ODPOWIEDZ
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To był jakiś pomysł, żeby ona mu zmieniała biegi, Madox był pewny, że by im to wyszło, nawet już miał mówić, że muszą tak spróbować, tylko nie zdążył, bo już zjeżdżał na pobocze, żeby wziąć autostopowiczów.
Może zwariował. Z tymi dzieciakami, z tym, że myślał, że była zła, że nie będzie mógł się jej dobierać do majtek, albo może z tym, że i tak będzie to robił? Chociaż spróbuje?
Tylko zaraz okazało się, że nie ma opcji, bo dzieciaki przewieszały się do przodu miedzy siedzeniami, jeden przez drugiego, tylko Zbyszek pozostał z tyłu, ale dziewczyny zaglądały zaciekawione do przodu. A Madox je zagadywał, bo on przecież zawsze to robił, dla niego nie było takiego pojęcia, jak to, że ktoś był obcy. On zaraz do wszystkich walił na ty, ze wszystkimi rozmawiał. Chociaż nie każdy czuł się z tym komfortowo, ale Noriega też umiał spuścić z tonu, z tymi dzieciakami jednak okazało się, że wcale nie muszą.
Musieli jednak zatankować, wiec zaraz prosił Pilar, żeby mu sprawdziła najbliższą stację.
- Pięć minut to zaraz, a tu jest chyba... - nacisnął jakiś guziczek, żeby mu się pokazało ile jeszcze mogą zrobić kilometrów - prawie czterdzieści kilometrów - rzucił, bez problemu dojadą. Kiedy Pilar nachyliła się w jego kierunku, to on też pochylił się w jej, do jej ramienia, żeby szczypnąć jej skórę zębami, zaczepić ją. Bo może i nie mógł dobierać jej się do majtek, na razie, ale jednak i tak cały czas do niej sięgał, chociażby po to, żeby musnąć skórę na jej kolanie palcami.
Chociaż kiedy dziewczyny znowu zaczęły wypytywać, czy oni są razem, to opadł plecami na oparcie, uśmiechnął się, bo czy są polowanie, albo zwrotnica brzmiało mu po prostu śmiesznie, zabawnie. Oni w ogóle w tej rozmowie płynnie przechodzili miedzy hiszpańskim i angielskim, żeby się dogadać, nawet ładnie im to wychodziło. Chociaż dzieciaki próbowały coraz to nowsze słowa, w sumie fajnie. Madox lubił takie zaangażowanie. Zerknął kątem oka na Pilar, kiedy oglądały jej pierścionek. Ten z literką M, jego ulubiony. Na palcu jego ulubionej, ukochanej... kobiety.
Kiedy ich przedstawiła, to podniósł rękę, żeby się przywitać, ale rzeczywiście już zjeżdżał na stację.
- Kiedyś kupię jej ładniejszy... - wtrącił jeszcze kiedy Marlena stwierdziła, że śmieszny ten pierścionek. Może trochę był, ale lepszy niż ten z czerwonym oczkiem, który w ogóle im nie siadł. Chociaż teraz już chyba wiadomo dlaczego, bo matka Madoxa jednak... Wszystkich okłamywała. Jej pierścionek by się nie sprawdził.
A ten Madoxa, ten śmieszny, był dany w kompletnie szczerych intencjach, prosto z serca. Noriega podjechał pod dystrybutor, a kiedy Zbyszek powiedział, że są zajebiści, to musiał aż się obejrzeć przez ramię na dzieciaki.
- Bo my jesteśmy zajebiści - sięgnął do ręki Pilar ozdobionej tym jego jej pierścionkiem i podniósł ją sobie do ust, żeby musnąć jej palce wargami - właściwie ona jest... a ja się od niej uczę, no i w ramach tej nauki, to idźcie weźcie sobie coś do picia, ja płacę - rzucił, bo dzisiaj chyba rzeczywiście miał jakiś dzień dobroci. A może mu się zrobiło ich szkoda, że tyle stali na słońcu?
Zbyszek się ucieszył, ale Izka złapała go za ramię i coś tam powiedziała. Jeszcze skonsultowali to z Marleną w ich ojczystym języku, w końcu ruda się odezwała.
- Nie no... nie możemy was wykorzystywać, chyba, że... możemy wam coś za to dać? - przechyliła się do przodu i już zaraz zdejmowali coś z nadgarstków - robimy takie bransoletki, to znaczy Izka je robi, one są na szczęście i od złego uroku, żeby nikt wam źle nie życzył, te są z czarnym turmalinem - wyciągnęła na ręce dwie takie bransoletki, jedną którą oddał Zbyszek, większą, i drugą od Izki - będą wam przynosić szczęście na nowej drodze życia, czy coś - podsumowała Marlena i popatrzyła po nich.
Madox najpierw się zawahał.
- Ale te są wasze? - zapytał, ale do przodu wypadła blondynka.
- Nie, spokojnie, my sobie zrobimy nowe, a przekazywane w dobrej wierze i z dobrą energią, mają taka samą moc - Madox wcale nie wierzył w moc jakiś bransoletek, w ogóle nie wierzył w takie rzeczy, ale z drugiej strony to miło, że ktoś im życzył tak dobrze na nowej drodze życia. Spojrzał jeszcze na Pilar, a potem sięgnął po te bransoletki.
- Dobra, to weźcie też lody, tylko dla nas też, a my zaraz przyjdziemy, tylko zatankuję - pośpieszył dzieciaki, a oni w końcu wysiedli. Zanim jednak Noriega to zrobił, to sięgnął do ręki Stewart - poczekaj, założę - rzucił i zaraz zakładał jej bransoletkę, docisnął sznureczkami i jeszcze jej ją poprawił przesuwając po niej palcami - myślisz, że przyniesie nam szczęście? Będzie chronić przed złym okiem? Przydałoby się - stwierdził i jeszcze podniósł do oczu tą, która miała być dla niego, a potem dał ją Pilar, żeby założyła też jemu - widzisz, gdybyśmy ich nie zabrali, to nie dostalibyśmy bransoletek - pokazał jej język, a kiedy założyła mu bransoletkę, to się do niej szarpnął, żeby jeszcze skraść z jej gorących, pełnych ust krótki pocałunek. Krótki, bo jakieś auto za nimi już trąbiło, więc Madox tylko wywrócił oczami, a wysiadając z samochodu dociągnął sobie bransoletkę zębami. Podszedł do dystrybutora, żeby zatankować, a że Jeep miał bak pewnie jak jakiś czołg, to musiało chwilę to potrwać, więc on zaraz wyciągnął rękę do Pilar, żeby przyciągnąć ją do siebie, oprzeć o czerwone drzwi, i się do niej połasić, kiedy auto się tankowało.
- Trzy godziny czekali, w takim słońcu... - aż zerknął do góry, rzeczywiście grzało, było już pewnie ze trzydzieści stopni - chyba jesteśmy naprawdę zajebiści - mruknął i naparł na nią wdzierając się kolanem miedzy jej nogi, co chyba nie spodobało się parce za nimi, bo znowu na nich zatrąbili, ale Madox już przysunął się do Pilar i praktycznie łączył ich usta w kolejnym pocałunku, więc w odpowiedzi pokazał im tylko... środkowy palec.
Na co z samochodu wyskoczył jakiś wąsaty koleś i zaczął się wydzierać, że co oni tutaj robią, że ludzie chcą zatankować. A Noriega nabrał ciężko powietrze w płuca, ale odsunął się od Stewart, oparł o drzwi obok niej i wskazał na licznik, który wciąż się kręcił pompując paliwo.
- Przecież tankujemy... - rzucił tylko, a zaraz zwrócił się do Pilar - to idź na stację, a ja skończę, przestawię auto i przyjdę - zaproponował, a zaraz wyciągnął portfel, żeby go jej dać, bo co... Bo przecież on miał płacić. A zwłaszcza, że obiecał pasażerom lody i napoje.

Creo que somos realmente geniales ˚˖𓍢ִ໋🌷͙֒✧🩷˚.🎀༘⋆
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może i pierścionek był śmieszny.
Może nie wyglądał tak jak powinien — nie był cieniutki, z prawdziwego złota, zdobiony drobnym kamieniem za krocie dolarów.
Może nie został oryginalnie kupiony z zamiarem umieszczenia go na palcu Pilar.
Ale czy to miało jakiekolwiek znaczenie?
Dla niej żadnego. Bo dla Stewart najbardziej w tym wszystkim liczył się gest. Fakt, że kochał ją na tyle mocno, że był jej tak bardzo pewien, że chciał dzielić z nią życie. Tak naprawdę. Nie na chwile, nie już z nastawieniem jutro może się odkocham, jak zarzekał się Medellin. Chciał się w pełni zaangażować i najbardziej przerażające w tym wszystkim było to, że ona również tego chciała. Po raz pierwszy w życiu była gotowa oddać całe swoje życie w jego ręce, a ta myśl… na ten moment tylko i wyłącznie ją ekscytowała. Jasne, miała z tyłu głowy, że powrót do Toronto mógł wszystko zawodowo spierdolić, ale przecież teraz byli w słonecznym Meksyku. Tu nie było miejsca na zmartwienia, tu mogli być kimkolwiek tylko chcieli.
A dzisiaj Madox wybrał rolę ojca trójki dzieci. Bo inaczej nie dało się tego nazwać. Idźcie kupić sobie coś do picia? Mógł jeszcze dodać, że byle nie zimne bo nie będzie z nimi po lekarzach łaził. Stewart przyglądała się temu zjawisku z niemałym uśmiechem, wymalowanym na ustach. Pierwszy raz widziała go w takim wydaniu. No, może drugi, bo pierwszą namiastkę dostała w domu dziecka, do którego pojechali w trakcie świąt. Tam też traktował te dzieci prawie jak własne — radził im i pouczał. Chociaż te tutaj były o wiele bardziej samodzielne i jak się zaraz okazało… zdolne. A dokładniej osobnik o imieniu Izka.
Pilar nie była przekonana, czy to było jej imię, czy oni coś nieodpowiednio wyłapywali, ale liczył się fakt, że dziewczyna okazała się być wyjątkowo utalentowana. Przynajmniej w oczach Stewart. Zawsze szanowała ludzi, którzy mieli zdolności manualne i przede wszystkim cierpliwość, żeby tworzyć tego typu rzeczy. Ona by się prędzej tym czerwonym sznureczkiem u d u s i ł a, zaraz po tym, jakby ją pojebało. Spojrzała na bransoletkę, która wylądowała w jej dłoni.
Jesteście pewni? — dopytała, otwierając szeroko oczy. Przez moment nawet zaczęła się zastanawiać, czy to przypadkiem nie było tak, że źle się zrozumieli i tak naprawdę wcale nie chcieli im ich dać, tylko po prostu pokazać, ale ruda zaraz zamknęła jej palce na prezencie, jednoznacznie dając znać, gdzie leżały ich intencje. — Muchas gracias — uśmiechnęła się ciepło. Nie wiedzieć czemu, zawsze dość mocno rozczulała ją ludzka dobroć i bezinteresowność. Może dlatego, że sama na co dzień otaczała się złem i szczytem skurwiałości w robocie? Może.
Chociaż dzisiaj to dobroć płynęła nie tylko z dzieciaków, ale przede wszystkim od jej narzeczonego, który zaraz oznajmił, że mogły też sobie wziąć lody i oczywiście im też mogli.
Dla mnie czekoladowe! — krzyknęła jeszcze za rudą i Izką, bo Zbyszek to pierwszy poleciał do drzwi, o mały włos nie wywalając się o próg, kiedy tylko szyby się przed nim rozstąpiły. Odwróciła się do Madoxa, by mógł założyć jej na rękę bransoletkę. Czy myślała, że przyniesie im szczęście?
Myślę, że tak — odpowiedziała luźno, przyglądając się jej jeszcze z bliska, nim zabrała się za nakładanie sznureczka na nadgarstek Noriegii. — Akty dobrego serca zawsze się zwracają — przysunęła się do niego bliżej, by odwzajemnić pocałunek, który złożył na jej ustach. Ustach, które chciały więcej. Więcej tej bliskości, jego i wszystkiego co z nim związane. Tylko co z tego co ona chciała, jak jakieś auto chciało zatankować? Przeszła dookoła jeepa i oparła się tuż obok wlewu paliwa, łapiąc ciemne spojrzenie Madoxa. Widziała błysk w jego obłędnych oczach, dlatego wcale nie zdziwiło jej, kiedy przysunął się bliżej i wdarł kolanem między jej rozgrzane uda.
Trzy godziny to kurewsko długo… — zawtórowała mu, kiwając głową. Zgadzałą się z nim w stu procentach, już nawet nie wspominając o słońcu, które naprawdę grzało. — A my jesteśmy kurewsko zajebiści… — mruknęła, opadając nieco w dół na masce, przez co naparła rozgrzanym już miejscem na jego kolano. Przesunęła nieznacznie biodrami, a kiedy się do niej nachylił, już zaciskała palce na materiale kolorowej koszulki. Tylko co z tego co ona robiła, jak facet z samochodu za nimi wyskoczył z fury i zaczął się pruć. Pilar przewróciła oczami, chyba dokładnie w tym samym momencie co Madox i zabrała do niego portfel, po czym ruszyła do środka. Człowiek nawet na wakacjach nie mógł sobie poświntuszyć, bo wiecznie ktoś był na życiowej misji, by im przeszkadzać.
W środku od razu uderzył ją intensywny zapach kawy i chłód. Klima szła na pełnej i pierwszy raz będąc w Meksyku zrobiło jej się zimno. Odnalazła wzrokiem Izkę wraz z rudą i podeszła do nich.
I co, wybrałyście coś? — zapytała, a dziewczyny pokręciły twierdząco głowami, praktycznie w tym samym momencie. — A Ziyby… — szybko uświadomiła sobie, że nie ma opcji, że wymówi poprawnie jego imię. — Wasz kolega?
Zbychu ma sranie — oznajmiła ruda i machnęła reką. — Ale mówił, żeby mu wziąć tego z orzeszkami — wskazała palcem na jeden z lodów, a Stewart wzruszyła ramionami. Razem z dziewczynami zgarnęły lody dla wszystkich. Pilar sobie wzięła jakąś potrójną czekoladę, a Madoxowi wybrała oczywiście smak mango w dodatkowej polewie. Do tego jakieś lemoniady prosto z lodówki. Przy kasie zamówiłą również dwie mrożone kawy dla dorosłych i zapłaciła za wszystko, wliczając w to paliwo kartą z portfela Noriegi. Miał ich w środku trochę, ale jedna wydawała się najbardziej używana i to ją wyciągnęła Stewart. Wyszli ze stacji obładowani po brzegi akurat kiedy Noriega do nich dołączył.
Wzięłam ci mango, może być? — wyciągnęła w jego kierunku rękę, w której trzymała dwa papierki z lodami. — Otworzysz też mojego? — poprosiła grzecznie, bo drugą rękę miała zajętą trzymaniem im kaw i loda dla Zbyszka.
Co z nim? — zainteresowała się znowu, bo jednak nie było go już dobre dziesięć minut. — Aż takie ma to sranie?
Może pójdziesz sprawdzić? — odezwała się Izka i spojrzała bezpośrednio na Noriegę.

la gran familia 𐦂𖨆𐀪𖠋𐀪𐀪 ⋆⌂ᰔᩚ
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”