29 y/o
For good luck!
170 cm
informatyk (oficjalnie) pracuje zdalnie
Awatar użytkownika
Dzisiejszy program tego nie przewiduje.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Musi być cholernie ciężki. – Zwłaszcza ze sprzętem. – Ciekawa jestem, jak bardzo. – Albo zbyt mocno przyrżnęła twarzą o żwir albo rzeczywiście w głębi siebie posiadała potrzebę założenia strażackiego stroju. Nie była ona aż tak wielka, że bez jej realizacji nie będzie spać po nocach. Fiji kierowała ciekawość, chęć doświadczenia czegoś nowego, bo wychodziła z założenia, że właśnie na tym polegało życie; na doświadczaniu. – Myślisz, że byłaby możliwość, żebym tego spróbowała? – Prosto z mostu. To już nie efekt upadku a podejścia. Pytała o to, o czym myślała jednocześnie nie będąc w swym zachowaniu na tyle nachalna aby móc uznać, że po pięciu minutach interakcji z kobietą zechce z nią zamieszkać.
- I tak i nie. – Skrzywiła się, ale nie na swoje słowa a na ciągły ból, który czuła. Z każdym krokiem coraz bardziej marzyła o lekach przeciwbólowych. – Ale to nie jest temat na pierwszy wspólny spacer do apteki. – To był temat na – nigdy. Wolałaby nikomu nie opowiadać o bracie, bo a) niewiele o nim wiedziała b) drań zmarł, więc zepsułaby atmosferę. Nie chciała się w to zagłębiać ani pakować innych w swoje historie zwłaszcza, że miała do czynienia z kobietą, którą ledwo co poznała. Przypadkowo, nieumyślnie i na pewno jednorazowo.
W każdym kolejnym krokiem czuła nie tylko silniejszy ból w okolicach górnej części brzucha, ale także nieprzyjemne pieczenie zamieniające się wręcz w palenisko na twarzy.
- Pomaga mi to rozładować energię i oczyścić głowę, ale najbardziej.. – Na moment zamyśliła się zastanawiając, jak wyrazić to co czuła. – ..najbardziej lubię moment po biegu. Kiedy w końcu się zatrzymuje. Jestem zmęczona i nie mogę wziąć wdechu, ale dopiero wtedy czuje, że oddycham. Wiem, brzmi dziwnie, ale to mi daje wolność. – Kontrola nad ciałem, życiem, umysłem, ścieżką, którą biega i tempem, które było dla niej ważne. – W szkole też biegałam, ale zawsze na czas. Byłam najszybsza. – I byłaby dalej, gdyby nie nagłe zniknięcie ojca z powodu czego Fiji trafiła do systemu adopcyjnego. Wtedy biegała uciekając przed wrednymi dziewczynami a nie zawodowo, co na pewno zmieniłoby ścieżkę jej aktualnej kariery.
Czy żałowała? Nie. Przyjmowała to, co dawało jej życie.
- Trzymasz w domu pudełko ze wszystkimi medalami i dyplomami z zawodów? – Skoro Teddy jeździła na wszystkie możliwe konkurencje to na pewno zdołała zdobyć chociaż parę trofeów. – Czy masz na nie specjalną półkę? – Bo i takie osoby bywały, chociaż co do nich Fiji miała mieszane uczucia. Widzą u dorosłej osoby półkę ze starymi pucharami odnosiła wrażenie, że to jedyne, z czego ów ktoś był dumny. Że jego dalsze życie nie miało aż takiego znaczenia, jak dawne osiągnięcia.
Zatrzymując się przed apteką oceniła swoje możliwości i choć mogłaby się upierać, że wszystko ogarnie sama, to energia oraz towarzystwo Teddy było na tyle przyjemne, że zgrywanie twardzielki zostawiła na kiedy indziej.
Czasami po prostu dobrze było odpuścić.
- Skoro tak dobrze idzie tobie ratowanie niewiast w opałach, to czy ogarniesz wszystko a ja zaczekam na ciebie przy kasie? - Zakładając, że apteki w Kanadzie są takie jak w USA i przypominają bardziej mini market, to Fiji wolała nie łazić tyle między półkami. Uznała, że zawierzy Teddy, która kupi co trzeba. – Możesz sobie coś kupić. Ja płacę. – W ramach podziękowania; cóż za łaskawa kobieta.
Fiji przestała opierać się od Teddy zapewniając ją, że dalej dojdzie sama. Dochodząc do kasy nie miała świadomości, że wyglądała jak po spotkaniu z agresywnym szopem praczem albo wredną kocicą.
- Ciężkie rozstanie? – zapytał pracownik za ladą, który dokładnie przyjrzał się Zivai.
Kobieta z zaskoczeniem uniosła brwi. Lekkość z jaką usłyszała ów słowa sugerowała, że w Toronto takie widoki to norma.
- Ten drugi wygląda gorzej – odpowiedziała niemrawo i zauważając małe opakowanie witaminowych żelków wyłożyła je przed siebie. – Teddy! Chcesz żelki czy witaminowego lizaka? – Olać drinki, kebaba, biżuterie albo kwiaty. Teddy w ramach podziękowania zasłużyła na porządną dawkę witamin.


teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
foxy
napiszę, jeśli coś nie będzie mi pasować
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mów do mnie cokolwiek,
możesz chrapać, przyjmę każdy dźwięk
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Bo jest bardzo ciężki — przytaknęła natychmiast. — Cholernie — podkreśliła, żeby nie było żadnych wątpliwości, a kiedy dziewczyna zapytała, czy mogłaby ponosić plecak, uniosła wysoko brwi. — W twoim stanie? Nawet nie ma takiej opcji — pokręciła głową, nie pozostawiając Fiji najmniejszego pola do negocjacji.
Doskonale wiedziała, że dziewczyna wcale nie zamierzała podejmować się tego zadania w tej chwili. Pytała raczej o przyszłość, ale i tutaj Teddy nie widziała powodu, żeby się zgadzać. Jeszcze plecak okazałby się dla niej zbyt ciężki, zachwiałaby się pod jego naporem, przewróciła i rozłupała sobie czaszkę. A wtedy Darling miałaby ją na sumieniu.
Już otworzyła usta, żeby dopytać, co właściwie oznaczało to całe i tak, i nie, ale równie szybko je zamknęła. Fiji ewidentnie nie chciała o tym rozmawiać, a Teddy nie należała do osób, które wiercą komuś dziurę w brzuchu. No dobrze, czasem jej się zdarzało, ale raczej wobec ludzi, których znała i z którymi łączyło ją coś więcej niż przypadkowe spotkanie na ulicy. Nie zamierzała zmuszać dziewczyny do opowiadania o rzeczach, o których nie miała ochoty mówić.
— Wolałabym nie spacerować z tobą kolejny raz do apteki. Nie zrozum mnie źle, fajnie się gada, ale mogłabyś upodobać sobie jakieś inne miejscówki — zażartowała, próbując nieco rozluźnić atmosferę. Skoro pierwsza wspólna wyprawa do apteki nie sprzyjała zwierzeniom, najwyraźniej potrzebowały kolejnych okazji. Ciekawe tylko, za którym razem Fiji zaczęłaby opowiadać o swoim bracie? Za szóstym? A może siódmym?
Doskonale znała ten moment po biegu. Nazywała to przyjemnym zmęczeniem. Było to jedno z najlepszych uczuć na świecie. Serio! Może daleko mu było do adrenaliny huczącej w uszach podczas akcji albo tej, którą strażaczka czuła, kiedy siadała na motocyklu, ale i tak lubiła się porządnie zmordować.
— To wcale nie brzmi dziwnie. Ani trochę — zaprotestowała, zerkając na nią z ukosa. Chciała mieć pewność, że Fiji może iść dalej. Na bieżąco monitorowała jej stan zdrowia i chociaż nieznajoma była naprawdę dzielna, to i tak musiała odczuwać ogromny ból.
Pomyślała o wszystkich nagrodach, które udało jej się zdobyć podczas szkolnych zawodów. Trochę tego było. Trofea kurzyły się gdzieś u rodziców, upchnięte na półce albo wciśnięte do szafki, bo przecież nie mogła eksponować każdej nagrody w swoim lofcie. Nie miały z narzeczoną na to wystarczająco dużo miejsca. Zresztą nie wszystkie miały dla niej równie duże znaczenie. Najbardziej lubiła puchar, który zrobił dla niej ojciec po tym, jak zajęła smutne, czwarte miejsce, tuż poza podium, w turnieju rzutów osobistych. Niby nie było się czym chwalić, skoro trzy osoby poradziły sobie lepiej, ale Trevor uznał, że jego córka zasługuje na własne trofeum niezależnie od tego, co mówiła tabela wyników.
— Trzymam je w rodzinnym domu. Ale latach z niektórych poschodziła farba okazało się, że złote medale tak naprawdę nie były złote. Dasz wiarę? Skandal — westchnęła ciężko, udając wielce obruszoną. Kto by pomyślał, żeby takie rzeczy?
Bardzo starała się zarazić Fiji swoim entuzjazmem, licząc na to, że przynajmniej na chwilę uda jej się zapomnieć o bólu. Dlatego kiedy weszły do apteki, pokiwała energicznie głową, chcąc dać do zrozumienia, że wszystko ogarnie.
— Mogę kupić sobie coś w aptece? Wow, dzięki. To bardzo hojne z twojej strony — rzuciła jej rozbawione spojrzenie i ruszyła w stronę półki z maściami i żelami przeciwbólowymi.
Przez chwilę przyglądała się dostępnym preparatom, próbując zdecydować, który z nich wybrać. Niby wszystkie miały podobne zastosowanie, ale różniły się składem, stężeniem substancji czynnych i dodatkowymi właściwościami. Jeden był przeznaczony głównie na bóle mięśni i stawów, drugi miał działać przeciwzapalnie, a jeszcze inny reklamowano jako idealny na wszelkiego rodzaju stłuczenia. Wzięła dwa. Tak na wszelki wypadek. Potem jeszcze zgarnęła z regału silne tabletki przeciwbólowe i coś, żeby porządnie odkazić otarcia na twarzy.
Słysząc słowa sprzedawcy, odwróciła się w jego kierunku.
— Potwierdzam! — zawołała i zanim wróciła do kasy, odszukała jeszcze jałowe kompresy. — Tamten wygląda sto razy gorzej — oznajmiła i naprawdę bardzo chciała to wierzyć. Nie życzyła rowerzyście źle, ale żeby mu dętka poszła!
Zatrzymała się i spojrzała na wymienione przez Fiji łakocie.
— Ale są bez cukru? Nie jem cukru — powiedziała i zaczęła wykładać leki na ladę. — Może być lizak. Ale ty też sobie weź. Zasłużyłaś za bycie dzielną pacjentką — wymierzyła w nią tubką z maścią. Niech sobie dziewczyna jakoś wynagrodzi te okropieństwa, które ją dzisiaj spotkały!

Fiji Zivai
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
29 y/o
For good luck!
170 cm
informatyk (oficjalnie) pracuje zdalnie
Awatar użytkownika
Dzisiejszy program tego nie przewiduje.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- To dobrze, nie lubię gości bijących kobiety – stwierdził na słowa drugiej kobiety i zaczął wbijać produkty na kasę.
Fiji wymieniła spojrzenia z Teddy zastanawiając się, czy naprawdę wyglądała na pobitą? Czy gość w ogóle wiedział, o czym mówił, czy w głowie miał obraz tego, jak nieistniejący mąż ciągną ją za włosy tak aby szorowała twarzą po piachu? To była bardzo prehistoryczna wizja prosto z kamienia łupanego, do którego Fiji nie zamierzała wracać. Zapomniała też, że już nie miała długich włosów. Ścięła je parę dni po przyjeździe do Toronto i nadal często łapała się na tym, że chciała pobawić się długimi charakterystycznymi warkoczykami. Impulsywnie się ich pozbyła i trochę tego żałowała.
- To apteka. Jasne, że wszystko jest bez cukru. – Produkty w aptece w teorii miały leczyć a nie szkodzić, więc niech przez chwilę żyją w tej zakłamanej bańce. – Będę dzielną pacjentką, jak przeżyję noc. – Sięgnęła po dwa lizaki, z którego jeden od razu podała Teddy a drugiego rozpakowała i starając się o uśmiech (choć ten bolał z powodu ran na twarzy) wsunęła go sobie do ust.
Sprzedawca westchnął i bez zbędnego komentarza sięgnął do opakowania z lizakami aby z pomocą innego nabić te dwa, które nie trafiły do jego rąk. Z góry założył, że lepiej nie wchodzić z kobietami w dyskusje, nawet jeśli nie były najgorszymi klientkami jakie miał. Nie zapytał też, czy zapakować wybrane przez tę drugą produkty. Po prostu to zrobił odzywając się dopiero z pytaniem o formę zapłaty.
Czekając aż wszystkie potrzebne czynności przy kasie będą dopełnione dopadło ją poczucie, że wiele ominęła. Umysł nie dawał jej spokoju, bo nie wyłapywała tego co trzeba. Nie analizowała, nie kodowała i nie zapamiętywała z powodu silnego bólu, który nie pozwalał jej się skupić. Czuła przez to ogromny dyskomfort i nagle zapragnęła jak najszybciej wrócić do motelu. Nie tylko dlatego, że powinna się położyć i odpocząć, ale też z powodu obniżonego levelu umiejętności, które na co dzień posiadała.
- Powiesz mi na jakiej ulicy jesteśmy? Muszę pomyśleć, jak dojść do motelu. – Oparła się o ścianę budynku, kiedy wyszły na zewnątrz. Potrzebowała odsapnąć. Najchętniej by usiadła, ale szybko dotarło do niej, że wstawanie będzie o wiele gorsze niż zrobienie sobie przerwy na stojąco. – I jestem ci winna drinka albo cztery. Z drugiej strony, skoro nie jesz cukru.. – To mogła też nie pić alkoholu. – ..to zaproponuje ci kolacje albo wspólne bieganie. – Jedno, bo Fiji była indywidualistką i na dłuższą metę nie umiałaby z kimś dzielić tej aktywności. – Liczę też, że kiedyś pozwolisz mi założyć strój strażacki. Nie musi być kompletny. Byleby poczuć kombinezon. – Była tego ciekawa. Jego ciężkości, struktury, czy gdzieś uwierał i jak się w nim chodziło. To pomogłoby Fiji zapełnić powstałą w umyśle lukę, bo poruszany w jej towarzystwie temat musiał być w pełni wyeksplorowany i doświadczony.
Poprawka – nie musiał – ale dla jej własnego spokoju (i wiedzy) dobrze byłoby to zrobić.


teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
foxy
napiszę, jeśli coś nie będzie mi pasować
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mów do mnie cokolwiek,
możesz chrapać, przyjmę każdy dźwięk
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokręciła głową, dając Fiji do zrozumienia, że wcale nie wyglądała na pobitą. Facet zza lady zdecydowanie za bardzo koloryzował. Zresztą, mówił o tym wszystkim w taki sposób, jakby miał dość częsty kontakt z kobietami, które padały ofiarą przemocy. Jeśli faktycznie tak było, Teddy miała nadzieję, że przynajmniej zgłaszał podobne przypadki odpowiednim służbom i dzięki temu mógł spać ze spokojnym sumieniem.
— Przeżyjesz. Morda nie szklanka — oznajmiła pokrzepiająco i odpakowała lizaka, którego wręczyła jej dziewczyna. Oczywiście nie miała pewności, czy Fiji podczas spotkania z ziemią nie połamała sobie żeber. Tego nie dało się stwierdzić na oko, a już na pewno nie bez odpowiednich badań. Gdyby jednak doszło do złamania, kości prędzej czy później i tak by się zrosły, choć pewnie nie obyłoby się bez bólu i kilku tygodni ostrożniejszego funkcjonowania. Najważniejsze, że dziewczyna mogła poruszać się o własnych siłach. Z trudem, bo z trudem, ale sama zadecydowała, że nie chce jechać do szpitala. A kim była Darling, żeby jej cokolwiek narzucać? Mogła upewnić się, że nie zostawia jej samej na chodniku, ale nie zamierzała siłą zaciągać jej na izbę przyjęć. Zrobiła tyle, ile potrafiła.
Lizak okazał się truskawkowy i całkiem słodki, mimo że podobno nie zawierał cukru. Co to w ogóle za oszustwo? Na bank nafaszerowali go zamiennikami. Innego wytłumaczenia nie widziała, ale wolała nie sprawdzać składu i nie psuć sobie humoru kolejnymi chemicznymi nazwami. Miała tylko nadzieję, że po powrocie do domu nie zacznie łazić po ścianach. Cukier działał na nią tak pobudzająco jak crack, bo po zjedzeniu czegoś słodkiego dostawała ochoty na zrobienie miliona rzeczy.
Poczekała, aż Fiji zapłaci za zakupy, po czym ruszyła w stronę wyjścia, przepuszczając ją w drzwiach. Gdy znalazły się na zewnątrz, rozejrzała się za tabliczką z nazwą ulicy. Okazało się, że miały ją dosłownie nad głowami.
— Marion Street — odczytała napis i wyjęła telefon, żeby upewnić się co do lokalizacji. Wszystko się zgadzało. — W którym motelu się zatrzymałaś? — dopytała, bo być może w ten sposób najłatwiej będzie znaleźć najszybszą drogę. — Mogę zamówić Ubera. — zaproponowała. Nie chciała, żeby Fiji musiała kuśtykać przez połowę miasta, udając, że wcale jej nie boli. Mogła zgrywać twardzielkę, ale wszystko miało swoje granice, a ból po takim upadku raczej nie znikał jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Teddy doskonale znała ten sposób myślenia, bo sama nieraz robiła dokładnie to samo. Zazwyczaj kończyło się na tym, że ktoś musiał jej przypominać, że nie jest niezniszczalna.
Kiedy usłyszała jej kolejną propozycję, roześmiała się i machnęła ręką, odganiając zupełnie niepotrzebne podziękowania.
— Daj spokój, to naprawdę drobiazg. Każdy człowiek z odrobiną empatii zrobiłby na moim miejscu to samo — wyjaśniła z uśmiechem. — Ale jasne, możemy kiedyś wybrać się na wspólną przebieżkę. Tylko może najpierw wróć do zdrowia — dodała, zgadzając się na taki układ. Nie zamierzała korzystać z propozycji wspólnej kolacji. Miała narzeczoną i sama nie byłaby szczególnie zachwycona, gdyby April wyszła coś zjeść z całkiem obcą babą.
— Aż tak zależy ci na przymiarce munduru? Dlaczego? — zdziwiła się szczerze, skąd w ogóle w głowie Fiji zrodził się taki absurdalny pomysł. W noszeniu takiego ciężaru naprawdę nie było nic przyjemnego. Darling przywykła do tego z czasem, ale w życiu nie wcisnęłaby się w ten strój z czystej przyjemności.

Fiji Zivai
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
29 y/o
For good luck!
170 cm
informatyk (oficjalnie) pracuje zdalnie
Awatar użytkownika
Dzisiejszy program tego nie przewiduje.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Marion Street
Odszukała ulicę w pamięci, którą miała wręcz doskonałą. Wystarczyło tylko przypisać ją do układu ulic we wcześniej widzianym GPS. Obraz ten mogła mieć przed oczami parę dni temu a i tak doskonale potrafiła go odtworzyć w parę sekund wiedząc, którędy dotarłaby do motelu. To była jej ogromna zaleta, którą wykorzystywała w pracy, ale także zmora, bo wiele detali lub ich złe zdekonstruowanie nie dawało Fiji spokoju.
- Motel jest dwie ulice stąd. Wolę to rozchodzić. – Jakkolwiek nierozsądnie brzmiały jej słowa. Przekalkulowała jak bardzo bolały ją żebra, kiedy wstawała z ławki i gdy jeszcze działała adrenalina, więc teraz po wejściu do taksówki mogłaby z niej nie wyjść. Co najwyżej by się z niej wyczołgała albo wyturlała jak leniwa panda na chodnik. Może gdyby zawinęła się w kulkę to doturlałaby się pod drzwi pokoju.
- Czy ja wyglądam na chorą? – Wolną dłonią, bo w drugiej trzymała reklamówkę z zakupami, (której wcześniej nie chciała oddać upierając się, że mogła ją nieść), wskazała na swoją poszarpaną twarz. – Sama mówiłaś, że nie jest tak źle. – Złapała Teddy za słówko, ale zrobiła to z rozbawionym uśmiechem potrzebując zapomnieć o tym, jak sama – fizycznie – źle się czuła. Dotarło też do niej, że mogła na swej drodze natrafić na wiele empatycznych osób, lecz taka pani strażak okazała się idealnym towarzystwem przede wszystkim dzięki poczuciu humoru.
- A dlaczego nie? – Robiła w życiu głupsze rzeczy od tego. – Może to prozaiczne, ale nie takie głupie jak chęć wrzucenia do ogniska znalezionego niewypału sprzed nastu lat. – Czego była świadkiem, ale nie brała w ów inicjatywie udziału. Pomysłodawcami byli wtedy jej rówieśnicy, nastoletni chłopcy z zerowym instynktem przetrwania, którzy znajdując niewybuch uznali, że świetnym pomysłem będzie sprawdzenie co się stanie, jak wrzucą go do ogniska. Fiji choć im towarzyszyła to nie udzielała się w tym temacie i przede wszystkim stała wystarczająco daleko od miejsca eksperymentu i świadków, którzy mogliby wskazać ją jako jedną z inicjatorek wybuchu. Żyła swymi szalonymi latami na całego, ale nie była głupia. – Tak na serio, to lubię doświadczać rzeczy. – Nawet tak zwykłych, nietypowych i według niektórych dziwnych. – Nie muszę mieć – Posiadanie jej nie satysfakcjonowało. – ale poczucie czegoś i tego zrozumienie.. – Zrobiła krótką pauzę, po której znów się uśmiechnęła. – Na Hermesa, brzmię jak jakiś life coach z Tik Toka. – Nie czuła się z tego powodu głupio. Rzadko dopadało ją coś podobnego chyba, że musiałaby się przyznać do rodzinnych problemów sprzed lat. Bardziej upadlały ją patologiczne zachowania pierwszej rodzinny zastępczej niż jej samej. To za nich było wstyd Fiji; za to jaki mieli na nią wpływ.
Wyciągnęła rękę w stronę Teddy sugerując, że mogły ruszać i koniecznie potrzebowała przy tym podparcia. Motel był niedaleko i Zivai chciała tam dojść na własnych nogach. Kiedy jednak odepchnęła się od ściany i złapała kobietę wyrzuciła z siebie niekontrolowane:
- Auć – skwitowane cichym przekleństwem. – Nie, to nie żebra. Właśnie dotarło do mnie jak bolesne jest odrzucenie przez ciebie zaproszenia na drinka. – Nie umknął jej uwadze zerowy komentarz na temat zaproponowanego drinka albo kolacji. Nie była jedną z tych osób, które się narzucają, ale musiała jakoś skomentować fakt, że z każdą kolejną minutą coraz bardziej ją bolało. Wolała uniknąć wizyty na SOR. - Kolacji też nie chciałaś. - Ciągnęła dalej utrzymując żartobliwy/przesadny ton wypowiedzi. - Nie pijesz i nie jesz. W takim razie jakie masz hobby? - Uznała to podsumowanie za idealne, ale.. - Skąd się tacy ludzie biorą? - Innymi słowy, jeśli Teddy zrozumie (lub nie, co Fiji szybko sprostuje) pytała skąd jej towarzyszka pochodziła, bo wcale nie musiała być z Toronto.


teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
foxy
napiszę, jeśli coś nie będzie mi pasować
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mów do mnie cokolwiek,
możesz chrapać, przyjmę każdy dźwięk
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spojrzała na Fiji trochę pobłażliwie, kiedy ta oznajmiła, że woli to rozchodzić. No dobrze, niech i tak będzie. Teddy nie zamierzała się z nią szarpać, byle tylko wsadzić ją do taksówki. Nie była przecież jej matką, żeby podejmować za nią każdą decyzję, nawet jeśli akurat w tej konkretnej sytuacji uważała pomysł Fiji za wyjątkowo kiepski. Mogła co najwyżej ponownie użyczyć jej swojego ramienia, gdyby potrzebowała się na czymś wesprzeć. I nie byłoby to dla niej żadnym problemem. Darling miała całkiem silne ramiona, co zresztą stanowiło jeden z jej kompleksów. Uważała, że są zbyt szerokie, przez co niektóre ubrania leżały na niej inaczej, niż by sobie tego życzyła. Cóż, trudno oczekiwać delikatnej sylwetki u kobiety, która codziennie na służbie dźwigała ciężki sprzęt, a co drugi dzień chodziła na siłownię. Jej zawód wymagał poświęceń. I przede wszystkim świetnej kondycji. Nie mogła przecież oczekiwać, że nagle obudzi się z ramionami jak u baletnicy.
— Bo nie jest tak źle — zapewniła dokładnie tak, jak wcześniej. Od tamtej pory nie zmieniła zdania. — Ale nie musisz zgrywać cwaniaka — puściła do niej oko. Nie widziała niczego niewłaściwego w okazywaniu słabości. Tak się teraz wymądrzała, a sama nie należała do osób, które chętnie przyznawały się do gorszego samopoczucia, nie chcąc wyjść na mięczaka. A jednak widziała, że Fiji cierpi niemożebnie. Po co więc tak się katowała? To nie miało sensu! — Słuchaj, na serio nie musisz mi niczego udowadniać. Jak boli, to boli. Szkoda byłoby, gdybyś jeszcze bardziej sobie zaszkodziła — dodała już nieco łagodniej, przyglądając się jej uważnie.
— Nie powinnaś wspominać przy strażaczce o wrzucaniu niewypału do ogniska — zastrzegła, ale w rzeczywistości tylko żartowała. Ach, miało się to wyborne poczucie humoru! Doskonale rozumiała chęć doświadczania nowych rzeczy, bo Teddy miała identycznie. A im dłużej nowa znajoma tłumaczyła, o co jej chodzi, tym bardziej Darling nie mogła się z nią nie zgodzić. — Już dobrze. Dam ci przymierzyć ten mundur — uśmiechnęła się do niej, czekając aż ta ruszy się z miejsca, żeby mogły kontynuować podróż. Tym razem do motelu przy Marion Street.
Słysząc cichy jęk, natychmiast do niej dopadła. Zaraz jednak okazało się, że to wcale nie chodziło o ból, przez co strażaczka miała ochotę zdzielić ją po głowie. Nie zrobiła tego tylko dlatego, ze Fiji była już wystarczająco poszkodowana. Tym razem jej się upiekło!
— Ubolewasz nad faktem, że nie przyjęłam zaproszenia na drinka? — zaśmiała się i pokręciła przy tym głową. W tamtym momencie Darling nie miała jeszcze pojęcia, że za kilka tygodni przyjdzie jej zostać singielką (heh). — Wypraszam sobie! Piję i jem! Nie jestem robotem — powiedziała, chociaż podejrzewała, że dziewczyna miała teraz o niej zupełnie inne zdanie. — Zgodziłam się iść razem pobiegać i pozwolę przymierzyć ci swój mundur. To wciąż za mało? No i będziesz musiała dać mi swój numer, żeby meldować mi, jak się czujesz. Może czasem wyślę ci jakiegoś śmiesznego mema — rzuciła niezobowiązująco. Naprawdę po tym zdarzeniu chciałaby wiedzieć, czy Fiji wraca do formy. Nie darowałaby sobie, gdyby okazało się, że jest stan zdrowia drastycznie się pogorszył. — Pracuję w straży. Nie mam czasu na hobby — skwitowała półżartem, półserio. Naprawdę brakowało jej godzin w dobie. — Oj, to wcale nie tak, że nie mam zainteresowań, okej? Jeżdżę na motocyklu, gram w koszykówkę, spotykam się ze znajomymi. Nieczęsto, ale jednak! — próbowała się usprawiedliwić, kiedy przechodziły przez słabo oświetlony parking. To była najkrótsza droga. Później wystarczyło pokonać skrzyżowanie i skręcić w lewo.

Fiji Zivai
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
29 y/o
For good luck!
170 cm
informatyk (oficjalnie) pracuje zdalnie
Awatar użytkownika
Dzisiejszy program tego nie przewiduje.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Na pewno? – Wtrąciła się w słowa Teddy, kiedy ta mówiła o braku konieczności udowadniania swej siły właśnie przed nią. Fiji zamilkła w tajemniczy sposób spoglądając na kobietę, aż w końcu dodała – Bo jak moja twarz wróci do poprzedniego stanu to może uznasz, że jestem super piękna, zabawna i na dodatek wytrzymała. – Skoro nie mogła pokazać się z tej pierwszej strony to chociaż udowodni dwa kolejne punkty. Z drastycznej i bolesnej sytuacji mogła wyciągnąć coś dobrego, nawet jeśli przez kolejne dni lub tygodnie będzie cierpieć z powodu bólu żeber.
Co miało być tym dobrym? Randka? Zwykły drink? Nowa znajomość? Fiji brała wszystko, bo nie miała tu nikogo i przede wszystkim nie zamierzała długo zabawić w Toronto (tak tamtego dnia myślała).
- To było dawno temu w Winnipeg – jęknęła niepocieszona, bo lada moment zostałaby jej przypisana łatka podpalaczki albo wariatki biegającej z niewypałami. – Ten niewypał wrzucili moli rówieśnicy. Sama przyznaj, że mężczyźni mają zerowy instynkt przetrwania. – Zwłaszcza tacy, którzy nie mieli do czynienia (lub nie pracowali) w ryzykowanych warunkach. Typowe kozaki co wyżej srali niż dupę mieli. Tacy, co chcieli się pokazać, żeby lepiej wyjść przed kolegami. Wszyscy oni bali się własnych matek lub ojców, ale kozaczyli na ulicach i robili wiele głupot dla „zabawy”.
- Jesteśmy umówione. – Do tej pory uśmiechała się szerzej, ale z czasem darowała sobie przesadnego (i mimo wszystko szczerego grymasu). Nie mogła zbyt długo udawać, że nie czuła bólu. Chciała i robiła to w miarę możliwości, ale im bardziej wszelkimi ruchami podrażniała obrażenia tym bardziej tego żałowała.
- Dziwisz mi się? – zapytała sugerując, że odmowa od Darling to jak kopniak w nieistniejące u Fiji jaja. – Rzadko kto mi odmawia. – A jednak musiał wyjść z niej arogant, chociaż była to bardziej reakcja obronna niż jej prawdziwa strona, którą nieświadomie dzień pod dniu ujawniała przed kimś innym.
- W porządku. Spokojnie. Bardziej dosadnie nie mogłaś powiedzieć, że nie jesteś zainteresowana albo hetero. – Ta cała tyrada o tym, na ile Teddy się zgodziła i że nie była robotem jasno dała Fiji do zrozumienia, żeby więcej sobie nie pozwalała na głupie pseudo podrywy. Zivai lubiła w ten sposób zaczepiać kobiety, bo każdą z nich uważała za wartą uwagi, ale nie zawsze ta trwała dłużej niż niezobowiązująca wizyta w publicznej toalecie. Wiedziała jednak, że nie wszystkim jej śmiałe podejście odpowiadało, więc w końcu odpuszczała.
- Tłumaczysz się – stwierdziła zaczepnie i szybko, być może błędnie, doszła do własnych wniosków. – Jeździsz na motocyklu do pracy. W koszykówkę grasz z innymi strażakami a twoi znajomi to właśnie oni. – Wszystko kręciło się wokół remizy. Tak przynajmniej sądziła Zivai. – Nie dziwi mnie to. Macie cholernie trudną pracę. Spędzacie w niej – niech zgadnę – jedną trzecią czasu najlepszych lat w życiu? – Bo najpierw było dzieciństwo, potem nastoletniość. Kolejno praca w straży, a potem dopiero emerytura. Poza pracą nie było czasu na nic innego. – To godne podziwu. – To poświęcenie albo pasja. Nie wiadomo, co kierowało Teddy. To nie była sprawa Fiji, która mimo wszystko w duchu miała ubaw z Teddy i czuła się trochę rozczulona jej tłumaczeniami. Sposób w jaki kobieta próbowała się usprawiedliwić wypełniając swoje życie wspomnianymi hobby kazało Zivai sądzić, że ta nie czuła się zbyt dobrze w dawnym punkcie swego życia.
Tak, Fiji wysuwała wielce odległe wniosku na temat kogoś, kogo dopiero co poznała i nie zamierzała za to przepraszać. Nie miała za co, bo nie powiedziała o tym na głos.
- To tutaj. – Wskazała na widoczny na rogu motel. – Jeśli masz komu, to pochwal się, że dziś pomogłaś potrzebującej. – To na pewno podbudowało, zaś sama historia nadawała się na ciekawą anegdotę o szalonym rowerzyście i obdartej biegaczce.


teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
foxy
napiszę, jeśli coś nie będzie mi pasować
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mów do mnie cokolwiek,
możesz chrapać, przyjmę każdy dźwięk
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Najpierw niech twoja twarz wróci do poprzedniego stanu — zastrzegła, kiedy Fiji zaczęła się trochę zagalopowywać. Poza tym nawet z otarciami na policzkach Teddy uważała ją za bardzo atrakcyjną kobietę. I była bardzo dzielna. Na jej miejscu niejeden spłakałby się jak dzieciak. — A poczucie humoru nie ma chyba nic wspólnego z tym — przycisnęła palec do własnego policzka, chcąc dać jej do zrozumienia, że poharatana gęba nijak ma się do bycia zabawną. Co najwyżej dziewczyna mogła później tryskać jeszcze większym humorem, co strażaczka z pewnością potrafiłaby docenić. Uwielbiała ludzi, którzy umieli ją rozbawić, a jak na razie przy Fiji uśmiechała się wyjątkowo często. Miała zresztą wrażenie, że całkiem dobrze się dogadują, mimo że ich znajomość trwała... ile? Godzinę? Szkoda tylko, że nie można było powiedzieć tego samego o poszkodowanej, której najwyraźniej wcale nie było do śmiechu.
Nie mogła się nie zgodzić z zerowym instynktem przetrwania mężczyzn, dlatego automatycznie wywróciła oczami, słysząc, kto w zamierzchłych czasach wrzucił niewypał do ogniska. Chłop. Oczywiście, że chłop. A któżby inny?
— Nic dziwnego, że faceci żyją krócej — stwierdziła, bo jednak to oni mieli zazwyczaj najdurniejsze pomysły z możliwych. — Jestem jedyną kobietą w jednostce. Nie muszę chyba wspominać, kto najczęściej wychyla się przed szereg i cwaniakuje? — uniosła wymownie brwi. I nie, to nie była Teddy. A raczej - to już nie była Teddy. Kilka lat temu była znacznie bardziej narwana i miała w sobie syndrom zbawicielki świata, przez co niejednokrotnie pakowała się w sytuacje, z których później musieli wyciągać ją pozostali. Z czasem nauczyła się jednak, że odwaga i głupota nie zawsze muszą iść ze sobą w parze, a przynajmniej nie powinny, jeśli człowiek zamierza dożyć emerytury. Chociaż z tym całym ratowaniem świata niewiele się zmieniło.
Zaśmiała się, słysząc, że Fiji rzadko spotyka się z odmową. Wcale ją to nie zaskoczyło. Na pewno niejedna kobieta straciła dla niej głowę. To totalnie zrozumiałe, wystarczyło na nią spojrzeć.
— Nie jestem ani trochę hetero — odparła z uśmiechem, nie zdradzając niczego więcej. Pozostawiała jej przestrzeń do domysłów. Czy Darling była (na tamten moment) zajęta, czy niezainteresowana, to już dziewczyna mogła sama sobie wybrać.
Tłumaczysz się.
Uniosła ręce w obronnym geście. A właściwie jedną, bo drugą wciąż podtrzymywała Fiji. Owszem, tłumaczyła się, chociaż dalej uważała, że ma życie poza pracą. Jakieś.
— Faktycznie moi znajomi to inni strażacy — przyznała bez bicia. — Trudno o innych znajomych, kiedy trzy razy w tygodniu musisz siedzieć w remizie na czterdziestoośmiogodzinnej zmianie — wzruszyła lekko ramionami. No dobra, częściej to były dobowe zmiany, ale Teddy nie skłamałaby, gdyby oznajmiła, że praktycznie mieszka w remizie strażackiej. — Dzięki. Dlatego wybrałam tę robotę. Dla podziwu. Bo przecież nie dla pieniędzy — parsknęła pod nosem na samo wspomnienie o żałosnych zarobkach. Nikt nie mówił, że będzie łatwo.
Zatrzymały się przy budynku. Motel jak motel, nie wyróżniał się specjalnie niczym konkretnym. Tylko w neonowym napisie przepaliła się jedna literka.
— Jasne, że się pochwalę tym niebywałym osiągnięciem — puściła do Fiji oko i wyciągnęła telefon, żeby wymienić się numerami telefonów. — Napiszę za jakiś czas. Wolę mieć pewność, że dalej żyjesz — powiedziawszy to, zasalutowała jej na pożegnanie. Poczekała jeszcze aż dziewczyna zniknie za drzwiami, a potem odwróciła się na pięcie i pobiegła w kierunku centrum. Skoro ominęła ją przebieżka, mogła nadrobić ją w drodze powrotnej.
koniec
Fiji Zivai
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
ODPOWIEDZ

Wróć do „Riverdale Park”