23 y/o
I am made of memories
183 cm
celebryta ★ streamer ★ artysta audiowizualny ★ kretyn
Awatar użytkownika
We only go out at night. Get drunk on shadows, just to feel alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Martha kręciła się nieopodal, jakby naprawdę miała teraz bardzo ważne rzeczy do zrobienia właśnie w tej części posiadłości. Mogła to być prawa, bo matka zawsze dawała jej jakieś ekstra gówna do zrobienia, twierdząc, że to niezwykle istotne i pewnie naprawdę tak myślała, bo akurat wobec Marthy nie podejrzewał jej o złośliwość. Kobieta pracowała już tutaj tyle lat, że przynajmniej Bowie traktował ją prawie jak członka rodziny. Prawie, bo chyba po prostu lepiej. Ani z ojcem, ani matką, nie miał jakiejś specjalnie silnej więzi. Ojciec chyba by zawiedziony, że Bowie nie jest specjalnie ambitny i nie idzie w jego ślady. Matka była tak zajęta swoją sektą, modelingiem i karierą kiepskiej malarki i tylko czasami przypominała sobie, że ma syna i zaledwie w tych chwilach budził się w niej instynkt macierzyński. Może gdyby nie brak czasu i dzienna porcja prochów, to byłaby całkiem fajną matką, tak jak kiedyś, zanim skończył dziesięć lat. Potem miejsce obojga rodziców zajęła Martha i dalej się starała, chociaż wcale jej tego nie ułatwiał.
Przesunął spojrzeniem po sylwetce, a potem twarzy Eleny, słysząc jak teatralnie wyraża swoje niedowierzanie. Nie był jednak pewien czy naprawdę poczuła się zaskoczona, chociaż może? On sam sobie nie dowierzał, to co dopiero inni. Nie potrafiłby zliczyć ile razy wkurwiał się na siebie samego przez ostatni rok, kiedy po cichu liczył na jakąkolwiek wiadomość od tego frajera, ale nieważne co robił, ten i tak miał go gdzieś. Może czas się z tym po prostu pogodzić i zostawić Jaydena w spokoju, zamiast wodzić go za nos z samolubnych pobudek.
Przekręcił oczami i chciał coś odpowiedzieć, ale wtedy poczuł napór stopy dziewczyny i zsunął się z brzegu basenu, zanurzając w wodzie. Tym razem utrzymał się jednak na powierzchni, a potem podparł dłońmi o brzeg i podciągnął, siadając z nogami spuszczonymi do wody. Zerknął na dziewczynę niezbyt przychylnie, ale tylko dlatego, że miała rację. To było w jego stylu i sam nie wiedział co o tym sądzić, ani o tym, że Elena tak dobrze już go znała. Może ktoś musiał? Była jedną z niewielu osób, które tak długo z nim wytrzymały.
Mhm 一 mruknął, potwierdzając, że osoba, o której mówili była znanym celebrytą, chociaż nie miał zamiaru zdradzić z jakiej konkretnie branży. 一 Od roku i tak nie mieliśmy kontaktu. Poza tym nie zawrócił mi w głowie, po prostu seks był całkiem niezły i tyle 一 dodał arogancko, co było paskudnym kłamstwem. Przynajmniej jeżeli chodziło o zawracanie w głowie, bo seks faktycznie był super. Bowie nie chciał się jednak przyznać nawet przed samym sobą, że mógłby chcieć więcej, chociaż jego zachowanie temu przeczyło. Przygryzł lekko wargę, zastanawiając się czy naprawdę mógłby być szczęśliwy, gdyby Tristan się do niego odezwał i znowu chciał spotykać. A może wręcz przeciwnie? To trochę jak wchodzenie drugi raz do tej samej rzeki i to jeszcze tej, do której w ogóle nigdy nie powinno się wchodzić. Ani razu. Mieliby przejebane nie tylko w opinii publicznej, ale i u swoich własnych rodziców, którzy się nawzajem nienawidzili od wielu lat. Nie spodobało mu się to, co próbowała zaszczepić w nim Elena. Ta myśl była gryząca jak dym papierosowy. I chyba uwierało go to aż tak bardzo, bo jego część naprawdę zdawała się tego bardzo chcieć, a jeżeli nie mógł mieć czegoś, czego pragnął, to robił się drażliwy.
Parsknął cicho i pokręcił głową, a potem złapał dziewczynę za kostkę i przyciągnął do siebie pewnym, silnym ruchem, w tym samym momencie przekręcając się, zbliżając do niej i przyglądając się jej badawczo.
Ale dość o nim i każdym innym. Teraz chętnie bym poszukał szczęścia między twoimi nogami 一 mruknął, unosząc lekko kącik ust, chociaż nie uśmiechnął się jakoś specjalnie wesoło, za to oparł dłoń przy jej talii, zerkając na pulsującą lekko żyłę na jej szyi. Zapach perfum był z takiej odległości dużo bardziej intensywny i musiał przyznać, że całkiem mu się podobał.

Elena Santorini
Myre
nie lubię postów wygenerowanych przez ai, braku interpunkcji i inicjatywy
27 y/o
DEATH IN BLOOM
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
i'm not good at love, i'm so much better at taking my clothes off
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Patrzenie na to szamotanie się chłopaka było całkiem u r o c z e, na swój pokręcony sposób, do którego za żadną cenę nie mogła się przyznać głośno. Przywykła do tego, że Vance emanował pewnością siebie - z rodzaju tych, których źródło leżało we wszelako rozumianej obojętności do świata i zamieszkujących go ludzi. Bowie nie był osobą, która się szczególnie przejmowała powierzchownymi rzeczami, które jej samej spędzałyby sen z powiek - nie dbał o opinię, ani własnej rodziny, ani osób, z którymi pojawiał się w klubach. Nie patrzył na nikogo podejmując własne decyzje i przynajmniej na pozór, nie wahał się, podejmując te beznadziejne z czysto autodestrukcyjnych pobudek.
Tymczasem teraz widziała w nim to wahanie, widziała konflikt schowany głęboko w spojrzeniu podkrążonych osób.
- Nie rozmawiałeś z nim rok i dalej o nim myślisz? To chyba definicja zawrócenia komuś w głowie, Bowie - odpowiedziała zaczepnie, jej usta bezwiednie wygięły się w szerokim uśmiechu, w którym chowała się odrobina okrucieństwa, choć wyłącznie takiego, które wynikało z dobrych intencji. Przecież życzyła mu dobrze. - Seks można dostać wszędzie z ładną twarzą i niezłym ciałem. Dosłownie leży na ulicach.
Nie wątpiła, że nieco próżny Bowie Vance odbierze te słowa jako komplement w swoim kierunku - ale prawda była taka, że przede wszystkim mówiła o sobie, ponieważ jej mniemanie o sobie było równie wysokie. A on był jedną z niewielu osób, przy których nie musiała tego ukrywać.
Przy nim mogła być sobą - na dobre i na złe. Nauczona do odgrywania konkretnych ról nie tylko na scenach, ale też w życiu osobistym, rzadko kiedy pozwalała komukolwiek dostrzec swoją złą stronę. Tą złośliwą, egocentryczną, patrzącą na ludzi przez pryzmat ich wyglądu i portfela. Santorini oceniała ludzi bardzo szybko, ale tylko przy osobach takich jak Bowie pokazywała, że faktycznie tej oceny dokonała. Jednocześnie, tak jak i on, nie dbała o wiele rzeczy, o które powinna osoba w jej położeniu - choć z zupełnie innych powodów. Nie przejmowała się znalezieniem sobie partnera, założeniem rodziny, stabilnością finansową czy tym, co będzie robić w życiu za dwadzieścia lat, gdy jej ciało przestanie być wystarczające do baletu.
Jej umysł nie wybiegał tak daleko, bo podejrzewała, że kupiony przez nią czas miał skończyć się znacznie szybciej.
W zamyśleniu, w które wpadła, nawet nie dostrzegła zmiany intencji i dłoni sięgającej w stronę jej kostki. Pisnęła, w ten paskudny, d z i e w c z ę c y sposób, który godził w jej dumę, gdy jej pośladki przesunęły się po mokrych płytkach basenu. Pokręciła głową z niedowierzaniem na widok jego intensywnego spojrzenia, choć coś w jej brzuchu podskoczyło w ten charakterystyczny, niezwiązany z kontekstem sposób w reakcji na ten widok.
- Jesteś bardzo przystojny gdy uciekasz od swoich problemów, Bowie - westchnęła, ostentacyjnie pochylając się w jego stronę, przysuwając bliżej. Jej dłonie wsunęły się w mokre kosmyki włosów, wiecznie potarganych, żyjących swoim życiem. - Ale chociaż lecę na bogatych, brakuje ci ze dwudziestu lat, żebym poleciała na ciebie.
W jej rodzinie szacunek zdobywano z wiekiem i nieważne jak wielki prestiż mógłby mieć syn bogatego muzyka, wchodzenie w relację z kimś młodszym od siebie wydawało jej się poniżej jej godności - na ten sam, popieprzony sposób, jak wszystkie inne lekcje, które wyniosła ze swojej włoskiej posiadłości.
- Musiałabym być bardzo pijana - dodała zaczepnie, sięgając ku niemu ręką by wbić oskarżycielski palec w jego pierś. - Albo być w co najmniej tak gównianej sytuacji, jak twoja.

Bowie Vance
23 y/o
I am made of memories
183 cm
celebryta ★ streamer ★ artysta audiowizualny ★ kretyn
Awatar użytkownika
We only go out at night. Get drunk on shadows, just to feel alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie podobało mu się to. Ani trochę. Całym sobą czuł sprzeciw, ale Elena w jakiś pokręcony sposób stała się z jedną z bardzo niewielu osób, której nie mógłby już oszukiwać, a co więcej, taką, przy której nie mógłby dalej oszukiwać nawet siebie samego. Potrafiła go przejrzeć. Może dlatego, że byli podobni? A może dlatego, że zadawał się z samymi debilami i Elena po prostu wybijała się intelektem wysoko ponad nich i miała jakiś fetysz trzymania blisko ludzi, którzy szkodzili najbardziej sami sobie, jak Bowie.
Zamiast znaleźć sobie nową dupę, to uwiesił się typa, który mia na niego wyjebane przez cały, okrągły rok. Jak to o nim świadczy? Czemu chciał mieć akurat to, czego nie mógł? Jakby sam sobie chciał dopierdolić. Skrzywił się delikatnie na tę myśl, ale potem westchnął i krótko odchrząknął, przesuwając spojrzeniem po twarzy dziewczyny. Ładnie wyglądała w promieniach słońca, kiedy te akurat zdecydowały się wyjść zza chmur. Robiło się chłodno, z resztą o tej porze roku to nic dziwnego. Może powinni już wejść do środka i się wysuszyć, zanim złapie ich jakieś paskudne przeziębienie. Martha chyba miała podobne zdania, wyglądając na nich od czasu do czasu z okna albo zza krzewów w ogrodzie. A może chciała podsłuchać? Wiedział, że się martwi. Może z nią też powinien pogadać. To była druga osoba, którą autentycznie obchodził. Jego starzy, jak zwykle bardzo zajęci swoim wspaniałym życiem gwiazd, nawet pewnie nie zauważyli, że z nim mogło dziać się coś złego. A może myśleli, że to standard? W końcu ciągle coś z nim było nie tak, a oni woleli udawać, że problem nie istnieje, zamiast tracić czas na rozwiązywanie go. Teraz z resztą i tak było już za późno, bo Bowie prędzej kazałby im spierdalać, jakby chcieli wejść z butami do jego życia, a nie pozwolić na udawanie szczęśliwej, troskliwej rodziny. I tak natłukli mu już do głowy zdecydowanie zbyt dużo bzdur.
Nie wiem. Może 一 mruknął, bo naprawdę sam już nie był pewien jak to nazwać. Nie był pewien czy naprawdę coś było na rzeczy, czy po prostu chciał robić z siebie ofiarę, bo to jedyna osoba, która kopnęła go w dupę i nie potrafił się z tym pogodzić. 一 To bardziej skomplikowane, niż się wydaje 一 dodał po chwili, bo to akurat była prawda. Między jego rodziną, a rodziną Tristana powstał konflikt jeszcze zanim się urodzili i eskalował on do tego stopnia, że wszystko, co działo się u Vance’ow i Blackwellów postrzegane było jako rywalizacja, włącznie z ciążami ich matek, ich narodzinami i tym co robili, kiedy dorastali, jak wyglądali, jakie sukcesy i porażki osiągali i zawsze jedni byli na językach drugich i to nie w dobry sposób, tylko w ten najgorszy. Bowie nasłuchał się o Tristanie i jego rodzinie wszystkiego co najgorsze, zanim go w ogóle poznał i tak samo było odwrotnie. Nie miał pojęcia jakim cudem doszło do ich romansu, który ukrywali z wielu powodów, i dlaczego akurat o nim nie potrafił zapomnieć. Pomijając, że widział jego twarz wszędzie w sieci przez tą głupią, agresywną promocję serialu.
Trochę spoważniał, na wzmiankę o seksie i przez chwilę wyglądał, jakby trochę się zamyślił.
Wiem, od dziesięciu lat wszystko kręci się tylko wokół niego 一 mruknął powoli, kto jak kto, ale on od bardzo dawna doskonale wiedział jak łatwo można zdobyć czyjąś uwagę i co można zyskać (albo stracić), kiedy żyje się w świecie, rządzonym przez seks i władzę. Pieniądze zawsze były tylko dodatkiem. 一 On… mi pasował 一 dodał trochę ciszej, dochodząc do wniosku, że nie chce tej myśli rozwijać, dlatego zmienił temat, z resztą na bardzo typowy dla niego. Czasami nie potrafił się powstrzymać, żeby nie sprowadzać wszystkiego do jednego, bo tak było po prostu prościej. Złagodniał jednak na jej reakcję i nawet krótko się zaśmiał, mrużąc lekko oczy pod wpływem dotyku.
Uważaj na nich 一 zaczął, mając na myśli bogatych mężczyzn w średnim wieku. Przekręcił się na bok, a potem opadł na plecy i odetchnął. 一 Tacy są najgorsi. Myślą, że wszystko im wolno… a najgorsze jest to, że mają rację 一 dodał, przekręcając głowę w jej stronę. Sięgnął po dziewczęcą dłoń i przyciągnął ją do swoich ust, żeby delikatnie pocałować jej wierzch. Potem zakrył nią własne oczy, jakby chciał się schować. 一 Chodźmy do środka. Muszę cię upić 一 dodał żartobliwie, chociaż kto wie czy nie mówił serio. W końcu od kilku dni chciał tylko chlać i zapomnieć czemu.
Martha, kiedy już weszli do rezydencji, podała im ręczniki i zaproponowała suche ubrania, a Bowie skinął po prostu głową. Zaprowadził Elenę do jednego z salonów, nie tego największego i najbardziej eleganckiego, a do bardziej kameralnego, z barkiem, największym telewizorem, stołem bilardowym i wygodną, dużą kanapą z podnóżkami. Pomysł jego ojca, który powiedział matce, że jak do niej wpadnie to chce mieć swój pokój do relaksu.

Elena Santorini
Myre
nie lubię postów wygenerowanych przez ai, braku interpunkcji i inicjatywy
27 y/o
DEATH IN BLOOM
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
i'm not good at love, i'm so much better at taking my clothes off
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Santorini o konfliktach rodzinnych wiedziała bardzo wiele.
Więzy krwi były w jej otoczeniu wszystkim, jedyną istotną rzeczą, do której potrafiły sprowadzać się kłótnie i konwersacje. Wiedziała dobrze, które rodziny były dobre a które złe, z kim powinna rozmawiać na ulicy a komu posyłać pełen pogardy wyraz. Fundamentalnie, te wszystkie nauki z nią zostały, choć przekuły się w coś innego - w kontrolowanie renomy osoby, z którą pokazywała się publicznie i określanie jej w a r t o ś c i, w ten skrzywiony, snobistyczny sposób, którego nauczyła ją matka.
Być może gdyby któreś z nich było względem siebie szczere, nawiązałaby się między nimi w tej kwestii nić porozumienia.
Ale Bowie nie mówił zbyt wiele o swoim życiu osobistym - nie o rzeczach, które uważał za nieistotne, jak rodzina, ani o tych, które były trudne, jak jego nowa obsesja ulokowana w obcym mężczyźnie.
Elena zaś nie mówiła o sobie wcale.
Lawirowała na morzu powierzchowności, odpowiadając na pytania dotyczące jej codzienności, poranków i wieczorów. Chwaliła się swoimi występami i pokazywała plakaty ze swoją podobizną, sporadycznie wyświetlała na telefonie klipy dla tych, którzy nigdy nie postawiliby stopy w teatrze. Ale nigdy nie mówiła o swojej przeszłości, nigdy nie cofała się w rozmowach do Mediolanu.
Jej idealna aparycja włoskiej primabaleriny była zakrzywiona tylko w chwilach takich jak ta - w których blizna na jej talii przypominała o tym, że pod tą powierzchownością chowało się coś jeszcze.
Uśmiechnęła się lekko, czując jego usta na wierzchu swej dłoni, z pomocą której później utworzył własną klapkę na oczy. Vance bywał uroczy, w tych rzadkich chwilach, w których grunt sypał się pod jego stopami i w masce na jego twarzy pojawiały się pęknięcia, zdradzające schowaną w środku wrażliwość, do której zwykle nie miała dostępu.
- Czyżbyś miał doświadczenie ze starszymi, bogatymi mężczyznami, Bowie? - odparła zaczepnie, wychodząc za nim z basenu i natychmiast sięgając do ręcznika odłożonego na leżak. Niebo powoli nabierało głębszej barwy gdy słońce chyliło się ku zachodowi. - W takim razie muszę zmienić swój trop. Może producent filmowy?
Zgarniając swoją torbę i rzeczy z leżaka, ruszyła za mężczyzną do wnętrza posiadłości, w której uwielbiała przebywać - głównie dlatego, że przypominała jej, pod pewnymi względami, dom. Swoim ogromem, Marthą będącą zawsze pod ręką, udogodnieniami charakterystycznymi wyłącznie dla posiadłości bogatych ludzi.
- Mogę zostać na jednego drinka - westchnęła, udając, że wcale nie czuje się zachęcona do wejścia do domu, do którego przecież skrzętnie ruszyła gdy tylko wskazał jej kierunek. - Pod warunkiem, że przestaniesz wreszcie pierdolić, tesero.
Odgarnęła włosy w tył, częściowo mokre od chlorowanej wody, częściowo wciąż suche u nasady i spojrzała na niego przez ramię, wkraczając do środka.
- Zakochałeś się?

Bowie Vance
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”