Plaża nudystów.
Czy oni naprawdę trafili na plaże
n u d y s t ó w? Tą samą na której ludzie chodzili
n a d z y, nie posiadając na sobie żadnego zakrycia dla stref intymnych? Jej pijany mózg kompletnie nie był w stanie tego ogarnąć. Leżała wygodnie na ramieniu Millera podrywając do góry głowę i tylko dłońmi wspierając się na jego kształtnych (i bardzo przyjemnych w dotyku swoją drogą) pośladkach. Wzrokiem śledziła te wszystkie nagie sylwetki na tle zachodzącego słońca. Wszystkie bardziej i mniej jędrne tyłki oraz piersi i sama nie wiedziała, czy właśnie trafiła do raju, czy może jednak było to coś zupełnie innego.
Z początku było obiecująco.
Do momentu.
Momentu, w którym kobiecy głos bliżej niezidentyfikowanej osobniczki wybrzmiał w uszach Wallace.
Archie Miller?! To ty?!
Kurwa. Mógł czuć, jak się spięła. Jak od razu wierzgnęła, wciąż na nim wisząc, bo chciała zobaczyć, kto tym razem im się napatoczył. Bo przecież świat byłby za piękny i za spokojny, gdyby oni dostali chociażby piętnaście minut tylko dla siebie, prawda? Ledwo uwolnili się od Benito i Pameli, uciekli od doktorka Mc Dreamy, a teraz jakaś kolejna kobieta stała między nimi i dobrą zabawą.
Abby z zerową klasą stoczyła się z ramienia Millera i wbiła w końcu jasne spojrzenie w dziewczynę. A dokładniej jej piersi, które… no kurwa, wyglądały
dobrze. Za dobrze. Chociaż wciąż nie tak dobrze, że jak te Pameli. Wzrok chciał oszukać ją na tyle, by jeszcze zsunąć się niżej, jednak w ostatniej chwili Wallace udało się zachować resztki profesjonalizmu i wróciła do twarzy kobiety.
Beti dokładniej. I może nawet spytałaby skąd się znali, co tu się właściwie działo, gdyby nie mężczyzna który leżał na ręczniczku tuż obok i również zdawał się zainteresować ich duetem. A dokładniej to samą Abby, której imię wraz z nazwiskiem zaraz wymówił, sprawiając, że Wallace aż przytrzymała się Millera, żeby przypadkiem się nie wywalić.
—
O ja pierdole — od wróciła głowę w stronę przyjaciela, mrucząc pod nosem wymowne przekleństwo. Znała gościa na ręczniku aż za dobrze i szczerze? W tym momencie wolałaby być
w s z e d z i e, tylko nie tu. Uciec. Ulotnić się. Wyparować. A jednak nie mieli żadnej przestrzeni na ucieczkę. W dodatku
Tom, bo tak nazywał się niechciany tu osobnik, poderwał się z ręcznika, świecąc jajami i podszedł bliżej.
—
Jezu Abby, to naprawdę ty? — powtórzył, a potem… jakby gdyby nic otworzył szeroko ręce i ją przytulił. Przywarł do niej tuż przed oczami Archiego i Beti, ocierając się swoim całkiem pokaźnym
przyrodzeniem o jej nagie (NAGIE, kurwa) uda. Wallace aż złapała w płuca więcej powietrza. —
Myślałem, że coś ci się stało, po tym, jak przestałaś mi odpisywać — usta mu się nie zamykały, a ona jedyne o czym myślała, to żeby odsunął od niej swój sprzęt. I chociaż po chwili to zrobił, to wcale nie wykonał kroku w tył. Od razu w pełni
b e z c z e l n i e sięgnął do jej twarzy, odgarniając przypadkowy, blond kosmyk włosów. —
Wiesz, dalej czasami myśle o tym jak pi…
—
Tom! — krzyknęła, wchodząc mu w pół słowa i próbując się od niego odsunąć. A że była pijaniutka, to zrobiła to wyjątkowo niezdarnie, przez co ponownie się zatoczyła. Całe szczęście tym razem w dobrą stronę i zamiast na Tomie wylądowała na Millerze. Jej dłoń mimowolnie przykleiła się do nagiego torsu przyjaciela, tak dla lepszej stabilizacji, a głowa w przypływie niezręczności i paniki… —
A to mój chłopak, Archie — rzuciła, nawet się nad tym nie zastanawiając. Normalnie palnęła jak ostatnia idiotka, a jeszcze na powtwierdzenie swoich słów, przytuliła się do niego jeszcze mniej, wciskając pod jego ramię. Miller czy chciał czy nie, oficjalnie stał się jej druga połówką i oby zaczął grać w jej grę, bo inaczej
źle się to dla niego skończy.
—
Ch-chłopak? — spytał podejrzliwie Tom, przyglądając im się uważnie.
—
Chłopak? — powtórzyła Beti.
—
No chłopak — kiwnęła głową z przekonaniem, wyciągając ręce do w bok, odnajdując tą Millera, którą trzymał na jej biodrze i bezczelnie przesuwając ją sobie na własny pośladek. —
A co, nie widać? — plan w teorii wydawał się idealny, jednak kiedy ta czynność została wykonana, w praktyce okazał się
t r a g i c z n y. Serce momentalnie wyrwało się do przodu i rzuciło w galop. Abby jednak postarała się, by nie dać nic po sobie poznać.
—
No może trochę widać… — zaczął Tom, mrużąc oczy i się im przyglądając. —
Ale przecież mówiłaś, że nie szukasz związków. No wiesz, że one nie są dla ciebie — dodał z wyrzutem i tutaj chyba wszyscy dookoła mogli się
domyślić, jaka relacja łączyła ją z Tomem. Tomem, który również był rezydentem w szpitalu, ale całe szczęście na innym roku, dzięki czemu Wallace umiejętnie go omijała.
Szkoda tylko, że jej świetna passa musiała spieprzyć się akurat
dzisiaj.
Na plaży nudystów.