32 y/o
Welkom in Canada
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

- No bo jest się czym ekscytować, widziałaś go?! - zażartował na komentarz Jamie, ale grzecznie oddał jej torty. Teraz kiedy nie była już w tarapatach, posłusznie przekazał jej wypieki. Stworzyła je, wiedziała więc jak o nie zadbać i odpowiednio zaprezentować na stole. Swoją drogą, torty były naprawdę kozackie. Widząc zarówno jeden, jak i drugi, Choi gwizdnął z uznaniem. Niby wiedział, że Park była w te klocki zajebista ale i tak imponowała mu za każdym razem kiedy widział jej dzieła.
No i tyle wyszło z jego pomysłu, żeby usypać Alexowi dużą stertę prezentów, którą potem by otwierał przy wszystkich i cieszył sie jak dziecko na gwiazdkę - ale w sumie nie podzielił się tą myślą głośno, więc tylko siebie mógł winić. Widząc, że każdy kolejny zgromadzony gość wręcza solenizantowi swój podarek, Choi w końcu wzruszył ramionami - bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego - i podszedł do chłopaka, zanim ten zdążył się zalać.
- Dobra, dobra. Ja tam będę go w serduszku nazywać Pimpuś - odpowiedział chłopakowi. Po chwili w jego ręce zmaterializowała się koperta, której wcześniej jeszcze tam nie było - Masz, tylko nie wykorzystaj wszystkiego od razu - mrugnął do Alexa, klepiąc go po piersi. Nie był to może podarek tak oryginalny jak piesek Gaby ani tak spersonalizowany jak ten pochodzący od Eriki ale Jason wiedział, że Hall na pewno nie pogardzi "kartą podarunkową" do ich ulubionego lokalu z kebabem.
- Witaj w ekipie - przywitał się przyjaźnie z nieznaną blondynką którą... Alex przedstawił im jako swoją nową laskę? To było dość zaskakujące. Nie żeby Jason się wpierdalał w czyjeś życie miłosne, sam w końcu w prawdziwe uczucie tego typu nie wierzył. Kto jak kto, ale Hall nie wyglądał mu jednak na takiego, który skacze z kwiatka na kwiatek. Choi miał tylko nadzieję, że obecna dziewczyna wytrzyma z ich solenizantem trochę dłużej niż Maddie 1.0. Pojemność jego szarych komórek była ograniczona, wolał jej nie zaśmiecać kolejnymi imionami nowych, obecnych i byłych kumpla. - Ukrywałeś nas? Alex, wstydzisz się nas czy cos? - uniósł nieco zadziornie brew i parsknął śmiechem.
Zaraz potem poszedł sprawdzić, czy nie jest do czegoś potrzebny. Przestawić mebel? Rozłożyć kubeczki? Talerzyki? Kurde, wyglądało na to że prawie wszystko było już poodpinane na ostatni guzik. Planował pomóc Gabie z rozstawieniem alkoholu ale dziewczyna widać bardzo poważnie wzięła sobie do serca rolę procentowego dilera, więc i tutaj nie miał nic do roboty. A z Alvinem i Charly przywitał się wołając im głośne "cześć" z drugiego końca salonu.
- Ej, ale czy beer pong nie polegał na tym, żeby piłeczka sie jednak raz od stołu odbiła? - a przynajmniej Jason w taką wersje zawsze grał. Ale właściwie było mu obojętne, mogli po prostu rzucać do celu. - Dziewczyny na chłopaków? Ale to czy Gabie nie powinny przypadać w takim razie dwa rzuty? Hę, hę? - Blais Junior nie mógł być w końcu jedynym powodem, że Gaba wylądowała w ekipie z facetami. Młody jeszcze się nie urodził, ale już był częścią tej ekipy, już miał najlepszych wujków i ciocie więc musiał mieć swój własny rzut piłką.
- Dobra, dobra, ale zanim zaczniemy grać to jeszcze najważniejsze trzeba - Jason rozejrzał sie po zgromadzonych, zanim laski uciekły do kibla (serio? Publicznie by jeszcze rozumiał, ale co to za grupowe wycieczki do łazienki na prywatce?). Jason złapał za jeden z alkoholowych kubeczków (borze, były piękne. Tak piękne że im nawet fotkę cyknie, może ją nawet na insta później wrzuci). Zerkną na Jamie i na torty które postawiła na stole - STOOOO LAAAT, STO LAAAAT, NIECH ŻYJE ŻYJE NAAAAAM - zaczął śpiewać, przekrzykując muzykę, którą ktoś na szczęście na moment ściszył.

Alexander Hall Eric Stones Gabriela R. Blais Jamie Park Shereen Winfield Cassandra Wildbird Erika Lindberg Charly Hayes Alvin Fontaine august winters
Solhy
Posty z AI, nadmierna infantylność
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Cassie nie miała żadnych wątpliwości, że ta impreza będzie imprezą wszechczasów. Może powinni ja zgłosić do jakiegoś pismaka Toronto, żeby poinformował na pierwszych stronach, że właśnie tak urządza się urodziny swoich przyjaciół?! Inni powinni brać przykład, zamiast ograniczać się do kilku balonów i paru przekąsek. Tego co prawda nie brakowało również tutaj, ale umówmy się - w tym towarzystwie nuda nie istniała, bo nawet zwykłe balony mogły okazać się bronią przeciwko sobie. Nie bez powodu pozbyła się z nóg rolek wiedząc, że chociaż przyjaciele ją kochają, tak ktoś nagle mógłby wpaść na pomysł, żeby zrobić z niej kanadyjską wersję Małysza i na tych rolkach spuścić po poręczy schodowej, by zobaczyć jak daleko poleci. Byłoby to zdecydowanie bolesne.
-E no, słuchaj. Stary, ale jary, co nie! To najważniejsze. Jestem pewna, że już się przekonałaś, kochana - uśmiechnęła się szeroko do August, bo okazało się, że dziewoja właśnie tak ma na imię. Pięknie. Teraz mogli z Alexem utworzyć drużynę AA, co było dość adekwatną nazwą, biorąc pod uwagę, że na każdej wspólnej imprezie każdy członem niszczył sobie wątrobę. No bo jak mogliby odmówić sobie teraz, skoro Gabriela zabrała się za przygotowywanie drinków, a znając jej miarkę, to słabsze głowy po dwóch odpadną. Cóż, Wildbird naprawdę liczyła, że tym razem nie skończy się w toalecie, do której zwróciłaby wszystko z całego tygodnia.
-Cieszę się, że ci się podoba! Gdybym wiedziała, że będziesz z kim, przygotowałabym drugą, ale nic straconego, będziecie mieli matching! - klasnęła w dłonie, zaraz skupiwszy się na przywitaniu szalonego Alvina, który raczył do nich dołączyć. Następnym razem to jednak do niego zadzwoni, bo jego pamięć to jeszcze gorsza niż u Dori była. Tuż po nim do pomieszczenia wkroczyła panna, której Cassie nie znała, a której imię gdzieś padło. Charly. Wyglądała na miłą, później będzie mogła z nią porozmawiać, ale aktualnie została zgarnięta przez Gabi do łazienki (romantycznie!), żeby pomóc jej układać butelki z alkoholem w wannie. Pewnie i tak nie zdąży się dostatecznie schłodzić, zaraz lądując w brzuchach zebranych.
-Wiesz, to trochę smutne, że nie możesz z nami pić, ale przyda nam się głos rozsądku. Przynajmniej względnego. odbijesz sobie to za kilka miesięcy - uśmiechnęła się do Gabi, delikatnie klepiąc ją po brzuchu, w którym rósł dzidziuś.
Po powrocie z ubikacji nie miała okazji nawet wdać się z nikim w głębszą pogawędkę, chcąc tym samym wykorzystać chwilę trzeźwości, kiedy pojawiła się Jamie niosąc naprawdę piękny tort! Takiego to aż szkoda było jeść, chociaż był idealnym odwzorowaniem aktualnego stanu wiekowego Alexa. Ciekawe jak się czuł z myślą, że trzydziestka zbliżała się nieubłaganie! Dodatkowo tort dla Gabi wyglądał fenomenalnie!
-Totalnie chcę je zjeść! - rzuciła, łasa na słodycze. Jedna z niewielu słabości, jakie miała, zwłaszcza, gdy w grę wchodziły domowe wypieki. Jej samej wychodziło to raczej słabo, dlatego doeceniała kunszt.
W chwili, w której padła propozycja Beer Ponga Cassie wiedziała jedno - jej drużyna będzie miała przewalone, chyba, że dopisze jej dzisiaj szczęście i będzie mogła pokonać ludzi z przeciwnej drużyny. W innym wypadku była raczej słabym ogniwem, co w ostatecznym rozrachunku dziewczyny kontra chłopaki było dość przykre.
Dała się pociągnąć August do łazienki (kurczę, to dziewczę było naprawdę urocze, Alex to ma nosa), gdzie ostatecznie padła propozycja planu. Brzmiał naprawdę wspaniale, z tym, że…
-Ja to raczej bardziej nie mam, niż mam, ale mogę im twerkować przez nosem - stwierdziła, zerkając w dół na swój biust. Nawet wypchanie dziesięcioma skarpetkami nie na wiele by się zdało.



Birthday Boy Kamyczek marzeń Fluffy body TikTok Boy Dealer Cake boss Cute bubu Szeri szeri lady Pan od wiewiór
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
0 y/o
Welkom in Canada
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

PODSUMOWANIE - TURA 2
gratulacje!
Tajne Kroniki Projektu X: Tura 2, czyli girls vs boys, obmyślanie taktyki, cycki górą i krindżowe sto lat



Alvin wpadł na imprezę z dużym opóźnieniem, witając gospodarzy niczym spóźniony Święty Mikołaj i przywożąc ze sobą gigantyczny, absurdalny prezent. Jego wielopiętrowa konstrukcja pudełek skrywała prawdziwą kolekcję przypadkowych przedmiotów, a sam sposób zapakowania był niemal równie ważny jak zawartość. Niedługo później dotarła również Charly, która długo wahała się przed przyjazdem ze względu na obecność Gabrieli i komplikacje związane z Noe ( :ohnoi: ) . Ostatecznie wręczyła Alexowi elegancki zegarek, po czym szybko sięgnęła po alkohol. Okazało się, że był to szampan bezalkoholowy, ale chyba jakiś niesmaczny? Torty spotkały się z ogromnym uznaniem, choć ich konsumpcja musiała jeszcze chwilę poczekać. Najpierw bowiem grupa postanowiła zmierzyć się w beer-pongu. Oczywiście, zanim do tego doszło, tradycji stać musiało się zadość i Jason, jako pierwszy zaczął odśpiewywać urodzinową serenadę dla Alexa. A reszta oczywiście zaśpiewała wraz z nim!

Beer Pong
I tutaj zwykła imprezowa zabawa miała przerodzić się w wojnę płci. Dziewczyny kontra chłopaki. Gabriela została symbolicznie przyjęta do drużyny mężczyzn wraz z jeszcze nienarodzonym Blaisem Juniorem, choć dziewczyny nie zamierzały pozwolić sobie na łatwe zwycięstwo przeciwników. Shereen, August, Erika, Jamie, Cassie i Charly szybko stworzyły własny front, a przygotowania do rozgrywki nabrały niemal militarnego charakteru. Męska drużyna chyba będzie musiała obmyślić własną taktykę! Rozmowy na temat drużyn były bardzo burzliwe, na pewno niektórzy zdążyli zostać wrogami na tej imprezie. Takie to były emocje! Gdzieś między nimi wszystkimi, przez Jasona przemówił zdrowy rozsądek, bo jako jedyny zrozumiał, że to nie będzie beer pong, którego wszyscy znamy. Gabriela oraz Shereen uznały, że zamiast stołu całe mistrzostwa rozegrają się na... Suszarce do prania. W końcu na coś się przydała. Dziewczęta w ten sposób zawyżyły poprzeczkę, bo pod wpływem alkoholu trafianie do kubeczków stojących między drutami było znacznie trudniejsze. Kubeczki zostały umieszczone pomiędzy drutami, tworząc tor przeszkód, który w teorii miał być beer pongiem, a w praktyce wymagał już całkiem niezłej koordynacji. Im więcej alkoholu krążyło we krwi uczestników, tym większym wyzwaniem stawało się trafienie piłeczką do odpowiedniego kubka.

A zasady były proste:
Nie trafiasz? Tracisz punkt.

Wszystko wskazywało więc na to, że prawdziwe mistrzostwa dopiero miały się rozpocząć — i że tym razem większym przeciwnikiem od drużyny przeciwnej może okazać się słabość do alkoholu.




Beer Pong, czyli smaczek od MG.


1. Drużyny.
Gramy w dwóch drużynach:
:eric: Chłopaki — Alex, Eric, Jason, Alvin + Gabriela jako mech z Blaisem Juniorem.
:mara: Dziewczyny — August, Erika, Jamie, Cassie, Charly i Shereen.

2. Jak gramy?
Każdy uczestnik zabawy wykonuje jeden podstawowy rzut kostką 1d20, który pomoże zweryfikować liczbę punktów. Osoby chętne mogą wykonać dodatkowy rzut, określający stan trzeźwości postaci.

Wyniki obowiązkowego rzutu:
1–9 — pudło, 0 punktów
10–14 — prawie! Nadal 0 punktów
15–18 — trafienie, +1 punkt
19 — świetny rzut, +2 punkty
20 — perfekcyjny rzut, +3 punkty.



Stan naszej postaci określa rzut 1d6:
1 — Najebany nie pamięta co robił wczoraj — nawet jeśli kostka 1d20 da ci perfekcyjny rzut, odejmujesz 2 oczka od wyrzuconej sumy.
2 — Panowie, chyba będę rzygał — nawet jeśli kostka 1d20 da ci perfekcyjny rzut, odejmujesz 1 oczko od wyrzuconej sumy.
3 — Chyba kręci mi się w głowie — niezależnie od 1d20 nie odejmujesz punktów od wyrzuconej sumy.
4 — Okej, trzymam poziom — +1 oczko do sumy 1d20
5 — Co tak mało lejecie? — +1 oczko do sumy 1d20
6 — Mocna głowa — +2 oczka do sumy 1d20.

W przypadku przekroczenia liczby 20 nie doliczamy punktów.


Gabrieli nie obowiązuje rzut kostką na trzeźwość postaci. Z miejsca dostaje 6 oraz przysługujące jej dodatkowe 2 punkty do rzutu.



• Punkty zdobyte przez obie osoby z drużyny sumują się. Wygrywa drużyna z większą liczbą punktów.
• W przypadku remisu liderzy obu drużyn (proszę ich wybrać!!!) wykonują po jednym dodatkowym rzucie — tym razem bez profitów. Wyższy wynik wygrywa.




Na czym skupiamy się w tej turze?
W tej turze skupiamy się już na rzutach i grze w beer-ponga o nieco zmienionych zasadach. Chłopcy, jeśli chcą, mogą jeszcze obmyślić plan działania, który pomoże ograć te paskudne baby. Nie dość, że będą musieli zmierzyć się z cyckami, to w dodatku z tyłkiem Cassie. Może być nieźle!

Zaczynamy turę III.
Na czas napisania posta macie siedem dni, co oznacza, że ostatnia osoba powinna napisać go do 07.09 godziny 19:00 naszego czasu. Post od MG rozpoczynający zabawę pojawi się pod wieczór, tego samego dnia (tym razem bez kappy)




Besos, Kasia
:lof:



Prowadzący:
Shereen Winfield


Alex Eric Erika Jason Gabriela Cassandra Jamie Alvin august Charly
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
28 y/o
Dungeons & Dummies
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Całe szczęście, że August wydawała się być wyluzowaną dziewczyną, bo inaczej Erika jedynie pogorszyłaby sytuację swojego przyjaciela przez te wszystkie teksty, które samoistnie wyrywały się z jej ust. To był jeden z tych przypadków, gdy nie myślała nim coś powiedziała. Chciała jakoś rozładować atmosferę żartem, aby przykryć swoją wpadkę i o dziwo... Wychodziło jej to nawet. Mogła nawet zaryzykować stwierdzeniem, że Augustyna była dużo fajniejsza od Maddie. Dobrze Hall wyszedł na takiej zmianie.
- Tak. Spał między nami i tak się rozpychał, że się przez niego zjebałam z łóżka w środku nocy - doprecyzowała jeszcze po czym zgromiła stojącego w pobliżu Alexa groźnym spojrzeniem. - Niefajnie, Hall.
Była naprawdę obolała, bo upadła dosyć niefortunnie... Przez jakiś czas nawet chciała po prostu dalej spać na podłodze, bo nie chciało jej się wstawać do łóżka, ale chyba finalnie ktoś ją poderwał do góry i wsunęła się z powrotem pod kołdrę. Cudowny wyjazd.
Teraz jednak była przed nimi impreza urodzinowa. Pierwsze drinki się lały, sto lat zostało odśpiewane zgodnie z tradycją w nieco niezsynchronizowany sposób, ale za to dosyć spontaniczny i autentyczny, a potem już w pełni mogli się rozkręcić i poświęcić pierwszej poważnej grze imprezowej.
Nie było mowy, aby jej genialne porównanie Gabrieli do mecha przeszło bez echa. Całe szczęście, że Shereen jako jedna z pierwszych jej nie zawiodła i również kojarzyła te wszystkie durne memy. Innej opcji nie było. Dlatego właśnie już w trakcie ich pierwszego spotkania Lindberg była przekonana o tym, że mogą zostać dobrymi przyjaciółkami. W końcu Winfield to spoko kobieta była. Nie czepiała się swojego chłopaka o to, że miał swoją drugą połówkę, czy też raczej imienniczkę, z którą dzielił pojedynczą komórkę mózgową. Sama nawet się do ich bullshitu dołączała.
- Jasne, że tak. Laska, gdyby były inne to by mi tak w pamięć nie zapadły - stwierdziła, kiwając głową.
Memy przychodziły i odchodziły. Niektóre przyjmowały się lepiej, a inne gorzej. To był jeden z tych, które powracały po prostu w odpowiednim momencie, a przy natrafieniu na nie całkowitym przypadkiem wywoływały uśmiech. Niewykluczone też, że podobne przemyślenia mogły się u niej pojawiać w momencie, gdy aplikowała sobie zbyt wiele zioła, alkoholu, albo po prostu pora była odpowiednio późna i mózg sam odpływał w dziwne rejony.
Całe szczęście, że podział na drużyny nie wymagał szczególnej dyskusji. Decyzja zapadła w miarę szybko i nikt nie zamierzał się z nią kłócić. Nieco zdziwiło ją jednak to jak szybko i sprawnie zareagowała Augustyna. Nie miała nawet czasu się zorientować w tym, co się dzieje, a dziewczyna już ciągnęła ją za rękę w kierunku łazienki, gdzie miały odbyć jakąś bardzo ważną rozmowę. Taką, która zaczęła się dziwnie.
- Spoko, laska. Jakby... Nie musisz nam składać żadnej przysięgi - zapewniła jej, bo jednak nie były już w szkole, aby nowej dziewczynie kumpla wyjeżdżać z tekstami, że ją dojadą jeśli złamie mu serce. - Jesteśmy hot... - przytaknęła bezwiednie, ale nie wyglądała na przekonaną, co do skuteczności tego planu, bo może poza dwiema parami w towarzystwie to jednak wszyscy byli tutaj kumplami i niby jak miałby zadziałać na nich ich seksapil? - Dobra, Madwoman. Robimy to.
Plan jakiś był. Czy dobry? Czas to pokaże. Na razie musiały się skupić na subtelnym, ale znacznym poprawieniu swojego wyglądu. Lindberg przejrzała się jeszcze w lustrze łazienki po czym spojrzała na stojącą niedaleko niej rudowłosą dziewczynę.
- Cassie, podciągnij mi ramiączka - rzuciła do niej, odwracając się w jej stronę plecami i podwijając koszulkę.
Znały się już na tyle dobrze, że Wildbird mogła jej wkładać ręce pod koszulkę i grzebać przy staniku. W końcu spały już razem. Co prawda z Alexem pośrodku, ale jednak. Poczekała na to, aż dziewczyna wykona jej polecenie i mogła już wyjść, skopać chłopakom dupę w beer ponga.
Tylko, że to całe przedsięwzięcie przypominało paraolimpiadę. Erika doszła do wniosku, że naprawdę była na to zbyt trzeźwa. Powinna chlapnąć sobie jeszcze kilka głębszych i może wtedy udałoby jej się bezbłędnie trafić i to bez zbędnego zastanowienia. Z jakiegoś jednak powodu alko nie klepało jej tak mocno i dlatego przyglądała się dalszym nieudolnym próbom koleżanek w zdobyciu punktów, odkręcając butelkę wódki z miną niczym Mads Mikkelsen w czasie tego jednego wywiadu. Przynajmniej do momentu, aż Shereen ustrzeliła pierwszy kubek.
- Mordo! Kocham cię! - wykrzyknęła w jej stronę i rzuciła jej się na szyję.
Musiały celebrować jakoś ten pierwszy punkt. Celebrowały także w momencie, gdy Jamie ledwie ucelowała do kubka z suszarki. Tutaj również musiała zbić z dziewczyną piąteczkę, uznając, że naprawdę dobrze im idzie. Przynajmniej miały AŻ DWA punkty.

alexander baransky Jason Choi Shereen Winfield Charly Hayes Alvin Fontaine Gabriela R. Blais Jamie Park Eric Stones Cassandra Wildbird august winters
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

GABA! GABAAA! PATRZ! PATRZYSZ?!
Patrzy i oczom nie wierzy. ZAJEBISTA KURTKA. Funkiel nówka nie śmigana. Przez dobre kilka minut ekscytowała się razem z Alexem jego nowym nabytkiem już planując nowe trasy, bo przecież chłopak musiał wypróbować nowy outficik. I pewnie gdyby nie reszta, to już teraz pędem pobiegliby po swoje maszyny, ale trzeba było rozkręcić imprezę.
Alkohol lał się strumieniami. I to dosłownie, bo komuś się ulało i na panelach była już wielka kałuża wódki. A to podobno ona nie znała umiaru. Chociaż istniało ryzyko, że ktoś po prostu już nie trafił do kubeczka. Jej pozostało jedynie czaić się na tort i pakować w siebie kolejne pokłady cukru w postaci bezalkoholowych napojów. Smutne, ale prawdziwe. Uśmiech kaszojada jednak kiedyś wynagrodzi te niedogodności. PRAWDA?
Uniosła butelkę swojego 0% szampejn i kalecząc uszy innych śpiewała z Jasonem sto lat solenizantowi.
Niebieskie kubeczki dla drużyny Panów. Uniosła jedynie brwi w niemym pytaniu, gdy Magusta zabrała dziewczyny do łazienki. Tego grafik łazienkowy nie przewidywał. - Te, a one wpisały się na listę do sram roomu? - oburzające. No, ale skoro dziewczyny miały tajny plan, to oni też powinni mieć swój, nie? Chociaż brak planu, to też była taktyka. Tyle że co tu było ustalać, skoro Eric ledwo stał, a reszta...
Reszta przepadła, gdy laski wyszły i pokazały, co natura im dała. Sama nie była lepsza, bo lampiła się jak sroka w gnat.
Chociaż gdyby nie Jason, który szturchnął ją swoim barkiem akurat, gdy rzucała, to pewnie zdobyłaby jakiś punkt. A tak niestety na ich koncie, po jej rzucie było okrągłe zero. No przecież sama się nie przyzna do winy, że to ona zawaliła. Usiadła obok Eriki, bo przy suszarce robiło się tłoczno.
Wzięła na kolana miseczkę z żelkami i skrzywiła się po pierwszym kęsie. - Kto do nich dolał wódki? - jej pytanie zapewne zostało zagłuszone przez okrzyki nierównej walki. Jej drużyna przegrywała. A to podobno Panowie powinni mieć dobrego cela, bo przecież to oni byli od... wkładania.
- Przynajmniej chipsy są bezpieczne. - zaproponowała ciperka przyjaciółce, ale niestety, to nie były jej ulubione paprykowe. Te pewnie już zdążyła przemycić i zjeść Jamie. Albo Jason.
- Alex! Alex! - krzyczała głośno, gdy solenizant dostał próbę numer dwa, bo brakowało im jeszcze jednego gracza do składu.
No cóż...
Dalej zero punktów.


Alexander august Erika Eric Shereen Alvin Cassandra Jason Jamie Charly
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Let’s fucking go, Sheriii, nie mają z nami szans.

Ach, tak? Alex zmierzył Augustynę podejrzliwym wzrokiem - znał to spojrzenie i Bóg jeden wiedział, co mogło z tego wyniknąć. Nim zdążył jednak cokolwiek odszczeknąć, wszystkie dziewczyny oprócz Gabrieli zniknęły za drzwiami łazienki, zostawiając chłopaków z rozdziawionymi gębami. No i znowu nie zdążył tego wydarzenia nawet skomentować, kurde, tak dużo się działo naraz, bo Jason wcisnął mu do ręki kopertę. Gdy tylko Alex ją rozpakował, spojrzał na Choi’a z uwielbieniem. Takim przyjacielskim, żeby nie było. - Jak ty mnie dobrze, kurwa, znasz, Jason - odparł, całując kartę podarunkową. - Nie obiecuję, że nie wydam wszystkiego dzisiaj w nocy, ale obiecuję, że przy pierwszej baraninie na grubym pomyślę o tobie z ogromną miłością, hehehe. Dzięki, stary! - poklepał kumpla mocno po plecach i schował kartę do kieszeni. Coś czuł, że później mogłaby się przydać. Jednak prawdziwe pytanie zadane przez Jasona brzmiało - czy wstydził się swoich przyjaciół i to dlatego ukrywał przed nimi August Winters?! Alex bez słowa wycelował palec prosto w kierunku łazienki, z której dobiegały ZŁOWROGIE CHICHOTY. - To nie o to chodzi, Jason, ona jest nieobliczalna, widziałeś? Jest tu od pół godziny i już zgarnia laski do łazienki - zauważył, po czym nachylił się do swojej ekipy (ERIC, JASON, ALVIN, GABRIELA!) z miną prawdziwego konspiratora. - Jeśli one wywalą cyce na wierzch, to my chyba gramy bez koszulek, chłopaki. A Gabriela… Rób to, co zwykle - parsknął Alex, no bo każdy wiedział, że Gabriela będąca Gabrielą była ich najlepszą bronią.

Niezależnie od tego, czy chłopaki poparli jego pomysł, czy też nie, chwilę później damska reprezentacja pojawiła się w salonie, i oczywiście, że miały wyeksponowane dekolty, i oczywiście, że August patrzyła na niego z uśmiechem pełnym satysfakcji, bo inaczej nie nazywałaby się August Winters, lol. Alex zamrugał oczami kilkukrotnie jak jebany debil, zanim podszedł do Augustynki. - To ty je do tego wszystkiego namówiłaś, tak? Zołza - rzucił do niej i choć duch NIEUCZCIWEJ rywalizacji już w nim wrzał, tak nie potrafił się powstrzymać i skradł jej buziaka. A zaraz potem odwrócił się do PRAWDZIWYCH MĘŻCZYZN w tej ekipie. - PANOWIE, NIE POZOSTAWIŁY NAM WYBORU - zawołał, po czym złapał za brzeg swojej koszulki, ściągnął ją przez głowę i bez zastanowienia cisnął nią prosto w Winters, jakby chciał zasłonić ten jej seksowny dekolcik. A niech ma, niech się dusi jego perfumami.

I w całym tym rozgardiaszu dotarły do niego jeszcze słowa Eryczki. "Tak. Spał między nami i tak się rozpychał, że się przez niego zjebałam z łóżka w środku nocy." - Dlatego to była tylko jedna noc, Rikka - odkrzyknął jej przez ramię, po czym walnął kolejnego szota i wreszcie mógł sięgnąć po swój upragniony kawałek tortu, gdy ekipa skończyła śpiewać skoczne STO LAT, HEJ. Jeju, ten tort… był… zajebisty. - Zajebisty ten tort, Jamie, wow - pochwalił wypiek przyjaciółki z pełną buzią, przy okazji przyglądając się grze w beer ponga, która już zdążyła się rozpocząć. Gabi - rzucająca za siebie i Blaise’a Juniora - chybiła, tak samo jak Eryczka. Shereen i Jamie… trafiły, kurna. Miały już dwa punkty? ALE JAK TO? - Dobra, moja kolej - ogłosił Alex i zgarnął ze swojego kawałka tortu odrobinę kremu, żeby przechodząc obok Dust, pacnąć ją palcem z kremem prosto w noc. - Rozkojarzenie taktyczne - parsknął pod nosem, po czym szybciutko sięgnął po piłeczkę.

Problem polegał na tym, że karma to suka, nie? Zakręciło mu się w głowie od wypitych szotów (kurde, pięć, sześć, siedem? OSIEM?!), rzucił piłeczką i… nie trafił. Aha. - No ja jebieee… - jęknął pod nosem, po czym zmrużył oczy i rozejrzał się po ekipie. - To się nie liczyło, co nie? Przywilej solenizanta czy coś? - spytał, a kiedy nikt nie wyraził żadnego protestu, dostał drugą szansę na rzut. No, dalej, Alex. C’mon. YOU CAN DO IT. Wziął głęboki wdech, wycelował i… dokładnie w tym momencie w jego pole widzenia weszła Dustie, dumnie prezentująca swoje imponujące atuty, cholera. Wycelował ewidentnie źle. Piłeczka zakręciła na krawędzi kubeczka i wypadła na zewnątrz. ŻAL PE EL. SERIO?! - Ta suszarka jest nawiedzona, następnym razem gramy na stole - westchnął ciężko i osunął się na kanapę obok Gabrieli i Eryczki. - Może dziecię nienarodzone powinno rzucić po raz trzeci? - zasugerował, wychylił jeszcze jednego szota iiii kątem oka zauważył, że WINTERS usiłowała wykorzystać moment jego słabości i zaczęła podkradać się do suszarki, żeby wykonać swój rzut!!!! O nie, nie, nie, nie ma tak łatwo! - O, twoja kolej, Dust? Jak miłooo! - wstał z kanapy, podszedł do swojej dziewczyny od tyłu i otoczył ją ramionami jak prawdziwy dżentelmen albo namolny przeszkadzacz. Nachylił się do jej ucha i… - Pamiętaj, skarbie, skupienie to klucz… - powiedział, a nawet sięgnął dłonią do jej dłoni, w której już dzierżyła piłeczkę, hehehehe. BO CHCIAŁ JEJ POMÓC WYCELOWAĆ! I przy okazji utrudnić złapanie równowagi. I posłać piłeczkę gdzieś w bok. Hehehehe.

:rizz:

august Gabriela Jason Eric Erika Shereen Charly Cassandra Alvin Jamie
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po co kobiety chodzą grupowo do łazienki? Podobno, żeby poprawiać makijaż. W tym przypadku miała tam powstać technika, dzięki której damska drużyna zapewni sobie wygraną w turnieju beer ponga. Zanim odezwała się w temacie pokazywania biustu, wysłuchała słów August oraz pozostałych dziewczyn. Większość była zdecydowanie za tym pomysłem. Plan mógł wypalić, w końcu kobiece atuty potrafiły rozproszyć, o czym wiedziały zarówno singielki, jak i te zajęte. Shereen przez kilka sekund po prostu patrzyła na August, jakby próbowała ustalić, czy dziewczyna właśnie naprawdę to powiedziała, czy jednak wódka zaczynała działać również na nią. Parsknęła śmiechem, kiedy obserwowała kolejne elementy tego wielkiego planu. Pomysł był idiotyczny. Kompletnie idiotyczny. I właśnie dlatego zaczynał jej się podobać.
— Czy ty właśnie próbujesz nam powiedzieć, że naszym strategicznym atutem w beer pongu będzie… cyckowy distraction? — zapytała ze śmiechem, przysłaniając dłonią usta.
Naprawdę. Niby głupie, niby banalne, niby świadoma seksualizacja, ale to mogło się udać. Shereen, nim zdążyła zniknąć za drzwiami łazienki, zgarnęła po drodze kieliszek z alkoholem, który opróżniła chwilę po wzniesieniu toastu za cudowny plan, który nie mógł się nie udać. Naczynko odstawiła na pobliskiej szafce, jednej z tych, na której normalnie układało się ręczniki. Później i tak będzie musiała to sprzątać, więc jeden kieliszek nie robił żadnej różnicy — chociaż czuła, że powoli zaczyna jej doskwierać upojenie alkoholowe. — Tylko błagam, jeśli to się nie uda, to powiedzmy, że to był tylko eksperyment społeczny. Absolutnie nie możemy się przyznać, że miałyśmy nadzieję, że to zadziała — chociaż mogło faktycznie zadziałać, gdy przypomniała sobie gwizdy i komentarze o dziwnej treści, którymi rzucali mężczyźni na widok skąpo ubranych kobiet.
Przesunęła dłonią po dekolcie białej sukienki w groszki. Złapała materiał po obu stronach i odrobinę go obniżyła, odsłaniając wyraźniej zarysowane obojczyki. Nie planowała konkurować z koleżankami biustem. Wiedziała, że dużo więcej mogła ugrać swoją figurą i długimi nogami, niż eksponowaniem cycków, które w porównaniu do tych, chociażby August, były mniejsze. Co nie zmieniało faktu, że poprawiła materiał przy biuście, zbierając go delikatnie tak, żeby sukienka mocniej podkreślała jego kształt, zamiast po prostu luźno układać się na ciele. Pochyliła się lekko w stronę lustra, sprawdzając efekt z profilu. Następnie wygładziła sukienkę w talii i przeciągnęła dłonią wzdłuż bioder, poprawiając materiał tak, żeby podkreślał jej kształty. Na końcu uniosła nieco dół sukienki, tylko tyle, by wyeksponować długie nogi. Przegarnęła włosy, przerzucając je na prawe ramię, by odsłonić obojczyki i obróciła się dwa razy, chwaląc się koleżankom swoim nowym hot wydaniem.
— Teraz możemy ich ograć — rzuciła, gdy wszystkie były już gotowe i niczym modelki na wybiegu, wyszły śmiałym krokiem z łazienki. Gdyby były gwiazdami, to na pewno każda z nich by błyszczała!
Chłopaki byli głośni, pewni siebie i najwyraźniej przekonani, że samo posiadanie większej liczby mięśni automatycznie gwarantuje im zwycięstwo. Problem polegał na tym, że jak dotąd nie trafili absolutnie niczego. Pięć minut temu byli naprawdę bardzo odważni, bo czy to nie oni czasem krzyczeli coś, że na pewno to wygrają? Ano właśnie. Na razie to Shereen stała z dłonią podpartą na biodrze, pewna zwycięstwa damskiej drużyny — chociaż wciąż było 0:0, więc dopingowała koleżanki, jak tylko mogła. W końcu dostała piłeczkę do ręki. Spojrzała na ustawione przed nią kubki, potem kątem oka na Erica. Chłopak był już zdecydowanie w tej fazie imprezy, w której alkohol wygrywał z koordynacją i zdrowym rozsądkiem. No cóż, jego strata, no nie? Przekręciła piłeczkę między palcami, zmrużyła lekko oczy i wycelowała w najbliższy kubek. Piłeczka wylądowała prosto do kubeczka.
— JEST! — wyrwało jej się, kiedy aż podskoczyła w miejscu.
Dopiero po chwili dotarło do niej, że naprawdę trafiła. Pierwszy punkt był ich.
Shereen odwróciła się z szerokim uśmiechem, a sekundę później poczuła na sobie ramiona Eriki, która rzuciła jej się na szyję. Roześmiała się, zerkając przez ramię na męską drużynę i pokazała im język. — Też cię kocham! Wiedziałam, że to wypali! — rzuciła z ekscytacją, przytulając Erike. Z August zbiła piąteczkę, chwaląc ją za super plan, a gdy Jamie zdobyła kolejny punkt, ją również przytuliła. — Hej, skarbie. Postaraj się, bo właśnie przegrywasz — zwróciła się bezpośrednio do pijanego Erica. Cóż, Alex nie trafił. August nie trafiła. Gabrieli także się nie udało.

Alex Eric Erika Jason Gabriela Cassandra Jamie Alvin august Charly
Kasia (dc: hicatie.exe )
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Gdy śpiewano „Sto lat”, Eric przyłączył się, drąc mordęz całych swoich sił, jakby brał udział w konkursie na najgłośniejsze śpiewanie.
Ogólnie nie miał pojęcia, jakim cudem przed samą grą w beer ponga czuł się już… całkiem dobrze. Tak dobrze, że bawiło go praktycznie wszystko i mógł zgodzić się na praktycznie wszystko, nawet na skok z balkonu, gdyż był przekonany, iż potrafił latać.
- TAK, JEST ALEX, ŚCIĄGAMY KOSZULKI. - Rzucił, podnosząc rękę, będąc gotowym wdrożyć plan Halla w życie, bo czemu miałby mieć coś przeciwko? On ogólnie też miał pomysł, ale żeby ściągnąć spodnie i eksponować te części ciała, na których zazwyczaj się siedzi, lecz ponieważ to sam Alexander Wielki Hall miał urodziny i pierwszy zarzucił pomysłem, Eric zwyczajnie odpuścił zaprezentowanie swojej idei.
- Aż wypiję za ten pomysł. - Stwierdził z uśmiechem, bo każdy powód do picia podczas urodzin był dobry - nie miał zielonego pojęcia, który kieliszek opróżniał, ale na pewno nie działało korzystnie, szczególnie, że obraz przed oczami zaczynał się rozmazywać.
Ups.
Nagle laski wyszły z łazienki, co oznaczało, iż były gotowe.
- Nadszedł czas… - w sumie rzucił to do nikogo konkretnego, po prostu chciał wykorzystać kwestię z Króla Lwa.
Widząc, że Alex ściąga koszulkę, uznał to za znak i sam podążył jego śladem, tzn. złapał za spód swego górnego odzienia, po czym przerzucił przez głowę, by zacząć machać niczym flaga na maszcie podczas silnego wiatru.
- Do boju, pany! - Krzyknął, chcąc nieco zmotywować swoją drużynę, bo halo! Co jak co, ale przecież doping był ważny!
Widząc przygotowującą się do rzutu Sher, stanął obok niej i zaczął szeptać, jaka to jest mega gorąca i w ogóle zajebista, ale żeby ostatecznie skusiła, to wtedy dostanie nagrodę. Niestety, całe to szeptanie i przymilanie nie przyniosło oczekiwanego efektu, gdyż zdobyła punkt.
- Hej, kochanie, my się dopiero ROZGRZEWAMY. - Odpowiedział, stając przy suszarce i skupiając się tak, jakby od tego rzutu zależała jego przyszłość. Czuł się jak piłkarz podchodzący do rzutu karnego w finałowym meczu.
- ]Chuj, kupa i kamieni kupa.- Rzucił, bo jego sokoli wzrok przestał być sokoli trzy kieliszki temu.
- To wina tej suszarki. - rzucił jeszcze, gdy Jamie zdobyła kolejny punkt dla dziewczyn. Westchnął i wskoczył na stół, aby zacząć na nim tańczyć - oczywiście zdołał się wyjebać przy próbie wskoczenia Wcześniej ten stół był jakoś niżej! Tak czy inaczej, powstał z podłogi jak gdyby nigdy nic, a następnie, mając pewność iż grunt jest w miaręstabilny, zaczął dzikie wygibasy - rzecz jasna bez koszulki, bo ta leżała… gdzieś. Pewnie następnego dnia ją znajdzie. Tak jak swoją godność.


Shereen Winfield Alexander Hall Gabriela R. Blais Erika Lindberg Jason Choi Jamie Park august winters
32 y/o
Welkom in Canada
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

Kompromitujące STO LAT zostało odśpiewane, tradycji stało się zadość. Lex nie mógł uciec od przykrego obowiązku siedzenia, tudzież stania w miejscu i patrzenia zakłopotanym wzrokiem po każdym po kolei, czekając aż piosenka dobiegnie końca. Na szczęście był rezolutnym chłopakiem, dał sobie jakoś radę i nawet nie zapadł się pod siebie z zażenowania. Jason oczywiście śpiewał najgłośniej, bo w końcu on zaczął, on musiał prowadzić ten chórek. Rozważał, czy powinni to pociągnąć jeszcze z "Niech mu gwiazdka pomyślności"... ale uznał że chyba można sobie darować.
Jason tylko wyszczerzył się, słysząc słowa Alexa po otrzymaniu podarku. Wiedział doskonale, że ten prezent mu się spodoba, bo istotnie, znał go całkiem, kurwa, dobrze. Ile razy to już lądowali razem na kebsie? Portfel Halla na pewno ucieszy się, mając chwilę przerwy od wydawania kasy na to jedno konkretne żarcie. - Trzymam cię za słowo, Lex. Jedz tego kebsa z miłością i moim błogosławieństwem - parsknął cicho.
Fakt że wszystkie laski z przeciwnej drużyny postanowiły nagle zniknąć w łazience, nie jemu jedynemu wydawał się podejrzany. Przez chwilę Jason rozważał nawet żeby zapytać Gabę, czy by jednak nie poszła na przeszpiegi. W końcu była dziewczyną, co, nie wpuszczą jej do łazienki? Szczególnie, gdyby powiedziała, że akurat jej potrzebuje? A nuż by coś podsłuchała!
- No właśnie widzę, kombinują coś! - rzucił oczywistością. No i w sumie nie musieli wcale długo czekać, bo zaraz potem drzwi od kibla się otworzyły i laski wróciły... praktycznie świecąc cyckami. Jason niejeden biust już widział, ale takimi widokami nigdy nie pogardzi. Zerknął nawet na Gabę, niemo pytając ją spojrzeniem czy dołączy do reszty niewiast - a nuż jej dekolt rozkojarzyłby trochę drużynę przeciwną?
- Tak sie chcecie bawić?! - oczywiście że nie zamierzał pozostać bezczynny. Oni chyba z Alexem i Eryczkiem dzielili komórki mózgowe, bo Jason zerwał z siebie koszulkę bez choćby słowa zachęty. Potem nawet strzelił kilka póz, żeby pokazać swoje muskuły z każdej strony i w jak najlepszym świetle. Posłał też dziewczynom nieco wyzywające spojrzenie. Ha! One nie miały jaj, żeby faktycznie pokazać się półnago! - Zaraz tu się jakaś orgia zacznie - szepnął do Gaby, widząc jak Alex obejmuje August, żeby pomóc jej rzucić. Zaśmiał się cicho pod nosem, łapiąc za kolejnego drinka i nie uważając nawet na to, czyja była teraz kolej i kto trafił, a kto nie. Kiedy nadeszła jego runda, piłeczka przeskoczyła po brzegach kubeczków, finalnie lądując na podłodze. Trzeba ją bylo potem wyciągać spod szafki. Oh well.
- Eric, na następną imprezę weź tu zainstaluj rurę! Dużo lepiej sie tańczy niż na stole! - zawołał, widząc jak Stones spierdolił się na podłogę. Ewidentnie mu jednak nic nie było, bo zaraz powrócił do pląsów. Czyli karetki nie musieli wzywać.

Eric Stones Alexander Hall Gabriela R. Blais Cassandra Wildbird Erika Lindberg august winters Jamie Park Shereen Winfield Alvin Fontaine Charly Hayes
Solhy
Posty z AI, nadmierna infantylność
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Tort miał swoje zasady i wymagania, więc, wnosząc go z zapalonymi świeczkami, zaintonowała fałszywie sto lat i pewnie gdyby nie równie fałszywa pomoc przyjaciół, to byłoby to najgorsze sto lat w historii. Na szczęście już nikt się tym nie przejmował.
Świeczki zostały zdmuchnięte i Jamie wzięła wielgachny nóż, którym majtnęła na tyle blisko twarzy Alexa, by ten wykonał unik.
- Ups! Może Ty to weź... - zaproponowała, wręczając mu niebezpieczny przedmiot, po czym zaczęła instruktaż. - Zamocz i tnij tutaj... O! A teraz środek...
Przygryzła dolną wargę, uśmiechając się szelmowsko, kiedy Alex wydobywał ze środka tortu małą, półnagą i całkiem plastikową striptizerkę w rozmiarze lalki Barbie. Wbiła rozbawione spojrzenie w oczy przyjaciela, ciekawa jego reakcji. Ale nie miała na to zbyt wiele czasu, bo właśnie August porwała ją jako jedną z ostatnich do łazienki. Nie bardzo rozumiejąc, co się dzieje, weszła do środka, oblizując tortowy krem z kciuka. I z miną totalnego nieogara słuchała pomysłów.
- Ja nie wiem, czy to dobry... - urwała, patrząc, jak August poprawia swoje atuty. - Well, hello sailor!
Mruknęła pod nosem z uznaniem i lekkim rumieńcem zawstydzenia na twarzy, po czym spojrzała krytycznie w dół, na swoją sylwetkę. A kiedy już Reen zaczęła prezentację tego, co u niej najpiękniejsze, to nie było szansy, żeby nie poczuła się jak mały troll chińskiej produkcji. Czy tam koreańskiej. Dalej wątpiąc w plan, wygładziła boki sukienki, mocniej eksponując swoje bioderka, i rozpięła jeszcze kilka guzików przy dekolcie. Na szczęście pierwszy szot właśnie zaczął docierać do synaps, umiejętnie odcinając te, które rodziły wątpliwości, a podkręcając te, które budziły nadmierną pewność siebie, więc wyciągnęła z torebki szminkę i, przepchnąwszy się do lustra, pomalowała usta na mocniejszy kolor i zmierzwiła krótkie włosy, nadając sobie więcej charakterności.
Kilka śmiałych póz przy lustrze, do spółki z Eriką i Cassie, sprawiło, że pomysł został zaakceptowany i dziewczyny ruszyły do działania. Jamie po drodze złapała jeszcze dwa shoty i wypiła jednego za drugim, by stanąć przed suszarką, z miną świadczącą o pełnej determinacji.
- Dawaj go! - mruknęła, sięgając po podniesioną z podłogi piłeczkę i...
Zawiesiła się zupełnie, przeskakując spojrzeniem z gołej klaty Alexa na Erica, a z Erica na Jasona... Dziwny dźwięk wyrwał się jej z ust, zanim zdążyła go powstrzymać, zaciskając usta przygryzieniem warg. Zmarszczone brwi zawtórowały jej rozkojarzeniu.
- Oszukujesz! - rzuciła z niezadowoleniem, po czym zasłoniła sobie dłonią oczy i rzuciła piłeczką.
Ta odbiła się od jednego z kubków i zakręciła się na krawędzi drugiego, by wyskoczyć z niego i jakimś fartem wylądować w ostatnim kubeczku po prawej.
Z niedowierzaniem patrzyła na swój mały sukces, kiedy Reen rzuciła jej się na szyję. Sama pisnęła radośnie, podskakując z przyjaciółką, po czym zatrzymała spojrzenie na kibicującym Ericu.
- To nawet pasuje... Jock and Cheerleader. Reen, jak widać, jest u was sportowcem!

Baddie! Gabi Jay Kapitan Wiwatów Rikka Reen Charly Cassie Al Alex
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
ODPOWIEDZ

Wróć do „#108”