30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Orgazm ustąpił miejsca ciszy i stagnacji. Dla Teddy ten rodzaj milczenia nie był drażniący. Przeciwnie, miał w sobie coś kojącego. Lubiła mówić. Szczególnie lubiła mówić z April i do April, zasypywać ją słowami, myślami i drobnymi spostrzeżeniami, które pojawiały się w głowie szybciej, niż zdążyła je uporządkować. Teraz jednak miała wrażenie, że cokolwiek by powiedziała, zabrzmiałoby nie tak. Zbyt banalnie albo zbyt serio. Zbyt obnażająco.
Z tyłu głowy, gdzieś w najodleglejszym zakamarku umysłu, nieustannie pracował cichy mechanizm kalkulacji. Teddy obliczała, ile czasu im zostało. Nie konkretnie dzisiaj, raczej w nieuchwytnych momentach prowadzących do chwili, w której przyjaciółka znajdzie sobie nowy obiekt zainteresowania. Kogoś, kto zajmie jej uwagę tak naturalnie, jakby Teddy nigdy tam nie była. Jeśli spojrzeć na to matematycznie, wszystko zaczynało się zgadzać. Od Jarmarku do wyjazdu w góry minęło niewiele czasu, a potem nie odzywały się do siebie prawie dwa tygodnie. Statystycznie rzecz biorąc, kiedy zobaczą się za kilka dni, Finch będzie już trajkotać o innej dziewczynie. Takiej, którą dopiero co poznała albo z którą zupełnie przypadkowo odnowiła kontakt. Wow. Darling zawsze była dobra z matmy, ale teraz naprawdę przeszła samą siebie.
Dopiero, kiedy April odsunęła się i skryła pod kołdrą, przerwała te idiotyczne obliczenia. Zerknęła na nią z ukosa, wysłuchując propozycji. A propozycja była sama w sobie bardzo miła, tylko po stronie Teddy trudna do zrealizowania.
Śpię w remizie, bo tak jest po prostu wygodniej — odparła, choć wcale nie miała na myśli tych okropnych łóżek, z których wystawały spręzyny, wbijając się między łopatki przy każdym nieostrożnym ruchu. — Łatwiej i szybciej — dodała po chwili. Obróciła się na bok i zarzuciła pościel na odsłonięte ramię. — Kiedy mamy wezwanie, wskakuję tylko w mundur i jestem na miejscu. A tak… — zawahała się na moment. — Musiałabym zrywać się w środku nocy i dojeżdżać. A jakby do mnie dzwonili, budziłabyś się bez przerwy razem ze mną, zamiast się porządnie wyspać. Sama przecież rano wstajesz do pracy. Chciałabyś tak? — podparła głowę na dłoni i przyjrzała się uważnie twarzy przyjaciółki — chyba pierwszy raz, odkąd dziś wylądowały w jednym łóżku.
I znów Teddy uświadomiła sobie, że mogłaby tak patrzeć na nią bez końca. Lubiła jej oczy i cienie rzęs na policzkach. Lubiła na nią patrzeć tak samo, jak lubiła z nią rozmawiać. I naprawdę bardzo za nią tęskniła, chociaż przecież zawsze tak to wyglądało. Darling pracowała dużo i długo, nie mając zbyt wiele czasu, żeby móc się z nią widywać. Zdarzało się, że mijały się dniami, porozumiewając się tylko krótkimi wiadomościami, a potem w jeden wieczór próbowały nadrobić stracony czas. do tej pory to wystarczało. Teddy nie była jednak pewna, jak miałoby to wyglądać dalej. Coraz częściej dopadała ją myśl, że ten rytm może okazać się nie do utrzymania. Nie była przekonana, czy będzie potrafiła dać April wystarczająco dużo uwagi, czy zdoła poświęcać jej każdą wolną chwilę. Zwłaszcza, że tych chwil często zwyczajnie brakowało. Czuła narastające zmęczenie i niepokój, a wraz z nimi obawę, że jej wysiłki nigdy nie będą wystarczające. Nie wydawało jej się też, żeby przyjaciółka mogła to w pełni zrozumieć. To takie ciągłe rozdarcie między obowiązkami a potrzebą bycia obecną.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała nadzieję, że Teddy się na ten pomysł zgodzi. Albo chociaż się z niego ucieszy. Plan był przecież naprawdę niezły. Musiały go tylko odrobinę dopracować. Nie powiedziała przecież, że powinna spędzać każdą noc tutaj. Rozumiała, że będą się zdarzać dni, w których było to absolutnie nie do zrobienia. I to było okej. Po prostu nie chciała, żeby to dni wypoczynku w mieszkaniu się zdarzały. Darling jednak się nie zgodziła. Ani specjalnie nie ucieszyła. Wyjaśniła logicznie swoje racje i jeszcze tłumaczyła jej oczywistości jak dziecku. April nie była przecież głupia. Aż tak. Wypuściła powietrze przez nos, nie odpowiedziała od razu.
— Chciałabym. I tak funkcjonuję głównie dzięki kofeinie. No i mogę zawsze zdrzemnąć się w ciągu dnia, żeby to nadrobić. Ale skoro mówisz, że tak ci wygodniej, no to rozumiem. Bez sensu ten mój plan. — Uśmiechnęła się odruchowo, bo w taki sposób przecież powinno przyjmować się odmowę. To było uprzejme i nie wzbudzało w rozmówcy poczucia winy. W rzeczywistości w ogóle nie było jej do śmiechu. Nie znała lepszej metody, by zyskać więcej czasu na nacieszenie się Teddy. Chociaż przez moment. Nie wymagałby przecież od niej zmiany pracy. Ale gdyby miały szansę poświęcenia sobie chociaż dwóch tygodni, w których to pragnienie przebywania obok było najsilniejsze – to byłoby coś. Potem przyzwyczaiłaby się z powrotem do rzadszego oglądania przyjaciółki. W przeciwieństwie do niej nie zakładała, że za horyzontem już czekała na nią kolejna laska, jeszcze nieświadoma tego, że stanie się dla Finch nową obsesją. Takie założenie uznałaby raczej za śmieszne, przecież teraz jej światem była Teddy. Ale przecież niezbyt często zakładała, że nowa pasja szybko się rozpadnie. Już niejednokrotnie przez te trzydzieści lat widziała w kimś osobę, której będzie głaskać włosy na łożu śmierci, a potem wychodziło jak zawsze.
Obróciła się na plecy, utkwiła wzrok w suficie. Gryzła ją jeszcze cała masa innych rzeczy. Powinna wszystkie zdusić w sobie i po prostu zasnąć. Albo chociaż poczekać, aż Teddy zaśnie i wtedy zająć się sobą. Popracować, żeby odwrócić od tego myśli. Mogłaby też po prostu wyjść, żeby strażaczka porządnie się wyspała przed kolejnym dyżurem. Żaden z tych pomysłów jej nie przekonywał. Wysunęła rękę spod kołdry, podsunęła pod nos zegarek, którego nie zdejmowały w tym niekończącym się rozbieraniu. Kliknęła coś kilka razy.
— Jestem jeszcze w pracy, odezwę się potem — powiedziała w stronę elektronicznej tarczy. Gdzieś w mieszkaniu telefon Teddy dał znać, że dziewczyna dostała wiadomość.
— Żyję, jest okej, do później. — Kolejne krótkie nagranie, kolejny sygnał, że wiadomość została wysłana, tym razem ewidentnie na inny komunikator.
— Pamiętam o twoim istnieniu. Dzisiaj śpię w jednostce. Tęsknię. Do jutra! — I pyk, kolejna wiadomość, tym razem na ten pierwszy komunikator. April przygryzła mocno wargę, zdając sobie sprawę, że mogła zrobić to dużo subtelniej i nieco bardziej uprzejmie. Ale trudno, stało się. Odwróciła głowę, patrząc z powrotem na przyjaciółkę.
— A z takimi komunikatami dasz radę? Ja totalnie rozumiem, że jesteś większość dnia bardzo zajęta, ale to nie zajęło nawet dziesięciu sekund. — Ach, uroki nowoczesnych technologii! Właśnie za to April tak bardzo ją lubiła i ceniła. Przyjaciółka nie miała wprawdzie zegarka, ale przecież dokładnie to samo była w stanie zrobić przez telefon. W zależności od modelu, może nawet zyska lepszą jakość dźwięku! A jak nie, to przecież Finch mogła kupić jej dowolny sprzęt – chociażby na Zajączka! W tym wszystkim chodziło jej wyłącznie o pamięć. Informację, że jeszcze nie uleciała jej z głowy na rzecz jakiejś Riley.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Plan wcale nie był zły! Co więcej, nie było też prawdą, że Teddy się na niego nie zgodziła. Nie powiedziała ani nie, ani tak, a to była istotna różnica. Zamiast tego zmrużyła oczy, jakby ważyła wszystkie za i przeciw, po czym zadała jedno, bardzo konkretne pytanie. Czy April naprawdę chciałaby być budzona w środku nocy, kiedy przełożeni Darling (a jako strażaczka miała ich kilku i żaden nie znał pojęcia rozsądna pora) zaczną wydzwaniać z kolejnym nagłym wezwaniem?
Teddy wiedziała, jak to wygląda w praktyce. Jej życie zawodowe rządziło się własnymi zasadami, a cisza nocna była pojęciem czysto teoretycznym. Dlatego nie odrzuciła pomysłu od razu. Chciała tylko mieć pewność, że April rozumie, w co się pakuje, bo bliskość z kimś takim jak Darling wcale nie oznacza wspólnych poranków, a wiecznie nieprzespane noce.
Masz klucz — przypomniała jej, sięgając dłonią do po jej jasny kosmyk, który nawinęła sobie na palec. — Możesz przychodzić, kiedy tylko chcesz. Daj mi znać, że jesteś i jeśli nic się nie wypierdoli, to przyjadę — uśmiechnęła się łagodnie do przyjaciółki.
To również nie był bezsensowny pomysł! O ile Finch nie musiała stawić się w biurze, mogła pracować tutaj, z jej loftu. Wtedy istniała większa szansa, że jakoś się złapią. Na pewno większa, niż miałaby budzić ją w środku nocy i prosić, żeby wpadła. Teddy chyba nie miałaby nawet sumienia, żeby tak okrutnie zrywać ją z łóżka.
Uniosła wysoko brwi na nagrywane komunikaty. Zaraz, czy ona naprawdę nie pisała jej takich wiadomości? To nie było tak, że znikała bez słowa. Jasne, czasami zdarzało jej się zapomnieć, szczególnie gdy wszystko działo się naraz, ale zwykle informowała, że wyrusza na akcję i odezwie się później. I potem się odzywała. O ile nie rzucała się w wir kolejnej akcji. To, że Darling nie odpowiadała od razu, nie oznaczało przecież, że myślała wtedy o kimś innym. Wręcz przeciwnie! Na akcji bardzo pilnowała, żeby jej myśli trzymały się tego, co tu i teraz, chociaż te bezustannie uciekały do Finch. Jako strażaczka nie mogła pozwolić sobie na rozproszenie. Każdy jeden moment zawahania mógł kosztować czyjeś zdrowie albo życie. W takich chwilach wszystko inne musiało zejść na dalszy plan.
April — zaczęła spokojnie, żeby nie wybrzmieć pretensjonalnie i żeby jej słowa nie zostały źle odebrane. — Odzywam się wtedy, kiedy mogę. Zawsze tak było, nie pamiętasz już? Rozumiem, że się martwisz, ale nie możesz oczekiwać ode mnie, że za każdym razem, jak pakuję sprzęt do wozu, będę miała chwilę, żeby do ciebie napisać. Może dla ciebie to niecałe dziesięć sekund, ale te sekundy mogą zaważyć o czyimś życiu. Jeśli to taki problem, to może powinnaś sypiać z kimś, kto pracuje w korpo od dziewiątej do piątej — wypaliła, zanim zdążyła ugryźć się w język. Brawo, Teddy, teraz to dojebałaś do pieca.
Westchnęła ciężko, odwróciła się na plecy i opadła na materac, wbijając spojrzenie w sufit. Nie chciała tego powiedzieć. Nieprawda, chciała. Dalej po prostu nie rozumiała, co właściwie się zmieniło, skoro zawsze pisała do April z taką częstotliwością i do tej pory jakoś nigdy jej to nie przeszkadzało, chociaż Darling pracowała w zawodzie od prawie dekady.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniosła brwi przyglądając się jej z rozbawieniem. To dopiero był specyficzny plan. Przesiadywanie tutaj pod jej nieobecność było bez sensu. Nie zależało jej przecież na tych czterech ścianach, tylko na samej Teddy. Mogły równie dobrze ślęczeć w zatłoczonym Starbucksie obok remizy, milczeć i patrzeć sobie głęboko w oczy. O ile Darling będzie miała na to czas. A to właśnie to stanowiło problem. Pomysł wejścia do loftu w celu zrobienia jej niespodzianki był natomiast kuszący. Mogłaby nawet czekać pół nocy w tej nieszczęsnej bieliźnie, którą kupiła niedawno. Problem pojawiłby się, gdyby z jakiegoś powodu nie wróciła do mieszkania sama. Cholera ją wie. W takiej sytuacji April umarłaby nie tylko ze wstydu, ale i przez pokruszone serce. Prawdopodobnie implodowałaby również z wściekłości.
— Mam cię zapraszać do twojego mieszkania? To wygodne. — Pokręciła głową z rozbawieniem. W sumie Teddy powinno być to na rękę. Miałaby nadal dość blisko do pracy, miałaby pod ręką wszystkie swoje rzeczy i w ogóle. A praca zawsze stanowiłaby doskonałą wymówkę, żeby stąd uciec, więc podstawowa przewaga siedzenia w cudzym mieszkaniu również się rozpływała. Nieźle to sobie wymyśliła.
Potarła oczy podbiciami dłoni, wściekając się, gdy Teddy zaczęła tłumaczyć się dokładnie w taki sposób, w jaki się spodziewała. Znowu robiła z niej kretynkę, trudno powiedzieć dlaczego. Nie była przecież dzieckiem, co boleśnie dały jej odczuć ostatnie urodziny. Tłumaczenie jej życia w ten sposób naprawdę nie było konieczne. To był jednak drobiazg, o który mogła się czepić w porównaniu z tym, co palnęła na koniec. Finch zastygła w bezruchu, trawiąc te słowa. Właściwie każdy fragment tego zdania był okropny i zabolał ją w inny sposób.
— Po pierwsze, nie jestem durna. Nie mówię o sytuacjach kryzysowych. Wydawało mi się po prostu, że nie siedzisz między płomieniami non stop, więc szukałam jakichś opcji, w których mogłabyś się odzywać w międzyczasie. Po prostu mi cię brakuje, okej? — mówiła powoli i spokojnie, starając się cyzelować słowa jak najdokładniej. To akurat było bardzo proste do wyjaśnienia. Nigdy nie oczekiwałaby od niej, by wzdychała do niej, gdy była pochłonięta obowiązkami. Przeciwnie. Prędzej wściekałaby się, że nie skupia się na skomplikowanej akcji, w której może skrzywdzić siebie albo kogoś innego. Nie śledziła wiadomości, ale miała wrażenie, że Toronto nie było pochłonięte katastrofami non stop i nawet straż ma momenty wytchnienia i zajmowania się rutynowymi czynnościami. Może za bardzo czerpała wiedzę na ich temat z kreskówek. Nieważne. O tym mogłaby nawet szybko zapomnieć, przyzwyczaić się z powrotem do ich codzienności. Nie miała pojęcia, jak poradzić sobie z jej przytykiem.
— A po drugie... serio, kurwa? Serio? — Odsunęła ręce od twarzy, unosząc się do siadu. Zasłoniła się kołdrą, bo poczuła się już wystarczająco upokorzona tą sugestią, nie musiała jeszcze dodatkowo świecić cyckami. Cmoknęła zirytowana i pokręciła głową, jakby sobie czegoś odmawiała. Ręce jej opadły, nawet nie wiedziała, od czego miałaby zacząć.
— Sypiać, kurwa jego mać. Z kimś z korpo... — mamrotała pod nosem rozglądając się nerwowo za własnymi ubraniami. Po jaką cholerę Darling wszystko rozrzucała na prawo i lewo, nie mogła po prostu odkładać tego w jedno miejsce? Naciągnęła na siebie majtki, zsunęła się z łóżka i zaczęła obracać koszulką we wszystkie strony, nie mogąc znaleźć, gdzie był jej przód. Nie była w stanie logicznie wytłumaczyć, czemu zaczęła się obierać. Panika ściskała jej wnętrzności i kazała uciekać. Natychmiast. Naciągnęła bluzkę na głowę, o dziwo, nie tył na przód. Za to była na lewą stronę.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała pojęcia, co jeszcze mogłaby jej zaproponować. Pomysł, żeby April czekała na nią w lofcie, wydawał się całkiem rozsądny, a na pewno znacznie lepszy niż ściąganie jej tutajj w środku nocy. Wystarczyłoby wcześniej się zgadać, wymieniając kilka wiadomości. W końcu Teddy wcale nie odpisywała aż tak tragicznie! Dalej trwała w przekonaniu, że pisała z taką częstotliwością, jak zawsze, tylko Finch najwyraźniej wcześniej tego nie dostrzegała. W każdym razie, wcześniej nie stanowiło to takiego problemu.
Dobrze wiesz, że tęsknota działa w obie strony — powiedziała cicho, unosząc się na łokciach. — Naprawdę myślisz, że ja siedzę w tej pracy dla przyjemności? — westchnęła, przesuwając dłonią po twarzy. — Wolałabym być w domu. Albo gdziekolwiek indziej. Byle nie tam. A najlepiej z tobą — zerknęła na przyjaciółkę z wyraźnym wyrzutem.
Ale ta właśnie poderwała się z łóżka i zaczęła w popłochu kompletować garderobę. Teddy usiadła na materacu, kompletnie zbita z tropu. Serce waliło jej w piersi jak popierdolone. No dobrze, może przesadziła z tymi wcześniejszymi słowami, ale to przecież nie był powód, żeby wpadać w aż taki szał. Rozejrzała się po antresoli, i dopiero po chwili dostrzegła przy łóżku swój własny t-shirt. Wciągnęła go niedbale przez głowę, po czym zeskoczyła na podłogę i zrobiła kilka kroków w stronę Finch.
April — zaczęła powoli, żeby jej nie spłoszyć. Albo nie rozwścieczyć. — April, przepraszam. Nie to miałam na myśli — mruknęła, ale przyjaciółka nawet nie zwolniła, próbując zlokalizować swoje spodnie.
Darling miała wrażenie, że jej słowa rozpływają się w powietrzu. Bez dłuższego namysłu ruszyła więc szybkim krokiem i doskoczyła do niej. Ujęła jej twarz w obie dłonie, zmuszając, żeby w końcu spojrzała jej w oczy.
Hej — powiedziała cicho, ale stanowczo. — Popatrz na mnie. Naprawdę nie chciałam tego powiedzieć w ten sposób. Chciałam tylko przypomnieć ci, że to tak wygląda od dawna. Nie od dziś. Nawet nie od wczoraj. I że ja nie zdołam ci dać tak dużo atencji ile byś chciała. Tyle, ile może ci dać ktoś... — Teddy urwała, zaciskając usta w wąską linię. Chyba powinna na tym zakończyć, zanim pogrąży się jeszcze bardziej. Ale nie mogła zostawić tego w takim beznadziejnym zawieszeniu. Nie kończyła nigdy zdań w półsłowa. — Kto kończy pracę o normalnej porze i ma wolne weekendy, żeby zabierać cię w różne fajne miejsca — jej kciuki drgnęły niespokojnie na policzkach April.
Dlaczego w jej głowie brzmiało to jak podłe zerwanie, chociaż nigdy nie były razem? Teddy próbowała złapać się tej myśli jak poręczy. Tyle że ciało nie znało logiki. Serce chyba też nie. Akurat ono liczyło tylko te chwile, kiedy były blisko. I dlaczego czuła się taka osamotniona wśród natłoku własnych emocji?
Co ty robisz? — zapytała, wymownie spoglądając na koszulkę, którą przyjaciółka ubrała na lewą stronę.
Nie chodziło dokładnie o to, w jaki sposób ją na siebie założyła, ale po co w ogóle była ta cała szopka? Naprawdę znowu musiały przez to przechodzić? Czy mogły spędzić miło wieczoru, ciesząc się wzajemną obecnością i seksem? Właśnie nie dlatego się tutaj spotkały? Nie miały pieprzyć się przez całą noc, zostawiając te pogawędki na odległe nigdy?

April Finch
Ostatnio zmieniony śr sty 28, 2026 12:04 pm przez teddy darling, łącznie zmieniany 1 raz.
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wykłócanie się o sens obowiązku pracy w okrutnej, kapitalistycznej rzeczywistości nie miało teraz sensu. Mogłaby jej przecież wytłumaczyć, że istniało milion innych profesji, za które mogłaby się wziać, które pozwalałyby jej pracować dużo mniej i w bardziej przewidywalnych godzinach. Mogłaby nawet założyć Only Fansa, jeśli chciałaby mieć pełną swobodę ustalania swojego grafiku. Ale to nie miało znaczenia. Nie rzuci przecież pracy w jednostce. Skoro nie zrobiła tego do tej pory, po tych wszystkich męczarniach, które miała za sobą, to tak już najwyraźniej miało zostać. Albo do emerytury albo śmierci.
Trudno było jej uwierzyć w te przeprosiny. Nie wątpiła, że nie chciała jej celowo skrzywdzić, ale czemu miałaby uwierzyć, że nie była po prostu szczera? Nie pierwszy raz padały z jej ust tego typu uwagi. Może April powinna po prostu zaakceptować ten stan rzeczy i przestać się tak przejmować? Byłoby fajnie, ale raczej nie potrafiła. Za bardzo miotała się wewnątrz siebie i na zewnątrz. Krążyła po antresoli, nie wiedząc, w co ręce włożyć. I nogi. Ubrania jakby stąd wyparowały. Zapomniała, że zostawiła sweter na dole i wściekała się, że nie była w stanie go zlokalizować. Wszystko szło po prostu nie po jej myśli. Aż w końcu została zatrzymana. Uziemiona i uspokojona. Patrzyła jej w oczy, trudno powiedzieć, czy bardziej smutna czy wściekła. Wysłuchiwała kolejnej durnowatej wymówki, starając się nie przyjąć jej do siebie, by nie zrobiło jej się teraz jeszcze gorzej.
— A nie przyszło ci do głowy, że gdyby interesowała mnie jakaś korpo szczurzyca, to interesowałabym się nią, a nie tobą? Tylko na moim piętrze znalazłabym pewnie takich kilkanaście. A jednak nie siedzę teraz z nimi w biurze, tylko z tobą tutaj. — Zacisnęła dłonie w pięści, wbijając paznokcie w skórę, żeby powstrzymać się do wrzasków. Nie chciała tak łatwo przekraczać granic narzuconych przez Teddy, a przynajmniej nie takich, od których miałoby jej być przykro. W swoim biurowcu na pewno znalazłaby sobie jakąś, która uwielbia się kłócić głośnymi wrzaskami i rzucaniem talerzami o ściany. W ogóle nie miała ochoty na takie poszukiwania. Wpatrywała się w oczy Darling, szukając w nich odpowiedzi dużo bardziej zrozumiałych niż tych, które oferowała jej w słowach. Te były przecież kompletnie bez sensu. Niezgodne z nią, niezgodne z tym, co się działo.
— Nie musisz mi tłumaczyć moich potrzeb, bo ja je naprawdę bardzo dobrze rozumiem. — Bojowe nastawienie jasno wskazywało na to, że nie da sobie wmówić żadnej innej wersji wydarzeń niż ta, która siedziała w jej głowie. To dobrze. Silnie odczuwała własne uczucia, nie potrzebowała, by ktokolwiek wmawiał jej jakieś inne i przekonywał, że powinna uznać je za prawdziwe. Spuściła wzrok na koszulkę, nie nadążając za tym, o co znowu chodziło Teddy. Wywróciła oczami w reakcji na swoją pomyłkę. Na pewno nie będzie się teraz przebierać.
— Dlaczego znowu nazywasz to sypianiem ze sobą? — zapytała dużo ciszej, czując, jak wszystko wewnątrz niej zaczyna się zaciskać. Niewidzialna siła chciała ją przyszpilić do podłogi i ją zdemolować. Rozgnieść jak te białe kulki z krzaków, a potem zetrzeć wnętrzności ręcznikiem papierowym, który trafi na zapomnienie do śmieci. Niepoddawanie się temu było bardzo trudne. Prawie niemożliwe. A jednak jakimś cudem nadal stała wyprostowana, gotowa na każdą paskudną odpowiedź, jaka mieliła się już w ustach Teddy.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Były już takie, które narzekały na jej grafik i wieczną nieobecność. Nie bez powodu żadna z nich nie została w życiu Teddy na dłużej. Wcale nie musiała ich wyganiać, same odchodziły, bo nie potrafiły zrozumieć, że jej praca właśnie tak wygląda. To było wpisane w codzienność. Teraz jednak odnosiła nieprzyjemne wrażenie, że April też tego nie rozumie. A powinna! Właśnie dlatego, że znały się od lat. Darling nie obudziła się przecież wczoraj z absurdalnym pomysłem, że nagle wstąpi do straży pożarnej, bo akurat miała taki kaprys. To była konsekwencja wyborów, które podejmowała od dawna. Szczerze powiedziawszy, nie zdecydowałaby się na to drugi raz.
Teddy miała ogromną ochotę prychnąć i ostentacyjnie wywrócić oczami. Rzucić uszczypliwy przytyk, przypomnieć, że April i tak za chwilę zainteresuje się kimś innym. Jak zawsze. Że to tylko kwestia czasu aż znów do niej przylezie, trajkocząc o swoich miłosnych rozterkach. Coś jednak ją od tego powstrzymywało. Może zmęczenie. A może rozczarowanie, które uwierało między żebrami bardziej, niż chciała się do tego przyznać.
No pewnie, jak nie kilkadziesiąt — odparła, nie potrafiąc darować sobie sobie tej małej złośliwości. — No i co w związku z tym? Mam się czuć wyróżniona? Przyjaźnimy się, więc wybór i tak powinien być oczywisty — zaznaczyła, wyraźnie akcentując ostatnie słowa. Bo chyba żadna korposzczurzyca nie powinna stać wyżej niż ich relacja.
A jednak wcale nie było to takie pewne. Nie mogła z pełnym przekonaniem powiedzieć, że gdyby w tej chwili Finch była z którąś z nich, rzuciłaby wszystko i przybiegła do Teddy tylko po to, żeby obejrzeć jakiś głupi film. W końcu filmy mogła oglądać sobie sama.
Uniosła ręce w obronnym geście i cofnęła się o krok, świadomie dając przyjaciółce przestrzeń. Nie chciała jej osaczać ani stawiać pod ścianą. Nigdy nie była typem, który za wszelką cenę próbuje wymusić czyjąś uwagę czy uspokoić na siłę.
Nie tłumaczę ci twoich potrzeb — powiedziała spokojnie, choć w jej głosie pobrzmiewała stanowczość. — Próbuję jedynie pokazać, jak to wygląda z mojej strony. A wygląda dokładnie tak — dodała, wymownie wskazując podbródkiem na zegarek na nadgarstku April, ten sam, z którego chwilę wcześniej wysłała jej kolejne powiadomienia. — Do tej pory nie przeszkadzało ci, że odzywam się raz na jakiś czas albo nawet rzadziej. Nie mogę z dnia na dzień zmienić swoich przyzwyczajeń i tego jak funkcjonuję. To nie brak chęci, tylko brak czasu — Teddy nie umiała wyjaśnić tego dokładniej. Nie wiedziała też, czy jej przeprosiny zostały odebrane poważnie. April nie wyglądała na pocieszoną.
Docisnęła palce do nasady nosa i westchnęła ciężko. Nie miała siły na sprzeczki. Ostatnie dyżury wystarczająco dały jej w kość.
To oświeć mnie, proszę, do czego mam to sprowadzać? — podniosła wzrok na Finch. — Bo jak dla mnie to jest przyjaźń z benefitami. Popraw mnie, jeśli się mylę — rzuciła, trochę jakby rzucała jej wyzwanie. Uniosła rękę i przejechała nią sobie po napiętym karku. — No dalej, April. Przyznaj, po co tu właściwie przyszłaś — dlaczego nie mogła nazywać tego dokładnie tak, jak to wyglądało? Teddy wiedziała, na co się pisze. Sama zgodziła się na taki układ, więc po co udawać, że wcale tak nie było? Jeśli coś miało wybrzmieć, lepiej, żeby wybrzmiało dobrowolnie.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała wrażenie, że uczestniczą w dwóch innych rozmowach. Ich odpowiedzi były kompletnie od siebie oderwane. Każda wyciągała z wypowiedzi tej drugiej dokładnie to, co jej akurat pasowało. Wczepiały się pazurami we własne tezy i za wszelką cenę próbowały je udowodnić, nie zwracając uwagi na to, jak ta druga się z tym poczuje. Nie były to cechy zdrowej rozmowy dorosłych ludzi. Nie były w stanie zachowywać się jak cywilizowane, a to strasznie ją irytowało. Przecież zawsze potrafiły się dogadać, więc czemu na takim podstawowym poziomie nagle im odwalało i zapominały o wszystkich zasadach? Powinny być w takich rozmowach absolutnie najlepsze na świecie.
— Ale ja w ogóle nie o tym mówię. Próbuję ci wytłumaczyć, że wolę spędzać czas z tobą niż z którąkolwiek z pozostałych czterech miliardów kobiet na świecie. — Przeczesała włosy palcami, zjechała nimi na kark, w który ostatecznie wbiła paznokcie. Nic jej nie dawało to sprawianie sobie dyskomfortu, nadal nią od wewnątrz telepało. Nie próbowała się przechwalać, nie próbowała pokazać, że robi jej jakąkolwiek laskę. Udowadniała, że Teddy była dla niej ważniejsza niż wszystkie te nieszczęsne baby, które jej wypomina. Nie zamieniłaby jej na żadną inną. No dobra, może na Zendayę, bo była mega hot. Ale była też zajęta, a Teddy była od razu na drugim miejscu, także sprawa sama się wyjaśniała.
— Zawsze było mi przykro, że tyle i w taki sposób pracujesz. Ale to rozumiałam. Nadal rozumiem. Po prostu chciałabym spędzić w tym mieszkaniu z tobą najbliższy miesiąc non, kurwa, stop. Ale to nie jest możliwe, więc próbuję wydrapać sobie chociaż dodatkowy kwadrans w tygodniu. — Cofnęła się o krok, gdy Darling się od niej odsunęła. Nogi pokierowały ja właściwie same. Jeszcze przed momentem była przecież w trybie panicznej ucieczki. Nic dziwnego, że skorzystały z pierwszej nadążającej się okazji. Na szczęście zapanowała nad tym wystarczająco szybko. Nie mogła sobie pozwolić na zmycie się stąd, nie miała zamiaru się tak łatwo poddawać.
Wpatrywała się w nią chwilę bez słowa. Wyraźnie ją zamurowało. Rozluźniła ramiona, wyssało z niej energię, jak balonika, któremu rozwiązał się supeł. Bardzo chciała się jak najszybciej wściec od nowa, to było dużo przyjemniejsze niż ta mrożąca ją pustka. Pokręciła głową z niedowierzaniem, spuszczając wzrok na podłogę. Gapiła się w podłogę, bardzo starając się nie popłakać. To byłoby marnotrawstwo czasu i zasobów. Nie miałaby szans wyczarować teraz żadnego Patronusa, pozytywne myśli po prostu nie nadchodziły. Chciała po prostu odsunąć w czasie te negatywne. Wstrzymać je jeszcze na trochę, zamknąć im drzwi przed nosem, dać im się kumulować gdzieś za ścianą. Niech dadzą jej szansę po prostu z nią porozmawiać, potem mogą z nią zrobić, co chcą. Przełknęła głośno ślinę, wyprostowała się nieco i podniosła wzrok. Weź się w garść, April.
— Nie rozumiem. Ty to robisz specjalnie? Celowo chcesz mi jak najmocniej dokurwić? Nie rozumiem po co. — Rozłożyła szeroko ręce, totalnie w tym wszystkim zagubiona. Gdyby tylko miała taki kaprys, byłaby w stanie ją absolutnie zdemolować. Jak nikt wiedziałaby, gdzie ponaciskać, żeby się rozpadła. Ale właśnie przez to, że tylko ona by tak potrafiła, April była pewna, że nigdy by tak nie zrobiła. Ale o co innego mogło jej teraz chodzić?
— Przyszłam tu spędzić z tobą czas. Chciałam się nacieszyć, kurwa, twoją pierdoloną obecnością, bez której nie jestem w stanie, kurwa, normalnie funkcjonować. — Całą wściekłość wciskała w wulgaryzmy, powstrzymując się w ten sposób od krzyków albo rzucania przedmiotami. Złość była teraz dużo prostsza do opanowania niż smutek, dlatego pozwoliła jej wychylać się na pierwszy plan.
– Mówiłam ci, że mi na tobie, kurwa, zależy. Nie traktuję jako benefit tego, że mnie, kurwa, ruchasz, tylko to, że traktujesz mnie z czułością. Bardzo się staram pokazywać, jak kurewsko cenna i wyjątkowa dla mnie jesteś. Staram się choć w minimalnym, kurwa, stopniu przychylić ci nieba i udowodnić, że jestem w tym wszystkim najbardziej twoja, jak to tylko fizycznie, kurwa, możliwe. — Wzięła głęboki wdech, chcąc się nim nieco wyregulować. W ogóle jej to nie pomogło. Poczuła, że szklą jej się oczy, co doprowadzało ją do jeszcze większej furii. Zacisnęła powieki i potarła skroń palcami, próbując wymazać sobie to wszystko z łba. W ogóle jej to nie pomogło.
— A ty masz to kompletnie w chuju. Mogłaś to zaznaczyć dużo wcześniej — warknęła, czując, jak zaczyna jej się łamać głos. Czy gdyby otrzymała taki komunikat kilka tygodni temu, to teraz czułaby się lepiej? Pewnie nie. Ale przynajmniej wiedziałaby, że została potraktowana uczciwie.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W teorii fakt, że znały się tak długo, powinien ułatwiać sprawę. W praktyce jednak nic nie było proste. Miała wrażenie, że April tylko wybiera fragmenty, które pasują do jej obrazu sytuacji. Ale Teddy też to robiła. Obie brnęły w te swoje małe wojny słowne, napędzając się nawzajem i nie umiejąc się zatrzymać. I co z tego, że Darling nie zapomniała języka w gębie, skoro każde jej słowo odbijało się od April jak od ściany i nie trafiało tam, gdzie chciała?
A ja próbuję ci wytłumaczyć, że tak będzie zawsze. Chociaż wcale tego nie chcę — wyrzuciła z siebie na jednym, urwanym wdechu. — Wczoraj pierwszy raz od bardzo dawna pomyślałam, żeby pierdolnąć tym wszystkim tylko po to, żeby móc spędzić z tobą więcej czasu — wyznała w złości. Tylko na kogo teraz się wściekała? Na Finch, czy na własną bezmyślność?
Teddy ostatni raz naprawdę rozważała odejście ze służby ponad dwa lata temu, po katastrofie na przedmieściach Toronto, kiedy wykoleił się pociąg pasażerski. Przez wiele godzin razem z zespołem wyciągali z pogiętych wagonów wyłącznie ciała. Same trupy. Bez cudów, bez ocalałych, bez sensu. A jednak nawet wtedy te myśli nie miały konkretnego adresata. Nie chciała odejść dla kogoś. Nie pomyślała o zrezygnowaniu z pracy nawet wtedy, gdy straciła słuch po wybuchu bomby w banku, a lekarze mówili, że i tak miała dużo szczęścia, bo to mogło skończyć się o wiele gorzej.
Dlatego teraz ogarniała ją taka frustracja. Bo to oznaczało, że coś się zmieniło. Że ktoś stał się ważniejszy niż wszystkie racjonalne powody, dla których zawsze zostawała. I że ta myśl przerażała ją niemal tak samo, jak jej pragnęła.
Co robię specjalnie? — rozłożyła bezradnie ręce. — Wpajam ci do głowy, że mnie, kurwa, ciągle nie ma? Bo mnie nie ma, jakby nie zauważyła. Teraz też jestem tak kurewsko zmęczona, że czuję, jakby mnie nie było. Ty starasz się przychylić mi nieba, a ja nie będę zrobić tego samego. I właśnie przez to, że cię znam, to wiem, jak bardzo kochasz atencję, której ode mnie nie dostaniesz. Nie dlatego, że nie chcę ci jej dać, ale właśnie dlatego, że nie mam kiedy — Teddy zagryzła policzek od środka tak mocno, że poczuła w ustach metaliczny posmak krwi.
Była przyzwyczajona do tłumienia emocji, gdzie w pracy przez lata uczyła się, jak zachować zimną głowę w sytuacjach, w których inni panikowali. Miała tendencje do bagatelizowania własnego bólu i ukrywania emocji. Ta dyscyplina, tak cenna w zawodzie, teraz obracała się przeciwko niej. I tak Teddy tkwiła w tej wewnętrznej sprzeczności. Z jednej strony chciała wyrazić to, co naprawdę czuła, ale jednocześnie nie mogła pozwolić sobie na słabość. Wiedziała, że to nie powinno tak wyglądać. Obie potrafiły prowadzić rozmowy dużo lepiej i z wzajemnym szacunkiem. A już na pewno nie miała tego w chuju. Przeciwnie, miała tego za dużo. Za dużo odpowiedzialności i za dużo strachu. Chciała powiedzieć, że ta czułość była prawdziwa. Że dotyk był językiem, którym umiała mówić najlepiej. Że to nie była gra ani wygoda. Ale każde z tych zdań brzmiało w jej głowie jak tania wymówka.
To nawet nie jest prawda — mruknęła cicho. Zrobiła krok w przód, ale zatrzymała się w połowie drogi, nie niwelując tego dystansu między nimi. — Dobrze wiesz, że chcę dla ciebie jak najlepiej — westchnęła ciężko. Skronie pulsowały od nadmiaru emocji.
Teddy dalej jednak uważała, że to, co było między nimi, to przyjaźń z dodatkami. Nie umiała inaczej tego nazwać w swojej głowie. Bo jak określić to balansowanie między piętnastoletnią relacją a sypianiem ze sobą? Czym, kurwa, były?
Co złego jest w benefitach? — wychrypiała w końcu. — Nie podobały ci się wyznaczone przeze mnie granice, a kiedy już ich nie ma, to znowu coś jest nie tak. Miałam przestać się zastanawiać i wyolbrzymiać, a jak zaczynam mówić o tym wprost, to uważasz, że nie traktuję cię poważnie — co swoją drogą również niewiele miała wspólnego z prawdą, ale Darling wydawało jej się, że to akurat oczywiste, bo nigdy, ale to nigdy nie dała Finch odczuć, że nie była dla niej najważniejsza.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— To dlaczego mówisz mi o tym w tym momencie? — Odbiła argument niemal natychmiast. W normalnej sytuacji takie wyzwanie pewnie natychmiast rozmiękczyłoby jej serce, wzruszyłoby ją i jeszcze wpędziło w potrzebę wytłumaczenia jej, że nie może zmieniać najważniejszych aspektów swojej codzienności ze względu na nią. Teraz jednak to było wyłącznie bolesne. Jakby to było w jakiś sposób jej winą, za którą powinna zostać teraz ukarana. A nie czuła, by to było sprawiedliwie. Mogło stać się to jedną z przykładów wiadomości, które kompletnie usunęłyby z jej głowy pomysł na wykłócanie się o czas. Ale nie było kiedy jej wysłać. Otrzymywała od niej za mało informacji, to stało się zapalnikiem do wojny i tak to smutne koło toczyło się dalej przed siebie.
— A zresztą. Zostaw już to. To nie jest aż tak istotne, żeby się kłócić. Przecież wiem, że nie chcesz mnie ignorować specjalnie, nie o tym mówię. Pytam, czy celowo sprowadzasz mnie do tak... trywialnej roli. — Machnęła rękami, jakby chciała odgonić z powietrza konflikt na temat czasu. Naprawdę przestał być dla niej w tym momencie istotny. Od początku przecież wiedziała, że trochę na to ponarzeka, aż się przyzwyczai na nowo. Problem w tym, że Darling wytoczyła w tej dyskusji działa, których kompletnie się nie spodziewała. Z delikatnej przepychanki na temat atencji wpadły w jakiś teatr absurdu, w którym April w ogóle nie chciała grać. To wszystko nie miało eskalować do takich rozmiarów. Nie miało stawiać ich w kolejnej sytuacji bez wyjścia. Miały się przecież przytulać, a nie na sobie wyżywać.
Zmusiła się wreszcie do ruchu. Krok, który zrobiła w jej stronę Darling, był idealną prowokacją. Włożyła w to masę siły psychicznej, ale udało się. Pokonała dzielącą je odległość, zatrzymała się tuż przed strażaczką. Świdrowała ją wzrokiem z tej nieszczęsnej, uniżonej pozycji. Na wojnie jej wymiary były durną przeszkodą. Oczy błyszczały jej od płaczu, który bardzo chciał przebić się przez te ostatnie bariery i po prostu się uwolnić, lać się z niej bez końca. Powstrzymywała je jednak ściana złości. Błyskawice, krążące wokół w jakimś szalonym, rytualnym tańcu, jaki wykonuje się przed złożeniem ofiary nienawistnym bogom.
— A traktujesz mnie poważnie? — Do szału doprowadzało ją, że Darling znowu opisywała jej emocje i to, co wydawało jej się, że siedziało jej w głowie. Chciał słuchać na temat jej myśli. Dowiedzieć się, jakie ma zdanie na ten temat, co konkretnie wypływa z jej serca, a co tylko z podbrzusza. Odwracanie kota ogonem nie było fortelem, na który była w stanie się tak po prostu zgodzić.
— Po urodzinach byłam, kurwa, pewna, że myślimy podobnie. A ty nagle wpierdalasz nas do worka jakichś durnych relacji seksualnych? Nie rozumiem. Nie rozumiem z tego niczego. Proszę, kurwa, wyjaśnij mi to dokładnie — mówiła coraz szybciej, coraz bardziej dając się ponieść emocjom. Nie wiedziała, jakim cudem udawało jej się faktycznie nie wrzeszczeć. Może przepaliły jej się jakieś neurony odpowiedzialne za podnoszenie głosu?
— Teddy... czy ty naprawdę uważasz, że jedynym, co się zmieniło w naszej relacji jest fakt, że ze sobą sypiamy? — Tym razem powstrzymała się od wulgaryzmów. Nie chciała teraz nazywać tego pieprzeniem, ruchaniem albo nie wiadomo czym jeszcze. Nie pasowało jej to kompletnie do wagi pytania, które jej zadała. Nie chciała, żeby Darling uznała, że traktowała odpowiedź jakkolwiek niepoważnie. Wyglądała jakby była w tym dylemacie totalnie na serio. I totalnie serio zaczynała się znowu bać, że była w tym sama. Absolutne wkurwienie zniknęło z jej spojrzenia w okamgnieniu. Zostało zastąpione przez lęk. Cóż, przynajmniej nadal się nie popłakała. Nie była pewna, czy boi się jej odpowiedzi czy faktu, że ostatnio, gdy była tak przerażona, zniknęła z ich relacji na prawie trzy tygodnie.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”