29 y/o
For good luck!
170 cm
informatyk (oficjalnie) pracuje zdalnie
Awatar użytkownika
Dzisiejszy program tego nie przewiduje.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Musi być cholernie ciężki. – Zwłaszcza ze sprzętem. – Ciekawa jestem, jak bardzo. – Albo zbyt mocno przyrżnęła twarzą o żwir albo rzeczywiście w głębi siebie posiadała potrzebę założenia strażackiego stroju. Nie była ona aż tak wielka, że bez jej realizacji nie będzie spać po nocach. Fiji kierowała ciekawość, chęć doświadczenia czegoś nowego, bo wychodziła z założenia, że właśnie na tym polegało życie; na doświadczaniu. – Myślisz, że byłaby możliwość, żebym tego spróbowała? – Prosto z mostu. To już nie efekt upadku a podejścia. Pytała o to, o czym myślała jednocześnie nie będąc w swym zachowaniu na tyle nachalna aby móc uznać, że po pięciu minutach interakcji z kobietą zechce z nią zamieszkać.
- I tak i nie. – Skrzywiła się, ale nie na swoje słowa a na ciągły ból, który czuła. Z każdym krokiem coraz bardziej marzyła o lekach przeciwbólowych. – Ale to nie jest temat na pierwszy wspólny spacer do apteki. – To był temat na – nigdy. Wolałaby nikomu nie opowiadać o bracie, bo a) niewiele o nim wiedziała b) drań zmarł, więc zepsułaby atmosferę. Nie chciała się w to zagłębiać ani pakować innych w swoje historie zwłaszcza, że miała do czynienia z kobietą, którą ledwo co poznała. Przypadkowo, nieumyślnie i na pewno jednorazowo.
W każdym kolejnym krokiem czuła nie tylko silniejszy ból w okolicach górnej części brzucha, ale także nieprzyjemne pieczenie zamieniające się wręcz w palenisko na twarzy.
- Pomaga mi to rozładować energię i oczyścić głowę, ale najbardziej.. – Na moment zamyśliła się zastanawiając, jak wyrazić to co czuła. – ..najbardziej lubię moment po biegu. Kiedy w końcu się zatrzymuje. Jestem zmęczona i nie mogę wziąć wdechu, ale dopiero wtedy czuje, że oddycham. Wiem, brzmi dziwnie, ale to mi daje wolność. – Kontrola nad ciałem, życiem, umysłem, ścieżką, którą biega i tempem, które było dla niej ważne. – W szkole też biegałam, ale zawsze na czas. Byłam najszybsza. – I byłaby dalej, gdyby nie nagłe zniknięcie ojca z powodu czego Fiji trafiła do systemu adopcyjnego. Wtedy biegała uciekając przed wrednymi dziewczynami a nie zawodowo, co na pewno zmieniłoby ścieżkę jej aktualnej kariery.
Czy żałowała? Nie. Przyjmowała to, co dawało jej życie.
- Trzymasz w domu pudełko ze wszystkimi medalami i dyplomami z zawodów? – Skoro Teddy jeździła na wszystkie możliwe konkurencje to na pewno zdołała zdobyć chociaż parę trofeów. – Czy masz na nie specjalną półkę? – Bo i takie osoby bywały, chociaż co do nich Fiji miała mieszane uczucia. Widzą u dorosłej osoby półkę ze starymi pucharami odnosiła wrażenie, że to jedyne, z czego ów ktoś był dumny. Że jego dalsze życie nie miało aż takiego znaczenia, jak dawne osiągnięcia.
Zatrzymując się przed apteką oceniła swoje możliwości i choć mogłaby się upierać, że wszystko ogarnie sama, to energia oraz towarzystwo Teddy było na tyle przyjemne, że zgrywanie twardzielki zostawiła na kiedy indziej.
Czasami po prostu dobrze było odpuścić.
- Skoro tak dobrze idzie tobie ratowanie niewiast w opałach, to czy ogarniesz wszystko a ja zaczekam na ciebie przy kasie? - Zakładając, że apteki w Kanadzie są takie jak w USA i przypominają bardziej mini market, to Fiji wolała nie łazić tyle między półkami. Uznała, że zawierzy Teddy, która kupi co trzeba. – Możesz sobie coś kupić. Ja płacę. – W ramach podziękowania; cóż za łaskawa kobieta.
Fiji przestała opierać się od Teddy zapewniając ją, że dalej dojdzie sama. Dochodząc do kasy nie miała świadomości, że wyglądała jak po spotkaniu z agresywnym szopem praczem albo wredną kocicą.
- Ciężkie rozstanie? – zapytał pracownik za ladą, który dokładnie przyjrzał się Zivai.
Kobieta z zaskoczeniem uniosła brwi. Lekkość z jaką usłyszała ów słowa sugerowała, że w Toronto takie widoki to norma.
- Ten drugi wygląda gorzej – odpowiedziała niemrawo i zauważając małe opakowanie witaminowych żelków wyłożyła je przed siebie. – Teddy! Chcesz żelki czy witaminowego lizaka? – Olać drinki, kebaba, biżuterie albo kwiaty. Teddy w ramach podziękowania zasłużyła na porządną dawkę witamin.


teddy darling
foxy
napiszę, jeśli coś nie będzie mi pasować
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
z tobą słyszę zapachy, węszę kolory i dźwięki,
gwiazdy, zorze, tęcze przy tobie to nic
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Bo jest bardzo ciężki — przytaknęła natychmiast. — Cholernie — podkreśliła, żeby nie było żadnych wątpliwości, a kiedy dziewczyna zapytała, czy mogłaby ponosić plecak, uniosła wysoko brwi. — W twoim stanie? Nawet nie ma takiej opcji — pokręciła głową, nie pozostawiając Fiji najmniejszego pola do negocjacji.
Doskonale wiedziała, że dziewczyna wcale nie zamierzała podejmować się tego zadania w tej chwili. Pytała raczej o przyszłość, ale i tutaj Teddy nie widziała powodu, żeby się zgadzać. Jeszcze plecak okazałby się dla niej zbyt ciężki, zachwiałaby się pod jego naporem, przewróciła i rozłupała sobie czaszkę. A wtedy Darling miałaby ją na sumieniu.
Już otworzyła usta, żeby dopytać, co właściwie oznaczało to całe i tak, i nie, ale równie szybko je zamknęła. Fiji ewidentnie nie chciała o tym rozmawiać, a Teddy nie należała do osób, które wiercą komuś dziurę w brzuchu. No dobrze, czasem jej się zdarzało, ale raczej wobec ludzi, których znała i z którymi łączyło ją coś więcej niż przypadkowe spotkanie na ulicy. Nie zamierzała zmuszać dziewczyny do opowiadania o rzeczach, o których nie miała ochoty mówić.
— Wolałabym nie spacerować z tobą kolejny raz do apteki. Nie zrozum mnie źle, fajnie się gada, ale mogłabyś upodobać sobie jakieś inne miejscówki — zażartowała, próbując nieco rozluźnić atmosferę. Skoro pierwsza wspólna wyprawa do apteki nie sprzyjała zwierzeniom, najwyraźniej potrzebowały kolejnych okazji. Ciekawe tylko, za którym razem Fiji zaczęłaby opowiadać o swoim bracie? Za szóstym? A może siódmym?
Doskonale znała ten moment po biegu. Nazywała to przyjemnym zmęczeniem. Było to jedno z najlepszych uczuć na świecie. Serio! Może daleko mu było do adrenaliny huczącej w uszach podczas akcji albo tej, którą strażaczka czuła, kiedy siadała na motocyklu, ale i tak lubiła się porządnie zmordować.
— To wcale nie brzmi dziwnie. Ani trochę — zaprotestowała, zerkając na nią z ukosa. Chciała mieć pewność, że Fiji może iść dalej. Na bieżąco monitorowała jej stan zdrowia i chociaż nieznajoma była naprawdę dzielna, to i tak musiała odczuwać ogromny ból.
Pomyślała o wszystkich nagrodach, które udało jej się zdobyć podczas szkolnych zawodów. Trochę tego było. Trofea kurzyły się gdzieś u rodziców, upchnięte na półce albo wciśnięte do szafki, bo przecież nie mogła eksponować każdej nagrody w swoim lofcie. Nie miały z narzeczoną na to wystarczająco dużo miejsca. Zresztą nie wszystkie miały dla niej równie duże znaczenie. Najbardziej lubiła puchar, który zrobił dla niej ojciec po tym, jak zajęła smutne, czwarte miejsce, tuż poza podium, w turnieju rzutów osobistych. Niby nie było się czym chwalić, skoro trzy osoby poradziły sobie lepiej, ale Trevor uznał, że jego córka zasługuje na własne trofeum niezależnie od tego, co mówiła tabela wyników.
— Trzymam je w rodzinnym domu. Ale latach z niektórych poschodziła farba okazało się, że złote medale tak naprawdę nie były złote. Dasz wiarę? Skandal — westchnęła ciężko, udając wielce obruszoną. Kto by pomyślał, żeby takie rzeczy?
Bardzo starała się zarazić Fiji swoim entuzjazmem, licząc na to, że przynajmniej na chwilę uda jej się zapomnieć o bólu. Dlatego kiedy weszły do apteki, pokiwała energicznie głową, chcąc dać do zrozumienia, że wszystko ogarnie.
— Mogę kupić sobie coś w aptece? Wow, dzięki. To bardzo hojne z twojej strony — rzuciła jej rozbawione spojrzenie i ruszyła w stronę półki z maściami i żelami przeciwbólowymi.
Przez chwilę przyglądała się dostępnym preparatom, próbując zdecydować, który z nich wybrać. Niby wszystkie miały podobne zastosowanie, ale różniły się składem, stężeniem substancji czynnych i dodatkowymi właściwościami. Jeden był przeznaczony głównie na bóle mięśni i stawów, drugi miał działać przeciwzapalnie, a jeszcze inny reklamowano jako idealny na wszelkiego rodzaju stłuczenia. Wzięła dwa. Tak na wszelki wypadek. Potem jeszcze zgarnęła z regału silne tabletki przeciwbólowe i coś, żeby porządnie odkazić otarcia na twarzy.
Słysząc słowa sprzedawcy, odwróciła się w jego kierunku.
— Potwierdzam! — zawołała i zanim wróciła do kasy, odszukała jeszcze jałowe kompresy. — Tamten wygląda sto razy gorzej — oznajmiła i naprawdę bardzo chciała to wierzyć. Nie życzyła rowerzyście źle, ale żeby mu dętka poszła!
Zatrzymała się i spojrzała na wymienione przez Fiji łakocie.
— Ale są bez cukru? Nie jem cukru — powiedziała i zaczęła wykładać leki na ladę. — Może być lizak. Ale ty też sobie weź. Zasłużyłaś za bycie dzielną pacjentką — wymierzyła w nią tubką z maścią. Niech sobie dziewczyna jakoś wynagrodzi te okropieństwa, które ją dzisiaj spotkały!

Fiji Zivai
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
29 y/o
For good luck!
170 cm
informatyk (oficjalnie) pracuje zdalnie
Awatar użytkownika
Dzisiejszy program tego nie przewiduje.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- To dobrze, nie lubię gości bijących kobiety – stwierdził na słowa drugiej kobiety i zaczął wbijać produkty na kasę.
Fiji wymieniła spojrzenia z Teddy zastanawiając się, czy naprawdę wyglądała na pobitą? Czy gość w ogóle wiedział, o czym mówił, czy w głowie miał obraz tego, jak nieistniejący mąż ciągną ją za włosy tak aby szorowała twarzą po piachu? To była bardzo prehistoryczna wizja prosto z kamienia łupanego, do którego Fiji nie zamierzała wracać. Zapomniała też, że już nie miała długich włosów. Ścięła je parę dni po przyjeździe do Toronto i nadal często łapała się na tym, że chciała pobawić się długimi charakterystycznymi warkoczykami. Impulsywnie się ich pozbyła i trochę tego żałowała.
- To apteka. Jasne, że wszystko jest bez cukru. – Produkty w aptece w teorii miały leczyć a nie szkodzić, więc niech przez chwilę żyją w tej zakłamanej bańce. – Będę dzielną pacjentką, jak przeżyję noc. – Sięgnęła po dwa lizaki, z którego jeden od razu podała Teddy a drugiego rozpakowała i starając się o uśmiech (choć ten bolał z powodu ran na twarzy) wsunęła go sobie do ust.
Sprzedawca westchnął i bez zbędnego komentarza sięgnął do opakowania z lizakami aby z pomocą innego nabić te dwa, które nie trafiły do jego rąk. Z góry założył, że lepiej nie wchodzić z kobietami w dyskusje, nawet jeśli nie były najgorszymi klientkami jakie miał. Nie zapytał też, czy zapakować wybrane przez tę drugą produkty. Po prostu to zrobił odzywając się dopiero z pytaniem o formę zapłaty.
Czekając aż wszystkie potrzebne czynności przy kasie będą dopełnione dopadło ją poczucie, że wiele ominęła. Umysł nie dawał jej spokoju, bo nie wyłapywała tego co trzeba. Nie analizowała, nie kodowała i nie zapamiętywała z powodu silnego bólu, który nie pozwalał jej się skupić. Czuła przez to ogromny dyskomfort i nagle zapragnęła jak najszybciej wrócić do motelu. Nie tylko dlatego, że powinna się położyć i odpocząć, ale też z powodu obniżonego levelu umiejętności, które na co dzień posiadała.
- Powiesz mi na jakiej ulicy jesteśmy? Muszę pomyśleć, jak dojść do motelu. – Oparła się o ścianę budynku, kiedy wyszły na zewnątrz. Potrzebowała odsapnąć. Najchętniej by usiadła, ale szybko dotarło do niej, że wstawanie będzie o wiele gorsze niż zrobienie sobie przerwy na stojąco. – I jestem ci winna drinka albo cztery. Z drugiej strony, skoro nie jesz cukru.. – To mogła też nie pić alkoholu. – ..to zaproponuje ci kolacje albo wspólne bieganie. – Jedno, bo Fiji była indywidualistką i na dłuższą metę nie umiałaby z kimś dzielić tej aktywności. – Liczę też, że kiedyś pozwolisz mi założyć strój strażacki. Nie musi być kompletny. Byleby poczuć kombinezon. – Była tego ciekawa. Jego ciężkości, struktury, czy gdzieś uwierał i jak się w nim chodziło. To pomogłoby Fiji zapełnić powstałą w umyśle lukę, bo poruszany w jej towarzystwie temat musiał być w pełni wyeksplorowany i doświadczony.
Poprawka – nie musiał – ale dla jej własnego spokoju (i wiedzy) dobrze byłoby to zrobić.


teddy darling
foxy
napiszę, jeśli coś nie będzie mi pasować
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
z tobą słyszę zapachy, węszę kolory i dźwięki,
gwiazdy, zorze, tęcze przy tobie to nic
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokręciła głową, dając Fiji do zrozumienia, że wcale nie wyglądała na pobitą. Facet zza lady zdecydowanie za bardzo koloryzował. Zresztą, mówił o tym wszystkim w taki sposób, jakby miał dość częsty kontakt z kobietami, które padały ofiarą przemocy. Jeśli faktycznie tak było, Teddy miała nadzieję, że przynajmniej zgłaszał podobne przypadki odpowiednim służbom i dzięki temu mógł spać ze spokojnym sumieniem.
— Przeżyjesz. Morda nie szklanka — oznajmiła pokrzepiająco i odpakowała lizaka, którego wręczyła jej dziewczyna. Oczywiście nie miała pewności, czy Fiji podczas spotkania z ziemią nie połamała sobie żeber. Tego nie dało się stwierdzić na oko, a już na pewno nie bez odpowiednich badań. Gdyby jednak doszło do złamania, kości prędzej czy później i tak by się zrosły, choć pewnie nie obyłoby się bez bólu i kilku tygodni ostrożniejszego funkcjonowania. Najważniejsze, że dziewczyna mogła poruszać się o własnych siłach. Z trudem, bo z trudem, ale sama zadecydowała, że nie chce jechać do szpitala. A kim była Darling, żeby jej cokolwiek narzucać? Mogła upewnić się, że nie zostawia jej samej na chodniku, ale nie zamierzała siłą zaciągać jej na izbę przyjęć. Zrobiła tyle, ile potrafiła.
Lizak okazał się truskawkowy i całkiem słodki, mimo że podobno nie zawierał cukru. Co to w ogóle za oszustwo? Na bank nafaszerowali go zamiennikami. Innego wytłumaczenia nie widziała, ale wolała nie sprawdzać składu i nie psuć sobie humoru kolejnymi chemicznymi nazwami. Miała tylko nadzieję, że po powrocie do domu nie zacznie łazić po ścianach. Cukier działał na nią tak pobudzająco jak crack, bo po zjedzeniu czegoś słodkiego dostawała ochoty na zrobienie miliona rzeczy.
Poczekała, aż Fiji zapłaci za zakupy, po czym ruszyła w stronę wyjścia, przepuszczając ją w drzwiach. Gdy znalazły się na zewnątrz, rozejrzała się za tabliczką z nazwą ulicy. Okazało się, że miały ją dosłownie nad głowami.
— Marion Street — odczytała napis i wyjęła telefon, żeby upewnić się co do lokalizacji. Wszystko się zgadzało. — W którym motelu się zatrzymałaś? — dopytała, bo być może w ten sposób najłatwiej będzie znaleźć najszybszą drogę. — Mogę zamówić Ubera. — zaproponowała. Nie chciała, żeby Fiji musiała kuśtykać przez połowę miasta, udając, że wcale jej nie boli. Mogła zgrywać twardzielkę, ale wszystko miało swoje granice, a ból po takim upadku raczej nie znikał jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Teddy doskonale znała ten sposób myślenia, bo sama nieraz robiła dokładnie to samo. Zazwyczaj kończyło się na tym, że ktoś musiał jej przypominać, że nie jest niezniszczalna.
Kiedy usłyszała jej kolejną propozycję, roześmiała się i machnęła ręką, odganiając zupełnie niepotrzebne podziękowania.
— Daj spokój, to naprawdę drobiazg. Każdy człowiek z odrobiną empatii zrobiłby na moim miejscu to samo — wyjaśniła z uśmiechem. — Ale jasne, możemy kiedyś wybrać się na wspólną przebieżkę. Tylko może najpierw wróć do zdrowia — dodała, zgadzając się na taki układ. Nie zamierzała korzystać z propozycji wspólnej kolacji. Miała narzeczoną i sama nie byłaby szczególnie zachwycona, gdyby April wyszła coś zjeść z całkiem obcą babą.
— Aż tak zależy ci na przymiarce munduru? Dlaczego? — zdziwiła się szczerze, skąd w ogóle w głowie Fiji zrodził się taki absurdalny pomysł. W noszeniu takiego ciężaru naprawdę nie było nic przyjemnego. Darling przywykła do tego z czasem, ale w życiu nie wcisnęłaby się w ten strój z czystej przyjemności.

Fiji Zivai
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
ODPOWIEDZ

Wróć do „Riverdale Park”