-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie. — Warknęła zirytowana, ruszając się wreszcie z miejsca. Zatrzymała się na wyciągnięcie ręki przed przyjaciółką i znów zamarła z niepewną miną. Nie będzie jej przecież tłuc. Ani tym bardziej przytulać. Nie wiedziała, jaka czynność jest gdzieś po środku. Oskarżycielsko wyciągnęła w jej stronę palec.
— Nie możesz mówić, że... chwila. Co? Za co ty mnie teraz przepraszasz? — Naprawdę się pogubiła. Szykowała tyradę na całkowicie inny temat, gdy dotarło do niej, co właściwie Teddy jeszcze powiedziała. Zastanawiała się, czy znowu ominęła jakiś fragment rozmowy i dodała coś wcześniej, co do niej nie dotarło. Była (prawie) pewna, że nie.
— Mniejsza z tym. Nie możesz zarzucać mi takich rzeczy. I nie możesz mi w ten sposób odpowiadać. — Była zła. Patrzyła na nią z zaskakującą dozą odwagi, szczególnie biorąc pod uwagę, jak zachowywała się jeszcze przed momentem. Czuła, że to nie wina narkotyków, myślała przecież z sensem. No takim mniej więcej. To były emocje, a nie tabletki.
— Bądź mądrzejsza i dojrzalsza, jak zwykle. Doskonale wiesz, że za tobą tęskniłam. I doskonale wiesz, że... — Że co? Byłoby prościej, gdyby dokończyła za nią to zdanie, bo wreszcie coś by pomogło April pozbierać się do kupy i zrobić porządek w głowie. Albo chociaż wepchnąć ją z powrotem w stan chaosu kontrolowanego. W tym momencie nie miała kontroli właściwie nad niczym, a wszyty w nią chaos pchał ją do robienia miliona sprzecznych rzeczy. Pewnie przez to nieco się bugowała i ciągle stała w tym samym miejscu z wyciągniętym palcem. Ten palec to akurat straszna głupota. Kurwa mać. Opuściła rękę.
— Nie wiedziałam, co mam ci powiedzieć, okej? Rzadko brakuje mi słów aż tak, że po prostu zamykam mordę, ale jak widzisz, da się. — Rozłożyła szeroko ręce prezentując się w całej okazałości. Okazałość dzisiaj była wymęczona, przyćpana, we wczorajszym ubraniu i nakręcona za dużą dawką kofeiny, ale hej, tylko taka była do dyspozycji.
— Kurwa mać. — Cholera, chyba powiedziała to tym razem na głos. Kurwa mać. Spuściła na moment wzrok na podłodze, tworząc w myślach wiązanki wulgaryzmów, od których dzieci zaczęłyby płakać, damy mdleć, a staruszki padać na zawał.
— Ja rozumiem, że ciebie to przede wszystkim bawi i to jest, jakby, okej. Ale jak ci po nocach recytuję, że za dnia ciało, nocą myśl daremnie przez ciebie spokój tracą i przeze mnie, to znaczy, że własnie za dnia ciało, nocą myśl daremnie przez ciebie spokój tracą i przeze mnie, kurwa jego mać — Strzelała słowami jak z karabinu maszynowego, jakimś cudem się nie zapluwając, gdy wyrecytowała ten sam fragment sonetu na jednym wdechu. Niby można by się spodziewać, że miała zmarnowane płuca palacza, a tu proszę. Z takimi możliwościami mogłaby zrobić kurs nurkowania. Nie była w stanie tego teraz docenić, na ten moment doprowadzało ją to do ciężkiego szału.
— I wkurwia mnie to, że nie wiem, co mam powiedzieć akurat tobie. Jesteś osobą, o której myślę nawet jak widzę tramwaj, który wygląda akurat jak ludzka morda i mam sto pomysłów na żart, który ci na ten temat napiszę i nagle co? Otóż nic, nawet to by mnie pokonało. Ba, to mnie pokonało, widziałam tydzień temu taką śmieszną paprykę w sklepie, że... zresztą nieważne, o czym ja znowu bredzę! — Podniosła głos. Właściwie trudno było to nazwać krzyczeniem na Darling. Wyglądało to bardziej jak darcie się na siebie samą. Warknęła coś jeszcze niezrozumiałego pod nosem, machnęła rękami zrezygnowana i usiadła z powrotem na kanapę, potykając się po drodze o stolik. Sięgnęła nawet po kubek i spróbowała się z niego napić, ale to się oczywiście nie udało. Zacisnęła tylko na nim palce, sfrustrowana, że nie może nim pieprznąć o ścianę. Nie będzie przecież brudzić nieswojego mieszkania.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przeniosła spojrzenie z zaciśniętych pięści na wymierzony w swoim kierunku palec. A potem uniosła wysoko brwi, zaskoczona takim obrotem spraw. Pozwoliła jej mówić bez końca, chociaż nic z tego nie rozumiała. Nawet, jak otwierała usta, to bardziej w zdumieniu, niż z chęci wtrącenia się w słowo. Dlatego April mówiła, a Teddy słuchała. Czyli teoretycznie wszystko było takie, jak zawsze. Tylko tym razem nie zamierzała poprzestać wyłącznie na słuchaniu. Była zbyt zdeterminowana, żeby jej odpuścić. I nie chciała być dzisiaj dojrzalsza i mądrzejsza. Nie miała na to ani siły, ani tym bardziej ochoty.
Kiedy przyjaciółka zamilkła i usiadła na kanapie, Darling znów zaczęła swoją przechadzkę po salonie. Jak wychodzi dziurę w podłodze, to mieszkająca pod nią pani Twocock bardzo się zdziwi. Nie mogła jednak przestać przebierać nogami. Ruch pozwalał jej zebrać myśli, które musiała jeszcze ułożyć w słowa. I tutaj zaczynały się schody. Nie była taką wspaniałą mówczynią, jak Finch.
— Wiem, że co? — w końcu przystanęła w miejscu i spojrzała w jej kierunku. — Bo tak się składa, April, że nic nie wiem — oznajmiła z nieukrywanym wyrzutem. — Nie wiem, że tęskniłaś, bo gdybyś tęskniła, to znalazłabyś dla mnie godzinę, żeby się spotkać. Zasraną godzinę. I nie wiem, dlaczego przestałaś się do mnie odzywać z dnia na dzień. I nie wiem, dlaczego uważasz, że bawi mnie, kiedy recytujesz Szekspira — czy dała jej to kiedyś odczuć? Może zbyt wiele razy parsknęła pod nosem, ale to nie z rozbawienia! A teraz to już w ogóle nie było jej do śmiechu.
Znów przebrała nogami. Przeszła od ściany do kanapy i z powrotem. Nie potrafiła znaleźć sobie miejsca we własnym mieszkaniu. Chyba wolałaby, żeby Finch cisnęła tym kubkiem przed siebie, bo wtedy przynajmniej miałaby pretekst, żeby zająć czymś ręce, ścierając plamy po kawie.
— Skoro miałaś taką ochotę powiedzieć mi o tym wszystkim, to dlaczego tego nie zrobiłaś? — przywarła plecami do chłodnej ściany. Wlepiła oczy w okno po swojej lewej stronie, obawiając się, że za chwilę usłyszy coś, co nie będzie ani miłe, ani szczere. — Dlaczego nie napisałaś? — bo przecież o to cały czas się rozchodziło, prawda? Brnęły przez zarzuty, sonety, paprykę, ale Teddy dalej nie wiedziała, dlaczego przez ostatnie dwa tygodnie była zbywana. Jakoś to całe nie wiedziała, co mam ci powiedzieć nie brzmiało wystarczająco satysfakcjonująco. Nawet, jeśli było najprawdziwszą prawdą. — Zrobiłam coś nie tak? — przeniosła spojrzenie na April, szukając odpowiedzi w jej twarzy.
Teddy musiała dowiedzieć się, w jakim momencie popełniła błąd i co doprowadziło do tego, że znalazły się w tym punkcie, w którym były teraz. Gdzie i kiedy zaczęła zacierać się granica? Czy było to po Jarmarku czy dopiero podczas wyjazdu do Mont-Tremblant? Bo jeśli nie będzie wiedzieć, nie będzie mogła spróbować przywrócić ich relacji do pierwotnego stanu. Nie chciała, żeby ten jeden krok za daleko zadecydował o długoletniej przyjaźni. Gdyby umiała cofnąć czas, chętnie cofnęłaby się do chwili przed ich grudniowym wyjście do miasta. Co za bzdura! Kogo ona właściwie próbowała oszukać? Niczego nie żałowała. I niczego by nie zmieniła.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Otworzyła w końcu usta, ale nie wyleciały z nich żadne słowa. To było dla niej zaskoczenie, co wyraźnie było widać po jej minie. Spodziewała się po sobie więcej, a tu proszę, znów ją zatkało. Zamknęła buzię, dając sobie jeszcze moment na zastanowienie. Dopiła do końca wodę, ale to również nie okazało się inspiracją. Wyglądało na to, że żadna siła wyższa jej nie pomoże i musi sobie z tą sytuacją poradzić sama. Kurwa.
— Odniosłam wrażenie, że nie traktujesz moich... aprilizmów na poważnie. — Powinna mieć lepsze określenie na to wszystko. W końcu to dla niej nie pierwszyzna, zachowywała się tak dziwacznie przy kobietach odkąd tylko do niej dotarło, że się jej podobają. Przez te lata mogła znaleźć lepsze słowo, teraz po prostu spanikowała i palnęła pierwsze, co przyszło jej do głowy. No trudno. Domyślała się, że może to być dziwne, bo Teddy nigdy nie miała z nimi wcześniej do czynienia, a przynajmniej nie bezpośrednio. Obserwować to z boku, a doświadczyć na własnej skórze, to na pewno duża różnica. Z drugiej strony, może to wszystko jej wina? To dzięki niej April odważyła się wyjść z szafy. Może gdyby się nie poznały, to siedziałaby w niej do dziś, męcząc się teraz w małżeństwie z jakimś obiecującym prawnikiem? Byłaby przykładna, spokojna i w ogóle nieodklejona.
— Nie zrobiłaś niczego źle. Przeciwnie. — Spuściła wzrok na pustą szklankę, którą zaczęła obracać w którymś momencie w palcach. Dobrze, że niczego w niej już nie było, bo przy tych wywrotkach, które jej fundowała, zamoczyłaby już całą kanapę. Postukała paznokciami w szło, licząc, że może to będzie magicznym remedium na ten męczący stres. Nic z tego, znowu pudło. Brakowało jej już ewidentnie pomysłów.
— Wiesz przecież, jak szybko wypalają mi się relacje, jak tylko zaczynam z tym... wszystkim. — To było chyba jeszcze gorsze określenie. Zbyt ogólne i za bardzo uniwersalne. Powinna zostać przy aprilizmach, to przynajmniej mogło podchodzić pod budowanie marki osobistej, a przecież dobrze wiedziała, jakie to istotne.
— Może teraz mi w to nie uwierzysz, ale chciałam wymyślić coś, przez co się nie pokłócimy. — Wywróciła oczami, świadoma tego, że wyszło kompletnie na odwrót. Planowanie w relacjach zawsze wychodziło jej wyjątkowo kiepsko i znowu musiała przełknąć tę gorzką pigułkę. Odłożyła szklankę na kanapę, bo w międzyczasie dwa razy prawie ją upuściła. Znowu się podniosła i podeszła do Darling, tym razem zatrzymując się nieco bliżej.
— Wkurwiasz mnie, Teddy — warknęła zirytowana, przez co cały komunikat zabrzmiał dużo gorzej niż by tego chciała. Nie próbowała się na niej wyżywać, to wszystko działo się samo z siebie, bo nie potrafiła nad sobą odpowiednio zapanować. Wcale nie była z tego dumna.
— Wydawało mi się, że doskonale cię rozumiem. I siebie przy tobie. Potem nagle przy pakowaniu zastanawiam się, czy bardziej spodobałby ci się ten czarny czy fioletowy komplet bielizny i cytuję ci Szekspira jak jakaś, nie wiem nawet kto. Potem się z kolei wściekam, bo tracę zdolność osądu sytuacji, a potem ktoś ci kupuję drinka i też się wściekam, co już w ogóle jest bez sensu, bo to tylko durny drink, a nawet jakby to był pierścionek zaręczynowy, to też by było durne. No to potem wreszcie stwierdzam, że mogę tylko pracować i się puszczać na prawo i lewo, bo to jedyne momenty, gdy z tobą nie rozmawiam, chociaż też nie do końca, bo czasami pisałam do ciebie w trakcie randek, ale generalnie nie chcę wprowadzać złej atmosfery, żeby się nie musieć na ciebie drzeć, bo nie lubisz krzyków, a potem się okazuje, że wprowadzam złą atmosferę i się drę! — Po raz kolejny wpadła w amok mówienia zdecydowanie zbyt szybko i zbyt dużo. W pewnym momencie zaczęła być teraz coraz głośniejsza, kończąc wypowiedź krzykiem. Wzięła głębszy oddech, żeby nie zemdleć od braku tlenu, którego sobie poskąpiła w trakcie tego całego rantu.
— Przepraszam, już nie krzyczę! — krzyknęła. Przewróciła oczami i wyrzuciła ręce w górę w geście totalnej bezradności, jakby obwiniała cały wszechświat o to, że znów musi drzeć japę. Ale to nie żadna siła wyższa, to przecież ona sama. Kurwakurwakurwa.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Szkoda, że April jednak nie udało się wymyślić czegoś, co uchroniłoby je przed tym wszystkim. One naprawdę to robiły. Kłóciły się. I Teddy nie potrafiła zrozumieć, skąd u Finch ten podniesiony głos, który tępo wbijał się w w jej skronie, aż rozbolała ją głową. Nienawidziła krzyków. Przez nie stawała się coraz bardziej zmęczona i zagubiona. To wiele wyjaśniało, dlaczego sama nie potrafiła utrzymać żadnej relacji na dłużej. Zamiast wydrzeć się porządnie, stała pod ścianą jak sparaliżowana i gapiła się bez sensu, chociaż to był moment, w którym powinna coś powiedzieć. Skoro nie potrafiła przerwać przyjaciółce kanonady słów, to chociaż teraz nie powinna milczeć, bo zaraz sama uzna się za umysłowo upośledzoną.
— Ja cię wkurwiam? — odezwała się po ciszy, która zapadła po monologu Finch i która chyba trwała całą wieczność. — Nie no, to jest już jakaś kpina — z ust Darling wyrwał się urwany śmiech. To było zdecydowanie za dużo, nawet jak na nią. Wydawało jej się, że rozumie przyjaciółkę jak nikt inny na świecie, ale ta przeszła samą siebie. — Myślisz o mnie, a potem, żeby o mnie nie myśleć, idziesz ruchać inne laski? Och, wow — wyrwało jej się ze szczerym zdumieniem. — Mam nadzieję, że pomogło — odepchnęła się od ściany i zrobiła krok w jej stronę, wciąż zachowując dystans. Nie będzie jej przecież ściskać i klepać po plecach po tym, co właśnie usłyszała. Jeszcze brakowało, żeby dodała, że w trakcie seksu też o niej myślała. To dopiero byłoby pojebane.
Podniosła rękę i rozmasowała obolały kark. Dopiero teraz zdała sobie sprawę ze swoich lodowatych dłoni. A może to ona wrzała od środka, bo nie umiała wybuchnąć i dać upustu emocjom, jak to robili normalni ludzie? April na pewno czuła się lepiej, kiedy tak się wydzierała w niebogłosy. Krzyk musiał mieć w sobie coś oczyszczającego. Teddy miała tylko ciszę i to okropne uczucie, że wszystko dusi się w niej bez ujścia.
— Nie masz prawa wściekać się na mnie, bo ktoś kupił mi jebanego drinka. Albo zaprosił na randkę. Albo, nie wiem, gapił się na mnie dłużej, niż powinien. To nie jest w porządku — Teddy naprawdę nie miała pojęcia, skąd w niej tyle cierpliwości, skoro przyjaciółka doprowadzała ją do skrajności. — I to nie jest w porządku, że najpierw mnie ignorujesz, a potem przychodzić tutaj jak gdyby nigdy nic i zaczynasz na mnie wrzeszczeć — ciągnęła, czując, jak słowa wreszcie same torują sobie drogę. — A ja stoję i zastanawiam się, jak ci przerwać i powiedzieć, że w dupie mam kolor twojej bielizny, bo najbardziej lubię cię bez niczego — wypaliła mimowolnie. Przez ułamek sekundy miała ochotę odwrócić się twarzą do ściany i przywalić w nią głową. Raz, a porządnie. Wtedy może nie będzie dłużej pierdolić od rzeczy. Niby istniał cień szansy, że Finch nie wyłapie tego ostatniego zdania. W końcu słuch miała wybiórczy i słyszała to, co chciała. No i w tym tkwił cały problem.
Darling spuściła wzrok. W tym momencie drewniana podłoga wydawała się cholernie interesująca. W ułożonych deskach dostrzegła nawet pysk golden retrievera.
— Może ten wyjazd do Mont-Tremblant... — zaczęła, nawet nie patrząc na April. — Może to nie było potrzebne — okej, to brzmiało o wiele lepiej, niż nazywanie pobyt w górach błędem. I na pewno lepiej od oznajmiania, że powinna pojechać tam sama albo z kimś innym.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie twierdzę, że to radzenie sobie było mądre. Wiem też, że wściekanie się za te... rzeczy nie jest fair. Ale wściekam się za to tak naprawdę na siebie, a nie na ciebie. — Udało się! Powiedziała to całkiem spokojnie. Było jej strasznie głupio i żałowała, że nie może schować wstydu za krzykiem, ale musiała wziąć to na klatę, jak ktoś naprawdę dojrzały. Skoro tak chętnie korzystała z przywilejów dorosłego życia, zatracając się na zmianę w pracy, seksie i używkach, to do innych aspektów życia też powinna podchodzić uczciwie.
Dotarł do niej też ten fragment o bieliźnie, a raczej jej braku. Nie wiedziała jednak, co miałaby na to w tym momencie odpowiedzieć. Nie czuła się na siłach do flirtowania, co akurat mogło jej w tym momencie ratować tyłek. Miała spore problemy z wyczuciem w relacjach międzyludzkich, ale była niemalże pewna, że jeśli teraz spróbowałaby w jakiś sposób załagodzić sytuację odnosząc się do bielizny, dostałaby po prostu w łeb. Wrzaski były w porządku, ale przemoc fizyczna to było dla niej już za dużo. Zdążyła się tylko uśmiechnąć. Odwróciła wzrok gdzieś na bok i zasłoniła usta dłonią, udając, że po prostu coś ją zaswędziało, by nie denerwować Darling głupkowatymi minami. Musiała się skupić na poważnej rozmowie, a nie na seksualnych podbojach. Żałowała, że te pieprzone tabletki tak podnosiły libido. Wprawiało ją to w straszne zakłopotanie i niesamowitą żenadę nad samą sobą. Miała być jak dorosła, a nie jak nastolatek wariujący od nadmiaru hormonów. Na szczęście dojrzała Teddy sprowadziła ją na ziemię, jednym zdaniem zmywając jej z twarzy uśmiech.
— Nie — skarciła ją znowu jak niesfornego dzieciaka albo zwierzę. Wiedziała, że to nie było uprzejme, ale trudno. Teraz nie będzie się tym przejmować. Zbliżyła się do niej gwałtownie, wyrzucając do śmieci dystans, który tak skrzętnie wypracowywały.
— Nie możesz tak mówić. Niczego takiego nie uważam. — Dźgnęła ją palcami w ramię, rozdzierając w ten sposób na strzępy pakt o nieagresji. Daleko było temu do bicia, po prostu delikatnie ją pchnęła i jeśli Teddy stała stabilnie, nie miała szans nawet drgnąć. Niewątpliwie było to jednak całkowicie niepotrzebne skumulowanie nerwów i przerażenia. Nachyliła się nieco, starając się złapać z nią kontakt wzrokowy. Nie chciała jej szarpać i zmuszać do spojrzenia sobie w oczy, to pchnięcie i tak było już krokiem za daleko.
— Może faktycznie moja psychika nie za bardzo sobie z tym radzi, ale w sumie z czym ona sobie kiedykolwiek radziła? Ale nie żałowałam wyjazdu nawet przez sekundę. Żałowałam co najwyżej, że był taki krótki, a nie wiem, gdzie w twojej codzienności jest w tym momencie dla mnie miejsce i jak mam... — przerwała, bo najwyraźniej coś do niej dotarło. Cofnęła się przestraszona o krok, nie wiedząc, czemu właściwie zinterpretowała te słowa w taki sposób.
— A, bo ty chyba mówiłaś o sobie... — powiedziała dużo ciszej, cofając się o kolejny krok. Z góry założyła, że Teddy starała się włożyć jej konkretne słowa w usta, ale przecież wcale tak nie musiało być. Zakładała dużo negatywnych scenariuszy, ale w żadnym z nich przyjaciółka nie żałowała, że do czegokolwiek między nimi doszło. Poczuła się wzięta totalnie z zaskoczenia. Na to nie miała nawet pół argumentu.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Teraz też jej nie straciła. Szturchnięcie nie zwiększyło irytacji, a jedynie sprawiło, że podniosła na nią wzrok i ściągnęła lekko brwi. Skąd ona brała na to siłę? Na ciągłe krzyki i wpadanie w niepohamowaną furię? Teddy zmęczyła się od samego patrzenia.
— Wiesz co? — chwyciła ją delikatnie za nadgarstek i odsunęła od siebie. Kontakt był na tyle krótki, że pewnie Finch nawet tego nie poczuła. — To wściekaj się na siebie dalej, ale przestań się na mnie wyżywać. Bo mam wrażenie, że tylko po to tutaj przyszłaś. Jakby nasza przyjaźń dawała ci przyzwolenie, że możesz wydzierać się do woli. A coś mi się wydaje, że znalazłabyś co najmniej kilkanaście innych panienek, które odpowiedziałyby na twoje zaczepki — ton, którym się posługiwała był kompletnie wyważony z emocji. Obojętność wzięła górę. Zawsze tak się działo, kiedy coś zaczynało ją przerastać. A obojętność bywała gorsza od krzyków.
Cały czas mówiła wyłącznie o swoich odczuciach, a mimo to April znów odebrała wszystko jak personalny atak. Jakby każde słowo było wymierzone prosto w nią, choć Teddy ani razu nie użyła jej imienia. Chyba naprawdę najpierw musiała nauczyć się słuchać, a dopiero potem wdawać w poważne rozmowy. To dojrzałych dialogów nie wystarczy mieć trzydziestki na karku, do tego trzeba było jeszcze dorosnąć. Finch nie była pierdolonym pępkiem świata i nie wszystko kręciło się wokół niej. Nawet jeśli przez większość czasu właśnie tak uważała.
— Nie powiedziałam, że żałuję — sprostowała natychmiast. A może jednak żałowała, tylko to słowo nie potrafiło jej przejść przez gardło? Żałowała, że doprowadziły się nawzajem do tego punktu, że między nimi zrobiło się tak ciasno i duszno. I chociaż Darling gorączkowo próbowała znaleźć jakieś wyjście, czuła się kompletnie bezradna. Chciała uciec. Od tej patowej rozmowy, od spojrzenia April i od własnych myśli. Ale nie wiedziała którędy. — Ale to nie powinno się powtórzyć. Było miło, ale nie zrozum mnie źle, to był tylko seks — machnęła niedbale ręką, jakby tym jednym gestem mogła zamknąć temat i postawić nad nim grubą kreskę. Jakby naprawdę była ponad to. — Powinnaś coś o tym wiedzieć — rzuciła jeszcze i wyminęła ją, kierując się do kuchni. — Chcesz jakieś śniadanie? — zapytała beztrosko, otwierając lodówkę i udając, że rozmowa sprzed kilku sekund w ogóle się nie wydarzyła.
Czyli jednak uciekała. Jak zawsze wtedy, gdy robiło się niewygodnie. Gdy emocje zaczynały domagać się uwagi, a słowa przestawały wystarczać. I kiedy każde kolejne zdanie mogło odsłonić coś, czego wolała nie nazywać nawet w myślach. Uciekała w drobne gesty i banalne pytania. A nawet w odgłos wysuwanych szuflad, które tak zawzięcie przekopywała w poszukiwaniu składników na jajecznicę. Te rzeczy nie wymagały ani odwagi, ani szczerości. Zamiast zmierzyć się z tym, co naprawdę uwierało, wybierała zwiększeni dystansu i zmianę tematu, po cichu licząc, że tamte niedopowiedzenia same znikną, jeśli nikt ich nie dotknie.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Przepraszam — powtórzyła odruchowo. Wiedziała, że używanie tego jako pustego słowa nie miało żadnego sensu, musiała się po prostu ogarnąć i zachowywać lepiej. Na nic się zdadzą nawet najszczersze przeprosiny, jeśli za moment odwali podobne gówno. Wsunęła ręce do kieszeni, bo tam ich dzisiaj jeszcze nie było. W ten sposób nie powinna zrobić żadnej krzywdy ani sobie, ani Teddy.
Nie miała pojęcia, że można być w aż takim błędzie. Kiedy usłyszała wcześniej zarzut wobec własnych uczuć, bardzo ją to zabolało. Potrafiła się przecież stęsknić za Darling w Uberze, w który wsiadała po spotkaniu z nią, o czym niejednokrotnie dawała jej znać. Zarzucanie jej, że przez tak długi czas na bank miała ją gdzieś, uznała za niesprawiedliwe. Przecież tak dobrze się znały, Teddy nie mogła w to wierzyć. Była pewna, że to najsmutniejsze, co może od niej dzisiaj usłyszeć i że poradzi sobie z tymi emocjami sama, tylko potrzebuje nieco czasu. Jeżeli jednak tamto stwierdzenie April odebrała jako cios w żołądek, teraz została przejechana przez wóz strażacki. Serce zaczęło walić jej jak oszalałe, nie czuła takiego zalewu lęku przed żadnym egzaminem. Poczuła, że zaczynają drżeć jej dłonie. Dobrze, że wcześniej schowała je do kieszeni. Nie zrozumiała nawet, że w tym wszystkim Darling znowu spróbowała ją obrazić, sprowadzając ją do parteru w kwestii jej seksualnych podbojów. To nie było do końca prawdą, bardzo rzadko zdarzały jej się numerki, które naprawdę niczego dla niej nie zdarzyły. Ale to nie miało teraz znaczenia, ten komunikat się od niej odbił i uleciał gdzieś za okno.
— Nie chcę. — Wymyślenie odpowiedzi w kwestii śniadania było bardzo proste. Absolutnie nie była głodna. Żołądek podszedł jej teraz do gardła, przez co jajecznica była ostatnim, co mogło przyjść jej teraz do głowy. Cofnęła się o kilka chwiejnych kroków, patrząc na antresolę, na której przespały się ze sobą po raz pierwszy. Od tamtego momentu miała o tym wszystkim kompletnie inne przeświadczenie. Wpatrywała się w puste łóżko, próbując sobie przypomnieć każdą minutę tamtej pijanej nocy i pojąć, w którym momencie aż tak strasznie się pomyliła. Kiedy zaczęła się ta seria niefortunnych zdarzeń w jej głowie? Spojrzała na kuchenny blat, orientując się, że tam również spędziły nieco czasu. Przeniosła wzrok na ulicę za oknem, martwiąc się wszystkim, co wydarzyło się jeszcze na jarmarku. Sceny z tych wszystkich miejsc w Toronto i z kurortu błyskały jej przed oczami niczym flesze paparazzi, robiąc jej z mózgu sieczkę. Zacisnęła palce na poplamionej koszulce, odsuwając ją od ciała, bo poczuła, że robi się jej strasznie gorąco. Wachlowanie się materiałem niestety nic nie dało.
— Czyli to mój błąd. Tylko dla mnie to miało takie znaczenie. Założyłam coś kompletnie odwrotnego. Źle oceniłam sytuację. Durna idiota. — Mówiła bardziej do siebie niż do niej. Wpatrywała się w podłogę, próbując nie wybuchnąć od środka. Nie wiedziała, że potrafi popełnić tyle błędów w ciągu tak krótkiego czasu. Ta pomyłka z flirtem w górach była drobiazgiem w porównaniu z tym, jak bardzo przestrzeliła w kwestii Teddy. Dochodziła do wniosku, że wszystko, co zrobiła w przeciągu ostatnich tygodni było jakimś chorym absurdem. Począwszy od wybierania bielizny, na tym całym unikaniu jej kończąc. To faktycznie było kompletnie bez sensu. Miała wrażenie, że się zaraz porzyga. Musiała coś ze sobą zrobić. Musiała odetchnąć świeżym powietrzem, wytrzeźwieć i porozmawiać z kimś, kto ją zrozumie i zaakceptuje jej głupotę. Musiała zdzwonić do... A. No tak. Bez sensu.
— To skoro nie masz prezentu, to ja będę lecieć. Mówiłam, że nie mogę w czwartek? Nie mogę. Może piątek? Albo niedziela? Wszystko mi jedno, daj znać, kiedy ci pasuje. Zapraszam na drinka, ja stawiam, będzie wesoło. — Wyrzucała z siebie słowa, nawet się nad nimi nie zastanawiając. To były jakieś proste konwenanse, takie rzeczy ludzie mówili, jak próbowali się umówić na świętowanie czyichś urodzin. Zaczęła nerwowo zbierać swoje rzeczy. Zgarnęła pusty kubek, przekopała się między poduszkami w poszukiwaniu telefonu, który między nie wpadł. Wrzuciła gitarę na plecy i zaczęła zakładać buty, co było akurat strasznie niewygodne. Zgarnęła swój płaszcz, chciała go założyć, ale powstrzymał ją przed tym futerał. Kurwa mać. Mniejsza z tym płaszczem, nie jest aż tak zimno, może wyjść w ten sposób.
— To co, niedziela? — Spojrzała jeszcze w jej stronę, próbując skupić się na tym, by zarejestrować jakąkolwiek odpowiedź, jaką dostanie. Musiała zapamiętać, kiedy się znowu widzą, bo byłoby niezręcznie się o to dopytywać. Bardzo chciała wybiec z mieszkania chociażby z drzwiami, ale potrzebowała tego nieszczęsnego terminu.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Stała przy kuchennym blacie, obserwując jak przyjaciółka zbiera swoje rzeczy. Chciała coś powiedzieć, ale słowa ugrzęzły w gardle. Za to w odpychaniu ludzi była całkiem niezła. Wyćwiczyła to przez lata, zanim zdążyła się w cokolwiek zaangażować. Łatwiej było zranić kogoś pierwszą, niż pozwolić, aby ktoś zajrzał zbyt głęboko i zobaczył, jak bardzo była zagubiona.
— W weekend nie mogę — odparła krótko. — Pracuję — to akurat była prawda. Oczywiście, gdyby tylko chciała, mogłaby poprosić któregoś z chłopaków o zastępstwo na zmianie, żeby spędzić urodziny z przyjaciółką. Tylko teraz wcale nie była pewna, czy chciała.
Stop. Teddy, co ty wyprawiasz? Ocknij się wreszcie.
Odepchnęła się od blatu i przeszła przez mieszkanie. Już miała upomnieć Finch, żeby założyła, bo bo przecież zamarznie albo nabawi się zapalenia płuc, ale zamiast tego stanęła naprzeciwko niej. O wiele bliżej, niż początkowo planowała. Tylko tym razem nie uciekała wzrokiem, a lekko przechyloną głową próbowała zmusić przyjaciółkę, aby na nią spojrzała.
— O co ci chodzi? — zapytała spokojnie, choć April pewnie wolałaby, żeby Teddy chwyciła ją za ramiona i porządnie potrząsnęła, wykrzykując wszystko, co tłukło jej się w głowie. Może wtedy byłoby łatwiej do niej dotrzeć. — Nie powiedziałam, że to nie miało znaczenia — ciągnęła dalej, przepuszczając każde słowo przez filtr rozsądku. — Powiedziałam, że to nie może się powtórzyć. Właśnie dlatego, że miało pierdolone znaczenie — zawiesiła na na moment głos. Serce łomotało o żebra, jakby chciało wyrwać się z klatki piersiowej i uciec jak najdalej stąd. — Trudno mi wywnioskować po twoim zachowaniu, czy dla ciebie seks w ogóle ma jakiekolwiek znaczenie. Wychodzisz z czyjegoś łóżka, a potem przychodzisz do mnie i… — znów urwała, próbując złapać głęboki oddech. Przez chwilę miała wrażenie, że jeśli powie jeszcze jedno słowo, rozsypie się na kawałki.
Wciągnęła głęboko powietrze i przymknęła powieki, żeby chociaż w minimalnym stopniu uporządkować własne myśli.
— Czego ode mnie oczekujesz, April? — zapytała w końcu, zaglądając przyjaciółce prosto w oczy. — Że będziesz robić takie rzeczy, a ja przyjmę cię potem z otwartymi ramionami? A nie, poczekaj. Najpierw wzbudzisz we mnie poczucie winy. Że jestem okropna, bo dla ciebie to coś znaczyło, a dla mnie nie — Darling pokręciła gwałtownie głową, nie pojmując, jak Finch mogła tego nie wiedzieć. Czy zbyt mało razy otrzymała potwierdzenie w postaci słów i gestów, że to, co się między nimi wydarzyło, miało ogromną wartość? — Co to dla ciebie właściwie znaczyło, co? Czy znaczyło cokolwiek więcej niż wczorajszy seks? Po prostu powiedz, czego ty ode mnie chcesz! — ostatnie słowa wyrwały się z niej kompletnie niespodziewanie.
Teddy zorientowała się, że podniosła głos dopiero wtedy, gdy poczuła dziwne napięcie we własnym ciele. Uniosła brwi, zaskoczona samą sobą i zacisnęła drżące palce w pięści.
Głupia. Powinna była pozwolić jej wyjść. Zamiast tego stała tu teraz, obnażona z emocji, wściekła na siebie, że dała się doprowadzić do takiego stanu. Nie powinna tracić panowania. Nie przy niej. A już na pewno nie przez nią. Nie patrz na mnie, prosiła w myślach, po prostu odwróć się i wyjdź. Nie każ mi znów się ranić.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Powiedziałaś, że to był tylko seks — powtórzyła bardzo powoli, jeszcze raz analizując te słowa. Czy one też oznaczały coś innego niż jej się do tej pory zdawało? Kompletnie nie rozumiała, dlaczego teraz Teddy mówiła coś całkowicie odwrotnego. April zakładała, że to ona mogła czegoś nie zrozumieć. To byłoby przecież do niej podobne. Ale jednak wszystkie znaki wskazywały, że za pierwszym razem dotarło do niej to, co powinno. A teraz słyszała coś całkowicie odwrotnego. Te rzeczy nie mogły być jednocześnie prawdą, wykluczały się.
— Przestań to ciągle powtarzać. Od kiedy niby seks nie ma dla mnie znaczenia? Nie robię z siebie świętej, oczywiście, że czasami prześpię się z kimś tylko dla zabawy. Ale na boginię, Teddy, ile moich złamanych serc już przeżyłaś? — Musiała jednak to w końcu powiedzieć. Zdarzało jej się planować wspólne życie z dziewczynami, które traktowały ją jako jednorazową przygodę w barowej toalecie, o czym Darling dobrze wiedziała, bo musiała potem wysłuchiwać jej narzekań, że znowu się totalnie pomyliła. To był kolejny sprzeczny z czymkolwiek sygnał, którego nie umiała sobie usystematyzować.
— Nie powiedziałam, że jesteś okropna. — Wyprostowała się, zbierając w sobie gotowość do tej przepychanki słownej. Dobrze się stało, że nie dała rady założyć płaszcza, bo by się tu jeszcze zgrzała, wyszła potem na mróz i dopiero wtedy przeziębiła. Było jej gorąco tak czy siak. Miała wrażenie, że ktoś wsadził jej do klatki piersiowej płonący pręt, który sprawiał jej fizyczny ból.
— Przecież mówiłam ci dziesiątki razy w samych górach. Tobie się naprawdę wydaje, że te moje komplementy i wiersze to jakieś moje magiczne zagrywki, które wysyłam dupom na Tinderze, bo gwarantują mi potem dobranie się im do majtek? Nie rzucam takich słów na wiatr. — Nie zraziły jej krzyki. Nie była na nie gotowa, wzięły ją z zaskoczenia, ale przecież sama tego chciała. Teraz przynajmniej czuła wibrujące w niej emocje. Wychodziła z założenia, że nie ma niczego gorszego niż obojętność, więc tych oschłych słów bała się dużo bardziej.
— Jak mówiłam, że się przez ciebie nie mogę skupić, to znaczy, że się nie mogę. Jak mówiłam, że mi przy tobie odbija, to znaczy, że mi mieszasz w głowie. Jak urywam w połowie zdania, to naprawdę nie jestem w stanie znaleźć słów, którymi mogę opisać to, jak mi się w danym momencie podobasz. A ja znam bardzo dużo słów, Teddy. — Nie odwróciła wzroku, nie uciekała. No, głównie przez to, że naprawdę nie miała dokąd. Ale też po prostu chciała to dokończyć. Milczenie wykańczało ją psychicznie, już chyba lepiej było mówić wszystko, co tylko przychodziło jej do głowy.
— Powiedziałam przed chwilą, że się przestraszyłam, że nie wiem, gdzie jest tu dla mnie miejsce. Nie chciałam cię zasypywać swoimi emocjami, bo nie lubisz wrzasków. Nie chciałam się zatracać w fascynacji tobą, bo nie chciałam, żebyś od tego uciekła jak sto tysięcy moich byłych. Nie chciałam udawać, że nic się nie wydarzyło, bo jak widać po dzisiaj, wychodzi mi to kiepsko. W innej sytuacji przyszłabym do ciebie po radę, ale no to raczej, kurwa, bez sensu. — Bardzo się starała nie podnosić znowu głosu, nie zapomnieć się i po prostu nie drzeć mordy. Było widać, że zaraz rozsadzi ją od emocji, ale miała tak średnio dwa razy w tygodniu, więc to dla Teddy nie pierwszyzna.
— Spanikowałam, okej? Po trzecim dniu zlewania cię zdałam sobie sprawę, że to dużo trudniejsze niż podejrzewałam, więc zaczęłam się KURWIĆ, bo – jak już wiemy – zagłuszam problemy seksem. Ale to też był głupi pomysł, więc w końcu przyszłam i... resztę znasz. — Podkreśliła bardzo dokładnie słowo o puszczaniu się, tak z wrodzonej złośliwości. Wzięła wreszcie większy wdech, jakby przez ten cały monolog zapomniała o oddychaniu.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wzmianka o Tinderze sprawiła, że tym razem rozłożyła ręce w geście bezradności. Nie miała teraz wystarczająco dużo miejsca, żeby chodzić, a musiała czymś ruszać. A skoro nie mogła nogami, to poruszała rękami. Starała się jednak robić to na tyle ostrożnie, żeby przypadkiem nie trącić Finch ani nie przywalić w ścianę. Nie miała pojęcia, co ona tam wypisywała tym wszystkim pannom na aplikacjach randkowych. Nie zaglądała jej w telefon i słyszała o podbojach przyjaciółki tylko z jej opowieści. Nie chciała jednak drążyć tego tematu. To nie była jej sprawa. Równie dobrze mogła pisać im całe poematy, piosenki, eseje, a nawet artykuły publicystyczne. Nie dbała o to! Albo raczej bardzo starała się tym nie interesować.
— Skąd pomysł, że bym uciekła? — Teddy przechyliła głowę i przyjrzała się jej uważnie. Niby traktowała ją inaczej, a właśnie porównała ją do swoich byłych i z góry założyła, że Darling postąpi dokładnie tak samo. To ciekawe. — Czyli wolałaś ignorować mnie i swoim milczeniem doprowadzić do stanu, w którym zaczęłam poważnie zastanawiać się, czy zrobiłam coś złego? No nieźle — chyba sama nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Może się przesłyszała? Może po zamachu terrorystycznym w banku, kiedy ogłuchła na kilka godzin, słuch dalej płatał jej figle? Lekarze przecież mówili, że szumy mogą czasem nawracać. — I co? Uważasz, że to jest fair? Że to, co się wydarzyło, namieszało tylko w twojej głowie? Nie wiem, ty myślisz, że ja nie czuję? Czy jesteś tak zaślepiona i skoncentrowana wyłącznie na sobie, że zapomniałaś, że to może działać w obie strony? — wciągnęła gwałtownie powietrze przez nos. Nawet nie wiedziała, jak jak to skomentować. Szkoda, że przez te ostatnie tygodnie Darling naprawdę zachodziła w głowę i myślała, że coś spierdoliła. — Ale ty świetnie się bawiłaś, zostawiając mnie z tym wszystkim samą. Powinnaś dostać jakąś statuetkę za bycie chujową przyjaciółką — prychnęła cicho. Ostatnie stwierdzenie było rzucone z premedytacją, ale tym momencie naprawdę tak o niej myślała. Bo kiedy potrzebowała swojej najlepszej przyjaciółki, ta wolała robić zręczne uniki. Chciała spędzić z nią tylko chwilę czasu. Może nawet wtedy nie rozgrzebałaby tego, co zostało rozgrzebane dzisiaj. Ba, nawet nie chciała jej się dobierać do majtek!
— Teraz powinnaś wiedzieć, dlaczego powiedziałam, że to tylko seks — kto jak kto, ale skoro Finch znała tak wiele słów, na pewno potrafiła też czytać między wierszami. — Właśnie dlatego, żeby kolejny raz nie znaleźć się w tak patowej sytuacji. Trzeba to zakończyć. Tak będzie łatwiej dla ciebie, dla mnie i dla wszystkich dookoła — wykonała zamaszysty gest ręką, jakby chciała wskazać na tych wszystkich. Och, serio, Teddy? Widzisz tu kogoś jeszcze? — Nie chcę potem zadręczać się myślami, że odjebało ci, bo zatracasz się w tej całej fascynacji — uśmiechnęła się, ale jakoś smutno i niezbyt szczerze. — Imprezuj, baw się, rób co tam sobie robisz ze swoim życiem, ale byłoby miło, gdybyś napisała do mnie czasami coś więcej niż durne ok— cofnęła się nieznacznie, dając jej przestrzeń. Nie chciała jej tu zatrzymywać na siłę, a odnosiła wrażenie, że właśnie tak się dzieje. April chciała wyjść, a ona, zamiast zostać w kuchni, przylazła tutaj i zawracała jej dupę. Jakby cokolwiek jej słowa mogły jeszcze zmienić.
April Finch