-
the world was on fire, and no one could save me but you
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona / jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Czy choć raz w życiu mogłabyś się powstrzymać i zachować jak należy?
N i e.
— Kto wie, Tedds, może ci się poszczęści — odpowiedziała w końcu, żartobliwie i cmoknęła ustami w powietrzu, jak by posyłała jej całusa.
Cieszyła ją ta atmosfera i naturalność między nimi. Cieszyło ją to, że przez lata tego nie utraciły i że z taką łatwością znów mogły nadawać na tych samych falach. Wciąż trzymały się ich głupie żarty i ten flirciarski ton. Tak, jakby rozmawiały ze sobą wczoraj. Z jednej strony zmieniło się wszystko, a z drugiej - Davis czuła się w tym momencie zupełnie tak jak dziesięć lat wcześniej.
Między porządkowaniem jednej półki a drugiej, przystanęła, zaciekawiona stwierdzeniem Theodory. Znów zaśmiała się lekko i wzruszyła ramionami, nie widząc w jej w słowach absolutnie nic obraźliwego ani właściwie nic nieprawdziwego. Taka wizja życia zdecydowanie do niej nie pasowała - śliczny domek na przedmieściach z białym płotkiem, kochający mąż i dzieci (w dodatku liczba mnoga? Absolutnie nie!), no i ona jako perfekcyjna pani domu? Błagam. Wzdrygnęła się na samą myśl.
— Wcale nie zabrzmiało źle i zgadzam się z tym całkowicie. Wiem, że nie jest mi to pisane. Tu nawet nie chodzi o nasz zawód, ja po prostu wiem, że się do tego kompletnie nie nadaję — przyznała w pełni szczerze, choć jej przekonania wzięły się tak naprawdę głównie właśnie stąd, że sama, jako mała dziewczynka, straciła ojca - strażaka. Wychodząc na akcję, nie dopuszczała raczej do siebie tych najczarniejszych scenariuszy, ale była równocześnie świadoma, że w tym zawodzie wszystko mogło się zdarzyć - nawet najmniejsze potknięcie mogło być tragiczne w skutkach. Nie chciała skazywać więc nikogo, tym bardziej dziecka, na coś, co spotkało ją i jej matkę. Zakładała, że nie mając rodziny, jej nagła, przedwczesna śmierć, nie miałaby większego znaczenia. Ot, kolejna okrutna prawda.
—Specjalny sposób na podryw — powtórzyła ciszej, z lekkim uśmieszkiem i krzyżując ręce na piersiach, oparła się o regał — W takim razie chrzanić kolegę! Zabierz mnie — stwierdziła zaraz i podobnie jak towarzyszka, uniosła brew, zadowolona, że ta nie pozostawała jej dłużna i nie bała się rzucać sugestywnymi komentarzami. Jej myśli znów ruszyły z prędkością światła w zakazanym kierunku, a ona aż uśmiechnęła się do nich szczerze. I nie ważne było w tym momencie to czy tylko żartowały, czy rzeczywiście to była jakaś ich własna forma flirtu - nie myślała o tym i po prostu dobrze się w jej towarzystwie bawiła, cieszyła chwilą i tym, że mogło być normalnie.
—Jeśli o mnie chodzi, to najpierw pewnie chciałabym porządnie nacieszyć oko, zanim to z ciebie zedrę — powiedziała takim tonem, jakby po prostu opowiadała Theodorze o swoich planach na weekend, które nie miałyby w sobie cienia podtekstu.
Po chwili wróciła do pracy, jak gdyby nigdy nic. Dokończyła segregowanie w pudłach, które wyciągnęła z półek i odłożyła je na wyznaczone miejsca, a te puste odkładała w pobliżu wejścia, na wypadek gdyby jeszcze miały się im przydać. — Pewnie nie miały szansy się przeterminować, ale w razie czego sprawdź może daty — zasugerowała, wskazując podbródkiem na karton z gaśnicami w pobliżu Darling. Sama wskoczyła na drabinę, by wrzucić najlżejsze rzeczy na najwyższe półki, a gdy już się z tym uporała, pomogła Teddy z ustawianiem reszty cięższych pakunków.
— Coś jeszcze? — spytała, rozglądając się po pomieszczeniu — Wygląda to już dużo lepiej.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W dodatku Davis niczego nie ułatwiała. Flirtowała demonstracyjnie, wysyłając sygnały tak czytelne, że trudno było je zignorować. Dawała jej jasno do zrozumienia, że była zainteresowana spojrzeniami, i uśmiechem. A ten uśmiech zostawał w głowie na dłużej, niż powinien. A jednak Teddy potrafiła odczytywać znaki i wiedziała, kiedy nie warto za nimi podążać.
Pochyliła się, żeby zamknąć ostatni karton, a rozmowy o życiu prywatnym odpłynęły gdzieś na drugi plan. Skupiła się na dźwięku zsuwanej taśmy, który pomagał utrzymać dystans. Przynajmniej w jednym obie zdawały się dochodzić do podobnych wniosków. Darling nie podważała tego, czy Riley nadawała się do związków. Nie analizowała jej przeszłości ani nie próbowała przypinać jej etykietek.
— Odważnie — stwierdziła, ale w taki sposób, że nie do końca było wiadomo, czy mówi o zdzieraniu motocyklowej skóry, czy o to, w jakim stylu Davis wskoczyła na drabinę. Obie kwestie były imponujące. — Ale może najpierw dasz się przewieźć tym motocyklem, co? Potem możesz robić ze mną, co zechcesz — rzuciła, niby ot tak, ale sama też prowokowała. — Daty są w porządku — stwierdziła po chwili, sprawdzając ważność gaśnic. — To końca przyszłego roku — dodała jeszcze, więc z pewnością do tego czasu zdążą je zużyć.
Coś jeszcze?
Podniosła na nią wzrok i zagryzła w zamyśle dolną wargę. Faktycznie pomieszczenie wyglądało nieźle. Ale Riley wyglądała o wiele lepiej.
— Coś jeszcze — powiedziała i podeszła do niej bliżej. Zahaczyła palcami o jej szelki i przyciągnęła bliżej. — Muszę, bo się uduszę — oznajmiła i zanim Davis zdążyła jakkolwiek zareagować, Darling zadarła głowę i stanęła na palcach, po czym gwałtownie wpiła się w jej usta.
Nie myślała o tym, co będzie później, nie zastanawiała się nad tym, co powinna zrobić. Liczył się tylko smak Riley, miękkość jej warg i ciepło, które nagle wypełniło całe jej ciało. Wyobrażenia, które pielęgnowała przez dekadę, teraz stały się rzeczywistością. I była w tym całkowicie zatracona. Czekała na to dziesięć długich lat i nie zamierzała czekać ani chwili dłużej.
Twój ruch, Davis.
riley davis
-
the world was on fire, and no one could save me but you
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona / jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie umiała przestać. A może wcale nie chciała. Samo myślenie o Darling nie było w jej mniemaniu żadnym przekroczeniem granic. Nie widziała w tym nic złego - nie robiła tym przecież nikomu krzywdy. No, może jedynie sobie, jeśli miałoby to trwać w nieskończoność - a konkretniej dopóki pełniły służbę w tej samej jednostce i dopóki Riley po raz kolejny nie zniknie z jej życia.
Pociąg jaki zawsze czuła do kobiety, choć nie zawsze to rozumiała, teraz uderzał jej umysł ze zdwojoną siłą. Być może dlatego, że nie rozmawiała z nią zbyt długo, nie w ten sposób, nie przelotnie. Możliwe też, że nie miało to nic wspólnego z rozłąką, a wynikało z tego, że teraz, starsza o te dziesięć lat - niekoniecznie mądrzejsza, ale na pewno bogatsza w doświadczenia - czuła się pewniej w sferze swojej własnej seksualności.
Ale chwila! Trzeba przecież wstrzymać konie, prawda? Mogła marzyć sobie o niej do woli, wyobrażać sobie jej dotyk i pocałunki, ale to na razie wszystko. Wystarczy wrażeń jak na jeden dzień, a pierwszy szok na pewno jeszcze nie minął. Nie miała zamiaru jej płoszyć, przeciwnie - chciała dać czas na oswojenie się z tą sytuacją, z obecnością Davis na jej terenie. Słowa to co innego, flirt był niegdyś dla nich czymś naturalnym, jednak nigdy nie doszło między nimi do czegoś co by potwierdziło raz na zawsze, że to nie były żarty i zwyczajne przekomarzanie się. Głupie teksty, na które obie reagowały śmiechem, a uwodzenie to też zupełnie co innego. Tylko że granica była bardzo niewyraźna. Zatarły ją tak mocno, że Riley powoli sama się w tym gubiła. Powtarzała sobie tylko w myślach, by przypadkiem nie zrobić niczego głupiego, czegoś „za bardzo”.
— Naprawdę, co tylko zechcę? To dopiero odważne — na twarzy znów pojawił się delikatny, cwaniacki uśmieszek, choć obie mówiły takim tonem, jakby po prostu rozmawiały o pierdołach, a nie próbowały podrywać.
Rozglądała się jeszcze przez chwilę, upewniając się czy niczego nie pominęły i zastanawiała się czym powinny się zająć kolejno. Uniosła tylko kciuk w górę, gdy strażaczka zapewniła ją o tym, że daty na gaśnicach się zgadzały.
— Możemy teraz-… — odezwała się w tym samym momencie, jednak nie dokończyła swojej myśli, widząc jak Darling się do niej zbliża. Przez chwilę wydało się jej, że śni, bo to przecież niemożliwe, by właśnie się stało.
Theodora Darling ją pocałowała.
Pocałowała ją!
Zrobiła to tak nagle i tak zachłannie, nie dając ani sobie ani Davis czasu na zastanowienie, wycofanie. Riley nie miała jednak najmniejszego zamiaru tego przerywać. O nie. Oddając pocałunek z równą namiętnością, pozwoliła dłoniom spocząć na talii kobiety, ale te zaraz niecierpliwie przesunęły się w dół, by zacisnąć się na zgrabnych biodrach. W ten sposób, zupełnie na oślep, poprowadziła Teddy o kilka kroków naprzód, aż poczuła jak plecy drugiej strażaczki uderzają o ścianę. Równocześnie przyciskała ciało do jej, jakby w obawie, że to może Darling wymknie jej się z rąk.
Było prawie tak, jak to sobie do tej pory mogła jedynie wyobrażać. Poza jednym, malutkim szczegółem. Żadna jej fantazja, żaden z tysięcy scenariuszy nie przewidział tego, że to Theodora zrobi ten pierwszy krok. Że to ona w końcu nie wytrzyma i pęknie, rzucając się na nią niemalże bez ostrzeżenia. Za każdym razem, gdy myślała o tym jak wyglądałby ich pierwszy pocałunek, to ona go inicjowała, nie Teddy. Po raz kolejny tego dnia, kobieta ją zaskoczyła - na pewno pozytywnie.
Kompletnie ignorowała powody, dla których nie powinny tego robić. Nie tego dnia. Nie w tamtym miejscu. Nic do niej nie docierało. Wszystko o czym jeszcze kilka minut wcześniej rozmyślała tak intensywnie, nie miało w tym momencie żadnego znaczenia.
— Tak… potwierdzam, to bardzo podniecające — wymruczała zadowolona, by zaraz znów powrócić do słodkich warg Teddy, nadal przytrzymując ją między swoim ciałem, a ścianą. Czuła się przez chwilę tak, jakby znajdowały się w samym środku pożaru.
Pewnie chętnie zrobiłaby z nią dużo więcej, rzuciłaby się w te cholerne płomienie, gdyby nie to, że dotarł do niej dźwięk ciężkich kroków z korytarza. Z bólem serca odsunęła się od niej na bezpieczną odległość i zerknęła w stronę otwartych na oścież drzwi, starając się szybko uspokoić swój oddech. Dopiero po chwili w progu stanął Jett.
Jett. Pierdolony. Donovan.
Chyba naprawdę się nie polubimy.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wydobyła z siebie zduszony pomruk, gdy plecy napotkały chłodną powierzchnię ściany. Zupełnie nie zwracając uwagi, że unosząc rękę, która wylądowała na karku Riley, strąciła z regału jakiś karton. Rozchyliła powieki i zobaczyła w oczach Davis tę samą mieszankę zaskoczenia, ale jej słowa sprawiły, że Darling uśmiechnęła się prosto w jej rozchylone usta. Tak, to było niesamowicie podniecające.
Wzięła łapczywy oddech, intuicyjnie pogłębiając pocałunek. Kompletnie się w tym zatraciła. Zapomniała, gdzie się znajdują i po co właściwie tutaj przyszły. Gdzieś w odległych zakamarkach głowy zakodowała zbliżające się kroki i gdyby nie ściana za plecami, pewnie odskoczyłaby od Davis niczym małolata przyłapana na gorącym uczynku.
Teddy nie była pewna, jak dużo widział Jett Donovan, ale jego mina wskazywała na to, że więcej, niż powinien. A nawet jeśli nie zobaczył nic, to po prostu wiedział, bo najpierw obrzucił pogardliwym spojrzeniem Riley, a potem zlustrował Darling w taki sposób, jakby próbował jej zasugerować, że swata się z wrogiem.
— Niewiarygodne — mruknął tylko pod nosem. Właśnie to samo pomyślała Teddy. Niewiarygodnie było posmakować ust Riley. — Wezmę tylko gaśnicę. W wozie mamy braki — oznajmił, po czym wyminął je i sięgnął po karton z butlami. Jeszcze raz łypnął na Davis i pokręcił głową, po czym wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi z taki łoskotem, że Darling aż podskoczyła. Jego ciężkie, pełne wkurwienia kroki jeszcze przez chwile niosły się echem po korytarzu.
Teddy, bardzo powoli i bardzo zdziwiony, podniosła wzrok na Riley, machinalnie zwilżając językiem swoje spragnione warki.
Powinna coś powiedzieć? Powinny porozmawiać o tym, co się wydarzyło? W głowie miała pustkę i mętlik jednocześnie. Dawno nie czuła się tak skołowana, a przecież sama była prowodyrką pocałunku. Mimo to nie zamierzała przepraszać. Nie było za co. Przełknęła głośno ślinę i podeszła do Davis. Wyciągnęła ręką, odgarniając jej za ucho pojedynczy, niesforny kosmyk.
— Witaj w sto trzydziestej drugiej jednostce — rzuciła z lekkim rozbawieniem, bo najwyraźniej żadna z nich nie spodziewała się takiego przyjęcia. A Teddy przywitała ją zdecydowanie cieplej, niż początkowo planowała. Zarzekała się, że będzie po prostu miła i zachowa się kompletnie naturalnie. I faktycznie ten pocałunek, choć niezamierzony, wyszedł im zupełnie naturalnie.
Nie mogły jednak do końca dnia siedzieć w magazynku, miały jeszcze wiele do zrobienia. Tym bardziej, że popołudniu rozległ się dźwięk syreny nawołujący do pożaru za miastem i to była doskonała okazja, żeby z bliska poobserwować Davis w akcji.