34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i wściekły madox wrrr
Na Madoxie broń też nie robiła wrażenia, lufa pistoletu wycelowana prosto w niego. Nie zliczyłby tego ile to już razy ktoś mu groził, jak widać bez skutku, chociaż jego opalone ciało oprócz tatuaży nosiło też kilka blizn, po postrzale też. Ale ukrytą gdzieś pod kolorową koszulą. Schowaną.
Noriega dobrze też maskował swoje prawdziwe emocje, kiedy zaciskał przedramię na szyi Grubasa, syczał mu do ucha, a przecież tak naprawdę serce waliło mu dziko pod tym tatuażem z lwem, który wystawał spod barwnego materiału drogiej koszuli. Nie chciał mieć problemów z Włochami. To miała być pokojowa rozmowa, trochę pogadają, zajebią po trzy kreski, Madox dowie się tego co chciał i się rozejdą.
Chuja się dowiedział, a do tego Tony już chyba wcale nie zdradzi mu żadnych informacji.
Tylko, że...
Madox nie byłby sobą gdyby w to nie wszedł. Gdyby się zawahał, zastanowił dłużej niż trzy sekundy.
On kurwa, grał, tak jak sobie dzisiaj życzyła Giulia, może nawet twardszego niż był?
Groźniejszego?
Ale czy Kolumbijczycy po prostu z natury nie byli... niebezpieczni?
Chyba byli.
A Madox zamiast się stonować, to on się tym wszystkim jeszcze bardziej nakręcał. Kolejnymi szarpnięciami, krzykami, kolejną lufą wycelowaną w niego... w nią? Chaotycznie. Bo przecież Noriega uwielbiał chaos i w nim się czuł... najlepiej.
Gdy tylko grubas przeprosił brunetkę to pchnął go na podłogę, to krzyczał, że teraz on oczekuje słów skruchy.
Słów. Kurwa.
Tylko zaraz się okazało, że one nie wystarczą, a przynajmniej nie według Giuli. Madox zmrużył powieki wpatrując się w jej ciemne, ogniste oczy.
Ja pierdolę. Jakby ja złapał za te czarne kudły...
Nabrał powietrze głęboko w płuca. Ze świstem. W dupie miał podarunek od makaroniarzy. Co mogli mu wysłać? Pieniądze? Kokainę? Dziwki? Makaron?
Wywrócił ciemnymi oczami, ale tak, że tylko brunetka mogła to widzieć, bo zaraz znowu wchodził w swoją rolę, skrzyżował wytatuowane ramiona na piersi. Zrobił krok w kierunku Tony'ego, stanął nad nim.
- Słyszałeś kurwa... I niech to lepiej będzie coś... wartego uwagi - Lamborghini może? Jak już zostajemy we włoskim klimacie. Madox raz jeszcze spojrzał na brunetkę, a zaraz odwrócił się od Grubasa, do swoich ochroniarzy - zaberite yego i otpustite, otpustite yego k chertu - warknął przez zęby, a Ruscy zaraz ruszyli do Tony'ego, który jednak pozbierał się sam. Wygładził marynarkę i już kierował się ze swoją obstawą do wyjścia z loży.
Noriega znowu zwrócił się w kierunku brunetki, wbił w nią spojrzenie.
- Giulia... - zaczął - ty zostań miele - chyba nie wróżyło to nic dobrego...
Na pewno nie.
Bo kiedy tylko drzwi loży zamknęły się za Tonym, jego ochroną i ruskimi gorylami Madoxa. To ten zaraz zrobił dwa kroki w kierunku Giuli, tak, że teraz on stał nad nią - co to kurwa miało być? - warknął w pierwszej kolejności. I zrobił w jej kierunku następny krok, tak, że jeśli się nie cofnęła, to wylądowała już na jego torsie.
- I kim ty do cholery jesteś? Jakąś... - odchylił do tyłu głowę - la donna di un gangster? - kobietą gangstera?, wbił ciemne tęczówki w jej duże, błyszczące oczy - italiano impeccabile - nienaganny włoski, ten jego nie był taki zły, ale nie miał akcentu. Jednak zdecydowanie umiał więcej niż tutaj pokazywał przed Włochami - e queste usanze, cazzo... da dove vieni? Giulia? - i te zwyczaje, kurwa... skąd ty się urwałaś? Giulia?, syknął. Bo może i trafiła tutaj przez przypadek... a może wcale nie?
Ile kobiet znających włoski i mafijne zwyczaje przewija się przez Emptiness? Niewiele.
Zresztą Madox nie wierzył w przypadki. Wszystko działo się po coś i ona też musiała po coś stanąć na jego drodze.
Zaciągnął się zapachem jej perfum, przechylił na bok głowę sunąć spojrzeniem po jej sylwetce, od odsłoniętych ud, na których opierał się kusy materiał jej sukienki, przez piersi rysujące się pod nim i dekolt, po szyi, po której spływały ciemne kosmyki do oczu, prawie tak ciemnych jak te jego.

la donna di un gangster? /̵͇̿̿/'̿'̿ ̿ ̿̿ ̿̿ ̿̿💥
Spoiler
sorki za obsówkę elenka! już się postaram grzeczniej odpisywać ;p dzięki, że nie skończyłaś c:
27 y/o
DEATH IN BLOOM
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
i'm not good at love, i'm so much better at taking my clothes off
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tego momentu chyba bała się n a j b a r d z i e j.
Nie broni Włochów wycelowanych również w jej stronę, nie Kolumbijskiej furii skierowanej na wijącego się na ziemi mężczyznę. Nie jego podniesionego głosu, wściekłości i nienawiści płynącej z ust przepraszających makaroniarzy.
Bała się tej ciszy, która nastąpiła po tym wszystkim.
W tej żałosnej i zdanej na porażkę chęci opuszczenia tego miejsca jak najszybciej i ona ruszyła do wyjścia gdy Włosi zostali wypuszczeni na zewnątrz, jakby mogła to zrobić wraz z nimi, jakby Noriega miał jej na to pozwolić. Nie chciała czuć na sobie jego furii, teraz, gdy stracił wszystkich innych, na których mógłby ją wyładować.
Strach zakradł się do jej ciała, powędrował wzdłuż kręgosłupa gdy mężczyzna ruszył w jej stronę, a jego dzikie spojrzenie przeniosło się prosto na nią. I w tej głupiej dumie, którą zaszczepił w niej ojciec, w tym złudnym przekonaniu o tym, że nie mógł jej przecież tak po prostu zabić, nie j e j, Santorini nie cofnęła się o pół kroku.
Nawet wtedy, gdy wyczuła na sobie jego oddech, mieszankę jego perfum i alkoholu, który pił tej nocy.
- Mówisz dobrze po włosku - odparła z początku, zadzierając podbródek w górę, mierząc mężczyznę spojrzeniem jakby za wszelką cenę starała się nie okazywać swojego strachu.
Jakby był pieprzonym tygrysem, tkwiącym w tej loży wraz z nią, a ona próbowała wypiętą w górę piersią i bezpośrednim spojrzeniem nakreślić różnicę między innym drapieżnikiem, a ofiarą. Bo bardzo nie chciała stać się jego ofiarą.
- Nie mam nic wspólnego z twoimi interesami i twoim klubem - odparła, twardo, szorstko, nie odpowiadając na jego pytania, nie udzielając odpowiedzi, które mogłyby ją wyłącznie pogrążyć. - To, kim jestem, nie ma żadnego znaczenia.
Wolała, by dotarł do własnych wniosków. Mogła być kobietą gangstera, mogła być każdą osobą na tym świecie o ile ta osoba zasługiwałaby na choćby grosz jego szacunku. Tylko tyle potrzebowała - żeby jej nie pożarł.
Czy nie mówiła zresztą prawdy? Nie znała Noriegi, nie znała tego klubu i nie wiedziała, jakich biznesów tu dokonywał. Była świadkiem czegoś, czego nie powinna widzieć, ale dla Santorini to było oczywiste, że nie powiedziałaby o tym nikomu innemu.
Jej życie polegało na dochowywaniu sekretów gorszych niż to, co widziała.
- Znalazłam się tu przypadkiem - dodała, unosząc dłonie w górę, w ostrożnym geście, jakby i on mógł go sprowokować. Spoczęły na jego klatce piersiowej, jakby mogły powstrzymać go przed czymkolwiek, gdyby wpadło mu to do głowy. Stał blisko, z b y t blisko, a jego przystojne rysy twarzy kolidowały z tym szałem, który widziała chwilę wcześniej.
Którego nie chciała poczuć na własnej skórze.
- Pomogłam ci w interesach - przypomniała mu, delikatnie, ostrożnie, w ten sposób, w jaki podkreślało się swoją wartość nim druga osoba miała usłyszeć p r o ś b ę. - Wypuść mnie.
Czy jego spotkanie nie skończyłoby się gorzej, gdyby nie pomoc Giulii? Z pewnością wyszedłby na nim gorzej, nie mówiąc o przeszpiegach, jakich dokonywał inny Włoch.
Właściwie, to mógłby nawet jej podziękować, ale ta myśl nawet w najśmielszych jej snach nie zostałaby zwerbalizowana.

cane pazzo
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zostali sami, w loży VIP, w pokoju, w którym dzisiaj Noriega miał robić interesy, zgoła inne niż te, które narzuciła mu brunetka. Nie był zadowolony, ale z drugiej strony pozbyli się szczura, który tutaj węszył, z drugiej strony... może zyskał w oczach Grubego Tony'ego?
Albo może stracił... wszystko?
To się okaże z czasem, bo reputacja Madoxa była... zmieniała się, dynamicznie. Raz go lubili, żeby w następnej chwili znienawidzić.
Więcej miał wrogów niż przyjaciół. Taka... praca. Jak ktoś decyduje się na to, żeby być kretem, informatorem policji, jeszcze tak jawnie jak on, to musi liczyć się z tym, że nie będzie za wesoło. Madox się liczył. Decydował się na to, mimo wszystko.
A teraz mimo wszystko podjął decyzję o tym, żeby ją ocalić.
Mógł ją oddać grubasowi, ale nie, on wolał zagrać w jej grę, wolał postawić się Włochom. Jak upierdolą mu za to łeb, to brunetka będzie musiała zapłakać nad jego grobem, bo pewnie nikt tego nie zrobi.
Kiedy się nie cofnęła pod jego naporem, pod tą nagłą bliskością, którą jej zaserwował, to zmrużył powieki.
Kim ona była?
Była tak głupia, czy tak odważna? W głowie miał wiele pytań, ale zaraz okazało się, że ona wcale nie zamierzała na nie odpowiedzieć.
- Wiele rzeczy robię lepiej niż się wszystkim wydaje - stwierdził, kiedy wspomniała o jego włoskim. Bo taka była prawda, że Madox często udawał. I kiedy chodziło o zarządzanie Emptiness to przecież on też wiele razy pokazywał swoje braki. Ale prawda jest taka, że prowadził jeden z najlepszych klubów w Toronto i jeszcze do tego... łączył tu da światy. Policję i półświatek.
Kto by tak potrafił?
Nabrał powietrze w płuca tak mocno, że kiedy klatka piersiowa mu się uniosła, to praktycznie dotknęła jej piersi, a potem wypuścił je nosem, prosto w jej odkryty dekolt.
- Nie wierzę w przypadki - rzucił i wywrócił ciemnymi ślepiami, a zaraz odchylił do tyłu głowę, zastanawiając się przez moment czy chce mu się jeszcze w to bawić. Ciągnąć ją za język, zmusić, żeby wyśpiewała mu kim jest i co tutaj robiła.
Szarpać za ciemne kosmyki, a na tej jasnej, gładkiej skórze zostawić może ślad po ciężkiej ręce.
Nie chciało mu się.
Miała szczęście. Chociaż Madox pochylił się w jej kierunku, tak, że teraz jego ciepły oddech mogła czuć na policzku.
- Nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę... Pewnie nie, ale i tak się dowiem kim jesteś, bo ja w przeciwieństwie do Grubasa mam bardzo dobrych... szpiegów - ostatnie słowo wycedził przez zęby. Nie chciała mu powiedzieć?
To Noriega kogoś za nią wyśle i tak się dowie. Bo on lubił wiedzieć. I nienawidził takich wymijających odpowiedzi, jak ta jej. Aż szczeka poruszyła mu się niespokojnie.
Może by się do nie wyrwał, może szarpnął, bo tracił cierpliwość. A Madox miał jej kurewsko mało, ale wtedy oparła dłonie na jego klacie, jakby to był jakiś uspokajający gest, jakby nim chciała mu powiedzieć calma. Spokojnie Madox.
Mogła czuć pod opuszkami, jak serce wali mu dziko w piersi. A jego ciemne tęczówki przesunęły się po jej oczach, po twarzy, zatrzymując na pełnych wargach, które ułożyły się w prośbę.
Wypuść mnie.
Przechylił na bok głowę, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że to zależało od niego. Jej wolność. Jej być, albo nie być. To czy wyjdzie stąd na tych swoich niebotycznie wysokich szpilkach, z wysoko podniesioną głową, obciągając na udach króciutką sukienkę, czy ją stąd wyprowadzą szarpiąc za nadgarstki tak, że na jasnej skórze pozostaną sińce, czy wyniosą... w jakimś czarnym worku.
- Dobra... - mruknął w końcu i mogła to słowo, które oznaczało dzisiaj jej wygraną, poczuć na swoich wargach, bo Noriega pochylił się jeszcze bardziej w jej kierunku - niech tak będzie - dodał i jeszcze raz uniósł spojrzenie na jej piękne, duże oczy. Wystraszone? Czy triumfalne?
- Spadaj stąd, ale licz się z tym, że kiedyś przyjdę odebrać moją przysługę - tak, bo według Noriegi to on jej ją wyświadczył wyciągając do niej dłoń, pomocną rękę.
Zabawne, że ona widziała to tak, że to ona mu pomogła, może byli bardziej podobni niż im się wydawało? Gorący, dziki i groźny tygrys.
I zimna, zdystansowana, tajemnicza... kotka?
Szarpnął się do tyłu, żeby zejść jej z drogi.
- Tylko, żeby nie wpadło ci do głowy komuś powiedzieć co tutaj widziałaś, bo wtedy spotkamy się w dużo mniej przyjemnych okolicznościach - jakby te były przyjemne.
Puścił ją, sam zostając w loży.
Dziki kot w swojej klatce.
koniec
gatto misterioso
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”