Nie potrzebowała przeprosin.
Jak zwykle miała to gdzieś. Machnęła ręką, przewróciła oczami i jeszcze wzruszyła ramionami, nawet nie interesując się tym, co koleś mamrotał sobie pod nosem. W przeciwieństwie do Madoxa, który tak dla odmiany, znowu szarpał go za fraki i wymuszał na nim przeprosiny. Robił to za każdym, jebanym razem, a ona wciąż nie mogła się do tego przyzwyczaić. A przecież schemat był ten sam — on kazał im przepraszać, oni się stawali, on ich szarpał, aż oni w końcu przepraszali, Pilar machała ręką, a potem… zawsze coś się odpierdalało. Jak nie jakaś dziewczynka wylatywała z samochodu do swojego
taty, to ktoś wyciągał broń, no zawsze coś. Aż Pilar rozejrzała się dookoła, czy ktoś znowu nie miał zamiaru wyskoczyć lada moment z krzaków.
Całe szczęście teren wydawał się czysty, a chinol zrobił to jakoś tak pociesznie, to swoje
psieprasiam, pani policja, że nie była w stanie się nawet na niego dłużej gniewać. Co więcej — miała ochotę jebnąć śmiechem. Finalnie przetrzymała to w sobie, zaciskając usta w wąską linię. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo po minucie to ona wykazała się szczytem głupoty i powiedziała gościowi, że śmierdział.
—
Przez przypadek!— rzuciła do Noriegi, wyrzucając ręce w powietrze. —
Przecież nawet go nie wąchałam — dodała, jakby to naprawdę cokolwiek zmieniało. Jak gdyby faktycznie jebał, to by mu po prostu o tym powiedziała. No przecież wiadomo, że nie. Całe szczęście ich
bezsensowną wymianę zdań przerwał
żółtek, który znowu zaczął wygadywać o tym, że byli bandytami i do tego
niemiłymi. No akurat ze wszystkich bandytów, jakich oboje znali, chyba można było śmiało powiedzieć, że właściwie to
byli najmilsi.
Pilar otworzyła usta, żeby go wyjaśnić i nieco lepiej naświetlić sytuacje, jednak i tym razem jej mąż postanowił zrobić to za nią. Zaraz wymieniał typowi wszystkie przekroczenia, za które Chińczyk mógł dostać mandat bądź upomnienie, a ona tylko stała z rękami założonymi na piersiach i obserwowała go z odpowiedniej odległości. Chociaż w pewnym momencie to nawet przestała słuchać tego, co mówił Noriega, a bardziej skupiła się na tym, jak przylegająca do ciała koszulka podkreślała jego mięśnie, podczas gdy słońce połyskiwało na mocno ściśniętych warkoczykach. Wyglądał
z a j e b i ś c i e. Tak się na niego zapatrzyła, że usłyszała dopiero słowo
wpierdol, kompletnie wyjęte z kontekstu.
—
Nie będzie żadnego wpierdolu — wtrąciła się, gromiąc Madoxa spojrzeniem. Jeszcze tego brakowało, żeby pobił tego gościa, któremu już i tak podarł całą marynarkę pewnie za kilka koła i gacie, które teraz miał całe w piachu i jeszcze jakaś guma do żucia przykleiła mu się ciemnego materiału.
—
Żadnego wpierdolu, słyszał chory pan? — azjata powtórzył zaraz po niej i powoli podniósł się na jedno kolanko, a kiedy Madox szarpnął go w górę, to wpadł na niego, nagle nie potrafiąc utrzymać równowagi. Nóżka mu się niefortunnie opsnęła i przesunął kolanem po kroczu Noriegi. —
Ojej, Hao przepraszać chorego pana, Hao nie zrobić tego specialnie — wystarczyła się i nawet chciał mu wytrzepać spodnie, bo przez to, że kolano miał całe z piachu, to zostawił mu trochę na jeansach, no tylko przecież ubrudził mu kroczę i jakoś jego mała rączka zawinęła zaraz przy przyrodzeniu
bandyty. —
Hao żaden gej — zacmokał, jednak porzucając pomysł
otrzepania Noriegi z piachu, podczas gdy Pilar już kompletnie nie wytrzymała i ryknęła śmiechem. Koniecznie do wyglądało, a najbardziej z tego wszystkiego podobała jej się chyba mina przerażonego Madoxa. Już kurwa w głowie słyszała jego głos, jak jęczy z niezadowolenia.
I może nawet by go usłyszała też na żywo, gdyby tej wybitnej rozmowy nie przerwał dźwięk… radiowozu.
Świetnie, tylko tyle zdążyła pomyśleć, a kiedy z samochodu wysiadła Haddie Wheeler we własnej osobie, Pilar aż jęknęła pod nosem. Bo kurwa serio? Ze wszystkich policjantów, jakich można było wysłać dzisiaj na służbę, jacy byli w pobliżu, kiedy dostali zgłoszenie, musiała to być ona? No i pięknie. To na pewno wszystko przez to, że Madox znowu kazał jakiemuś facetowi ją
p r z e p r a s z a ć. Aż spojrzała na swojego męża z wyrzutem, jakby to faktycznie było wszystko jego winą. Bo w sumie… było. To on chciał zjeżdżać i wyjaśniać kolesia. Gdyby nie to, już dawno by ich tu nie było.
Cześć, Pilar.
—
Hej — mruknęła pod nosem, wcale niezadowolona, szczególnie kiedy Haddie przystanęła na przeciwko Noriegi i spojrzała na niego wyczekująco.
—
Czemu zawsze jak są jakieś problemy z zapierdalającymi samochodami, to jesteście tam wy? — spytała, nie spuszczając z niego spojrzenia. Aż Chinol również to zrobił — strzelił głową w górę, patrząc na Madoxa, jakby nagle i on oczekiwał wyjaśnień. Może Pilar też powinna iść za tłumem, ale tym razem się wyłamała i ona dla odmiany swojego wzroku nie spuszczała z policjantki.
—
A czemu ty wciąż robisz na drogówce? — wtrąciła złośliwie, kompletnie zmieniając temat i w końcu skupiając jej uwagę na sobie. Może nie powinna tego robić, może okrawało to o bezczelnie zachowanie, ale z drugiej strony z Haddie nigdy za sobą nie przepadały, a ta cała sytuacja z Madoxem jedynie eskalowała cały konflikt.
Obecna i była. A do tego Chińczyk, który tylko kręcił głową na na lewo i prawo, próbując nadążyć.
—
Ktoś musi robić na drogówce, żeby ktoś inny mógł pierdolić swoje sprawy kryminalne — Haddie odpyskowała jej praktycznie od razu, podchodząc nieco bliżej, jakby chciała zdobyć nad nią przewagę. I może faktycznie była od niej wyższa o jakieś DWA centymetry, ale to wcale nie sprawiało, że Pilar wyglądała przy niej gorzej. Wcale nie. Z wypiętą piersią i skórzaną kurtką na ramionach oraz włosami, które raz po raz podwiewał wiatr wcale dużo jej nie brakowało do Wheeler. —
Słyszałam, że Eliot cię przepisał? Nie układa się ostatnio z kolegami, co? — znowu się odezwała, przelotnie spoglądając na Madoxa. Pilar też to zrobiła, bo przy tym wszystkim, z czym ostatnio się mierzyli, nawet nie miała okazji opowiedzieć mu o tym wszystkim, co działo się na komendzie.
—
Jakby to jeszcze była twoja sprawa, może nawet zaprosiłabym cię na kawę, żebyśmy mogły o tym poplotkować — rzuciła beznamiętnie, też wykonując krok w jej kierunku. Stały już praktycznie na przeciwko siebie. —
Ale chyba jesteś zbyt zajęta rozdawaniem mandatów — cmoknęła, unosząc brwi ku górze. Haddie gówno wiedziała o rzeczach, które działy się między Pilar a Eliotem, a tym bardziej tych, w które wplątany był też Madox. Słyszała na pewno plotki, wiedziała, jak teraz traktują ją odkąd
wyszła za gangusa, ale nie miała bladego pojęcia, jak wiele oni poświęcali każdego dnia. Nic kurwa nie wiedziała, a stała przed nią i mądrzyła się, jakby pozjadała wszystkie rozumy. —
Więc albo nam wlepisz jeden i skończymy marnować czas albo po prostu nad upomnij i puść nas wolno. Ja i mój m ą ż musimy być gdzieś za niecałe dziesięć minut — specjalnie położyła naciska na słowo
mąż. Nie miała najmniejszego problemu z zaznaczeniem swojego terytorium, tym bardziej teraz, kiedy oni naprawdę należeli do siebie. Byli związani na śmierć i życie, A Haddie… ona była przeszłością. Była pieprzonym Galenem Wyattem wersją damską. I tak jak Madox nie chciał jej widywać z Wyattem, tak ona nie chciała mieć Haddie blisko.
Mogła się pierdolić.
