Obserwowanie zmagań Zoi z myjką przyprawiało go o nieschodzący z twarzy uśmiech rozbawienia. Z rękami w kieszeniach spodni, przechadzał się opieszale dookoła, za wszelką cenę starając się nie wyjść z propozycją pomocy ani nie komentować mijanych przez nią miejsc. Widać było, że dziewczyna bardzo się starała, będąc przy tym uroczo nieporadną, że aż nie miał serca odmawiać jej oraz sobie tej przyjemności kąpieli Mercedesa.
W pewnym momencie przystanął i, wciąż ze schowanymi nonszalancko rękami, wyciągnął nogę w kierunku auta, zwracając jej uwagę na konkretny punkt, który ominęła. Zadziorny uśmieszek szybko zszedł mu z twarzy, kiedy ta w odwecie postanowiła polać go pianą.
Odruchowo wyciągnął ręce przed siebie i pochylił głowę do dołu, zaciskając powieki, żeby ochronić się przed strumieniem wody, która i tak opadła na jego włosy, ramiona i plecy. Wstrzymał wielce oburzony powietrze i przez kilka sekund wbijał
niedowierzający wzrok w Zoyę, jakby wcale nie był świadomy swojej prowokacji, po czym rzucił się za nią w pogoń. Salwy śmiechów i pisków niosły się po myjce, kiedy ganiali się beztrosko wokół samochodu, aż w końcu złapał ją w talii i uniósł nad ziemią, wykonując w miejscu obrót. Kiedy postawił ją na ziemi, trochę zdyszany tą aktywnością, odebrał sobie nagrodę w postaci krótkiego, zdecydowanego pocałunku. Dopiero wtedy pozwolił jej wysunąć się z rąk, żeby po chwili schylić się po porzucony na ziemi pistolet i z zadowoleniem dokończyć mycie Merca.
Podczas tankowania Zoya bez trudu pochłonęła całą jego uwagę. Trzymając spust, bacznie obserwował, jak leniwie wyciągała się na aucie w tej swojej kusej, czarnej sukience. I choć z pozoru wyglądało to całkiem niewinnie, po jej znaczącym uśmiechu zrozumiał, że celowo się z nim droczyła. Na ten widok, wciąż śmiało na nią patrząc, oblizał wargi i pokręcił z podziwem głową.
Miała w sobie coś, co inne chciałyby mieć.
Gdyby nie fakt, że mieli wejść do lokalu zapłacić za paliwo oraz zamówić jedzenie i kawę dla obojga, już teraz odebrałby sobie to, na co tak długo czekał. Zoya zdecydowanie nie pomagała mu zachować resztek rozsądku, kiedy w środku usiedli na kanapie, żeby zjeść coś przed drogą. Kusiła, jedynie przedłużając to, co było nieuniknione. Znów testowała jego cierpliwość.
W pewnej chwili zagadnęła go tajemniczo. Odwrócił więc na nią spojrzenie znad kanapki, a widząc, że odłożyła swoją i wyprostowała się, zyskał dziwne przeczucie, że to, co zamierzała powiedzieć, będzie
mocne. I wcale się nie mylił, bo po kilku sekundach napięcia zadała pytanie, pod wpływem którego aż na chwilę znieruchomiał skonsternowany. Jej następne, ostrożnie wypowiedziane słowa analizował w myślach, ostatecznie wolniej przeżuwając ostatni kęs tortilli w buzi. Jednocześnie zwrócił uwagę na jej nagłą nerwowość i zakłopotanie, które z miejsca wydały mu się podejrzane.
Podczas pikniku postawił sprawę jasno — wolał mieć ją na wyłączność. Wiązało się to nie tylko z poczuciem kontroli sytuacji, ale przede wszystkim z dumą, bo nie zwykł dzielić się n i c z y m z n i k i m. Nawet podczas GTWC Sprint, w trakcie którego czasem na poszczególne rundy proszono go o zastąpienie któregoś z kierowców, zgadzał się dość niechętnie, bo to oznaczało dzielenie samochodu z innym kolegą. Mimo to zawsze robił dobrą minę do złej gry i lojalnie współpracował w ramach osiągnięcia wspólnego celu.
Tak samo poczuł się w chwili, gdy przytoczyła argumenty za pozostaniem w otwartej relacji. Wmawiał sobie, że nie zamykanie się na jedną osobę będzie odpowiednim wyjściem, ale tak naprawdę po prostu nie chciał ograniczać
j e j. Zatem postanowił przyjąć typową dla siebie postawę.
—
Dopiero ustaliliśmy nowe zasady, a ty już myślisz o całowaniu się z innymi? — ściągnął brwi, a w jego lekkim, żartobliwym tonie znalazła się nutka podejrzliwości. Czy byłby zły, gdyby Zoya się z kimś pocałowała? Samo wyobrażenie jej sobie z innym zdecydowanie nie wzbudzało w nim optymistycznych odczuć. Odchrząknął, odłożył tortillę i zwrócił się ciałem w jej stronę, opierając przedramię o oparcie kanapy, tuż za jej plecami.
—
Teoretycznie nie powinienem — przyznał ze spokojem, po czym powiódł wzrokiem z jej niebieskich tęczówek na dół, gdzie drugą dłoń położył na jej udzie. Zaczął nią leniwie przesuwać w górę, czując, jak jego ciepłe palce ogrzewają jej chłodną skórę. Mimowolnie w nim samym zaczęło narastać pewne napięcie. Gdy ponownie podniósł spojrzenie na ciemnowłosą, jego oczy stały się ciemniejsze. —
Ale praktycznie, to chyba pora, by przekonać cię, że nikt nie robi tego tak dobrze, jak ja — uśmiechnął się zuchwale kącikiem ust, po czym pochylił się, by sięgnąć jej warg, w które wpił się jak w najsłodszy nektar.
Wraz z pogłębieniem pocałunku objął ramieniem Zoyę, a kciuk jego drugiej ręki znalazł się pod jej króciutką sukienką. Zacisnął dłoń na jej udzie, będąc blisko, ale na tyle, na ile pozwalało im miejsce publiczne. Przy niej łatwo było mu się zapomnieć, musiał się więc bardzo pilnować, żeby nie przekroczyć granicy tu, na stacji benzynowej.
Brzęk ekspresu do kawy oderwał go od niej kilkanaście słodkich sekund później. Zamiast jednak odsunąć się od niej, nachylił się do jej ucha.
—
Jedźmy stąd — wyszeptał, odbijając na jej szyi swój gorący oddech i kciukiem, wciąż trzymanym pod materiałem sukienki, pogładził jej skórę. Dopiero wtedy cofnął głowę, żeby móc na nią spojrzeć, a dostrzegłszy aprobatę, przez jego twarz przebiegł cwany uśmieszek.
Po chwili, trzymając się za ręce, pospiesznie opuścili stację benzynową i wsiedli do Mercedesa. Tym razem, gdy ruszył w drogę, jego dłoń zaczęła pieścić jej udo coraz śmielej. Jednocześnie nie spuszczał wzroku z ulicy. Instynktownie szukał miejsca, gdzie mógł się zatrzymać.
Aż znalazł. Trochę dalej, leśną, niepozorną drogę
donikąd, która jednak miała ich do
czegoś zaprowadzić. Zaparkował trochę głębiej od głównej ulicy, tak, by samochód nie rzucał się w oczy. Zgasił silnik i spojrzał na Zoyę, żeby w jej niebieskich tęczówkach zobaczyć to samo, co czuł wewnątrz siebie — rosnące pożądanie.
Ty masz, co inne chciałyby mieć,
bądź przy mnie obok jak cień