-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na komplement odpowiedziała pięknym uśmiechem i ogniem w oczach. Trzeba przyznać, że Darling miała swoje momenty i przebłyski wiedzy. Często wyłapywała jakieś randomowe ciekawostki, ale przede wszystkim była świetnym słuchaczem. Łatwowiernym, ale jednak! Kosuth mógłby się okazać jakąś zmyślonym przyjacielem Blaze'a, a ona i tak kupiłaby to bez żadnych podejrzeń. Na szczęście to, co mówił pokrywało się z historią April, a oboje nie mogli przecież ściemniać. Chyba.
Zostawiła już to całe krzesło w spokoju. Dla niej krzesło pozostawało krzesłem, niezależnie od tego, jak było przedstawione. Zamykając oczy, widziała je bardzo wyraźnie. Czytając o nim, również potrafiła je odtworzyć w głowie. Nie była pewna, czy takie skupienie na przedmiocie czyniło ją ograniczoną umysłowo, czy też właśnie o to chodziło Kosuthowi — żeby zmusić odbiorcę do refleksji i zobaczyć w zwykłym krześle coś więcej niż tylko funkcjonalny mebel.
— W mojej łazience? — zapytała, zatrzymując się obok przyjaciółki. Przechyliła głowę, wpatrując się w nagie piersi kobiety z obrazu. W teorii wyglądały jak prawdziwe cycki, ale w rzeczywistości były dalekie od naturalności. Ich kształty były przesadzone, a kolory zbyt płaskie, żeby oddać ciepło skóry. Patrząc na nie, trudno było uwierzyć, że ktoś mógłby traktować je jak prawdziwe ciało. Wyglądały raczej jak marzenie artysty niż prawdziwa kobieta. Okej, jeśli to nie było dowodem na to, że Teddy znała się na sztuce jak nikt inny na świecie, to trudno powiedzieć, co nim mogło być. — Ale to twój banan — stwierdziła po chwili. Nie chciała przywłaszczać sobie jej rzeczy, chociaż musiała przyznać, że projekt tej kultowej okładki doskonale prezentowałby się obok lustra nad umywalką.
Nie podłapała, że zabrzmiało to tak, jakby Finch zamierzała się do niej wprowadzić. Jakoś w ogóle nie przyszło jej to do głowy. Darling pewnie nie miałaby nic przeciwko, w końcu i tak częściej bywała w domu niż w nim faktycznie była, ale nigdy wcześniej o tym nie pomyślała. Teraz zresztą też nie.
— I to wcale nie są starocie — zastrzegła natychmiast, posyłając April karcące spojrzenie. — Starocie to byłyby, gdybym nagle zapragnęła ozdobić cały loft Monetem albo dziełami innego impresjonisty. Albo, nie wiem… Tym — ruchem głowy wskazała na nagą kobietę, co równocześnie o czymś jej przypomniało. — Mam dla ciebie kalendarz — powiedziała zwyczajnym tonem, zerkając kątem oka na przyjaciółkę.
Kiedy w zeszłym roku zaproponowano jej sesję, nie była do końca przekonana, czy to rzeczywiście dobry pomysł. Przez chwilę nawet rozważała zasięgnięcie porady u Finch, która na sto trzydzieści siedem procent nagabywałaby ją do udziału, nie pozostawiając miejsca na wątpliwości. Ostatecznie jednak Teddy podjęła decyzję sama. A potem czas zrobił swoje, a ona na śmierć zapomniała o tych zdjęciach!
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zamrugała niepewnie na pytanie o łazience. Miała nadzieję, że strażaczka po prostu zmieni temat. Mogły rozmawiać o wszystkim innym, po co przejmować się tym, co papla April? Milczała twardo, wgapiając się w obraz, jakby chciała wypalić w nim dziurę. Niestety przyjaciółka nie odpuszczała. Co za dociekliwe babsko! Potarła nerwowo rozgrzany kark, odwracając głowę na bok. Udawała, że jakiś inny obraz przykuł jej uwagę. W rzeczywistości po prostu nie chciała pokazać, że się zarumieniła. Brzmiało to tak, jakby Darling nie wyłapała jej pomyłki. To dobrze! W upokorzeniu rozpływała się sama. Nikt jej nie wtórował. Tak pewnie było zdrowiej. Odchrząknęła w końcu i znowu spojrzała na obraz z gołą babą.
— To tylko taka propozycja. Możesz wybrać dowolny inny owoc. — Wzruszyła obojętnie ramionami. No tak, to była niezwykle inteligentna riposta. Zamknęła na moment oczy, policzyła błyskawicznie do dziesięciu, co jej klasycznie nie pomogło. Ona nigdy się nie nauczy po prostu zamykać mordy. A tyle razy jej mówiono, że uratuje jej to pewnie kiedyś życie. Ale nie. Ciągle szła w zaparte, zawsze musiała coś palnąć.
— Lata 50. to nie są starocie? — Spojrzała na nią z rozbawieniem. No tak, jeśli miała zamiar to porównywać do dziewiętnastowiecznych twórców, nie było tak źle. Ale biorąc pod uwagę ich wiek, to było naprawdę dawno. Po świecie chodziła jeszcze cała masa osób, które żyły, gdy Warhol tworzył swoje największe dzieła. Nie spotkają raczej nikogo, kto zbijał piątkę z Monetem. Po pewnym czasie sztuka robi się bardziej niż stara.
— No nareszcie! I my marnujemy czas na oglądanie jakichś bohomazów? — Obróciła się natychmiast w jej stronę, odzyskując przy okazji całą energię do życia, która wyparowała z niej przez banana. Kalendarz z takimi zdjęciami to dopiero była sztuka! Nie miała wprawdzie szafki w pracy, więc nie wiedziała, gdzie powinna go powiesić, ale na pewno coś wymyślii.
— Opowiedz mi wszystko. Którym jesteś miesiącem? Dostałaś już wszystkie zdjęcia z sesji? Jak było? I przede wszystkim gdzie on jest? — Pomysł na kalendarz wydawał się jej wybitnym nawet wiele miesięcy temu. A teraz? Absolutny szczyt geniuszu i innowacji! O ile wściekała się na myśl o tych wszystkich kelnerkach, strażaczkach, hydrauliczkach, nauczycielkach, księgowych i cholera wie jeszcze jakich babach, które za punkt honoru ustawiały sobie poderwanie Teddy, to odważna sesja w ogóle nie wzbudzała w niej złości ani zazdrości. Przeciwnie. Mogła być z niej tylko dumna.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wybór innego owocu nieco zbił ją z tropu.
— Brzoskwinię? — wypaliła, zanim zdążyła ugryźć się w język. Oczywiście, że ze wszystkich owoców musiała wybrać właśnie ten. Nie mogła to być po prostu papaja albo jakaś czerwona porzeczka. — W zasadzie to nie wiem, czy cokolwiek chcę wieszać w swojej łazience — co najwyżej siebie, dopowiedziała sobie w głowie, wlepiając szeroko otwarte oczy w obraz.
Szkoda, że jednak nie wyłapała tej aluzji o ewentualnym wspólnym zamieszkaniu ani rumieńca, który momentalnie pojawił się na twarzy April. Wtedy miałaby się czego uczepić i z pewnością znalazłaby doskonały pretekst do żartów, tych niby niewinnych, a jednak trafiających dokładnie w czuły punkt. Mimo to wzmianka o kalendarzu okazała się całkiem trafna, bo ten od razu zaskarbił sobie całą uwagę Finch. Na pytanie o miesiąc za jaki przyszło jej występować, Darling zaśmiała się głośno.
— Kwietniem. Wyobrażasz sobie? — to był akurat czysty przypadek, bo modeli przydzielano zupełnie losowo. — Ale reszta miesięcy to sami faceci — dodała, bo kalendarz powstawał głównie z myślą o heteronormatywnych kobietach, które maiły zachwycać się bicepsami i wzdychać do umięśnionych, męskich klatek piersiowych. — Mam większość zdjęć — przytaknęła skinieniem głowy. — Chcesz zobaczyć? — to trochę jak pytanie dzika o to, czy sra w lesie, dlatego od razu wyciągnęła z torebki telefon, żeby pokazać resztę fotek. — Było normalnie. Chyba? Nie wiem, nigdy wcześniej nie brałam udziału w czymś takim — i chociaż Teddy dobrze się bawiła, to modelki z niej nie będzie. Przynajmniej tak uważała, patrząc na te wszystkie zdjęcia. — No jak to gdzie jest? W samochodzie! Nie zmieściłabym go w torebce, a chyba nie sądziłaś, że będę go tachać pod pachą. Wtedy nie mogłabym robić tego — korzystając z okazji, że Finch była zajęta przeglądaniem galerii, przyciągnęła ją do siebie, żeby objąć ją w pasie i złożyć pocałunek na jej policzku.
Miały jakoś się zachowywać, ale Teddy nie mogła powstrzymać się przed tak ciepłymi gestami. Nie chodziło o to, żeby przelecieć pomiędzy jedną ekspozycją a drugą, ale okazywanie czułości przychodziło jej całkowicie naturalnie. W ten sposób pragnęła pokazać, że April była dla niej naprawdę ważna i żadna kelnerka, strażaczka, hydrauliczka, nauczycielka, księgowa, choćby nie wiadomo jak interesująca, nie miały do niej podjazdu.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Żartujesz. — Kwiecień! Jeżeli los próbował im coś zasugerować, to nie był zbyt subtelny. Może to dobrze? Bardzo podobał jej się ten przypadek. Kwiecień był zresztą jednym z jej ulubionych miesięcy i to naprawdę nie miało wiele wspólnego z fantazją rodziców odnośnie do imienia. Powracająca wiosna po długaśnej zimie zawsze rozgrzewała jej serce i dodawała energii do życia. Nie planowała jednak czekać do kwietnia na zawieszenie jej zdjęcia. Nie przy takim składzie kalendarza.
— Serio? Chłopy? Szkoda. Miałam nadzieję, że to będzie taki mini manifest. No wiesz, same kobiety w stereotypowo męskich zawodach. A tak to lipa. Nie przebije chyba naszego biurowego kalendarza z przystojnymi księżmi. — Pokręciła głową zawiedziona. Potrafiła docenić piękno męskiego ciała, ale jeśli faktycznie kalendarz był składany pod typową heteronormatywną kobietę, którą jara mundur, to April nie znajdzie tam niczego dla siebie. Istnieli faceci, dla których kobieta kończyła się na 60 kilogramach. Dla niej było wręcz przeciwnie. Wielkie, szerokie jak szafa chłopy były dla niej absolutnym przeciwieństwem atrakcyjności, a pewnie takich tam będzie na pęczki. Młodzi, rozmarzeni księża z całego świata, których z entuzjazmem oglądali w jej zespole przez cały zeszły rok, byli o wiele ciekawsi.
Przejęła od niej telefon, by móc obejrzeć zdjęcia. Z początku chciała ją ocenić profesjonalnym okiem. Nie znała się na fotografii, ale przecież była na niejednej sesji z klientami. W influencerów wkładało się przecież mnóstwo pieniędzy. Wiedziała, jak dobrze mogą wyglądać fotki, nawet w niepozornej scenerii. Po zobaczeniu pierwszego zdjęcia kompletnie zapomniała o profesjonalizmie. Zaskoczona uniosła brwi do góry. Nie zdziwiło ją, że Teddy wyszła na zdjęciach bardzo dobrze. Z opóźnionym zapłonem dotarł do niej klimat sesji. Miała przecież mnóstwo kadrów przyjaciółki, które gromadziła skrupulatnie w chmurze od kilkunastu lat. Ale takich jeszcze tam nie było. Na szczęście resztki profesjonalnego rozsądku dały o sobie znać. Sięgnęła po swój telefon, zetknęła ze sobą urządzenia i od razu przesłała sobie rezultaty sesji. Dopiero wtedy mogła spokojnie obejrzeć zdjęcia.
— Co? A tak. W samochodzie — powtórzyła ostatnie słowa, jakie wyłapała. Całus wytrącił ją z zamyślenia i pozwolić przypomnieć sobie, że nadal znajdują się w muzeum, a nie gdzieś między obłokami.
— Nigdy nie miałam własnej dziewczyny z kalendarza. Zmarnowałam 360 miesięcy. — Nieco zdziwiła ją ta konkluzja, ale faktycznie, to była prawda. Z jednej strony była taka puszczalska (o czym Teddy nie wspomniała od kilkunastu godzin), a z drugiej nie miała na swoim koncie odhaczonej tak podstawowej fantazji. Powinna być sobą zawiedziona? Chyba tak.
— Na wszystkich wyglądasz zajebiście — zapewniła, przyciszając głos. Ujęła w dłoń jej podbródek. Przez moment patrzyła jej w oczy, myśląc o rzeczach, których damie nie wypada wypowiadać na głos. Ukróciła własne fantazje delikatnym pocałunkiem. Niestety nie wystarczył. Pocałowała ją raz jeszcze, pozwalając sobie na czułość o sekundę dłuższą. Nadal nic. Jeszcze jedna próba, znów wydłużona o ledwie zauważalny czas. To właściwie robiło jej jeszcze większą wodę z mózgu. Poczuła, jak fala gorąca spływa przez żołądek, rozlewając się leniwie po podbrzuszu. To był znak, że powinna
— To gdzie mnie zabierasz potem, skoro wybrałaś samochód, a nie Ubera? — Odsunęła się niechętnie. Było jeszcze bardzo wcześnie. O ile na Toronto zaraz nie spadnie ognista pożoga, miały dla siebie mnóstwo czasu.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wydała z siebie cichy pomruk rozczarowania. Sama też szczerze ubolewała, że sesja nie była żadnym kobiecym manifestem pod hasłem "Nie pytaj, czy mogę. Zobacz, jak robię!" ani innym równie chwytliwym sloganem, który krzyczałby, że zawód nie zna płci. Miała nadzieję na coś bardziej znaczącego. A jednak, kiedy Darling obserwowała swoich kolegów z boku, rzeczywistość okazała się starciem testosteronu. Panowie rywalizowali w tym, kto zrobi więcej pompek i kto lepiej wyeksponuje kaloryfer na zdjęciu.
— Wydrukuj sobie wszystkie i zastąp nimi spoconych strażaków — zasugerowała z rozbawieniem, widząc, jak przyjaciółka przesyła sobie fotki na telefon. Nie mówiła tego serio! Zresztą to przesada, żeby Teddy pojawiała się w każdym miesiącu. Co za dużo to niezdrowo! I nie, wcale nie zależało jej na pokonaniu zeszłorocznych, pięknych duchownych!
Już miała powiedzieć April, że teraz już ma własną dziewczynę z kalendarza, ale coś kazało jej zamknąć gębę. Całe szczęście! Inaczej Teddy spaliłaby buraka ze wstydu i znów zrobiłoby się niezręcznie. A przecież nie mogły tak się spinać, jakby to było ich pierwsze spotkanie w życiu. Z drugiej strony nie powinna przesadnie starać się wypaść w jej oczach. Przecież przyjaciółka znała ją od podszewki. Nawet jej najgorszą wersję! I mimo wszystko, dziwnym trafem, dalej chciała się z nią zdawać.
— Hej, masz na to jeszcze jakieś siedemset dwadzieścia miesięcy — pocieszyła ją i uśmiechnęła się łobuzersko, doskonale zdając sobie sprawę, jak świetnie wyszła na każdym zdjęciu. Niby powinna załączyć jej się skromna Teddy, która macha lekceważąco ręką i mówi no weź, daj spokój, ale wystarczyło na nią spojrzeć! Wyszła zajebiście seksownie!
Westchnęła niekontrolowanie, czując ciepłe usta na swoich. Ciche drżenie przeszło z warg April przez Teddy aż do kości. Niby nic, a jednak wszystko się w niej trzęsło. W jednej sekundzie była zlana potem, spalona wstydem, przepełniona niedowierzaniem i ogromnym szczęściem. Tak nagłym, tak absurdalnym, że aż nie do uniesienia. Spojrzała na nią spod przymkniętych powiek, a serce szarpnęła się w piersi tak gwałtownie, że Darling aż zahuczało w głowie. Ujęła policzek przyjaciółki i przejechała po nim kciukiem. Wciąż czuła jej oddech w kąciku swoich ust.
— Dokąd tylko zechcesz — odpowiedziała zgodnie z prawdą. Teddy skończyła służbę popołudniu, a w jednostce miała stawić się dopiero następnego dnia. I to wieczorem! To oznaczało, że jeśli nic się nie pokomplikuje, mogły spędzić razem nie tylko noc, ale i poranek. Może nawet uda im się zjeść jutro wspólny obiad? — Wykorzystaj fakt, że bosko dzisiaj wyglądamy — zaznaczyła, bo pewnie minie sporo czasu, zanim Darling znów założy sukienkę. Ale przez głowę przemknęła jej myśl, że dla April mogłaby częściej pozwalać sobie na takie stylizacje.
Złapała przyjaciółkę za rękę i pociągnęła ją w kierunku kolejnej sali. Nie zostało już zbyt wiele do zobaczenia. Musiały pozostać wytrwałe, choć pewnie obie wolałyby już zawinąć się do samochodu, gdzie Teddy pokazałaby
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Jesteś genialna. Tak zrobię. — W głowie zaczęła już wybierać, które ze zdjęć trafi na który miesiąc. Nie była pewna, jakie pojawi się w kwietniu, a to przecież też miało znaczenie. Musiała zachować jakąś spójność w tej wizji artystycznej. Nie wiedziała wprawdzie, jaki ma koncept, ale jakiś tam miała na pewno! Może po prostu da się ponieść chwili. Takie dzieła sztuki też czasami dobrze wychodziły, nie wszystko musi być dokładnie wycyzelowanym rzemiosłem.
Przejrzała zdjęcia na swoim telefonie po raz kolejny, tym razem wyraźnie się nad czymś zastanawiając. Potrzebowała chwili na podjęcie jakiejś decyzji. Dylemat sprawiał wrażenie naprawdę potężnego. Zagryzła nerwowo dolną wargę, jakby obawiała się, że jej wybór może okazać się błędny. Aż dziwne, że w muzealnej ciszy nie usłyszały trybików próbujących napędzić jej mózg do lepszego działania. Coś tam jednak musiało przeskoczyć, bo w końcu się uśmiechnęła i coś naklikała. Obróciła wreszcie ekran w stronę Darling, która właśnie stała się jej ekranem blokady. Zastąpiła krowę z Atom Heart Mother, która widniała tam przez ostatnie tygodnie. Zdecydowała się na zdjęcie, na którym nie było widać jej twarzy. Nie była pewna, czy przyjaciółka życzyłaby sobie innej opcji. Dodatkowo wyczuwała w tym jakąś intymną umowę. Może i jej zdjęcie będzie do kupienia w sklepie właściwie dla każdego, ale i tak wyglądało to, jakby miały jakąś słodką tajemnicę.
— W tych strojach? To musi być Burger King — wyszeptała to z takim przejęciem, jakby wizyta w lokalu faktycznie był jej spełnieniem marzeń. Na pewno z wielką przyjemnością opierdoliłaby jakiegoś dobrego wege wrapa, ale znając ich szczęście, zaraz upaćkałyby to wszystko sosami i tłuszczem z frytek.
Do następnej sali weszła bez większego zainteresowania. Ekscytacja, która malowała się na jej twarzy w pierwszym pomieszczeniu, schowała się nieco głębiej. Jej wzrok cały czas uciekał w stronę Teddy. Wystawa fotografii, którą mijały, przemknęła przez jej głowę i zaraz z niej uleciała. Deszczowe, nocne zdjęcia, na których jaskrawe neony próbowały przebić się przez mrok, może zrobiłby na niej wrażenie, gdyby była tutaj sama. Teraz nie miała ochoty poświęcać uwagi na analizowanie trudnego dzieciństwa autorki, które wybrane prace miały symbolizować. Przystanęła udając, że studiuje jedną z fotografii przedstawiającą rozmyte światła w deszczu. Przeniosła ciężar ciała na drugą nogę, dzięki czemu ich ramiona się zetknęły. Mogła się tylko wściekać, że obie zdecydowały się dziś na długie rękawy.
— Ciekawe, że na każdym z tych zdjęć pada. Wszędzie szarość, wielka ulewa, ogromne kałuże, wszystko takie... mokre. — Nawet nie próbowała powstrzymywać pierwszego określenia, jakie przyszło jej do głowy. Było przecież bardzo trafne! Zdjęcia były bardzo dobre, sprawiły wrażenia wręcz ociekających wilgocią. Przygryzła policzek od środka próbując się zanadto nie szczerzyć. Na jej ustach malował się tylko subtelny uśmiech, gdy obróciła głowę w stronę przyjaciółki ciekawa, czy odbiera sztukę w podobny sposób.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Jesteś szurnięta — skwitowała krótko, po czym nachyliła się, żeby musnąć jej wargi w przelotnym, ale zaskakująco słodkim pocałunku. Takim, który trwał może sekundę, a mimo to zostawiał po sobie ciepło na dłużej. — Jedziemy do Burgera Kinga — podłapała natychmiast, uznając to za absolutnie fantastyczną myśl.
Chętnie opierdoliłaby jakąś krowę. Niekoniecznie tę z Atom Heart Mother. Właściwie to mogła zjeść nawet coś bez mięsa. Ostatni pad thai z tofu rozwiał wszelkie wątpliwości, że Teddy rzekomo miałyby odpaść jakieś kończyny. Wciąż miała obie nogi i dwie całkiem sprawne ręce.
— Albo pojedźmy do IKEI — dorzuciła po chwili, już wyraźnie rozkręcona. — Będziemy przymierzać się do mebli, których finalnie i tak nie kupimy do naszego apartamentu — pokiwała ochoczo głową, zupełnie nie przejmując się tym, jak mogło to zabrzmieć w jakiś szerszym kontekście. Była zbyt podekscytowana samą ideą robienia tych wszystkich absurdalnie zwyczajnych rzeczy w tak kapitalnie rewelacyjnych strojach, mając u swojego boku April, że nawet perspektywa błądzenia między regałami i sofami wydawała się nagle jedną, wielką przygodą.
Wystawa zdjęć wydała jej się nieznośnie smutna w zestawieniu z tym, co aktualnie czuła. Deszczowe scenerie uchwycone na fotografiach zupełnie do niej nie przemawiały, bo nijak miały się do płomieni, które wesoło tańczyły w oczach Teddy. W jej wnętrzu buzowało ciepło, podczas gdy kadry na ścianach tonęły w melancholii.
Uśmiechnęła się pod nosem na to, w jaki sposób przyjaciółka opisała wystawę. I nie mogła się z nią nie zgodzić. Wymieniła z nią szybkie, rozbawione spojrzenia i wróciła do podziwiania wystawy, która interesowała ją tak, że aż wcale.
— Przecież lubisz, jak jest mokro — powiedziała, przypominając sobie te wszystkie bezwstydne dźwięki, które pojawiały się za każdy razem, gdy Finch wsuwała w nią swoje... — Myślisz, że ten deszcz to metafora niewypłakanych łez? — zapytała głupio, próbując skupić się na kadrze z wielkimi kroplami na szybie. — Jak bardzo chcesz już stąd iść? W skali od jeden do dziesięć? Sto dwadzieścia? — zapytała i w zasadzie nie czekając na jej odpowiedź, Teddy zacisnęła palce na jej dłoni i pociągnęła w kierunku drzwi, przez które przed momentem przeszły. I tak długo długo zwiedzały muzeum, wymieniając się spostrzeżeniami i opiniami na temat sztuki współczesnej. Darling na pewno wyjdzie z tej instytucji non-profit bogatsza o wiedzę, ale teraz strasznie chciała pokazać przyjaciółce wspomniany wcześniej kalendarz.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Coś szarpnęło ją za żołądek. Nie była pewna, czy Teddy zbudowała zdanie w ten sposób celowo. Kiedy wcześniej rozmawiały o bananach w łazience, sprawiała wrażenie kompletnie nieświadoma sugestii, że powinny mieć wspólną łazienkę. I najlepiej wszystkie pozostałe pokoje też. Zdążyła już przełknąć ten wstyd i o nim zapomnieć, a przyjaciółka wyskakiwała nagle z naszym apartamentem? W głowie Finch pojawiły się linijki tekstu, jakby miała wybrać opcję dialogową w grze. Najbardziej przydałaby się jej teraz jakaś dodatkowa umiejętność, dzięki której oceniłaby, czy to było celowe nawiązanie, czy tylko nabudowywanie żartu. Niby taka z niej specjalistka z zabaw w udawanie, a jak przyjdzie co do czego, to się gubiła. Może to przez ten brak obecności kostek albo mistrza gry?
— IKEA to zdecydowanie sklep dla kogoś z naszym statusem. Musiałybyśmy znaleźć wszystkie te ich białe szafki, żeby się potem odpowiednio na ich tle wyróżniać. — Wybrała wreszcie bezpieczną opcję. Niby wciąż wchodziła w tę grę, ale nie zapomniała też o żarcie, żeby nikt sobie nie pomyślał, że jest totalnie poważna. Nie mogła przecież być. Po pierwsze, nie chciałaby mieć samych białych mebli ze sklejki, nieważne jak slay wyglądałyby w takim salonie w swoich obecnych strojach. A po drugie, nie chciała zarzucać Teddy niepotrzebnym stresem. Obiecała jej przecież ostatnio, że cierpliwie poczeka, aż to ona będzie gotowa na jakiekolwiek rozmowy. Bardzo chciała po prostu uznać tę randkę za podjęcie kolejnego kroku, ale nie chciała się znowu niepotrzebnie zapędzić.
— Mhm, no. Totalnie łez. — Pokręciła głową z rozbawieniem. Zaskoczyła ją dzisiaj kilka razy swoim podejściem do sztuki, ale to już była lekka przesada. Poziom dyskusji wyjebał się o bruk, a plaśnięcie było słychać z daleka, bo przecież jest na nim bardzo mokro. Dobrze, że szybko zrezygnowała z tej dyskusji i mogły ruszyć do wyjścia. Jeszcze zanim weszły do szatni, zatrzymała ją, przypierając do kolejnej ściany. Tym razem naprawdę była bardzo grzeczna. Objęła ją mocno, wtulając twarz w jej szyję. Wzięła głęboki wdech, ścisnęła ją mocniej, jakby chciała wycisnąć z niej trochę więcej zapachu. Naprawdę cieszyła się, że udało im się zrealizować tej nudziarski plan, a ten czuły przytulas miał być tego dowodem. Ale nie ma co się roztkliwiać! Trzeba wyjść na ten mróz, syf i śnieg, bo w samochodzie czeka kalendarz.