ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
173 cm
rejestratorka w Mount Sinai Dental
Awatar użytkownika
i like your soul when it's shirtless
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjizazwyczaj przeszły
postać
autor

To był jeden z tych dni, kiedy człowiek chce po prostu mieć święty spokój. Nie musi iść do pracy, więc pół dnia spędza w dresie na kanapie, odchorowując imprezę dnia poprzedniego, oglądając jakiś durny film i wcinając chipsy. Dopiero koło południa Chrissy zorientowała się, że nie ma niczego na lunch i dobrze byłoby skoczyć do sklepu pod blokiem po jakąś lasagne w pudełku. Wcale nie zamierzała się w tym celu przebierać, ani czesać, a już na pewno malować. Jedyne, co zrobiła, to umyła zęby, w trosce o człowieka za kasą, z którym prawdopodobnie będzie musiała zamienić kilka słów. Wcisnęła na stopy najwygodniejsza, acz nie najczystsze buty, jakie miała i wyruszyła na tę trudną wyprawę, zachęcana coraz silniejszym ssaniem w żołądku.
W takich dniach prawdopodobieństwo spotkania znajomych ludzi wzrasta co najmniej trzykrotnie, a wszelkiego rodzaju byłych chyba jeszcze bardziej. Chrissy przypomniała sobie o tej starej prawdzie rządzącej światem dopiero, gdy otworzyły się przed nią drzwi windy, a w środku zauważyła Teddy. Nawet nie pamiętała jej nazwiska, choć wydawało jej się, że było jakieś dziwne. Dipshit? Dickface?
- Cześć - burknęła, wchodząc do środka i ustawiając się bliżej drzwi, plecami do dawnej znajomej. Gdyby wiedziała, że będzie w środku, poszłaby schodami, ale miała na tyle godności w sobie, by nie wycofywać się, gdy już się spotkały. Nie była przecież tchórzem. Dwie minuty w windzie nie doprowadzą do niczego, co zniszczy jej nastrój skrzętnie budowany dziś przez chłopaków z Akademii Policyjnej, jednego z jej ulubionych filmów z dzieciństwa.
Już nawet nie pamiętała, dlaczego się rozstały. Była jakaś wielka kłótnia, ale o jaką pierdołę? Tego nie była w stanie wygrzebać z pamięci. Po takim czasie nie przywiązywała do tego wagi. I tak lepiej wspominała Teddy, niż tego paskudnego grzyba, od którego wyprowadziła się kilka miesięcy temu. Chrissy zerknęła w bok, na ułamek sekundy zatrzymując wzrok na twarzy Teddy. Zdecydowanie była ładniejsza od niego.
Pomiędzy piętrem czwartym i trzecim winda wydała odgłos, którego Chrissy nigdy dotąd nie słyszała. Zgrzytnęło, pisnęło, huknęło; winda stanęła, ale drzwi się nie otworzyły, a wyświetlacz z numerem piętra zaczął dziwnie migać. Z początku Chrissy się nie poruszyła, licząc, że winda po prostu ruszy zaraz dalej. Kiedy jednak tak się nie stało, rozejrzała się podejrzliwie wokół, aż w końcu jej wzrok spoczął na Teddy.
- No i co narobiłaś? - zmarszczyła brwi. Oczywiście, że to wszystko jej wina, bo niby czyja? Jakby Teddy nie chciała nic napsocić, to by jej tu dziś nie było. Los zdecydowanie nie sprzyjał dziś pannie Williams - a tak dobrze ten dzień się zaczął!

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
konewka
lanie wody, sterowanie moją postacią, brak tworzenia punktów zaczepienia dla odpowiedzi, stanie w miejscu z akcją
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
z tobą słyszę zapachy, węszę kolory i dźwięki,
gwiazdy, zorze, tęcze przy tobie to nic
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

072.
Po ucieczce zwierząt z zoo ostatnie zmiany były totalnie szalone. Wszystkie jednostki w Toronto musiały stawiać się na miejscu zgłoszeń, żeby zabezpieczać teren i pomagać innym służbom schwytać uciekinierów. Co naprawdę się wydarzyło? Trudno stwierdzić. Krążyły plotki, że to zorganizowana akcja organizacji ekologicznej Wild Exit. Inni mówili, że jakiś pracownik schlał się tak bardzo, że postanowił zapewnić zwierzętom prawdziwą wolność.
Tego dnia wróciła do domu zajechana jak koń po westernie. Ledwo zdążyła wejść na górę, a przypomniała sobie, że nie wzięła z samochodu torby z rzeczami i musiała z powrotem dymać na parking. Zwykle korzystała ze schodów, przecież co to były dla niej trzy piętra? Sześćdziesiąt dziewięć razy więcej pokonywała w przeciągu jednej zmiany. A jednak coś ją podkusiło, żeby tym razem pojechać windą. Nie spodziewała się, że kiedy zatrzyma się na niższym piętrze, spotka któregoś z sąsiadów. To znaczy, powinna. W bloku mieszkało mnóstwo ludzi - od starszyzny po całe rodziny z dziećmi. Po prostu nie spodziewała się, że wpadnie akurat na Chrissy.
Na jej widok Darling uśmiechnęła się niemrawo. Związek z Williams był trochę burzliwy, a każdy, kto znał strażaczkę, wiedział, że ta nie znosiła kłótni. Po którejś durnej sprzeczce stwierdziła, że to nie ma sensu i że nie jest w stanie zmienić tego, że praca w dużej mierze wypełnia jej życie. Jeśli Chrissy się to nie podobało, mogła sobie iść. No i - ku początkowemu zaskoczeniu Teddy - faktycznie poszła. Bardzo dosłownie wzięła sobie do serca jej słowa.
Pech chciał, że dalej mieszkały w tym samym budynku, więc chcąc nie chcąc, gdzieś tam na siebie wpadały. Darling absolutnie nie żywiła do niej żadnej urazy. Po rozstaniu miała w sobie wewnętrzny żal, ale z czasem zrozumiała, że gdzieś tam, w którymś momencie, zwyczajnie się nie zgrały. Czasami tak po prostu bywało. Można było kogoś lubić, kochać, a nawet próbować ułożyć sobie z nim życie, a mimo wszystko okazywało się, że dwie osoby nie potrafiły funkcjonować obok siebie tak, jak obie tego potrzebowały.
— Cześć — odparła najzwyczajniej, jak to było tylko możliwe. Chciała jeszcze coś dodać, ale windą szarpnęło i najpierw pojechała znowu do góry, a potem w dół i znów w górę. Coś zgrzytnęło, stuknęło i to by było na tyle z przejażdżki.
Jako strażaczka potrafiła zachować zimną krew, a panika w podobnych sytuacjach nie była wskazana. Dostrzegłszy migające numery na wyświetlaczu, podeszła do panelu i wcisnęła kilka guzików. Dalej nic. Westchnęła pod nosem, a słysząc uwagę, która wystrzeliła spomiędzy warg Williams, uniosła wysoko brwi i spojrzała na nią, nie kryjąc zdziwienia.
— Słucham? — parsknęła, ponownie próbując uruchomić windę przez konsolę, ale nawet awaryjny guzik postanowił mieć w nie wyjebane. — No chyba sobie żartujesz. Zamiast zwalać na mnie winę, może po prostu zadzwonisz pod ten numer? — wskazała palcem na ciąg cyfr. Instrukcja jasno podpowiadała, z kim się kontaktować w przypadku awarii windy.
Sama też wyciągnęła telefon, ale oczywiście nie dość, że nie miała zasięgu, to jej bateria była na wykończeniu. Oczywiście! Mogła się tego spodziewać, przecież ostatnio jej życie to pasmo idiotycznych nieporozumień. Właściwie to nie tylko ostatnio, zazwyczaj musiało przytrafiać się jej coś dziwacznego.

Chrissy Williams
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
27 y/o
For good luck!
173 cm
rejestratorka w Mount Sinai Dental
Awatar użytkownika
i like your soul when it's shirtless
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjizazwyczaj przeszły
postać
autor

W przypadku Chrissy ciężko mówić o miłości. Może i miała już dwadzieścia siedem lat, ale wciąż była młoda i głupia, nierozważna, lekceważąca, wymagająca od innych, a od siebie niekoniecznie. Z taką osobą ciężko stworzyć poważny i trwały związek. Jej życie było zabawą, funkcjonowała tu i teraz, nie robiła dalekich życiowych planów, czasem nawet zaplanowanie obiadu na weekend ją przerastało.
Przewróciła oczami, słysząc poirytowanie Teddy. Oczywiście, że żartowała, nawet, jeśli jej słowa były podszyte bardziej złością, niż rozbawieniem. Nawet ona zdawała sobie sprawę, że byłoby co najmniej nierealne, by to Teddy specjalnie zrobiła zwarcie w windzie akurat teraz, gdy Chrissy do niej wsiadła. Co by to niby miało na celu? Rozmowę o przeszłości, debaty nad błędami, ponowne wpadnięcie sobie nawzajem w ramiona? Czy może szybki numerek w windzie? Całkiem możliwe, że temu drugiemu Williams by nie odmówiła; Teddy była niczego sobie i musiała jej to przyznać nawet, jeśli już jej nie lubiła. Rozmowy jednak zdecydowanie nie były jej mocną stroną i o tym Darling chyba miała okazję się już przekonać.
- Nigdzie nie zadzwonię, bo w tej windzie nigdy nie ma zasięgu. Zawsze, jak z kimś rozmawiam, to mi przerywa, jak wsiadam - wydęła usta, mając wrażenie, że musi tłumaczyć jej podstawowe życiowe fakty niczym jakiemuś dziecku. - To dobra wymówka, jak rozmawiam z mamą, no ale nie kiedy opowiadam wszystkie ploteczki psiapsiom. Bez sensu, że dali ten numer, a nie dali wifi - stanęła bliżej Teddy, by uważniej przyjrzeć się panelowi z guzikami. - A ten co robi? - spytała, wskazując na guzik oznaczony żółtym dzwonkiem. Nie czekając na odpowiedź, wcisnęła go krótko, ale póki co nic się nie wydarzyło. - Myślisz, ze zabraknie nam tlenu, jak w filmach? - spytała jeszcze, rozglądając się po windzie. Nie miała pojęcia, jak powinien wyglądać dopływ powietrza, albo jakakolwiek inna użyteczna w tej chwili dla nich rzecz, ale wcale jej to nie powstrzymało.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
konewka
lanie wody, sterowanie moją postacią, brak tworzenia punktów zaczepienia dla odpowiedzi, stanie w miejscu z akcją
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
z tobą słyszę zapachy, węszę kolory i dźwięki,
gwiazdy, zorze, tęcze przy tobie to nic
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie była poirytowana. Może tylko trochę, ale to przez pretensjonalny ton Chrissy. Każdy, kto zdążył choć odrobinę poznać Teddy, wiedział, jak ciężko było ją wyprowadzić z równowagi i że nigdy nie wdawała się w bezsensowne sprzeczki. Wolała odpuścić dla świętego spokoju, zamiast drążyć temat. Kłótnie ją stresowały i nie za bardzo miała pojęcia, co powinna w takich sytuacjach zrobić. Najczęściej wychodziła, żeby przewietrzyć głowę. Ale tutaj, jeśli już dojdzie do jakiejś scysji, to nawet nie miała dokąd uciec, bo utknęły w windzie.
— Nie zawsze nie ma zasięgu. Często to klatka Faradaya, ale w niskich budynkach i w nowoczesnych biurowcach montuje się specjalne systemy antenowe, które doprowadzają zasięg bezpośrednio do szybów windowych i... — urwała, zadając sobie sprawę z tego, że weszła w tryb pracy, a Chrissy pewnie gówno obchodzi, jak działają windy. — To okrutne, że wykręcasz się w taki sposób z rozmów z mamą — stwierdziła po chwili namysłu. Nie mogła sobie przypomnieć, jak wyglądała relacja Williams z rodzicami, ale Darling żyła ze swoimi w zgodzie i chyba nie miałaby sumienia, żeby wykręcać im takie numery. Już i tak drżeli o życie swojej jedynej córki za każdym razem, kiedy ta udawała się na poważniejsze akcji.
Teraz jednak strażaczka nie wykręci żadnego numeru przez ten cholerny brak zasięgu. Obserwowała z uniesionymi brwiami, jak Chrissy wciska jeden z guzików, który pełnił funkcję alarmu lub połączenia głosowego z pogotowiem dźwigowym. Po prostu służył do wezwania pomocy, ale ten tutaj nie zadziałał. Ciekawe, dlaczego. Teddy będzie musiała to gdzieś zgłosić, kiedy już się stąd wydostanie. One jakoś sobie poradzą, ale co, gdyby w środku utknęła jakaś staruszka albo matka z małym dzieckiem?
— Gratulacje. Właśnie aktywowałaś ładunek wybuchowy — powiedziała z poważną miną, ale oczy jej się śmiały. — Musisz przytrzymać trochę dłużej, żeby nawiązać połączenie — podpowiedziała i zsunęła z nadgarstka gumkę do włosów, żeby związać je w niedbałego koka.
Ponownie popatrzyła na Williams, tym razem trochę pobłażliwie. W windzie była wentylacja, a obudowa kabiny nie była hermetyczna, więc powietrze swobodnie przenika do środka.
— Jestem jedynaczką, ale potrafię się dzielić. Śmiało możemy oddychać tym samym powietrzem. Obiecuję, że nie zużyję zbyt wiele tlenu — zapewniła i zdmuchnęła z twarzy pojedynczy kosmyk włosów. — Ale nie odpowiadam za to, że możemy umrzeć tutaj z odwodnienia — uniosła ręce w obronnym geście. Człowiek bez jedzenia może wytrzymać nawet czterdzieści dni, ale bez wody zaledwie siedem! Ale zaraz, zaraz, o jakim umieraniu tutaj mowa? Syrio Forel z Gry o Tron zawsze powtarzał, że bogu śmierci mówimy nie dziś. Gdyby Darling umarła w takich żałosny sposób, to chyba by się autentycznie wkurwiła. Przecież za coś takiego nie dostałaby upamiętniającego odznaczenia, a jej zdjęcie nie zawisłoby w korytarzu na ścianie chwały. No i jej narzeczona byłaby strasznie smutna.

Chrissy Williams
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
27 y/o
For good luck!
173 cm
rejestratorka w Mount Sinai Dental
Awatar użytkownika
i like your soul when it's shirtless
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjizazwyczaj przeszły
postać
autor

Zaraz miała walczyć tu o życie, więc Chrissy dawała sobie wszelkie prawo do bycia pretensjonalną. W takich okolicznościach nie miało przecież znaczenia, jakie będą jej ostatnie słowa. Nikt nigdy się o nich nie dowie. Była tu tylko Teddy, która zginie razem z nią... o ile nie zje jej, by przedłużyć własną męczarnię. Może to Chrissy powinna to zrobić jako pierwsza. Tylko jak? Z rozmyślania nad tą kwestią wyrwały ją słowa Teddy, ale szczerze mówiąc, niewiele z nich rozumiała.
- Kogo? - spytała cicho, chyba nawet niekoniecznie chcąc znać odpowiedź, ale kiedy Teddy kontynuowała, nie bardzo nawet zwracając uwagę na to, czy Chrissy jej słucha, odpuściła. Znowu się mądrzy, mądrala. Chrissy nigdy tego nie lubiła, bo po prostu nie rozumiała. Jak niby miały rozmawiać w takich okolicznościach? Nie miało to sensu. Najwidoczniej każda z nich musiała odnaleźć rozmówcę na własnym poziomie. - Jakbyś jej czasem posłuchała, to też wcale nie chciałabyś z nią gadać - przewróciła oczami. Nie był to moment na żalenie się na matkę, zdecydowanie, ale nie zamierzała udawać, że to ona jest tą złą. To pani Williams była osobą, której zawsze coś nie pasowało. Znajdź lepszą pracę, może niech Celeste załatwi ci staż, może coś związanego z twoim wykształceniem, spoważniałabyś w końcu trochę... Aż się rzygać chciało. W takich momentach winda pojawiała się przed Chrissy w najmniej spodziewanym miejscu - metaforyczna, byle tylko mogła ją wykorzystać jako wymówkę do przerwania rozmowy z matką.
Po kolejnych słowach Darling, Chrissy przekrzywiła głowę i posłała jej spojrzenie pełne dezaprobaty. Jezu, jak jest taka mądra, to może niech sama spróbuje je uratować, a nie się z niej nakpiwa. Williams nie powiedziała jednak nic, a zamiast tego, zgodnie z sugestią, wcisnęła guzik i przytrzymała go dłużej, tym razem co najmniej przez pięć sekund. Niestety, wciąż nic.
- O jakaś ty romantyczna - przewróciła oczami. Wolała swoje powietrze, własne prywatne. Jak to się w ogóle stało, że wylądowały mieszkając w tej samej klatce? Świat chyba po prostu lubił sobie z niej czasem zażartować. - Czy to ta historia, w której będziemy musiały pić własne siki? - słyszała kiedyś o takim sposobie na przetrwanie, ale nie do końca chciała sprawdzać, czy to prawda. Skoro jednak tlenu mają pod dostatkiem, to powinny zacząć krzyczeć? Może jakiś sąsiad je usłyszy i łaskawie zadzwoni po pomoc? Zanim jednak zdążyła się podzielić tym pomysłem z Teddy, głośniczek koło przycisku z alarmem zatrzeszczał.
- Halo halo? Czy ktoś wzywał pomoc? - usłyszały z głośniczka męski głos. Chrissy doskoczyła do niego jak oparzona, padając na kolana.
- Tak! Przyślijcie tu kogoś, zanim umrzeeemy! - zawyła głosem pełnym rozpaczy, przysuwając twarz najbliżej, jak się dało, a dłonie rozkładając rozpaczliwie na ścianie windy.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
konewka
lanie wody, sterowanie moją postacią, brak tworzenia punktów zaczepienia dla odpowiedzi, stanie w miejscu z akcją
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
z tobą słyszę zapachy, węszę kolory i dźwięki,
gwiazdy, zorze, tęcze przy tobie to nic
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Westchnęła pod nosem. Wcale nie była przemądrzała, chociaż w oczach Chrissy najwyraźniej właśnie na taką wychodziła. Mogłaby jej teraz opowiedzieć o klatce Faradaya i wyjaśnić, że to metalowa osłona, która izoluje swoje wnętrze od zewnętrznego pola elektrycznego i fal elektromagnetycznych, ale Williams nie wyglądała na szczególnie zainteresowaną. Zresztą Teddy podejrzewała, że taki wykład przyniósłby efekt odwrotny do zamierzonego. Chrissy tylko utwierdziłaby się w przekonaniu, że strażaczka próbuje być mądrzejsza, niż jest w rzeczywistości. A przecież Darling nigdy się za taką nie uważała. Po prostu czasami coś wiedziała. Czy to naprawdę takie dziwne?
— Czy ja wiem? Lubię gadać z ludźmi — wzruszyła lekko ramionami. W trakcie ich krótkiej relacji nie miała okazji poznać matki Chrissy. Nie mogła więc powiedzieć, jaka kobieta była naprawdę, choć z opowieści Williams wynikało, że raczej nie należała do osób, z którymi chciałoby się spędzać wolne popołudnia. Z drugiej strony Teddy nie miała pewności, czy powinna brać te opowieści za dobrą monetę. Ludzie potrafili opisywać własnych rodziców w bardzo różny sposób, zwłaszcza kiedy w grę wchodziły stare urazy i niezałatwione sprawy. Kobieta nie mogła być jednak aż tak okropna, jak twierdziła jej własna córka. Chyba. Rodzice potrafili zirytować, ale trzeba mieć na uwadze, że to również było ich pierwsze życie. Popełniali błędy, czasem mówili rzeczy, których nie powinni i nie zawsze potrafili zrozumieć własne dzieci. Nie zasługiwali na to, żeby oceniać ich zbyt surowo, prawda?
— Nie. Picie własnych sików przyspiesza proces odwodniania, więc lepiej, żeby nie przyszło ci to do głowy — posłała jej rozbawione spojrzenie w momencie, kiedy z głośnika odezwał się męski głos. Teddy podeszła bliżej, żeby lepiej przysłuchać się wymianie zdań. Chrissy ewidentnie dramatyzowała. Nikt przecież nie twierdził, że tutaj umrą.
— Spokojnie, tylko bez paniki. Nie jestem w stanie zlikwidować awarii zdalnie, ale do pół godziny technicy powinni dotrzeć na miejsce — wyjaśnił, na co strażaczka pokiwała głową. Mężczyzna oczywiście nie mógł tego zobaczyć.
— W porządku, będziemy czekać — zreflektowała się, nachylając się w stronę przycisku. Była jak ta Krysia Tuchałowa z filmu Zróbmy sobie wnuka, która prosiła na przejściu o zielone światło. W głośniku coś zatrzeszczało i połączenie zostało zakończone. Albo przerwane. Trudno stwierdzić. — Widzisz? Nikt dzisiaj nie umrze — zwróciła się do Chrissy. — Ale jak miałaś jakieś większe plany na popołudnie, to chyba będziesz musiała je przełożyć. Pół godziny może przeciągnąć się w dwie — po tych słowach strażaczka po prostu osunęła się po ścianie i usiadła po turecku. Nie będzie czekała jak na szpilkach, aż w końcu nadejdzie pomoc.
Spojrzała na swój telefon. Zasięg dalej miał całe zero kresek.
— To ten... co u ciebie? — zagaiła, zadzierając głowę, żeby spojrzeć na Chrissy. Skoro przyszło im tu spędzić trochę czasu, to może przynajmniej nie w totalnej ciszy.

Chrissy Williams
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
27 y/o
For good luck!
173 cm
rejestratorka w Mount Sinai Dental
Awatar użytkownika
i like your soul when it's shirtless
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjizazwyczaj przeszły
postać
autor

Chrissy rzadko kiedy bywała zainteresowana naukowymi rzeczami i takie opowieści nie były jej do niczego potrzebne. Zapewne fizyka była jej najmniej ulubionym przedmiotem w szkole. Nigdy nie utożsamiała się z jajogłowymi. Nawet, gdyby przy odrobinie wysiłku byłaby w stanie zrozumieć, co tłumaczyłaby jej Teddy, to niekoniecznie chciała próbować. Do niczego jej się to przecież w życiu nie przyda - nieważne, że dowiedziałaby się, dlaczego zasięg w windach nie działa, albo dlaczego nie zawsze tak jest. Jej rozumienie świata kończyło się na zależnościach "za dużo wypiłam, więc dzisiaj mam kaca" i tyle jej w zupełności wystarczało.
Tylko bardziej się nadąsała, gdy Teddy nie wykazała się zrozumieniem dla jej negatywnego stosunku do własnej matki. Problemem nie był przecież fakt, że Chrissy była małomówna. Wręcz przeciwnie, uwielbiała gadać; tylko że cokolwiek powiedziała swojej matce, ona zaraz miała do tego tysiąc uwag i zażaleń. Dzielenie się z nią informacjami po prostu nie było niczym przyjemnym. Mogłyby po prostu poplotkować, matka czasem mogłaby jej przytaknąć, a komentarz ograniczyć do minimum, zamiast znów wygłaszać kazania. Właśnie dlatego Chrissy przestała opowiadać jej o swoim życiu - w tych opowieściach zawsze było coś, co się jej matce nie spodobało.
- Co? Dlaczego? - zmarszczyła brwi i spojrzała uważnie na Teddy. Teraz była autentyczne zainteresowana, w końcu wiedza o tym, że nie powinna pić swojego moczu w kryzysowej sytuacji jednak mogłaby jej się kiedyś w życiu przydać. Za biologią w szkole też nie przepadała, ale to była iście życiowa wiedza.
Darling nie zdążyła jej jednak odpowiedzieć. W następnej chwili Chrissy siedziała w dramatycznej rozpaczy tuż przy głośniku, nie rozumiejąc, jak Teddy mogła być taka spokojna. Przyswoiła jednak informacje. Pół godziny - tyle powinna wytrzymać i nie umrzeć z głodu, nawet mimo tego, że jej pusty żołądek dawał już jej wyraźnie znać o swoich potrzebach. Zaraz jednak Teddy skutecznie ostudziła jej entuzjazm.
- Dwie? - jęknęła, a jej brzuch zawtórował głośnym burknięciem. Ze smutkiem w oczach spojrzała na Darling, ale chyba nie miała co liczyć na jakieś pocieszenie. W bloku mieszka tylu ludzi, a ona musiała tu utknąć akurat z nią. No coś niesamowitego. - Jestem głodna - odpowiedziała na pytanie, bo dosłownie tyle się teraz działo w jej życiu, i wzruszyła ramionami. Niby o czym jej miała opowiadać? Przecież nie o swoich sercowych problemach. Podkuliła nogi i oparła na kolanach głowę, a wzrok zbitego (głodnego) psa wbiła w Teddy. - No nic w sumie - wzruszyła ramionami. - Trochę pracuję, trochę się obijam, raczej bez zmian. A u ciebie? - też spytała, bo uznała, że tak będzie miło i może warto się wykazać, ale zaraz przypomniała sobie, co bardziej by ją interesowało. - A w sumie to o chodzi z tymi sikami, czemu nie można ich pić?

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
konewka
lanie wody, sterowanie moją postacią, brak tworzenia punktów zaczepienia dla odpowiedzi, stanie w miejscu z akcją
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
z tobą słyszę zapachy, węszę kolory i dźwięki,
gwiazdy, zorze, tęcze przy tobie to nic
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To wcale nie tak, że Teddy była jakąś wybitną uczoną. Nie była. Gdyby była, pewnie wykładałaby na Harvardzie albo innym równie prestiżowym uniwersytecie, zamiast pracować w straży pożarnej. W szkole szło jej totalnie przeciętnie, a nauka nigdy nie była czymś, do czego podchodziła z jakimś szczególnym zapałem. Miała za to dziwną tendencję do zapamiętywania kompletnie niepotrzebnych ciekawostek. Wystarczyło, że obejrzała jakiś program przyrodniczy albo ktoś rzucił interesującą dygresją podczas szkolenia, a jej mózg, w przeciwieństwie do mózgów większości ludzi, postanawiał zachować tę informację na dłużej. Oczywiście niekoniecznie pamiętał przy tym, gdzie odłożyła klucze albo po co weszła do kuchni, ale wszystkie swoje wady zrzucała na ADHD. Przez to czasami wychodziła na przemądrzałą siksę, która tylko czekała, żeby popisać się swoją wiedzą. Co było kompletną bzdurą. Po prostu lubiła dzielić się tym, co ją zaciekawiło, a jeśli ktoś przy okazji dowiedział się czegoś nowego, to chyba nie było w tym nic złego. Wiedział o tym każdy, kto zdołał ją poznać na tyle, żeby wyrobić sobie o niej własne zdanie. Najwyraźniej Chrissy nigdy nie miała ku temu okazji. Albo, co wcale nie było mniej prawdopodobne, po prostu nigdy nie chciała jej poznać.
Nie chciała jej zamartwiać na zapas, ale wolała ją przygotować, gdyby faktycznie miały tu spędzić więcej czasu. Coś podejrzewała, że nie była dla Williams najlepszym towarzystwem, ale na to akurat nic nie mogła zaradzić. Nie mogła magicznie przeteleportować się w inne miejsce.
— Szybko zleci — posłała dziewczynie pokrzepiający uśmiech. — Ale hej, mogą przyjechać znacznie wcześniej — dodała, żeby niepotrzebnie jej nie stresować.
Usiadła na podłodze naprzeciwko Chrissy i pokiwała głową. Ona w sumie też była głodna. Ale chyba nie pożrą się wzajemnie, jak drużyna rugbistów, której samolot rozbił się w Andach? Teddy na pewno nie była smaczna, chociaż jej narzeczona twierdziła co innego.
— U mnie akurat dużo zmian. Zaręczyłam się, zaadoptowałyśmy kota, zbieramy na wesele — wyliczyła, przywierając plecami do ściany windy. A potem zamrugała, bo nie spodziewała się, że Williams będzie chciała kontynuować temat uryny. — Głównie ze względu na toksyny. Mocz zawiera produkty uboczne metabolizmu, których organizm próbuje się pozbyć. Jak się go wypije, to ponownie trafia do krwioobiegu, staje się bardziej skoncentrowany i obciąża nerki. No i przyspiesza odwodnienie, bo prowadzi do nagromadzenia soli. O bakteriach chyba nie muszę wspominać? — wyjaśniła na tyle, na ile potrafiła. Właściwie była to wiedza dość powszechna i strażaczka mogłaby przysiąc, że znała to z podstawówki. A może to była jedna z tych randomowych rzeczy, które zapamiętała mimowolnie? Cholera wie. W każdym skoro Chrissy pytała, to nie zamierzała zostawić jej bez satysfakconującej odpowiedzi.

Chrissy Williams
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Distillery District”