ODPOWIEDZ
34 y/o
For good luck!
180 cm
powieściopisarz, publikuje dla Dundurn Press
Awatar użytkownika
I saw the best minds of my generation destroyed by madness, starving hysterical naked, dragging themselves through the negro streets at dawn looking for an angry fix...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzeciosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

004.
Nastała cisza.
Ta przed burzą, niebezpieczna, w której człowiek stawał się najgorszą wersją siebie.
Była to ta sama chwila, w której ręka Richardsona nabrała ciężkości tuż nad papierem i jak akrobata lawirowała na linie emocji, wciąż nie wyznaczając jeszcze ostatecznego kierunku. Dłoń złowieszcza, ale wciąż ostrożna — niepewna, czy zawiśnie w dole wzdłuż ciała, czy może ruszy rauszem w gości obok.
W zamian za agresję, do której rzadko się posuwał (chyba że za zgodą w łóżku), przeklął jednak obscenicznie, pewien tego, że ostatnie głoski dotarły aż do przechodzącego obok niego kelnera, który obrócony nagle w kierunku stolika Lenny’ego, przez krótką chwilę nadział się na strzałę jego wzroku, a następnie — spłoszony — przyspieszył kroku, umykając na zaplecze.
Tchórz,
zastygło w jego głowie, ale nie dotarło nigdzie konkretnie. Rzuciło się w eter, bo Lenny miał wątpliwość co do tego, czy myśli teraz o sobie, czy o nim.
Na wszelki wypadek wyprostował plecy.
— ...i wtedy Yonaka… — wymruczał pod nosem, próbując ułożyć jeden z wersów powieści na głos, by nabrać tym samym większego skupienia. Zamiast jednak uzyskać oczekiwany efekt, wykreślił nerwowo ostatnie słowo, zdając sobie sprawę z tego, że właśnie zaciągnął imię zasłyszane obok siebie.

Niech to szlag.

Dalsze pisanie przy ożywionej rozmowie nietaktownego mężczyzny i coraz bardziej ratującej się przed nim kobiety w stoliku obok wydawało się niemożliwością. Wymiana zdań obcych mu ludzi wbrew jego woli wcierała się w jego uszy aż do momentu, gdy powiedział sobie: Dość!
Ostatni raz przesunął spojrzeniem w kierunku zamieszania. Te cholerne głosy przerwały rozważania Lennarta o powieści akurat w najbardziej kluczowym momencie, gdy głowa budowała konstrukt kolejnego rozdziału, chcąc wykręcić pointę. Był bliżej prawdy, niż sam ksiądz na kazaniu, a mimo tego czuł, jak ta rozpada mu się we wciąż mrowiących palcach. Opuścił pióro na kartkę notatnika, zatrzaskując go gwałtownie.
Mógł się tarzać w tym dyskomforcie, albo mógł znaleźć sensowne rozwiązanie — wybrał drugą z opcji. Trzymając się kurczowo pierwszego lepszego pomysłu, jaki tylko zaświtał mu w głowie, przemknął za plecami nieznajomego i stanął tuż obok niego, przy jego krześle. Z ręką na oparciu.
Notatnik znów trzasnął, tym razem ze złowieszczym plaśnięciem lądując tuż przed twarzą nachylonego nad stolikiem mężczyzny.
— Siedzisz na moim miejscu — zaczął twardo, nie przywiązując wagi do tego, z kim realnie ma do czynienia. Mógł to być nawet umięśniony osiłek: póki jednak ten sam umięśniony osiłek przerywał mu proces twórczy, Lenny był dostatecznie zdeterminowany do tego, by stawić temu opór.
— …obok mojej żony — dodał, z długiej litanii nieznajomych dawno już orientując się, że nie są parą, ani kimś szczególnie dla siebie ważnym, więc podobne kłamstwo z jego strony miało szansę zaistnieć, pomimo tego, że zmienił lokalizację zaledwie o metr i przez cały ostatni czas był w zasięgu wzroku nieznajomych. Mężczyzna przy stoliku obok był tak skoncentrowany na sobie i swoich potrzebach, że z pewnością nie zauważył skąd nadszedł Lenny. I czy w ogóle tu wcześniej był.
— Spóźniłem się? — dodał do kobiety, przerzucając na nią wzrok i podbijając tym samym wiarygodność własnej historii.

Yonaka Levin
nihilista
nic co ludzkie nie jest mi obce
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhat's your name/demon?
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

"Once we start, there's no going back. Anything can happen. And most likely anything will."
— Ed Warren, The Conjuring: Last Rites
#2
Przez ostatnie kilka minut Yonaka Levin zastanawiała się, czy istnieje uprzejmy sposób na pozbycie się człowieka, który najwyraźniej uznał jej obiad za idealną okazję do przeprowadzenia spontanicznego wywiadu. Choć podobne sytuacje zdarzały się z niemal namaszczoną częstotliwością, dotąd ani razu nie znalazła przepisu na właściwe rozwiązanie „problemu”, a jej czas, tak drogocenny, cierpiał na drastyczne ubytki w ciągu doby: czasami ludzie chcieli żyć czymś więcej, niż tylko pracą, ale kiedy ta staje się częścią ich "marki osobistej", należy się pogodzić z koleją losu.
Tak i zwykle się działo — Yonaka akceptowała swą rzeczywistość ze wszystkimi przywarami oraz superlatywami. Lecz dziś… dziś było trudne. Dziś nawiedzało z nabożnością, posyłając w jej stronę nietypowe zdarzenie w jak najbardziej typowym stylu dla jej codzienności.
— Naprawdę? A w tym odcinku, kiedy byliście w tej starej posiadłości pod Hamiltonem, ten dźwięk w piwnicy to też była instalacja? Bo przecież ludzie mówią, że tam wcześniej—
— Instalacja — wtrąciła Yonaka.
— Ale właściciel twierdził, że—
— Właściciel miał również twierdzić, że widział dziewiętnastowieczną zakonnicę.
— No właśnie! I pani wtedy powiedziała—
Yonaka zacisnęła palce na kieliszku z wodą gazowaną. Nie dlatego, że rozmówca był niebezpieczny, a ona nie miała substytutu gazu pieprzowego. Po prostu zaczynał być niebezpiecznie męczący. Przyszła tutaj na randkę. Jedną, zwyczajną, cholerną randkę. Bez kamer, bez pytań o duchy, bez ludzi wyciągających telefon pod stołem i proszących o "jedną krótką historię z planu", a jednak wystarczyło, że kelner podał jej nazwisko przy rezerwacji, żeby siedzący nieopodal mężczyzna rozpoznał ją szybciej, niż Yonaka zdążyła sprawdzić w telefonie wiadomość o potencjalnym spóźnieniu swojego towarzysza dnia.
I teraz od dobrych kilkunastu minut próbował ustalić, czy naprawdę widziała kiedyś demona. Nie widziała. Oczywiście, że nie. Miała już przygotowaną kolejną odpowiedź, kiedy nagle obok nich pojawił się ktoś jeszcze.
Notatnik trzasnął o stolik. Yonaka uniosła wzrok.
— Siedzisz na moim miejscu.
Przez sekundę patrzyła na nieznajomego z wyrazem twarzy osoby, która właśnie dostała od losu bardzo nieoczekiwany prezent.
Moim miejscu.
A potem padło:
— …obok mojej żony.
Zamrugała. Raz. Drugi. Jej spojrzenie przesunęło się na przybysza, potem na mężczyznę naprzeciwko, a następnie z powrotem na tego pierwszego. Nie znała go. Nie miała pojęcia, kim był, ale właśnie dlatego sytuacja była tak absurdalnie doskonała. Kłamstwo nie należało do jej ulubionych rzeczy. Zwłaszcza kiedy było tak toporne, że niemal prosiło się o dodatkową komplikację. Z drugiej strony… Ten człowiek od piętnastu minut opowiadał jej o demonach. Yonaka westchnęła cicho, jakby właśnie podjęła najtrudniejszą decyzję swojego życia.
— Spóźniłeś się — potwierdziła wyciągając dłoń w jego stronę i położyła ją na jego przedramieniu, jakby ten gest wykonywała setki razy. — Lecz to nic.
Skoro już gramy, to gramy.
Problem polegał na tym, że mężczyzna naprzeciwko najwyraźniej nie zamierzał tak łatwo odpuścić.
— Żona? — Spojrzał na przybysza, potem na Yonakę. — Ale… pani Levin nie jest mężatką.
Yonaka przez moment milczała.
— To interesujące. — Jej palce nadal spoczywały na ramieniu nieznajomego. — A skąd dokładnie pan wie?
Mężczyzna zawahał się.
— No… z internetu.
— Ach. — Skinęła głową z przesadną powagą. — W takim razie rzeczywiście musi pan wiedzieć wszystko o moim życiu.
— Ale ja oglądam pani materiały. Wiem, że pani—
— Wie pan, co pan widzi w internecie. — Uśmiechnęła się uprzejmie. — To nie zawsze jest to samo.
Jego wzrok przeskakiwał między nią a mężem, jakby próbował znaleźć choć jeden szczegół, który pozwoliłby mu triumfalnie ogłosić, że właśnie przyłapał ich na kłamstwie. W końcu zatrzymał się na jej dłoni.
— Tylko że… nie ma pani obrączki.
Yonaka spojrzała na własną rękę, jakby dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego drobnego, aczkolwiek dość istotnego braku. Potem powoli przeniosła wzrok na bohatera. Na jej twarzy pojawił się cień rozbawienia.
— Przecież… przecież wszyscy wiedzą, że Yonaka Levin nie jest zamężna.
Kłamstwo było absurdalne. Głupie. Pozbawione najmniejszych podstaw. I właśnie dlatego zaczynało działać. Mężczyzna jednak najwyraźniej nie zamierzał tak łatwo odpuścić.
Yonaka uniosła brew.
— Wszyscy? — Przez chwilę przyglądała mu się z uwagą, jakby naprawdę rozważała jego argument. — To musi być dla mnie ogromnie krępujące. — Uśmiechnęła się niewinnie. — Całe miasto zna mój stan cywilny, a ja dowiaduję się o nim ostatnia… Chyba życie prywatne prowadzimy pod nadzorem publicznym. Powinniśmy częściej wychodzić razem. Ludzie zaczną zapominać, jak wyglądamy jako małżeństwo.
Mężczyzna wyglądał, jakby właśnie stracił pewność, czy prowadzi rozmowę z demonologiem, czy przypadkiem trafił do środka bardzo dziwnego małżeństwa, a ona zauważyła to natychmiast. I oczywiście nie zamierzała mu pomagać.
— A co do obrączki — ciągnęła spokojnie — nie każdy nosi biżuterię. — Zawiesiła głos. — Niektórzy po prostu mają męża. — Jakby dla podkreślenia własnych słów, oparła lekko głowę o przedramię przybysza. — Prawda, kochanie? — Dopiero wtedy spojrzała na mężczyznę z uprzejmym uśmiechem. — Ma pan jeszcze jakieś pytania dotyczące mojego małżeństwa, czy możemy wrócić do naszej codzienności?

Lewy Małż Richardson
Judas
pliz, bez grafomanii
34 y/o
For good luck!
180 cm
powieściopisarz, publikuje dla Dundurn Press
Awatar użytkownika
I saw the best minds of my generation destroyed by madness, starving hysterical naked, dragging themselves through the negro streets at dawn looking for an angry fix...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzeciosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obecność Richardsona najwyraźniej zaburzyła budowane wcześniej przez rozmówców sacrum. Ciało, nagle uobecnione w przestrzeni wokół ich stolika wprowadziło tym samym nie tylko lekkie poruszenie między rozmówcami, ale także dodatkowy oddech Lenny'ego – rytmiczny, ciepły – który gładko osiadł w powietrzu, przebijając się przez mieszankę niedowierzania i zaskoczenia, towarzyszącą siedzącemu przy stoliku mężczyźnie. Zanim jednak Lennart poczuł prawdziwą potrzebę przekucia oddechu w słowa, pałeczkę pierwszeństwa w nakreśleniu ram kłamstwa oddał kobiecie.
Cisza wydawała się tym samym dłużyć, a atmosfera między rozmówcami wyraźnie tężała. Struny emocji napinały się pod dziwnym kątem – miał wrażenie, że ani nie chcą pęknąć, ani się wyostrzyć, jakby kobieta wciąż jeszcze nie zdecydowała, czy brnąć w narzuconą przez Richardsona narrację. Dopiero wstępne jej słowa i prosty gest wyciągnięcia ku niemu dłoni zniósł z nich zbędną zasłonę milczenia, co przyjął z ulgą, a także popchnął ich obu do konkretnych, zależnych od poczynionego kłamstwa, zachowań.
Uśmiechnął się nieznacznie w odpowiedzi na cudzy dotyk, świadomie przysuwając się nieco bliżej żony. Opuszki kobiecych palców były miękkie i delikatne w swych ruchach, z wyczuciem smagały o skórę jego przedramienia. Gdyby miał na sobie bluzę, zamiast cienkiej koszuli, zastanawiałby się, czy w ogóle poczułby jej subtelny uścisk.
Istniała jeszcze opcja, że nawykiem powieściopisarza o bujnej fantazji, znów dopisywał sobie cechy do rzeczy i osób, które tych cech nie posiadały. Ją widział jako egzotyczną, piękną i... eteryczną. Wrażenie to nie niknęło nawet wtedy, gdy kobieta kontynuowała dyskusję.
Nie podnosiła głosu i nie strzępiła języka na zębatkach zgryźliwości, a jednak poważny ton i towarzyszące jej skupienie budowały wokół okowy autorytetu, które trudno było zasypać choćby i setką innych słów. Jej rozmówca próbował... jakże bezskutecznie. A Lenny, mimo że sam zaczął tę farsę, nie czuł wobec dezaprobaty nieznajomego ani trochę współczucia. Od początku, kiedy tylko stanął przy stoliku, obrał już konkretny front: obcy mu mężczyzna nie wywarł na nim dobrego wrażenia, wałkując z Yonaką wciąż ten sam temat, mimo że ta wydawała się wyraźnie niezainteresowana. Dlatego wsparł właśnie ją, kimkolwiek była. I dlatego teraz, gdy pewność dziewczyny miażdżyła tę drugą, męską, on ani drgnął. Pozwolił, by ciepło jej ciała rozlało się po jego barku i ramieniu, gdy odzyskując skupienie za sprawą jej pytania kiwnął głową.
– Poza zegarkiem, nie toleruję żadnych innych błyskotek.
Tę deklarację skierował bezpośrednio do nieznajomego, zakładając, że żona, jeśli by ją miał, nie potrzebowałaby podobnego potwierdzenia. Jednocześnie, co robił niespiesznie, niemal z opieszałością, wplótł wolną dłoń w pojedyncze kosmyki włosów na karku Yonaki, uśmiechając się nieco teatralnie, ale wciąż wiarygodnie.
– Starczy mi Yonaka, która dostatecznie mocno błyszczy – porwał się na najbardziej kiczowaty tekst, który przyszedł mu do głowy, omal nie wypluwając z siebie niechętnego grymasu. Nie przepadał za podobnymi ckliwościami, i absolutnie nie miało to związku z tym, że sam zwykle był albo zbyt patetyczny, albo surowy. Nigdy przy tym (jak mu się wydawało) uroczy.
Te słowa definitywnie przelały falę goryczy u nieznajomego, który nie widząc dla siebie dłużej miejsca w tym dziwnym, małżeńskim układzie, wstał z krzesła gwałtownie, omal nie strącając przy tym notatnika Lenny'ego.
Richardson musiał przytrzymać go palcami przy krawędzi, nie stracił przy tym jednak spokoju, żegnając nieznajomego mężczyznę uprzejmym, wyuczonym uśmiechem.
– Uff... męczący był – skwitował, gdy facet już zniknął za progiem wejścia do lokalu. Sam w tym czasie zajął jego miejsce, nie nastręczając się jednak kobiecie. Zamiast kontynuować rozmowę, na powrót skupił wzrok na notesie, otwierając go w zamkniętym wcześniej punkcie, powracając do przerwanego punktu tworzenia.
Wykreślone słowo „Yonaka” wciąż majaczyło smętnie na kartce, gdy zaczął obracać w palcach piórem, wybity z rytmu wcześniejszego pisania.
Szukał dojścia do źródła weny, którą wcześniej – przychodząc do tego stolika – zarzucił.

Yonaka Levin
nihilista
nic co ludzkie nie jest mi obce
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhat's your name/demon?
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Yonaka przez chwilę milczała, pozwalając, by ostatnie słowa "męża" wybrzmiały i wraz z nimi zniknęła potrzeba dalszego odgrywania małżeństwa. Nie zamierzała przecież przyklejać się do niego tylko dlatego, że przed chwilą nazwał ją żoną. Cała sytuacja i tak była wystarczająco absurdalna. Cofnęła dłoń, którą wcześniej oparła na jego przedramieniu, pozostawiając między nimi odrobinę więcej przestrzeni. Nie chciała być nachalna. Zwłaszcza że mężczyzna najwyraźniej wrócił już myślami do swojego notesu. Zerknęła stronę wejścia. Mężczyzna nie wyszedł z lokalu. Usiadł gdzieś w rogu, z telefonem pochylonym nisko nad stolikiem. Co jakiś czas przewijał ekran, zatrzymywał się, coś sprawdzał, a potem unosił wzrok w ich stronę. Za każdym razem tylko na chwilę. Wystarczająco długo, żeby to zauważyć.
Yonaka oparła łokieć o blat. Ciekawe — przeszło jej przez myśl. Nie wyglądał jej na kogoś, kto łatwo przyjmuje odmowę. Raczej na człowieka, który próbował znaleźć sposób, żeby odzyskać kontrolę nad sytuacją, kiedy ta wymknęła mu się z rąk. Telefon był przy tym wygodnym narzędziem — można było udawać zajęcie, a jednocześnie obserwować, i wcale nie musiał być niebezpieczny, ale... wywoływał irytację. Yonaka znała ten typ. Ludzie, którzy nie potrafili zaakceptować braku zainteresowania, często nie potrzebowali wiele, żeby zacząć traktować cudzą obojętność jak osobiste wyzwanie. Im mniej dostawali, tym bardziej chcieli udowodnić sobie, że jednak mają wpływ, a ten jeszcze nie wierzył w ich mały teatrzyk.
Nie zamierzała mu tego ułatwiać.
Przeniosła spojrzenie na notes. Wykreślone imię przyciągnęło jej uwagę niemal natychmiast.
Yonaka
Jej własne.
Brwi uniosły się ledwie zauważalnie. Przez moment zastanawiała się, skąd się tam wzięło i co właściwie robiło w jego tekście. Ciekawość była jedną rzeczą, a wchodzenie komuś w prywatne notatki — zupełnie inną, dlatego nie zapytała. Zamiast tego sięgnęła zgrabnie po kartę.
— Skoro już zostałam dziś żoną na pełen etat — mruknęła cicho, przeglądając menu — wypada chyba zadbać o podstawowe obowiązki małżeńskie. — Uśmiechnęła się ledwo widocznie, unosząc dłoń. Przy stoliku pojawił się kelner. — Coś do picia dla mojego męża — powiedziała, licząc, że wiadomość dotrze do zainteresowanego fana. — I coś do jedzenia. Nie będę zgadywać, na co ma dzisiaj ochotę, bo jeszcze wyjdzie, że znam go gorzej, niż powinnam. — Spojrzała na niego i potaknęła.. — Wybierz sobie.
Dopiero kiedy obsługa odeszła, Yonaka oparła przedramię na stole i przez moment przyglądała mu się z lekkim rozbawieniem; tak rzadko widywanym na jej twarzy wśród obcych.
— To za bezkompromisowe wejście do świata ułudy społecznej. — Z całych sił starała się nie wywrócić oczami w stronę natręta. — I, proszę, nie martw się — dodała po chwili. — Nie każę ci płacić za kolację ze mną.
Nie musiała mówić, że chodziło jej również o coś więcej niż samą farsę. Ten człowiek mógł przecież przejść obok, zignorować sytuację i zostawić ją samą z natrętem. Zamiast tego wszedł z kłamstwem na ustach i przy nim pozostał, jak przy najwierniejszej prawdzie, bez chwili zawahania, konsekwentnie podtrzymując fałszywą rzeczywistość przy życiu.
To było coś warte.
Jej wzrok na sekundę uciekł ponownie ku notesowi. Imię nadal tam było. Yonaka odnotowała to w pamięci, ale tym razem również nic nie powiedziała. Jeszcze nie. Zamiast tego zamknęła menu i odsunęła je na bok.
— Poza tym — napomknęła — chyba należy ci się coś więcej niż kiepski tekst o błyszczeniu. — Potaknęła z wolna, nie skąpiąc uznania dla sztuki theatrum mundi. — Chociaż muszę przyznać, że miał rozmach.


Lenny Richardson
Judas
pliz, bez grafomanii
34 y/o
For good luck!
180 cm
powieściopisarz, publikuje dla Dundurn Press
Awatar użytkownika
I saw the best minds of my generation destroyed by madness, starving hysterical naked, dragging themselves through the negro streets at dawn looking for an angry fix...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzeciosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Potrzebował chwili, by wrócić do procesu twórczego. Krótkiego oddechu, który stawał się granicą między sacrum i profanum, gdzie sacrum stanowiły artystyczne myśli, a profanum pozostawało przyziemnością dnia, od której właśnie powoli się odcinał.
Lenny Richardson nie był ignorantem.
Bywał jednak pochłonięty własnym światem ZBYT MOCNO, zwłaszcza wtedy, gdy pod sklepieniem czaszki zaczynały się układać zdania powieści. Twórcze myśli Lenny’ego, wcześniej spłoszone przez głosy obok, biegnące jak zlękniona łania, nabrały wyraźniejszego kierunku, wróciły do niego i przez pnie uzyskanego spokoju nagle wychylały się do niego nieśmiało. A co robił wtedy on?
Był wobec nich — wszystkich tych myśli — zupełnie bezradny.
W nagłym, zwierzęcym niemal napięciu nie potrafił się zatrzymać. W takich chwilach stawał się ledwie odległym szmerem, a twarze rozmywały mu się na obrzeżach uwagi. Wszystko to, co nie miało nic wspólnego z kolejnym rozdziałem, musiało cierpliwie poczekać na swoją kolej.
Pisanie miało dla niego pierwszy priorytet i własne miejsce w teraźniejszości — przyciągało go bez skrupułów i bez pytania, odbierając reszcie świata kolejne kawałki jego skupienia. Obecność natrętnego typa, schowanego w zakamarku pubu, przestała więc mieć znaczenie. Czas i przestrzeń przestały mieć znaczenie. Prawdopodobnie nawet towarzystwo kobiety w głowie Lenny’ego mogło przybrać dziwnie prozaiczną wartość, gdyby nie to, że wciąż pozostawali w solidnych, nierozerwalnych okuciach rozmowy.
Dlatego uśmiechnął się uprzejmie, gdy zaproponowała mu posiłek.
— Suvlaki i wodę z cytryną — odezwał się stosunkowo szybko, zerkając jedynie na pierwsze pozycje w menu, by nie przedłużać decyzji. Lubił niemal wszystkie pozycje z greckiej kuchni, o ile nie były one przesadnie zalane oliwą, czy nie wymagały wysiłku, jak np. ściąganie pancerzy z owoców morza. Stąd z łatwością ograniczył wybór do mięsnych propozycji.
— Już tkwiłem w świecie ułudy społecznej przed rozmową z Wami…
Przesunął dłonią po nieco już przydługich włosach, nadających się na podcięcie, pozwalając jednocześnie, by te przesypały się między palcami, wracając mniej lub bardziej posłusznie na swoje miejsce. Jeden z kosmyków poczuł przy tym zew wolności, opadając mu niesfornie na czoło.
Zignorował to.
— Więc wychodzi na to, że wystarczyło w niej pozostać.
Postawił na nieco enigmatyczną odpowiedź, bo żadne z jego słów nie wyjaśniało jaką konkretnie “ułudę” ma na myśli, zakładał jednak, że każdy z ludzi ma jakąś rolę do odegrania przed innymi: czasem chodziło o udawaną pewność siebie, innym razem o fałszywą wesołość, albo jak w jego przypadku… tuszowanie obsesji i niekonwencjonalnych myśli.
Nie każę ci płacić za kolację ze mną, przykuło jego uwagę.
— Czemu? — Tym razem to on podniósł brwi, unosząc jednocześnie wzrok na Yonakę.
— Wyglądam na biednego? — przesunął dźwignię ich rozmowy w kierunku żartu, brzmiąc przy tym zapewne tak, jakby właśnie weszła mu na ego, choć pytanie miało swoje źródło w zwykłej, ludzkiej ciekawości. Zagryzł na moment wargę, odsuwając ponownie notes od siebie i przyglądając się jej z bliska. Oparł przy tym przedramiona na blacie stolika, wypuszczając wargę spod nacisku zębów.
— Okej. Kolacja na Twój koszt — zgodził się — Ale jak na którymś jej etapie będę musiał posunąć się do kolejnego, tak kiczowatego tekstu, jak ten z błyszczeniem, to przysięgam, że wyjdę i już nie wrócę. Moje pisarskie ego nie udźwignie takiej szmiry.
Podprogowo właśnie nawiązał do swojego zawodu, choć nie sądził, by kobieta była fanką brudnych thrillerów, pełnych napięcia i toksyczności, więc też nie zakładał, by go kojarzyla.
— Lenny — podpowiedział jej niemal konspiracyjnym szeptem, jakby właśnie zdradzał jej coś osobistego i kluczowego. Może rzeczywiście tak właśnie było, bo akurat imię fałszywego męża mogło być dla Yonaki przydatne w ten, czy inny sposób. Zaraz potem roześmiał się (zupełnie bez powodu… no może jedynie dlatego, że widmo rozmowy zaczynało go interesować), odrywając przedramiona od stolika i odchylając się na powrót w kierunku oparcia.

Yonaka Levin
nihilista
nic co ludzkie nie jest mi obce
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhat's your name/demon?
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Yonaka uniosła brew na jego pytanie. Przez krótką chwilę przyglądała mu się w ciszy, jakby samo pytanie było ciekawsze od odpowiedzi, której od niej oczekiwał. W końcu pokręciła głową z cieniem rozbawienia.
— Nie. Wyglądasz raczej na człowieka, który poradzi sobie sam. — Nie było w tym szczególnej złośliwości. Gdyby rzeczywiście uważała go za kogoś, komu należało współczuć, prawdopodobnie nie proponowałaby mu kolacji. Cała sytuacja i tak zaczęła się od przysługi, a Yonaka nie lubiła zostawiać takich rzeczy bez odpowiedzi. — Potraktuj to jako podziękowanie. Nie codziennie ktoś zostaje moim mężem tylko po to, żeby wybawić mnie z niezręcznej sytuacji.
Wzmianka o pisarskim ego zmieniła coś w jej spojrzeniu. Niewiele, ledwie przesunięcie uwagi, ale wystarczyło, żeby notes leżący wcześniej obok przestał wyglądać jak przypadkowy rekwizyt. Kilka rzeczy zaczynało się ze sobą łączyć: skupienie, w jakim przed chwilą pogrążył się Lenny, jego specyficzne poczucie humoru, a teraz także zawód, o którym wspomniał mimochodem.
— Ach. Pisarz... — mruknęła. — To wyjaśnia pewne rzeczy. — Na tym poprzestała. Nie zamierzała wyciągać z niego informacji tylko dlatego, że sam uchylił drzwi. — Chociaż przyznam, że wymyślenie sobie żony w tak krótkim czasie wymaga pewnej wprawy.
Kelner pojawił się przy stoliku, przerywając na moment ich rozmowę. Yonaka zrobiła mu miejsce, a kiedy przed Lennym wylądował talerz z suvlaki i szklanka wody z cytryną, przesunęła je nieco bliżej niego.
— Proszę. Skoro już zostałeś moim mężem, wypada dopilnować, żebyś przynajmniej nie umarł z głodu. — Dopiero wtedy wróciła do jego imienia: — Lenny. — Wypowiedziała je bez pośpiechu. Jeszcze chwilę temu był dla niej po prostu przypadkowym mężczyzną przy sąsiednim stoliku, teraz miał już imię i całkiem przekonującą rolę w historii, którą oboje improwizowali. — Dobrze wiedzieć. Może się jeszcze przydać. Yonaka. Ale to już wiesz.
Nie rozwinęła myśli. Jej uwaga na moment przesunęła się ku mężczyźnie siedzącemu w rogu. Telefon nadal tkwił nisko przy jego dłoni, a jego wzrok po raz kolejny przemknął w ich stronę. Yonaka odwróciła spojrzenie, zanim tamten zdążyłby uznać jej zainteresowanie za zachętę.
— Szkoda byłoby kończyć nasze małżeństwo przed deserem — powiedziała, choć trudno było orzec czy żartuje, czy po prostu dopisuje kolejną linijkę do ich wspólnej legendy. Efemeryczny uśmieszek pojawił się na jej twarzy. — Nie martw się. Nie będę już wystawiać twojego ego na próbę. — Odczekała moment, aż kelner odejdzie od ich stolika, zanim dodała: — Może będziemy jeszcze potrzebowali wiarygodnej kontynuacji. Wtedy będziesz musiał coś wymyślić. — Tym razem nie dopowiedziała niczego więcej. Zostawiła zdanie między nimi, tak jak wcześniej zostawiła niedopowiedziane znaczenie słowa "pisarz”. — W końcu sam się przyznałeś. — Spojrzała na niego spokojnie. — Mam nadzieję, że nie skończyły ci się pomysły po jednym mężu. No, chyba że traktujesz to — machnęła krótko dłonią między nimi — jako ćwiczenie fabularne dla powieści. Lub tworzysz felieton o niefortunnych zdarzeniach w Toronto i podsłuchujesz cudze imiona. — Lekkie skinienie głowy na notatnik z przekreśloną Yonaką niemo pytało "to jak jest?".


Lenny Richardson
Judas
pliz, bez grafomanii
34 y/o
For good luck!
180 cm
powieściopisarz, publikuje dla Dundurn Press
Awatar użytkownika
I saw the best minds of my generation destroyed by madness, starving hysterical naked, dragging themselves through the negro streets at dawn looking for an angry fix...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzeciosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po pytaniu o stan jego potencjalnego ubóstwa cisza wydawała się nabierać haustu w płuca i oddawać oddech między nimi naprawdę wolno. Przez chwilę miał nawet wrażenie, że kobieta właśnie myśli nad tym, jak dyskretnie i grzecznie dać mu do zrozumienia, że wygląda biednie. Kiedy więc, wbrew jego własnym refleksjom, odpowiedź Yonaki zaprzeczyła tym przypuszczeniom, podświadomie odetchnął z ulgą.
Ramiona rozluźniły się, opadając bezwiednie wzdłuż ciała, gdy — będąc zupełnie wobec niej szczerym — dodał parę słów do własnej motywacji:
— Właściwie to przeszkodziliście mi w pisaniu. Gdyby nie to, pewnie nie porwałbym się na ten drobny teatrzyk.
Wyznanie było niewinne, a w kontekście i tak już rozwiniętej rozmowy między nimi, właściwie przestało mieć znaczenie. Czuł jednak wewnętrzną potrzebę wyjaśnienia, która jednoznacznie wydarłaby go z roli samozwańczego rycerza w białej zbroi, broniącego potrzebujących ochrony księżniczek.
Daleko mu było do rycerza. A ona nie wydawała się przepadać za koroną.
To w zasadzie zaczynało mu podobać się w kobiecie najbardziej. Nie krzyczała desperacko o cudzą uwagę, choć potrafiła ją wykorzystać, gdy już nadarzyła się ku temu okazja.
— Przez moment miałem w głowie siostrę, zamiast żony, ale… — machnął porozumiewawczo dłonią między nimi, wskazując na siebie i na nią w jednoznacznym uchwyceniu etnicznych różnic — Sama rozumiesz, brzmiałoby groteskowo — zaśmiał się, by po chwili przerzucić wzrok na przyniesione przez kelnera danie.
Wyglądało schludnie i smacznie. Było to więc coś, co mógł zaakceptować nawet bez stosowania się do znanego przysłowia: Darowanego koniowi w zęby się nie zagląda.
Uśmiechnął się więc wdzięcznie do kelnera i powrócił uwagą do Yonaki.
— Tak dokładniej to Lennart — poprawił swoje wcześniejsze słowa — Ale wszyscy mówią mi Lenny.
Rytm rozmowy budował się sam, a jedyne przerwy, które następowały, to te, w których Lenny sięgał widelcem do ust.
— A co do Yonaki… usłyszałem je już tyle razy z ust tamtego faceta, że wyjątkowo gładko spłynęło mi przez palce na kartkę, zamiast imienia głównej bohaterki.
Odpowiedział jej tym samym na niewypowiedzianą wcześniej wątpliwość, jasno informując o tym, skąd jej imię pojawiło się w notesie. Do samego notesu jednak już się nie odnosił, przechodząc ponad tym tematem do zupełnie innej kwestii.
— Ale gdybyś mogła wybrać sobie męża, to jaki by był?
Kolejne pytanie kierowane ciekawością wryło się nieśmiało w rynnę rozmowy, gdy dał jej przestrzeń do jej wypełnienia, smakując swojego dania i przeżuwając je w niespiesznym tempie.
— A tak w ogóle z wymyślaniem radzę sobie całkiem przyzwoicie. Więc z kolejnymi pomysłami nie powinno być problemów — zapewnił uspokajająco, chociaż ton Yonaki nie wskazywał na to, by niepokoiła ją ta kwestia.
— To czym się zajmujesz, że przypadkowi faceci zachowują się przy Tobie jak typowe groupie?

Yonaka Levin
nihilista
nic co ludzkie nie jest mi obce
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhat's your name/demon?
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Yonaka pozwoliła sobie na chwilę namysłu. Pytanie o idealnego męża nie należało do tych, na które odpowiada się bez zastanowienia, choć w jej przypadku problem leżał raczej w samej idei niż w braku odpowiedzi.
— Taki mężczyzna jeszcze się chyba nie urodził — stwierdziła w końcu. — Ale gdybym miała go sobie wykreować, pewnie szybko bym się nim znudziła. — Podniosła wzrok na Lenniego, a kącik jej ust uniósł się nieznacznie. — Pomyśl tylko. Wiedziałabym, jak zareaguje, co powie, kiedy skłamie i jaką wymówkę przygotuje, kiedy zapomni o rocznicy. Żadnych niespodzianek, żadnych zagadek. Po co miałabym spędzać życie z kimś, kogo rozgryzłam, zanim zdążyłby zamówić deser? — Uniosła brew. — Acz, to ja. A ty? — odbiła pytanie. — Skoro tak dobrze radzisz sobie z wymyślaniem, jak wyglądałaby kobieta, której nie musiałbyś dopisywać charakteru w trakcie znajomości? Czy pisarzowi łatwiej stworzyć idealną partnerkę, czy trudniej później znieść, że prawdziwa osoba nie zamierza trzymać się scenariusza? I kiedy będziesz się nad tym zastanawiał, pozwól, że dodam jeszcze coś. — Przyjrzała mu się z ledwie dostrzegalnym rozbawieniem, po czym wróciła do wątku, który wcześniej poruszył. Skoro Lenny tak swobodnie potrafił wejść w rolę męża przypadkowo poznanej kobiety, ciekawiło ją, czy podobne sytuacje zdarzały mu się częściej, czy też dzisiejszy wieczór stanowił wyjątek od reguły. — Skoro już padło hasło o ludziach, którzy zbyt łatwo wplątują się w cudze historie… — zaczęła, zerkając w stronę stolika w rogu, przy którym wcześniej siedział natrętny nieznajomy. Jej uśmiech sugerował, że przynajmniej część tej odpowiedzi należało potraktować z przymrużeniem oka. — Zajmuję się konsultacjami przy sprawach, których inni wolą nie dotykać. Czasem ktoś słyszy głosy w ścianach, czasem jest przekonany, że w domu mieszka demon, a czasem po prostu potrzebuje kogoś, kto nie wyśmieje go, zanim sprawdzi, co naprawdę się dzieje. Mam też sklep. Sprzedaję rzeczy, które niektórym pomagają spać spokojniej, a innym dają pretekst, żeby nie spać wcale. — Na moment jej wzrok powędrował ku notesowi leżącemu obok Lenniego. — W praktyce oznacza to sporo rozmów z ludźmi, którzy mają bardzo bujną wyobraźnię. Niektórzy są też przekonani, że jeśli wystarczająco długo będą za mną chodzić, w końcu stanę się częścią ich historii. — Zerknęła na niego ponownie. — Jak widzisz, konkurencja dla twojej wyobraźni jest całkiem spora. Choć — nie tak merytorycznie ujęta, co na stronicach książki. Czy taka osoba nadawałaby się na twoją fikcyjną żonę? Czy kiedy nie piszesz, nie wymyślasz sobie cudzych żon i nie ratujesz kobiet przed nieznośnymi typami, to czym zajmuje się człowiek, który najwyraźniej potrafi znaleźć sobie rozrywkę przy każdym sąsiednim stoliku? I pamiętaj — postukała zadbanym paznokciem o blat — że właśnie udowodniłeś, iż umiesz improwizować. Nie chciałabym się rozczarować tak wcześnie.


Lenny Richardson
Judas
pliz, bez grafomanii
ODPOWIEDZ

Wróć do „Messini Authentic Gyros”