22 y/o
For good luck!
191 cm
studiuje medycynę potajemnie inwestując na giełdach
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No i wykrakał. Jego zdziwienie nie trwało długo, bo Audrey w końcu raczyła się pojawić, cała na kremowo. Oczywiście spóźniona, ale u niej to norma. Od razu rzuciła mu się w oczy jej sukienka z długim rękawem, ale najlepsze były jej buty. Trampki! Trampki do eleganckiej kreacji na oficjalnej imprezie u Cordelii LeBlanc! Prawie parsknął śmiechem. Siostra ma u niego gigantycznego plusa za ten ruch, zwłaszcza że matka pewnie już w duchu szykowała dla niej stos ofiarny.
Audrey najpierw poleciała do Shereen i Erica, rzucając Grace na dzień dobry soczysty komentarz, że mama ją za tę sukienkę zabije, a dopiero potem z tym swoim typowym piskiem zauważyła Reeve'a.
– Też się cieszę, że cię widzę, Aud– uśmiechnął się, chociaż na to jej słodziaku musiał oczywiście przewrócić oczami. - I weź mnie tak nie duś, bo i tak koszula zaraz mnie wykończy.
Ta jednak nic sobie z tego nie zrobiła i dosłownie wbiła się w jego ramię, opierając na nim głowę, jakby szukała schronienia.
– Pewnie szykuje wejście smoka – mruknął pod nosem, czując, że ta chwila spokoju właśnie dobiega końca. I rzeczywiście, Cordelia LeBlanc zaszczyciła ich swoją obecnością, schodząc po schodach jak królowa wracająca na tron. Perfekcyjna, elegancka, z uniesionym podbródkiem, jak w wyreżyserowanym teatrze, którego tak nienawidził. Kiedy tylko jej wzrok spoczął na ich grupce, a zwłaszcza na dekolcie Grace, atmosfera momentalnie zrobiła się chłodniejsza. Matka oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie otworzyła ust tylko po to, żeby kogoś upokorzyć. Czekał na moment, w którym Grace się skuli, ale starsza siostra totalnie go zaskoczyła. Zamiast milczeć, dumnie uniosła głowę, upiła łyk szampana i odpysknęła starej prosto w twarz.
Synku to piękne słowo w ustach kogoś, kto jeszcze niedawno wymierzył mu policzek, żeby tylko udowodnić swoją dominację. Mamusia jak zwykle próbowała rozegrać to po swojemu, rzucić ciepłe słowo, a jednocześnie subtelnie wbić szpilę i ustawić go do pionu.
- Też się cieszę, mamo. W końcu to urodziny dziewczyn, nie mogłoby mnie tu zabraknąć - odpowiedział, cedząc słowa przez zęby i siląc się na najbardziej uprzejmy uśmiech, na jaki było go stać. – I nie jestem zły, tak samo jak nie zamierzam niczego udawadniać - odparł cierpliwie.
Widząc, że goście i znajomi zaczynają na nich zerkać, a atmosfera robi się tak gęsta, że można ją kroić nożem, uznał, że musi wkroczyć, zanim te Aud i Grave skoczą sobie do gardeł na środku sali.
- Ej, dajcie spokój, dziewczyny, nie przy ludziach - wtrącił cicho, stając lekko między nimi. - Audrey, ty w trampkach wyglądasz super, a Grace... no cóż, przynajmniej nikt nie powie, że w tej rodzinie wieje nudą. Po co się kłócić o szmaty?
Audrey na szczęście odpuściła dalszą wymianę uprzejmości. Postanowiła całkowicie odciąć się od napięcia – sięgnęła po bezalkoholowego szampana, uniosła kieliszek w stronę matki, dziękując za życzenia, a potem uroczo przesłodziła Shereen i Ericowi. Po tym całym miłosnym wyznaniu blondynka znowu oparła głowę o ramię Reeve'a. Zaczęła trajkotać, że chce już iść do stołu spróbować tortu, bo ma nadzieję, że jest tęczowy, a na koniec rzuciła pytaniem, czy nikogo więcej nie brakuje i czy robimy wspólne zdjęcia.
– Tęczowy tort? Audrey, kończysz dwadzieścia cztery lata, a nie pięć - zaśmiał się pod nosem, lekko szturchając ją łokciem w bok, żeby ostatecznie rozładować te resztki wiszącego w powietrzu jadu. – Ale dobra, zgadzam się, chodźmy już jeść, a z tymi zdjęciami to nie szalej, bo mój uśmiech numer pięć ma dzisiaj mocno ograniczoną ważność.
Poprawił tę cholerną marynarkę, która znowu wpijała mu się w kark, i pomyślał, że jeśli ma przeżyć pozowanie do wspólnej fotki, to ten tęczowy tort będzie musiał być cholernie dobry.
Cordelia LeBlanc Eric Stones Shereen Winfield Audrey LeBlanc Grace LeBlanc
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Sam nie wiedział, co go bardziej zaskoczyło: przywitanie Grace czy to, jaką kreację miała na sobie. Oczywiście poczuł też dłoń Sher na swoim przedramieniu.
- Hej, Grace, dzięki. Chociaż ja uważam, że jest bardziej niż tylko zacna. Za to Ty wyglądasz… odważnie. - odpowiedział, czując lekkie zakłopotanie i nerwowo uderzając czubkiem lewego buta o podłogę. Chociaż gdy usłyszał, jak Sher wspomina o pierścionku zaręczynowym jako prezencie, spojrzał na nią i zamrugał, nie wiedząc, jak to powinien interpretować, a ostatecznie po chwili tylko się uśmiechnął.
Po Grace zaczęła się z nim witać kolejna osoba. Eric czym prędzej wykonał skok wspomnieniami do przeszłości, by przypomnieć sobie, kim jegomość był, i wydawało mu się, że ma do czynienia z kuzynem Shereen, a bratem sióstr LeBlanc.
- Zgadza się, to ja. - odpowiedział, kiwając głową i odwzajemniając uścisk dłoni. Parsknął krótkim śmiechem, kiedy usłyszał, jak Reeve określa swoją rodzinkę.
- Dzięki. Może nie będzie aż tak źle. - rzucił, klepiąc LeBlanc’a po ramieniu, bo w sumie nie wiedział, kiedy nastąpi kolejne wydarzenie, na którym ponownie wszyscy się spotkają. Zapewne znów podczas czyichś urodzin.
Nagle Eric zauważył zmierzającą w ich stronę Audrey, której posłał ciepły uśmiech.
- Cześć, Audi, Ciebie też dobrze widzieć. I wszystkiego najlepszego. Dużo szczęścia, radości i spełnienia wszystkich marzeń. - odpowiedział, składając przy okazji życzenia, bo choć Sher je złożyła, to on także chciał dorzucić od siebie jakąś cegiełkę. Uściskał ją jeszcze, a potem skupił wzrok na cioci Sher, która prezentowała się wręcz zjawiskowo. Styl, szyk i elegancja - tak właśnie określiłby seniorkę.
- Dzień dobry i tak, Czuję się bardzo okej, dziękuję. Piękna sala i Pani też pięknie wygląda. - powiedział, a słysząc, że jedzenie wkrótce pojawi się na stołach, dodał:
- O, to fantastyczna wiadomość. Na pewno wszystko będzie pyszne. - A jak nie będzie, to się skoczy do McDonald’s-a albo jakiejś innej knajpki. dokończył w myślach, cały czas się uśmiechając.
Nie spodziewał się takiej reakcji ze strony cioci Sher na sukienkę Grace, dlatego zrobił wielkie oczy i podnosił dłoń, by zakryć buzię, ale ostatecznie tylko umieścił ją za sobą. Ciekawiło go, czy Grace faktycznie pójdzie się przebrać.
Gdy już powitań nastąpił kres, podążył za Sher, aby zająć miejsce obok niej, uniósł kieliszek wypełniony szampanem i wysłuchał toastu wygłoszonego przez panią LeBlanc - uważał, że był super.
Parsknął ciut nerwowym śmiechem, kiedy po toaście padło jego imię i przeczesał dłonią włosy. Nim jednak usiadł, nachylił się do ucha swojej dziewczyny.
- Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, kochanie. - bo przynajmniej w ten sposób miał pewność, że go usłyszy. Jasne, nie musiał tego mówić, ale po prostu chciał. I dopiero po chwili opróżnił swój kieliszek.
- Ciekawe, co zostanie podane jako pierwsze. - odparł po chwili, zastanawiając się nie tylko nad strawą, ale również nad tym, kto ostatecznie usiądzie obok niego.


Shereen Winfield Audrey LeBlanc Reeve LeBlanc Grace LeBlanc Cordelia LeBlanc
55 y/o
For good luck!
168 cm
Dyrektor szpitala | Zastępca burmistrza Mount Sinai Hospital, Toronto City Hall
Awatar użytkownika
„Granice istnieją tylko do momentu, w którym ktoś decyduje się je przesunąć.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Spodziewałam się tego, że Grace nie będzie siedziała cicho, tylko wyskoczy zaraz z jakąś błyskotliwą odpowiedzią. Jest przewidywalna jak jej świętej pamięci ojciec, który odszedł od nas lata temu. Grace jest do niego tak podobna, że na jej miejscu, to uważałabym na to jak chodzi po schodach. Odpowiedź córki przyjęłam jednak ze spokojem, który kosztował mnie zdecydowanie więcej cierpliwości niż byłam skłonna pokazać. Oczywiście była ona już dorosłą kobietą i mogła podejmować własne decyzje, nawet jeżeli niektóre z nich uważałam za pozbawione dobrego smaku. Bardziej zwróciłam uwagę na ton, na jaki sobie pozwoliła. Jeszcze jakiś czas temu prawdopodobnie spuściłaby wzrok albo próbowałaby zakończyć rozmowę, zanim ta zdążyłaby się dobrze rozpocząć. Teraz natomiast postanowiła otwarcie zakwestionować moje zdanie. Powinnam być zirytowana... I byłam.
Jednocześnie jakaś część mnie dostrzegła w tym zmianę, której być może sama od niej oczekiwałam. Zawsze chciałam, aby moje dzieci potrafiły walczyć o swoje miejsce. Problem polegał na tym, że zdecydowanie łatwiej akceptowałam tę cechę, kiedy wykorzystywały ją przeciwko komuś innemu.
- Gdybym miała problem z projektantem skarbie, to zapewniam cię, że porozmawiałbym bezpośrednio z nim - odpowiedziałam spokojnie. - W tej chwili rozmawiam jednak z tobą. - Spojrzałam na Grace dość pogardliwym wzrokiem. - Cena ubioru nigdy nie była gwarancją dobrego gustu. Powinnaś o tym wiedzieć, ale skoro jesteś tak bardzo przywiązana do swojej kreacji, to nie zamierzam ci jej przecież zdejmować na siłę.
Uniosłam lekko kieliszek i uznałam temat za zakończony. Nie miałam zamiaru urządzać przedstawienia dla zgromadzonych gości. Powiedziałam co myślałam, Grace również wyraziła swoją opinię i na tym należało poprzestać. Przynajmniej chwilowo.
Po zakończeniu konwersacji z córką, odwróciłam się do Reeve'a. Twierdził, że nie był na mnie zły. Niestety znałam własnego syna wystarczająco, dobrze, żeby wiedzieć, że między nami nadal pozostrawało coś niedopowiedzianego. Nie zamierzałam jednak przepraszać go przy całej rodzinie. Poza tym nie była w stu procentach przekonana, że to ja powinnam przepraszać. Moglam natomiast przyznać sama przed sobą, że ostatnie wydarzenia pozostawiły we mnie pewien dyskomfort. Nie podobała mi się myśl, że mógłby on zacząć unikać mnie z tego powodu.
- Oczywiście - odpowiedziałam spokojnie. - Skoro nie jesteś zły, to uznam, że wszystko między nami jest w najlepszym porządku. - Uśmiechnęłam się delikatnie. - Chociaż oboje doskonale wiemy, że jeszcze wrócimy do tej rozmowy. Tym razem proponuję jednak zrobić to bez publiczności.
Nie potrzebowałam od niego natychmiastowej odpowiedzi. Sam fakt, że przyszedł, bardzo dużo dla mnie znaczył. Po tym, co się wydarzyło między nami, naprawdę bałam się, że się dzisiaj nie pojawi. Oczywiście powiedziałabym wtedy, że zachował się dziecinnie i nieodpowiedzialnie. Prawdopodobnie nawet sama bym w to uwierzyła. Teraz jednak cieszyłam się, że był tutaj.
Przeniosłam wzrok w stronę Audrey. Jej długa sukienka nie wzbudzałaby moich podejrzeń, gdybym nie znała własnej córki. Zdecydowanie częściej interesowały ją ubrania, które pozwalały pokazać więcej skóry, dlatego wybór długich rękawów natychmiast wydał mi się podejrzany. Wiedziałam również o jej ręce wystarczająco dużo, żeby zauważyć, że najwyraźniej próbowała uniknąć pytań. Postanowiłam także nie drążyć tematu.
- Tak skarbie, tort jest tęczowy, a na samym śrdoku będzie jednorożec - odpowiedziałam i spojrzałam na nią z lekkim rozbawieniem. - Są pewne tradycje, których nawet ja nie zamierzam zmieniać. Chociaż zaczynam podejrzewać, że będę zamawiała ci tęczowy tort również na pięćdziesąte urodziny. - Pokręciłam lekko głową. - I tak, zrobimy zdjęcia. Wszyscy i nie ma żadnych negocjacji w tej sprawie.
Pozwoliłam sobie na krótki uśmiech, po czym spojrzałam na Shereen. - Naprawdę sądziłaś kochanie, że pozwoliłabym kilkudziesięciu osobom samodzielnie zdecydować, gdzie usiądą? - Uniosłam brwi. - Oczywiście, że miejsca są przydzielone.
Planowanie usadzenia gości zajęło mi zdecydowanie zbyt dużo czasu, żeby teraz pozwolić wszystkim zniszczyć układ w ciągu pięciu minut. Przy odpowiednim stole rozmowy toczyły się naturalnie, ponieważ niewłaściwe osoby nie siedziały obok siebie, a ewentualne konflikty można było ograniczyć, zanim w ogóle zdążyły się pojawić.
- Ty siedzisz obok Erica - dodałam. - Uznałam, że rozdzielenie was byłoby wyjątkowo okrutne. - Spojrzałam w stronę Erica z wyraźnym rozbawieniem. - Mam nadzieję, że słuchałeś uważnie. Moja córka chrzestna właśnie bardzo jasno zakomunikowała swoje oczekiwania. Osobiście bardzo docieniam, ludzi którzy potrafią mówić wprost, czego chcą.
Nie zamierzałam go naprawdę stawiać pod ścianą. Przynajmniej nie dzisiaj. Lubiłam go coraz bardziej, ponadto wiedziałam jak ważny był dla Shereen, a to wystarczała, żebym traktowała go inaczej niż większość ludzi pojawiających się w życiu mojej rodziny.
- Dziękuję bardzo za komplement - dodałam. - Miło wiedzieć, że ktoś poza mną docenia ilość pracy potrzebnej do zorganizowania tego wszystkiego. Chociaż zapewniam cię, że kuchnia była znacznie bardziej wymagająca ode mnie.
Przez lata byłam przekonana, że jeżeli wystarczająco dobrze wszytsko zaplanuję, to zdołam ochronić ich wszystkich przed chaosem. Nie potrafiłam sobie wyobrazić sytuacji, w której któregoś z nich przy tym stole zabraknie. Natychmiast odsunęłam od siebie tę myśl.
- Dobrze - powiedziałam, odzyskując swój naturalny ton. - Zanim komuś przyjdzie do głowy rozpoczęcie kolejnego rodzinnego konfliktu, to proponuję przejść do stołu. - Poprawiłam delikatnie bransoletkę na nadgarstku. - Przystawki zostaną podane za chwilę, a tort później. Nie pozwolę ci Audrey rozpocząć kolacji od deseru tylko dlatego, że masz urodziny. Chociaż przypuszczam, że i tak spróbujesz mnie przekonać.
Uśmiechnęłam się pod nosem. - A zanim ktokolwiek zacznie protestować przeciwko przypisanym miejscom, to uprzedzam, że układałam je przez kilka godzin. W związku z tym wszelkie reklamacje zostaną rozpatrzone najwcześniej jutro - przeniosłam wzrok na Shereen. - W przyszłym roku skorzystam jednak z twojej pomocy. Jesteś większą ekspertką w tej dziedzinie ode mnie.
Zanim ruszyłam w stronę stołu, to zatrzymałam na moment jednego z przechodzących obok kelnerów. Nachyliłam się delikatnie w jego stronę, zachowując na twarzy całkowicie naturalny wyraz, po czym wsunęłam mu dyskretnie do dłoni złożony banknot.
- Za kilka minut podejdź do Grace z czerwonym winem - powiedziałam cicho. - I postaraj się, żebyś przypadkiem stracił równowagę. - Przeniosłam wzrok na sukienkę córki i uśmiechnęłam się niewinnie. - Oczywiście ma to wyglądać jak wypadek. Bardzo niefortunny wypadek.
Nie zamierzałam przecież zmuszać Grace do przebrania się. Sama wyraźnie powiedziała, że niczego ze swoją kreacja nie zrobi. Czasami należało po prostu pozwolić, aby los rozwiązał problem za człowieka. A los, odpowiednio zmotywowany finansowo, bywał wyjątkowo skuteczny.

Audrey LeBlanc Shereen Winfield Eric Stones Grace LeBlanc Reeve LeBlanc
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stojąc obok Erica, przysłuchiwała się wymianie zdań, do której doszło między Grace, Audrey i ciocią Cordelią — po tym, jak dorzuciła swoje pięć groszy, uznała, że zostanie w bezpiecznej strefie i po prostu posłucha. Osobiście nie przeszkadzałaby jej kreacja Grace, gdyby nie było tutaj Stonesa. Obecność ciemnowłosego miała spory wpływ na sposób, w jaki postrzegała akurat w tym momencie kuzynkę. Przemilczała resztę tej wymiany zdań. Spojrzała w podzięce na Audrey, słysząc jej komplement. Nie zamierzała udawać skromnej, ani mówić, że przesadza. Wiedziała, że błyszczeli — mniej niż Edward Cullen w słońcu, ale wciąż — wnioskowała to po swoim zachowaniu i samopoczuciu. Obecność Stonesa dodawała jej energii, była przy nim bardziej spontaniczna i prawdziwa, jakby wyciągał w niej te cechy, o które raczej niewielu by ją podejrzewało.
— Liczę na to, że za rok też będziesz tak błyszczeć, chociaż ty i tak jesteś już jak gwiazdka — bo naprawdę chciała, żeby Audrey znalazła odpowiedniego chłopaka.
Wzniesienie toastu i ogłoszenie, że można zasiadać do stołów, było dosadną informacją dla gości, że niebawem miała rozpocząć się część obiadowa, kończąca wszelkie spory i dyskusje.
— Oczywiście, że nie, ciociu. Zrobiłoby się zbyt duże zamieszanie i tłok — odparła w odpowiedzi na zapytanie cioci.
Gdyby zadecydowano o posadzeniu Erica z daleka od niej, poczułaby się obruszona. Wolała mieć go obok siebie, ze względu na jego komfort. Wydawało jej się, że czułby się pewniej, siedząc obok niej, niż pomiędzy osobami, których nie znał. Sama czułaby się niepewnie, gdyby poszła na jego imprezę urodzinową i organizatorzy przydzieliliby jej miejsce przy zupełnie innym stole. Kwestii pierścionka więcej nie skomentowała. Nie chciała wymuszać na nim takich rzeczy. Właściwie to był tylko komentarz rzucony w przypływie zazdrości, ale to planowała wyjaśnić Ericowi trochę później.
Stoły wyglądały pięknie, ciocia się postarała, choć Shereen zmieniłaby kilka drobnych rzeczy. Nie przyszła tutaj jednak po to, żeby wydawać swoją zawodową opinię na temat przystrojenia stołów. Byłą tutaj jako gość i doceniała wkład i czas poświęcony przygotowaniom. Podobały się jej śliczne wazony, które wyglądały, jakby były zdobione ornamentami — nie była pewna, skąd pochodziły, ale przyciągały uwagę Winfield niemalże tak samo, jak dobrze zadysponowana przestrzeń.
— I tak te stoły wyglądają pięknie, ale następnym razem chętnie Ci pomogę, ciociu — nie miałaby nic przeciw temu. Uwielbiała przystrajać wnętrza, naprawdę ją to relaksowało i sprawiało jej frajdę.
Zanim Eric usiadł, nachylił się w jej stronę, a ona mimowolnie uniosła głowę w jego kierunku, by lepiej usłyszeć, co miał do powiedzenia. Jego głos był tak cholernie ciepły i przyjemny w odbiorze, że mimowolnie zrobiło jej się miło. — Dziękuję. Lepszych życzeń już dzisiaj nie dostanę — odparła z lekkim uśmiechem, muskając w podziękowaniu jego policzek tym razem bez podtekstu.
— Te torty z jednorożcami są cudowne, to taki symbol naszych urodzin. Jak byłyśmy małe, chciałyśmy być księżniczkami. A przecież każda księżniczka musi mieć własnego jednorożca — wyjaśniła pokrótce Ericowi tradycję jednorożcowych tortów. Mimo tylu lat przyjaźni, nie miał okazji spędzić podwójnych urodzin z nią i Audrey. Z reguły te imprezy były dzielone w taki sposób, by zarówno członkowie rodziny, jak i goście zaproszeni przez solenizantów, czuli się dobrze. Imprezy mieszane raczej nie wchodziły w grę. Shereen wolała mieć swoich przyjaciół blisko siebie i traktować ich jak centrum wydarzenia, podczas gdy gości z rodziny tolerowała, bo musiała. Gdy była dzieckiem, imprezy rodzinne ją denerwowały. Nie miała co robić, ani z kim rozmawiać, a kuzynostwo (nie licząc dzieci Cordelii) było strasznie sztywne.

Ledwie wybrzmiały jej słowa, gdy obsługa sprawnie rozpoczęła serwis. Na stołach pojawiły się elegancko podane przystawki — delikatne carpaccio z polędwicy wołowej z płatkami parmezanu i truflowym dressingiem, sałatka z mięsem homara, cytrusami i mikroliśćmi oraz niewielkie porcje przegrzebków na kremowym puree z kalafiora. Był tam również tatar. Shereen nie przepadała za owocami morza, dlatego bez żalu odsunęła od siebie homara i przegrzebki, sięgając po… croissanta. cierpliwie czekając na danie główne. Nie musiała czekać długo. Wkrótce przed każdym z gości stanęły talerze z pieczoną kaczką i pieczonymi warzywami. Rozmowy na chwilę przycichły, ustępując miejsca odgłosowi sztućców, podczas gdy fotograf, krążąc między stołami, zapraszał chętnych do wspólnych zdjęć. Nie narzucał się nikomu, czekał, aż zjedzą.
— Audrey, zobacz… Tam są te małe corissanty z kremem migdałowym — nachyliła się w stronę kuzynki, wskazując dyskretnie widelcem na koszyk z minirogalikami. — Są też z truskawkami i mascarpone — tą informacją podzieliła się z Erikiem. Wiedziała, że lubił truskawki. Podłapując spojrzenie cioci, posłała jej delikatny uśmiech. Wolała uniknąć zwracania uwagi na prowadzenie głośnych dyskusji przy stole, przecież wiedziała, że podczas jedzenia nie wypadało tego robić.
— Ciociu, rozmawiałaś może z moją mamą? Dzwoniła, żeby chociaż zapytać jak przygotowania, czy jak zwykle wszystko zignorowała? — m u s i a ł a to wiedzieć. Relacje Shereen z matką były cholernie trudne i choć nieszczególnie za sobą przepadały, tak byłoby miło, gdyby chociaż raz zainteresowała się własnymi dziećmi.



Eric Stones Cordelia LeBlanc Reeve LeBlanc Grace LeBlanc
Kasia (dc: hicatie.exe )
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
22 y/o
For good luck!
191 cm
studiuje medycynę potajemnie inwestując na giełdach
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Patrzył na Erica i w duchu trochę mu współczuł. Chłopak stawał na głowie, żeby przetrwać ten wieczór i nie popełnić żadnej gafy. Kiedy Grace wyskoczyła z odważnym dekoltem, widział, jak nerwowo przebierał nogami i uderzał czubkiem buta o podłogę. Odpowiedział jej z zakłopotaniem, że wygląda odważnie. Kiedy ogarnął, kim jest najmłodszy LeBlanc i przywitał się z nim, a potem parsknął śmiechem na określenie ich rodzinki, poklepał Reeve'a po ramieniu.
- Zobaczysz, jeszcze zatęsknisz za spokojem - rzucił blondyn do niego cicho z półuśmiechem, klepiąc go w odpowiedzi po plecach. Chciał dodać bracie, ty jeszcze nic nie widziałeś, ale podarował sobie dobijanie go. Do tego Audrey zaraz dostała od niego uścisk i życzenia, a matka zgarnęła komplet klasycznych komplementów o pięknej sali i zjawiskowym wyglądzie. Eric wyjechał nawet z tekstem, że jedzenie na pewno będzie pyszne. Ale prawdziwy teatr zaczął się, kiedy do gry na dobre weszła Cordelia.
Jego szanowna rodzicielka przyjęła ripostę Grace o projektancie z przerażająco spokojną, sztuczną miną. Oświadczyła chłodno, że gdyby miała problem z projektantem, to rozmawiałaby z nim, a cena ubrania nie jest gwarancją gustu. Zaraz potem odwróciła się bezpośrednio do niego.
- Jak sobie chcesz - odpowiedział krótko, cedząc słowa przez zęby i nie dając jej satysfakcji ze wszczynania pyskówki na środku sali.
I kiedy myślał, że na tym koniec jej wyreżyserowanego przedstawienia, zauważył coś, co podniosło mu ciśnienie. Widział z daleka, jak matka zatrzymuje jednego z kelnerów, wsunęła mu w dłoń banknot, szepcząc coś pod nosem. Kelner tylko pokiwał głową i zerknął w stronę Grace. Stara sucz. Nie mogła znieść, że Grace postawiła na swoim i nie poszła się przebrać, więc postanowiła zamówić wypadek. Widział, jak Eric nachyla się do Shereen, a ona dała mu całusa w policzek. Słuchał, jak tłumaczy mu idiotyczną tradycję z jednorożcami na torcie – że każda księżniczka musi mieć swojego jednorożca. Boże, Audrey i Sher wciąż żyły w swoim małym, pastelowym świecie, zupełnie ignorując fakt, że obok nich siedzi matka i ciotka, gotowa zniszczyć każdemu wieczór dla własnej satysfakcji.
Kiedy Shereen rzuciła pytanie o swoją matkę, czy dzwoniła, Reeve prawie zakrztusił się wodą. Siedział jednak cicho, nie wtrącając się – nikt w końcu nie pytał go o zdanie, a on nie zamierzał pchać się przed szereg. Usiadł wygodniej na swoim krześle, poprawiając ten cholerny kołnierzyk.
Cordelia LeBlanc Shereen Winfield Audrey LeBlanc Grace LeBlanc Eric Stones
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
28 y/o
For good luck!
178 cm
Rezydentka Chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Grace na prawdę nie miała ochoty wcale kłócić się z matką, jednak ta zawsze miała jakieś pięć groszy do dodania na temat ich życia, to są już dorośli ludzie, każdy z nich ma swój rozum i każdy z nich prowadzi życie w jaki sposób chcę, to również tyczy się ich ubioru, dlatego też jej komentarze znacznie ją zdenerwowały, kiedyś zdecydowanie puściłaby to mimo uszu i zapewne skuliłaby się nie mówiąc nic na ten temat, ale teraz jednak była na tyle dorosła, że wolała sama decydować o tym jak ma się ubierać, z kim spotykać, oraz co robić. Dlatego też wolała nie ciągnąć więcej tej kłótni, spojrzała tylko na matkę i powiedziała.
- Gust jest subiektywny, każdemu podoba się coś innego, mam nadzieję, że w końcu to kiedyś zrozumiesz. - Westchnęła, chociaż wiedziała dobrze, że to nie jest ostatnie słowo w tej sprawie, dlatego też bacznie się jej przyglądała.

To czy się skompromitowała czy nie również jest sprawą subiektywną, według Audrey wszyscy kompromitują się z większością rzeczy, ponieważ Audrey stara się udawać świętoszkę, chociaż tak na prawdę to daleko jej do niej.
- Urodziny nie upoważniają nikogo do tego, że można być dla każdego chamskim. - Uśmiechnęła się delikatnie do niej.

Po czym podeszła bliżej Erica oraz Shereen. Spojrzała na niego z delikatnym uśmiechem odpowiadając.
- Dziękuję, taki był zamiar. - Zaśmiała się krótko przyglądając się im. Wcale nie była speszona jego komentarzem, w końcu kiedyś sami ze sobą kręcili, więc czuła się w jego towarzystwie znacznie swobodnie. Po czym szepnęła do kuzynki.
- Wiedziałam, że mamusia musi dzisiaj kogoś skomentować...nie byłaby sobą gdyby tego nie zrobiła. Zresztą znasz ją. - Westchnęła wywracając oczami
.
Przysunęła się bliżej do brata, patrząc na niego.
- A ty co taki markotny jesteś? - Puściła mu oczko, po czym skierowała się do stołu powoli siadając na swoim miejscu.

Audrey LeBlanc Shereen Winfield Reeve LeBlanc Eric Stones Cordelia LeBlanc
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
24 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Studentka medycyny | Pielęgniarka Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Autumn leaves falling down like pieces into place.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracji1 osobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Impreza się naprawdę dość mocno rozwinęła. Zwłaszcza jak wszyscy usiedliśmy do stołu. Nie sądziłam, że zrobi się tak głośno, no dobra dużo nas to może tak być. Mój wzrok powędrował w stronę rogalika i innych słodyczy. Chciałabym spróbować każdy kawałek z tych słodyczy, ale raczej nie będzie mi to zbytnio pisane. Sięgnęłam zrezygnowana po makaronik, słodki i puszysty. Widać, że matka postawiła na jakość i detale. Nie można znaleźć niczego, co byłoby złe. A tort? Tort był piękny, naprawdę kocham naszą tradycję. Z każdym rokiem mimo poważniejszego wieku, torty są coraz piękniejsze i też w jakimś sensie dorastają razem z nami, oczywiście pod względem dekoracji.
Wstałam i postanowiłam coś powiedzieć. Nigdy nie byłam w to dobra, ale tym razem chciałam spróbować. Przecież swoją mową raczej nie zniszczę naszej wspólnej imprezy. Poprawiłam sukienkę i postukałam łyżeczką w kieliszek.
— Chciałabym podziękować wszystkim, którzy się pojawili na tej imprezie. Zwłaszcza dla mojej ukochanej mamy, która to wszystko przygotowała. Liczę, że za rok nasz stół się jeszcze powiększy i już nie mogę się doczekać, aż wszyscy pójdziemy na parkiet. Tort z jednorożcem naprawdę dużo dla mnie znaczy — Dolna warga mi zadrżała, ale nie poleciała żadna ze złe. Dość szybko usiadłam na krzesełku. Nałożyłam małą porcję jedzenia, obserwując wszystkich wokół. Jak mam być szczera, to jakoś dzisiaj miałam gdzieś, że matka byłą cięta na moją siostrę. Dzisiaj jest dzień mój i Scher, niech na nią wyrzuca całe błoto, a nie na nas. Zresztą należy jej się, przez ten cały ubiór. Nie pasuje on do tematyki. Gdybym była tak niewychowana jak ona, pewnie zrobiłaby to samo na jej przyszłe urodziny.
— Czy mój młodszy brat, chce zatańczyć ze swoją siostrą? — Zapytałam się, nie chcę, żeby siedział taki markotny i bez humoru w mój dzień. Grace da sobie radę, ale trzeba też zwrócić uwagę na niego. Mało się z nim widzę, zawsze jakoś mamy problem. Teraz mamy czas i moment do rozmowy, nawet jeśli nie chce rozmawiać z mamą. Czekając na jego odpowiedź, usiadałam ponownie obok kuzynki.
— Jeśli za rok będę dalej sama, wynajmę na urodziny aktora. Bo ty pewnie już będzie panią Stones — Zachichotałam. Rany jeszcze będzie panieński, ślub i ogólnie jeszcze większe rodzinne imprezy. Mam nadzieję, że żadna z rodzin się nie zabije. Bo będzie megasłabo, a moja mama lubi postawić na swoje.

Shereen Winfield Grace LeBlanc Eric Stones Cordelia LeBlanc Reeve LeBlanc
moonlight_13
Wykorzystywanie AI w postach, pospieszanie co do odpisu. Resztę można wspólnie obgadać.
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

- Zobaczymy, czas pokaże. Najwyżej ucieknę, a potrafię szybko biegać. - odpowiedział Reevowi, udając, że przygotowuje się do biegu. Lekko ugiął kolana i pochylił ciało do przodu, jakby w każdej chwili zamierzał ruszyć sprintem. W sumie ciekawiło go, czy faktycznie będzie aż tak źle.
Poczuł pewnego rodzaju ulgę, kiedy usłyszał, że będzie siedział obok Sher - w przeciwnym razie z pewnością czułby się niezręcznie i pewnie tylko czekałby na to, by móc do niej podejść albo pisałby wiadomości.
Eric zaśmiał się nerwowo, kiedy usłyszał skierowane w swoją stronę słowa cioci Cordelii i przejechał dłonią po włosach, doskonale wiedząc, do czego nawiązywała. Przeniósł wzrok na Sher, by następnie ścisnąć nieco mocniej jej dłoń. Chrząknął, jakby przywoływał się do porządku, po czym przybrał poważny wyraz twarzy.
- Oczywiście, że słyszałem i zamierzam sprostać wszelkim oczekiwaniom. Bez względu na wszystko. - odpowiedział, patrząc swojej dziewczynie prosto w oczy, żeby miała świadomość, iż mówił całkowicie poważnie - aczkolwiek wiadomo, zaręczyn jeszcze NIE planował, bo przecież dopiero co zaczęli ze sobą chodzić. Posłał Winfield lekki uśmiech, a po sekundzie lub dwóch ponownie spojrzał na panią Le Blanc.
- Wierzę Pani. - powiedział zgodnie z prawdą, co do tego, że ludzie pracujący na kuchni byli bardziej wymagający, bo pewnie składali listę potrzebnych składników, a tych musiało być sporo. Aż sobie wyobraził rzucanie garami albo kręcenie nosem, bo zupa wyszła za słona. Znaczy, on ogólnie szanował tych, co potrafili przyrządzić pyszne posiłki i dobrze czuli się w kuchni, bo on talentu kulinarskiego nie posiadał - albo go nie odkrył, ograniczając się głównie do instant ramenów, kanapek, płatków lub jajecznicy.
Na słowa Grace odpowiedział uśmiechem, a potem zaczął iść w kierunku przydzielonego mu miejsca, trzymając Sher za rękę. Po otrzymaniu buziaka w policzek, kąciki ust Erica powędrowały maksymalnie do góry. Usiadł i uważnie wysłuchał, o co chodziło z jednorożcami.
- To urocze. No tak… ma to sens. Czyli rozumiem, że oczekujecie książąt nie na białych rumakach, a na jednorożcach? - spytał, oczywiście żartując. On w sumie nie miał żadnej tortowej tradycji. Zazwyczaj jego mama dogadywała z ojcem, by kupić jakiś tematyczny, w zależności od wieku, a gdy był nastolatkiem, przeważnie zrezygnowano z tematycznych - co innego, kiedy znajomi mu organizowali przyjęcie - i po prostu wybierano owocowe lub czekoladowo-śmietankowe.
Eric był pod wrażeniem, bo obsługa chodziła tak, jakby ktoś ją nakręcił. Wszyscy doskonale wiedzieli, gdzie mieli iść i gdzie powykładać przystawki. Widząc homara, oczy mu zaświeciły. Oczywiście planował spróbować wszystkiego, bo wszystko wyglądało PYSZNIE. Tak naprawdę, zdążył niewiele zjeść, ponieważ miał wrażenie, że szybko podano danie główne składające się z kaczki oraz warzyw. Cóż, jego widelec wraz z nożem zaraz wylądował w kaczce. Słysząc o croissantach z truskawkami i mascarpone, miał ochotę po niego sięgnąć, lecz w pierwszej kolejności należało dokończyć to, co było na talerzu. Nie chciał mieszać kaczki ze słodkim croissantem. Lodów z frytkami też nie mieszał. Tak czy inaczej, spojrzał w oczy Sher, której podziękował za tę informację lekkim skinięciem głowy, jednocześnie przyjmując to do wiadomości.
- Tak wielu rzeczy chciałbym spróbować. - stwierdził, żałując, że nie mógł jeść oczami… Nagle Audrey wstała, więc Eric przestał jeść i uważnie słuchał kuzynki Sher. Uzupełnił swój kieliszek oraz kieliszki osób siedzących obok, by po zakończonej przemowie, unieść go w kierunku Audi.
- Bardzo ładna przemowa. Twoje… albo raczej Wasze zdrowie. Zdrowie solenizantek. - powiedział, nie wiedząc, czy ktoś jeszcze pójdzie jego śladem. Chciał wypić za zdrowie Sher oraz Audi i to zrobił. Szanował, kiedy ktoś decydował się mówić coś prosto z serca, szczególnie kiedy mnóstwo innych osób patrzyło i słuchało. On sam nie lubił przemawiać przed tłumem i tak było… praktycznie od zawsze - wiadomo, szkolne prezentacje go nie ominęły.
- Mogę prosić? - spytał, wyciągając rękę w kierunku swojej dziewczyny - bo skoro Audi czekała aż ludzie przeniosą się na parkiet, nie zamierzał jej zawieść. Jeść najwyżej dokończy później. Dobrze, że miał wygodne buty, które nie powinny go obetrzeć.

Shereen Winfield Audrey LeBlanc Cordelia LeBlanc Grace LeBlanc Reeve LeBlanc
55 y/o
For good luck!
168 cm
Dyrektor szpitala | Zastępca burmistrza Mount Sinai Hospital, Toronto City Hall
Awatar użytkownika
„Granice istnieją tylko do momentu, w którym ktoś decyduje się je przesunąć.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Gdy już wszyscy goście zajęli swoje miejsca przy stole, to z dumą przyglądałam się temu wszystkiemu i pozwoliłam rozmowom toczyć się bez mojego udziału. Było to dla mnie dość nietypowe, ponieważ zazwyczaj, kiedy znajdowałam się w pomieszczeniu pełnym ludzi, to prędzej czy później zaczynałam świadomie lub zupełnie odruchowo kontrolować kierunek rozmowy. Tym razem uznałam jednak, że zrobiłam już wystarczająco dużo.
Zwłaszcza w jednej kwestii zdecydowałam się kompletnie odpuścić. Nie zamierzałam dłużej poświęcać uwagi Grace. Powiedziałam, co sądziłam o jej stroju. Ona najwyraźniej zamierzała pozostać przy swoim zdaniu, a dalsze przeciąganie tego tematu sprawiłoby jedynie, że wyglądałabym, jakbym desperacko próbowała wygrać dyskusję dotyczącą kawałka szmaty materiału. Nie potrzebowałam tego rodzaju zwycięstw. Co więcej, kiedy emocje opadły, to mój wcześniejszy pomysł z kelnerem wydał mi się wyjątkowo małostkowy. Zauważyłam obsługującego nas wcześniej mężczyznę i uniosłam lekko dwa palce, przywołując go do siebie. Nachyliłam się na tyle, aby nie musieć podnosić głosu.
- Zmiana planów - powiedziałam cicho. - Proszę zapomnieć o tym, o czym rozmawialiśmy wcześniej. Żadnego wina i żadnych przypadków. - Wyjęłam kolejny banknot i wsunęłam go dyskretnie w dłoń kelnera. - Zamiast tego proszę przynieść mi coś specjalnego. Coś, czego nie ustaliłam wcześniej w menu. Jeżeli szef kuchni ma cokolwiek, czym uważa, że może zrobić na mnie wrażenie, to niech spróbuje. Proszę mu powiedzieć, że ma pełną swobodę. - Poprawiłam swoją pozycję na krześle na bardziej wygodną. - I proszę zadbać o odpowiednie wino. Tym razem najlepiej, żeby pozostało w kieliszki.
Kącik moich ust drgnął nieznacznie. To było zdecydowanie bardziej konstruktywne wykorzystanie pieniędzy, a przy okazji mogłam poprawić swój nastrój. Doszłam do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem było zachowywanie się tak, jakby temat sukienki Grace nigdy nie istniał. Niektórych ludzi bardziej drażniła obojętność niż jakakolwiek riposta.
Znacznie więcej uwagi zamierzałam poświęcić swojej siostrzenicy. Propozycja pomocy przy przy kolejnym przyjęciu wywołała we mnie szczere rozbawienie. Oczywiście nie wynikało to z tego, że uważałam ja niezdolną do przygotowania czegoś podobnego. Było zupełnie na odwrót. Miała do tego znacznie więcej wyczucia niż większość osób, którym płaciłam za dekorowanie podobnych wydarzeń.
- Zapamiętam tę propozycję - powiedziałam. - Tylko uprzedzam, że kiedy następnym razem zaoferujesz mi pomoc, to rzeczywiście z niej skorzystam. Nie należę do osób, które odpowiadają oczywiście, a później i tak wszystko robią same tylko po to, żeby móc narzekać, jakie są przepracowane. - Uśmiechnęłam się i puściłam do niej oczko. - Chętnie skorzystam z pomocy, ale prawo do ostatecznej decyzji zastrzegam sobie.
Przez chwilę naprawdę pozwoliłam sobie cieszyć się z efektów przygotowań. Mogłam znaleźć kilka drobiazgów, które następnym razem należało poprawić, ale nie były to rzeczy, które zamierzałam analizować podczas urodzin własnej córki. Dopiero pytanie Shereen o jej matkę sprawiło, że moja twarz spoważniała. Z tego tematu nie zamierzałam jednak stroić żartów.
- Nie - odpowiedziałam po chwili - Evelyn nie dzwoniła do mnie w sprawie przygotowań. - Nie próbowałam łagodzić swojej odpowiedzi. Shereen była dorosła i zasługiwała na prawdę, a nie na wygodne kłamstwo wymyślone po to, żeby chronić jej matkę. - Wiedziała o przyjęciu. I dokładnie wiedziała ile to dla ciebie znaczy. Jeżeli chcesz znać moje zdanie, to powinna była znaleźć kilka minut, nawet gdyby była na drugim końcu świata.
Poczułam lekką irytację i nie zamierzałam tego ukrywać. Mogłam mieć wiele wad jako matko. Byłam tego świadoma, nawet jeżeli lista przygotowana przez moje dzieci prawdopodobnie byłaby znacznie dłuższa od mojej. Potrafiłam być wymagjąca i ingerowałam tam, gdzie według niech nie powinnam, a czasami moje metody zdecydowanie przekraczały granicę delikatnej sugestii. Ale zawsze interesowałam się ich życiem. Tego nikt nie może mi zarzucić.
- Nie będę jej usprawiedliwiać - dodałam spokojnie. - I ty również nie musisz. To, że ktoś jest twoją matką nie oznacza, że masz obowiązek bez końca tłumaczyć jego brak zainteresowania. - Spojrzałam na Shereen znacznie łagodniej. - Dzisiaj masz obok siebie ludzi, którzy chcieli tutaj być. Skup się na nich skarbie. Na matkę możesz zdenerwować się jutro, a dzisiaj nie oddawaj jej nawet tej części tego wieczoru.
Być może właśnie dlatego zawsze czułam wobec Shereen coś więcej niż zwykła sympatię do siostrzenicy. Nie zastępowałam jej matki i nigdy nie próbowałam tego robić. Była jednak moją córką chrzestną i traktowałam ten tytuł znacznie poważniej niż mogłoby się wydawać.
Moje rozmyślania zostały przerwane przez Audrey. Początkowo jej podziękowania za przygotowanie przyjęcia przyjęłam z naturalną satysfakcją. Przez lata urządzałam podobne uroczystości i upewniałam się, że moje dzieci dostają wszystko, czego potrzebują. Nigdy nie potrzebowałam ich podziękowań, a jednak kiedy je dostałam, to okazało się, że znaczą dla mnie bardzo wiele. Uniosłam kieliszek w stronę Audrey i uśmiechnęłam się.
- Dla was zawsze warto się postarać - powiedziałam. W sumie tylko tyle, bo każde dodatkowe zdanie prawdopodobnie zepsułoby ten moment. Nie potrzebowałam przemowy, aby powiedzieć własnej córce, że jest dla mnie ważna. Przynajmniej miałam nadzieję, że nie potrzebowałam. Gdy temat zszedł na jednorożce, to pokręciłam jedynie głową z rozbawieniem. - W takim razie tradycja pozostaje nietknięta. Za rok również będzie jednorożec.
Przeniosłam spojrzenie na Erica. Musiałam przyznać, że radził sobie lepiej niż początkowo zakładałam. Nie spanikował nawet wtedy, gdy Shereen zaczęła mówić o pierścionku zaręczynowym, a później sam zapewnił, że zamierza sprostać jej oczekiwaniom. Postanowiłam to zapamiętać.
- Dobrze Ericu - powiedziałam z lekkim uśmiechem. - W takim razie będę pamiętała, że powiedziałeś to przy świadkach. - Nie miałam zamiaru dręczyć go dalej. Ich związek dopiero się rozwijał i nawet ja potrafiłam uznać, że omawianie szczegółów przyszłego ślubu podczas jednego z pierwszych rodzinnych spotkań byłoby odrobinę niestosowne. Chociaż wyłącznie odrobinę.
Patrząc na niego i Shereen, po raz kolejny uświadomiłam sobie, że coraz częściej zaczynałam traktować Erica jak kogoś, kto może zostać w naszym życiu na dłużej. Ta myśl nie wywoływała już we mnie niepokoju. Jeżeli miał być człowiekiem, przy którym Shereen będzie szczęśliwa, to mogłam zrobić dla niego miejsce.
Wtedy moje spojrzenie przesunęło się w stronę Reeve'a. Nie zamierzałam ponownie rozpoczynać rozmowy o tym, co wydarzyło się między nami. Powiedziałam wcześniej, że wrócimy do tego na osobności i zamierzałam dotrzymać słowa. Sięgnęłam po kieliszek i upiłam niewielki łyk wina.
Kiedy przede mną pojawiło się zamówione dodatkowo danie, to spojrzałam na nie z zainteresowaniem. Ostatecznie uznałam, że była to zdecydowanie lepsza decyzja niż marnowanie dobrego czerwonego wina na czyjąś sukienkę. Spróbowałam niewielkiego kawałka i dopiero wtedy pozwoliłam sobie na zadowolony uśmiech. - Przekażcie szefowi kuchni, że tym razem mnie nie rozczarował - powiedziałam do obsługi.
Gdy część gości zaczynała już coraz wyraźniej interesować się parkietem, to odłożyłam sztućce i sięgnęłam ponownie po kieliszek. Nie zamierzałam zatrzymywać nikogo przy stole tylko dlatego, że kolacja została zaplanowana według określonego harmonogramu. To były urodziny i nawet moje plany mogły czasami zostać nieznacznie zmodyfikowane. Przez chwilę zostałam jeszcze na miejscu. Nie dlatego, że nie miałam ochoty dołączyć później do pozostałych. Chciałam po prostu przez moment popatrzeć na efekt całego dnia i na rodzinę. Na ludzi, którzy doprowadzali mnie do furii częściej niż ktokolwiek inny, a mimo to byli jedynymi osobami, dla których bez wahania poświęciłabym tyle czasu.
Oparłam palce o kieliszek i spokojnie obserwowałam parkiet. Nie zamierzałam oczywiście podchodzić do kogokolwiek pierwsza. Nie po to przez całe życie budowałam swoją pozycję, żeby teraz biegać za ludźmi z pytaniem, czy zechcą ze mną zatańczyć. Jeżeli ktoś chciał mojego towarzystwa, to doskonale wiedział, gdzie mnie znaleźć. Mimo wszystko byłam ciekawa, kto okaże się wystarczająco pewny siebie, żeby podejść. I, co znacznie ważniejsze, kto rzeczywiście zasłuży na to, żebym się zgodziła.

Audrey LeBlanc Shereen Winfield Eric Stones Grace LeBlanc Reeve LeBlanc
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”