Let’s fucking go, Sheriii, nie mają z nami szans.
Ach, tak? Alex zmierzył
Augustynę podejrzliwym wzrokiem - znał to spojrzenie i Bóg jeden wiedział, co mogło z tego wyniknąć. Nim zdążył jednak cokolwiek odszczeknąć, wszystkie dziewczyny oprócz Gabrieli zniknęły za drzwiami łazienki, zostawiając chłopaków z rozdziawionymi gębami. No i znowu nie zdążył tego wydarzenia nawet skomentować, kurde, tak dużo się działo naraz, bo
Jason wcisnął mu do ręki kopertę. Gdy tylko Alex ją rozpakował, spojrzał na Choi’a z uwielbieniem. Takim przyjacielskim, żeby nie było. -
Jak ty mnie dobrze, kurwa, znasz, Jason - odparł, całując kartę podarunkową. -
Nie obiecuję, że nie wydam wszystkiego dzisiaj w nocy, ale obiecuję, że przy pierwszej baraninie na grubym pomyślę o tobie z ogromną miłością, hehehe. Dzięki, stary! - poklepał kumpla mocno po plecach i schował kartę do kieszeni. Coś czuł, że później mogłaby się przydać. Jednak prawdziwe pytanie zadane przez
Jasona brzmiało - czy wstydził się swoich przyjaciół i to dlatego ukrywał przed nimi August Winters?! Alex bez słowa wycelował palec prosto w kierunku łazienki, z której dobiegały ZŁOWROGIE CHICHOTY. -
To nie o to chodzi, Jason, ona jest nieobliczalna, widziałeś? Jest tu od pół godziny i już zgarnia laski do łazienki - zauważył, po czym nachylił się do swojej ekipy (
ERIC, JASON, ALVIN, GABRIELA!) z miną prawdziwego konspiratora. -
Jeśli one wywalą cyce na wierzch, to my chyba gramy bez koszulek, chłopaki. A Gabriela… Rób to, co zwykle - parsknął Alex, no bo każdy wiedział, że Gabriela będąca Gabrielą była ich najlepszą bronią.
Niezależnie od tego, czy chłopaki poparli jego pomysł, czy też nie, chwilę później damska reprezentacja pojawiła się w salonie, i oczywiście, że miały wyeksponowane dekolty, i oczywiście, że
August patrzyła na niego z uśmiechem pełnym satysfakcji, bo inaczej nie nazywałaby się August Winters, lol. Alex zamrugał oczami kilkukrotnie jak jebany debil, zanim podszedł do Augustynki. -
To ty je do tego wszystkiego namówiłaś, tak? Zołza - rzucił do niej i choć duch NIEUCZCIWEJ rywalizacji już w nim wrzał, tak nie potrafił się powstrzymać i skradł jej buziaka. A zaraz potem odwrócił się do
PRAWDZIWYCH MĘŻCZYZN w tej ekipie. -
PANOWIE, NIE POZOSTAWIŁY NAM WYBORU - zawołał, po czym złapał za brzeg swojej koszulki, ściągnął ją przez głowę i bez zastanowienia cisnął nią prosto w
Winters, jakby chciał zasłonić ten jej seksowny dekolcik. A niech ma, niech się dusi jego perfumami.
I w całym tym rozgardiaszu dotarły do niego jeszcze słowa
Eryczki.
"Tak. Spał między nami i tak się rozpychał, że się przez niego zjebałam z łóżka w środku nocy." -
Dlatego to była tylko jedna noc, Rikka - odkrzyknął jej przez ramię, po czym walnął kolejnego szota i wreszcie mógł sięgnąć po swój upragniony kawałek tortu, gdy ekipa skończyła śpiewać skoczne STO LAT, HEJ. Jeju, ten tort… był… zajebisty. -
Zajebisty ten tort, Jamie, wow - pochwalił wypiek przyjaciółki z pełną buzią, przy okazji przyglądając się grze w beer ponga, która już zdążyła się rozpocząć.
Gabi - rzucająca za siebie i Blaise’a Juniora - chybiła, tak samo jak
Eryczka.
Shereen i
Jamie… trafiły, kurna. Miały już dwa punkty? ALE JAK TO? -
Dobra, moja kolej - ogłosił Alex i zgarnął ze swojego kawałka tortu odrobinę kremu, żeby przechodząc obok
Dust, pacnąć ją palcem z kremem prosto w noc. -
Rozkojarzenie taktyczne - parsknął pod nosem, po czym szybciutko sięgnął po piłeczkę.
Problem polegał na tym, że karma to suka, nie? Zakręciło mu się w głowie od wypitych szotów (kurde, pięć, sześć, siedem? OSIEM?!), rzucił piłeczką i… nie trafił. Aha. -
No ja jebieee… - jęknął pod nosem, po czym zmrużył oczy i rozejrzał się po ekipie. -
To się nie liczyło, co nie? Przywilej solenizanta czy coś? - spytał, a kiedy nikt nie wyraził żadnego protestu, dostał drugą szansę na rzut. No, dalej, Alex. C’mon. YOU CAN DO IT. Wziął głęboki wdech, wycelował i… dokładnie w tym momencie w jego pole widzenia weszła
Dustie, dumnie prezentująca swoje imponujące atuty, cholera. Wycelował ewidentnie źle. Piłeczka zakręciła na krawędzi kubeczka i wypadła na zewnątrz. ŻAL PE EL. SERIO?! -
Ta suszarka jest nawiedzona, następnym razem gramy na stole - westchnął ciężko i osunął się na kanapę obok
Gabrieli i
Eryczki. -
Może dziecię nienarodzone powinno rzucić po raz trzeci? - zasugerował, wychylił jeszcze jednego szota iiii kątem oka zauważył, że WINTERS usiłowała wykorzystać moment jego słabości i zaczęła podkradać się do suszarki, żeby wykonać swój rzut!!!! O nie, nie, nie, nie ma tak łatwo! -
O, twoja kolej, Dust? Jak miłooo! - wstał z kanapy, podszedł do swojej dziewczyny od tyłu i otoczył ją ramionami jak prawdziwy dżentelmen albo namolny przeszkadzacz. Nachylił się do jej ucha i… -
Pamiętaj, skarbie, skupienie to klucz… - powiedział, a nawet sięgnął dłonią do jej dłoni, w której już dzierżyła piłeczkę, hehehehe. BO CHCIAŁ JEJ POMÓC WYCELOWAĆ! I przy okazji utrudnić złapanie równowagi. I posłać piłeczkę gdzieś w bok. Hehehehe.

august Gabriela Jason Eric Erika Shereen Charly Cassandra Alvin Jamie