Peaches musi się koniecznie dowiedzieć o tym, że z Gabi to już koniec. Właśnie to jej wpadło do głowy, kiedy tak sobie jeszcze siedzieli na tej werandzie. Narazie się jednak dowiedziała, że Billy całe dnie o niej myśli i aż jej się tak miło zrobiło. Jakby się tak zastanowić, to ona nie myślała chyba o nim aż tak dużo i intensywnie jak on, ale może dlatego że wszystkie swoje myśli poświęciła swojemu chłopakowi niewdzięcznemu. Ale od teraz na pewno będzie więcej myśleć o Billym, skoro on myśli o niej.
-
Nie wiem, no mzoe troche.. - Peach kręci winkiem które ma w kieliszku zastanawiając się nad tym, kiedy miała takie myśli. -
Może jak mam sesję z super modelkami i zastanawiam się, czy więcej ich zaliczyłeś Ty czy Galen? - chociaż oboje wiemy, że pewnie Galen, skoro jest chory na seks. Ale z drugiej strony takie modelki to tez miały trochę inne wymagania, możliwe że im taki William filozof może nawet bardziej przypaść do gustu. Picz może sobie to rozkminiac, ale nigdy nie dowie się jak to jest być taką modeleczką Victorias Secret, którą wyrywa Patel i Wyatt na zmianę, bo jeden ją traktuje jak brat, a drugi jest zdradzieckim chłopakiem. Oczywiście o tym, że zdradzieckim to się zaraz Peaches dopiero dowie. Smutna to była więc rozkminka, że jedyne co sprawia, że Peach myśli o jednym czy drugim to w kontekście innych dziewczyn. To się powinno leczyć, ale jedyna znajoma psychiatra Rosario jest teraz na urlopie macierzyńskim.
-
Wiesz, że napisałam do Madoxa ?- zrzuca na Williama taką bombe i jak on na nią spojrzał zdumiony to skinęła głową -
To było wtedy co była u nas ewakuacja, co ci mówiłam. Chciałam się upewnić, że jego pies na pewno nie został w płonącym budynku, ale… no dowiedziałam się, że już Sombra nie ma - posłała smutną minkę Williamowi, bo on to na pewno wiedział wcześniej, a swoją drogą to ciekawe że nie powiedział o tym Peaches, ale pewnie mu wypadło z głowy, taki jest zapracowany chłop. Patrzy na Billego przeciągle, jakby mu chciała dać znać, że to była ważna sprawa ten sms do Madoxa, ale Billy na pewno wie, bo przecież sam był ofiarą tego że Peach i Madox się do siebie nie odzywali przez pół roku. -
Nawet był miły
Może to mógł być w sumie taki prezent dla Williama na jego urodziny? No nic, stracna szansa.
Tak czy siak, kiedy już dziewczyny zaczęły ze sobą gadać, wydało się, że William swój zarobiony ciężko - no albo wcale nie tak ciężko - hajs, przeznacza na filmiki Corriny bez stanika i gaci, w końcu Peach może się trochę rozeznać w tym, kogo przywiało. Są więc cztery dziewczyny, każda niższa od kolejnej ale za to mega wysportowane. Peaches przy nich to jest wielka jak modelka, a one zadzierają głowę żeby na nią patrzeć z uwielbieniem. -
No pewnie, pewnie - tka to Peach powiedziała na propozycję Williama jak Zenek Martyniuk, nawet go poklepała lekko po plecach, na co jednak Riri się mega zaciekawiła, że oni już mieszkają. O cholerka! Peach chciała już mówić, że to dla niej też za wcześnie by było, ale przecież udają parkę więc cicho siedzi w tej kwestii.
-
A to wiesz tak się złożyło, że akurat moje mieszkanie zostało zalane i to tak, że ściany całe praktycznie miesiąc schły… może z Twoim mieszkankiem też coś się wydarzy, tak tylko sugeruje - zaśmiała się i puszcza jej oczko, bo gdyby na przykład ona chciała się wprowadzić do swojego chłopaka to na pewno by zrobiła taki ruch, no akurat tym razem to nie była jej decyzja, ale jej rodziców i to jest chyba najśmieszniejsze. Na te rade kupienia flachy nic nie mówi, tylko wzrusza ramionami, to jest ogólnie dość powszechne, że najłatwiej się dogadać ze starymi jak są znieczuleni. No chyba, że są alkoholikami to wtedy może być ciężej.
-
Ojacie, Ty to jednak jesteś William, ze znasz takie powiedzonka, hihi! Okay, kupię jakąś wódeczkę i wspomnę koniecznie pani mamie Stevo kto mi to doradził - zaśmiała się wesolutko Corrinka i wyprostowała, że aż jej cycki prawie z koszulki dzierganej na szydełku wypadły.
No ta historia Sarki to brzmiała dla Peach trochę dziwnie podejrzanie, jak historia z zycia Williama, ale kiedy na niego zerkała, to wcale nie wyglądał, jakby to było o nim. No najwyraźniej więcej jest takich prawników. Peach cos dodała o tym, że ma nadzieje, że coś odpaliła temu który udzielał im ślubu wtedy, a później sobie cziluje i słucha znów historii Madoxa i Willa i tym razem trochę bardziej ją to bawi, może dlatego, że już nie boczy się na Madoxa tak strasznie jak za pierwszym razem, kiedy tego słuchała? Może się właściwie to już wcale nie boczy.
Williamowi akurat ufała w kwestii narkotykowej, jak nikomu. Co prawda ona pewnie połowy tego co on brał i jak dużo, to nie wie, ale w jej oczach jest takim kolesiem, który zna się na efektach i mógłby jej skombinować odpowiednią mieszankę żeby mogła poczuć to co chce. I faktycznie nigdy się nie zawiodła na nim, w takim sensie, że jak jej dał emke to się bawiła świetnie, jak powiedział że poleca koks to było świetnie - więc dlaczego grzybki miałyby być inne? Uśmiecha się w odpowiedzi więc. Postanowione! Będzie dziś je jeść!
-
Oki, ale jak się zrzygam i ktoś mnie tu nagra to napiszesz pozwy za free- umawia się z nim, bo też prawda jest taka, że trochę nie wiedziała co się stanie po tych grzybkach, a William czasami omijał takie info, bo myślał, że ona jako dziewczyna na przykład nie będzie miała srackzi bo jest dziewczyna a one nie chodzą do toalety może???
Wzięła od niego telefon i zaczyna w nim klikać i włącza
Midnight Sun i zaczyna się zadowolona bujać, dodaje jakieś pioseneczki do kolejki i jest bardzo milusio, słoneczko, drineczki, gra, muzyczka. Ale padło pytanie od Williama, więc uniosła spojrzenie i nagle widzi, że wszyscy patrzą na nią wyczekująco. No tak, pewnie to jest jedno z takich pytań, które chciałoby się zadać swojej ulubionej gwieździe, ale problem w tym, że ona aż się zarumieniła i kręci głową, że nie robiła takich rzeczy nigdy. Ciekawe czy teraz już nie będzie ich ulubioną influencerką. Sarka śmieje się pod nosem i razem z Corrina stukają się i pija do dna, a Peach bierze kolejnego szocika i na chwilę się wyłącza, bo prawdę mówiąc się zestresowała trochę, że jest w takim towarzystwie, gdzie wychodzi na jakąś zakonnicę, która nic nie robiła w swoim żywocie. A to nieprawda, bo ona umiała być crazy, tylko może nie aż tak jak oni? Zresztą, jej się te figury i orgię grupowe źle kojarzą, bo jak miała szesnaście lat to przeżywała to, czy pójść do łóżka z chłopakiem, a się okazało, że on ją zghostował dla jakiś bliźniaczek. Potem te bliźniaczki wcale mu nie dały, ale niesmak pozostał. Peach od wtedy nie lubi seksu grupowego i ciągle ma wrażenie, że faceci wybierają sobie wszystkich tylko nie ją.
W każdym razie, kiedy tak odleciała myślamo i już ułożyła kolejkę, zerka znad telefonu na Williama i ponieważ OKROPNIE ją to korciło to kliknęła w dymek, który się pojawił z wiadomością od Galena. Z tego co jej mówił jej chłopak, to powinien być teraz we Francji. I pomyślała sobie, ojej, jaki on słodki, że pisze do Williama po nocy, ciekawe że spać nie może czy co? Ale niestety, kiedy kliknęła dymek i weszła w smski pomiędzy Billym a Galenem to stała się rzecz OKROPNA, bo przeczytała takie rzeczy… ech, no żałowca będzie bardzo tej swojej ciekawości. W oczy jej się rzuciły tylko wiadomości o tym, że on nie chce żeby mu ktoś przeglądał wiadomości i robił o to afery i o to, że William ma nic jej nie mówić, że on z jakąś dupa pojechał do Francji. Wygasiła ekran i patrzy przez chwilę na Williama a później oddaje mu telefon.
-
Zaraz wrócę kochani, idę spojrzeć czy Moto ma się dobrze i czy na pewno ma co jeść i pić - podniosła się jak w zwolnionym tempie i poszła do ich domku i pewnie nie było to dla nikogo dziwne, poza Williamem, który doskonale sobie zdawał sprawę z tego, że Moto został na ten weekend u sąsiada, a nie wcale tak jak powiedziała Peach u nich w domku.
I trzymała uśmiech jeszcze długo, ale kiedy otwierała drzwi domku łzy to jej płynęły strumieniami po policzkach, trzęsła się okropnie i łapała za klatkę piersiową, próbując złapać oddech. Pobiegła do swojego pokoju i padła na łóżko i tak płakała, płakała, aż więcej łez już nie miała, a serce już było tak rozbite na milion kawałeczków, że praktycznie nie było co zbierać. Nagle wchodzi William i Peach chciała na niego się wydrzeć, ale zamiast tego ma jakiś atak paniki i nie może wziąć wdechu żadnego, więc William jej musi pomóc przeżyć. No i oby pomógł, bo jak tylko się trochę uspokoiła to zaraz jego ręce odrzuca od siebie i mówi:
-
Dlaczego mi nic nie powiedziałeś, myślicie z Galenem oboje że mi nic nie można powiedzieć?! Że lepiej żebym żyła jakimś kłamstwem? - wstała i tupnęła nogą -
Ja sobie świetnie poradzę z prawdą, nie wiesz tego? Przecież wiem z kim się związałam, głupia nie jestem. On też mi wmawiał jakieś bajki o wierności, a ja dobrze wiem kim on jest, bo znam go odkąd byliśmy dziećmi - i tak się na Billym wyżywa, że z tych emocji to go popukała w klatę -
Ale on też musi wiedzieć z kim jest, a jak nie wie, to mu współczuję bo znów się chłopak psychicznie załamie. Idziemy - zadecydowała nagle i wychodzi z pokoju, żeby wrócić na imprezkę. Akurat widzi jak podjeżdżają chłopaki dziewczyn, na szczęście jest ich nawet o dwóch więcej niż dziewczyn, więc albo trafiły im się geje albo single, z oboma opcjami Picziz będzie się świetnie dziś bawiła.
William N. Patel