34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Poszukaj Vity, czyli miała na imię Vita, ładnie, bo to prawie tak jak życie po hiszpańsku, nawet miał jej to powiedzieć, ale zamyślił się jeszcze na moment nad tym, że była nazbyt miła i znała na pamięć wszystkie roczniki trunków. Trochę mu to nawet imponowało, on prowadził klub od lat, a czasem zapominał NAZWY alkoholu, który miał zamawiać, no chyba, że były kolumbijskie, wtedy pamiętał wszystko, ale tych dziwnych nie, musiał je sprawdzać.
Teraz też trochę ją sprawdzał, tymi dziwnymi, kosmicznymi rozmowami. Na ile może sobie pozwolić, na ile ona mu pozwoli... wiec zaraz jej pytał.
- A ile żyje kamień? - bo może tyle, co chodzi po nim żywa mucha? A może wcale? Albo wieczność...
Odpowiedzi mogły być różne, ale zanim Madox się dowiedział, to już porzucali ten temat. Bo on przecież miał być dzisiaj wampirem, a nie jakąś muchą, chociaż... miał chyba coś z muchy? Taki natrętny czasem bywał. Zupełnie jak mucha.
Ale dzisiaj nie był nachalny, a co najbardziej dla niego nietypowe, był nawet szczery. Kiedy tak odpowiadał na jej pytania, kiedy ciemne tęczówki błądziły po jej twarzy, po jasnych, pięknych oczach i co rusz zahaczały o usta. Ogniście czerwone.
Może to ta aura Halloween, tych ich strasznych strojów, ale w tej rozmowie, w odpowiedziach na pytania znaleźli przecież sporo podobieństw, może nawet więcej ich łączyło, niż im się wydawało?
A na pewno te spojrzenia, która co rusz uciekały w kierunku pełnych ust, jej intensywnie czerwonych, a jego ozdobionych tymi kłami. Jakby do tej serii pytań, na które tak ładnie sobie odpowiadali, chcieli dodać takie jedno... Jak smakują? Te wargi, które wypuszczały z siebie kolejne słowa.
A później te Madoxa ułożyły się w słowo gramy. Zawiódł ja odrobinę? Chyba tak, widział to w jej intensywnie niebieskich oczach, jakiś taki cień zawodu, kiedy pociągnął ją za rękę do tego nadprzyrodzonego kręgu.
- Wiesz jak mówią... czasem potrzebna jest gra wstępna - mówił o grze? Czy o tym ich prawie pocałunku? I w ogóle powiedział to Madox... człowiek, który w gry wstępne był po prostu tragiczny, bo on od razu przechodził do rzeczy. Aczkolwiek dzisiaj chciał się z nią trochę pobawić, jak ten kot z myszką chyba?
Zaraz wskazał ją jako źródło największych kłopotów. Bo już o tym rozmawiali, ona je przyciągała, a on je lubił...
Ale zaraz okazało się, że ona chyba też. Albo to ten jej magnes na problemy się aktywował?
Bo zaraz jakaś wróżka wskazywała Noriegę różdżką mówiąc, że to on dostanie buziaka w tym rozdaniu. Nie miał w zasadzie nic przeciwko temu. Chociaż kiedy odezwała się ta czarownica, która miała pokazać mu jak to się robi to parsknął, znowu ugryzł się w język.
- To czekaj, wyjmę zęby - rzucił i naprawdę po nie sięgnął, bo jednak może nadawały się do gryzienia, ale do całowania chyba nie za specjalnie.
Zaraz okazało się też, że wiedźma jednak nie miała ku temu sposobności, bo Vita przekręciła butelkę na siebie. A Madox tylko zdążył wzruszyć ramionami, bo już zaraz czuł na zarośniętych policzkach jej dłonie, a na wargach, słodkie, pełne usta, które teraz rozmazywały tę czerwoną szminkę w pocałunku. Najpierw miękkim, ale przecież wampiry nie są miękkie, Madox też nie był...
Sięgnął wytatuowanymi palcami do jej policzka, po którym przesunął szorstkimi opuszkami na jej kark, wplótł je w ciemne kosmyki pogłębiając pocałunek, nie pozwalając jej się cofnąć nawet na milimetr. Bezczelnie wdarł się językiem w jej usta, łącząc go z tym jej w ognistym tańcu. Chociaż te języki... skoro mu się nie pozwolił zaprosić na parkiet. Druga jego dłoń spoczęła już na jej udzie, po którym przesunął krótkimi paznokciami wyżej. Zostawiając na nim blade ślady. Bo może oszukiwali w grze, ale jednak szybciej bijące serca, które pompowały krew, chyba ich nie nabierały? Chyba oboje na to liczyli? Całował ją do utraty tchu, zabierając z płuc ostatni oddech, tak, że musieli się od siebie oderwać, żeby go zaczerpnąć. Złapać w płuca łapczywie powietrze. Jego ciemne tęczówki jednak wcale nie oderwały się od jej oczu, w które wpatrywał się intensywnie. Ktoś tam rzucił, że oszukała... A ktoś inny, że chyba nie rozumieją zasad. I dopiero wtedy Noriega strzelił oczami.
- Bo najlepiej to jednak jest... bez zasad - stwierdził, bo coś w tym chyba było. Jego wytatuowane palce znowu przesunęły się po jasnym udzie brunetki, znowu zahaczyły o materiał jej zwiewnej sukienki.
Ktoś tam znowu się odezwał, że teraz Vita powinna kręcić, ale czy chciała?
Czy oni w ogóle jeszcze chcieli grać?
- Chcesz kręcić? Może padnie na zombiego, może on lepiej całuje, chociaż ja podejrzewam, że bruja może być niezła - trochę się pochylił do jej ucha wskazując na czarownicę, która tak się zarzekała, ze pokaże co umie, akurat towarzystwo waliło kolejkę szotów, więc mieli chwilę. Dla siebie? Albo na podjęcie decyzji, czy zostają w grze?

sus labios rojos 🫦
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”