Nie podobało mu się to. Ani trochę. Całym sobą czuł sprzeciw, ale Elena w jakiś pokręcony sposób stała się z jedną z bardzo niewielu osób, której nie mógłby już oszukiwać, a co więcej, taką, przy której nie mógłby dalej oszukiwać nawet siebie samego. Potrafiła go przejrzeć. Może dlatego, że byli podobni? A może dlatego, że zadawał się z samymi debilami i Elena po prostu wybijała się intelektem wysoko ponad nich i miała jakiś fetysz trzymania blisko ludzi, którzy szkodzili najbardziej sami sobie, jak Bowie.
Zamiast znaleźć sobie nową dupę, to uwiesił się typa, który mia na niego wyjebane przez cały, okrągły rok. Jak to o nim świadczy? Czemu chciał mieć akurat to, czego nie mógł? Jakby sam sobie chciał dopierdolić. Skrzywił się delikatnie na tę myśl, ale potem westchnął i krótko odchrząknął, przesuwając spojrzeniem po twarzy dziewczyny. Ładnie wyglądała w promieniach słońca, kiedy te akurat zdecydowały się wyjść zza chmur. Robiło się chłodno, z resztą o tej porze roku to nic dziwnego. Może powinni już wejść do środka i się wysuszyć, zanim złapie ich jakieś paskudne przeziębienie. Martha chyba miała podobne zdania, wyglądając na nich od czasu do czasu z okna albo zza krzewów w ogrodzie. A może chciała podsłuchać? Wiedział, że się martwi. Może z nią też powinien pogadać. To była druga osoba, którą autentycznie obchodził. Jego starzy, jak zwykle bardzo zajęci swoim wspaniałym życiem gwiazd, nawet pewnie nie zauważyli, że z nim mogło dziać się coś złego. A może myśleli, że to standard? W końcu ciągle coś z nim było nie tak, a oni woleli udawać, że problem nie istnieje, zamiast
tracić czas na rozwiązywanie go. Teraz z resztą i tak było już za późno, bo Bowie prędzej kazałby im spierdalać, jakby chcieli wejść z butami do jego życia, a nie pozwolić na udawanie szczęśliwej, troskliwej rodziny. I tak natłukli mu już do głowy zdecydowanie zbyt dużo bzdur.
一
Nie wiem. Może 一 mruknął, bo naprawdę sam już nie był pewien jak to nazwać. Nie był pewien czy naprawdę coś było na rzeczy, czy po prostu chciał robić z siebie ofiarę, bo to jedyna osoba, która kopnęła go w dupę i nie potrafił się z tym pogodzić. 一
To bardziej skomplikowane, niż się wydaje 一 dodał po chwili, bo to akurat była prawda. Między jego rodziną, a rodziną Tristana powstał konflikt jeszcze zanim się urodzili i eskalował on do tego stopnia, że wszystko, co działo się u Vance’ow i Blackwellów postrzegane było jako rywalizacja, włącznie z ciążami ich matek, ich narodzinami i tym co robili, kiedy dorastali, jak wyglądali, jakie sukcesy i porażki osiągali i zawsze jedni byli na językach drugich i to nie w dobry sposób, tylko w ten najgorszy. Bowie nasłuchał się o Tristanie i jego rodzinie wszystkiego co najgorsze, zanim go w ogóle poznał i tak samo było odwrotnie. Nie miał pojęcia jakim cudem doszło do ich romansu, który ukrywali z wielu powodów, i dlaczego akurat o nim nie potrafił zapomnieć. Pomijając, że widział jego twarz wszędzie w sieci przez tą głupią, agresywną promocję serialu.
Trochę spoważniał, na wzmiankę o seksie i przez chwilę wyglądał, jakby trochę się zamyślił.
一
Wiem, od dziesięciu lat wszystko kręci się tylko wokół niego 一 mruknął powoli, kto jak kto, ale on od bardzo dawna doskonale wiedział jak łatwo można zdobyć czyjąś uwagę i co można zyskać (albo stracić), kiedy żyje się w świecie, rządzonym przez seks i władzę. Pieniądze zawsze były tylko dodatkiem. 一
On… mi pasował 一 dodał trochę ciszej, dochodząc do wniosku, że nie chce tej myśli rozwijać, dlatego zmienił temat, z resztą na bardzo typowy dla niego. Czasami nie potrafił się powstrzymać, żeby nie sprowadzać wszystkiego do jednego, bo tak było po prostu prościej. Złagodniał jednak na jej reakcję i nawet krótko się zaśmiał, mrużąc lekko oczy pod wpływem dotyku.
一
Uważaj na nich 一 zaczął, mając na myśli bogatych mężczyzn w średnim wieku. Przekręcił się na bok, a potem opadł na plecy i odetchnął. 一
Tacy są najgorsi. Myślą, że wszystko im wolno… a najgorsze jest to, że mają rację 一 dodał, przekręcając głowę w jej stronę. Sięgnął po dziewczęcą dłoń i przyciągnął ją do swoich ust, żeby delikatnie pocałować jej wierzch. Potem zakrył nią własne oczy, jakby chciał się schować. 一
Chodźmy do środka. Muszę cię upić 一 dodał żartobliwie, chociaż kto wie czy nie mówił serio. W końcu od kilku dni chciał tylko chlać i zapomnieć czemu.
Martha, kiedy już weszli do rezydencji, podała im ręczniki i zaproponowała suche ubrania, a Bowie skinął po prostu głową. Zaprowadził Elenę do jednego z salonów, nie tego największego i najbardziej eleganckiego, a do bardziej kameralnego, z barkiem, największym telewizorem, stołem bilardowym i wygodną, dużą kanapą z podnóżkami. Pomysł jego ojca, który powiedział matce, że jak do niej wpadnie to chce mieć swój pokój do
relaksu.
Elena Santorini