30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

058
Unikanie stresów w dorosłym życiu w ogóle nie było łatwe. Z roku na rok miała wrażenie, że jest to trudniejsze. Potrafiła się wyluzować przy narzeczonej najłatwiej na świecie, ale niestety przychodziły też momenty, w których nie były w stanie wpłynąć na siebie pozytywnie i musiały skupić się na trudnych momentach. Dorosłe życie przecież w nie obfitowało! Wiedziała mniej więcej jak poradzić sobie ze stresem, gdy w grę wchodziła praca. Wchodziła w tryb bojowy i nieco się wtedy zamykała, ale już coraz sprawniej była w stanie w tym lawirować i zdejmować sobie z barków ciężary, które nie musiały się na nich pojawiać. Coraz lepiej wychodziło jej też zabieranie nerwów z Teddy, kiedy to ona wracała zestresowana po długiej zmianie. Zdawała sobie sprawę, że czasami dobre słowa niczego nie dadzą, bo praca Darling była skomplikowana, ale zawsze oferowała jej po prostu bycie obok. Podobnie zresztą rozwiązywały kwestie wszelkich problemów we własnej relacji, których na całe szczęście nie miały za dużo. Drobne konflikty rozmywały się dość szybko i w końcu zawsze były w stanie znaleźć nic porozumienia oraz dotrzeć do siebie w taki sposób, by okazać sobie jak największe wsparcie. Bardzo to w nich ceniła.
Istniały jednak rzeczy, na które trudno było znaleźć remedium. Były na świecie takie rzeczy, które się filozofom nie śniły. Ani fizjologom. Ani w ogóle nikomu normalnemu. Była widma, które siadały na klatce piersiowej tak mocno, że nie dało się ich zrzucić zwykłym ignorowaniem. Trzeba po prostu było kombinować. Jednym z nich byli rodzice Finch. Pozbycie się ich tak po prostu właściwie było niemożliwe. Nie chciała przecież, żeby nagle wyparowali jak w Kevinie samym w domu. To nie było żadne rozwiązanie, to było pójście na łatwiznę. Zresztą nawet Kevinowi się to nie opłaciło. Nie były w stanie unikać Finchów w nieskończoność, bo w końcu musiało pojawić się coś, co zmusi ich do koegzystowania. Tym razem okazało się, że będą to urodziny pani Finch.
April westchnęła ciężko, spoglądając na narzeczoną, która siedziała obok. Zaproponowała jej, by pojechały Uberem, bo dzięki temu obie będą mogły się napić, a to mogło okazać się dzisiaj niezbędne. Kusiło ją, żeby w ostatniej chwili zrezygnować. Mogły napisać, że nagle wybuchło im mieszkanie albo zostały pilnie wezwane, żeby pomóc swojej siostrze, która pewnie teraz odmalowywała mur chiński czy coś. Wystarczyłoby kupić bilety lotnicze w jedną stronę i po prostu uciekać. Ale to chyba nie byłoby mądre. Musiały po prostu się ogarnąć, były podobno dorosłe.
— Może ustalmy jakiś tajny sygnał, na który zacznę udawać, że mdleję i będziesz musiała mnie zabrać do szpitala? No wiesz, żeby szybko stamtąd zwiać — zasugerowała niepewnie. Nie brzmiało to jak solidny plan, ale kazdy inny wydawał jej się równie absurdalny, więc w sumie czemu by nie akurat ten konkretny?

teddy darling
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
z tobą słyszę zapachy, węszę kolory i dźwięki,
gwiazdy, zorze, tęcze przy tobie to nic
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

076.
Miała nadzieję, że z państwem Finch spotka się ponownie dopiero na własnym ślubie. Nic bardziej mylnego. Przecież istniało jakieś czterysta dwadzieścia innych okazji, przy których chcąc nie chcąc - bardziej nie chcąc - będą musieli zasiąść przy jednym stole. Święta, imieniny, chrzciny jakiegoś nieistniejącego jeszcze dziecka, rocznice, rodzinne obiady i oczywiście urodziny. Zwłaszcza urodziny, bo te powtarzały się co roku. Właściwie Teddy była trochę zdziwiona, że teraz siedziały w Uberze, który właśnie podjeżdżał pod rodzinny dom narzeczonej. To chyba tylko dlatego, że dzisiejszego dnia swoje święto obchodziła Abigail, a nie Paul. I był to wyłącznie pomysł jej matki. Pocieszający pozostawał fakt, że urodziny pana Fincha były już za pasem i strażaczka jakimś cudem nie zdążyła się na nie załapać. Prawdopodobnie tylko dlatego, że wtedy ona i April nie były jeszcze razem. Darling szczerze nie sądziła, żeby Paul miał jakąkolwiek szczególną ochotę celebrować własne urodziny w jej towarzystwie. Ba, podejrzewała, że gdyby dostał możliwość wyboru pomiędzy wspólną kolacją z Teddy a spędzeniem wieczoru na składaniu raportów podatkowych, wybrałby tę drugą opcję.
Była zestresowana jak diabli. Ostatnie spotkanie zdecydowanie nie poszło najlepiej i strażaczka wciąż miała je gdzieś z tyłu głowy. Tym razem liczyła jednak na nieco łagodniejszy przebieg całego wieczoru. Z samą Abigail było już przecież o wiele milej, chociaż nadal dość sztywno. Przyszła teściowa zaczęła patrzeć na nią nieco bardziej przychylnym okiem, a nawet prowadziły normalną konwersację. Jak na ich relację był to już całkiem spory sukces! Teddy zamierzała się go trzymać. Nie będzie przecież od razu skakać na głęboką wodę. Wystarczy, że rodzice ukochanej przestaną patrzeć na nią jak na największy błąd w życiowych wyborach swojej córki. Nie była jednak przekonana, czy to w ogóle możliwe.
Postanowiła jednak zacząć od małych kroczków, a pierwszym z nich był odpowiedni dobór stroju. Skoro nie mogła już zrobić dobrego pierwszego wrażenia, zawsze mogła spróbować wywrzeć kolejne. To pierwsze i tak było już dawno stracone. Kiedy miały z April po piętnaście lat, upiły się u starszych kolegów jakimś tanim piwskiem, a później wyjątkowo zostały odebrane stamtąd przez Finchów. Teddy zarzygała im tapicerkę. Tego wrażenia raczej już po sobie nie wymaże. Nie miała też złudzeń, że Paul zapomniał o tym wydarzeniu. Prawdopodobnie pamiętał je lepiej niż większość swoich własnych urodzin. Ale przecież zawsze mogła spróbować wywołać kolejne wrażenie! Biały komplet w postaci marynarki i skrojonych spodni w kant z pewnością się do tego nadawały. Założyła nawet kolczyki i łańcuszek z wisiorkiem, co naprawdę świadczyło o wyjątkowej okazji, bo Darling nie nosiła się tak na co dzień.
— Jaki sygnał? — spojrzała ze zdezorientowaniem na narzeczoną. — Może od razu udajmy, że odeszły ci wody — rzuciła z lekkim rozbawieniem, żeby rozładować nieco atmosferę. Nie mogły się aż tak spinać. To niedorzeczne! — Jeśli faktycznie zrobi się zbyt nerwowo, to napisz mi ukradkiem wiadomość i coś wymyślę, żeby cię stamtąd zabrać. Albo chociaż pójdziemy na chwilę na górę. Będę mogła całować cię po kryjomu w twoim dawnym pokoju. Jak dawniej — uśmiechnęła się szeroko i nachyliła się, żeby musnąć jej usta. Będzie dobrze!
Samochód zatrzymał się na podjeździe, a Teddy poczuła, jak wszystkie wnętrzności podchodzą jej do gardła. Najwyraźniej była mocna tylko w gębie. Cała pewność siebie, którą jeszcze chwilę temu próbowała z siebie wykrzesać, nagle wyparowała, pozostawiając po sobie jedynie lekki ucisk w żołądku i ochotę, żeby jednak kazać kierowcy zawrócić. Dobrze, że niewiele zjadła. Przynajmniej nie miała czym obrzygać wnętrza taksówki.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pech chciał, że Abigail ubzdurała sobie, że muszę jednak wszyscy się pogodzić i znaleźć wspólny język. No dobra, to akurat był całkiem dobry pomysł, ale mogła jeszcze z tym poczekać. Przełożyć te urodziny o parę miesięcy czy coś. Nie, to chyba nie do końca tak działało. To mogła je sobie po prostu w tym roku odpuścić. Albo nie zapraszać tej dwójki, to byłoby najprostsze rozwiązanie. April mogła przecież wpaść sama. Wypiłyby razem kawę, zjadły ciastko i tyle byłoby z tego dnia. Jej matka jednak wyraźnie podkreśliła, że oczekiwała na spotkaniu również jej narzeczonej. April nawet podpytała nieśmiało, czy ojciec będzie w domu. Trzymała kciuki, że wyjechał za czymś służbowo albo najzwyczajniej w świecie się ulotni, ale wszystko wskazywało na to, że nic z tego. Nie dość, że na spotkaniu będzie sztywno, to pewnie jeszcze nerwowo. Cudownie. April poczuje się tak, jak czuła się przez sporą część dzieciństwa i dorastania.
Tyle dobrego, że będzie mogła napatrzeć się na swoją piękną narzeczoną! Ostatnio miała trochę więcej okazji, by obserwować ją w odświętnych wydaniach i bardzo jej to odpowiadało. Teddy oczywiście podobała jej się zarówno w marynarce, jak i sukience, mundurze i dresie. Każda z tych wersji miała swój niezwykły urok. Tę po prostu widywała najrzadziej, więc dlatego tak się nią cieszyła. Lubiła, gdy miały okazję razem wyglądać ładnie. Sama zdecydowała się na dość podobny zestaw. Dzięki czarnym, długim spodniom czuła się jakoś pewniej i swobodniej. Różowa marynarka i pasująca do niej odcieniem kamizelka, którą miała na sobie, przypominały jej, że żaden chłop nie będzie jej wchodzić na łeb i niech się Paul Finch pierdoli. Tak naprawdę to nie. Po prostu kupiła sobie to niedawno, nie miała jeszcze okazji założyć i uznała, ze dzisiaj będzie super.
— Z tymi wodami to nie jest taki głupi pomysł. Myślę, że ojciec byłby zbyt przerażony, żeby coś z tym zrobić — prychnęła rozbawiona. Trudno było jej sobie wyobrazić Paula w takiej sytuacji. Tutaj jednak problematyczna na pewno okazałaby się Abigail, która uparłaby się, że pojedzie z nimi, zakładając, ze w ogóle jakimś kosmicznym cudem by w to uwierzyli.
— Myślisz, że jak nas znowu ktoś przyłapię, to dostanę opierdol, że jestem za młoda i powinnam się skupić na czymś poważnym? — zaśmiała się krótko. Szansa na to była zdecydowanie nie zerowa. Pech chciał, że zawsze będzie młodsza od rodziców i oni na pewno będą wykorzystywać to do końca jej dni. Westchnęła teatralnie, podchodząc z narzeczoną na taras. W rękach ścisnęła mocniej prezent, jaki kupiły. April zaproponowała piękne, kolekcjonerskie wydanie Anny Kareniny, bo wiedziała, że akurat takiej pozycji matka w biblioteczce nie miała. Do tego dorzuciły bilety dla dwojga do teatru muzycznego. Abigail nie powinna narzekać – chociażby z uprzejmości.

teddy darling
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
z tobą słyszę zapachy, węszę kolory i dźwięki,
gwiazdy, zorze, tęcze przy tobie to nic
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogłaby znaleźć milion sposobów, żeby wykręcić się z tego spotkania. Udawać, że czuje się fatalnie i jest obłożnie chora. Ściemnić, że już wcześniej była umówiona z Bunny, żeby porobić zdjęcia. Powiedzieć, że ma dwudziestoczterogodzinną zmianę. Albo fatycznie ją mieć, zamieniając się z Jettem. Ale nie wykręciłaby April takiego numeru. To nie byłoby w porządku. Już dawno porzuciła nadzieję, że ojciec narzeczonej ją zaakceptuje. Z Abigail nie było tak źle, tolerowała obecność strażaczki w życiu najstarszej córki. Ale Paul? Szkoda gadać. Prędzej krowy zaczną latać, niż rzeczywiście zaczną jakoś się dogadywać. Mimo to Teddy postanowiła zacisnąć zęby i jakoś przebrnąć przez ten wieczór. Nie miała jeszcze żadnej taktyki. Bycie sobą ostatnio wcale nie pomogło. Może powinna rzucić ot tak, że zastanawia się nad zmianą pracy? Nie, to głupie. Nie pozostało jej nic innego, jak improwizować i płynąć z prądem. Chuj, najwyżej się utopi.
Obie odpierdoliły się jak szczury na otwarcie kanału. To zawsze dodawało animuszu. Nieprawda. Wizja spędzenia czasu z Finchami sprawiała, że Darling momentalnie poczuła się strasznie mała. Chyba najlepszą opcją będzie po prostu siedzieć jak trusia i grzecznie przytakiwać na wszystko, co powie Paul. Nie odzywać się, jeśli nikt jej o zdanie nie zapyta, nie wchodzić w dyskusje i przede wszystkim nie próbować być mądrzejsza, niż w rzeczywistości była. Z takim systemem działania nic nie mogło pójść nie tak. Prawda?
— Dla ciebie mogę nawet zrzucić się ze schodów i rozwalić sobie ten głupi ryj — oznajmiła pokrzepiająco. Miłość wymagała poświęceń. Czasami były to drobne rzeczy, jak dzielenie się ostatnim kawałkiem pizzy. Innym razem człowiek musiał się najwyraźniej poświęcić i ryzykować własnym życiem, żeby wydostać ukochaną z rodzinnych włości. Podejrzewała zresztą, że nawet w takiej sytuacji pan Finch zażądałby jedynie, żeby przestały się wydurniać i wróciły do stołu, zanim jedzenie całkowicie wystygnie.
— Mam nadzieję, że jednak nikt nas nie przyłapie, bo zamierzam cię dzisiaj w tym pokoju przelecieć. No co? Nigdy nie miałam okazji — wzruszyła lekko ramionami. Piętnaście lat temu były na etapie całowania i łapania za cycki. To przez Finchów, którzy wparowywali do sypialni córki, nie doszło do niczego więcej!
Wybrany przez April prezent był doskonały. Dla jej matki, oczywiście. Kto sam z siebie sięgnąłby po Lwa Tołstoja? Na pewno nie Darling. Nie miała nic przeciwko książkom, ale zdecydowanie wolałaby przeczytać instrukcję obsługi nowej wiertarko-wkrętarki niż zgłębiać rosyjską literaturę. Nie była żadną uczoną. Nie posługiwała się Mickiewiczowskim językiem i nie potrafiła wypowiadać się w piękny, wyszukany sposób. Owszem, wszyscy chyba spodziewali się, że skoro jej matka była anestezjolożką, to Teddy również powinna wyssać inteligencję z mlekiem matki, ale ona wdała się w ojca. Przynajmniej była zabawna. A na tym zawsze zależało jej najbardziej!
— Ja pukam, ty mówisz? — rzuciła żartobliwie i zastukała w drzwi ciężką, mosiężną kołatką, a z serce załomotało jej o żebra w rytm tego stukotu, przypominając strażaczce o stresie.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spotkanie nie miało być niczym szczególnym. To nie potężne urodziny, na które zostanie sproszona cała rodzina, a przynajmniej o niczym takim Abigail swojej córki nie poinformowała. Wychodziła jednak z założenia, że Finchowie nigdy nie pogardzą bardziej eleganckim strojem, bo był dla nich właściwie codziennością. Gdyby miały jednak sięgnąć po jeansy i zwykle koszulki, to i tak musiałby się postarać, żeby to w jakiś sposób wyglądało nowobogacko. Jakby nie było, szły przecież świętować, a na świętowanie zawsze miło jest się ładnie ubrać. No i dodawał sobie przyjemności, dając opcję patrzenia tej drugiej na siebie w takim wyjątkowym wydaniu. To akurat przyniesie ulgę zarówno ich duszom, jak i ciałom. Potrzebowały każdej możliwej opcji na rozładowanie napięcia. Nie powinny się też najebać w trzy dupy, bo pewnie narobiły sobie przy okazji wstydu, a to na pewno nie było im potrzebne. A może właśnie jednak powinny się schlać? I najlepiej Paula też. Wtedy jakoś odnaleźliby wspólny język. Pijany z pijanym zawsze się dogada! No albo doszłoby do jakiejś bójki, co też ustawiłoby ich relację w jakimś konkretnym miejscu.
— Strasznie się zrobiłaś odważna. W środku też taka będziesz? — Pokręciła głową z rozbawieniem. Myśl o tym, żeby zaciągnąć narzeczoną do swojej starej sypialni i spędzić z nią czas w taki sposób, w jaki nie nigdy nie miały okazji, była naprawdę kusząca. Na pewno bawiłyby się doskonale. Pewnie dużo lepiej niż te piętnaście lat temu. Z drugiej strony, to był wyjątkowo ryzykowny pomysł. April wolała nawet nie myśleć o poziomie żenady, z jakim musiałaby się mierzyć, gdyby jednak rodzice na czymś ich przyłapali albo po prostu coś usłyszeli. To ryzyko z gatunku tych, od których człowiek zaczyna się bardziej stresować, a nie robi się podekscytowany. Nie była pewna, czy zebrałaby się na odwagę, żeby sprawić narzeczonej taką przyjemność czy po prostu nie dałaby się sparaliżować strachem. Z drugiej strony strażaczka potrafiła wyczyniać z nią niestworzone rzeczy. Może w jakiś sposób wyrzuciłaby jej te wszystkie nerwy ze łba i dzięki temu April mogłaby dać się ponieść fantazji, popuszczając wszystkie hamulce? Nie była pewna.
Przeniosła wzrok na drzwi, kiedy Teddy postanowiła jednak dać Finchom znać, że już przyszły. Na ucieczkę oficjalnie było za późno, musiały po prostu w to brnąć. April wzięła ostatni głębszy wdech, zanim zobaczyła w progu Abigail.
— Dzień dobry. Cieszę się, że was widzę. No chodźcie, chodźcie. — Kobieta uśmiechnęła się na ich widok i cofnęła, wpuszczając je do środka. April posłała narzeczonej krótki uśmiech i przekroczyła próg swojego rodzinnego domu, próbując nie zapomnieć, że ma już trzydzieści lat i prawo do bycia sobą.
— Wszystkiego najlepszego, mamo. Pięknie wyglądasz. Jak się czujesz? — April objęła matkę z czułością, na moment pozwalając sobie na całkowite rozluźnienie. Nie było przecież między nimi wyłącznie źle. W urodziny miewały do siebie zdecydowanie miększe serca.
— Ach, no tak. To dla ciebie — dodała, przypominając sobie nagle, że pudełko, które trzyma w dłoniach, to przecież prezent. Podała go matce uśmiechając się od ucha do ucha.

teddy darling
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
z tobą słyszę zapachy, węszę kolory i dźwięki,
gwiazdy, zorze, tęcze przy tobie to nic
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jeszcze tego brakowało, żeby na tych urodzinach pojawiła się połowa rodziny April. Teddy chyba scaliłaby się z krzesłem. Albo przemieniła w fotel jak Horacy Slughorn przemieniony i stała elementem wystroju salonu. Obcowanie z dwójką nowobogackich to jedno, ale z całą chmarą? To chyba było ponad możliwości nawet kogoś tak towarzyskiego jak Teddy, która przecież z natury była niczym golden retriever. Uwielbiała ludzi i ludzie zazwyczaj uwielbiali ją. Poza Finchami. Ale wyjątek tylko potwierdzał regułę! Ale nie wszyscy Finchowie byli tacy źli, prawda? April była cudowna. Jej siostry też były w porządku. Miała też okazję poznać wujka Bena i akurat on wydał jej się naprawdę fajnym gościem. Jeździł zabytkowym Fordem Mustangiem, co samo w sobie zasługiwało na szacunek, a do tego tłumaczył, że samochód był symbolem wolności. Teddy była pod ogromnym wrażeniem. Do tego stopnia, że nie rozumiała, jakim cudem ten człowiek był bratem Paula. Przecież to się kompletnie nie kleiło. Może był adoptowany? Albo mieli różnych ojców? Darling nie miała pojęcia, jak genetyka mogła dopuścić do tego, żeby jeden z braci jeździł starym Mustangiem i nawijał o wolności, a drugi mroził wszystkich swoim spojrzeniem.
— Może? Ale nie martw się. Nie zrobię nic, przez co miałabyś zapaść się pod ziemię — wyszeptała przy uchu narzeczonej. Dobrze wiedziała, że gdyby przyszło co do czego, April zamiast skupić się na przyjemności, nasłuchiwałaby tylko, czy nikt przypadkiem nie wchodzi na górę. Teddy nie zamierzała fundować jej takiej traumy. To nie tak, że strażaczka obrała sobie za punkt honoru pieprzenie się z nią w jej rodzinnym domu. Jasne, sama wizja była cholernie kusząca, ale Darling nie była aż tak zdesperowana, żeby spełniać swoje małe fantazje kosztem komfortu ukochanej! Nie planowała też się schlać, ale jak wyjdzie, to już okaże się w praniu.
Przez chwilę żałowała, że w ogóle zapukała w te drzwi. Puknąć to ona mogła, ale siebie w łeb. Tylko że na to było już trochę za późno. Przyłapanie na spierdalaniu byłoby równie durne, co pozwolenie na przyłapanie ich na seksie. Skoro już tu stała, pozostawało jedynie wyprostować się i udawać, że absolutnie niczego się nie bała. Łatwizna!
— Wy też wyglądacie wytwornie — odparła Abigail, a Teddy uśmiechnęła się trochę krzywo. Kto tak w ogóle mówi? — To dla mnie? Och, naprawdę nie trzeba było — machnęła ręką i podeszła bliżej strażaczki, żeby i ją uścisnąć. Wyszło trochę niezręcznie. Teddy najpierw chciała podać jej rękę, potem uznała, że może jednak lepiej będzie nastawić policzek, a ostatecznie żadna z tych opcji nie wypaliła i skończyło się na krótkim, niezgrabnym uścisku połączonym z poklepaniem po ramionach.
— Spełnienia marzeń, pani Finch. To znaczy Abigail — zreflektowała się szybko. Czy one zdążyły przejść na ty? Za cholerę nie mogła sobie przypomnieć. — To naprawdę drobiazg — dodała z uśmiechem. Abigail wyglądała tak, jakby przymierzała się do otworzenia prezentu, ale po chwili namysłu odłożyła pakunek na etażerkę.
— Dziękuje, jesteście kochane. Chodźcie do jadalni. Nie przygotowałam niczego na ciepło poza zupą z pieczonej dyni. Zaczął się sezon i pomyślałam, że to doskonała okazja. Ale zrobiła kilka sałatek. Wszystkie są bez mięsa — posłała córce uśmiech, wyraźnie dając jej do zrozumienia, że wciąż pamięta o jej wegetarianizmie. — Czego się napijecie? — dopytała, kiedy obie zostawiły już w przedpokoju swoje rzeczy.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spojrzała na nią z wdzięcznością, gdy zapewniła, że właściwie będzie grzeczna. EMocje buzowały w April zazwyczaj bardzo silnie i czasami po prostu nie radziła sobie z nimi. Rozsadzały ją od środka. Dziwne, że nie robiły jej dodatkowych dziur w ciele, próbując się wydostać. Nie lubiła momentu, gdy nie potrafiła nadążyć za własnymi myślami. To było strasznie frustrujące. Jej rodzice mieli taką magiczną właściwość, że potrafili doprowadzić ją do takiego stanu kilkoma komentarzami. Zakładała, że nie robili tego celowo... zazwyczaj. Ale bywało różnie. Znali jej słabe punkty i potrafili z nich korzystać. Zajmowali si tym zawodowo, więc robieni tego na własnej córce było pewnie wręcz banalne. Teddy na szczęście nigdy się w ten sposób nad nią nie znęcała, choć biorąc pod uwagę, jak dobrze ją znała, to mogła bez problemu sobie z tym poradzić. Nawet tym razem zasugerowała, że jej daruje. Miała wyjątkowo ciepłe serce względem swojej narzeczonej.
Abigail przywitała je bardzo entuzjastycznie. Jak na siebie to niemalże euforycznie. Najwyraźniej lubiła dzień swoich urodzin! Nie wszyscy byli fanami. Nie że urodzin Abigail, tylko swoich. Niektórym źle się kojarzyło albo po prostu nie lubili robienia wokół siebie szopki. April oczywiście do takich nie należała. Bardzo lubiła swoje urodziny i potrafiła docenić, że dzień kręcił się wokół niej. Kto wie, może to miała właśnie po mamusi?
— No co ty mówisz, zawsze trzeba. To taka podpowiedź, że na swoje urodziny też oczekujemy prezentów. A przynajmniej ja oczekuję. — Wyszczerzyła się dumna ze swojego sprytnego planu. oczywiście tylko żartowała. No dobra, wcale nie. Chciała totalnie dostawać prezenty i byłoby jej przykro, gdyby ktoś się z nią spotkał z pustymi rękami. Oczywiście liczyła się przede wszystkim pamięć i obecność, ale w April było za dużo pieprzonej materialistki, żeby odpuszczać. Na szczęście rodzice nigdy nie porzucali jej w urodziny. Nigdy też nie żałowali pieniędzy.
Uśmiechnęła się, gdy usłyszała, że matka przygotowała jedzenie bez mięsa. Pamiętanie o nawykach żywieniowych własnej córki to niby drobiazg, ale April doskonale zdawała sobie sprawę, że powinna takie rzeczy doceniać. Nie chciała być wyrodną córką, a przynajmniej nie tak całkowicie.
— Ja poproszę o wino — powiedziała, spoglądając na matkę.[ Weszła śmiało do salonu, bo przecież w jakiś sposób nadal była u siebie w domu. Mina jej jednak nieco zrzedła, gdy zauważyła siedzącego przy stole Paula, który przeglądał coś na tablecie. Pewnie pracował, jak to on. Podniósł wzrok znad ekranu i spojrzał na swoją córkę.
— Cześć, tato — rzuciła, starając się wciąż być tak samo wesoła jak była jeszcze kilka sekund temu. Nie spędziła tu nawet piętnastu minut, a już przeszło przez nią piętnaście emocji.
— Dzień dobry. Cieszę się, że jesteście — odpowiedział, przenosząc wzrok na strażaczkę, która weszła do salonu za narzeczoną. Podniósł się z miejsca, odłożył urządzenie i skierował do barku, aby nalać córce zamówione wino oraz Teddy to, czego sobie zażyczyła.
— Siadajcie i opowiadajcie. Jak się czujecie? Jak po wyciecze do Stanów? — zagaiła Abigail, wchodząc do salonu jako ostatnia.

teddy darling
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
z tobą słyszę zapachy, węszę kolory i dźwięki,
gwiazdy, zorze, tęcze przy tobie to nic
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bardzo nie chciała doprowadzić narzeczonej do stanu, w którym ta nie wiedziałaby, co ze sobą zrobić. Teddy znała każdą wersję April i niejednokrotnie miała okazję obserwować, jak Finch wpada w spiralę własnych myśli. Była ostatnią osobą, która chciałaby dokładać jej zmartwień. Zwłaszcza że Finchowie i tak robili to ze zdwojoną siłą. Dlatego ukradkowe pieprzenie się w starej sypialni April odłożyła na nigdy. Trudno. Jakoś to przeżyje. Strażaczka funkcjonowała bez tego doświadczenia przez piętnaście lat, więc równie dobrze mogła wytrzymać kolejne piętnaście. Nie była przecież jakimś napalonym zwierzęciem, które musiało zaliczyć wszystko, co nie spierdalało na drzewo.
Abigail dała córce do zrozumienia, że tylko tak się mówiło, że nie trzeba było niczego jej kupować. Oczywiście, że trzeba było. Ten materializm u April i jej sióstr nie wziął się znikąd. Wszyscy z rodziny uwielbiali być obsypywani prezentami i oczekiwali dokładnie tego samego.
— A wiesz, co chciałabyś dostać? Musimy się z ojcem odpowiednio przygotować — odparła, mimo że do stycznia było jeszcze mnóstwo czasu. Teddy od razu zaczęła się zastanawiać, czy sama również nie powinna już pomyśleć o prezencie dla narzeczonej. W końcu styczeń wcale nie był tak daleko, jak mogłoby się wydawać. Czas leciał jak pojebany, a ona miała wyjątkowy talent do odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę. Zdecydowanie powinna zacząć odkładać pieniądze. April zawsze dostawała od niej jakieś prezenty, nawet kiedy były tylko przyjaciółkami. Darlinglubiła sprawiać jej przyjemność i raczej nie potrzebowała ku temu specjalnej okazji. Teraz jednak były w związku, a to do czegoś zobowiązywało. Samo danie dupy mogło tutaj nie wystarczyć. Chociaż, umówmy się, miała w tej kwestii całkiem sporo do zaoferowania. Mimo wszystko wypadałoby dorzucić do tego coś bardziej materialnego.
— Teddy, wydaje mi się, czy schudłaś? — przyszła teściowa zlustrowała strażaczkę od góry do dołu. A potem jeszcze raz.
— Słucham? Niemożliwe — odparła Teddy, spoglądając po sobie. Co prawda regularnie chodziła na siłownię i starała się utrzymywać kondycję, ale wcale nie chciała tracić na wadze. Nie taki był przecież cel tych wszystkich ćwiczeń. Miała być silna i sprawna, a nie nagle odkryć, że spodnie zaczynają jej zjeżdżać z tyłka. Zerknęła pytająco na narzeczoną, jakby chciała się upewnić, czy faktycznie schudła. Dlaczego nic jej nie powiedziała? Przecież mieszkały razem. April powinna zauważyć coś takiego jako pierwsza!
Mimo że Paul wyraził werbalnie swoją radość, to właściwie było na tyle. Naprawdę trudno było uwierzyć, że mężczyzna cieszył się na ich widok, kiedy kąciki ust nawet mu nie drgnęły.
— Dzień dobry — wychrypiała, bo automatycznie zaschło jej w gardle, a wszystkie sensowne słowa wyleciały z głowy i rozpłynęły się w powietrzu. Przyszły teść działał na nią w bardzo dziwny sposób. Najwyraźniej nie tylko jego córka potrafiła odebrać strażaczce mowę. Emocje, które temu towarzyszyły, były jednak zupełnie inne. — A ja poproszę whisky — dodała i usiadła przy stole obok narzeczonej.
Paul nie wydał się zaskoczony, że tego wieczoru ktoś dotrzyma mu towarzystwa przy konsumpcji trzydziestoletniej Crown Royal. Darling z kolei nigdy nie miała okazji kosztować aż tak drogiego alkoholu. Co, jeśli po kilku łykach zamieni się w nowobogacką? Czy będzie mówić o inwestycjach, prywatnych lekcjach golfa i wakacjach na jachcie? A może wystarczy, że zacznie obracać szklankę w dłoni, jakby to nie był jej pierwszy raz?
— Och, w Vermont było naprawdę wspaniale! Odwiedziłyśmy w sanktuarium krowę, którą April zaadoptowała dla mnie na urodziny i korzystałyśmy z tych wszystkich fikuśnych zabiegów w SPA. A co dobrego u państwa? — zapytała, starając się brzmieć jak najbardziej swobodnie. W końcu w tych dwóch prostych zdaniach raczej nie mogła palnąć niczego głupiego. Opowiedziała na pytanie, a potem grzecznie odbiła piłeczkę. Jak na razie szło jej całkiem nieźle. Co z tego, że minęły zaledwie dwie minuty, odkąd przekroczyły próg domu Finchów.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Można powiedzieć, że materializm wyssała z mlekiem matki. Gdyby wyszła z tego domu kompletnie obojętna na pieniądze i przedmioty, to byłoby wręcz dziwaczne. Może nigdy nie była rozpieszczana emocjonalnie, ale finansowo? Pewnie, że tak. Nie była przecież głupia i zdawała sobie sprawę, że większość jej znajomych w czasach szkolnych musiało starać się o pieniądze dużo intensywniej, podobnie jak o drogie prezenty czy luksusowe wakacje. Starała się po prostu, by ten cały materializm nie wyciągał z niej wszystkich najgorszych cech, a co najwyżej ich część. Na pewno mogłaby mieć dużo większego świra na punkcie pieniędzy. Kto wie, moze wtedy faktycznie przeszkadzałoby jej to, ile Teddy zarabia? Na całe szczęście nie było takiej możliwości. Nigdy nie zdarzyło jej się ocenić kogoś negatywnie pod tym względem, no nie pogrzało jej po prostu do reszty. Miała nadzieję, że jeżeli kiedykolwiek zmieni się w taką potworzycę, to ktoś z jej bliskich po prostu jej porządnie przysoli, żeby mogła się ogarnąć.
— Szczerze mówiąc najprostszą opcją byłby banały. Pieniądze albo jakieś vouchery? No wiesz, zbieramy teraz na wesele i dom z wyposażeniem, a to nie są sumy, które pojawiają się na koncie z dnia na dzień — zasugerowała nieco niepewnie. Wcale nie była przekonana, że rodzicom ta wersja się spodoba i to wcale nie była kwestia tego, że z tego prezentu skorzystałaby również jej narzeczona. April zdawała sobie sprawę, że jej matka lubiła po prostu podarowywać bardzo konkretne przedmioty, a nie suchą gotówkę. Oczywiście jakąś opcją byłoby też pójście z nią na zakupy, ale robiło jej się słabo na myśl o tym, że miałaby spędzić z matką cały dzień na wybieraniu sukni ślubnej albo nawet frontów do szaf, które powinny znaleźć się w sypialni. Załatwienie tego wszystkiego na odległosć byłoby lepsze dla nich wszystkich. Abigail pewnie też miałaby dość ze względu na niepokorność swojej najstarszej córki.
— Moim zdaniem nadal wyglądasz tak samo, czyli doskonale — zapewniła ją nieco ciszej, kładąc ręce na jej plecach. Uśmiechnęła się do narzeczonej łagodnie, spoglądając odruchowo na jej piersi. Tak to niestety bywało, że stamtąd człowiek zaczynał znikać najszybciej, gdy już chudnął. Widząc kogoś codziennie trudno było ocenić, czy faktycznie stracił na wadze, jeżeli to nie są drastyczne spadki, ale przecież Darling tak dbała o swoją sylwetkę, że to chyba było niemożliwe.
Atmosfera w salonie nie należała do najprzyjemniejszych na świecie, ale chyba nie było tak źle. Nikt się jeszcze z nikim nie pokłócił, szkło nie wylądowało ponownie na ścianie, no było po prostu znośnie. Może jeszcze się rozkręci? Trzeba było mieć na to nadzieję.
— Przyznam szczerze, że byłam nieco zaskoczona, gdy April opowiedziała mi o adopcji tej krowy, ale cieszę się, że dla ciebie ten gest okazał się znaczący. — Abigail zwróciła się do Teddy, odrywając wzrok od swojego dziecka. W międzyczasie Paul zajął się rozlewaniem dla wszystkich odpowiednich alkoholi i rozstawianiem ich na stole przed nimi.
— Adoptowałaś krowę w jakimś sanktuarium w Vermont i dopiero teraz zobaczyłaś ją na własne oczy? — dopytał Paul, stawiając przed córką wino. Niby tylko się upewniał, ale April doskonale czuła, że w tym dopytywaniu się nie ma zachwytu, tylko raczej bezsilność wobec finansów swojej córki.
— Dokładnie tak — odpowiedziała więc, prostując się na krześle i patrząc mu butnie w oczy. Mężczyzna zniósł jej spojrzenie, nawet nie drgnęła mu powieka i usiadł z powrotem na swoim miejscu.
— Skupiamy się głównie na pracy. Myślałam o jakichś wakacjach, ale może dopiero w listopadzie, gdy z kraju wygoni nas pogoda. Przez myśl przemknęła nam na razie Kenia. — Pani Finch odpowiedziała na pytanie zadane przez strażaczkę, a April uniosła tylko zaskoczona brwi. Jej rodzice chcieli mieć coś wspólnego z naturą na wakacjach? Dziwaczny pomysł.

teddy darling
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
z tobą słyszę zapachy, węszę kolory i dźwięki,
gwiazdy, zorze, tęcze przy tobie to nic
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie obawiała się, że narzeczonej kiedykolwiek zaczną przeszkadzać niskie wypłaty, które strażaczka przynosiła do domu. To Teddy wściekała się na samą siebie, że nie mogła dać April więcej, chociaż ta wcale nie oczekiwała, że ukochana z dnia na dzień zacznie rozpieszczać ją finansowo. Kilkanaście lat wstecz po cichu zazdrościła przyjaciółce tego wszechobecnego bogactwa. Nie żeby w rodzinnym domu Darlingów się nie przelewało. Oboje jej rodzice zarabiali całkiem przyzwoicie, ale mimo wszystko zadbali o to, żeby ich jedyna córka nie wyrosła na rozkapryszonego bachora i nauczyła się doceniać wartość pieniądza. Dlatego Teddy na własne zachcianki musiała zarabiać sama i to już od czasów szkolnych. W każde wakacje łapała się jakiejś roboty. Czasami pomagała ojcu w warsztacie, a innym razem serwowała kawę w pobliskiej kawiarni. Jasna sprawa, że zdarzało jej się psioczyć na T&T, bo przez to nie mogła spędzać wakacji tak jak jej rówieśnicy, ale po latach była im wdzięczna za tę cenną lekcję życia.
— Pieniądze? — zdziwiła się szczerze Abigail, zerkając na córkę z lekkim niedowierzaniem. Chyba nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Według Finchów pieniądze można było sobie zarobić, ale prezenty powinny być konkretne. — Porozmawiam o tym z ojcem — dodała z uśmiechem, zanim zaczęła krzątać się przy stole, poprawiając serwetki i ustawienie sztućców.
Teddy natychmiast wyłapała spojrzenie, którym April obdarowała jej nieduże piersi. Odruchowo wyprostowała się i poprawiła marynarkę. Biust nigdy nie był u niej jakimś dużym kompleksem, w przeciwieństwie do szerokich ramion. Poza zawsze miała małe cycki. Z tyłu plecy, z przodu plecy - pan bóg zrobił ją dla hecy. Całe szczęście, że narzeczona wolała dupy, a tutaj strażaczka miała czym się pochwalić!
Nie można było oczekiwać, że atmosfera przy stole poprawi się diametralnie i nagle wszyscy zaczną prawić sobie komplementy, a potem śmiać się do rozpuku z mało zabawnych żartów. Dla Darling najważniejsze było to, że jeszcze nikt nikomu nie sprawiał przykrości i nikt nie doznał załamania nerwowego. Jeśli do tego dojdzie, najpewniej najpierw dopadnie ono Finch, a dopiero potem strażaczkę.
— April zawsze ma doskonałe pomysły na prezenty. I robi najlepsze niespodzianki na świecie — pochwaliła narzeczoną, zaciskając palce na jej dłoni. Nikt nie potrafił trafić w jej gusta tak jak April. Było tak, odkąd zaczęły się przyjaźnić.
— Ale matce chyba nie zaadoptowałaś krowy? — dopytał Paul, spoglądając pobłażliwie na córkę.
Teddy momentalnie wzmocniła uścisk, dając Finch do zrozumienia, żeby nie wdawała się w dalszą dyskusję na ten temat. Lepiej skupić się na tej Kenii.
— Dlaczego akurat tam? — zainteresowała się strażaczka, przenosząc wzrok na Abigail, która sięgnęła po kieliszek z winem.
— Byliśmy już prawie wszędzie. Jest tam najpiękniejsza plaża w Afryce, ale Paul i tak uparł się, żeby zatrzymać się w Nairobi. Zobaczenie Wielkiej Piątki i Parku Narodowego Amboseli, to już tak przy okazji. A wy nie planujecie wybrać się gdzieś dalej? — zamoczyła usta w alkoholu, przyglądając się im uważnie. Może i Vermont nie było zbyt spektakularne, ale chyba Finchowie nie myśleli, że Teddy ze swoją pracą mogła pozwolić sobie na comiesięczne podróże?

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”