pytał, czy coś dla niego zostawi.
Hm? — spojrzała na niego znad butelki. — Weź sobie drugą — mruknęła w pierwszej chwili, jednak widząc jego minę, finalnie wyciągnęła rękę i przekazała mu Medelliński rum. Nie miała potrzeby upicia się, jak wtedy po akcji z Daltonem, o to nie musiał się martwić, ale chociaż trochę znieczulić. W końcu brzuch po uderzeniu Pająka wciąż ją kurewsko bolał. Ona po prostu nie chciała tego po sobie pokazać. Nie chciała go dodatkowo martwić. Już wystarczyło, że teraz to ona robiła to za ich obojga.
Skinęła głową, gdy pochwalił jej plan z koleżanką i wysłaniem tam Paris. Tris od wielu lat zajmowała się prywatnie podobnymi przypadkami i z pewnością znajdzie miejsce dla jeszcze jednej, zbłąkanej duszy.
Trzeba ją tam będzie odwieźć z samego rana — dodała po chwili, patrząc wymownie w ciemne oczy Noriegi. — Nie możemy spędzać z nią za dużo czasu, bo jeszcze się do niej dokleją — w końcu cały czas ich obserwowali, mieli ich na oku. Pewnie nawet teraz ktoś siedział pod ich domem i próbował zaglądać im w okno. Nie mogli ryzykować tego, że sprawdzą kim była Paris, bo przecież gdyby to by wyszło… Pająk od razu by się tym zainteresował. A jak już wiedzieli, ten gość wcale nie obchodził się delikatnie ze swoimi rozmówcami. Szczególnie kiedy ci nie mieli safywakcjonujących dla niego informacji.
Miała je jednak Juanita.
Juanita, która Bóg wie, gdzie właśnie była. Nikt jej nie widział odkąd Luciano przyprowadził ją do ośrodka. Co takiego wiedziała? To pytanie kręciło się jej w głowie bez przerwy na oddech. Czy jej ciąża miała coś wspólnego z Luną i jego ludźmi? Z kontenerami? Jaka była szansa, że kobieta była jedną z przetrzymywanek? Aż spojrzała wymownie na Noriegę, bo to pierwszy raz, kiedy przyznał się, że…
Chcesz mi kurwa powiedzieć, że to Luna stoi za kontenerami Wyatta? — warknęła, zaciskając palce w dłoniach, znowu prawie raniąc sobie skórę. Nie chciała tego wiedzieć. Aż westchnęła ciężko i osunęła się bardziej na krześle, przymykając na moment oczy. Serce waliło jej mocno. I to nawet nie chodziło o same kontenery ale… kurwa. Pilar tyle czasu prowadziła tą sprawę, tyle poszlak przetarła, tak blisko już była, a teraz… miała osobę za to odpowiedzialną na tacy i kurwa nie mogła z tym nic zrobić. Nic. Bo przecież nie pójdzie teraz na policję i nie powie Eliotowi, że to wszystko sprawka Luny. Nie teraz, kiedy byli tak bardzo na świeczniku. Przecież wiedziała, że jeden niewłaściwy ruch wystarczył, żeby jej mąż zarobił kulkę. I znowu biła się między miłością a moralnością. Pierdolona batalia, która doprowadzała ją do istnego szaleństwa. Kiedyś od razu wybrałaby sprawiedliwość, a teraz? Teraz wszystko obróciło się w jej głowie o sto osiemdziesiąt stopni.
Madox miał rację — teraz wszystko łączyło się w jedną całość. To dlaczego zainteresowali się Emptiness, czemu wiecznie ich śledzili. Luna widział ich jako zagrożenie. Wiedział, że coś wiedzą, może nawet myślał, że mają na niego więcej informacji niż faktycznie mieli, ale to akurat mogli wykorzystać na swoją przewagę. Wbiła w niego spojrzenie, gdy spytał się jej o zdanie.
Myślę, że to wcale nie jest teoria z dupy, a mój mąż zajebiście dobrze dedukuje — powiedziała w końcu i chociaż wcale nie było jej do śmiechu, kąciki jej ust delikatnie drgnęły ku górze. Lubiła go takiego — analizującego. Nie wyrywającego się do robienia durnych rzeczy, tylko kiedy faktycznie siadał i myślał. — To wszystko ma sens — skinęła głową, na moment wbijając wzrok w podłogę, żeby się lepiej skupić. — Możesz to wykorzystać — wtrąciła po chwili, sama nachylając się w jego kierunku. Jej spojrzenie w końcu wylądowało na jego ciemnych oczach, a nogi zwinę zaplotły o jego łydki, tak, że kiedy zaparła się mocniej jej krzesło szurnęło i wpadło na to jego. — Luna chyba myśli, że coś na niego mamy. Że masz o wiele więcej, niż faktycznie wiemy i jak to dobrze rozegrasz, to on też będzie musiał się przed tobą ugiąć — w końcu jeśli go po prostu odstrzeli, nie będzie miał pewności, czy Madox nie przekazał czegoś Pilar, czy ona nie zaniosła tego już na komendę. Musiał pierwsze wybadać grunt. Potrzebował ich żywych. I oni m u s i e l i na tym skorzystać.
Tak jak Pilar skorzystała nagle z chwili bliskości, kiedy znalazła się tak blisko niego. Bez pytania sięgnęła po butelkę rumu, którą trzymal przy udach. Zwinnie mu ją wyszarpała i upiła kilka łyków, by po chwili zerwać się z krzesła i usiąść na jego kolanach.
Musisz grać tak, jakbyś faktycznie miał na niego coś kurwa dużego — powtórzyła tuż przy jego ustach. Dłonią natomiast przesunęła po idealnie ściągniętych warkoczykach, drapiąc skórę w okolicy jego potylicy. Kurwa, jak ona kochała czuć go pod palcami. Mieć go blisko. Była od tego u z a l e ż n i o n a. Bardziej niż kiedykolwiek. Szczególnie po ostatnich czterdziestu ośmiu godzinach. — A w międzyczasie musimy znaleźć Luciano i Juanitę — bo jeśli faktycznie chcieli coś mieć na Lunę, to to był klucz do całej układanki. — A teraz musisz mnie pocałować, bo przysięgam, że zaraz kurwa zwariuje — ostatnie zdanie dodała już praktycznie zahaczając dolną wargą o tą jego, otulając go ciepłym, płytkim oddechem. Serce waliło jej jak szalone i znowu ten paniczny strach mieszał się z ogromem miłości, jaką do niego czuła. To nie była dobra mieszanka. Ona była zabójcza.

:stickok:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Wywrócił oczami, kiedy kazała mu wziąć sobie drugą butelkę, pewnie mógł to zrobić, ale rano by tego pożałowali, że wypili dwie butelki medellińskiego rumu, bo może odpowiednio rozgrzewał i palił w gardle, to jednak bywał zdradliwy. I Madox już wiele razy załatwił się nim tak, że na drugi dzień główka go bolała, a teraz jednak potrzebowali trzeźwych umysłów. Bo ich wcale jutro nie czekał nowy, lepszy dzień.
Pewnie równie popierdolony jak ten dzisiejszy...
Oby nie.
Wziął od niej butelkę i postukał w nią wytatuowanymi palcami opierając ją sobie na nodze.
- Zawiozę ją, mogę z samego rana - zaoferował się zaraz i tak miał jutro do ogarnięcia sporo rzeczy, przed balem u Kane'a, więc zakładał, że czeka go pobudka o świcie. Jak już skończą tą akcję z Luną, to będą się musieli porządnie wyspać... Byle tylko w łóżku, a niej w jakimś osikowym pudle, kilka metrów pod ziemią.
Chociaż Madox przecież z góry zakładał, że wszystko się powiedzie. Dobre myśli...
Nie no kurwa, miał w głowie też te czarne, kurewsko, zwłaszcza kiedy znowu patrzył w piękne, ciemne oczy swojej żony. A zaraz rozmawiali o kontenerach... Luny.
- Nie wiem - odpowiedział od razu na jej pytanie, szczerze, bo nie miał pojęcia, ale... - Luna handluje ludźmi, ja się w to nigdy nie mieszałem, bo nie chciałem, ale nagle, zobacz... Ty bierzesz sprawę Wyatta, ja zaczynam pytać, a potem odzywa się do mnie Luna, myślisz, że to przypadek? - bo on tak wcale nie sądził.
Dlaczego akurat teraz Luna się nim zainteresował? Kiedy kurwa on ożenił się ze śledczą, która prowadziła sprawę tych cholernych kontenerów. Gdyby jej nie wzięła to może nie mieli by teraz na głowie Luny... Gdyby jej nie wzięła i nie przyszła do niego po informacje, to nie byliby teraz mężem i żoną i nie siedzieli w ich mieszkaniu zastanawiając się nad tym.
Ich relację zaczęły kontenery Wyatta, żeby tylko jej kurwa nie skończyły.
Sięgnął ręką do jej kolana, żeby zaczepić o nie palcami, przesunąć po nim miękko. Chciał ją jakoś uspokoić, ale za bardzo nie wiedział jak. Sam jeszcze nie miał pojęcia czy to dobrze, gdyby to wszystko rzeczywiście złożyło się w całość, czy jednak nie? Pewnie wkrótce się okaże...
Tak samo, czy jego teoria była dobra.
Uśmiechnął się delikatnie, kiedy go poparła, kiedy dodała to, że jej mąż zajebiście dobrze dedukuje. Nie zawsze tak było, ale czasami mu się zdarzało. Wyłapywać takie niuanse, łączyć kropki, a potem szukać w tym pierdolonej dziury. I może Pilar właśnie ją znalazła?
Zaparł się mocno, kiedy oplotła go nogami i jeszcze zacisnął palce na krześle między jej udami, żeby jej pomóc i ją do siebie szarpnąć - może... - zaczął, zastanawiając się nad tym - jak będę udawał, że mam go w garści... - złapał w płuca więcej powietrza i opadł plecami na oparcie krzesła. Z jednej strony to rzeczywiście mogło wyjść, Luna pomyśli, że go mają i spanikuje, popełni jakiś błąd. Ale kurwa... Luna nie był płotką. Nie robił głupot. Klatka piersiowa Noriegi uniosła się w kilku głębszych oddechach - muszę to tylko odpowiednio wyważyć - stwierdził w końcu, bo nie mógł być za pewny. Ale nie mógł też pokazać, że się go boi. A bał się... może nie Luny, ale tego, że on zrobi krzywdę jej. Ciemne spojrzenie zjechało na piękne, duże oczy Pilar. Podniósł butelkę, żeby upić z niej kilka łyków, a kiedy mu ją zabrała, to nawet nie protestował, oddał jej ją. A kiedy wpakowała mu się na kolana od razu ją objął przytulając do siebie, policzek oparł gdzieś o jej pierś, w którą mruknął - umiem grać - to był jego naprawdę duży plus. Ta jego pierdolona szkoła aktorska, z której przecież niektórzy się śmiali. Ale ile razy to uratowało mu dupę, to by nie zliczył. To, że umiał odpowiednio przyaktorzyć. Zadarł do góry głowę znowu patrząc w jej piękne, błyszczące oczy - odpierdolę mu takie przedstawienie, że będzie wierzył, że jest skończony - wystawił język, żeby zaczepić nim o jej pełne, gorące wargi, musnąć nim je, zbierając z nich kropelkę rumu. Już chciał je zamknąć w pocałunku, mrucząc w nie jak jaguar, kiedy przesunęła paznokciami po jego warkoczykach, ale na jej kolejne słowa się zawiesił. Te nieznośne milimetry od niej. Bo to akurat była najtrudniejsza cześć planu. Znaleźć Luciano i Juanitę, skoro ukryli się tak, że nawet Pająk tego nie potrafił...
I może nawet Madox powiedziałby to Pilar. Ale wtedy ona dodała to, że musi ją pocałować, bo przysięga, że zaraz kurwa zwariuje, nie musiała mu dwa razy powtarzać, bo zaraz się do niej wyrwał. Zaraz wpił się agresywnie w jej usta, w pocałunku, który miał podsumować ten dzisiejszy popierdolony dzień. Wplótł palce w ciemne kosmyki przesuwając nimi po jej policzku na kark, przytrzymując ją przy sobie, tak, żeby nie mogła mu już uciec. Pogłębił pocałunek, bezczelnie wdzierając się językiem między te gorące, pełne wargi. Drugą dłoń ułożył na jej udzie, a wytatuowane palce sunęły po nim wyżej, pod koronkowy materiał białej sukienki. I kiedy trafiły między jej gorące uda, kiedy przesunął palcem między jej nogami, po tym wrażliwym miejscu, to aż oderwał się od niej na chwilę - nie masz ich - wymruczał jej w usta. Chodziło mu o te majtki, których obecności nie miał okazji jeszcze stwierdzić. A teraz już wiedział, że ich nie miała. Mocne westchnienie opuściło jego płuca, osadzając się na jej wargach. A zaraz Madox poderwał się z krzesła, wsuwając rękę pod jej kolana, żeby posadzić ją na stole. Czarne już praktycznie oczy odszukały jej spojrzenie, a dłoń oparł na jej kolanie, rozsuwając jej nogi, między którymi zaraz się znalazł. Szurnął krzesłem pod podłodze odsuwając je w tył.
- Mam nadzieję, że nikt już nam dzisiaj nie przeszkodzi - odezwał się, chociaż Paris przecież spała za ścianą. W każdej chwili też mogła wrócić Gaba, bo teraz jej chyba nie było. Wszystko się mogło znowu wypierdolić, bo ten dzisiejszy dzień obfitował w niespodzianki. A jednak nikogo chyba nie zaskoczyło to, że Madox zaraz wylądował przed Pilar na kolanach, a już po chwili zasypywał jej kolano, a potem udo, mokrymi pocałunkami, wspinając się nimi coraz wyżej, w kierunku białej, cienkiej koronki jej sukienki, którą podwijał coraz wyżej.

No los tienes. ⋆.˚🪻༘⋆
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, jakaś tam erotyka
Miał rację — to nie był przypadek.
Luna nie zaczął się nimi interesować tylko dlatego, że Madox nagle prowadził się z psem. Nie byli przecież pierwszym i ostatnim tego typu przypadkiem. Tutaj prawda leżała o wiele głębiej i była po stokroć bardziej złożona. Musiała wiązać się z kontenerami — to właśnie wtedy wszystko dookoła zaczęło się sypać, kiedy Pilar poprosiła go o pomoc. A on jej pomógł. Nie tylko w sprawie ale też masie innych rzeczy, których świadomość miała dopiero po czasie.
I które teraz sprawiły, że tak bardzo się o niego bała. Nigdy o nikogo nie troszczyła się tak bardzo, jak o niego. Co już przecież samo w sobie było komiczne, bo akurat Madox wyglądał jak człowiek, który świetnie umiał sam o siebie zadbać. W końcu kręcił się wsród gangów i niebezpiecznych ludzi całe swoje życie. A jednak kilka razy gdyby nie Pilar, mogłoby nie być kolorowo. I vice versa. Byli dla siebie najlepszym co ich w życiu spotkało, ale też pierdolonym przekleństwem. Piętą Achillesa, przez którą dało się do nich dostać, złamać ich w ułamku sekundy, bo gdyby ona miała wybierać własne życie a jego, nawet przez sekundę by o tym nie myślała. Od razu by się podstawiła. A on? No przecież kurwa zrobiłby to samo. Akurat pod tym względem byli siebie warci.
I też dlatego, miała pełną świadomość, że będzie musiała wyjechać w jakieś bezpieczne miejsce, kiedy Noriega pójdzie się spotkać z Luną. Nie mogli dopuścić do sytuacji, w której podczas negocjacji, to Pilar zostaje postawiona na stole. Wiedziała, że wtedy nie będzie mógł się skupić, nie będzie umiał racjonalnie myśleć. I chociaż kurewsko nie podobał się jej ten cały plan z wyjazdem za miasto, coraz bardziej docierało do niej, że chyba nie miała wyjścia. Nie, jeśli chciała, żeby Madox dał najlepszy, możliwy pokaz. Nie podobało jej się to, ale co ona mogła?
Tylko nie kozacz za bardzo — wtrąciła, gdy tak nawijał o tym, jakie wspaniałe przedstawienie mu zafunduje. Ludzie pokroju Luny byli nieobliczalni, nigdy nie pokazywali, że coś ich rusza, a posunięcie się o jeden krok za daleko mogło szybko wyprowadzić go z równowagi. W końcu koleś był gotowy odstrzelić Noriege w lesie tylko dlatego, że nie zgodził się wprowadzić go do klubu, chociaż teraz chciał z nim negocjować. Był impulsywny. Można się było po nim spodziewać wszystkiego i naprawdę jedna iskra mogła odwrócić sytuację o sto osiemdziesiąt stopni. — Potrzebuje cię żywego — dodała czysto w żartach, zaczepnie, a jednak gdzieś w środku znowu ją to wszystko ugodziło. Prosto w śledzionę. Wizja, że coś mogłoby mu się stać. Słowa Pajaka ponownie zadzwoniły pod czaszką, drapiąc nieprzyjemnie. I może nawet na nowo by się na tym zafiksowała, odleciała głową w ciemne chmury, ale wtedy Noriega wpił się w jej usta.
Mocno.
Zachłanie.
Najlepiej na świecie.
Tylko on potrafił ją tak całować. W sposób, który sprawiał, że świat dookoła w ułamku sekundy przestawał istnieć. Nie było w tym delikatności, a raczej czysta tęsknota pomieszana z pożądaniem i domieszką troski. Pocałunek, który momentalnie wywoływał ciepły prąd w okolicy kręgosłupa, który wędrował aż po same lędźwia i niknął dopiero między nogami. Pocałunek słodko-gorzki, gdzie nutella mieszała się z rumem z Medellin. Kurwa, jak on dobrze smakował. Jej trzy ulubione rzeczy: czekolada, alkohol i on, chociaż to ostatnie zdecydowanie było jej najgorszym uzależnieniem. Czymś, czego za nic nie potrafiła sobie odmówić. Tak jak teraz, kiedy od razu pomogła mu pogłębić pocałunek, wychodząc na przeciw własnym językiem, płacząc je w ognistym tańcu, podczas gdy męska, wytatuowana dłoń już sunęła po jej odkrytym udzie.
Mógł bez problemu czuć pod opuszkami, jak każdy jeden mięsień w ciele Pilar spinał się pod jego dotykiem. Jak działał na nią wręcz od razu. Od razu też rozchyliła nogi, pomagając mu wedrzeć się głębiej. Sprawdzić, czy jeszcze wtedy w Emtpiness mówiła prawdę, czy może jednak kłamała go na temat doboru bielizny. Bezczelnie uśmiechnęła się, kiedy w końcu sam odkrył, że faktycznie jej nie miała.
Widzisz, jak się dla ciebie odjebałam — mruknęła zadowolona. No cóż, jeśli nie założenie bielizny można było nazwać odjebaniem się. Ale w ich przypadku chyba tak, w końcu Madox to nie był Galen Wyatt — nie porabował pierwsze się napatrzeć, pogarać, on najbardziej lubił od razu przechodzić do rzeczy. Nie pierdolił się z jakimiś seksownymi materiałami, wiec tak, pod tym względem zrobiła to specjalnie dla niego. Szkoda, że nie wykorzystali tego w żadnym stopniu podczas kolacji, ale przecież nic straconego. Noc jeszcze była młoda, a przynajmniej mieli kilka godzin przed kolejnym ciężkim dniem. Mogli zrobić z tego pożytek.
I on chyba zamierzał, bo nim Pani Noriega się zorientowała, już wniosła się w powietrze, a potem jej tyłek spotkał się z chłodnym blatem, przebijającym temperaturę przez cienki materiał koronki. Też miała nadzieje, że nikt już im nie przeszkodzi. Biorąc pod uwagę to, co się działo przez ostatnie godziny, przeszkodzili już im chyba wszyscy z listy. Limit się wyczerpał. Szczególnie, że jej facet właśnie lądował na k o l a n a c h.
Brązowe oczy Pilar momentalnie pociemniały. Chyba nigdy nie przyzwyczai się do tego widoku. Tego jak pięknie wtedy wyglądał, gdy klęczał przed nią z głową zadartą w górę. Blask księżyca skąpał jego skórę, a błysk w oku sprawiał, że Pilar znowu zadrżała. Rozchyliła jeszcze bardziej nogi, gdy rozpoczął ścieżkę przepełnioną mokrymi pocałunkami, mrucząc pod nosem.
Paris śpi w pokoju obok — przypomniała mu, chyba bardziej kurwa dla zasady, niż żeby ją to faktycznie jakkolwiek obchodziło. Zarzuciła dłonie do tyłu, żeby lepiej się podeprzeć i nieco odchylić do tyłu, biodra wypychając w przód i dając mu tym samym pełną dowolność czynów. Mógł robić wszystko, na co tylko miał ochotę, tylko… — Musimy być cicho — wtrąciła akurat w momencie, gdy jego język i pełne usta zbliżały się już do najbardziej wrażliwego, pulsującego miejsca. Jego zarost drażnił skórę w najprzyjemniejszy możliwy sposób, a wilgoć pocałunków sprawiała, że Pilar wywaliła głowę do tyłu z głośnym westchnieniem.
Mieli być cicho.
A jednak, z chwilą, w której dotarł do celu, kompletnie podwijając sukienkę wraz z białą koronką, jęknęła głośno i od razu zadrżała. To naprawdę był ciężki dzień, siedziało w niej tak wiele skrajnych emocji, była tak kurewsko spięta, że wystarczył jego jeden dotyk, żeby kompletnie mu się poddała. Ręce momentalnie ugięły się pod rozlewająca się po ciele przyjemnością, a kiedy chciała poprawić ułożenie dłoni, oczywiście trąciła butelkę z rumem. Może gdyby była pełna, nic by się nie stało, ale przecież ich dwójka wypiła praktycznie cała zawartość. Pusta runęła na podłogę z hukiem, a szkło roztrzaskało się wszędzie dookoła, mieszając z jej kolejnym jękiem.
No, to by było na tyle z musimy być cicho.

Tenemos que guardar silencio ᶻ 𝗓 𐰁 .ᐟ
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, erotyka
Wywrócił tymi ciemnymi ślepiami, kiedy powiedziała to tylko nie kozacz za bardzo, a zaraz nawet szczypnął zębami ją gdzieś w ramię.
- Przecież nigdy nie kozaczę, zawsze jestem potulny jak baranek - ta... Jak wściekły doberman w owczej skórze chyba. Ale prawda jest taka, że gdyby Noriega na co dzień, w półświatkowych kręgach, był taki, jaki był przy swojej żonie, to by go zjedli. To już dawno byłby martwy, a tak, z tym swoim narwaństwem, długim, niewyparzonym jęzorem i znikomym pojęciem o strachu jakoś jeszcze się trzymał.
W świecie pełnym wilków, był jednym z nich. Szkoda tylko, że gdzieś tam w środku wcale taki nie był.
- Ale jak mnie zajebią, to mnie wyciągniesz z grobu, żeby mnie dopaść - zaczepił ją, przytulając szorstki policzek do jej dekoltu. Mogli sobie z tego żartować... ale nigdy wcześniej Madox nie tańczył na takiej krawędzi, nie wisiał jedną nogą nad przepaścią, uciekając Śmierci raz za razem. Ale ile można... Ile ona jeszcze da mu szans? Ile razy jakiś duch jego walniętej babki odgoni od niego kostuchę?
Nie wiadomo.
Dlatego za każdym pierdolonym razem całował ją tak jakby jutra miało nie być. Bo w ich przypadku było ono wyjątkowo niepewne. Każdy pocałunek mógł być tym ostatnim. Każde spojrzenie w oczy. Każda kłótnia i...
- Kocham cię - mruknął między pocałunkami, układając te dwa słowa na jej pełnych, gorących ustach.
Nigdy nie mogli być pewni, że jeszcze raz to usłyszą, że jeszcze będzie okazja, żeby to sobie powiedzieli. Nie póki nie wykończą Luny.
I chociaż teraz, kiedy ich przyspieszone oddechy mieszały się w jeden, kiedy języki walczyły o dominację w ognistym tańcu, a palce podążały po ciele znajomymi, utartymi szlakami. Chociaż to wszystko sprawiało, że cały świat przestawał istnieć, na jedną krótką chwilę...
Na moment, w którym oddawali się sobie bez reszty.
- Codziennie mogłabyś się tak odjebywać. Sukienki i brak majtek... Tylko nie wiem co by powiedzieli na komisariacie - zaczepił ją, a czarne spojrzenie utkwił w jej pięknych, dużych oczach. Zjechał nim na jej usta, które wygięły się w zaczepnym uśmiechu. Z których zaraz kradł kolejne pocałunki, kiedy już szarpnął ją do góry, jakby nic nie ważyła i sadzał na stole. Zdecydowanie zamierzał z tego zrobić pożytek. I to prawda Madox nie był Galenem Wyattem, nie był delikatny i czuły. Był kurwa dziki i nieokiełznany. Był jak ten jaguar, dziki kot, który potrafił ryczeć i mruczeć. I takie właśnie ciche pomruki układał na jej miękkiej, gładkiej skórze, kiedy wylądował przed nią na podłodze, na kolanach. Z jedną ręką zapartą na stole, a drugą na jej udzie, po którym sunął językiem, na którym skórę szczypał zębami. Wcale nie delikatnie, a tak, żeby te znajome, elektryzujące prądy wędrowały od jej ud, tam, gdzie i jego wycieczka miała się zakończyć. Zadarł głowę do góry, żeby na nią spojrzeć, krótkimi paznokciami rysując na jej skórze czerwone pręgi.
- No i co? - jemu wcale nie przeszkadzała Paris w pokoju obok. Bo kiedy miał ją blisko, kiedy na języku czuł jak uda drżały jej pod jego dotykiem, kiedy przytulał do niej szorstki policzek, cały świat przestawał istnieć.
Mógł się pierdolić i płonąć.
Teraz liczyła się tylko ona.
- Ty musisz... - te słowa ułożył między jej nogami, wraz z ciepłym, przyspieszonym oddechem. Oblizał wargi, a potem jego język wylądował tam, gdzie najbardziej go teraz chciała, gdzie go potrzebowała, poczuł to kiedy szarpnęła go do siebie za te ciasno splecione warkoczyki. Bliżej. Przesunął językiem po całej długości, zbierając na nim jej smak, sprawiając, że pod nim zadrżała.
I kiedy jego palce zacisnęły się mocniej na jej udzie, żeby odpowiednio ją do siebie przyciągnąć, kiedy usta zawisły nieznośne milimetry od jej rozgrzanej, pulsującej kobiecości, zrzuciła ze stołu butelkę...
Szkło posypało się po podłodze z hukiem, w drobny mak, rum od razu wsiąknął między szczeliny w deskach, a w pokoju, w którym spała Paris mogli usłyszeć jakiś ruchu.
Za pięknie by było, gdyby ktoś im nie przerwał...
Pilar mogła jeszcze poczuć na sobie jego ciężkie, zrezygnowane westchnienie, złapać ciemne spojrzenie kiedy wywrócił oczami, a zaraz w progu stanęła blondynka.
- Jezu co się... - zaczęła, ale zmieszała się widząc Noriegę na kolanach przed jego żoną. Madox za to zaraz dźwignął się z klęczka i szarpnął Pilar za nogę pod kolanem, ścigając ją ze stołu.
- Nic, butelka nam spadła - mruknął, oblizując wargi, przesuwając po nich palcami, z ciemnym spojrzeniem zawieszonym na oczach swojej żony.
- Przepraszam... Myślałam, że to on - westchnęła smutno Paris - cały czas wydzwania i nie wiem... On przecież na pewno mnie znajdzie, a wtedy... - kolejny atak paniki, na który Madox aż odchylił do tyłu głowę. Złapał ciężko powietrze w płuca i kiedy Pilar podeszła do Paris, żeby ją uspokoić, to on poszedł do kuchni po zmiotkę. Zebrał w podłogi szkła.
To zdecydowanie nie był ich dzień.
Może kurwa najwyższa pora, żeby się skończył?
Zwłaszcza, że Paris znowu zanosiła się płaczem, znowu potrzebowała pocieszenia i uspokojenia. Szkoda tylko, że nikt nie brał pod uwagę tego, co potrzebował Madox.
- Idę spać - rzucił gdzieś między tym jak poszedł odłożyć zmiotkę pod zlew, a Pilar zniknęła z Paris w pokoju gościnnym.
A potem rzeczywiście, kiedy tylko poszedł do ich sypialni, kiedy wziął szybki prysznic spłukując z siebie cały brud tego cholernie ciężkiego dnia, a potem wszedł do łóżka, w którym jeszcze nie było jego żony, to padł jak mucha. Od razu przytulił się do poduszki, odpływając do krainy snów, żeby złapać te kilka godzin, zanim... od nowa się zacznie.

Te quiero, buenas noches ‧₊˚ ☁️⋅♡🪐༘⋆
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Słusznie zauważył — musiała być cicho.
A przecież zawsze przychodziło jej to z wyjątkowym trudem.
Szczególnie kiedy jego wytatuowane dłonie błądziły chaotycznie po rozgrzanym ciele, krocząc znajomymi już ścieżkami. Dotykał ją już tak wiele razy, a ona wciąż nie potrafiła się do tego przyzwyczaić, znudzić się tym. Za każdym razem reagowała tak samo intensywnie. Drżała pod nim, wiła się i mruczała pod nosem, tym razem prężąc się na twardym, drewnianym stole.
Potrzebowała go.
Naprawdę go teraz potrzebowała, jak jeszcze nigdy wcześniej.
Żeby zdjął z niej napięcie tego obrzydliwego dnia. Żeby jego dłonie ukoiły skórę w miejscach, które dotykał Dalton, na których zaciskał swoje obślizgłe palce, gdy ją do siebie szarpał, żeby smak ust Noriegi przesiąknął do jej głowy i serca, żeby był jedynym, jaki będzie pamiętać po tym dniu.
Nerwową dłonie przesunęła po jego potylicy, wbijając paznokcie pomiędzy mocno zaciśnięte warkoczyki i przycisnęła go jeszcze bardziej do siebie. Chciała mieć go jeszcze bliżej, chociaż bliżej zdawało się być niemożliwe, szczególnie kiedy językiem wdzierał się już w to najbardziej wrażliwe miejsce. Jęknęła głośno, nie potrafiąc się powstrzymać. Może gdyby nie był teraz na kolanach, zdążyłby zakneblować jej usta dłonią lub pocałunkiem, ale nie zdążył. Tak samo jak nie zdążył zareagować na jej dłoń, która ugięła się niebezpiecznie pod napływem emocji i dreszczy, jakie zawładnęły jej ciałem i straciła pustą butelkę z rumem.
Mieli być cicho.
Tylko że oni kurwa nie umieli cicho.
Wszędzie, gdzie się nie pojawiali robili tylko chaos i bałagan dookoła. I chociaż zazwyczaj wcale im to nie przeszkadzało, i tak potrafili znaleźć miejsce na chwile dla siebie, tak tutaj chyba wcale nie było im to dane. Z chwilą, w której Paris wybiegła z pokoju, Pilar pożałowała wszystkiego. Pożałowała każdej jednej chęci pomocy względem tej kobiety i przez moment naprawdę patrzyła na nią z nienawiścią. Nie miała już siły na to, żeby martwić się kimkolwiek innym, niż sobą.
Raz w życiu chciała być egoistką.
Wziąć co swoje.
Zająć się sowimi potrzebami.
Ale jak widać nie było jej to dane, bo los zdecydował za nią. Los kazał jej zająć się spanikowaną kobietą, chociaż ciało krzyczało, żeby po prostu zaciągnęła Noriegę do sypialni, do lodówki, łazienki… gdziekolwiek. Gdziekolwiek, byleby mogli dokończyć to, co zaczęli. Byleby mogła mu jeszcze sto razy powiedzieć, jak bardzo go kochała i pewnie złamać się przed nim z tym, jak bardzo się o niego martwiła. Bo pewnie tak by się to skończyło, biorąc pod uwagę, że kiedy się pieprzyli, wychodziły z nich najprawdziwsze emocje. Mogło. Ale zamiast tego Pilar musiała zająć się Paris. A on stwierdził, że idzie spać. Spojrzała na niego zawiedziona i… po części zła. Szybko się poddał.
Cała rozdygotana przeszła z dziewczyną do pokoju, prosząc, żeby już nie płakała, że jutro z rana dostanie pomoc. Wyłączyła jej również telefon, żeby nie przejmowała się wiadomościami od Milano, a potem jej go zabrała, gdy blondynka się odwróciła. Tak na lepszy sen, żeby jej nie kusiło. Ponownie, jak kurwa małemu dziecku zgasiła światło i przeszła w końcu do sypialni.
Liczyła, że będzie tam na nią czekał.
Kurwa, jaką ona miała potrzebę bliskości po tym wszystkim, co miało miejsce. Ale on spał. I przyklejony do poduszki wyglądał w tym wszystkim tak beztrosko, że nie miała serca go budzić. W końcu jego oddech był spokojny, opanowany, a usta łapały regularnie powietrze. Uśmiechnęła się pod nosem na ten widok, a potem sama poszła do łazienki i kiedy chłodne krople dotknęły jej ciała, kiedy w odbiciu lustra zobaczyła krwiaka, którego zrobił jej pająk, a którego Madox nie zdążył nawet zobaczyć, gdy przypomniała sobie te wszystkie groźby jakie przez cały dzień wysłuchiwała na temat swojego męża… pękła.
Nie wytrzymała.
Rozbeczała się jak dziecko.
Z ciężko walącym sercem w piersi i wodą, która szumiała i wszystko zagłuszała, osunęła się po kafelkach i schowała twarz w dłoniach. Nienawidziła czuć się bezsilna, a jednak w tamtej chwili poczuła, jak nikłą kontrolę nad czymkolwiek miała. Jak wszystko działo się obok, a ona mogła tylko na to reagować, jak pomimo swojej profesji nie mogła zapewnić bezpieczeństwa jedynej osobie, na której jej zależało, która była całym jej pierodlonym światem. Bała się. Kurwa, jak ona się bała. Mogła zgrywać najbardziej twardą, zahartowaną kobietę na tej planecie, a jednak w serce kompletnie wysiadało. I w tamtej chwili już nie wytrzymało. Więc może nawet lepiej, że poszedł spać. Że poddał się tak łatwo. Przynajmniej minął go ten żałosny widok.
Nie wiedziała, ile czasu siedziała pod tym prysznicem, pewnie z jakieś dobre pół godziny. Wyszła kompletnie zziębnięta, przebrała się i delikatnie wsunęła pod pierzynę, przy okazji wtulając się w gorące ciało Noriegi. Jej dłoń momentalnie znalazła sobie miejsce na szorstkim policzku, który gładziła przez dobre piętnaście minut nim zasnęła, jeszcze raz po raz pociągając nosem.
koniec
x2 zt.
Madox A. Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Centre for Addiction and Mental Health”