ODPOWIEDZ
35 y/o
WILLIAM
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Od czasu do czasu umawialiśmy się na spotkania w gronie adwokatów, nie tylko z mojej kancelarii, ale także z konkurencji czy sądu, przychodzili nawet niektórzy prokuratorzy oraz sędziowie, którzy nie mieli kija w dupie wepchniętego po samo gardło. Wynajmowaliśmy wtedy cały bar dla siebie i chlaliśmy ile kto mógł. W swobodnej atmosferze języki rozwiązywały się bardzo szybko, więc można się było dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy, zwykle starałem się pilnować, żeby czasem nie powiedzieć nic pogrążającego i tym razem chyba też mi się udało, bo jak wychodziłem z lokalu to byłem jeszcze w miarę. Kompletny sajgon w mojej głowie zagościł dopiero później. Ostatnio nie mam zbyt dobrego czasu, przytłaczają mnie sprawy prywatne oraz zawodowe, po tamtym wieczorze na spelunie na Rexdale coraz częściej myślę o jebaniu po kablach, a powstrzymuje mnie chyba tylko to, że nie mam takich kontaktów. Jeszcze. Więc swoją cierpiącą duszę leczę tym co zwykle - morzem alkoholu. Mogłem iść prosto do domu, to by było nawet rozsądne, jednak w tej walce zdecydowanie wygrywa moja chaotyczna strona. Skręcam do nocnego, gdzie kupuję jeszcze flaszkę wódki i piję ją chamsko prosto z butelki. Mocny alkohol pali mi przełyk, ale przynajmniej czuję, że żyję, co prawda marnie, no ale cóż, może powinienem zacząć się przyzwyczajać. Nawet nie wiem kiedy spijam prawie całą. To jest ta część nocy, której na pewno nie będę pamiętał. Jestem już w miarę blisko domu, w parku w swojej dzielnicy, kiedy potykam się o własne nogi i ląduje w zaroślach. Kurwa. Kurwakurwakurwa. To moja pierwsza myśl. Druga to chuj z tym, najwyżej bardzo się zdziwię z rana, jak obudzę się w krzakach zamiast w łóżku. Próbuję wstać, ale chyba odcięło mi nogi, przynajmniej na tyle, że każda kolejna próba kończy się fiaskiem. Z braku lepszego zajęcia zaczynam rozkmniać swoje życie. Ciężko stwierdzić jakimi dziwnymi ścieżkami podążają moje myśli, że decyduję się na największy błąd jaki może popełnić pijany człowiek, a mianowicie pisanie do byłej. Klikam zawzięcie w ekran telefonu, potem próbuję usunąć wiadomość, ale patrzę kurwa jednym okiem, bo inaczej wszystko mi się dwoi i troi. W panice wysyłam więcej wiadomości chyba mając nadzieję, że te pierwsze zginą gdzieś w bezsensownym spamie i nawet nie będzie jej się chciało tego czytać. Ale Gaba odpisuje. Na chuj mi odpisuje? Na chuj ja ciągnę tą rozmowę? Na chuj ja w ogóle żyję? Mam się nie ruchać ze swoim chłopakiem? Krzywię się na tą wiadomość i nawet już nie czytam dalej, tylko blokuję telefon, próbuję się zamachnąć, żeby cisnąć nim gdzieś w dal, ale wypada mi z ręki prosto na twarz. AAAAA kurwa, jęczę cicho z bólu, nie obejdzie się bez siniaka. Chwytam go znowu i tym razem rzucam gdzieś dalej w zarośla. Potem próbuję wstać, jednak grawitacja jest silniejsza. No nie ma opcji.

Gabriela R. Blais
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
27 y/o
Volpe Rossa
173 cm
Good girls go to heaven And bad girls never die
Awatar użytkownika
The night is young
And so am I
Velvet gun
On my thigh
Witch bitch
Born to bite
Born to live
Born to fly
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

When I'm doin' good, you get me off track (Oh)
And I guess I kinda like that (Oh)
You make me really, really good at makin' bad decisions

Wibracja. Irytujący dźwięk, który sprawiał, że miałam ochotę wyrzucić telefon przez okno. Zamiast tego półprzytomnie wcisnęłam malutkie urządzenie pod poduszkę, licząc, że ktoś się odpierdoli. Kolejne wiadomości jednak przychodziły, więc, otwierając jedno ślepie, zerknęłam na wyświetlacz. Skoro ktoś tak się dobijał, to może chodziło o coś ważnego. Patel. Najebany Patel. Chuj wie, po co odpowiedziałam. A już tym bardziej nie wiedziałam, po co ciągnęłam tę rozmowę. Wyklinałam się za własną głupotę, bo po raz kolejny leciałam do niego tylko dlatego, że napisał. Jak pojebana zakochana nastolatka, która za każdym razem ładowała się w te same głupie decyzje. Wiedziałam, że następnego dnia wrócimy do ustawień fabrycznych. On znowu będzie pokazywał mi środkowy palec, a ja będę mordować go spojrzeniem. Przez chwilę jednak miałam nadzieję. Tę głupią nadzieję, że będzie jak dawniej. Tęskniłam.
Usprawiedliwiałam swoje czyny tym, że był przyjacielem Madoxa. Nie mogłam go tak zostawić, prawda? Był prawnikiem, a gdyby przez używki stracił licencję albo wiarygodność, odbiłoby się to na moim kuzynie. Kręciłam się jak gówno w trawie i wiedziałam, ze żadna wymówka nie zmieni tego, co czułam do tego frajera. Frajera, nad którym pochylałam się kilka minut później, trzymając w ręce czarny worek z dresami Madoxa na wszelki wypadek, gdyby jednak najebus był obszczany. Ręcznik też miałam. Na całe szczęście nie zastałam Williama z fiflakiem na wierzchu ani z mokrą plamą na spodniach.
Zrobiłam mu zdjęcie. Tak na pamiątkę. I do folderu dowodowego, na wypadek pozwu. Poza tym, gdyby znowu naszła mnie ochota na niego, wystarczyłoby, żebym spojrzała na to zdjęcie, a natychmiast by mi przeszła. W tak aseksualnym stanie dawno go nie widziałam. Zazwyczaj byłam najebana razem z nim.
- Wyglądasz... Żyjesz? - ciężko było mi ukryć troskę w głosie, gdy na niego patrzyłam. Wyciągnęłam dłoń w jego stronę, żeby pomóc mu wydostać się z zarośli, bo nie uśmiechało mi się ładowanie w te krzaki, żeby chwycić go od tyłu. Zresztą w ciąży nie mogłam dźwigać. - Wszystko w porządku? - jakaś matka z dzieckiem patrzyła na mnie z niepokojem, bo z jej perspektywy pewnie wyglądało to tak, jakbym chciała Williama wpakować do worka i wrzucić jego zwłoki na dno jeziora. Podniosłam kciuk, ale dopiero ruch Williama uspokoił kobietę, która odciągnęła dziecko z dala od tej sceny.
- Weź, bo zaraz zadzwonią po gliny - mruknęłam, starając się wyciągnąć go z krzaków.

William N. Patel
Verdsa
I'm crazy but whatever Yeah that's just rock and roll
35 y/o
WILLIAM
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Leżę i myślę, chociaż w mojej głowie już dawno nie ma żadnego sensu, dosłownie łapię się na tym, że we łbie gra mi muzyczka z monopolowego, albo piosenka, którą usłyszałem przed wyjściem z baru. Jak zamykam oczy to mam taki helikopter, że w zasadzie nie wiem co gorsze. Zarzucam rękę na czoło, przysłaniając ślepia, ale wszystko z żołądka zaczyna mi się podnosić, a kiedy na nowo rozrzucam ramiona na wznak, to widzę ją. Pochyla się nade mną, Lucyfer jebany, niby anioł, ale taki co przyszedł do mnie prosto z dna piekła. W odpowiedzi na jej pytanie wzruszam ramionami, bo zależy jak na to patrzeć. W aktualnym stanie ciężko stwierdzić czy to jeszcze życie czy już zgon, niestety miałem to do siebie, że w momencie, w którym urywał mi się film zamiast iść spać, zaczynałem odpierdalać. Uśmiecham się, niby zalotnie, ale pewnie wyglądam jak gówno, po czym wyciągam ręce, sam chyba do końca nie jestem pewien czy bardziej w geście weź mnie podnieś czy weź chodź do mnie. Próbuję się skupić na dłoni Gabi, ale w oczach mi się dwoi, więc zamykam jedno i wreszcie zaciskam wokół niej palce. No, i tak nie jest zbyt łatwo zebrać się z ziemi - No i niech dzwonią, jebać policje, chuj im w dupę - pierdole do siebie, chociaż u wolnej dłoni wyciągam środkowy palec i pokazuję go wszystkim wokół, tak się na szczęście składa, że nikogo wokół nie ma. Niemniej udaje się mnie podnieść, chociaż stanie na nogach jest bardzo trudne, jak się okazuje, teraz wcale nie dziwię się dzieciom. Zataczam się i chyba tylko cudem udaje mi się jakoś utrzymać równowagę - Gaba - zaczynam, po czym wzdycham ciężko, sięgając dłonią do włosów, żeby odrzucić je w tył, gdzieś między ciemnymi kosmykami mam drobne gałązki oraz liście, ale w sumie wyjebane - Gaba, siku - już niedługo to będzie przecież jej codzienność, mama siku, mama kupe, mama zrzygam się, zdecydowanie powinna się przyzwyczajać, to chyba nie ma za co? - Siku mi się chce - powtarzam, odrzucam poły długiego płaszcza, sięgam do rozporka, żeby go rozpiąć, ale się okazuje, że to także jest bardziej skomplikowane niż mi się wydawało - Kurwa - mruczę pod nosem. No ja pierdole, czemu to wszystko musi być takie trudne?

Gabriela R. Blais
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
27 y/o
Volpe Rossa
173 cm
Good girls go to heaven And bad girls never die
Awatar użytkownika
The night is young
And so am I
Velvet gun
On my thigh
Witch bitch
Born to bite
Born to live
Born to fly
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Przez moment mam wrażenie, że zacznie krzyczeć, że ma omamy i jakaś poczwara wyciąga w jego stronę rękę. Ma minę srającego kota i mam cichą nadzieję, że w tej chwili nie wali kloca do spodni. Zdaje sobie sprawę, że nie wyglądam wyjściowo w swojej kocykobluzie w jamniczki i różowych spodniach dresowych z napisem "Princess". Brak makijażu i byle jak spięte włosy pewnie nie dodają mi seksapilu, ale widywaliśmy się w gorszym stanie i lecieliśmy na każdą wersję siebie. Przynajmniej kiedyś tak było. Bo teraz jestem na niego wkurwiona. Za całokształt. A już szczególnie za to, że wyrwał mnie z łóżka, choć oboje wiemy, jaką potrafię być wtedy marudną suką.
- W tym stanie, to nawet im palca w dupę nie wsadzisz. - sapię, jak jakiś pedofil, gdy próbuje go podnieść. Waży tonę i mam wrażenie, że przelewa mi się przez palce, chwiejąc się w jedną i drugą stronę. Aż mnie mdli od tych jego wygibasów, ale może to też być spowodowane jego zapachem. Użył sukinsyn tych perfum, których nie cierpię, a ta woń wymieszana z odorem strawionego alkoholu, potu i rzygów, sprawia, że mnie telepie od środka.
- Co? - wycieram w jego spodnie rękę, bo miałam ujebaną ją z ziemi i zapieram się nogami, gdy przenosi swój ciężar ciała na mnie. Unoszę głowę do góry w akcie odzyskania siły spokoju, ale ni chuja to nic nie daje. Całe te teksty o medytacji to bullshit. - Daj to. - sięgam do jego rozporka i zsuwam trochę w dół jego bokserki, żeby uwolnić jego zdechłego robaczka na wolność. Chuj, że jesteśmy na widoku. Sądząc po jego ruchach, to nie mieliśmy czasu, żeby dojść grzecznie do żadnego drzewka. Biorę jego rękę, żeby przytrzymał sobie co trzeba i wycelował gdziekolwiek byle nie na siebie. Chichocze pod nosem, bo przez to, co brał i pił, to jego męskość przypomina malutką glizdę.
- Kurwa, Patel obsikałeś mi adidasa! - z obrzydzeniem otrzepuję nogę, a potem wycieram buta w trawę. Łapię za jego dłoń, żeby wycelował grzecznie na trawkę. - Skończyłeś? Dawaj to. - podciągam mu spodnie i szarpię się z rozporkiem, ale długie paznokcie tylko utrudniają mi życie. - Kurwa. Po prostu stój. - Zarzucam jego dłonie na swoje ramiona i kucam, żeby wreszcie zapiąć ten przeklęty guzik.

William N. Patel
Verdsa
I'm crazy but whatever Yeah that's just rock and roll
35 y/o
WILLIAM
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Palec w dupie? - powtarzam po niej - Podobno zajebiście, spróbujemy? - czuję jaki jestem giętki, jak jej się przelewam przez ręce i jeszcze chwila a bym znowu wylądował na chodniku, jednak chęć oddania moczu utrzymuje mnie na nogach - Wiadro - odpowiadam na jej pytanie i się śmieje, bo przecież świetny żart. Potem już mi nie jest do śmiechu, bo rozpięcie spodni okazuje się jakąś awykonalną misją i dzięki kurwa Gabie, bo jeszcze jakieś trzydzieści sekund i bym się zlał. Kierowany jej ręką łapię za fujarę. Wspaniałe uczucie, móc tak po prostu wylać z siebie nadwyżkę wody lub alkoholu. Oddycham z ulgą odchylając głowę w tył, nadal jednak jestem napruty jak bela, więc nic dziwnego, że leję jej na buta - Ups, sory - opuszczam spojrzenie i znowu patrzę jednym okiem, kiedy ponownie chwyta mnie za dłoń (prawie za chuja) żeby okiełznać tę bestię, która właśnie leje na boki jakby jutra miało nie być - No skończyłem - strzepuję, a potem ponawiam nieudolne próby założenia gaci - Houston, mamy problem - na szczęście po raz kolejny przychodzi mi z ratunkiem - No kurwa stoję - zarzucam jej ręce na ramiona i patrzę w dół. Jej głowa na wysokości mojego krocza to jest ten widok, który wzbudza we mnie pewne nostalgiczne wspomnienia. Głaszczę Gabi po głowie, zatrzymując jedną rękę na jej rudej czuprynie - A mogę teraz odebrać nagrodę? - pytam, posyłając jej uśmiech, bo przecież obiecała mi lodzika po tamtej walce na szable w Casa Loma, potem okoliczności stały się niezbyt sprzyjające i nie było już jak. Aż do teraz - No dawaj, kiedyś lubiłaś w dziwnych miejscach - w tym publicznych, żeby adrenalina podbiła doznania. Znowu się zataczam lekko w tył, cofając o krok i jakoś tak automatycznie zaciskam palce na jej włosach oraz ramieniu, żeby nie upaść, bo byłby przypał - Oj, pardon - w akcie przeprosin przesuwam palcami po jej policzku, wbijając ślepia (właściwie to jedno) w jej oczy - Ej, a pokazać ci sztuczkę? - nie czekam jednak na decyzję, zamiast tego zawijam jej kosmyk włosów za ucho i wyciągam zza niego zakrętkę od butelki po wódce. Obracam ją między palcami pokazując swojej towarzyszce - Miałaś za uchem - dodaję i znowu uśmiecham się czarująco, a przynajmniej wydaje mi się, że tak jest, ocenić musi sama.

Gabriela R. Blais
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
27 y/o
Volpe Rossa
173 cm
Good girls go to heaven And bad girls never die
Awatar użytkownika
The night is young
And so am I
Velvet gun
On my thigh
Witch bitch
Born to bite
Born to live
Born to fly
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Nic gorszego mnie nie spotkało niż trzeźwość. Bo gdy kiedyś robiłam z siebie debila, to następnego dnia miałam jedynie moralniaka. Ta chwila i jego słowa jednak zostaną ze mną na zawsze. Niestety. A było sobie wsadzić wiertła miksera w oczy i nie czytać tych pieprzonych wiadomości od niego.
- Chcesz masaż prostaty? - uniosłam brew, a kącik ust zadrżał, gdy powstrzymywałam się od śmiechu. - Dopiero zrobiłam paznokcie. Raczej wątpię, żebyś chciał mój palec w dupie. A mój chłopak lubi moje długie szpony. Nawet gdybyś dorzucił mi się do kosmetyczki, mógłbyś co najwyżej pomarzyć. Poproś Lottie. - tłumaczyłam, jak małemu dziecku, nie kryjąc ironii, gdy wspomniałam o tamtej typiarze. Od naszej kłótni trochę minęło, ale w dalszym ciągu ten temat mnie drażnił. Gdy tylko mogłam, wbijałam mu te przysłowiowe szpile. On zresztą nie pozostawał dłużny.
Do dziś. Bo, kurwa, napisał.
- To stój dalej! - majstrowałam przy jego spodniach, żeby pomóc mu zapiąć ten przeklęty guzik, ale to nie było takie łatwe, gdy chwiał się na boki. - He? - jaką nagrodę?! Nagle mnie olśniło, a w tej samej chwili poczułam jego dłoń na głowie. I gdybym nie bała się, że zlecą mu spodnie i wypchnie swoje krocze do przodu, to otworzyłabym usta z niedowierzania. Nawet Shakira nie postawiłaby dziś tego masztu. A ja nawet nie zamierzałam próbować. Wręcz z obrzydzeniem spojrzałam na jego gacie. Dopiero co sikał, chuj wie co robił i kiedy się kąpał, a chciał...
Tym razem nie powstrzymałam odruchu wymiotnego. A kolanem uderzyłam o ziemię, gdzie przed chwilą szczał, bo skurwysyn jeszcze pociągnął mnie za włosy. Walczyłam dosłownie o życie, bo zaciągało mnie kurwa na maksa, tak że miałam łzy w oczach. A ten sobie ubzdurał, że pokaże mi jakąś sztuczkę, i wyciągał nakrętki zza moich włosów.
Kiedyś poleciałabym na to. Pewnie razem leżelibyśmy do rana w tych krzakach albo chwiejnym krokiem próbowalibyśmy dojść do jego mieszkania. Szybki prysznic i spanko. Te czasy jednak minęły.
- Idziemy. Wracamy do domu. Idziesz myju myju i spać. - podniosłam się z trudem z tej ziemi. Złapałam go za fraki i zaczęłam ciągnąć w kierunku samochodu. Czym szybciej to załatwimy tym dla mnie lepiej. Ale nie mogło być zbyt prosto, prawda? W naszą stronę leciał jakiś mały kundelek, który ujadał. Jakaś Jadzia za nim biegła krzycząc: Kefirku!. Psy ogólnie nie lubiły meneli ani najebanych ludzi. Patel miał pecha. A raczej jego spodnie, bo mały czworonożny terminatorek złapał za zwisający materiał jego spodni na dupie. Czyli jednak dresik Madoxa się przyda. Gorzej, że nie miałam nawet jak zareagować. Bo gdybym tylko puściła Williama, ten pewnie poleciałby na chodnik i już by nie wstał.

William N. Patel
Verdsa
I'm crazy but whatever Yeah that's just rock and roll
35 y/o
WILLIAM
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Mój chłopak lubi moje długie szpony - przedrzeźniam ją - Ale słodko, można się porzygać - nawet robię taki gest jakbym faktycznie miał zwymiotować, ale prawda jest taka, że przemawia przeze mnie zazdrość. Wali mnie to przed kim rozkłada nogi, ale jeśli w grę wchodzą uczucia to robi się nieciekawie. Co prawda my aktualnie byliśmy na wojennej ścieżce, ale kurwa, kogo ja próbuję oszukiwać? Chyba głównie siebie, bo przecież to coś między nami było od pierwszego spotkania, od pierwszej iskry, która z jej spojrzenia przeskoczyła w moje. Im bardziej próbowaliśmy się od siebie odsuwać, tym bardziej nieznośne stawało się życie. Kompletny bezsens. A kolejny słyszę z jej ust, więc wywracam oczami - No może i poproszę - chociaż obydwoje wiemy, że nie, tylko w tej chwili już nie pamiętam, że zdążyłem się pochwalić, że Lotta nie chce mnie znać. Naprawdę staram się stać w miarę prosto, ale przecież doskonale zdaje sobie sprawę z tego jak ciężko utrzymać pion w niektórych stanach, to był właśnie jeden z nich, stan kompletnego upojenia. Całkiem przyjemny. Byłoby jeszcze bardziej wspaniale gdyby zdecydowała się mimo wszystko spełnić moją prośbę. Sądząc jednak po reakcji chyba mogę pomarzyć. Co więcej nawet sztuczka nie działa, więc robię drugą, chociaż ta jest zdecydowanie gorsza. Układam zakrętkę na kciuku i wyrzucam ją w górę, a później łapię, składam dłonie, pocierając jedną o drugą i kiedy je rozkładam to zakrętki już nie ma - Magia - mówię, ale kiedy opuszczam ręce to wypada mi z rękawa i toczy się po ziemi. Taka to właśnie magia. A chuj pewnie i tak by nie stanął, lol - Ale ja nie chcę iść do domu - krzywię się, marudząc jak dziecko, chociaż jak mnie łapie za fraki, to nawet się nie opieram tylko idę za nią grzecznie. Gadam dalej - Albo dobra w sumie mam pomysł, idziemy do mnie, mam tam koks, walimy po kresce i lecimy w miasto, o to jest świetny plan, dobra, to jednak do domu - no i postanowione. Kiwam głową, ręce wciskam w kieszenie, szukając papierosów i wyciągam pojedyńczą, pogniecioną szlugę, którą umieszczam między wargami. Nucę sobie Perfect day Lou Reeda. Zanim jednak zdążę dobyć zapalniczki słyszę za sobą czyjeś wołanie, a potem ten przeklęty Kefirek doskakuje do moich spodni. Jezus kurwa, aż podskakuję z wrażenia, papieros wypada mi z ust i zaczynam się bezsensownie szarpać, żeby pchlarz odczepił się od mojej dupy. Blais jednak wciąż mnie trzyma żebym nie upadł. Scena przedstawia się następująco - ja wiszę na Gabi, na moich spodniach wisi pies, a na nim jego właścicielka i kiedy chwyta go mocniej w ramiona to powietrze przecina dźwięk rozrywanego materiału, rwie mi spodnie dosłownie do kolana. Tamta dziewczyna ściska go w rękach, a pies warczy cicho wciąż trzymając w gębie to co udało mu się wyrwać - Kurwa, trzymaj tego kundla na smyczy - rzucam do niej, na co robi się cała czerwona i mówi, że to nie kundel tylko terier, a ja na to, że to nie ma znaczenia, bo jak ją pozwę to i tak pójdzie do uśpienia. Potem kłócimy się jeszcze bardziej i mam wrażenie, że zaraz zaczniemy się tu napierdalać. To jest jedna z tych nielicznych sytuacji kiedy to ja się przypierdalam, a Gaba powinna chociaż spróbować jakoś to załagodzić. Ja generalnie nie kłócę się z ludźmi poza sądem, bo mi się zwyczajnie nie chce, ale w ostatnim czasie mój nastrój jest fatalny i wystarczy malutka iskra żeby mnie odpalić, dosłownie byle gówno powoduje u mnie wkurwienie rozsiane.
I nagle wszystkie parkowe lampy gasną.
A później gaśnie też całe miasto.

Gabriela R. Blais
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „Allan Gardens”