ODPOWIEDZ
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Hot summer nights, mid-july, when you and I were forever wild. The crazy days, city lights, the way you'd play with me like a child.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

017
Niby się z kimś przyjaźnisz i znasz go na wylot, a jednak pewne rzeczy i tak odkrywasz z biegiem czasu. Przykładowo Wendy nie miała pojęcia, że Williama uspokaja sprzątanie, a naczyń trochę miała do umycia, odkurzyć też by wypadało nie mówiąc o przeklętym praniu, które walało się po salonie i po pewnym czasie zamiast je składać wolała dać drugi raz do pralki, tak właśnie sprzątała Gardner. Teraz jednak prania uzbierało się tak wiele, że podjęła się próby upychania czegoś w szafie, ale zapomniała, że już samo jej otwieranie grozi wysypaniem się całej zawartości na szaleńca, który się tego podejmie. Nic dziwnego, że chwilę później już siedziała w sypialni pod stertą ubrań, które wyrzygała jej szafa. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo z głębi szafy wypadło coś, co musiała na siebie założyć zanim przyjdzie William. Aktualnie miała na sobie czarny sportowy kombinezon, ale widząc żółty kombinezon będący pamiątka po zeszłorocznym Halloween nie zastanawiała się zbyt wiele i po prostu go ubrała na to co już miała na sobie.
Wsparcie przyjaciela to jedno, a odwrócenie uwagi i próba rozbawienia to też pewna forma terapii, prawda? Przynajmniej Gardner uważała, że odrobina żartu zawsze łagodzi sytuację tylko nie była pewna, czy nie za szybko sobie na nie pozwalała… ale to był William, przecież wiedział, że nie złośliwości jej w głowie. Więc gdy rozległ się dzwonek do drzwi otwarła mu je nie tylko w żółtym kombinezonie, ale i z maską na twarzy.
Jesteś pewien, że to nie wysoce zaraźliwe? Bo dwie w tak krótkim czasie to już prawie jak epidemia, a ja jestem w grupie wysokiego ryzyka. Słyszałam, że to dotyka tylko kobiety — zaczęła poważnie wpuszczając go do środka i wskazując na stolik w kuchni na którym stały już dwa kieliszki. — Najpierw się zdezynfekuj, jestem za młoda żeby umierać! — nie żeby dzieci to był koniec świata, ale odrobina dramaturgii w związku z tą całą kwarantanną nikomu nie zaszkodzi.

Obrazek
Ostatnio zmieniony sob lip 11, 2026 11:06 am przez Wendy Gardner, łącznie zmieniany 1 raz.
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
35 y/o
WILLIAM
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Dlaczego wszechświat musi mnie tak karać? Wydawało mi się, że jestem względnie dobrym człowiekiem, ale chyba wcale nie, skoro w ostatnim czasie spotkało mnie tyle... Hm, właściwie ciężko stwierdzić jak to nazwać? Złe rzeczy to raczej niezbyt odpowiednie słowo, bo dla większości posiadanie potomstwa to jednak było bardziej błogosławieństwo niż kara, ale byli też tacy jak ja. W każdym razie nie mogę pojąć dlaczego spotyka mnie ostatnio tak wiele przykrości i rozkminiam to przez całą drogę do Wendy, w zasadzie uspokajam myśli dopiero kiedy staję pod jej drzwiami i dzwonię dzwonkiem. Normalnie to bym wlazł bez pukania nawet, ale było zamknięte, więc musiałem użyć palca żeby zaznaczyć swoją obecność. Przestępuję z nogi na nogę, przekładam torbę z wódką z jednego ramienia na drugie i wtedy w drzwiach pojawia się Gardner. Wendy Gardner w stroju, który w pierwszej chwili sprawia, że się cofam, a potem wbijam w nią zaskoczone spojrzenie, obie moje brwi unoszą się wysoko, a powieki rozszerzają do granic możliwości. Ostrożnie przekraczam próg, ale każde jej kolejne słowo sprawia, że na mojej twarzy z wolna wykwita coraz szerszy uśmiech - Też już się zaczynam zastanawiać czy to nie jakiś wirus, bo aż się nie chce wierzyć - kręcę głową, chociaż to prawda akurat. W sensie nie z tym wirusem, tylko z tym, że aż się nie chce wierzyć, w zasadzie do tej pory wydawało mi się, że wieloletnie prowadzenie się w sposób wręcz degenerujący raczej upośledziło moją płodność, a nie na odwrót. Kiwam głową, że tak, koniecznie się trzeba zdezynfekować. Zrzucam buty, po czym idę z nią do kuchni, jeszcze raz mierząc spojrzeniem jej sylwetkę - Skąd wytrzasnąłeś taki strój? - pytam ze śmiechem i jak tylko obydwoje zatrzymujemy się przy stoliku to od razu wyciągam flaszkę, po czym polewam do wskazanych naczyń, tak z czubem, że aż ciężko unieść do ust. Ale z drugiej strony co to dla takich wprawionych w bojach zawodników jak my? Mnie nawet kropelka się nie ulewa poza gębę, za to jak tylko odkładamy kieliszki to od razu polewam po drugim - Dla pewności, że dezynfekcja na pewno zadziała - tłumaczę pokrótce, nieznacznie wzruszając przy tym ramionami, po czym ponownie unoszę alkohol do warg i chlup! Prosto w przełyk. Pali ostro, po całości, aż do żołądka, który także zalewa przyjemnym ciepłem. Przecieram usta wierzchem dłoni i z głośnym wydechem opadam na jedno z krzeseł - Powiedz mi, Wendy, dlaczego mnie to spotyka? - rzucam od razu z grubej rury, bo w tym momencie wyroki Losu są dla mnie kompletnie niezrozumiałe i wbijam w nią spojrzenie, jakby mi miała rozjaśnić sytuację.

Wendy Gardner
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Hot summer nights, mid-july, when you and I were forever wild. The crazy days, city lights, the way you'd play with me like a child.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słuchaj no albo to wirus albo twoje plemniki w końcu uznały, że tak się beznadziejnie prowadzisz, że trzeba się wyprowadzić i najwyraźniej podjęły tą decyzję akurat jak nadjechał odpowiedni autobus — czyli dokładnie wtedy, kiedy Patel postanowił skończyć w jakiejś lasce, no a że dużo ich miał i na jeden kurs się nie zmieściły to zapłodnił dwie… a może i więcej, ale nigdy się o tym nie dowie? Wendy to na punkcie zabezpieczeń miała bzika, jakby bała się, że zajdzie w ciąże i to nie tak, że nie lubiła dzieci, może kiedyś w odległej galaktyce chciałaby mieć własne, ale na ten moment Krabiki jej wystarczały, a widok ich rodziców, którzy niekiedy przywozili dziecko z rana wyglądali jak obraz nędzy i rozpaczy, wcale jej nie pomagał. Poza tym to trzeba mieć z kim zakładać rodzinę, a u Gardner to się wcale na to nie zapowiadało.
Halloween, chciałam być minionkiem ale wykupili więc poszłam w inny żółty model — zażartowała, choć nie była taka pewna czy dobrze kojarzyła okazję. Miała ten strój ubrany dwa razy, bo była na jakimś party z wirusowym motywem, coś jak ospa party urządzane przez idiotycznych rodziców, by dzieci się zaraziły za jednym zamachem, ale bez ospy. Na to by w sumie nie poszła, bo jeszcze by się ospą zaraziła, a za dzieciaka nie przechodziła. Potem jeszcze zaraziłaby Williama i by się razem zadrapywali na śmierć.
Spoiler
Obrazek
Polał, więc sięgnęła po kieliszek szybko orientując się, że no tak łatwo to ona tego nie przełknie, musiała najpierw ściągnąć z głowy część kostiumu. Tak też zrobiła i zaraz szybko łyknęła też na drugą nóżkę czy dla pewności, jak to Will określił. I gdy tak przyklapnął na krzesło położyła mu te dłonie ukryte w czarnych rękawicach na ramionach wzdychając ciężko. — Ty naprawdę nie wiesz? — zapytała przecież to oczywiste skąd się biorą dzieci! — Jesteś ofiara potężnej degradacju Księżyca w znaku Skorpiona, przy jednoczesnym trancośtam Jowisza, Plutona lub innego Marsa przez twoją strefę… — zacieła się bo u licha nie miała pojęcia o czym w ogóle mówi, miała jedną taką kumpelę co nawalała o takich rzeczach, a Wedny nic z tego nie rozumiała. Rzucała zupełnie przypadkowe słowa. — …reprodukcyjną. Gwiazdy ci nie sprzyjają po prostu — oznajmiła po tym jak zaserwowała mu rozluźniający masaż ramion i opadła na krzesło obok ściągając rękawiczki. — A tak serio to co ty sobie myślałeś? Że dragi, alkohol i trawka tworzą jakąś barierę ochronną w twoich gaciach? — westchnęła, bo wciąż miała ochotę go porządnie zrugać za te tabletki o których wspomniał w smsie. — Plemniki supertwardziele, przetrwały wszystko by zrujnować ci święty spokój — nieśmieszne, więc zamiast się śmiać polała im po trzecim kieliszku. — Czy podjęliście już jakieś decyzje? — w sensie wiedziała jaką decyzję podjąłby Wiliam, ale nie wiedziała co w końcu zdecydowały szczęśliwe mamusie noszące to wspaniałe nasienie.
William N. Patel
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
35 y/o
WILLIAM
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Wow, nie sądziłem, że można tak ładnie ubrać w słowa przypadkowe zalanie dwóch typiar - nie dziwne, że Wendy tak dobrze dogadywała się z dziećmi, skoro brała różne niewygodne tematy i przerabiała je w ten sposób. Gdybym nie wiedział skąd się biorą dzieci to pewnie z zaciekawieniem godnym czterolatka zapytałbym co dalej dzieje się z plemnikami jak już wsiądą do odpowiedniego autobusu - Chyba nawet coś kojarzę - mieliśmy za sobą wiele wspólnych imprez halloweenowych, albo przypadkowych spotkań gdzieś na mieście podczas powrotnych spacerów wstydu. Słucham tych wszystkich zodiakarskich teorii i nawet już mam jej mówić, że ja się na tym trochę znam i akurat w ostatnim czasie ułożenie planet miało mi sprzyjać, ale zamiast tego skupiam się na krótkim masażu, który mi przy okazji serwuje. Bardzo rozluźniający - Wiesz co chyba masz rację, najlepiej zagonić wszystko na Plutona, to nawet nie jest planeta - wbijam w nią spojrzenie. Wiem, że używki to nie zabezpieczenie, a w odpowiednich ilościach trochę nawet afrodyzjak, ale mimo wszystko - No trochę tak myślałem, wszędzie przecież sieją tą propagandę, że alkohol niszczy, narkotyki upośledzają i inne bzdury, zresztą do tej pory się udawało - nie to żebym nie używał antykoncepcji, ale kurwa nie czarujmy się, czasem dzikie żądze jednak zwyciężały nad rozsądkiem - Masakra - kwituję, chwytając za kieliszek i szybko wlewam sobie w gardło jego zawartość. Odkładam szkło na blat, a kiedy Wendy pyta o decyzje to zastanawiam się przez chwilę. Stukam palcami w stolik - Można tu palić? - myślę, że jakbym teraz zaczął jarać to zjarałbym od razu ze trzy - No, Charlotte się zastanawia co zrobić, wiesz, ona jest taka poukładana, pewnie zrobi z tysiąc list plusów i minusów zanim podejmie decyzję - co było nawet urocze, to jej całe planowanie i jak się tym ekscytowała. Niemniej przypadkowa ciąża i ewentualny poród pewnie dosyć mocno zakłóci jej codzienną rutynę, nie mówiąc już o późniejszych latach zmarnowanych na wychowywaniu dziecka, kiedy w tym czasie powinna budować karierę. Wiem, że Kovalski też poniekąd myślała w ten sposób, jej ambicja chyba wygrywała z instynktem macierzyńskim, przynajmniej taką miałem nadzieję - A Gaba urodzi na bank, co jest kompletnie odklejonym pomysłem - kręcę głową - Ale ona ma jeszcze kilku innych potencjalnych tatuśków, więc zobaczymy na kogo wypadnie

Wendy Gardner
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Hot summer nights, mid-july, when you and I were forever wild. The crazy days, city lights, the way you'd play with me like a child.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaśmiała się lekko słysząc komentarz Williama i przytaknęła nieśmiało głową. — Słuchaj, nawet największe gówno można ubrać w ładne słowa — czy była to kwestia wprawy obcowania z maluchami, które lubiły podłapywać trudne tematy plotkujących przedszkolanek? Czy może sprawka tego, że wychowywali ją bracia, bo rodzice byli na wiecznej bani i już od najmłodszych lat, była karmiona takimi wymijającymi odpowiedziami? Ile razy słyszała, że ojciec bada grawitację pod stołem? Zbyt wiele razy. Możliwe, że to i to się jej przysłużyło. — Poza tym tak właśnie wygląda edukacja przedszkolna! Często pakujemy patologię w ozdobny papier — zażartowała, choć to wcale nie było takie śmieszne, gdy dzieci zaczynały pytać o jakieś patologiczne sytuacje na poważnie. Wtedy zapalała się jej czerwona lampka. — Mogę ci nawet powiedzieć co dalej dzieje się z autobusem do którego wpakowały się twoje plemniki! — zażartowała widząc jego zaciekawienie. — Dojechał do pętli, a pasażerowie z plasteliny ulepili nowego ludzika. Nie była to łatwa sprawa, bo zajęła im, aż dziewięć miesięcy i potrzeba było na to sporo plasteliny, ale było warto — albo nie było, wszystkie dzieci to takie niewiniątka, a potem wychodzi szydło z worka. Tak czy siak Wendy przez większość pracy improwizowała, a jak nie improwizowała to z kolei imprezowała zmagając się kolejnego dnia z kacem, który można określić mianem złego czaru rzuconego przez Pana Bimbra i od razu jakoś tak lepiej brzmi. Łatwiej obwinić bimber, a nie samego siebie, co nie?
No totalnie! Gwiazd naszych wina — rzuciła luźno, bo zawsze warto zrzucić winę na planety, gwiazdy i cały wszechświat, a nie to, że nie używało się zabezpieczeń. — Ja tam cię nie oceniam, ale teraz masz przynajmniej masz świadomość, że płodność to twoja mocna strona i nie tak łatwo cię wykończyć. O matko! Strach pomyśleć ile dzieci byś zrobił nie pijąc i nie biorąc — chociaż ona akurat uważała, że dzieci Williama mogły być całkiem pocieszne. Gdyby przyszło jej się nimi zajmować w przedszkolu na pewno poruszyli by wiele tematów nie tylko o Panie Bimbrze, ale o Pani Trawce też.
Ja nie palę, no okazjonalnie na imprezach, ale jak sobie tu zapalisz to raczej nic się jednorazowo nie wydarzy. Tyle to wywietrzę — rozejrzała się po pomieszczeniu i zmarszczyła lekko nos. — Ale czekaj, wyniosę pranie do sypialni na łóżko, bo już drugi raz to piorę i dalej nie poskładałam. Jak mi przejdzie dymem to będę musiała prać po raz trzeci — i zaraz wstała ładując sobie do rąk ile wlezie, co w tym kostiumie wcale nie było łatwe, więc gdy tylko zrzuciła część ciuchów na łóżko w sypialni to zrzuciła też ochronny kostium, bo nie zamierzała się ciążą od niego zarażać. Miała świetną figurę w swoim czarnym kombinezonie, co teraz mógł zauważyć jak wróciła do kuchni i nie zamierzała jej zaburzać ciążowym brzuszkiem.
No to jednak decyzja nad którą warto się kilka razy zastanowić, więc wcale się jej nie dziwie — przytaknęła, rozumiejąc to podejście, ale Wendy była bardzo wyrozumiałym człowiekiem z reguły. Ona jakby urodziła dziecko to pal licho, jeszcze miałaby zniżki w żłobku bo taką karierę robiła, hah, ale no Charlotte to faktycznie mogło pokiełbasić ścieżkę kariery, na którą o wiele ciężej jest sobie zapracować i nie jest ona usłana ulewającymi dziećmi ciskającymi w ciebie zabawkami. — Kilku? Szalonanie oceniała! Wcale, tylko trochę, no lekko się skrzywiła. Chociaż jak trafiłeś swoimi w dwie, to weź puść za mnie coś na loterii. Przydałyby się jakieś drobne na wyjazdy — zażartowała, po chwili lekko wzdychając. — A gdyby okazało się, że jest twoje, a ona urodzi… to… co ty zrobisz? — zaciekawiła się chcąc wiedzieć co mu po głowie chodziło i zaraz polała po jeszcze jednym kieliszku, bo takie ciężkie pytania wymagały podlania.

ten, co nie strzela ślepakami <3
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
35 y/o
WILLIAM
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Słucham jej opowieści i kiedy kończy mi tłumaczyć skąd się biorą dzieci to kiwam z uznaniem głową - Kurwa, serio prawie uwierzyłem - śmieję się - Dobra historyjka, muszę zapamiętać - bo może mi się przydać szybciej niż się kiedykolwiek spodziewałem. Kurwa, to teraz będę musiał wymyślać takie na każdy niewygodny temat? Rodzicielstwo było chyba jeszcze trudniejsze niż mi się wydawało. Wbijam w Wendy trochę przerażone spojrzenie jak tak dalej gada - O kurwa, Wendy, a myślisz, że na tym świecie mogą być jakieś małe Patele, o których ja nie wiem? W sumie nigdy o tym nie myślałem - i jak mnie dojebała nagle ta myśl to sam nie wiem co sądzić, z tego wszystkiego aż wsuwam kciuk w zęby i zaczynam nerwowo gryźć paznokieć, jak byłem nastolatkiem to obgryzałem je aż do krwi, potem się niby oduczyłem, ale w chwilach takich jak ta pewne przyzwyczajenia jak widać wracają - Chyba naprawdę się zapisze na wazektomię, co myślisz? - pytam, bo liczę się z jej zdaniem. Nie chcę mieć dzieci, a jak mi się zachce na starość, to przecież zawsze można się postarać o adopcję, na tym beznadziejnym świecie było już bardzo dużo maluchów, które tak samo zasługiwały na miłość, tylko nikt nie chciał im jej dać. A że geny inne? Czy to aż takie ważne? Dla mnie wcale, tak po prawdzie - Mhm, dzięki, jak chcesz to ci to później poskładam - oferuję się, a jak zabiera pranie do innego pokoju to odpalam papierosa i zaciągam się dymem. Wstaję, żeby się oprzeć o zlew i to do niego strząsam popiół - Wiem i właśnie to mnie najbardziej przeraża, że cokolwiek nie postanowi to będzie zła decyzja. Boję się, że jeśli urodzi to będzie tego żałować i boję się, że jeśli nie urodzi to też będzie tego żałować, a najbardziej się boje, że co by się nie stało to ostatecznie i tak mnie znienawidzi, nasze relacje już są dosyć mocno skomplikowane - od miłości do nienawiści w pół godziny i w drugą stronę. Spalam prawie całego papierosa w pół minuty, po czym przygaszam go pod bieżącą wodą i wyrzucam do kosza - Pięciu, rozumiesz to? - mnie akurat nie wypada komentować, ale jak tylko Wendy polewa, to od razu spijam. Potem wracam do zlewu i zaczynam jej myć gary, bo kurwa, ciężkie pytania zadaje - Nie mam pojęcia, będę musiał powiedzieć o tym Charlotte i myślę, że to ją bardzo zrani, a ja już nie chcę jej ranić, już i tak dużo razy zjebałem, a ona jest świetna, zasługuje na coś dobrego - tak mocno szoruję gąbką talerze, że zaraz wyszoruję w nich dziury - A Gaba... Kurwa, najgorsze jest to, że ja chyba nadal coś do niej czuję. Myślałem, że nie, ale jak ją zobaczyłem to wszystko wróciło, te wszystkie nasze wspomnienia i kompletnie mi odjebało. Prawie okradliśmy Madoxa, rozumiesz to? Prawie okradłem swojego najlepszego przyjaciela, żeby uciec z byłą na Madagaskar, gdyby nie strajkowali wtedy na lotnisku to byłbym teraz w Afryce - na moment zaprzestaję mycia, żeby spojrzeć na przyjaciółkę. Chora akcja to była.

Wendy Gardner
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Hot summer nights, mid-july, when you and I were forever wild. The crazy days, city lights, the way you'd play with me like a child.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Małe Patele? Zamilkła i na moment się nad tym zastanowiła, po czym wzruszyła bezradnie ramionami. — Może tak, może nie… ja wychodzę z założenia, że w życiu wszystko jest możliwe, bo tak się lepiej żyje. Choć w tym wypadku to nie wiem, czy lepiej będzie ci się żyło, jak się okaże, że stadko twoich kopii chodzi po tej ziemi — szczególnie biorąc pod uwagę jego zamiłowanie do posiadania dzieci. — Możesz spróbować zebrać je wszystkie, a ja otworzę Patelowskie przedszkole i codziennie będę wyłapywać twoje cechy w tych małych brzdącach — a co będzie ble, fuj, bądź niefajne będzie podsumowywać krótko: po matce. Tak rzuciła na pocieszenie, choć wiedziała, że dosyć marne. Chyba, by się z alimentów nie wybronił jednak, więc może lepiej nie szukać wcale. Nawet mając przedszkolankę za darmoszkę nie wyjdzie na tym zbyt dobrze. Dłonią przesunęła mu przed twarzą, by zbić tego palucha, co już go zamierzał pożreć w całości, nie było nic gorszego niż poobgryzane pazury. Zaraz też posłała mu karcące spojrzenie i westchnęła ciężko na myśl o wazektomii. — Wiesz no, ja zawsze ci będę radzić, byś kilkukrotnie przemyślał temat zanim się zdecydujesz, ale… nigdy nie widziałam cienia zawahania, gdy wyrażałeś swoją opinię na temat dzieci i nigdy się ona nie zmieniała na przestrzeni czasu. Wydaje się stała i przemyślana, ale to ty wiesz najlepiej… czego chcesz — prawda? gówno prawda. Przecież ona sama nie wiedziała czego w życiu chce, ale chyba uznała, że inni są mądrzejsi i na pewno wiedzą. — Zawsze możesz się umówić do lekarza, zapytać o pierdyliard rzeczy, zobaczyć co ci powie i wtedy może poczujesz, co chcesz zrobić — zasugerowała nim jeszcze wyszła z pokoju, a gdy zaoferował się ze składaniem to zaraz się wychyliła jeszcze przed drzwi gwiżdżąc, by przykuć jego uwagę i posyłając mu spojrzenie, przed którym nawet najcwańszy Patel nie ucieknie. Będzie składał jej pranie, postanowione. Wcale nie przepadała za tym, że pakował się w kłopoty, ale trzeba przyznać, że dzisiaj czerpała z tego korzyści. Mycie garów, składanie prania? Bajka. Zaraz więc po opróżnionym kieliszku podeszła do blatu i wskoczyła na niego przyglądając się jak sterta naczyń w zlewie maleje, w przeciwieństwie do zmartwień Williama. — Czyli w zasadzie z Charlotte to nie wiadomo co, ale cokolwiek nie zdecyduje i tak źle na tym wyjdziesz? — podsumowała zdając sobie sprawę z tego, że biedak zdążył coś do niej poczuć, a to oznaczało tylko jedno… — Chujowa sprawa — i nawet doradzić nie bardzo mogła, bo nie wiedziała jak. Mogła jedynie być, polać, dołożyć jakiś brudny talerz dla zajęcia rąk i myśli. Za to w drugiej kwestii już mogła dorzucić jakąś złotą myśl. — Dziewczyna nie próżnuje — skwitowała poczynania jego byłej, nie bardzo przejmując się tym, że sama do świętych nie należała. Miała gdzieś czy wypadało jej oceniać, czy nie. Pięciu?! Jednak nie to okazało się najciekawsze, jego dalsza opowieść sprawiła, że szerzej już oczu otworzyć nie potrafiła. Zaraz na zimną wodę mu przekręciła i ręką pod strumieniem wody zamachnęła, by wylądowała na jego twarzy. — Chyba jesteś na jakimś emocjonalnym haju! — no miał rację, odjebało mu. — W minucie ciszy oddajmy hołd tym strajkującym, dzięki którym nie siedzisz w jakiejś dżungli z gołym tyłkiem i poczuciem winy — no jasne, że głos na niego podniosła, ale szybko też się poprawiła, bo ona średnio potrafiła utrzymać taki stan. — Słuchaj, ja wiem, że to Gaba i ona działa na ciebie jak działa, a do tego dochodzi nostalgia i jeszcze trzeba wziąć pod uwagę, że mózg lubi pamiętać to, co było dobre, a te złe rzeczy wypierać, ale no zastanów się… — zaczęła znów poprawiając wodę, by w zimnej garów nie mył — nie powiesz mi, że nie mam racji — wtrąciła zaraz kontynuując — ale to trochę toksyczne, że pojawia się na chwilę, a ty jesteś gotowy przekreślić wszystko co tutaj masz i zniknąć cholera wie gdzie — wyznała wzdychając ciężko, ciesząc się, że w sumie jest spłukana, bo gdyby jej odwalił taki numer, to zamiast myć patelnię to by nią oberwał. Solidnie. — I wiesz, ja szanuje to co do niej czułeś, ale pewne relacje nie bez powodu powinny zostawać w przeszłości — a czy miała rację? Bóg jeden to wie! — A ty powinieneś się skupić na przyszłości dla dobra… — nie, nie Patelowskich dzieci! — …naszego przyszłego wyjazdu?! Chyba dobrze ci zrobi, bo masz zdecydowanie zbyt wiele na głowie — a kilkudniowa libacja na festiwalu to świetna okazja, by zrobić kilka małych kopii Williama z kolejnymi przypadkowymi kobietami? z a p o m n i e ć. — Słuchaj, bo ja myślałam nad tym naszym bingo! Mam już pomysł na kilka kwadracików na planszy, w sumie jeden to nawet inspirowany twoim wybrykiem z Madoxem — wyznała zsuwając się z blatu tak bardzo, że podjechała na wodzie, którą sama rozchlapała wokół, by sprowadzić Williama na ziemię. Cóż, sprowadziła też siebie, bo siadła na tyłku wystarczająco mocno, by poczuć swoją kość ogonową. — Można zrobić Las Vegas Express czyli szybki ślub z przypadkową osobą na festiwalu, albo odlot na marsa i podciągnąć pod to wszystkie akcje, w których ktoś straci kontakt z rzeczywistością — coś przeczuwała, że to każdy zaznaczy prędzej czy później. — Spacer wstydu, czyli powrót o świecie po eskapadzie bóg wie z kim — w jednym bucie albo nago?! Why not! — O, albo pojedynek na arenie… to chyba się nazywa thunderdome. Nie zrobiłam zbyt wielkiego rozeznania, ale tam można zostać nawet dziełem sztuki, ludzie po sobie malują, wiedziałeś? Albo wbić do namiotu z medytacją i narobić larum — było tyle opcji by zaszaleć!

Will <3
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
ODPOWIEDZ

Wróć do „#3”