ODPOWIEDZ
26 y/o
NEED FOR SPEED
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Coming for it all, going for the gold
Hot behind the wheel, I'll never lose control
Sun go down, the night unfold
Run free & wild, do anything I want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Obudził go pomruk silnika za oknem. Rozespany, czując leżącą na sobie Zoyę, subtelnie pod kocem przesunął dłonią po jej plecach. Dopiero, kiedy usłyszał skrzypienie desek na werandzie, nagle otworzył szeroko oczy i uświadomił sobie, że przysnęło im się w salonie.
W tej samej chwili kobieta również podniosła nerwowo głowę i jednocześnie zerwali się do pozycji siedzącej, akurat w chwili, gdy skrzypnęły drzwi wejściowe.
I tak oto Lucien poznał Willa. Starszy z braci wydał mu się równie w porządku, a tematy dotyczące mechaniki podczas wspólnego śniadania zbliżyły ich do tego stopnia, że Spencer poprosił go najpierw o podwózkę po części, a później o pomoc w naprawie Mercedesa. Celowo nie chciał już zawracać dziewczynie głowy i dał jej czas na spakowanie się oraz ostatnie sprawunki na farmie.
Zamierzał szybko uwinąć się ze sprawą, choć wcale nie było to takie proste. W trakcie jazdy z Willem wytłumaczył mu, że jego znajomości mechaniczne wzięły się głównie z faktu, że sam interesował się tym, co działo się pod maską i gdy tylko było to możliwe, spędzał czas z mechanikami w boksie na poszerzaniu swojej wiedzy.
Gdyby nie znajomość z Weasleyami, odebranie części przyszłoby mu znacznie trudniej. Brak portfela przy sobie i zepsuty telefon całkowicie uniemożliwiały mu dostęp do bankowości, więc tu również po raz kolejny musiał liczyć na gościnność i wolę pomocy rodziny Zoi. A konkretniej, słowo Willa, oraz wcześniejsze telefoniczne Zachary’ego. Sam również zapewnił, że jak tylko dojedzie do Toronto, wykona odpowiedni przelew.
Starszy mechanik przez chwilę przyglądał mu się z pewnym namysłem, ale w końcu wydał mu zamówione elementy. Nie zapytał, skąd go znał, ale Lucien przeczuwał, że miał co do tego porządną rozkminę. Spencer postanowił mu się nie przyznawać, żeby nie wzbudzać niepotrzebnej sensacji. O jego nazwisku miał przekonać się dopiero w momencie otrzymania solidnej wpłaty na konto.
Po powrocie czekała ich najbardziej wymagająca część roboty — przepchanie turkusowego, ubłoconego auta do garażu oraz wejście do kanału w celu rozmontowania popsutych elementów. Na szczęście, z racji najnowszego rocznikowo modelu samochodu, wszystko wyjmowało się całkiem przyzwoicie, najważniejsza była przede wszystkim druga para rąk, dzięki której po jakimś czasie nowe części w końcu znalazły swoje miejsce.
Wystarczyło już tylko przejechać się chwilę po wsi i sprawdzić, czy Mercedes działał już sprawnie. Lucien bez obaw wręczył Williamowi kluczyki, jeszcze w czasie drogi dyskutując żywo w kwestii konkretnych mechanizmów i zaraz przechodząc na znacznie luźniejsze tematy.
Gdy podjechali pod werandę, samochód wyglądał niemal jak nowy — świeże koło prezentowało się wręcz nienagannie, a od spodu zupełnie nic nie ciekło. Cichy pomruk świadczył tylko o jednym — gotowość do powrotnej jazdy. Jedyne, co nie zgadzało się z jego stanem sprzed piątkowej nocy to oblepiona błotem karoseria i opony, które według mężczyzny trochę psuły efekt.
Po wyjściu z auta Zoya już na nich czekała. Na jej widok jego uśmiech momentalnie poszerzył się bardziej.
— Powóz gotowy do drogi, Pani — ukłonił się szarmancko, wskazując na Mercedesa z nieukrywanym rozbawieniem, i pomógł jej zapakować cały jej dobytek do bagażnika, z nonszalanckim uśmiechem wyciągając jej z rąk co cięższe torby, które próbowała dźwigać sama.
Kiedy pożegnali się z Williamem i wsiedli do auta, Lucien założył na nos swoje okulary przeciwsłoneczne i przesunął spojrzeniem z kierownicy na dziewczynę.
— Wzięłaś wszystko? — zapytał, spoglądając na nią z uśmiechem, a na jej potaknięcie włączył silnik. — Miałaś rację — zaczął po chwili, przemierzając drogę dojazdową do domu Weasleyów. — Straszne macie tu wyboje — przyznał, ściągając brwi z udawaną powagą, wyraźnie sobie z niej żartując.
Kiedy wyjechali na równą drogę, a pola, łąki i lasy zaczęły przemykać im za oknami, myślami powrócił do poszczególnych momentów z tego weekendu — pobudki na farmie i poznaniu braci Zoi, pogoni za kozami, kłótni z ciemnowłosą i późniejszym prysznicu, festiwalu ziemniaka, naprawy płotu, nauce jazdy konno i pikniku.
Myśląc o tym, doszedł do wniosku, że ten weekend, z dala od miasta, jego własnych zobowiązań, mediów społecznościowych i życia na poziomie, był dla niego naprawdę niezwykłym przeżyciem. A to wszystko dzięki osobie, która teraz siedziała obok niego.
I choć euforia mieszała mu się z ukłuciem żalu, że ten oderwany od rzeczywistości weekend dobiegał końca, sięgnął po dłoń Zoi, którą splótł w swojej. Położywszy je swobodnie na udzie kobiety, kciukiem zaczął muskać jej delikatną skórę.
— Wiesz, myślę, że po tym wszystkim jesteś mi winna jedną rzecz — zagadnął, a przez jego twarz przebiegł szelmowski uśmiech. — Ja naprawiłem auto, więc tobie pozostaje je teraz umyć — uniósł sugestywnie brew i obdarzył ją na chwilę zawadiackim spojrzeniem spod przyciemnianych okularów. Czy właśnie próbował wzbudzić w niej wyrzuty sumienia, żeby ją wykorzystać? Być może, chociaż… miał w tym trochę inny cel.

Zoya Weasley
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”