Poznaliśmy się po moim recitalu, lata temu. Z kieliszkiem szampana w dłoni, znudzony wysłuchiwałem, jak to mój występ był
doskonały, jak otarłem się o perfekcję, jak zasługuję na wszystkie te peany zapętlone przede mną jak mantra. Ty - perły, jedwab, elegancja, która prosi się o posłuch - podeszłaś, mówiąc:
— W trzeciej wariacji za bardzo przyspieszyłeś. Celowo?
To nie była krytyka, tylko
uważność. I tyle wystarczyło, żebym po raz pierwszy poczuł się widziany na salonach, na których zwykle byłem tylko częścią dekoracji.
Od tamtej pory, tylko przy Tobie mój świat potrafi na chwilę się zatrzymać. Lubię myśleć, że mnie
rozumiesz, bo wychowaliśmy się w tych samych kręgach, w domach, w których nie brakuje niczego oprócz miłości, w których ciszę przy kolacyjnym stole da się kroić nożem, a skandale zamiata pod dywan tak skutecznie, że po latach widać tylko idealnie prostą linię.
Znasz ten świat.
Nasz świat. Fundacje. Bankiety. Blichtr i obrzydliwość ludzkiej pychy, splecione razem jak węzeł gordyjski.
I dlatego rozumiesz, że o niektórych rzeczach zwyczajnie nie mówi się na głos. Może zatem wiesz o mojej chorobie — tej, która powoli odbiera mi kontrolę nad dłońmi i sprawia, że każdy recital może być ostatnim, a może
wolisz nie wiedzieć, ignorując oczywiste jej symptomy.
A może to
ja wiem o czymś z Twojej przeszłości — o romansie, o błędzie, o decyzji podjętej zbyt szybko. Albo tylko się domyślam.
Chętnie wspólnie ustalę:
- czy jest między nami miłość?
- dlaczego, choć jesteśmy ze sobą już długo, nigdy nie wzięliśmy ślubu?
- czy mamy, albo chcemy mieć dzieci?
- a może na naszej drodze staje bezpłodność jednego z nas? stracona ciąża? romans, który wszystko zniszczył?
- czy domyślasz się okoliczności śmierci mojego ojca (spoiler: nie był to aż tak czysty przypadek, jak pisano w gazetach)?
Zaznaczam uczciwie: to prawdopodobnie nie będzie historia z
happy endem, tym bardziej, że na drodze Monty’ego stanie ktoś z przeszłości — ktoś, kto wie o nim więcej niż inni i może rozbić misternie budowaną fasadę. Bo bycie z Morinem to nie tylko prestiż i nazwisko. To także ogromne ryzyko.
W skrócie:
Naoglądałem się
Love Story i wzięło mnie na klimaty
old money, pełne dramatów i skandali owiniętych jedwabną wstążką. Dlatego też szukam dla Monty'ego
narzeczonej do trudnej i pełnej komplikacji relacji prowadzonej pod osłoną luksusu, konwenansów i kurtuazji.
Monty jest skrzypkiem światowej klasy, od kilku lat zmagającym się z chorobą, która niedługo pewnie zakończy jego karierę. Morin jest chłodny publicznie, lojalny prywatnie, ale emocjonalnie zamknięty, szczególnie po tragicznej śmierci jego przemocowego ojca, w którą Monty był zamieszany. Czy jego narzeczona wie o jego sekretach, czy nadal pozostaje nieświadoma - jest oczywiście do ustalenia.
Nie narzucam zawodu, narodowości ani imienia czy zawodu Twojej postaci. Zależy mi tylko na kimś we
względnie zbliżonym wieku (powiedzmy 28-40 lat, bo jestem otwarty na różne opcje!), i z podobnego, arystokratycznie-luksusowego tła.
O mnie:
Szukam kogoś, kto ma ochotę na złożony i długofalowy wątek, i nie boi się dramatu, i potrafi w przecinki. Na forum jestem od początku jego istnienia, nigdzie się nie wybieram, chętnie podrzucę próbki postów. Lubię dramatyzować, lubię dywagować o postaciach, jak się wkręcę w wątek, to zawsze całym sercem.
Zapraszam na PW jeśli masz ochotę coś ustalić