Gdy już wszyscy goście zajęli swoje miejsca przy stole, to z dumą przyglądałam się temu wszystkiemu i pozwoliłam rozmowom toczyć się bez mojego udziału. Było to dla mnie dość nietypowe, ponieważ zazwyczaj, kiedy znajdowałam się w pomieszczeniu pełnym ludzi, to prędzej czy później zaczynałam świadomie lub zupełnie odruchowo kontrolować kierunek rozmowy. Tym razem uznałam jednak, że zrobiłam już wystarczająco dużo.
Zwłaszcza w jednej kwestii zdecydowałam się kompletnie odpuścić. Nie zamierzałam dłużej poświęcać uwagi Grace. Powiedziałam, co sądziłam o jej stroju. Ona najwyraźniej zamierzała pozostać przy swoim zdaniu, a dalsze przeciąganie tego tematu sprawiłoby jedynie, że wyglądałabym, jakbym desperacko próbowała wygrać dyskusję dotyczącą kawałka szmaty materiału. Nie potrzebowałam tego rodzaju zwycięstw. Co więcej, kiedy emocje opadły, to mój wcześniejszy pomysł z kelnerem wydał mi się wyjątkowo małostkowy. Zauważyłam obsługującego nas wcześniej mężczyznę i uniosłam lekko dwa palce, przywołując go do siebie. Nachyliłam się na tyle, aby nie musieć podnosić głosu.
-
Zmiana planów - powiedziałam cicho. -
Proszę zapomnieć o tym, o czym rozmawialiśmy wcześniej. Żadnego wina i żadnych przypadków. - Wyjęłam kolejny banknot i wsunęłam go dyskretnie w dłoń kelnera. -
Zamiast tego proszę przynieść mi coś specjalnego. Coś, czego nie ustaliłam wcześniej w menu. Jeżeli szef kuchni ma cokolwiek, czym uważa, że może zrobić na mnie wrażenie, to niech spróbuje. Proszę mu powiedzieć, że ma pełną swobodę. - Poprawiłam swoją pozycję na krześle na bardziej wygodną. -
I proszę zadbać o odpowiednie wino. Tym razem najlepiej, żeby pozostało w kieliszki.
Kącik moich ust drgnął nieznacznie. To było zdecydowanie bardziej konstruktywne wykorzystanie pieniędzy, a przy okazji mogłam poprawić swój nastrój. Doszłam do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem było zachowywanie się tak, jakby temat sukienki Grace nigdy nie istniał. Niektórych ludzi bardziej drażniła obojętność niż jakakolwiek riposta.
Znacznie więcej uwagi zamierzałam poświęcić swojej siostrzenicy. Propozycja pomocy przy przy kolejnym przyjęciu wywołała we mnie szczere rozbawienie. Oczywiście nie wynikało to z tego, że uważałam ja niezdolną do przygotowania czegoś podobnego. Było zupełnie na odwrót. Miała do tego znacznie więcej wyczucia niż większość osób, którym płaciłam za dekorowanie podobnych wydarzeń.
-
Zapamiętam tę propozycję - powiedziałam. -
Tylko uprzedzam, że kiedy następnym razem zaoferujesz mi pomoc, to rzeczywiście z niej skorzystam. Nie należę do osób, które odpowiadają oczywiście, a później i tak wszystko robią same tylko po to, żeby móc narzekać, jakie są przepracowane. - Uśmiechnęłam się i puściłam do niej oczko. -
Chętnie skorzystam z pomocy, ale prawo do ostatecznej decyzji zastrzegam sobie.
Przez chwilę naprawdę pozwoliłam sobie cieszyć się z efektów przygotowań. Mogłam znaleźć kilka drobiazgów, które następnym razem należało poprawić, ale nie były to rzeczy, które zamierzałam analizować podczas urodzin własnej córki. Dopiero pytanie Shereen o jej matkę sprawiło, że moja twarz spoważniała. Z tego tematu nie zamierzałam jednak stroić żartów.
-
Nie - odpowiedziałam po chwili -
Evelyn nie dzwoniła do mnie w sprawie przygotowań. - Nie próbowałam łagodzić swojej odpowiedzi. Shereen była dorosła i zasługiwała na prawdę, a nie na wygodne kłamstwo wymyślone po to, żeby chronić jej matkę. -
Wiedziała o przyjęciu. I dokładnie wiedziała ile to dla ciebie znaczy. Jeżeli chcesz znać moje zdanie, to powinna była znaleźć kilka minut, nawet gdyby była na drugim końcu świata.
Poczułam lekką irytację i nie zamierzałam tego ukrywać. Mogłam mieć wiele wad jako matko. Byłam tego świadoma, nawet jeżeli lista przygotowana przez moje dzieci prawdopodobnie byłaby znacznie dłuższa od mojej. Potrafiłam być wymagjąca i ingerowałam tam, gdzie według niech nie powinnam, a czasami moje metody zdecydowanie przekraczały granicę delikatnej sugestii. Ale zawsze interesowałam się ich życiem. Tego nikt nie może mi zarzucić.
-
Nie będę jej usprawiedliwiać - dodałam spokojnie. -
I ty również nie musisz. To, że ktoś jest twoją matką nie oznacza, że masz obowiązek bez końca tłumaczyć jego brak zainteresowania. - Spojrzałam na Shereen znacznie łagodniej. -
Dzisiaj masz obok siebie ludzi, którzy chcieli tutaj być. Skup się na nich skarbie. Na matkę możesz zdenerwować się jutro, a dzisiaj nie oddawaj jej nawet tej części tego wieczoru.
Być może właśnie dlatego zawsze czułam wobec Shereen coś więcej niż zwykła sympatię do siostrzenicy. Nie zastępowałam jej matki i nigdy nie próbowałam tego robić. Była jednak moją córką chrzestną i traktowałam ten tytuł znacznie poważniej niż mogłoby się wydawać.
Moje rozmyślania zostały przerwane przez Audrey. Początkowo jej podziękowania za przygotowanie przyjęcia przyjęłam z naturalną satysfakcją. Przez lata urządzałam podobne uroczystości i upewniałam się, że moje dzieci dostają wszystko, czego potrzebują. Nigdy nie potrzebowałam ich podziękowań, a jednak kiedy je dostałam, to okazało się, że znaczą dla mnie bardzo wiele. Uniosłam kieliszek w stronę Audrey i uśmiechnęłam się.
-
Dla was zawsze warto się postarać - powiedziałam. W sumie tylko tyle, bo każde dodatkowe zdanie prawdopodobnie zepsułoby ten moment. Nie potrzebowałam przemowy, aby powiedzieć własnej córce, że jest dla mnie ważna. Przynajmniej miałam nadzieję, że nie potrzebowałam. Gdy temat zszedł na jednorożce, to pokręciłam jedynie głową z rozbawieniem. -
W takim razie tradycja pozostaje nietknięta. Za rok również będzie jednorożec.
Przeniosłam spojrzenie na Erica. Musiałam przyznać, że radził sobie lepiej niż początkowo zakładałam. Nie spanikował nawet wtedy, gdy Shereen zaczęła mówić o pierścionku zaręczynowym, a później sam zapewnił, że zamierza sprostać jej oczekiwaniom. Postanowiłam to zapamiętać.
-
Dobrze Ericu - powiedziałam z lekkim uśmiechem. -
W takim razie będę pamiętała, że powiedziałeś to przy świadkach. - Nie miałam zamiaru dręczyć go dalej. Ich związek dopiero się rozwijał i nawet ja potrafiłam uznać, że omawianie szczegółów przyszłego ślubu podczas jednego z pierwszych rodzinnych spotkań byłoby odrobinę niestosowne. Chociaż wyłącznie odrobinę.
Patrząc na niego i Shereen, po raz kolejny uświadomiłam sobie, że coraz częściej zaczynałam traktować Erica jak kogoś, kto może zostać w naszym życiu na dłużej. Ta myśl nie wywoływała już we mnie niepokoju. Jeżeli miał być człowiekiem, przy którym Shereen będzie szczęśliwa, to mogłam zrobić dla niego miejsce.
Wtedy moje spojrzenie przesunęło się w stronę Reeve'a. Nie zamierzałam ponownie rozpoczynać rozmowy o tym, co wydarzyło się między nami. Powiedziałam wcześniej, że wrócimy do tego na osobności i zamierzałam dotrzymać słowa. Sięgnęłam po kieliszek i upiłam niewielki łyk wina.
Kiedy przede mną pojawiło się zamówione dodatkowo danie, to spojrzałam na nie z zainteresowaniem. Ostatecznie uznałam, że była to zdecydowanie lepsza decyzja niż marnowanie dobrego czerwonego wina na czyjąś sukienkę. Spróbowałam niewielkiego kawałka i dopiero wtedy pozwoliłam sobie na zadowolony uśmiech. -
Przekażcie szefowi kuchni, że tym razem mnie nie rozczarował - powiedziałam do obsługi.
Gdy część gości zaczynała już coraz wyraźniej interesować się parkietem, to odłożyłam sztućce i sięgnęłam ponownie po kieliszek. Nie zamierzałam zatrzymywać nikogo przy stole tylko dlatego, że kolacja została zaplanowana według określonego harmonogramu. To były urodziny i nawet moje plany mogły czasami zostać nieznacznie zmodyfikowane. Przez chwilę zostałam jeszcze na miejscu. Nie dlatego, że nie miałam ochoty dołączyć później do pozostałych. Chciałam po prostu przez moment popatrzeć na efekt całego dnia i na rodzinę. Na ludzi, którzy doprowadzali mnie do furii częściej niż ktokolwiek inny, a mimo to byli jedynymi osobami, dla których bez wahania poświęciłabym tyle czasu.
Oparłam palce o kieliszek i spokojnie obserwowałam parkiet. Nie zamierzałam oczywiście podchodzić do kogokolwiek pierwsza. Nie po to przez całe życie budowałam swoją pozycję, żeby teraz biegać za ludźmi z pytaniem, czy zechcą ze mną zatańczyć. Jeżeli ktoś chciał mojego towarzystwa, to doskonale wiedział, gdzie mnie znaleźć. Mimo wszystko byłam ciekawa, kto okaże się wystarczająco pewny siebie, żeby podejść. I, co znacznie ważniejsze, kto rzeczywiście zasłuży na to, żebym się zgodziła.
Audrey LeBlanc Shereen Winfield Eric Stones Grace LeBlanc Reeve LeBlanc