przekleństwa, przemoc i w ogóle...
Jeszcze trochę, najdroższa…
Dalton wierzył w to, że jeśli zrobi to co
oni mu kazali, jeśli ją tutaj przywiezie, to przecież oni pójdą mu na rękę. Potrzebowali jej tylko na chwile, tylko po to, żeby złamać Noriegę, a potem i tak... mieli go zabić.
To mu powiedział Pająk, że w planie Madox i tak kończy martwy, bo przecież... nie dogada się z Luną. Był na to za uparty, buntował się, a Benito nie znosił sprzeciwu. Tak mu powiedział Pająk, Daltonowi wydawało się, że on wie co mówi.
Wydawało mu się też, że w tej chwili Pilar miała jakieś piękne sny, może o nim? Wyglądała tak spokojnie, kiedy niósł ją przytuloną do swojej klaty, trzymał w ramionach, a jej policzek wspierał się o jego tors. Śniła, bo powieki jej drgnęły, usta zadrżały, kiedy układał ją na kanapie w gabinecie na piętrze. Cały magazyn był obskurny, ale ten gabinet się wyróżniał. Na środku stała wielka kanapa obita czerwonym aksamitem. Pod oknem biurko z jakiegoś dziwnego drewna, Dalton pierwszy raz takie widział, chociaż... przez chwilę miał wrażenie, że gdzieś uświadczył coś podobnego.
Przeszedł się po pomieszczeniu, w jedną i drugą stronę, kazali mu przecież czekać. Ale ile to potrwa? Jego spojrzenie znowu uciekło do Pilar.
Śniła, o nim, na pewno...
Usiadł obok niej na kanapie, a jego palce sięgnęły do jej policzka, zgarnął z niego niesforny kosmyk jej
włosów, zakładając go jej za ucho. Te jej włosy, wiecznie w nieładzie, lubił, kiedy je wiązała. Lubił, kiedy była taka spokojna...
Jego dłoń przesunęła się po jej szyi, opadła na udo, prowadził ją wyżej, jego oddech przyspieszył, a oczy błysnęły złowieszczo. Przecież nie będzie mu miała za złe, bo od dzisiaj już będą razem, tylko we dwoje. Kiedy Pająk zabije w końcu Madoxa.
Noriega za to skorzystał z okazji, kiedy krzesło pierdolnęło o podłogę i taśma, którą skrępowane miał nadgarstki pękła, jakaś kość w jego ręce może też? Ale chuj z tym, miał szansę, Pająk doskoczył do niego, a Madox się zamachnął i wyjebał mu z pięści w twarz. Mocno. Cios mu siadł, tak, że Pająka na moment zamroczyło, ale co z tego, skoro zaraz doskoczyło do niego dwóch innych kolesi. Dla spacyfikowania dostał kopa w brzuch, a potem kolejnego w bok, już sam nie wiedział co go boli...
Wszystko? Kurwa. Nic?
To, że nie miał szans? I znowu nim szarpali, a Pająk wyrywał się, żeby mu wpierdolić. Mógł to zrobić z powodzeniem, mógł go zapierdolić, bo Madox... powoli odpuszczał.
Każdy miał jakieś granice i chociaż Noriega zazwyczaj nigdy się nie poddawał, ciężko było go złamać, to teraz, na tej betonowej podłodze, kiedy krztusił się własną krwią, i myślał tylko o tym, gdzie w tej chwili była jego żona...
I wtedy pojawił się on, głos Luny zawisł w powietrzu, a jednak ta jebana babka Carmen Sandiego, miała chyba co do niego jeszcze inne plany, nie szykowała mu jeszcze miejsca obok siebie.
Jeszcze jedna szansa, kolejna runda.
Madox złapał w płuca więcej powietrza, kiedy szarpnęli go do góry, kiedy znowu sadzali go na krześle,
nowym, i znowu krępowali mu ręce kolejną warstwą tej skurwiałej, srebrnej taśmy. Klatka piersiowa unosiła mu się w niespokojnym oddechu, a po twarzy spływały stróżki krwi, w tym wątłym świetle... czarnej.
A potem Luna kazał Pająkowi wziąć chusteczkę i wytrzeć mu twarz. Noriega nawet się nie poruszył, nie wzdrygnął, chociaż zaraz...
-
Zrób to po-rząd-nie - wycedził przez zęby, jeden z tych swoich tekstów, które rzucał do swoich dup. I może teraz do Pilar mówił to inaczej, miało to trochę inny wydźwięk, to... Pająka chyba ubodło. Ale przecież o to chodziło Madoxowi, żeby się poczuł jak jedna z jego szmat. Jak popychadło Luny. Zacisnął mocniej palce na białej chusteczce i docisnął ją do skroni Noriegi, ale ten odsunął głowę -
wystarczy, wypierdalaj - może Madox nie miał prawa rozkazywać Pająkowi, na pewno nie, ale Luna też go odesłał machnięciem ręki, bo tutaj w tym układzie... Pająk był nikim, a Luna chciał rozmawiać z Noriegą, jak równy z równym.
-
Rozwiąż mnie, to porozmawiamy - zaproponował Madox, ale chyba wcale na to nie liczył. Luna pochylił się do przodu wpatrując w jego zakrwawioną, poobijaną twarz. Przez moment milczał patrząc w te czarne, ogniste oczy Madoxa. W końcu machnął ręką na... Pająka oczywiście.
-
Rozwiąż go - rzucił chłodno, krótkie polecenie, oparł się o oparcie swojego krzesła i czekał.
Noriega też czekał, znowu wpatrywał się w Araña, a ten zaciskał dłoń odzianą w skórzaną rękawiczkę w pięść. Chciał coś powiedzieć, buntować się może, ale finalnie... ostrze błysnęło w jego dłoni, przeciął taśmę, którą skrępowany był Madox.
A on przecież na to czekał. Bo to była jego szansa. Ostatnia może, taśma na nogach była luźna, naruszona na tyle, że jeśli odpowiednio się szarpnie, to się uwolni. Zaparł się mocno o ziemię i skoczył na Pająka, który gapił się na Lunę, Madox wiedział, gdzie tamten miał broń i po chwili to on trzymał w ręce jego gnata. Mierzył nim do Benito. Lufa wycelowana w sam środek jego czoła.
-
Brawo Madox, wiedziałem, że umiesz skorzystać z okazji - odezwał się spokojnie Luna.
-
Wykorzystam ją, rozwalę ci łeb - warknął Noriega i zrobił krok w kierunku Luny. Bo przecież o to w tym wszystkim chodziło, o pozbycie się Luny...
-
Mógłbyś... - zaczął Benito nie ruszając się z miejsca -
ale sam wiesz jak to się skończy, oni najpierw zajebią ciebie, tutaj, od ręki... - rzeczywiście już dwóch innych bandytów celowało w Madoxa. Ale przecież mógł być szybszy, wystarczyło, że naciśnie na spust i Luny nie będzie. Pilar będzie mogła być bezpieczna... -
A potem zrobią z twoją żoną, co tylko będą chcieli, bo nie powstrzymam ich ani ja, ani ty... Bo nas już nie będzie Madox, a ona wcale nie będzie bez ciebie... bezpieczna - przez twarz Madoxa przemknął jakiś cień. Bo kurwa. Pierdolony Luna chyba trafił w punkt. Noriega wiecznie fiksował się na tym, że Pilar nie była z nim bezpieczna, że ją narażał, ale kurwa... Czy bezpieczniejsza była bez niego? Czy lepiej by jej było, gdyby się dla niej poświęcił, kto by się nią zajął? Patel? Czy w tym świecie, w którym nie byłoby Luny, ale też jego... ona naprawdę wiodłaby spokojne, bezpieczne życie?
Teraz chyba do niego dotarło, że nie.
Benito się nie odzywał, patrzył tylko na niego. A Madox... w końcu cofnął dłoń, ale nie oddał spluwy, schował ją za pasek od spodni i szarpnął krzesłem dostawiając je sobie na przeciwko Luny.
-
Porozmawiajmy - rzucił, sadzając na nim swój tyłek.
-
Mądrze - stwierdził Benito i kiwnął głową, oparł się znowu o oparcie nonszalancko zarzucając nogę na nogę. Utkwił zielone oczy wpatrując się w Madoxa ze stoickim spokojem. Noriega za to kręcił się na krześle, pochylił do przodu, sięgnął do spluwy, klatka piersiowa unosiła mu się w niespokojnym oddechu, a oczy miał już całe czarne.
-
O czym chcesz gadać? - wypalił w końcu. A Luna splótł ze sobą wytatuowane palce opierając je na kolanie.
-
O nas, i o tym ile możemy zyskać pozostając w dobrych stosunkach... Bo na razie zyskałeś dla swojej kobiety kolejne minuty... - mówił to tak spokojnie, ale Madox złapał w płuca więcej powietrza, obejrzał się przez ramię.
Mieli ją? Czy Luna grał? Blefował?
Nie potrafił nic wyczytać z jego twarzy. Zero emocji. Ta Noriegi za to zdradzała wszystko... Myślał już znowu tylko i wyłącznie o niej.
Galen nie miał pojęcia co się dzieje. Czuł w nosie zapach paliwa, smaru, narzędzi, coś, co zupełnie nie pasowało do jego pięknego, bogatego życia. A kiedy ktoś ściągnął mu z głowy worek na własne oczy mógł zobaczyć gdzie się znajdował. To nie była nawet w jednym procencie miejscówka, w których on się obracał. I ten facet. Galen go nie znał. Czego on od niego chciał? Szarpnął się, ale był przywiązany do krzesła. Grube liny wbijały się w jego delikatną skórę. Koszulę miał poplamioną, garnitur pognieciony.
-
Chcesz pieniędzy? Zapłacę ci, puść mnie - wypalił Wyatt, jakby kluczem do wszystkiego była jego forsa. Jakby otwierała każde drzwi, zrywała pęta, którymi był teraz skrępowany...
Ale chyba nie tym razem.
Galen słuchał swojego oprawcy, znowu poruszając się na krześle niespokojnie, w co on się wpakował? Dlaczego tu był? Czy to miało związek z kontenerami, z tym, że pomagał w tej sprawie Pilar?
Zaraz okazało się, że nie. Że sprawa dotyczyła Pati.
-
Patricii Fernandez? Mówisz o Pati? - zapytał głupio Galen, ale przecież wiedział, że tak, po prostu grał na zwłokę.
Rodri szarpnął się na krześle, zacisnął palce odziane w skórzaną, czarną rękawiczkę na prezesowskiej twarzy.
-
Wiesz, że tak, nie rób ze mnie idioty! - warknął -
co cię łączy z Pati? - wycedził przez zęby, wbijając palce w policzki Wyatta, ale w końcu go puścił. Sięgnął po śrubokręt, który naszykował sobie na stoliku, a potem jego dłoń opadła na tą Wyatta.
-
My po prostu się spotykamy, nic nas nie łączy - odpowiedział szczerze Galen, jego niebieskie oczy wpatrywały się w narzędzie w rękach mężczyzny. Co on chciał z nim zrobić? Chyba nie chciał wiedzieć...
-
Skąd ją znasz? - zapytał Rodrigo, podnosząc ciemne spojrzenie na twarz Wyatta -
mów wszystko, dokładnie. Jakim cudem Patricia Fernandez dotarła do ciebie? O co cię wypytywała? - zacisnął palce na dłoni Wyatta, a potem przymierzył śrubokręt do jego paznokcia. Galen się szarpnął.
-
Ona... wpadła na mnie pod Northex, to był przypadek - zaczął Galen, ale teraz dotarło do niego, że wcale nie musiał być... -
zaprosiłem ją na kawę i... Ona po prostu wpadła mi w oko, ale jak two twoja kobieta... - Rodrigo spojrzał na Galena jak na idiotę, ale Wyatt kontynuował -
ona właściwie pyta tylko... - Galen się zamyślił, bo był jeden temat, który Pati poruszała wyjątkowo chętnie -
pytała o Pilar, co mnie z nią łączyło, podobno się przyjaźnią, ale nie wiem... - Galen nie był głupi, a na tym bankiecie wcale to tak nie wyglądało.
-
Co cię łączyło z Pilar? - zapytał Rodri i na moment odstawił śrubokręt od dłoni Wyatta.
-
Nic... - rzucił Galen, ale Rodrigo znowu złapał go za rękę -
to znaczy... Kiedyś kręciliśmy ze sobą, Pilar pomagała mi w jednej sprawie, z kontenerami... - wyrzucił z siebie, a Rodrigo się zawiesił.
Kontenery Luny i Wyatta, Pilar prowadziła śledztwo... czy... czy to ona sprawiła, że Benito zainteresował się Noriegą? Przecież do tej pory, przez wiele lat żyli obok siebie, nie wchodzili sobie w drogę, a teraz...
Rodrigo chciał, żeby to Madox zajął miejsce Benito, mieli z Kanem własny plan, wpierdolić Lunę za te jego kontenery, może go odjebać? Wyplenić z miasta handel ludźmi, na tym zależało senatorowi, żeby w jego mieście ten biznes padł, a Madoxa umieścić na miejscu Luny, tyle... I liczyć na to, że latynosi będą go poważać, a on... przez Pilar będzie się trzymał pewnych zasad. Bo przecież ona jako pies miała zasady. Musiała je mieć. Powinna. Ale czy na pewno? Skoro wciągnęła go... ich, razem z Galenem Wyattem, w to wszystko? Nie powinna tego robić.
ella tenía principios... ⋆°.☾⋆.ೃ࿔*:⋆