27 y/o
For good luck!
188 cm
napastnik i kapitan w toronto fc
Awatar użytkownika
you know I can't let it go, I've tried for so long – it takes strength to forgive, but I'm not quite sure I'm there yet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Wszystko, co dotyczy ich obu, zdaje się być elementem kompletnie innego życia. Z jednej strony doskonale pamięta te lepsze momenty między nimi, z drugiej, szczególnie w kontekście obecnych wydarzeń, wydają się tak odległe, jak to tylko możliwe. Teraz, gdy widzi jego twarz, po której spływa krew i swoją zaczerwienioną dłoń, zastanawia się, jak to możliwe, że od tego, co mieli te kilka lat temu, dotarli aż tutaj.
Kiedy w końcu dociera do niego to, co zrobił, wstyd oblewa całe jego ciało. Nie poznaje się. Bywa wybuchowy, zdarza mu się w emocjach popchnąć kogoś na boisku lub wszcząć awanturę, ale to, co miało miejsce na korytarzu jeszcze przed paroma chwilami, zdaje się zupełnie oderwane od tego, kim jest i jakim człowiekiem jest. Jest zły na Franklina – to oczywiste, ale żaden z powodów, przez które dawny przyjaciel wywołuje w nim tak negatywne uczucia ani nawet wszystkie razem nie są wystarczające do usprawiedliwienia tego, co zrobił. Nie chce nawet na niego patrzeć. Tak, jakby to, że umyka jego spojrzeniu, sprawiało, że nic z tego się nie wydarzyło. Ton głosu i słowa świadczą jednak o czymś całkiem przeciwnym.
Schyla głowę, gdy Gilman przechodzi obok niego, nie chcąc widzieć wyrazu jego twarzy. Na trenera też zerka jedynie pobieżnie, nie chcąc zatrzymywać się na jego twarzy na nazbyt długo. Po buńczucznym Lauriem nie ma już śladu – w odpowiedzi na słowa trenera kiwa potulnie głową i gdy Franklin udaje się do łazienki, idzie posłusznie za Fraserem do jego gabinetu. Idzie jak na ścięcie, ale nie spodziewa się niczego dobrego. Wie, że trener go lubi i szanuje, ale nie sądzi, by machnął ręką na tę bójkę, kiedy może to zaszkodzić dobru drużyny.
Przypomina sobie, jak Fraser zaczepił ich po pierwszym treningu i jak bardzo cieszył się na ich ponowną współpracę. Był ciekaw, czy i on myśli właśnie o tamtej chwili i o tym, jak bardzo się pomylił. Jeśli po paru ich wspólnych treningach zaczął nabierać wątpliwości co do tego, czy powrót do dawnych czasów był możliwy, teraz wydaje się już całkiem jasne, że nie ma co do tego najmniejszych szans. To nie kwestia braku zgrania – po prostu ich relacja jest całkiem odmienna od tej, którą mieli te kilka lat temu, a przez to nie są po prostu w stanie wykrzesać z siebie tego, co potrafili razem kiedyś. Wystarczył za to jeden wspólnie rozegrany mecz, by doszło do użycia pięści. Co wydarzy się po kolejnym?
Kiedy siada na krześle po drugiej stronie biurka Frasera, czuje się jak mały chłopiec, który nabroił i za chwilę otrzyma reprymendę od dyrektorki szkoły. Czuje się mniejszy o jakieś pięćdziesiąt centymetrów i zdecydowanie mniej pewny siebie, niż jest zazwyczaj.
– Co tam się wydarzyło, Matheson? – pyta, kręcąc głową i sam siada na przeciwko niego. Jest jednocześnie zły, zmęczony i rozczarowany. Laurie czuje to w jego spojrzeniu, wyrazie twarzy i tonie głosu. Nie wie, co ma odpowiedzieć. Uchyla usta, ale żadna sensowna odpowiedź nie przychodzi mu do głowy. Odwraca więc głowę, czym jedynie bardziej irytuje Frasera. – Do cholery, Laurie, jesteś kapitanem, a zaraz po skończonym meczu atakujesz zawodnika swojej drużyny. Następnym razem zrobisz to na boisku? Jak mogę cię na nie wpuścić, gdy zachowujesz się w taki sposób? Powinien ci za to odebrać opaskę kapitana i dobrze o tym wiesz – wyrzuca z siebie wszystko, a Laurie czuje jak nagle jego twarz robi się całkiem czerwona. Wydaje mu się, że cokolwiek powie, i tak nie będzie to wystarczające dla trenera. Taka sytuacja po prostu nigdy nie powinna się wydarzyć.
– Poniosło mnie. To się już więcej nie wydarzy – mówi te słowa dość pewnie, choć nie jest w stanie za to ręczyć. Wcześniej też wydawało mu się, że jest w stanie mimo wszystko grać z Franklinem w jednej drużynie i zachowywać się w miarę profesjonalnie. Gdy mówił mu, że nie zamierza mu przeszkadzać w grze, naprawdę w to wierzył. Wiedział, że będzie to niesamowicie trudne, ale musiał. Taka rola kapitana… A jednak wystarczył jeden mecz, by doszło do rękoczynów.
– Chciałbym w to wierzyć – odpowiada zrezygnowany Fraser.
Drzwi do jego gabinetu otwierają się i do pomieszczenia wchodzi Franklin. Laurie nie odwraca się w jego stronę, jego wzrok skupiony jest na jednym konkretnym punkcie na biurku trenera.
– Nie chcę wiedzieć, o co wam poszło, to wasza sprawa, ale nie mogę dopuścić, żeby wasza kłótnia zaszkodziła całej drużynie. Jak sobie to wyobrażacie? Że będę teraz unikać wpuszczania was razem na boisko, żebyście następnym razem, nie pobili się na nim? Ogarnijcie to jak dorośli. Potraktujcie to jako żółtą kartkę, ale jeśli jeszcze raz dojdzie między wami do bójki, będę musiał podjąć poważniejsze działania – mówi do nich z coraz większym zrezygnowaniem. Nic dziwnego – Toronto FC utrzymuje się na tyle tabeli już bez awantur i bójek między graczami. – I Laurence, chciałbym, żeby to wybrzmiało: nie będę wtedy patrzeć ani na staż, ani na żadne zasługi dla drużyny – dodaje, patrząc mu prosto w oczy, a Laurie ledwie utrzymuje ten kontakt wzrokowy. Chce już stąd uciec. Jak najdalej.
– Mhm – mruczy jedynie i skupia swój wzrok na zabarwionych na zielono od trawy spodenkach. Z jednej strony to nie do końca on podejmuje decyzje o tym, kto zostaje, a kto odchodzi z drużyny, ale z pewnością może na te decyzje swoim autorytetem i profesjonalną oceną wpłynąć. Wydaje się zresztą, że znacznie łatwiej będzie wymienić jego, niż Franklina.
– Możecie już iść – rzuca w końcu z kompletnym zrezygnowaniem w głosie. Nie musi tego powtarzać: Laurie od razu korzysta z okazji, by wstać i wyjść z jego gabinetu. Nie żegna się nie tyle ze względu na brak manier, co raczej w wyniku zakłopotania i zamyślenia. Wydaje mu się, że Fraser i tak obszedł się z nim dość łagodnie i być może jest mu z tego względu jeszcze bardziej głupio.

franklin cosgrove
jusia
posty napisane przez AI, czytanie postaci w myślach, wątki o niczym
ODPOWIEDZ

Wróć do „BMO Field”