Ojciec nauczył go strzelać.
W dodatku kiedy Corvo miał zaledwie siedem lat.
SIEDEM. Kto tak kurwa robił?
Westchnęła ciężko, jakoś nie potrafiąc pojąć samego konceptu uczenia swojego dziecka tak skrajnie niebezpiecznej rzeczy, jak zabawa z pistoletem. Z drugiej strony, skoro facet teraz zajmował się handlem broni, to może jego stary również nie stąpał bo
legalnej ścieżce? Może Corvo juz urodził się w takim otoczeniu? Innego wyjścia nie widziała, chociaż wciąż było to dla niej chore. Przecież w wieku siedmiu lat dzieci powinny bawić się na placu zabaw, uczyć pisać i czytać, a nie strzelać z broni. Nie tak powinno wyglądać dzieciństwo.
Z drugiej strony, czy ona nie wolałaby, żeby ją ktoś uczył strzelać niż żeby musiała siedzieć w bidulu? Czy dla życia w niebezpieczeństwie nie porzuciłaby sierocińca? Oczywiście, że tak. To nawet nie podlegało jakiekolwiek dyskusji. Wszystko było lepsze niż dom dziecka. Nawet najbardziej pojebana, dysfunkcyjna rodzina. A przynajmniej dla Pilar.
Nie było nic gorszego na świecie niż brak
przynależności.
Poczucie, że egzystowało się dla samego faktu.
I chociaż Covro zdawał się mieć
po-je-ba-ne dzieciństwo, przynajmniej jakieś miał. Coś z niego wyniósł. Pojebane skile, bo strzelanie, walki wręcz, boks i jazda konna, ale to zawsze
coś. Coś teraz potrafił, był w miejscu w którym był, bo tak pokierował swoim losem. A ona? Ona na ten moment wciąż żyła tylko marzeniami. Wielkimi planami, które tak naprawdę mogły wypierdolić się w każdym momencie.
—
I twoja matka nie miała nic przeciwko? — prychnęła po chwili, kierując się za nim na drugą stronę budynku. —
No wiesz, że stary uczył cię takich rzeczy, jak ledwo umiałeś czytać i pisać? — nie było w jej pytaniu za grosz złośliwości, bardziej po prostu ciekawość. Pilar była
ciekawska. Lubiła wiedzieć. A skoro miała obok siebie człowieka, którego pewnie już nigdy nie spotka na swojej drodze, równie dobrze… mogła zrobić z tego pożytek, prawda?
—
Tez umiem się bić — wtrąciła, zadzierając głowę, gdy już stanęli przed drzwiami i spojrzała na niego uważnie. Oczy mężczyzny chociaż zielone, w tym braku światła wyglądały jak
czarne. Uśmiechnęła się delikatnie, krzyżując ręce na piersi. —
Ostatnio jak chcieli mi podpalić włosy w bidulu, to złamałam jednemu nos… jednym uderzeniem — pochwaliła się, a jak! Nawet wyciągnęła do przodu rękę, tuż przed jego twarz, by pokazać mu obite knykcie, na których wciąż jawiły się strupy. Może nie powinna dzielić się z facetem tym, że dzieciaki prześladowały ją w ośrodku, ale z drugiej stronny… co za różnica? I tak ten cały wypad był tylko jednorazową przygodą.
Odsunęła się od drzwi, które blokowała kłódka i zrobiła miejsce, by Covro mógł czynić honory, żeby wpuścić ich do środka. Szkoda tylko, ,że zaraz okazało się, że to
ona miała rozbroić się z zamkiem. Pilar uniosła wysoko brew ku górze, patrząc na niego z lekkim niedowierzaniem.
—
Nauczysz mnie otwierać zamki? — prychnęła, bo kurwa, jak tak dalej pójdzie, to na koniec ich spotkania będzie mogła już na spokojnie dołączyć do gangu
słodziaków na przykład z tymi wszystkimi, nowymi umiejętnościami. Wyciągnęła dłoń do przodu, a kiedy tylko na jej skórze spoczął chłodny wytrych, obejrzała go uważnie z każdej strony, przy okazji wysłuchując instrukcji mężczyzny. —
Po prostu go wsadzam i musze wyczuć, kiedy przeskakuje? — dopytała, czy aby na pewno dobrze zrozumiała, a potem o dziwo bez zawahania po prostu zeszła do parteru przed gangesem. Odwróciła się w stronę kłódki i zgodnie z zależeniami ostrożnie wsadziła narzędzie do dziurki.
Dookoła było żałośnie cicho. I chociaż Pilar powinna bez problemu być w stanie usłyszeć kliknięcie, tak jedyne co na początku wypełniało przestrzeń był jej… głośny, ciężki oddech. Mieszanka adrenaliny i nerwów. Ale co się jej dziwić? Niecodziennie miała okazje łamać prawo i włamywać się do podobnych miejsc, w dodatku w towarzystwie człowieka, które dwadzieścia minut temu zastanawiał się, czy jej nie odstrzelić.
Szarpnęła się, gdy usłyszała pierwsze kliknięcie, ale zamek nawet nie drgnął.
—
Kurwa — warknęła pod nosem. Nigdy nie była cierpliwa, a tu tym bardzie chciała, żeby jej wyszło. —
No co za gówno — kręciła ile mogła, pewnie z początku zbyt chaotycznie i niechlujnie. Wkurwiała się na samą siebie, czując na karku jego ciepły oddech, który swoją drogą
w c a l e nie pomagał, a tylko rozpraszał. —
Ja pierdole — wyszarpała wytrych i walnęła czołem o metalowe drzwi. Była gotowa się poddać. Oddać mu to i powiedzieć, żeby sam sobie otwierał. Tylko kiedy zacisnęła mocniej palce na narzędziu, wzięła jeszcze kilka głębszych oddechów… spróbowała jeszcze raz. Na spokojnie, próbując uspokoić rozdygoczone ręce. —
No dalej… — mruknęła pod nosem, słysząc i czując też już trzecie z rzędu kliknięcie. Wystarczyło jej już tylko jeszcze jedno, żeby…
udało się.
Zamek zluźnił, a góra od kłódki wyleciała w górę. Pilar od razu szarpnęła za metal, w tym samym czasie podrywając się do góry. Chciała odwrócić się w jego stronę i mu pokazać, ale nie miała pojęcia, że stał tak blisko.
—
Patr… — tylko tyle zdążyła z siebie wydusić, nim z impetem nie wleciała w jego umięśnione ciało. Pierś odbiła się od klatki piersiowej mężczyzny tak mocno, że jeśli jej nie przytrzymał, to pewnie sam mógł polecieć do tyłu.
Kurwa.
Marco