-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Szkoda tylko, że na substancjach nielegalnych, wymieszanych w różnych proporcjach, a było ich co najmniej trzy, ale do końca nie wiadomo, bo jak weszła kolejna kreska, to może to już nie był koks. Inaczej trochę uklepał. Na dobrą sprawę też nie wiadomo czemu Trump ma taki toksyczny kolor...
- Tylko weźcie sobie Shreka, jest najlepszy - oczywiście, że Madox musiał powiedzieć tej parce, która stała po nich w kolejce. Tylko, że nie przemyślał sprawy, bo ona chce Elvisa, a on chce Shreka i rozpętał tym pierwszą kłótnię przedmałżeńską nawet jeszcze. Zdarza się, więc Madox machnął ręką i ciągnie Willa na bok, żeby im dali przestrzeń, sobie zresztą też.
- To dawaj najpierw kreskę - Madox już chciał dorzucić, ćpun jeden, chociaż piguły wciąż trzymają, a on chyba z osiem razy przestąpił z nogi na nogę zanim poszli dalej - a możemy na maszynki? Ale nie mam pieniędzy... - ale teraz to chyba ma, bo przecież jak jest mężem Williama, to był bogaty? Przegrzebał kieszenie, ale on ma tam same prochy, bo tak, telefon w pokoju, portfel też, a siedem stów od męża już wydał na prywatną obstawę z tancerek, które za nimi łaziły.
- A gdzie mój kapelusz od Dolly Parton?! - Madox trochę spanikował, ale się ogląda i ma go ta brunetka, no i dobrze. Tak się zaaferował kapeluszem, że nawet nie zwrócił uwagi na to, że William wszystkim pokazuje faki, tylko myślał, że on się nim chwali tak bardzo.
Tylko później się pojawia ten wielki chłop i zaczyna się drzeć na... jak się okazało, ich tancerki.
- Ej no grzeczniej trochę... - zaczął Madox, tylko potem gość rusza na Willa, no to teraz, to już się trzeba bić. Ale przecież Noriega, który dostał po tym ślubie mocy Spidermana, to się mógł bić. Zresztą on zawsze mógł. A jeszcze o swojego męża to już w ogóle. Tylko, że tamte dziewczyny już szarpią faceta za fraki, no i w sumie lepiej niż jakby go miał wyszarpać Madox, bo po pierwsze mógłby mu zrobić krzywdę, a po drugie to on wciąż był empatycznie wypierdolony, więc byłoby mu smutno, jakby się bił. Poklepał za to Patelka po główce, pac pac.
- Dobra Will… może jednak... oddajmy już te tancerki innym ludziom? Są piękne, zdolne i mądre, i wspaniale się z nimi bawi, ale sądzę, że ktoś też chciałby zobaczyć jak tańczą - i oparł mu rękę na ramieniu, a potem spogląda z boku na dziewczyny. Ale ona piszczą, że nie chcą. A John mówi, że za dwie stówki mogą się z nimi pobujać jeszcze godzinę. To Las Vegas to tylko pieniądze i pieniądze wszędzie, aż Madox rozłożył ręce.
- Ja wiem, że teraz jestem bogaty dzięki mojemu mężowi, ale w kieszeni mam tylko jeden żeton - no i wyjął ten żeton i im pokazuje, znalazł go jak wyszli z kaplicy na podłodze, to sobie wziął. Jakimś cudem oni się znaleźli przy ruletce i Madox tym swoim jednym żetonem...
- Dobra, obstawiam 13 - a wszyscy co, jak to, bo się okazało, że to jakiś mocny żeton. No i stoi przy tym stole z ruletką, dwóch ćpunów, wielki jak Dąb Bartek John i dwie tancerki. A koło się kręci... Kręci... I kręci.
William N. Patel
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- A ja za Pilar… Ciekawe co robi - odchylił do tyłu głowę i się nad tym zastanowił, ale tylko chwilę, bo zaraz klepnął Williama w ramię - napiszę im smsa - tylko, że nie miał telefonu, więc nie napisał.
Zresztą już stoją przy stole do ruletki, a Madox trzyma jedną ręką kciuki, a drugą Williama, kiedy koło się tak kręci i kręci. Ale przecież Noriega to był dziecko szczęścia, on miał tego swojego głupiego farta, i kulka już przeskakuje na 14, a nagle cyk myk i wraca na 13! Tak musiało być.
Wszyscy się cieszą, a oni razem z nimi, skaczą sobie dookoła. Madox to już chciał powiedzieć, że gra dalej i by pewnie wtedy wszystko przejebał, bo z nim to tak było, że w jednej sekundzie miał farta, a w drugiej już pecha, ale na SZCZĘŚCIE William mówi, że nie grają. Po to właśnie mu był mąż, żeby czasem mu tak rozsądnie powiedzieć.
- No co ty, a jak byśmy wygrali znowu? - jeszcze się trochę buntował, ale zaraz oni mówią o tym wielkim czeku i Madox już kiwa głową, że tak, chcą go.
I zaraz już trzymają ten wielki czek, bo się okazało, że oni wygrali... MILION, a co. Jak się bawić, to się bawić. Teraz są milionerami, co prawda na dwóch to półmilionerami. A zaraz się okazuje, że już nawet nie pół, bo jakaś babka im ten czek szarpie.
- Zostaw naszą forsę! - już się szarpią z tym czekiem we troje, ale tamta wcale nie puszcza, tylko czerwone paznokcie mocniej zaciska na kartonie. A jeszcze do tego nawija, że to jej żeton. No jak jej? Jak to bożek Losu i Kasyna im go zesłał, jako prezent ślubny.
- Pojebało cię, to był mój żeton - Madox niby był teraz przepełniony empatią, ale jednak też go denerwowała.
- No przecież wołałam i machała do was, że to mój żeton! - warknęła i ciągnie znowu czek. Mogło tak być. Ale to jednak Madox wybrał 13, więc on zaraz kiwa głową, kiedy William to powiedział.
- Tak, to ja wybrałem trzynastkę, a ty co byś niby wybrała? - już się do niej przysunął i teraz on trzyma na środku ten czek.
- Trzynastkę! - krzyknęła, ale wtedy przychodzi jakiś gość z aparatem i im robi fotki, we trójkę. A potem jeszcze właściciel kasyna im gratuluje i daje jakieś plakietki na szyję do sekcji VIP. I wtedy Madox się kapnął, że nie ma kapelusza.
- Ja pierdole! Gdzie mój kapelusz Dolly Parton? - aż puścił ten czek i się rozgląda za kapeluszem, ale tancerek już nie ma. Dziewczyna chciała wykorzystać okazję i szarpnęła za czek, William też za niego szarpnął, i co?
I stał się taki cud, że czek złapał Madox, a tamta wariatka poleciała z Willem na podłogę, nie wiem jak, ale wszechświat w tym momencie rządził się swoimi prawami.
William N. Patel-Noriega
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Madox A. Noriega-Patel
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ale dzisiaj też chciał, żeby William został. A najbardziej to chciał, żeby ta babka, co im ten czek szarpała, to się jednak od nich odwaliła. Ale ona wciąż krzyczy to trzynaście i trzynaście. Już mieli to obgadać z Patelkiem, bo Madox widział, jak on na niego patrzy, ale wtedy zaczęli im robić zdjęcia, no i trzeba było zapozować. Nagle się wszyscy przestają dochodzić i sobie ładnie pozują we troje z tym czekiem.
- Dobra, dobra, dobra... - zaczął Madox i chciał powiedzieć, że mogą jej odpalić jakiś JEDEN procent, ale wtedy zauważył brak swojego kapelusz, który dostał od Dolly Parton, a ten kapelusz to był dopiero bezcenny.
Tylko, że później wszystko dzieje się jakoś szybko i ten czek ląduje w jego rękach, a William ląduje z wariatką na ziemi. No i Madox naprawdę miał biec do sali VIP, tak jak mu William kazał, no ale kiedy on tak krzyczał ratunku, pomocy, to nie miał serca go zostawić. Nawet jako nie męża by go nie zostawił, a co dopiero jako męża. Rozejrzał się komu może dać ten czek, no i w końcu go wcisnął w ręce właścicielowi kasyna.
- Weź to potrzymaj stary - rzucił, a potem to już się pochylił do tej laski, która leżała na Williamie i chwycił ja w pasie, żeby ją odciągnąć. Ale ona się wierzga jak jakaś szalona, jak jakaś dzika, aż się Madox z nią zatoczył, a ona co? A ona kopnęła ten czek, którzy trzymał właściciel kasyna, a czek poleciał do góry, aż pod sam sufit, i tak się kręci i kręci jak ta ruletka. A oni oboje, bo i Madox, i ta wariatka, na niego patrzą, jak on tak leci, szybuje, a potem spada na dół i chlup... do fontanny!
- Nie!!! - krzyczą oboje i się oboje wyrwali do tej fontanny, Madox szarpie za rękę wariatkę, a ona go za koszulę, a potem on ją za włosy, a ona się odwinęła i kopnęła go w kolano. A on ją złapał znowu za rękę, a ona się szarpnęła i znowu tym szarpaniem, to oni teraz wylądowali oboje w tej fontannie. Ale jeszcze Noriega zdążył się wyprostować i złapał ten czek i wystawia go do góry nad wodę... A ta wariatka co? Chwyciła go za bety i go podtapia w tej wątpliwie czystej wodzie. To on ją też chwycił gdzieś za ciuchy i tak ją chwycił, że w jego ręce została jej krótka, cekinowa bluzka.
- Ja pier... - nie dokończył, bo ona już na nim siedzi i go topi. Może by go utopiła, ale w końcu ktoś ją ściągnął.
William N. Patel-Noriega
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Madox A. Noriega-Patel
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-Ooo... - ale zaraz bardziej takie - cooo? - bo nie spodziewał się, że ona będzie naga pod tą bluzką, ale przede wszystkim to się nie spodziewał, że on tak łatwo ją z niej zerwie, przecież nie szarpnął jej jakoś mocno, ale biorąc pod uwagę fakt, ile ciuchów Pilar on tak rozerwał, no to może to jednak nim coś było nie tak?
Na szczęście ochroniarz już z niego ściągnął tą półnagą babkę, a William krzyczy, że powinni ją wsadzić do więzienia, miał rację, więc Madox zanim jeszcze się wygrzebał z fontanny, to dołożył swoje.
- I jeszcze się publicznie obnaża - chuj, że to on jej tą bluzkę ściągnął, nikt tego nie widział, bo on zaraz ją rzucił w jakąś palmę i trafił na sam czubek, gdzie zawisła. Kiedy Patelek się ruszył i mu pomógł, to Noriega wreszcie wylazł z tej wody, chociaż cały był mokry, aż kapie.
- Ja pierdole, a gdzie czek? - oczywiście Madox się zainteresował forsą, ale jak William mu go dał, to można było go zarzucić co najwyżej na plecy jak jakąś pelerynę, co Madox zaraz zrobił. A później klepie Williama po główce pac pac.
- Spokojnie bebe, jaka paranoja? Przecież jest zajebiście - złapał go za policzki i przykłada czoło do jego czoła, bo kiedy Patel łapie paranoje to jest straszny, Madox już to widział i wolał jednak do tego nie doprowadzić. Teraz to są obaj mokrzy, potargani i poszarpani, a William ma pod nosem krew, nawet Noriega chciał mu ją zetrzeć, ale jeszcze gorzej rozmazał. No i tak pięknie kroczą do tej loży VIP, Madox nawet się nie witał, tylko zaraz pokazuje plakietkę, którą miał na szyi.
- Jesteśmy milionerami - tylko tyle powiedział, a ochroniarze odpięli linkę i ich wpuścili.
W loży VIP było... magicznie, bo tam laski tańczyły nie na rurach, a na szarfach zawieszonych pod sufitem. Pod stopami rozciągały się jakieś mięciutkie dywany, a kelnerki nosiły złote tace z drinkami tańcząc przy tym. Było świetnie.
- A możesz zrobić szpagat? - Madox już pytał kelnerki popijając swojego drinka z palemką, a ona nawet już miała robić, ale wtedy William go pociągnął za jakąś kotarę. Noriega od razu usiadł na kanapę, i sobie pije tego drinka jakby nigdy nic. Dopiero kiedy Patel powiedział, żeby przywalili więcej, to się zaczął macać po kieszeniach i wyciąga prochy na stół, a tam... Wszystko jest mokre.
- Kurwa... - aż mu się płakać chciało, bo ziółko zamoczone, proch zamoczony, Trumpy pływają w woreczku i tylko do jakiejś jednej samarki woda się nie dostała - a co to jest? - tylko, że tam nic już nie jest podpisane. Madox sięgnął po zioło - wysuszymy go? - pokazuję Williamowi, bo to może jeszcze tak, ale proch? Wylał wodę też z tych piguł. Mordy Trumpa teraz to dopiero są jakieś pogięte. Spojrzał na Williama, bo nie dość, że wariatka chciała ich okraść, zabić, to jeszcze cały towar im zmarnowała. No pięknie.
Madox się wkurwił. Koniec przyjemniaczka. Aż musiał zapić twym swoim drinkiem. Wychylił go do dna.
William N. Patel-Noriega
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Madox A. Noriega-Patel
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wystarczyło jedno zdanie Willa, żeby Madox posypał na ten zgrabny stolik przed nimi dwa grube szczury, wyrównał je zdezelowaną kartą kredytową, to były wielkie... Białe. Węże. Z osiem razy większe niż te poprzednie, ale kto by się tym przejmował?
Oni się nie przejmowali, zwłaszcza, że William już zaraz dodał do tego wszystkiego... swój szalony pomysł.
Madox uważał, że był w chuj szalony, jakiś popierdolony, ale czy cokolwiek powiedział? Oczywiście, że nie. Zajrzał tylko do tej swojej szklanki, wyglądało to paskudnie, jakby... buzowało, gięło się, a na powierzchni tego eliksiru w pewnym momencie pojawiła się chyba nawet czacha, umrą od tego. Albo przeżyją największą fazę w swoim życiu.
- Salud! - rzucił Noriega i też przechylił swój kieliszek. Zanim jeszcze dobrze im się to wczytało, to wciągnęli bezpośrednio ze stolika ten biały proch, który im się ostał. Z nosami całymi w przypale, wyszli z tej loży. Madox pamiętał jeszcze jak oglądali tancerki, a potem jak ta kelnerka zrobiła szpagat, a potem go... odcięło.
Obudzili się na pustyni, pięćdziesiąt kilometrów od kasyna. Madox wstał pierwszy, a kiedy William otworzył oczy, to mógł zobaczyć... W pierwszej chwili to pewnie sufit tipi, w którym się znajdowali, upstrzony jakimiś indiańskimi wzorkami, wysoki. W drugiej może te trzy nagie laski, które leżały na nim, jedne opierała mu się na klacie, druga na brzuchu, a trzecia... na swojej koleżance. A w trzeciej goły tyłek Noriegi, całkiem zgrabny swoją drogą, bo Madox sobie stał właśnie tak, jak go pan bóg stworzył, w wejściu tego namiotu i palił blanta. Pełna czilerka.
Dopiero kiedy William się ruszył, to Noriega podszedł bliżej, oparł palec na ustach, żeby był cicho i nie pobudził dziewczyn. Machnął na Williama ręką i przez chwilę obserwował go jak nieudolnie wyłaził spod tych lasek.
- Qué es? - mruknęła jedna i spojrzała na Willa.
- Genial, vamos a fumar - odpowiedział jej Madox, a kiedy w końcu Will się zebrał i wyleźli z tego namiotu, to Noriega pociągnął swojego męża na bok. Ściągnął jeszcze dwa machy z tego blanta, a potem oddał go Williamowi.
- Ja jebie stary, co się odjebało... - zaczął i oparł ramię na ramieniu Williama, a to, że byli nadzy było trochę... Madoxa to w sumie nie krępowało. Bo on zaraz zaczął opowiadać Williamowi co się odjebało.
- Budzę się, a tam kurwa te laski, sobie siedzą i jarają na takich dużych poduszkach, no i myślałem, że braliśmy udział w jakiejś popierdolonej orgii - William też mógł tak pomyśleć - no ale się okazało, że trafiliśmy do jakiejś hipisowskiej, naturystycznej wioski i tutaj wszyscy chodzą... nago - i teraz jak William się rozejrzał, to tak, wszędzie dookoła gołe pośladki, nie tylko pośladki zresztą. Ale wszyscy nago - no i te laski mi powiedziały, że wiedzą, że jesteśmy po ślubie, że to takie słodkie, bla, bla, bla... Kurwa, czy ty czaisz jakim ślubie? - aż złapał Williama za kark i spojrzał mu głęboko w oczy - bo ja myślałem, że mi się to śniło, ten Shrek... Ale... mam też, torbę pełną pieniędzy, całą jebaną torbę - Madox pamiętał wszystko jak przez mgłę, a do tego miał dziury w pamięci, bo za nic nie mógł sobie przypomnieć jak oni tu w ogóle trafili. ZA NIC.
William N. Patel-Noriega
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Madox A. Noriega-Patel