25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lubiła korzystać z pewności siebie, którą budowała w sobie przez te wszystkie lata. Nie po to tak się starała, żeby teraz nie zbierać tego owoców. Zazwyczaj nie musiała nawet udawać. Emocje były bardzo szczere, a do samej siebie podchodziła po prostu na poważnie. Zdarzało się oczywiście, że coś ją podkopywało, ale starała się nie zatrzymywać w tych myślach na zbyt długo. Irytowało ją, że Prescott potrafiła tak łatwo wytrącić ją z równowagi i poddać w wątpliwość, czy była odpowiednią kandydatką na partnerkę dla kogokolwiek, choć przecież zdawała sobie sprawę, że była. Na szczęście dzisiaj nic takiego się nie wydarzyło. Jeszcze.
— Nie mam najmniejszej ochoty się powstrzymywać — przyznała, nie odsuwając się ani o milimetr. Gdyby się uparła, to na pewno dałaby radę trzymać ręce przy sobie, ale po co miałaby to robić? Bycie tak blisko Ruelle sprawiało jej mnóstwo przyjemności. Uwielbiała czuć jej ciało tuż przy swoim, a odkąd miała świadomość, że naprawdę jest w pewnym sensie dla niej – jak to ludzie w związku — podobało jej się to wszystko jeszcze bardziej.
Spojrzała na drugą koszulkę, którą wybrała dla niej Latynoska. Ściągnęła brwi, oceniając krytycznie kolor i sposób, w jaki została narysowana sama wiedźma. No trudno, sama przecież zaproponowała, że to zrobią. Też nie mogła się z tego wycofać. Miała tylko nadzieję, że nie dostanie jakiejś ciężkiej reakcji alergicznej po wyciu wystawioną na odcień, w którym chyba nikomu na świecie nie byłoby do twarzy. Wzięła od niej wybraną bluzkę i całą resztę szajsu. Wszystko odłożyła na półkę obok nich, chcąc mieć wolne ręce. Obróciła Prescott przodem do siebie i pchnęła ją, wciskając je w wąską przestrzeń między wieszakiem z koszulkami, a stojakiem z magnesami i otwieraczami do butelek. Przygwoździła dziewczynę do ściany i nie dając jej zbyt wiele czasu na protesty wpiła się w jej wargi z taką zachłannością, jakby od ich ostatniego porządnego pocałunku minęły eony, a nie godziny. Zamruczała zadowolona, gdy tylko poczuła jej język na swoim. Może powinny odpuścić sobie ten cmentarz i wrócić do pokoju? Naparła na nią mocniej biodrami, żałując, że nie jest w stanie przebić się w ten sposób przez tę irytującą warstwę ubrań. Jedna z jej dłoni sprawnie wdarła się pod materiał bluzy tanatopraktorki, ale niestety gest okazał się zbyt gwałtowny. Cross uderzyła łokciem w magnetyczny stojak. Jęknęła krótko, czując, jak promieniujący ból rozchodzi się po jej ciele. Przytomnie złapała za metalową wystawkę, która i tak narobiła trochę hałasu, ale przynajmniej się nie przewróciła.
— No dobrze, może powinnam minimalnie nad sobą panować — przyznała na tyle cicho, by usłyszała ją wyłącznie jej modelka. Odsunęła się od niej i uśmiechnęła się przepraszająco do zaniepokojonego sprzedawcy, który wyszedł zza lady, żeby sprawdzić, z jakiego powodu wali mu się sklep. Wcisnęła mu do rąk wszystkie wybrane przez nie pamiątki, żeby zająć mu głowę czymś ciekawszym. Po akcencie od razu było słychać, że to Amerykanin, a co jest dla nich istotniejsze niż pieniądze?
Wyszły wreszcie na zewnątrz, gdzie słońce zdążyło zniknąć już za linią budynków. Wokół zrobiło się szaro i dużo chłodniej. Zanim dotrą do cmentarza, pewnie zrobi się całkowicie ciemno. To, w jaki sposób pojmowały uroczy spacer, było naprawdę dziwaczne.
— Może powinnam cię zabierać na miejsca wypadków, a nie na cmentarze? Byłoby to chyba bliższe twoim pasjom. Albo powinnam dać się pokroić i zszyć, skoro ty dajesz mi się rysować? — zasugerowała, spoglądając na nią z zaciekawieniem. Nie miała w zwyczaju umawiać się z ludźmi studiującymi medycynę, a już na pewno nie z tymi, którym marzyło się pracowanie przy trupach. Nie do końca wiedziała, jak zaimponować jej w tej konkretnej materii.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Całe szczęście, że ta pewność siebie cholernie rysowniczce pasowała i nawet jeśli czasami irytowała w wyraźny sposób Ruelle, to na ogół była całkiem seksowna. Zdarzało jej się na to narzekać, oskarżając dziewczynę o narcyzm i przerośnięte ego artystki, ale czy na pewno było tak źle? Pewnie jak zwykle Latynoska dramatyzowała.
— Nie masz czy nie potrafisz? — zadrwiła lekko, bo do tej pory największy dystans River była w stanie od niej trzymać wyłącznie na terenie konwentu.
Nie wątpiła, że zapewne artystka posiadała pewną dozę samokontroli, ale za często i zbyt łatwo wybierała, aby jednak ulec instynktom. Robiła to w zasadzie nieustannie od ich pierwszej nocy, gdy w końcu Cross się złamała i dołączyła o niej na łóżku. To był ten moment, który zdecydowanie odmienił wszystko i odciął się na ich relacji.
Nie miała wątpliwości, że właśnie ta koszulka mogłaby stanowić o wiele lepszy materiał do torturowania River. W końcu większość tych, które znajdowały się na wieszakach była w klasycznych odcieniach czerni i bieli. Ta jedna należała do nielicznych, które odcinały się od całej reszty kolorem, który może i nie był krzykliwy, ale za to rzucał się w oczy. W dodatku jeszcze zawierał rysunek, a do jego wykonania na pewno rysowniczka mogłaby się przyczepić w ten czy inny sposób. Wprost idealnie.
Nie usłyszała jednak słowa komentarza. Zamiast tego milcząca Cross wzięła wszystkie wybrane przez nie bibeloty i odłożyła na bok. Rue nawet nie miała okazji, aby zapytać ją o co chodzi, bo zaraz została popchnięta w kierunku wolnej przestrzeni na pobliskiej ścianie. Od razu poczuła na sobie jej ciało, przyszpilające ją do ściany oraz usta, które natychmiast odnalazły te, które należały do niej.
Niemal jęknęła prosto w jej wargi, gdy poczuła jej język i wysunęła ku niej biodra, dociskając je jeszcze mocniej do artystki, gdy jej dłoń w końcu znalazła się pod zdecydowanie zbędną bluzą i…
Huk oraz brzęk.
Tak można było opisać dźwięk, który powstał, gdy artystka uderzyła łokciem o pobliski element umeblowania. Ktokolwiek znajdował się teraz w sklepie, na pewno się teraz zainteresował tym, co właściwie wyprawiały. Prescott z trudem powstrzymała się od parsknięcia śmiechem. Zamiast tego sięgnęła dłonią do obolałego stawu i przysunęła się do swojej dziewczyny.
— Czasami powinnaś — przytaknęła, skradając jeszcze jeden pocałunek z jej warg nim w końcu podszedł do nich sprzedawca.
Tym razem Ruelle postanowiła zapłacić za ich zakupy, aby nie wyjść na całkowitą utrzymankę. Dopiero wtedy mogły opuścić sklep i ruszyć na drugi najstarszy cmentarz w całych Stanach Zjednoczonych. Czy to dziwne, że znajdował się akurat w Salem? Jej jakoś to nie zaskoczyło.
— Wiesz, że miejsca wypadków jest gorzej znaleźć? Musiałabyś pewnie jakiś spowodować, żebym miała na co popatrzeć - odparła, chwytając ją całkiem odruchowo za dłoń, gdy szły już ulicą w wyznaczonym kierunku. — To, że chcę w przyszłości sekcjonować ludzi nie znaczy, że to moja jedyna pasja, wiesz? Nie musisz się tak na tym fiksować. Cmentarze są w porządku.
Zwłaszcza te wyjątkowo zabytkowe. Naprawdę cieszyła się z tego, że się tam znalazły, bo miały właśnie przed sobą kawał historii ukryty za kłutą bramą. Wystarczyło przejść na drugą stronę, aby wejść na ziemie, które od siedemnastego wieku przyjmowały ciała mieszkańców Salem.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniosła podbródek wyżej, a jej ciało odruchowo napięło się w odpowiedzi na rzucone przez nią wyzwanie. Tak już niestety miała, że im bardziej ktoś sugerował, że czemuś nie podoła, tym bardziej ona chciała udowodnić, że jest inaczej. Zakładała, że dałaby sobie radę i z tym, ale po prostu nie byłoby to przyjemne.
— Potrafię. Po prostu nie widzę w tym żadnej korzyści dla siebie — odbiła butnie. Po co miałaby aż tak się wysilać, skoro to dla niej też nie byłoby żadną rozkoszą? Czuła się dużo lepiej z rękami na jej ciele niż gdziekolwiek indziej. Tak czy siak zawsze musiała robić coś z dłońmi, nie wytrzymywała nerwowo w świętym spokoju. Dotykanie Prescott spodobało jej się dużo bardziej niż bezwiedne obracanie pierścionków na palcach.
Na każdym kroku udowodniła, że takie trzymanie się od siebie z daleka byłoby zwyczajnie głupie. Mogła zająć sobie ręce zakupami i odebrać możliwość zbliżenia się do swojej kobiety, ale po co, skoro mogła przylgnąć do jej ciała i zatracić się na moment w pocałunkach? Może gdyby Ruelle nie reagowała na każde muśnięcie, jakby przyciągała ją do artystki jakaś magiczna grawitacja, to miałaby większe opory. Dziewczyna jednak ulegała jej bardzo chętnie. Zdemolowanie sklepu było nieporównywalnie bez znaczenia w porównaniu z dostępem do ciała Latynoski.
Nie musiały jednak narażać się na szwank ciał i portfeli w pierwszy dzień wakacji. Będzie jeszcze na to mnóstwo czasu później. Lepiej było się po prostu ogarnąć i wyjść na zewnątrz. Cross nie protestowała w żaden sposób przy płaceniu. Nie miała zamiaru robić z siebie sponsorki, skoro Prescott też była gotowa machać kartą na prawo i lewo. Podzielenie się po równo było jak najbardziej uczciwe i satysfakcjonujące.
— Nie twierdzę, że to twoja jedyna pasja. Po prostu założyłam, że medycyna jest dla ciebie czymś takim jak dla mnie sztuka. Bez miłości chyba byś się temu nie poświęciła — zauważyła. Studia w jej skali były ogromnym zobowiązaniem, a jeszcze takie? To naprawdę trzeba mieć do tego serce i rozum, żeby się nie wykończyć, a przy okazji czegoś nauczyć.
Na szczęście brama cmentarza wciąż była otwarta. Było w końcu dość wcześnie. O tej smutnej porze roku słońce zachodziło po prostu nieprzyzwoicie szybko. Cmentarz, choć nie był wielki, był na swój sposób imponujący. Otaczała go aura jakiegoś nieopisywalnego spokoju. Cross podobał się fakt, że różnił się od typowych, schludnych amerykańskich cmentarzy. Nierówno poustawiane i różnorodne nagrobki przemawiały do niej dużo lepiej niż takie wytworzone jak od kalki. Od razu było też widać, że miasto dba o swoją atrakcją. Nieliczne liście, które leżały na ścieżkach, musiały dopiero co opaść. Reszta została zamieciona. Słabe światła porozstawiane w znacznych odległościach od siebie zapraszały do zatopienia się w przytulną szarość.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oj, to nie było żadne wyzwanie. A może było? Trudno stwierdzić. Prescott po prostu stwierdziła, że najlepszym, co mogła zrobić było sprowokowanie swojej rysowniczki i stwierdzenie, że z pewnością nie umie się powstrzymać od inicjowania jakiegokolwiek kontaktu.
— No tak. Po co masz sobie odmawiać przyjemności — potwierdziła, gdy tylko usłyszała tę jakże ambitną odpowiedź ze strony swojej artystki.
Mówiła tak jakby jej to przeszkadzało, a przecież za każdym razem jedynie coraz bardziej zatracała się w tym wszystkim, co oferowała jej dziewczyna. Wystarczył jej jeden pocałunek, aby przepadła; pojedynczy dotyk, aby zaczęła do niej lgnąć jak ćma do światła i na pewno nie umiała być na nią obojętną.
Wciąż nie potrafiły się sobą nacieszyć. To jedno było pewne. Z jednej strony mogłyby chętnie zamknąć się w wynajętym domku i zatracić się w namiętności, ale przecież nie po to przyleciały, aż do Salem. Miały odbyć swoją pierwszą wycieczkę. Całkiem poważną, tak nawiasem mówiąc, więc musiały już skorzystać ze wszystkich możliwych dobrodziejstw okolicy nim czas im całkowicie ucieknie i będą musiały w końcu wrócić do Toronto.
Sklep nie został jednak miejscem, które zostałoby przez nie skalane jakimiś grzesznymi uczynkami, a jego progi opuściły wraz ze swoimi tandetnymi zakupami. Na ten moment nie prowadziły jakiś spektakularnych rachunków, w których rozliczałyby się za to, która gdzie wydała ile dolarów. Zwyczajnie sięgały po portfel naprzemiennie, aby nie dopuścić do tego, żeby tylko jedna z nich ciągle za wszystko płaciła. Wydawały się być przy tym w sumie dosyć zgrane. Przynajmniej na ten moment.
— Nie wiem czy miłość jest odpowiednim określeniem dla tego zainteresowania — powiedziała, gdy tylko Cross podjęła ten temat.
Lubiła to. Było to ciekawe. Była jednak przede wszystkim zafiksowana głównie na jednej dziedzinie, której chciała się oddać, a nie na całości medycyny. Interesowały ją poszczególne kwestie, ale zdawała sobie sprawę, że powinna wiedzieć jak najwięcej, aby móc skutecznie rozpatrywać swoje przyszłe przypadki.
— Na pewno nie żyję tym tak mocno jak ty. Nie musisz się zatem szczególnie mocno głowić. Chociaż… może mam kilka pomysłów — stwierdziła, bo chyba zawsze miały jakieś pomysły.
Nawet, gdyby cmentarz już został oficjalnie zamknięty to jego niskie ogrodzenie raczej nie stanowiło szczególnie wielkiej przeszkody do pokonania. No, ale wyrobiły się na tyle, że nie musiały się włamywać na teren, aby pooglądać kolekcję starych nagrobków, które do różnej wysokości wystały z ziemi w nieregularnych odstępach. Część z nich była krzywa, nosiły one inskrypcje pochodzące sprzed wieków, a kamienne płyty były w zaskakująco dobrym stanie.
— Może to cię nieco natchnie, mi preciosa — powiedziała, prowadząc River w głąb cmentarza, na którym znajdowało się też sporo wiekowych drzew o koronach upstrzonych liśćmi w złotawym kolorze. — Może to byłby jakiś panel w twoim komiksie? Choć bardziej nastrojowo byłoby z mgłą unosząca się przy ziemi.
To była tylko luźna myśl. Nie miała pojęcia, co właściwie Cross chodziło po głowie, ale skoro jej komiks miał być związany z podróżą w poszukiwaniu zmarłej duszy to może takie miejsca będą dla niej inspiracją.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wcale nie uważała, że jej pasja jest jakaś lepsza od innych. No dobra, to kłamstwo. Totalnie tak uważała. Wychodziła z założenia, że nie ma na świecie niczego lepszego niż sztuka, ale była w stanie zrozumieć, że niektórzy mogą się w tym nie zakochać. Lubiła, kiedy ludzie mieli swoje własne bziki, nawet jeśli były skrajnie odmienne od jej zainteresowań. Słuchanie osób, którzy potrafili się czemuś w pełni poświęcił, było po prostu bardzo ciekawe.
— A masz coś innego? Coś bez czego nie wyobrażasz sobie życia? — zapytała naprawdę zainteresowana. Skoro nie patrzyła w ten sposób na medycynę, to czy w ogóle była zakręcona na jakimś temacie aż tak mocno? A jeżeli tak, to czemu do tej pory o tym Cross nie opowiadała! Wiedziała tylko, że oszalała na punkcie swojej zdolnej artystki, ale tak poza tym?
— Uchyl rąbka tajemnicy — poprosiła, gdy Ruelle przyznała, że już teraz w jej głowie zaczynają formować się pomysły. Lubiła za nimi podążać i zawsze była ciekawa, czym jeszcze będzie w stanie ją zaskoczyć. Większość impulsów przynosiła niezwykle przyjemne rezultaty. Oczywiście były też takie akcje, od których Cross odechciewało się żyć, ale naprawdę nie miała ochoty o tym teraz myśleć. Chciała pozwolić jej wciągnąć się w świat, w którym będą szczęśliwe i w którym Prescott w ogóle chce ją widzieć. Nie robiło jej wielkiej różnicy, co takiego tam zastaną, póki będzie miała swoją kobietę na wyciągnięcie ręki - chociażby metaforycznie.
— Na cmentarzu zawsze powinna być mgła. Ewentualnie jeszcze może padać — zasugerowała, wyjmując znowu swój mały notes i ołówek. Ta sceneria nie oferowała niczego mrocznego poza faktem, że było dość ciemno. Gdyby nie znała historii tego cmentarza i leżących tu zmarłych, uznałaby go pewnie za całkiem zwyczajne miejsce.
— Chociaż może ładna pogoda jest bardziej przygnębiająca? Trudno jest się cieszyć słońcem, kiedy pęka ci serce — dodała spokojnym tonem, jakby rozmawiały o czymś prozaicznym jak rozkład jazdy autobusów. Nie będzie się przecież w tym momencie rozklejać, miała się inspirować. Postukała końcówką ołówka o dolną wargę, rozglądając się uważnie. Czujnym spojrzeniem badała każdy fragment cmentarza, chcąc znaleźć coś absolutnie niepowtarzalnego. Mruknęła niezadowolona i ruszyła z powrotem ścieżką przed siebie. Potrzebowała czegoś więcej niż rosnącej w niej nienawiści do patriarchatu. Po kilkudziesięciu krokach zatrzymała się ponownie i zaczęła znowu rozglądać. Chociaż może to jednak ma potencjał? Przytknęła rysik do kartki i zaczęła coś szkicować szybkimi, pewnymi ruchami. Cofnęła się o kilka kroków, nie odrywając wzroku od notesu, chcąc znaleźć się bliżej światła latarni, bo szkicowanie po ciemku nie należało do najprostszych na świecie. I wszystko byłoby dobrze, gdyby patrzyła, co robi. Może wcześniej zauważyłaby nagrobek, o który zahaczyła nogą i uniknęłaby desperackiej próby złapania równowagi, która skończyła się gruchnięciem plecami o trawę.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”