-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Masz rację — przyznała cicho, nie podnosząc jeszcze wzroku. Nie chciała od nowa mierzyć się z jej spojrzeniem, nie mając planu, jak poradzić sobie z tą sytuacją. Jeszcze przed chwilą w głowie huczało jej od nadmiaru myśli i informacji. Teraz piszczała przerażająca pustka. Nic nie wydawało się właściwie ani uczciwe. Miała ochotę po prostu ją przytulić i odesłać całą kłótnię w niepamięć, ale to nie miało prawa zadziałać. Nie posprzeczały się o poplamienie bluzy, którą sobie pożyczyły, nie próbowała jej udobruchać po tym, jak znowu się zamyśliła i zapomniała słuchać odpowiedzi na pytanie, które jej zadała. No, może to drugie poniekąd się zgadzało. Ale to były ważniejsze pytania niż opinia Darling na temat filmu, który właśnie kończyłyby oglądać.
— Nie chcę cię już więcej ignorować. Postaram się tego nie robić. — Spojrzała jej wreszcie w oczy, bo nie wypada wyskakiwać z takimi deklaracjami, patrząc przy tym w podłogę. Bała się jej tego obiecywać. Nie znosiła niewywiązywania się z obietnic, a jednocześnie znała się na tyle dobrze, że wciąż gdzieś z tyłu głowy miała wizję ucieczki od przytłaczających ją uczuć. Chociaż na chwilkę. Cholera wie po co, skoro to nie pomagało, ale w desperacji nie myślała logicznie.
— Jeśli chcesz to zakończyć, to tak zróbmy. Moja wola nie wystarczy przecież, żeby to ciągnąć. — Uśmiechnęła się słabo, przypieczętowując wyjątkowo niekorzystny kontrakt. Wiedziała, że nie powinno się zgadzać na umowy, w których nie widzi się porządnych korzyści dla samej siebie. Martwiła się jednak, że próba buntu mogłaby zakończyć się całkowitym zakończeniem tej znajomości, a to byłoby już za dużo. Wolała pozbyć się tylko jednego fragmentu.
— Tylko już na siebie nie krzyczmy. I rozmawiajmy ze sobą w takiej częstotliwości jak zazwyczaj. Nie umiem się bawić życiem, jak nie jesteś jego częścią. — Zsunęła w końcu gitarę z pleców, bo zaczynała jej ciążyć. Niestety po odstawieniu instrumentu na podłogę w ogóle nie poczuła, że ciężar z jej barków został zdjęty.
— Naprawdę przepraszam. Myślałam, że robię nam przysługę, a to było strasznie zjebane. — Zaczęła nerwowo drapać się po szyi, znowu nie wiedząc, co ma zrobić z rękami. Trzeba było jednak trzymać tę gitarę. Było jej tak niewyobrażalnie smutno. Żałowała, że nie wyszła od razu, może uniknęłaby tego dziwacznego... zerwania związku, który nigdy nie zaistniał. Bo przecież ignorowanie problemów tak świetnie się do tej pory sprawdziło, nie? Cóż, zasłużyła sobie na taki wpierdol. Czuła się jak bohaterka greckiej tragedii. Wychodziła ze skóry, by tylko jak najbardziej na około ominąć wizję utraty bliskości Teddy i właśnie zderzała się ze ścianą, w której ta cała bajka się rozsypywała. Cwany los i tak ją dopadł, zwodnicze przeznaczenie kompletnie ją zdemolowało. Powinna pewnie teraz siąść i płakać, ale nie miała na to siły. Rzeczywiście czuła się dużo mocniej wypłukana z endorfin niż po każdej dawce MDMA, jaką przyjęła w życiu. Paskudne, obrzydliwe uczucie.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Oczywiście — posłała jej słaby, wymuszony uśmiech. Sama nie wiedziała, dlaczego zabrzmiało to tak cholernie nieprzekonująco. Może dlatego, że pod skórą zalęgła się obawa, że przyjaciółka znów zachowa się tak samo jak wcześniej. Przynajmniej teraz Teddy nie będzie do niej wypisywać jak skończona kretynka. Jeśli ktoś milczy, to dlatego, że nie ma ochoty rozmawiać. A ona miała już dość udawania, że tego nie dostrzega.
— Nie no, spoko, nic się nie stało — znów to obojętne machnięcie ręką. Było minęło. Nie będzie tak się nad nią pastwić ani robić scen. April była święcie przekonana, że postępuje właściwie. Tak samo, jak Teddy. Ona też myślała, że robi dobrze, kiedy ją całowała. Że to naturalne, totalnie w porządku i że tak właśnie powinno być. Teraz coraz wyraźniej widać było, że obie żyły w jakiejś wygodnej iluzji, każda w swojej wersji tej samej opowieści. Iluzji, która pękła przy pierwszym zderzeniu z rzeczywistością.
Takie sytuacje automatycznie sprawiały, że Teddy budowała wokół siebie mur. Trzymała się na dystans, zbierając do kupy. Chwała za wielogodzinne zmiany i nieoczekiwane wezwania. Wtedy przynajmniej nie będzie musiała widywać April, a podczas odpisywania na wiadomości, o ile faktycznie znów zaczną je wymieniać, nie trzeba patrzeć sobie w oczy. Przesłucha kilka smutnych piosenek, zamyśli się na chwilę, przeglądając stare rachunki za światło i bilans ubiegłorocznych wydatków. Zmieni trasę codziennych spacerów, byle nie ta aleja i nie ten plac w centrum miasta, gdzie zorganizowano jarmark świąteczny. W końcu jej przejdzie. Tak to przecież działało, prawda? Prawda???
A potem będzie bała się zamknąć powieki, bo po przebudzeniu nie zobaczy poduszki, na której we wgłębieniu po głowie został tylko jej prawie niewyczulany zapach. Ale na to też był przecież sposób! Bo jeśli nie zdoła zasnąć, połknie proszek ze szklanej fiolki stojącej na nocnej szafce. Sen w pigułce, spokój w proszku. Wow. Szkoda, że nikt jej nie wypisał recepty na życie.
— Chodź, zrobię to śniadanie — skinęła zachęcająco głową w kierunku głowy. — Opowiesz mi, gdzie się podziewałaś — teraz brzmiała już o wiele normalniej. Tak, jak na prawdziwą przyjaciółkę przystało. Nie mogła zatrzymać jej siłą, ale miała nadzieję, że przynajmniej wizja smacznego jedzenia przekona Finch do tego, żeby zostać.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Dzięki, naprawdę nie jestem głodna. — Uśmiechnęła się, by dodać komunikatowi wiarygodności. W sumie nie kłamała. Nadal nie miała ochoty nawet patrzeć na jedzenie, a co dopiero brać się za śniadanie.
— Myślę, że nie uwierzyłabyś nawet w połowę tych historii. A drugiej połowy nie pamiętam. — Wzruszyła ramionami. Znów nie mijała się z prawdą. Początek roku zlewał jej się w jedną plamę, na pewno nie kojarzyła wielu wydarzeń niż by chciała. No i czy Darling dałaby wiarę, że April poszła w aż takie tango i puszczając się na prawo i lewo, w nikim się nie zakochała? Hm, w sumie biorąc pod uwagę, jak ją dzisiaj podsumowywała, to może jednak by w to uwierzyła.
Finch dziękowała boginiom za dźwięk natarczywych połączeń, którymi zaczął jęczeć jej telefon. Spojrzała na zegarek, przyjmując do wiadomości wszystko, co się na nim właśnie wydarzyło. Wyglądało na to, że będzie miała dzisiaj dużo pracy. Świetnie się składało, musiała się czymś zająć, bo inaczej oszaleje.
— Nie byłam jeszcze dzisiaj w biurze, a muszę jeszcze iść do domu się przebrać, bo wyglądam jak menel. No i ta gitara... W każdym razie – naprawdę będę lecieć. Napisz mi potem, proszę, kiedy ci pasuje to świętowanie. Ja się dostosuję. — Narzuciła z powrotem instrument na plecy. Rozejrzała się, chcąc się upewnic, że niczego nie zostawiła. Miała telefon, ten nieszczęsny kubek, gitarę i płaszcz w ręku. Wszystko się chyba zgadzało. Uśmiechnęła się jeszcze przepraszająco, wskazując na zegarek, który znowu zaczął błyskać jak dyskoteka i wyszła z mieszkania. Może przejdzie się do domu z buta. Musi ochłonąć. Albo jednak się zrzygać. Kurwa mać.
teddy darling