Czuł pod palcami ślad na jej czaszce, bliznę i nierówną fakturę, aż się skrzywił, nigdy tego nie zauważył, a znał wszystkie jej tatuaże, pieprzyki i blizny, na pamięć. Ale tamta chowała się w jej bujnych
kudłach. Znowu zmarszczył brwi, kiedy powiedziała mu, czemu tego nie zgłosiła.
-
Pilar, kurwa... - zaczął wbijając w nią spojrzenie -
przecież oboje zdajemy sobie sprawę, że on mógł zrobić też krzywdę jej i co wtedy? - takich psycholi od razu się zgłaszało, tak jak Milanka… Który w sumie powinien też zgłosić Noriegę. Madox złapał w płuca więcej powietrza, a jego palce przesunęły się po jej karku, o który zaczepił, na którym przez moment bawił się zapięciem łańcuszka, na którym miała jego medalion z piórkiem koliberka -
zajebiście dobre, jak w ogóle załatwił to, że go wzięli do narkotykówki, jak sam miał problem? - uniósł jedną brew. Ale Madox wiedział, że czasami psiarnia rządziła się swoimi prawami, go też bez jakiegoś wielkiego przeszkolenia w pracy pod przykrywką, wysłali na ulicę. Sprawdzi się, albo nie. Różnie mogło być. Chociaż jak na razie sprawdzał się zajebiście. Jak prawdziwy gangus.
Taki gangus, który zaraz mówił swojej żonie, że
wszystkich by za nią zabił. Zadarł do góry głowę, ale wtulił brodę w jej dłoń, złapał jej spojrzenie. Skinął głową na jej pytanie i już nawet otworzył usta, żeby jej powiedzieć, że każdego, kto im stanie na drodze. Ale wtedy odezwała się do niego po hiszpańsku, a Madox parsknął krótko śmiechem, zdmuchując sobie z twarzy jej włosy, które połaskotały go po szyi.
-
Enfermo de amor por ti -
chory z miłości do ciebie, bo nie można im tego odjąć, że to ich uczucie wychodziło poza ramy przyzwoitości. Było
dzikie, narwane i może nawet trochę toksyczne,
chore. Ale oni już tacy byli, impulsywni, nieokiełznani. Trochę zbrakowani przez to jak ukształtowało ich życie. I tak też kochali, na swój jedyny na świecie,
pojebany sposób.
Mruknął jak dziki kot, jak j a g u a r, kiedy skradła z jego ust pocałunek, a zaraz nawijał jej czego powinna się jeszcze nauczyć
oprócz łamania nosów jednym ciosem. Spojrzał na nią spode łba, kiedy powiedziała to
no przecież umiem odpuszczać, ściągnął usta w wąską linię, i mogła wyczytać z jego spojrzenia jedno słowo
serio?
Znowu roześmiał się krótko i aż pokręcił głową.
-
Czekaj... mówisz o tym razie, kiedy zgodziłaś się na mój plan, bo pyskowałem ci przez pół wieczora? - uniósł jedną brew, ale zaraz się do niej szarpnął, żeby szczypnąć zębami jej skórę na szyi -
czasem lubię to, że nie umiesz odpuszczać i mnie to kręci, ale czasem kurewsko wkurwia... - westchnął w jej szyję, tuląc do niej szorstki policzek. Lubił w niej jej upór, to, że była zawzięta, że jak coś sobie postanowiła, to do tego dążyła, z pasją, z ogniem, który mógł trawić wszystko po drodze. Ale nie lubił kiedy ryzykowała, kiedy jej odwaga zakrawała już o brawurę. Kiedy obierała sobie za cel groźniejszego przeciwnika.
Chociaż akurat tego, że goryli z jego klubu porozstawiała by po kątach był pewny. Aż znowu się do niej uśmiechnął
-
Chłopaki już chowają się po kątach, kiedy przychodzisz do klubu, a ty byś chciała ich jeszcze ustawiać? - pokazał jej czubek języka. Sam też ostatnio więcej się wytrząsał nad swoją ekipą, od tego pożaru, bo wciąż nie mógł rozgryźć jak do tego doszło. Luna był dobry, ale kurwa ochrona w Emptiness też powinna być. Nie mogli go wiecznie zawodzić.
Za to Madox mógł się z nią drażnić cały czas, dlatego zaraz jej nawijał o Haddie. A Kiedy wbiła palce w jego policzki, to się jej szarpnął i wywrócił oczami -
a co? Nie wystarczająco ładnie ciebie proszę? Powinienem na kolanach? - kiedy zakręciła na nim biodrami, to też podniósł tyłek z siedzenia, żeby
go poczuła. No tak, zaczepiać też się mogli cały dzień.
-
Dokładnie w tych słowach mu to powiedz - skinął głową, ciemne tęczówki zawieszając na jej pięknych, dużych oczach, ale zaraz tymi swoimi przewrócił -
one zawsze się do mnie uśmiechają, bo myślą, że dorzucę im do premii, więc musisz chyba przyjść i pokazać im, gdzie ich miejsce - i znowu ją zaczepiał, bo prawda jest taka, że wszystkie laski w klubie wiedziały, że Madox się ożenił, wszystkim pewnie kurwa pokazywał ich fotki ze ślubu. Ale Pilar nie musiała wiedzieć, mogła być o niego trochę zazdrosna. Bo ta ich zazdrość zawsze podsycała ten ich ogień... Jakby tego w ogóle potrzebowali.
Madox uważał też, że odpowiednio by go podsycił mundurek ze spódniczką, krótką. Przesunął palcami po jej nogach, zaczepiając paznokciami o szwy na jej jeansach.
-
Myślę, że wtedy wystarczyłoby, żeby zobaczyli cię w tej spódniczce i już, sami dali by się zakuć w kajdanki, a przynajmniej ja - on to na pewno. Bo Madox przecież wciąż czekał, aż założy dla niego mundurek i pobawią się kajdankami. Może kiedyś się doczeka.
Teraz jednak zamiast mundurku planowali w co się
odpierdolą na bankiet. Noriega uniósł obie brwi patrząc na swoją żonę.
-
Ja wybiorę? To będzie tak kurewsko... -
gorąca, to chciał powiedzieć.
Caliente może?
Ale Pilar już powiedziała to, że taką
żeby mógł się skupić, a on westchnął ciężko, pochylając się w jej kierunku, kiedy zaczepiała jego zakolczykowane ucho -
nie ma takiej, nawet jakbyś tam poszła w sutannie, to bym nie mógł - obrócił się, żeby spojrzeć jej w oczy -
może nawet by mnie to kręciło, bo ja lubię przebieranki - wzruszył lekko ramionami. Może to przez tą szkołę aktorską je lubił? Albo może przez to, że na początku sam się trochę przebierał i stylował na gangstera, większego niż był. A teraz... to już chyba był jego styl. Wyrazisty i rzucający się w oczy.
-
Ale... - zaczął, kiedy złapała go za rękę i zaraz mówiła to, że
nie mają dużo czasu, bo może go nie mieli, ale jednak na to, żeby
zrobił jej dobrze przed balem, mogli znaleźć chwilę -
zabieraj łapy - przedrzeźnił ją kręcąc głową, a kiedy się przesiadała to jeszcze ją zaczepił, wsuwając czubki palców pod jej koszulkę, przesuwając nimi po jej udzie. A kiedy ona zaczepiła kolanem o jego krocze, to zakręcił się na fotelu, poprawiając spodnie. Nawet popatrzył w okno, kiedy ruszyła, żeby się już nie nakręcać jej widokiem za kółkiem tego sportowego wozu.
W końcu zaparkowali pod luksusowym salonem, nam którym wisiał złoty szyld. A dookoła były wypisane te wszystkie luksusowe marki, Gucci, Versace, Prada, Dior, Chanel, Luis Witą, Ralf Lał... i bla bla bla.
Madox nawet nie umiał wszystkich wymówić, ale jego drogie koszule były sygnowane metkami różnych projektantów. I może gdyby Pilar się na tym znała, to by to zauważyła, ale... oni mieli to gdzieś.
-
No co? Kupisz sobie jakąś szanelkę i potem powiesz koleżankom jaki twój mąż miał gest - poruszył brwiami, a zaraz pochylił się do niej, żeby ją zaczepić, poklepać po kolanie. Przechylił na bok głowę na jej pytanie, a widząc ten psotny błysk jej oku, ten ogień, aż jeden kącik jego ust uniósł się do góry -
będziesz udawać nadąsaną księżniczkę, której nic nie pasuje? Mam udawać, że mnie to kręci? - nawet to mogło być ciekawe, chociaż prawda jest taka, że go to wkurwiało. Kurwa. Ile on się nadenerwował, kiedy Charity Marshall… była przy nim taką księżniczką.
Ale w wykonaniu Pilar mogło być nawet fajnie. Jeszcze raz spojrzał w jej oczy, a zaraz wysiadł, żeby podejść do jej drzwi i je przed nią otworzyć, oparł się o Astona Martina, kiedy wysiadała i nawet jej podał rękę, szkoda tylko, że jak ją złapała, to zupełnie nie po książęcemu, szarpnął ją do siebie, tak, że wpadła mu w ramiona.
-
Tylko nie przesadź, bo mnie tam znają - uprzedził ją... A jednak gdzieś pod skórą poczuł, że to błąd. Bo gdyby ona mu coś takiego powiedziała, to przecież on... zrobiłby wszystko, żeby przegiąć, potraktował to jak wyzwanie.
Tylko Madox to był
pojebany, a jego żona...
Zaraz otworzył przed nią drzwi butiku, a gdy tylko weszli do środka, to wyrosła przed nimi wysoka, szczupła, elegancko ubrana kobieta, wyszczerzyła się w sztucznym, pięknym uśmiechu.
-
Dzień dobry. Pan Noriega, dawno Pana nie było... - przywitała się i zerknęła na Pilar. Zmierzyła ich spojrzeniem, i jak do tego, że Madox czasami łaził jak jakiś gangus, jak dzisiaj w koszulce na ramiączkach, chyba była przyzwyczajona. To dłużej gapiła się na kurtkę Pani Noriega.
-
Cześć Claudia, dzisiaj chciałbym, żebyś zajęła się moją... - zerknął na Pilar, żeby dokończyła, bo w co będą grali? Chociaż on pewnie od razu powiedziałby
ż o n ą. Uwielbiał się tym chwalić. Ale mogli poudawać kochanków, zwłaszcza, że Claudia wpatrywała się w niego wielkimi oczami. Pewnie nie raz mu dobierała jakieś koszule, pewnie naoglądała się jego tatuaży...
¿Vas a hacer el papel de princesa malhumorada?
˚˖𓍢ִ໋
✧˚.
༘⋆