34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Żaden z nich nie powiedział, czy to jest ich baza, czy nie, chociaż popatrzyli po sobie. Czekali aż ona im obieca, że dotrzyma tajemnicy, a właściwie to bardziej czekał Madox, wciąż z tym zacięciem malującym się na twarzy, bo usta Ticiano wyginały się w uśmiechu.
Ech ten Ticiano.
Madox aż wywrócił oczami.
Ale zaraz dziewczynka powiedziała, że jest świetna w dotrzymywaniu tajemnic i tym razem Tio spojrzał na swojego kumpla, a Madox się uśmiechnął. On był w tym mocno średni, dużo gadał, czasem za dużo. Już raz prawie wygadał wszystkim gdzie jest ta ich tajna baza. Teraz bardziej się pilnował, ale i tak gdyby ktoś zapytał Ticiano, to pewnie by powiedział, że jego przybrany brat nie jest za bardzo godny zaufania.
Madox też miał wątpliwości, co do tej małej.
Ale jak widać Ticiano wcale ich nie miał, bo już zaraz wlepiał w nią ciemne oczy i chciał coś powiedzieć. Powiedziałby, pewnie, że jej wierzy, ale Madox go szturchnął łokciem w bok. Jeszcze chwilę się zastanawiali, a nagle ona wypaliła z przysięgą śliny. Tio uniósł obie brwi, a Madox od razu się wyszczerzył.
- Ta na pewno, już widzę... - zaczął, bo przecież on by nie uwierzył, że on zrobi z nimi taką przysięgę. Ale zaraz to zobaczył na własne oczy. Jak brunetka namelała sobie na rękę, aż otworzył usta ze zdziwienia. Bo dziewczyny nigdy nie pluły, a już na rękę zwłaszcza. Tio popatrzył na swojego kumpla, a potem na dziewczynkę, no bo chyba to już musiało coś znaczyć? Taka przysięga.
I teraz to Madoxowi aż oczy zabłyszczały, a zaraz bez żadnego zawahania, zastanowienia, napluł sobie na rękę i zbił z nią piątkę, aż ich ślina wymieszała się na ich rękach. Tio jeszcze nad tym myślał, ale oboje wpatrywali się w niego ciemnymi oczami, więc w końcu też splunął na swoją dłoń, a trochę śliny skapnęło mu po brodzie.
Madox od razu parsknął śmiechem, ale kiedy Ticiano spojrzał na niego z wyrzutem, to zaraz się zamknął, pokiwał głową.
Tio najpierw przybił piątkę dziewczynce, a potem Madoxowi, który też wystawił rękę.
- Dobra... to chodźcie - tylko zamiast do chaty to oni ruszyli do tego wielkiego drzewa. Na pniu tak szerokim, że nawet jakby we trójkę złapali się za ręce, to by go nie objęli, gdzieniegdzie poprzybijane były deseczki. Jakaś nietypowa prowizoryczna drabinka, po której Madox zaraz zaczął się wspinać, nawet nie czekając na nich.
Tio za to stanął pod drzewem, spojrzał na brunetkę i uśmiechnął się do niej.
- Jest jak małpa, dlatego on zawsze tam włazi pierwszy - wyjaśnił jej, coś w tym było, że Madox wszędzie pchał się pierwszy, na drzewo, na dach, na płot. I miał w sobie chyba coś z małpy, bo już po chwili zrzucał im z góry drabinkę z powiązanych lin. Tio przepuścił przodem dziewczynkę, a kiedy przeszła przez dziurę w drewnianej podłodze zbitej z desek, to znalazła się w tej ich tajnej bazie na drzewie. Nie był to typowy domek, na górze zamiast dachu rozciągnięta była przezroczysta, gruba folia, chroniła przed deszczem, ale widać przez nią było niebo, gdzieś między liśćmi drzewa. Ściany zbijane były z desek, trochę koślawo, ale wisiały też na nich różne plakaty, na jednej znajdował się jakiś stary regał, który sami tu przywlekli, a na nim różne zabawki. Pod jedną ze ścian stał stary, wysłużony fotel, który też znaleźli i dwa dni go tutaj transportowali, ale się udało. Madox już na nim siedział, w rękach trzymał jakiś komiks, który oglądał.
- Ticiano! Plakat ze Spidermanem! - machał rozłożonym plakatem w kierunku Tio, który stanął koło brunetki.
- Madox zejdź jej... - powiedział spokojnie Tio, a Madox wbił w niego ciemne spojrzenie.
- Co? Nie... - rzucił zaraz i wcale nie miał zamiaru wstawać, ale Tio już do niego podszedł, a zaraz pokazywał na jej zdarte kolana.
- Złaź trzeba jej opatrzeć kolana - powiedział. A Madox się skrzywił.
- Pielęgniarka się znalazła... - mruknął, ale wstał, zajął się wyrywaniem z gazetki plakatu lądując z nią na ziemi. Ticiano za to pokazał ich nowej koleżance fotel, a sam poszedł po apteczkę. To była zabawkowa apteczka i mieli tam właściwie tylko plastry i wodę utlenioną, którą Madox nazywał wodą uklejoną, ale co więcej im było potrzebne? Kiedy to były najczęściej pozdzierane kolana, albo drobne skaleczenia.

Agáchate, necesita que le venden las rodillas 🩹
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się dumnie, widząc zdziwione miny chłopaków. Nie sądzili, że dziewczyna namela sobie na rękę? A-ha! Tylko że Pilar nie była zwykłą dziewczynką. Nie kręciły ją lalki i wielkie marzenia na zostanie księżniczką. Ona chciała zostać jakąś superbohaterką, która ratowałaby świat przed złem. Trochę jak dzisiaj zrobiła z bliźniakami. Wtedy na śmietniku, z procą w ręce czuła się… NIESAMOWICIE. Wspaniale. Tak wspaniale, że do teraz wielki uśmiech nie schodził jej z twarzy. Jedynie schowała go na chwilkę, kiedy trzeba było zbijać mokre piąteczki w ramach obietnicy. Wtedy się nie śmiała, bo jeszcze Madox by pomyślał, że nie traktowała ich paktu poważnie.
Obserwowała uważnie, jak łobuz pluje sobie na rękę, a zaraz potem ich dłonie chlupnęły głośno, mieszając ze sobą ślinę w najważniejszej przysiędze… tego dnia. A potem to samo zrobiła z Tio. Sama Pilar również zaśmiała się ze strużki śliny, która spłynęła po brodzie chłopaka, ale kiedy zobaczyła jego groźną minę, to zaraz przywołała się do porządku.
To prowadźcie! — nie była w stanie kryć podekscytowania. Cieszyła się bardziej niż kiedy kuzyn Matias przywiózł jej na urodziny wielki tort z trzema różnymi rodzajami czekolady, a on był przecież pyszny! Ruszyła za Madoxem, robiąc wielkie oczy na to, że tajna baza nie była jedna w starym, opuszczonym budynku a na drzewie. Stanęła u samej nasady i zadarła głowę w górę. — Wooow — westchnęła oczarowana. Tio odsunął ją w ostatnich chwili, bo Madox za ten czas wspiał się na górę jak ta małpa i zrzucił im drabinkę. Stewart wspięła się pierwsza, a Tio zaraz za nią.
Ale tu genial świetnie. Przez moment po prostu się rozglądała. Zachwycona, wielkimi, ciemnymi oczami wodziła po wszystkich elementach, zastanawiając się… — Jakim cudem udało wam się to wciągnąć na drzewo? — spytała oczarowana. Podeszła do półki z zabawkami i zaczęła wszystko dotykać, sprawdzać. Dużo rzeczy wyglądało na znalezione, w nienajlepszym stanie, ale to przecież było w tym najfajniejsze! Odwróciła się energicznie, gdy Madox wspomniał o spider-manie.
POKAŻ — krzyknęła, podbiagajac do niego i bezczelnie wyrywając mu gazetę z ręki. Na moment tylko, chciała po prostu zobaczyć ten plakat. Pilar też oglądała dużo spider-mana, a czasami Matias kupował jej prawdziwe komiksy! Tylko te były drogie, więc miała jedynie jakieś starsze wersje. Madox chyba nie był za bardzo zadowolony, że mu zabrała czasopismo, a potem jeszcze Tio kazał mu zejść z kanapy dla niej. — Nie musi, ja sobie mogę usiąść o tutaj! — wskazała na ziemię z desek, bo przecież co to za problem? Ale Tio nalegał i tym razem to na nią spojrzał z wyrzutem, bo on tutaj się starał coś osiągnąć, a ona mu jakby na to nie spojrzeć nieco przeszkadzała. Dlatego podeszła bliżej i oddała Madoxowi gazetę, wskakując w międzyczasie na fotel.
Ale wygodny! Mogłabym tutaj spać, o tak — zaraz im pokazała jak, wywalajac nogi na jedno oparcie, a głowę ukłądając na drugim i przymknęła nawet na moment oczy. Na chwilę, bo już po chwili patrzyła, jak Madox ostrożnie wyrywa plakat z gazety. — Powiesimy go gdzieś tutaj? Może na tej ścianie? — zaproponowała, wskazując na wolne miejsce przy grubszej gałęzi. Nawet nie zakodowała faktu, że już mówiła my a nie wy. Spojrzała na Tio, kiedy oznajmił, że trzeba jej było opatrzyć kolana.
Wcale nie trzeba — mruknęła, krzyżując ręce na piersi. — Gadasz jak moja ciotka. A ja nie jestem jakimś mięczakiem!! — fuknęła dumnie, bo przecież nie była. Nie pierwszy i nie ostatni raz robiła sobie rany na kolanach czy łokciach. Tyle wspinałą się po drzewach, że takie rany jak te miała na porządku dziennym. Tio jednak nalegał, więc posiedziała chwilę w miejscu, pozwalając mu nakleić kilka kolorowych plasterków na rozstrapana skórę.
Ej a lubicie mango? — spytała po chwili, majtając nogami. Po chwili jednak zeskoczyła z fotela i sięgnęła do worka, który cały czas miała zawieszonego na plecach, po czym wyciągnęła z niego piękne, dojrzałe mango. — Chce je zjeść razem? Mogę się podzielić — spojrzała na nich wielkimi, ciemnymi oczami. — Tylko nie wiem… jak je otworzymy? Macie tu jakiś nóż?

pícaros de medellin ⋆⭒˚𖠋𖠋𖠋*.⋆
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”