-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na wspomnienie o ciotce Fernandzie to aż wywróciła oczami i ręce rozkłada do nieba, bo to była kolejna ciotka co uważała, że jest wulgarna i wyuzdana, a jej cycek wypadł jak śpiewała wtedy Janet Jackson, to można powiedzieć, że się wczuła w rolę, czy coś, ale cioteczka nie doceniła!
A Ricardo też nie docenił wcale, że ona tak tam tańczyła, no z nim już później, chyba... Nie pamiętała za dobrze, ale na pewno krzyczała Ricardo złap mnie, i ktoś tam ją złapał, ale tak nieumiejętnie, że sobie nóżkę skręciła. Na bank to był Richie. No i ona mu później całą drogę do domu płakała na ramieniu, bo mu było szkoda na taksówkę, sknerusowi.
Ricardo to w ogóle miał w sobie tak dużo tych złych cech, że to jest aż dziwne, że taka piękna, wspaniała, dobra, mądra dziewczyna jak Rosario się tak w nim zakochała. Nie do uwierzenia jakieś. Nikt jej nie wierzył, jak ona opowiadała na mieście, że jest żoną Ricardo Martineza. Wszyscy myśleli, że takiego Ricardo, co w Puerto Rico miał plantację palmy kokosowej, ale ona wtedy kiwała głową, że nie tego.
I teraz też tak kiwa jak go po buzi głaskała, że może mu jednak wybaczyła trochę, zwłaszcza, jak on ją tak przytula i zaraz całuje i jeszcze to mi amor do niej mówi. I ona też go całuje żarliwie i jeszcze chwila, a by pewnie na niego skoczyła, bo była też niewyżytą jakąś nimfomanką. Ale bardziej to była jednak profesjonalistką i jak gadali o depresji, no to zamieniała się w słuch, bo to są poważne sprawy.
Tylko, że Ricardo zaraz mówi, że ona ma z Pilar nie rozmawiać, a przecież ona też czasem prowadzi pary, i im wtedy leki przepisuje na pół, na przykład po pół paczki. Słucha tego swojego męża i kiwa głową, że no dobrze, jak Pilar tak działa na Madoxa uzdrowicielsko, to może ona mu tylko Xanax przepisze i już nie będzie z nią rozmawiać, ale zaraz ją uderzyła jedna rzecz...
- Znają się dwa miesiące i pięć razy byli w Kolumbii?! A my znamy się dziesięć lat i tylko raz! - znowu na niego krzyczy, no bo on jej jednak chyba w ogóle nie kocha. No wcale. Jeśli miłość mierzymy przez wyjazdy do Kolumbii. Tylko raz na dziesięć lat. Aż jej serce znowu pęka na pół, na milion kawałeczków się kraja.
Już miała go zbić, tylko jej strzyknęło w ramieniu, no i jej powiedział, że Debbie nie ma do niej podjazdu, to jej się zrobiło milej...
Tylko on wtedy gada, że Debbie to trans laska!
No i przecież to już wtedy nie jest komplement żaden, że trans laska nie ma do niej podjazdu, aż znowu jej się smutno zrobiło.
- Boże Ricardo Estrada Martinez, porównujesz mnie do trans onlyfansiary jakiejś! Może też powinnam sobie dupę pokazywać na onlyfansie tam by mnie bardziej docenili - już znowu piszczy, bo kiedy była uniesiona to ten głosik miała taki piszczący, nieprzyjemny. Już miała mu znowu nagadać, jaki on jest dla niej okropny, w ogóle jej nie doceniający, ale on wtedy jej powiedział, że idzie kupę.
- Zawsze jak się kłócimy to ty nagle musisz iść kupę! - zaraz mu wyrzuca, bo on tak zawsze jej robi - somatyzacja to też mechanizm obronny, wiesz?! - i niech ktoś jej jeszcze powie, że Ricardo nie był wcale zaburzony. No ale przecież go nie zatrzyma, jak go spięło, wiec kiedy on poszedł, to ona już się rozsiadła na tej wygodnej kanapie i się z pieskiem bawi, jakieś fotki sobie z nim porobiła, wysłała koleżankom i czeka na męża swojego.
A kiedy wrócił, to wbija w niego te ciemne, piękne oczy i trzepie tymi długimi, czarnymi rzęsami.
- Masz jakieś problemy jelitowe? Zaparcia? Pewnie za mało jesz błonnika jak mnie nie ma - skrzyżowała ręce na piersi i zarzuca nogę na nogę, bo jak ona go nie dopilnuje, żeby jadł błonnik, to on zawsze zapomina, a ona mu go dosypuje też do tych szejków, taka jest kochana.
Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
A tu akurat mieli pełną zgodę, bo Riczi też uważał, że żyją w chorej relacji. Znaczy wiadomo, że dla niego chorą to była ona, ale taką sobie ją wybrał i nigdy nie myślał, żeby się od niej uwolnić. W końcu już była jego, no a on był jej i tak miało zostać. Co prawda akurat to ostatnie zostało wystawione teraz pod znak zapytania, w związku z tym że Riczi przyjechał sprawdzić swoje serce do Toronto i czy to co czuł to było to co chciał. Może się naoglądał za dużo TikTokow od genz, czy coś ale po prostu chciał znaleźć siebie i swój środek bo jak widać u boku psycholożki się nie czuł na tyle, by wiedzieć że już jest w środku.
Natomiast to, ze na mieście nie wierzyli mogło - ale NIE MUSIAŁO -być związane z tym, że Riczi odkąd tylko przyjechał do Porto Rico i zaczał się umawiać z Rosi, to wszystkim wciskał, że nie, że on nie widzi sie w roli męża, że to jest przeżytek ta instytucja małżeństwa i jeżeli kiedykolwiek weźmie ślub to tylko z bogatą starą babą po której odziedziczy pałac. No ale jak Rosi coś chciała, to to zazwyczaj dostawała, więc kiedy mu głowę suszyła o zaręczyny to zabrał ją na klif, klęka i mówi "czy będziesz moją", a mogło do tego nawet nie dojść, bo jak się wspinali na ten klif to tak go wkurwiła że prawie ją z niego zrzucił. Musiał jednak zrobić to co musiał, zrobił i co, no i żone ma.
Jaka by jednak Rosi nie była, to mimo wszystko była z niej najładniejszą hot laską jaką znał, a był przecież wychowany w Nowym Yorku gdzie rodzą się modelki. Także może mógł trafić gorzej, no a na pewno też mógł trafić na taką, która go zupełnie nie pociągała jak np stare baby z pałacami, a nie wiedział czy może trafić lepiej, bo się nie rozglądał jak był z nią za bardzo. Może po prostu źle zrobiła, że go spuściła ze smyczy przed samym ślubem i się zajęła wybieraniem sukienki i jej dopasowywaniem, bo wtedy Riczi poszedł do baru i poznał kanadyjkę.
Myśli na przykład teraz Riczi, że chyba mu Rosi wybacza, bo przecież już go tak hot całuje i się rozochocił, że o, dobra, jednak mu się udało ją udobruchać, ale wtedy ta się odpala z tą Kolumbią. No to znów Riczi macha ręką to na siebie to na nią pokazując.
- A po co ty chcesz do Kolumbii jeździć, tam ciągle pada, sama mówiłaś że nic sie nie opaliłaś jak tam byliśmy- może dlatego, że rzadko w dzień z pokoju wychodzili - Poza tym ustaliliśmy, że nie jeździmy do tych samych miejsc po kilka razy, MatkoboskotrzymajciemnieAniołowieŚwięci - mówi szybko i wznosi modły do niebios - Ciągle o Europie tylko gadasz, a teraz się okazuje, że wolałaś jechać do Kolumbii? No to wsiadaj do samolotu, przecież bilet z Portorico kosztuje z 30 dolarów do Kolumbii, już lecimy - nie rozumiał zupełnie, że mierzyc miłość trzeba w Kolumbijskich wakacjach, jeżeli tak to jest w DUPCE bo faktycznie nie brał jej tam nigdy. Może nawet jej się tam podobało, kto tam ją wie, on zresztą zawsze jak gdzieś z Rosi pojedzie to taka samą śpiewke słyszy, że łóżko za twarde, poduszka za miękka, a na ulicy syf i że jej buciki się ujebią od tego syfu i gdzie on ją wziął.
- Chciałbym to zobaczyć, jak ty będziesz ze swoim dyplomem psychologa na OnlyFansie występować -wywraca oczami i mówi spokojniej - Miamor, przecież czy ja cie nie doceniam? Codziennie ci mówie jak się tylko budzisz, że jesteś najpiękniejsza pod tym całym nieboskłonem- tak do niej ręce błagalnie wyciąga, żeby już mu nie suszyła o to głowy, no ma twarz już zbitą jak psa jakiegoś, nawet Sombr położył uszy, bo nawet on mu uwierzył.
Na szczęście jak poszedł kupe, to Madox mu odpisywał na smski, ale sie okazało, że ten znów jedzie gdzieś, ale już jej nie mówił, bo przecież znów sie zacznie, że dlaczego jej do Meksyku nie weźmie, że wcale jej nie kocha przecież. Poza tym, znów zaczeła o tym błonniku mu gadać, co smakuje jak gówno i po którym zawsze ma srake.
-Jem, jem, przecież - klamie jak dziecko, ktore twierdzi, że myło zęby, a widać że próchnica tańcuje mu na zębach. - To, co, chcesz coś robić, zwiedzić Toronto, czy zostajemy na chacie? Może coś ci ugotuje, pewnie głodna jesteś po podróży
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ale Ricardo to się jakoś tak bardzo jak ona wcale chyba nie ucieszył, a potem mało się angażował, jak mu kazała wybierać zaproszenia, serwetki i kwiaty, tylko tort chciał wybierać i szampana. A Rosario nie lubiła szampana, bo ona piła tylko tequilę, a czasem to nic jak była na lekach, a często była.
A jak sukienkę wybierała, to oczywiście chciała najpiękniejszą na świecie. Dla niego chciała być taką przepiękną panną młodą, ale przecież nie wiedziała, że on ją wtedy zdradzał, bo taka była w nim zakochana. Do tej pory nie wiedziała, że on ją zdradzał, bo by jej pewnie serce pękło na pół, a głowę to by mu musiała rozwalić na milion kawałeczków!
Chociaż troszeczkę coś tam podejrzewała, bo jej koleżanka mówiła, że widziała go na plaży, jak tańczył z jakąś rudą przed ich ślubem, ale Rosa uważała, że to nie Riczi, bo on mimo tych wszystkich zaburzeń, to by jej przecież czegoś takiego nie zrobił. On nie był złym facetem. Jakąś zdradziecką szują.
- No bo... a po co oni latają do tej Kolumbii? - pyta go, bo sama w sumie nie wie co tam jest, bo jak byli i ona chciała iść na wycieczkę, to Richie wiecznie miał jakieś problemy z jelitami, albo go brzuch bolał, albo padał deszcz. No nie bawiła się za dobrze na tej wycieczce, ale fajnie się bawiła z jego rodziną na weselu, bo Ricardo miał takich przystojnych kuzynów. A Rosa to jednak lubiła przystojniaków, dlatego męża takiego sobie wybrała. Tylko mógłby więcej ćwiczyć.
- Do Europy też mnie nigdy nie zabrałeś - wypomina mu i nadyma usteczka, jak on ją zawsze gdzie zabiera, to tylko do jakiegoś Wygwizdowa Małego, dwanaście kilometrów od ich domu, żeby jej pokazać jakiś pomnik, albo fajną restaurację. A ona to by chciała gondolą popływać, albo wodospad Niagara zobaczyć, albo jakieś kolumbijskie miasto nocą, panoramę, piękną.
- Psychiatry młotku, ja jestem lekarzem, a nie jakimś psychologiem - fuknęła obrażona, bo ona ma przecież tytuł lekarski, nie po to go sobie robiła, żeby on tak do niej mówił. Ale zawsze mówił.
- Zrobię sobie nick doctorhotmommy, czy coś, żeby wszyscy wiedzieli, że mam dyplom - znowu nadyma usteczka czerwone, ale ona chyba nie wiedziała, że tam wcale nie patrzą na dyplomy, tylko na tyłek i cycki, ale to też przecież miała niezłe.
Zamrugała aż dwa razy, albo trzynaście, jak on jej tak powiedział, że co jej niby mówi? Ale czasem mówił to fakt, ale ona akurat to wiedziała, że jest najpiękniejsza, aż sobie włoski poprawia te kruczoczarne, loczka zakręciła na palcu i patrzy na Ricardo.
- Ale ty mi musisz mówić, że ja też mądra jestem pysiaczku, bo ja jestem lekarzem, bardzo ciężkie studia skończyłam, leczę ludzi - tłumaczy mu jakby miał trzy lata, ale ona mu zawsze tak tłumaczy, bo nigdy do niego nie dociera.
Bo Richie to jest jak dziecko takie jej, nieusłuchany urwipołeć, ona ma czasem do niego takie jakieś matczyne odruchy, jak z tym błonnikiem, co mu go dosypuje do szejków.
- No to dobrze, bo taki doktor, który przychodzi do mnie po receptę na Viagrę, to zawsze mówi, że zdrowa kupa to podstawa - tak mu aż placem pogroziła, ale zaraz się zrywa z kanapy na równe nogi, aż jej znowu prawie cycek wyszedł z tej sukienki, więc się zaraz poprawiła.
- No taka jestem głodna misiaczku, zrobisz mi coś do jedzenia, a ja ci zrobię szejka - no i już się uśmiecha do niego jak laleczka ładnie, ale pewnie najchętniej to by zjadła sobie płatki z mlekiem, ale chętnie też zobaczy sobie Madoxową kuchnię i już łapie Ricardo za rękę i go tam ciągnie, do tej kuchni.
Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Aż mu się głupio zrobiło jak znów mu wrzut zrobiła, że jej nie zabrał do Europy. No faktycznie, jeszcze tak z dwa miesiące temu to planował, że może podczas tego miesiąca miodowego pojadą. Zobaczyć wieżę Eiffla albo przynajmniej Koloseum. Tyle, że nici z tego nie wyszło, jak mu się spivotowały zainteresowania sercowe. - No przecież cię wezmę, tylko wiesz, trudno jest wziąć długi urlop... teraz mi dali, ale to jest na nasz honeymoon, mi amor - tak jej mówi, ale no ciężko, ciężko. Jeszcze ponieważ Rosi już tu przed nim jest z godzinę, albo i dłużej, to zdąża się oswoić z jej obecnością i czuje jakieś swędzenie w całym ciele, to chyba są tak zwane wyrzuty sumienia, bo nie dalej jak trzy godziny temu poszedł z Sombrem do schroniska, żeby się z rudą całować po kątach. Tak swoją drogą, to Sombra był bardzo grzeczny w schronisku, ale potem chciał trochę chyba odegrać bo rzucił się na jakąś wiewiórkę i ledwo go Riczi odciągnął.
- A tak, la doctora - poprawia się, bo faktycznie jemu to się te nazwy mylą, i tak dobrze, ze juz nie mówi, ze ona jest sajko tylko psychologiem. Nieźle się zdziwił na początku znajomości, kiedy pyta ją co ona robi i ona mu mówi, że jest sajko. On myślał, że powie, że jest na przykład autorką książek dla dzieci, albo że jest modelką bielizny, ale że odrazu sajko? Dopiero na jakiejś piątej randce mu zaczeła opowiadać o pracy i skumał, że chyba nie chodziło o to, że ona jest un poco loco. - Jakbyś z blowjobizmu miała, to by na nich większe zrobiło wrażenie obawiam sie - parska śmiechem Riczi, chociaż on by no na przykład jej dał taki dyplom, nawet z trzy. Może to pomysł na randkę walentynkową jest, musi się zastanowić. -Tak, tak, jesteś najmądrzejsza - poddaje się w końcu i w te nadymane usteczka znów jej daje całusa, a potem już go ciągnie kobieta do kuchni, więc on tylko jeszcze tak się zastanawia, dlaczego niby Rosi przepisuje ludziom, którzy jej o kupie gadają viagrę, ale jakoś nie umie połączyć tematów.
W każdym razie kuchnia Madoxa jest generalnie biedą jedną wielką, ale jak Riczi się wprowadził, to kupił im wszystkie przyprawy, nawet nóż kupił dobry, bo mieli tempe tak jak łby swoje, wiec przynajmniej tyle. - Nie wiem, czy Madox tu ma blendera, ale możesz tam poszukać - wskazał jej jakąś tam szafkę w kącie a sam idzie do lodówy, i staje przed nią, żeby oziębić sie i może te wyrzuty sumienia też jakoś przepędzić, ale no zaczyna go coraz bardziej całego ta sytuacja paraliżować bo nawet pomidorki w lodówce zaczynają mieć smutne oczy Rosi, bo pewnie będzie jej bardzo smutno, jak się zorientuje co się tu odjaniepawla. W końcu złapał za torbe z papryką, jaja, ser i wyciąga to wsztko. Szuka jeszcze cebuli, na szczescie jest na miejscu. W tym domu to serio nikt nie gotuje. Ale w ich domu też tylko on gotuje, bo Rosi sie nie dotyka, mówi że ją surowe mięso obrzydza. Dobrze, że już Riczi nawet jej nie pyta, co by zjadła, tylko po prostu robi jakieś danie, które jest zajebiste.
- Aaa... - tak zerka na nią zza tego stołu na którym wyjmuje warzywa -... nie przywiozłaś mi jakiegoś Toblerone przypadkiem? - tak pyta z nadzieją, bo jednak Rosi jak na doktorkę przystało, to akurat miała pamięć do takich małych rzeczy i pewnie doskonale wiedziała, że Riczi zawsze na lotnisku kupuje sobie czekoladkę. A jak jest Toblerone, to już opanie. Przekłada papryki z plastikowych woreczków do durszlaka, żeby je wymyć i tak się zastanawia jak już zaczyna je obmywać. - A może pojedziemy do tego miejscaw Europie gdzie robią Toblerone? Wiesz ta góra co jest w logo znajduje się w Szwajcarii... albo we Francji... hm, nie pamiętam. Alexa.. sprawdź skąd jest Toblerone - gada do jakiegoś głośnika, który był ustawiony na stole, ale ten głośnik zamiast mu odpowiedzieć to zaczyna czytać na głos jakąś książkę romantyczną "Niektórzy szukają mnie przez życie całe, lecz nigdy się nie spotykamy. Pocałunek zaś ofiarowuję tym, którzy nie depczą mnie swymi stopami. Niektórzy mówią, że łaskami swymi obdarzam mądrych i gładkich. Lecz me błogosławieństwo jest dla tych, którym nie brak odwagi.
Zazwyczaj me działanie zdaje się wszystkim darem cudnym. Lecz wzgardzona staje się potworem do pokonania trudnym. I chociaż każdy cios mój góry kruszyć by pozwolił. Gdy zabijam robię to bardzo powoli."” W międzyczasie Ricardo mówi pod nosem - Kjrwa co to za gowno - i probuje przełączyć te Alexe, ale ona dalej im czyta książke którą no albo czyta Rosi albo Flora, pewnie Flora bo to taka książka dla GenZ "Dwor cierni i roz".
Rosario M. Vargas-Martinez
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- No i ty na ten długi urlop, miesiąc nasz miodowy, przyjechałeś do Kanady? - bo jej to się trochę wierzyć w to nie chce. Przecież jakby był zakochany w niej tak, jak ona w nim była, to by ją olejkiem smarował po pleckach, a nie ruszał na drugi koniec świata. Może on jednak ją zdradza z jakąś rudą wywłoką? Aż tak do niego podeszła i mu się przygląda, i bliżej coraz, bliżej, aż w końcu to oczy otworzyła, i te usta karminowe, jak jakaś ryba, aż powietrze nabiera do płuc i sięga mu do ramienia.
- A co to jest Ricardo?! - bo jakiś włos mu ściągnęła z tej białej koszulki! Chyba rudy właśnie.
Ale zaraz mu się tak przygląda pod słońce, bardzo badawczo, jak doktorka prawdziwa i widzi, że ciemny, nawet jej chyba, więc go rzuciła na podłogę.
No i ona już jest w ogóle cała zadowolona, jak on tak jej mówi la doctora, bo ona też uwielbia ten jego gorący hiszpański akcent, tylko mu nigdy nie mówi o tym, bo dziewczyny to nie powinny chłopakom tak dużo komplementów dawać. A zwłaszcza takiemu Ricardo, bo on się wtedy rozleniwia i wcale o nią nie zabiega.
- No musisz wszystkim mówić króliczku, że twoja żona jest lekarzem, to będą cię traktować poważnie - bo ona uważała, że jak on mówi, że jest kucharzem, to nikt go nie traktuje. Ona nie traktowała na przykład.
Ale on też wcale nie traktuje tego jej dyplomu, i ona zaraz się znowu nadyma i już ma mu mówić, że pójdzie do takiej szkoły, gdzie zdobędzie ten dyplom z blowjobizmu, a ona była w szkole i na studiach prymuską, zawsze się starała dziewczyna. Tylko on wtedy jej mówi, że jest najmądrzejsza i ją całuje, a jej zaraz serce topnieje i robi się na nim tak jakoś cieplutko, łapie jego policzki w obie rączki i też go całuje długo, aż jej nóżka do góry idzie jak w jakimś filmie romantycznym.
A zaraz jak w takim filmie już stoją w tej małej kuchni. Rosita to się krzywi, bo w willi mają ładną i dużą, no ale cóż, na razie musi być tak jak jest, przecież zaraz sobie wrócą do domu, swojego pięknego, bo ona zakładała, że przyjedzie tu po niego i zaraz wracają do Puerto Rico.
Zagląda do tej szafki co jej kazał, ale nie ma tam blendera, tylko jakaś patelnia jedna i garnek bez ucha.
- Nie ma, to jutro mu trzeba powiedzieć, żeby kupił - bo wiadomo, że oni mu nie kupią, bo są skąpi, ale mogą mu przypomnieć, że potrzebuje blendera. Chociaż Rosario to miała jakieś zniżki w sklepach z blenderami, bo ona w domu miała trzy. Różowy. Szklany. I taki bierz i blenduj.
Już miała się ładować na szafkę koło Ricardo, ale on jej wtedy zapytał o to Toblerone i ona wbija w niego ślepia, te piękne, brązowe, błyszczące jak milion gwiazd.
- Mam - mówi mu dumna z siebie, bo zapamiętała, żeby mu kupić, a potem w podskokach jak jakaś ulijanka idzie do walizki. Przerzuca te wszystkie seksowne majtki, a w nich ma zakopane wielkie Toblerone.
- Nie wiedziałam misiu pysiu które ty lubisz najbardziej, więc mam dwa - pół walizy jej to zajęło, ale idzie z tymi czekoladkami do niego i mu je kładzie na blacie przed nosem. A potem się podciąga na ten blat, żeby usiąść koło niego jak będzie kroił pomidory, tylko, ąe ona jest przecież taką małą, słabą kobietką, więc musi sięgnąć rączką, jak się podciąga, i się na nim zeprzeć, akurat paluszki zaciskając na jego bicepsie, i tak go głaska po tym mięśniu i się uśmiecha zalotnie, bardzo kokieteryjnie.
- Ojacie ćwiczyłeś chyba tutaj bejb? - mruga tymi oczami pięknymi. Może z Madoxem ćwiczył?
Ona też by mogła z nimi jakąś jogę potrenować na przykład.
No i już siedzi na tej szafce macha nóżkami, a tu Ricardo jej mówi o tej fabryce Toblerone. Odchyliła się tak do tyłu, podparła ręką na blacie i myśli długo.
- Jakby było we Francji to tak, ale jak w Szwajcarii to tam jest chyba tak samo jak tutaj - no bo zimno, flagi mają podobne, jakaś nudna ta Szwajcaria chyba. Jak zaczął gadać do głośnika, to ona zaraz marszczy brwi, a później leci ten audiobook, a ona go słucha taka oczarowana cała.
- O jezu Richie to jest Dwór cierni i róż, zostaw to - no i oczywiście, że ona słucha machając przy tym nóżkami, aż go kopnęła w kolano niechcący - to jest taka romantyczna książka. Jak nasza miłość Ricardo - i znowu się na niego patrzy - tylko tam na końcu taki chłopak zdradza taką dziewczynę i ona go zabija... to jest smutne zakończenie - jak to powiedziała, to aż głowa kręci, a potem sięga do jego karku, żeby go po nim podrapać tymi czerwonymi, długimi paznokciami - ale nas to nie dotyczy, bo ty byś mnie nigdy nie zdradził misiaczku - no i jeszcze się bawi jakimś łańcuszkiem na jego szyi, ale sobie myśli, że jakby ją zdradził to by go nim udusiła. Ale nie zdradzał, to nie musiała.
Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Ale to Riczi, więc nie wiedział, że robił źle. Dopiero teraz zaczyna coś tam kumać w tym temacie. Może mu podpowiedziały te jej łzy i to, że ciągle pytała jak mógł ją zostawić. No faktycznie, jeżeli nie miałby poważnego powodu, no to przecież by jej nie zostawił.
Trochę się spiął, jak ona znalazła rudego włosa, bo na pewno to był włos Ezry. Aż mu się tak gorąco zrobiło że na te poliki opalone się zaróżowiły.
- Nie wiem, jakiś paproch?- chce jej zabrać z ręki tego włosa, boi się że Rosi zaraz podręczny zestaw detektywa wyjmie i tak się skończy, że będzie zaraz jakieś dochodzenie prowadzić, a to nie o to chodziło tylko o dochodzenie Ricziego (hehe). Także z jakąś ulgą przyjął, że Rosi odpuściła ten włos. Od teraz będzie musiał się lepiej kryć… nie, nie, teraz jak Rosi tu jest, to przecież nie może ryzykować. I nagle powoli zaczyna do niego docierać, że może właśnie być taka niezręczna sytuacja, kiedy jego zdrada wyjdzie na wierzch. Aż znów gorąco mu się od tej myśli zrobiło. Wachluję się jak stara baba ręka i dobrze że już stoi przed otwartą lodówką, która nieco mu pomaga w cierpieniu i tych olśnieniach.
- Na prawdę? - ucieszył się,no chyba skoro podczas podróży o tak kupiła mu czekoladę, to jednak z założenia chciała się pogodzić, uff. Zaczął siekać z całej siły te paprykę, kiedy bejba poszła po Toblerone i czuje, ze ciężko mu kurde jest na żołądku od tego, że ona do niego z czekoladą a on do niej z fakiem. Słodka była Rosi czasami. Jak taka czekoladka właśnie. Zaśmiał się zadowolony jak widzi jak Rosi wraca nie z jednym ale z dwoma trójkątami od Toblerona. - o kurde, takiej jeszcze nie jadłem, wygląda dobrzeee - ucieszył się i ogląda opakowanie, ale chwilę później jednak uznaje, że musi dalej siekać i wtedy Rosi mu sprawdza bicka. Uśmiecha się do niej i napina go mocniej, no tak, niech widzi jakiego ma Alvaro w domu. Tzn nie ma go w domu, bo musiała za nim przyjechać. Szczegóły.
- Ano, Madox chodzi na siłownię dwa razy dziennie i zacząłem z nim chodzić, on tak wyciska ze nie ma zmiłuj. Niedługo będzie kwadratowy - zaśmiał się, ale szczerze to podziwia Madoxa, chociaż te mięśnie to chyba ma od noszenia tej trupki u Williama.
Ogólnie to Riczi by chciał jeździć na pewno dalej niż 12 km od ich miasta z Rosi, np do Toblerone town. Ale zawsze jak on mówi swoje marzenia, to okazuje się, że one są mniej ważne niż marzenia Rosi więc tak, pojadą Do Europy ale jedno miejsce którego nie zobaczą to wlansie miasto Toblerone.
- A tutaj ci się nie podoba? - zapytał, bo jemu się podoba i np dwa dni temu to już planował tu zamieszkać z Erza na zawsze. Może Rosi wyjedzie i będzie jednak mógł to zrobić.
W każdym razie on już miesza na patelni i syczą warzywka ładnie, kiedy Alexa zaczyna czytać jakieś gowno, które okazuje się ulubioną książką Rosi. Jak kazała mu zostawić i wyraźnie jej się podobało, to on nie protestuje, bo szanuje jej opinie i jeżeli Rosi chce tego słuchać to on będzie z nią. Twardo. Zresztą bardzo mieli miły moment, jeden z tych jakie Riczi uwielbia czyli jak on jej gotuje a ona przed nim siedzi taka seksi hot chica. Ale potem ona zdradza jaka jest fabuła i aż się oparzył jak usłyszał. - Carramba- wykrzykuje i zaraz łapię się za ucho, bo tak trzeba zrobić zawsze jak się oparzysz. Zsunął patelnię z palnika i ogląda się za jakąś miseczka na danie. A tak serio to nie chce po prostu jej w oczy patrzeć.
- I Ty takie książki czytasz? Głupi pomysł zabijać za zdradę nie sądzisz??- prycha tylko i w końcu z lekkim trzaskiem stawia znaleziona miseczkę na blacie.
Rosario M. Vargas-Martinez
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ona myślała biedna i naiwna, że on się tak wachluje, bo jego żonka jest taka gorąca, aż jej się też ciepło zrobiło i odpina jakiś guziczek tej swojej seksi sukienki, żeby dekolt mieć jeszcze większy i go kusić bardziej, jakąś koronkowa bielizną. Tylko, że zaraz już go nie kusi, bo w tych majtkach szuka Toblerone dla niego, jakieś szalone kolory limited edition.
- Ta jest chyba jakaś hot, facet na lotnisku mi doradził, że będę za-do-wo-lo-na - powiedziała powoli i patrzy mu w oczy przenikliwie - ale ja mu powiedziałam, że to dla męża - no bo może Richi nie był pierwszą partią w Puerto Rico, ale Rosa to jednak uwielbiała się chwalić tym, że była mężatką. Jak ona dziesięć lat na to czekała, na ślub!
Wymacała go po tym bicku i zaraz uśmiecha się do niego ładnie, trzepocze rzęsami.
- Ojejku Richie, jaki wy macie na siebie dobry wpływ z tym Madoxem, ty go wyciągasz z depresji, a on ciebie na siłownie - aż go pogłaskała po policzku, bo taka jest zachwycona, że jednak Ricardo jak się urwał na moment ze smyczy jej to tak wymężniał. No ale i tak już chciała, żeby wrócił. Znowu pod jej pantofelek.
Zamyśliła się na jego pytanie, czy tutaj jej się nie podoba, bo na razie to nieszczególnie, ślizgała się na szpilkach po lodzie i tyłek jej zmarzł.
- Ale ja jeszcze nic nie widziałam króliczku, musisz mnie oprowadzić po mieście, pójdziemy gdzieś się pokazać, bo przecież w Puerto Rico to już każdy wie, że jesteś moim mężem, a tutaj jeszcze nikt! - a lepiej, żeby jakieś rude lafiryndy jednak wiedziały. W ogóle co to za pomysł, że rude? Jak ona tak patrzy w te ciemne, przenikliwe oczy Richiego i od razu sobie myśli, że przecież on by na rudą nigdy nie poleciał, bo on to jest taki hot latino boy.
Ona się już zasłuchuje w tej książce, odchyla do tyłu, a pierś jej się unosi w głębokim oddechu, kiedy sobie wzdycha, że to taka romantyczna historia. Tylko Ricardo chyba uznał inaczej, bo aż się w paluch oparzył, a ona mruży oczy i patrzy na niego podejrzliwie, nogę na nogę zakłada jak w swoim gabinecie i pochyla się do przodu.
- Uważam, że to jest dobra zemsta. Jak się miłość i uczciwość małżeńską przysięga przed najświętszą panienką, a później idzie się na lewo... Ja też bym za to zabiła - powiedziała poważnie - a ty byś tak spokojnie patrzył, jakbym ja na przykład wlazła do łóżka twojemu kuzynowi? - znowu się na niego patrzy - uważasz, że zdrada to jest coś normalnego? W zdrowym, szczęśliwym związku ludzie się nie zdradzają, bo sobie ufają, bo się kochają, a jak kogoś kochasz, to go nie zdradzasz - tak mu nagadała i znowu się opiera rączką o jego klatę, tam gdzie ma to szybko bijące do niej serduszko, kiedy się zsuwała z szafki, żeby stanąć na ziemi. Bo zaraz ona się opiera łokciami o blat i wypina do niego pupą, tą ubezpieczoną na grube pieniądze, i pochyla nad tą miseczką, żeby zobaczyć, co on jej takiego zrobił dobrego.
Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- I co on na to? Pewnie mu jaja ścisnęło z zazdrości - zaśmiał się, bo jemu też by, ale szczerze to odkąd odkrył swoją nową zdradziecką naturę, to jakby usłyszał że Rosi ma kogoś wtedy co ją poznał, to by to miał w DUPCE bo akurat nie przywykł do tego, żeby nie być z dziewczyną, która mu się podoba i inni faceci nigdy nie byli przeszkodą. Ciekawe czy inni faceci też mają tak jak gadają i flirtują z Rosi - na pewno tak. Ale akurat na to Riczi ma tylko odruch wymiotny, bo tak go stresuje, że jego Rosi mogłaby go zdradzić. Nie, nie, woli o tym nie myśleć. Chociaż akurat może będzie musiał o tym pomyśleć.
- Hehe, no - potwierdza jej, bo tak, mają dobry wpływ, chociaż Madox na niego trochę gorszy, skoro przywitał go w kraju tak, że pokazał mu trupa. - Wiesz, jak tu trochę jeszcze zostanę, to może faktycznie na dobre wyjdzie i mi i jemu…- tak zarzuca temat i patrzy na prochy matki które zostawił gdzieś dalej na stoliku - … w sumie skoro mi przywiozłaś tu mamusię to już nic mnie w Portorico nie trzyma. Może tu na dłużej zostanie..MY- tak rzucił, chociaż ma nadzieję, że Rosi powie że ona musi wracać do pacjentów i na pewno nie może siedzieć w Kanadzie w trakcie ich terapii.
On to w ogóle nie wiedział o co jej chodziło, że go w tej Kanadzie zaczęła od króliczków nazywać, ale może ta zimna aura tak na nią działa, a może jej zmroziło jakieś obwody. Zazwyczaj to jak była taka miła, to się okazywało że to dlatego że coś jej odjebuje i wymawia sobie, że ma owulację i chce z nim mieć dziecko. Ale on też jest przebiegły i ma swoje sposoby, żeby nie doszło do tego.
- A pewnie że Cię oprowadzę. Pokażę ci moją ulubioną kawiarnię i gdzie Madox pokazał mi sklep z mięsem i stekami. I jeszcze możemy iść do klubu Madoxa, tam jeszcze nie byłem. Może jutro? Odwalisz się jak na bal, będzie fajnie - tak ją zagaduje i pomyślał, że może nie będzie tak źle z tą Rosi, w sumie może dobrze spędza nawet czas? Chyba się przeliczy.
Zagapił się na te jej falujące piersi, co wcześniej mu pokazuje w koronkach, więc pewnie dlatego się carramba poparzył i słucha co ona mówi.
- Ale przecież ty byś nie zrobiła nikomu krzywdy… to znaczy, nie żebyś miała powód, bo nie masz, ale no wiesz, do tego żeby ZABIĆ to jednak musiałabyś mieć jakieś predyspozycje. Na przykład umieć strzelać albo przynajmniej znać się na truciznach - tak sobie gdyba, a przy okazji chcę usłyszeć jakby go zabiła Rosi, żeby uważać w tym danym aspekcie. Zaśmiał się trochę nerwowo i przyjrzał jej badawczo, jak powiedziała o spaniu w łóżku Madoxa - A po chuj ty byś miała mu do łóżka wchodzić?- bo chyba nie załapał, że ona by chciała z nim go zdradzić. Riczi to myślał, że jakby go zdradziła to z Chris Hemsworth który jest Thorem, ale nie z jego kuzynem…
- Nie twierdzę tak, ale myślę że jednak śmierć to jest jakaś bezsensowna kara za taki czyn. Jakbyś ty mnie zdradziła, to.. - zastanawia się i rękę do serca przykłada - To bym umarł ze smutku, mi amor
A potem by złapał za givere z Jezusem i rozjebal komuś kolano.
No ale tak, hot ma żonkę tylko coś mu gorzko jest od tych wyrzutów sumienia i się trochę boi, że dziś go wyczuje Rosi jak np będzie ją dalej całować albo się z nią kochać, że coś jest nie tak. Już mu się gorąco zrobiło od tego, jak mu się tu wypina Rosi i tak ją po tyłku poklepał, przytula ją od tylu i chce już coś powiedzieć hot, ale zrezygnował i daje jej tylko całusa w polika.
- Losos czy stek?- pyta, bo coś do warzywek chyba musi jej jeszcze dorobić.
Rosario M. Vargas-Martinez
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie kupowało jej jednak wcale to, że on tutaj chciał zostać, w tym mrozie i pizgawicy, przecież ona by tu musiała pewnie co tydzień na solarium chodzić, żeby zachować swój naturalny, piękny kolorek. Aż nabrała powietrze w płuca i znowu wywala wargi, czerwone jak krew.
- Ale tylko pół mamusi, bo reszta się nie zmieściła, twoja matka była... postawną kobietą - wielka była jak dwie Rosity, albo trzy, ale jednak Roska zawsze ją szanowała. Nawet jak ją mamusia wyzywała od ladacznic, to ona tylko kiwała głową i mówiła, że jej syn to lubi jak ona się tak wyzywająco ubiera.
Trochę posmutniała i się tak patrzy gdzieś w podłogę.
- A nasz dom Ricardo? Nasze pieski? Mieliśmy tam zakładać rodzinę? - tak mu mówi, bo przecież ona chciała dzieci bawić na portorykańskiej ziemi, a nie na jakiejś obcej, no i miała tam pieski i tą willę z basenem mieli, na pół im zapisaną, żeby nie była miedzy nimi żadną kością niezgody.
Ale myśli sobie dalej i myśli, aż wzdycha ciężko.
- Ale w sumie moglibyśmy tutaj jakiś czas pomieszkać, ostatnio w pracy mam taki młyn, ludzie w Puerto Rico to są jacyś wściekli, a tutaj są spokojniejsi, prowadziłam tu już kiedyś gabinet. Pamiętasz jak byłam na tej wymianie z pracy, cztery lata temu? - no było coś takiego, że ona się z jakimś profesorem musiała wtedy wypuścić w świat i Ricardo wtedy płakał, że go zostawia dla jakiegoś profesora, ale jak zobaczył jego zdjęcia, to już mniej płakał i ją puścił na te trzy miesiące. Stąd ona miała te papiery, że mogła tutaj prowadzić gabinet.
- O, do tego klubu to chętnie pójdę, przecież tam na pewno jest gorąco, jak twój kuzyn to prowadzi, a on jest taki... - już miała powiedzieć, że też jest gorący, ale zaraz się patrzy na Ricardo - a to jest też burdel? Bo trochę nie zrozumiałam jak mi to tłumaczył przez telefon - że jakaś tancerka spadła z rury i zwichnęła sobie biodro, czy coś tam, tak jej tłumaczył. Ale Rosa to podejrzewała, że z chuja jakiemuś bogaczowi spadła i Madox jej tak mówił, żeby nie wypaść na alfonsa.
Słucha go uważnie, kiedy on jej tak wmawia, że ona by nikomu krzywdy nie zrobiła... Jakby jej nie znał w ogóle.
A przecież wiedział dokładnie, że ona swojego brata zepchnęła ze schodów, kiedy jej zaszedł za skórę, i on teraz do końca życia na wózku będzie jeździł... No dobra, wcale nie, bo tylko po tym jak go zepchnęła ze schodów to mu się zrobił wrośnięty paznokieć, ale to i tak bolało!
- Och Richie carino, ty to nie wiesz do czego zdolna jest zdradzona kobieta... - powiedziała i sięgnęła zaraz po ten duży nóż, którym on kroił paprykę i tak go podniosła do góry, że wyglądało jakby tym nożem go chciała zadźgać, ale ona sobie tylko ukroiła kawałek pomidorka. I sobie go pakuje w te gorące, czerwone usteczka, a nóż odkłada. Ale nie jest powiedziane, że jakby ją zdradzał, to by tego noża mu nie wbiła w brzuch, czternaście razy, żeby się potem mogła powoływać na niepoczytalność.
- Misiaczku przecież ja się znam na lekarstwach, a to nawet gorzej niż na truciznach... Nawet byś nie wiedział, że cię truję - powiedziała sobie, jakby nigdy nic. Że go szprycowała błonnikiem i jakimiś tabletkami i viagrą też nic nie wiedział, a robiła to regularnie.
Zamrugała dwa razy, kiedy on jej tak zapytał po chuj by miała wchodzić do łóżka Madoxa, no bo jak o niego on nie jest zazdrosny, to ona już nie wie. Bardziej hot facetów to ona nie znała. Ale może pozna jakiegoś kanadyjskiego aktora na przykład? Jakiegoś Ryana Goslinga? Tylko ciekawe czy on nie siedział w Hollywoodzie, a nie w tej zimnej Kanadzie.
- A ja bym najpierw cię zabiła, a później też umarła... Jak w Romeo i Julia, oglądałeś? - zapytała i się mu patrzy w oczy, bo taka była Rosita przecież, wielka romantyczka, co tą ich miłość to porównywała do Romeo i Julii. Chociaż przecież tak często na niego napierdalała, ale... uważała, że Ricardo to jest nawet większe ciacho niż młody DiCaprio, a to chyba musi coś znaczyć!
Już się miała do niego przymilać, kiedy on ją tak klepnął w tyłek i ją przytula od tyłu, bo myślała, że zaraz ją weźmie tutaj na tym blacie kuchennym na pogodzenie i przywitanie, ale on jej pyta, czy chce łososia czy stek. I ona znowu nadyma usteczka, aż westchnęła ciężko.
- Łosoś - rzuciła, ale już wiedziała też, że dla Ricardo obiad to jest rzecz święta, a gotowanie to on kocha ponad wszystko. Sięgnęła sobie do tej miseczki i zjadła jakieś warzywko. Ale ją to gryzie tak i gryzie.
- Ricardo, czy ty się w ogóle za mną nie stęskniłeś? - zapytała nagle, bo obiad obiadem, ale tu przed nim stoi takie najsłodszy deserek, no ona cała. A nie widzieli się dwa tygodnie... to jak on niby rozładowywał te różne napięcia seksualne, skoro nie z nią?
Znowu spojrzała na niego podejrzliwie.
Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Zmarszył swoje pokaźne brwi w wyraźnym niezadowoleniu i przez chwilę aż mu mowę odjęło, i zaraz mówi do niej po angielsku, żeby wyrazić swoje absolutne niezadowolenie (zawsze tak robi, jak jest na skraju!).
- Czy ty chcesz mi powiedzieć, że rozdzieliłaś moją mamę na PÓŁ i przywiozłaś tu tylko połowę?! - pokazuje na słój z matką, który stoi zresztą nieopodal, jak gdyby nigdy nic na ważnym miejscu, honorowym wręcz. No niedowierza co słyszy, a Rosi nic tylko wraca znów do tego, że jednak powinni wrócić do PR. W głowe on sie klepie i przechodzi spowrotem na hiszpański - A jak ja mam rodzine z tobą zakładać, jak ty mojej nie szanujesz Rosi? Jak można na pół rozdzielić prochy. Czy jak ja bym te twoje pieski na pół przekroił i tylko wział sobie głowę jednego to byś chciała ze mną dzieci robić? No nieee.. - i wychodzi zza tej wyspy i łapie słój, ale im bardziej mu się przygląda, tym jakoś dziwnie on wygląda i jeszcze jak tak potrząsnął, to mu się zdaje, że coś się skawaliło tam w środku. Bada, to bada i wcale już na swoją żonkę nie patrzy ani nawet na batony Toblerone.
Tak, pamiętał jak pojechała tu do jakiegoś 40 letniego virgina i jak mu było wtedy ciężko jak jej trzy miesiące nie było. I wtedy żadnej kochanki sobie nie wziął, mimo że podejrzewał, że Rosi sobie wzieła. Nie wiadomo, czy tego profesora, ale na pewno kogoś, bo zawsze jak do niego dzwoniła to była taka uśmiechnięta, jak zawsze jest tylko jak mają dobrą namiętną noc, a nie jak dwa miesiące chodzi o suchym pysku. Dobrze pewnie podejrzewał, bo to pewnie ten jej dzikus jest, no ale to co było to było. Może jakby wtedy Riczi poznał Rudą, to inaczej to wszystko by sie potoczyło. No nie dowiemy się.
- Nie, tam sa tylko wystepy - odburknał wciąż niezadowolony, że mamusia była tak potraktowana no i odechciało mu się do tego klubu wgle iść. Zresztą potem Rosi była już przerażająca z tym wielkim nożem, Riczi patrzał na ten nóż z oczami psa spaniela, który widzi swój koniec. Natomiast rzeczywiście nie przemyślał też tego trucia i marszczy brwi. Chyba powinien uważać troche na to co od teraz dostaje od tej swojej Julity. Wzdycha i wraca tam za ten kontuar, żeby skończyć jej obiad. No i wtedy faktycznie zrozumial, ze chyba sie podejrzanie zachowuje, bo juz z pol godziny z Rosi gada a ani razu nie spytal, czy pokaze mu za co dostala dyplom z blowjobizmu. A to wszystko przez to, że ma te walone wyrzuty sumienia. Patrzy znow na nią i wzrusza ramionami. No trudno, bedzie musiał na nią zwalić wine. Jednak naczej sie nie da tego załatwić.
- Nie no stęskniłem, ale sie dziwie ze tu przyjechalaś, bo ostatnio to wcale nie bylas zainteresowana , tak. Zresztą patrz, dwa tygodnie nie zauważyłaś że mnie nie było... [/b
Rosario M. Vargas-Martinez