ODPOWIEDZ
24 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Studentka medycyny | Pielęgniarka Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
A little bit of magic, a little bit of madness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracji1 osobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego zapisałam się na konkurs wędkarski. Przecież nie wiem, jak się łowi ryby. Nawet nie mam zielonego pojęcia, co to jest za ryba. Szybciej dowiem się wszystkiego, jak zapytam się czatu lub wyszukam to w przeglądarce. Od dziecka unikałam takich rzeczy, a teraz? No tak, przegrałam zakład z Grace. Jeśli wrócę szybciej do papierków, zrobię coś, czego nigdy nie robiłam. Tak właśnie się stało, zapisałam się na głupie ryby. A moja siostra? Zadowolona, że wygrała teraz siedzi na jakiejś randce. Nawet Grace, starsza od mnie ma łatwiej ze znalezieniem sobie kogoś. Przecież to jest porażka, totalna porażka życiowa.
Rzuciłam wszystko na miejsce, które zostało dla mnie wybrane. Numerek trzynaście, jakie to zabawne. Dlaczego też nie ma wokół mnie żadnej innej dziewczyny? Takie hobby jest tylko dla facetów, czy co? Wypuściłam powietrze z ust, naprawdę jestem zrezygnowana całą tą sytuacją. Sprzęt kupił dla mnie znajomy, nawet go przygotował i powiedział, co mam niej więcej zrobić. Jednak z moim szczęściem wyjdzie to wszystko zupełnie inaczej, gorzej. Usiadłam na beżowym krześle, nie mam zamiaru siedzieć na czymś granatowym lub ciemniejszym. Już i tak się wyróżniam, teraz jeszcze bardziej. Sięgnęłam po wędkę i odblokowałam telefon. Przeczytałam instrukcję i mruknęłam coś pod nosem. Rany, to jest naprawdę ciężkie, za ciężkie. Nie dość, że się zanudzę to zrobię z siebie totalne pośmiewisko.
Rozejrzałam się po wszystkich stanowiskach, aż nie zauważyłam znajomej twarzy. Czy moje szczęście lubi kpić z mojej osoby? Stones. Poprawiłam czapkę jeszcze bardziej, jak okazało się, że ma numerek obok mnie. Zamknęłam oczy z zażenowania. Nie dość, że narzeka na mnie w pracy, to dodatkowymi żartami będzie ten wypada na rybach. Zakryłam prawą ręką twarz, mając wielką nadzieję, że to pomoże. Jednak cudną ciszę przerwał mój telefon. Mój znajomy też nie zna odpowiedniego momentu. Zażenowania zaczęłam szybciej szukać telefonu, aż upadł koło Dannego. Przed jego twarzą pojawiło się zdjęcie moje i Scher, jak byliśmy na naszym wspólnym wypadzie. W tych głupich sukienkach, które więcej pokazywały niż zakrywały. Czy poziom zażenowania może pójść jeszcze bardziej w górę? No chyba tak. Sięgnęłam ręką po telefon, ale czy mi się uda go dość szybko zabrać?

Danielis Stones
23 y/o
For good luck!
186 cm
pan policjant porządku pilnuje Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

eight


O konkursie wędkarskim dowiedział się przez jakąś stronę internetową. Rzadko tracił czas na przeglądanie social mediów, lecz szukając w internecie ubrań do zamówienia, algorytmy podrzuciły mu konkurs wędkarski nad Ontario. Zastanawiał się nad wzięciem udziału w tej zabawie. Lubił łowić ryby, nauczył go tego ojciec, gdy ich kontakty były jeszcze w miarę normalne i ryzyko słownego starcia ograniczało się do minimum. Nie miał tak dobrych umiejętności, jak ojciec czy starszy brat, ale rzadko liczył na to, że uda mi się cokolwiek złowić. Jeśli wybierał się nad wodę, to głównie po to, żeby po prostu odetchnąć świeżym powietrzem. Danny cenił sobie ciszę i spokój.
Szum wody brzmiał uspokajająco, nawet krzyki krążących nad jeziorem ptaków nie utrudniały mu życia. Będąc gościem w naturalnym środowisku tych zwierząt, zamierzał dostosować się do panujących w tym miejscu warunków. Ptaki mogły krzyczeć, zanurzać się w jeziorze, wyłapywać ryby. Nie zagrażały w ten sposób ekosystemowi, a nawet go wzmacniały. Stanowisko z numerem dwanaście przypadło mu w zabawny sposób. Z początku miał mieć osiemnastkę, lecz jakaś dziewczyna — na oko jego rówieśniczka — musiała w ostatniej chwili zrezygnować z konkursu. Wpadła na niego, gdy szedł w stronę swojego stanowiska. Zatrzymując się, zmierzył ją nieprzeniknionym spojrzeniem, unosząc wymownie brew ku górze. Kobieta, nieco speszona i zawstydzona — był pewien, że nie zarumieniła się ze względu na pogodę — przeprosiła, wyjaśniając pokrótce swój pośpiech. W ramach rekompensaty udostępniła mu swoje miejsce, które znajdywało się praktycznie na początku łowiska. Przyjął tę nagrodę, zadowolony, bo nie musiał daleko odchodzić. Czterdzieści minut później siedział już na miejscu wraz z rozłożonym sprzętem.
Siedział na krześle, trzymając w dłoniach wędkę, gdy niespodziewanie w zasięgu jego wzroku pojawiła się nieznajoma kobieta. Przynajmniej z początku wydawała mu się nieznajoma. Wystarczyło spojrzenie na profil jej twarzy, by dość szybko połączyć kropki. Z początku tylko cicho westchnął. Nie było w tym dźwięku rozczarowania, czy frustracji — zwykły, lecz głębszy oddech brzmiący tak, jakby wymagał więcej wysiłku niż normalny. Danny nie odezwał się do niej słowem. Siedzieli obok siebie, w tej ciszy pozbawionej napięcia. Audrey, musiał przyznać, zaczynała go coraz bardziej bawić. Z uniesionym ku górze kącikiem ust, zerkał na nią kątem oka, starając się nie wybuchnąć śmiechem na jej zmagania z wędką. Jeszcze bardziej bawił go sposób, w jaki próbowała ukryć przed nim swoją obecność. Przecież to nie tak, że siedział obok i zdążył ją rozpoznać. Lekkomyślność Audrey była irytująca i fascynująca zarazem — jemu brakowało tej lekkości, którą cechowała się Audrey.
Spuścił z niej spojrzenie, przenosząc je ponownie na wędkę. Jak na razie żadnego brania. Zignorowałby obecność Audrey, gdyby nie ściągała na siebie uwagi swoim nerwowym zachowaniem. Wiedział, że był poważny i nie do końca potrafił zrozumieć te bardziej niesforne osoby, ale do cholery. Czy musiała robić tyle hałasu, gdy szukała telefonu? W dodatku telefonu, który wypadł jej z ręki i upadł tuż obok jego nóg. Ekran, podświetlając się, odsłonił spory fragment tapety, której N IE S P O D Z I E W A Ł się zobaczyć.
Dziewczyna Erica i Audrey w dziwnych, króliczych sukienkach w hotelu, co jest?
Westchnąwszy cicho, kolejny raz zresztą, sięgnął po telefon i zupełnie niewzruszony podał go Audrey.
— Sesja zdjęciowa do playboya? Zaskakujące — napomknął obojętnym tonem, przeciągając się na krzesełku.
Udało mu się zrelaksować i wyciszyć — nawet przymknął oczy, zakładając ręce za głowę.

1d10

Wtedy coś szarpnęło wędką. Niemal automatycznie podniósł się z krzesła, gotowy na walkę z tym potworem.
— Nie wiem, czy się na tym znasz, ale to na pewno coś dużego — był o tym święcie przekonany, dopóki nie ściągnął tego stworzenia. Jako sezonowy, bo — nie zapalony — wędkarz, cieszył się z każdego połowu. Zwłaszcza dużego. Rozczarowanie po wyciągnięciu malutkiego, żółtego okonka było... Zaskakująco duże. W tym momencie wiedział, że przegrał cały konkurs i odpadł z kretesem.
— Dobra, mniejsza — rzucił z totalnym brakiem ekscytacji i satysfakcji, wypuszczając okonia z powrotem do jeziora.





Audrey
Kasia (dc: hicatie.exe )
Chatgpt to mój trigger.
24 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Studentka medycyny | Pielęgniarka Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
A little bit of magic, a little bit of madness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracji1 osobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Nadal uważam, że bycie tutaj to wielki jeden błąd życiowy. Nie znam się na łowieniu ryb, a nawet nie wiem, co to za ryba. Zawsze kupuję już gotową zrobioną rybę, która jest dobra. Moje umiejętności w gotowaniu nie są na wysokim poziomie, ale się uczę gotować. Ryba chyba jest za ciężka jak na razie, więc nawet jakbym miała zabrać jakąś rybkę stąd, wypuściłabym ją. Nie chcę jej zmarnować, ponieważ nie wiem, jak pozbyć się łusek i wnętrzności ryby. Uniosłam jeszcze raz wędkę i wypuściłam powietrze z ust, mam nadzieję, że dość szybko odpadnę z tego konkursu. Nie chcę więcej wstydu. Uniosłam jedną brew na jego słowa. Króliczki? Playboy? No chyba nie. Zmrużyłam oczy, dość gwałtownie, zabierając własny telefon z jego rąk. Poczułam przyjemne ciepło, jak nasze palce się styknęły, ale postanowiłam to zignorować. Nie dla takiego buraka jak on.
— Żadna sesja, normalne zdjęcie. Nie moja wina, że nie masz czasu na takie patrzeć. Jednak nie musisz tak wpatrywać się w moje prywatne zdjęcie, buraku — Speszona zaczęłam szukać w ustawieniach trybu, aby nie widział mojego ekranu z daleka. Jak tylko się mi to udało, westchnęłam z ulgą. Mam szczerą nadzieję, że on zapomni o tym i nie będzie drążył tego tematu. Wyjazd, jak wyjazd do hotelu. Czasami można przetestować różne outfity, szukając tego odpowiedniego. Chociaż z naszej dwójki to jednak Sher jakoś może wykorzystać ten rodzaj ubrania, a u mnie? Pewnie dość długo będzie leżał w szafie, aż zapomnę o nim całkowicie. Żenujące i straszne jednocześnie.
Uniosłam brew na jego słowa. To takie męskie, patrz obserwuj, bo pewnie nie wiesz. No nie wiem, ale nie muszę od razu obserwować jego walki o rybę. Jednak jestem dobrą osobą, która uczyni ten zaszczyt i zobaczy co on takie złowił. Odłożyłam swoją wędkę na stojaczek, obserwując towarzysza. Pokiwałam głową, widząc, jak walczy o rybę. Zakryłam ręką buzie, widząc co złowił.
— Następnym razem pokażesz mi lepiej swoją męskość, Danny. Teraz czas na żółtodzioba, totalnie nie wiem, co mam zrobić. Jednak fajnie, że jesteś obok. Nawet jeśli mnie już zirytowałeś na temat mojego zdjęcia. Żeby nie było, to był mój pomysł z tym zdjęciem — Niepewnie wyciągnęłam rękę w jego stronę i na pocieszenie ją ścisnęłam. Uśmiechnęłam się i dość szybko zabrałam rękę, czy on się wzdrygnął, jak go dotknęłam, czy mi się tylko zdawało? No i też chciałam odrobinę uratować kuzynkę w jego oczach, niech będzie to moja wina. Trudno.
Zarzuciłam, tak jak on swoją wędkę. Niech się stanie co chce, raczej gorzej nie mogę trafić. Na początku nic się nie działo, było bardzo spokojnie. Dopiero po chwili zauważyłam, że coś zaczęło brać. Zaczęłam kręcić kołowrotkiem, aż udało mi się wyciągnąć coś małego i czarnego. Z daleka wygląda jak ślimak. Zdjęłam i odwróciłam się w stronę Dannego. Poczułam, że to coś mnie ugryzło. Pisnęłam i wstałam ze swojego krzesełka dość gwałtownie. Dlaczego? Dlaczego? Zaczęłam machać ręką, ale nie chciało to odpaść.
— Zdejmij ją, zdejmij! — Pisnęłam przerażona, trafiłam na głupią pijawkę. Dlatego unikam wypadów Nadjezioro i las. Skakałam, mając nadzieję, że ona odpadnie. Jednak tak się nie stało. Piszczałam tak przy nim, płakałam i teraz naprawdę mogę wyjść na wielkie dziecko.
— To twoja wina, zawsze byłam miła i spotykały mnie dobre uczynki. Tylko jak się pojawiłeś w moim życiu, ciągle dzieją się takie rzeczy. Zdejmij ją, na co czekasz! — Popłakałam się przez głupią pijawkę, ponieważ nie wiem, jak ją zdjąć. Nie chcę już tutaj być, chcę wrócić do miasta. Nie chcąc, żeby uciekł, usiadłam na jego kolanach i przystawiłam swoją rękę pod jego twarz. Jeszcze zrobiła się większa, ponieważ zdążyła się napić mojej krwi. — Chyba zaraz zemdleję — Mruknęłam i zaczęło mi być trochę ciemno przed oczami. A mogłam tak nie skakać, coś zjeść dzisiaj oraz wziąć odpowiednią ilość leków. No mogłam, ale jak zwykle zapomniałam.
1d10

Burak <3
23 y/o
For good luck!
186 cm
pan policjant porządku pilnuje Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stones nie należał do osób, które szczególnie łatwo traciły nad sobą panowanie. Praca nauczyła go, że panika rzadko przynosiła jakiekolwiek korzyści, a krzyki nie sprawiały, że problem znikał szybciej. Zazwyczaj wręcz przeciwnie. Właśnie dlatego, kiedy Audrey zaczęła piszczeć, wymachiwać ręką i oskarżać go o wszystkie nieszczęścia, jakie spotkały ją od chwili, gdy pojawił się w jej życiu, jedyne, co zrobił, to spojrzał na nią z wyrazem twarzy człowieka, który powoli zaczynał żałować każdej decyzji prowadzącej go nad jezioro Ontario. Mógł zostać w domu. Mógł zamówić coś do jedzenia, obejrzeć film albo po prostu przespać połowę dnia. Zamiast tego siedział nad wodą, z przegranym konkursem wędkarskim na koncie i kobietą, która właśnie urządzała mu scenę z powodu niewielkiego pasożyta.

Życie bywało zaskakująco kreatywne.

Nie zdążył nawet odpowiedzieć na jej zarzuty, kiedy Audrey, najwyraźniej uznając, że osobista przestrzeń przestała mieć jakiekolwiek znaczenie, usiadła mu na kolanach. Danny zesztywniał. Nieznacznie, ledwie na moment, lecz wystarczająco, by sam zauważył tę nieplanowaną reakcję. Opuścił wzrok na kobietę, która z całym swoim przerażeniem wyciągała mu przed twarz rękę, jakby oczekiwała, że za pomocą jednego spojrzenia rozwiąże problem. — Po pierwsze, zejdź z tonu. Po drugie, zejdź mi z kolan, zanim uznam, że to kolejna próba wyłudzenia pomocy medycznej — rzucił, chociaż w jego głosie trudno było doszukać się prawdziwej złości. Nie próbował jej z siebie zrzucać. Zamiast tego jedną dłonią przytrzymał ją ostrożnie w talii, żeby nie straciła równowagi podczas kolejnego ataku paniki, drugą zaś ujął jej nadgarstek. Wolał nie myśleć o tym, jak absurdalnie wyglądała cała sytuacja z perspektywy pozostałych uczestników konkursu. Policjant siedzący nad jeziorem, pokonany przez własny połów, z pielęgniarką na kolanach i pijawką, która najwyraźniej postanowiła skorzystać z darmowego cateringu.
Przynajmniej ktoś tego dnia miał udane łowy.

— Przestań machać ręką. W ten sposób tylko utrudniasz mi robotę — dodał spokojnie, przyglądając się stworzeniu przyczepionemu do jej skóry. Nie był lekarzem, ale nie oznaczało to, że zamierzał bezczynnie obserwować, jak Audrey doprowadza się do omdlenia z powodu pijawki. Znał podstawowe zasady udzielania pierwszej pomocy, a przede wszystkim potrafił zachować względny spokój w sytuacjach, w których inni najchętniej uciekaliby w przeciwnym kierunku. Sięgnął po niewielki przedmiot, który mógł posłużyć mu do ostrożnego podważenia przyssawki pasożyta, starając się nie szarpać go na siłę.
— Wiesz, że pracujesz w szpitalu, prawda? — zapytał, zerkając na nią kątem oka. — Czy to oznacza, że wszystkie procedury medyczne przestają obowiązywać, kiedy coś dotknie ciebie? — kącik jego ust drgnął nieznacznie. Nie zamierzał się śmiać. Przynajmniej nie w tej chwili.
Audrey wyglądała na dostatecznie przerażoną, a on nie miał szczególnej ochoty tłumaczyć się później z tego, że zamiast udzielić jej pomocy, postanowił urządzić sobie z jej nieszczęścia przedstawienie. Skupił się na pijawce, ostrożnie podważając jej przednią przyssawkę i próbując odczepić ją od skóry. Nie wykonywał gwałtownych ruchów. Kiedy pasożyt w końcu puścił, Danny odsunął go od Audrey, odkładając na bok, a następnie przyjrzał się miejscu ukąszenia. Sięgnął po czysty materiał, żeby delikatnie ucisnąć rankę. — Przeżyjesz — podsumował, tonem lekarza specjalizującego się w pijawkorurgii.

Wtedy dotarło do niego, że Audrey wciąż siedziała na jego kolanach i — najwidoczniej — nie zamierzała z nich schodzić. Nie była ciężka. Nie nazwałby jej także piórkiem, lecz nie ważyła na tyle dużo, by jego kolana odczuły przeciążenie. Bardziej niż odczepiania pijawki, przytłaczał go fakt, że na nim siedziała. Odczuwał dyskomfort. Nie lubił dotyku, ani przesadnej bliskości. Dłoń, którą wcześniej ją podpierał, zabrał z jej talii, gdy tylko dostrzegł stabilność sylwetki. Płytki oddech bruneta, założenie dłoni za plecy i cofnięcie zarówno głowy jak i sylwetki, jasno sugerowały, że ta przesadna bliskość była dla niego problematyczna. Uniósł wzrok na jej twarz. Przez krótką chwilę nie powiedział niczego, jakby rozważał, czy powinien zwrócić jej uwagę na ten drobny szczegół, czy może pozwolić jej samej zorientować się w sytuacji. Ostatecznie westchnął cicho. To chyba stawało się jego odruchem w jej towarzystwie.

— LeBlanc, nie chcę cię martwić, ale pijawka już się odczepiła. Nie musisz składać mi wizyty na kolanach w ramach podziękowania… — napomknął ostrzegawczo, zatrzymując spojrzenie ciemnych oczu na przedramieniu Audrey. Chciał sprawdzić, czy krwawienie nie było zbyt obfite. Zachowanie Audrey nieco się zmieniło, co spowodowało zainteresowanie Danny’ego. Uniósł na nią pytające spojrzenie, przekrzywiając nieco głowę w bok. Słysząc jej słowa i przyglądając się pobladłej twarzy, rozpoznał pierwsze objawy nadchodzącego ataku paniki.

Nosz.
Kurwa.
Jego.
Mać.
Zaraz mi tu zemdleje, do chuja.


Przeszło mu przez myśl. Najwidoczniej stan dziewczyny był poważniejszy, niż z początku zakładał. Pijawki nie był najprzyjemniejszymi stworzeniami, ale przecież w medycynie używano ich do zaleczania stanów zapalnych, prawda? Chwilę temu był skłonny do zrzucenia ją z kolan, ale teraz, gdy jej stan widocznie się pogarszał, dotarło do niego, że musiał jej przede wszystkim pilnować, żeby nie zrobiła sobie krzywdy. Przełamując się, ponownie podtrzymał jej plecy dłonią, czując się jak najgorszy idiota.
— Nie odlatuj tylko, dobra? Po prostu na mnie spójrz. Piłaś wodę? Jadłaś coś? — dopytywał, przechylając głowę w taki sposób, by swobodnie podłapać jej spojrzenie.


Króliczek Playboya
Kasia (dc: hicatie.exe )
Chatgpt to mój trigger.
24 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Studentka medycyny | Pielęgniarka Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
A little bit of magic, a little bit of madness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracji1 osobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

— Nie lubię jak ktoś się mną opiekuje. Lekarze patrzą się na mnie z góry, ponieważ mam znaną mamę. Nie czuję się dobrze, kiedy ktoś musi mi pomóc. Wolę zająć się innymi, nawet jak przekraczam granice — Wydusiłam z siebie, ale było słychać prawdę w moim głosie. Nie lubię być powiązana z nazwiskiem matki lub siostry, jestem zupełnie inna niż one. Można nawet powiedzieć, że poszłam na całą głupią medycynę z ich powodu, a tam całkowicie nie pasuje.[/akapit]
Zmarszczyłam czoło słuchając jego słów. Było to takie trudne, zwłaszcza jak co chwila chciałam zamknąć oczy i pójść spać. Jego pytania też są o dziwo bardzo męczące, jak cały on w tej sytuacji. Wypuściłam powietrze z ust, stając się patrzeć na jego twarz. Nie pierwszy raz mam ochotę odlecieć, ale dzisiaj szczególnie mocno moje ciało chciało odpocząć. Niezależnie od tego, jak bardzo jestem w przypałowej sytuacji z Dannym. Zacisnęłam mocniej palce, próbując jednak nie odlecieć i nie zrobić jeszcze większego problemu oraz popisu przed innymi.
— Nie jadłam i nie piłam, mój cukier mocno spadł — wydusiłam z siebie, chociaż według mnie bardziej, przypomina to dukanie lub marudzenie pod nosem. Naprawdę nie chciałam tego wszystkiego, ale brak zjedzenia czegoś, mało picia oraz zapomniana dawka leku, może to u mnie powodować takie stany. Nie jestem z tego zadowolona, jestem wręcz zażenowana. Nie tak powinnam pokazywać, że świetnie sobie radzę mimo dodatkowych godzin w pracy. Z drugiej strony? Być może to i lepiej, że on jest teraz przy mnie. Nawet jeśli widzę, że dla niego to dość niezręczna sytuacja. Jeszcze ta dziwna reakcja na dotyk. Przecież moje ciało nie jest gorące, jest w miarę w dobrej temperaturze. Jedynie blade, trochę sine pod oczami i nic w sumie więcej.
— Masz strasznie brązowe oczy, prawie jak czekolada — Rzuciłam tylko. Sięgnęłam ręką, ale było to dość trudne po małą torebkę. W niej mam zapasową saszetkę z cukrem, który pomoże mojemu organizmowi. Nie lubię go pić, ponieważ jest cholernie słodki, ale szybciej zadziała niż ukłucie w brzuch. Zmarszczyłam czoło, jak jeszcze więcej rzeczy się rozsypało na ziemi. Takie poruszanie się, siedząc na jego kolanach, też nie jest pewnie dla niego przyjemne. Oddychałam strasznie szybko, można powiedzieć nawet za bardzo. Dałam radę sięgnąć, nawet złapać. Jednak już nie miałam siły nawet wstawać. Wydusiłam coś z siebie, ale nawet nie jestem do końca pewna, co dokładniej powiedziałam.
— Możesz mnie podnieść? Proszę? — Poprosiłam cicho. Jeśli będę tak dalej odkładać wypicie cukru, będzie jeszcze gorzej, aż w końcu naprawdę zemdleję. Jak tylko ponownie miałam pozycję pionową, oparłam głowę o jego ramię. Odnajdując jeszcze trochę siły w sobie, ponownie usiadłam tak, aby patrzeć się na jego twarz. Nieporęcznie otworzyłam opakowanie i wypiłam zawartość. — Za dziesięć minut będzie dobrze, a raczej powinno — Zamknęłam oczy, próbując złapać odpowiednią ilość powietrza do ust. Trochę zaczynało mi być lepiej, jednak i tak do końca dnia będę musiała tego wszystkiego mocniej pilnować. Nie lubię takich przypadków. I musiało trafić akurat na niego. Nie chcę, aby zaraz o tym wszystkim powiedział Ericowi, a potem dowie się Sher. Ona już i tak bardzo dużo ma na głowie. Nie musi wiedzieć o tym, co tutaj się wydarzyło.
— Nie mów o tym Ericowi. Dziękuję za pomoc, Danny — Nieporadnie skierowałam się w stronę swojego krzesełka. Podniosłam wszystko, co wywaliłam na ziemię. Jeśli ponownie zaraz trafię na cholerne pijawki. Nie chcę już więcej brać udziało w takich zawodach. Robaki same w sobie są ohydne, a co dopiero ta przeklęta pijawka, która tak chętnie piła moją krew. Popatrzyłam się przez dłuższy czas na wędkę, aż w końcu postanowiłam ponownie coś złapać.
Wcześniej miałam pijawkę, a teraz list w butelce? Naprawdę nie mogę złapać jakieś ryby? Przecież ta butelka może być wrzucona tam dla zabawy. Niechętnie sięgnęłam po nią i obejrzałam z każdej strony. Wydaje się być dobrze zamknięta. Może to jakiś list miłosny? List pożegnalny, a może ktoś tak prosi o pomoc. Nie mając siły w rękach podałam ją dla Dannego. Nie mam jak jej rozbić, więc pozostaje mi jedynie on. — Chcesz rozwiązać tajemnicę, policjancie? — Zaproponowałam.

1d10

Buraczek <3
23 y/o
For good luck!
186 cm
pan policjant porządku pilnuje Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Danielis nie należał do osób, które szczególnie dobrze radziły sobie z cudzymi wyznaniami. Nie dlatego, że nie potrafił słuchać, po prostu nigdy nie wiedział, co właściwie powinien odpowiedzieć, kiedy ktoś decydował się odsłonić przed nim nieco bardziej prywatną stronę swojego życia. Zdecydowanie łatwiej przychodziło mu rozwiązywanie problemów, które miały konkretne rozwiązania. Audrey była jednak nieco bardziej skomplikowanym przypadkiem.
Wysłuchał jej słów w milczeniu, nie próbując na siłę przekonywać jej, że nie miała racji. Rozumiał, że nie chodziło wyłącznie o samą pomoc, lecz również o to, co się z nią wiązało. Nazwisko, oczekiwania i ludzie traktujący ją przez pryzmat jej rodziny. Nie zamierzał udawać, że doskonale wiedział, jak to jest.
— Nie wyglądasz na kogoś, kto przyjmuje chętne polecenia — zauważył w końcu, unosząc nieznacznie kącik ust. — Chociaż muszę przyznać, że wydawanie ich innym wychodzi ci całkiem nieźle — zauważył. Kiedy usłyszał komentarz dotyczący swoich oczu, na moment uniósł brwi. Spojrzenie ciemnych tęczówek zatrzymało się na twarzy Audrey, a przez jego głowę przemknęła myśl, że kobieta najwyraźniej zaczyna mówić rzeczy, których w normalnych okolicznościach raczej by nie powiedziała.
— Czekolada? Mam nadzieję, że przynajmniej gorzka. Nie przepadam za przesadnie słodkimi rzeczami —] odparł, próbując obrócić jej komplement w kolejny niewinny żart. Nie zdążył jednak powiedzieć nic więcej, kiedy Audrey zwróciła się do niego z prośbą o pomoc. Danny przez krótką chwilę przyglądał się jej uważnie, po czym bez zbędnych komentarzy pomógł jej zmienić pozycję. Kiedy oparła głowę na jego ramieniu, zesztywniał na ułamek sekundy, ale tym razem nie odsunął się gwałtownie.
— Dziesięć minut, tak? — upewnił się. — To ja może włączę stoper, żeby to nie trwało ani o minutę dłużej... — mówiąc to, miał na myśli całokształt sytuacji. Zwłaszcza to, że oparła głowę o jego ramię. Pozwolił jej na to, bo nie chciał robić zbędnego przedstawienia. Postanowił zagryźć zęby i przemilczeć sytuację na tyle, na ile pozwalała mu niewyparzona gęba. Słysząc prośbę, uniósł w delikatnym uśmiechu kąciki ust, zerkając na nią, jak tylko mógł. Minimalnie obrócił głowę i zerknął na czubek jej głowy okraszonej jasnymi włosami.
— Na szczęście nie zdaję mu raportów o każdej napotkanej po drodze pijawce, więc nie musisz się martwić — nietrudno się domyślić, czego się obawiała. Eric był jego bratem, a zarazem chłopakiem kuzynki Audrey. Ufał bratu, lecz miał świadomość faktu, że Eric rozmawiał ze swoją dziewczyną na różne tematy, więc Danny nie mógł jasno stwierdzić, czy sekrety Audrey faktycznie zostałyby tylko między nimi. Nie zamierzał jej poganiać. Skoro twierdziła, że za chwilę poczuje się lepiej, mógł przynajmniej przez ten czas mieć ją na oku. Nie dlatego, że nagle poczuł się odpowiedzialny za wszystkie jej życiowe decyzje. Po prostu nie miał ochoty tłumaczyć komukolwiek, dlaczego pozwolił pielęgniarce zemdleć na środku łowiska.

Kiedy Audrey ponownie zajęła się wędką, Danny wrócił spojrzeniem do jeziora. Nie zdążył jednak na dobre skupić się na własnym stanowisku, kiedy dziewczyna wyłowiła coś, co zdecydowanie nie przypominało ryby. Butelka. Przez kilka sekund przyglądał się znalezisku, później przeniósł wzrok na Audrey, jakby próbował zrozumieć, czy to kolejny żart, czy może rzeczywiście miała zamiar zaskoczyć go czymś nowym.
— Czy ty w ogóle wiesz, jak wygląda ryba... — skomentował, wyciągając rękę po butelkę. — Najpierw pijawka, teraz wiadomość w butelce. Jeszcze trochę i wyłowisz z tego jeziora piracką mapę — obrócił przedmiot w dłoniach, przyglądając mu się z każdej strony. Papier znajdujący się w środku sugerował, że nie był to zwyczajny śmieć, który przypadkowo trafił do wody.
— Policjancie, tak? — powtórzył, zerkając na Audrey. — Widzę, że szybko awansowałem z osoby odpowiedzialnej za usuwanie pijawek do specjalisty od rozwiązywania zagadek — ostrożnie poluzował zamknięcie, starając się nie uszkodzić zawartości. Po chwili udało mu się wydobyć niewielką kartkę, którą rozłożył i przesunął wzrokiem po zapisanych słowach. Unosząc brew ku górze, zastanowił się przez chwilę, czy aby NA PEWNO dobrze widział. Wiersz? Treść z początku wydawała mu się szantą? Nie, to był ewidentnie odręcznie napisany wiersz.
Gdy księżyc odbije się w tafli wód,
A nocny wiatr wskaże północny szlak,
Nie pytaj, dokąd prowadzi cię nurt,
Bo nie każdy powrót jest wart swoich lat.

Trzy kroki na zachód, gdzie stary brzeg śpi,
Pod cieniem drzew, gdzie milczy już czas,
Tam znajdziesz odpowiedź, nim nadejdą dni,
Lecz strzeż się, co woda zabrała raz.
— To jakiś skarb zatopiony? Ciekawe skąd ten list pochodzi... — zastanowił się na głos, zmuszając ostatnie szare komórki mózgowe do rozpoczęcia pracy. Przyglądając się listowi, starał się mniej więcej określić, jak długo ta karta dryfowała w butelce. Zdecydowanie była stara, przetrawiona przez czas... Ale wciąż nie rozpadała się w rękach.

Królewna
Kasia (dc: hicatie.exe )
Chatgpt to mój trigger.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”