Nie pamiętała, kiedy ostatnio jadła coś słodkiego. Chyba ze dwa miesiące temu i to też w ilościach raczej godnych pożałowania. Niestety praca w straży wymuszała na niej trzymanie formy. Nie słodziła herbaty, nie piła słodzonych energetyków. Właściwie wszystko było bez cukru. I bez sensu. Oczywiście od czasu do czasu pozwalała sobie na jakieś odstępstwo. Nie była przecież robotem i nie zamierzała żyć na samym kurczaku z ryżem tylko dlatego, że mundur wymagał od niej odpowiedniej kondycji. Ale jak już dorwała coś słodkiego, cukier potrafił zrobić z niej jeszcze większego oszłoma niż zwykle. Zamiast zwyczajowego poziomu energii dostawała dodatkowe paliwo i nagle Teddy była gotowa biegać po ścianach. Przy jej niezdiagnozowanym ADHD zdecydowanie nie było to najlepsze połączenie. Teraz zapach czekolady dochodzący z manufaktury zaczynał powoli niszczyć jej silną wolę. Tylko po co miała osładzać sobie życie, skoro miała taką przesłodką narzeczoną? To przecież powinno wystarczyć za całą tonę pralinek.
Chyba musiałaby upaść na głowę, żeby wydać na taki wypasiony ekspres tyle pieniędzy. Dobrze, że Darling nie była jakąś wielbicielką kawy. Od czasu do czasu coś wypiła, jasne, ale nie nazwałaby się kawoszką. Nie potrzebowała porannego rytuału z kubkiem kawy w dłoni, żeby w ogóle zacząć funkcjonować. Była za to uzależniona od energetyków. Powoli zaczynała dochodzić do wniosku, że chyba zwyczajnie się na nie uodporniła. Kiedy była naprawdę zmęczona, potrafiła wypić dwie puszki jedna po drugiej, a potem normalnie pójść spać. To chyba nie było zbyt normalne.
—
Pędzelki do czesania kawy? Ale... — ochroniarz miał mnóstwo pytań. Szybko jednak został uciszony spojrzeniem złego gliny. Cholera, gość naprawdę wczuł się w swoją rolę. Śmiało można byłoby nominować go do Oscara.
Argumentacja April była jak najbardziej uzasadniona. Wszystko się tutaj zgadzało. Strażaczka nawet przez chwilę nie pomyślała, że jej narzeczona mogłaby dopuścić się kradzieży. No wystarczyło na nią spojrzeć! Wyglądała jak jakiś smutny szczeniak, a taki widok natychmiast ściskał serce Darling. Nie miała pojęcia, jak można było patrzeć na Finch i w ogóle podejrzewać ją o coś złego. Przecież to było niedorzeczne! Od razu przysunęła się bliżej i objęła ją ramieniem, chcąc pokazać, że ma jej pełne wsparcie. Następnie nachyliła się i musnęła ustami jej skroń. Co by się nie działo, zawsze stała po jej stronie. Nawet gdyby cały świat uznał April za winną, Teddy nie zamierzała zmieniać zdania. W końcu znała swoją narzeczoną najlepiej i wiedziała, że nie była żadną złodziejką. A jeśli ktoś twierdził inaczej, to najwyraźniej sam miał coś nie tak z głową. Siłą jej nie zabiorą. O nie, nie, nie! Teddy nigdy na to nie pozwoli. Jeśli będzie trzeba, pójdzie na wojnę z tymi psami, bobrami, borsukami czy całym innym zwierzyńcem, który postanowił wziąć jej ukochaną do niewoli. Nie miała jeszcze dokładnego planu działania, ale przecież nie od razu Rzym zbudowano. Najważniejsze, że była gotowa walczyć. A że przeciwnikami mogły być kanadyjskie służby porządkowe? Trudno. Dla April Darling była gotowa narobić sobie kłopotów nawet na własne życzenie.
—
Czy ten zabytek jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO? Jak Stare Miasto w Quebecu albo Kanał Rideau? — zapytała, przeszywając ochroniarza spojrzeniem. Gdyby tylko mogła, wypaliłaby mu dziurę w twarzy. Najlepiej taką na wylot, żeby przy okazji zajrzał sobie do własnego sumienia i sprawdził, czy aby na pewno wszystko tam działało.
Kowalsky wyglądał na zaskoczonego. Zacisnął usta w wąską linię i zerknął na rzeźbę, jakby dopiero teraz przyszło mu do głowy, że może rzeczywiście powinien wiedzieć coś więcej o przedmiocie, którego pilnował.
—
No... chyba nie? — odparł bez przekonania. Ha! Teddy właśnie tak podejrzewała! —
Ale to niczego nie zmienia! Mogła ukraść go, a potem sprzedać na jakiejś aukcji — dodał, wypinając pierś do przodu, żeby odzyskać choć trochę animuszu.
Darling przewróciła oczami. No tak, oczywiście. April miała wpaść na teren manufaktury, porwać jakąś przypadkową rzeźbę, a następnie wystawić ją na aukcji i zgarnąć fortunę, z którą mogłyby wyprawić huczne wesele.
—
Proszę mi uwierzyć, że jeśli moja narzeczona miałaby coś ukraść, to wybrałaby tamten tort czekoladowy. Albo sześćdziesiąt dziewięć kilogramów pralinek. Ta rzeźba ani trochę nie jest w jej guście — wyjaśniła, bo jednak znała swoją ukochaną. Obie miały zmysł estetyczny. Jakiś. Sprawa była trochę wątpliwa, zważywszy na to, że podczas randki w IKEI April kupiła dziwne lustro i pomarańczową pufę, ale przecież nie zamierzała o tym wspominać, bo nie miały one absolutnie nic wspólnego z całą sprawą.
Tymczasem dobry glina wyglądał tak, jakby intensywnie nad czymś rozmyślał. Zajmowało mu to tyle czasu, że wszyscy zaczęli wpatrywać się w niego wyczekująco. Teddy zdążyła już uwierzyć, że mężczyzna właśnie rozwiązuje najtrudniejszą zagadkę kryminalną w swojej karierze, kiedy wreszcie otworzył usta.
—
A może to pan podrzucił tej pani rzeźbę do torby, panie Kowalsky? — zapytał po dłuższej chwili. —
Umówmy się, nie ma pan tutaj zbyt dużo do roboty. A później niby przyłapał pan złodzieja na gorącym uczynku, żeby przypisać sobie wszystkie zasługi — wywnioskował, najwyraźniej przekonany, że właśnie rozpracował jakąś grubszą aferę.
Czy on właśnie zasugerował, że April padła ofiarą spisku? Jeśli tak, to oznaczało, że sytuacja zaczynała układać się dla nich coraz korzystniej. Darling była gotowa poprzeć tę teorię całym sercem, dorzucając do niej porwanie i szantaż. Wreszcie ktoś tutaj gadał z sensem!
April Finch