30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słowotok, w który wpadła Teddy, był naprawdę przytłaczający. Czyli tak wyglądało życie u boku April? Matko kochana, przecież od tego idzie zwariować. Próbowała w kilku momentach nawet jej przerwać, ale tylko otwierała usta i szybko rezygnowała. Nie wiedziała, że jej partnerka tak doskonale znalazła się na biżuterii. Może jednak powinna pieprznąć tą służbą w diabły i pracować u jubilera? Albo w ogóle wytwarzać naszyjniki albo inne grille dla raperów. Mogłaby być jak kanadyjski Johhny Dang! I nagle zrobiłyby się bardzo bogate. Mogłyby zorganizować wystawny ślub i nakupować kwiatów za pięćdziesiąt tysięcy dolarów, jak jacyś kretyni.
— Nooo... żeby był ładny, nie? — udzieliła bardzo precyzyjnej odpowiedzi. Dawanie April tyle opcji wyboru to najgłupsze, co można zrobić. Dobrze, że nieco zawiesił jej się system i nie zaczęła tych wszystkich opcji rozważać, bo to byłby koniec. Zapętliłaby się w jakimś nieskończonym labiryncie i tyle by ją widzieli.
Przyglądała jej się nieco zestresowana, kiedy zaczęła tłumaczyć swój punkt widzenia na oświadczyny i ważność biżuterii. Teddy wyglądała na równie zmartwioną, co raczej nie było dobrym znakiem, bo przecież ona prawie nigdy się nie martwi. Finch znowu wstrzymała oddech, wsłuchując się w jej słowa jak w wyrok. Z każdym kolejnym zdaniem zaczynała się luzować. Znowu robiło jej się cieplej, a cały świat krzyczał z radości, przypominając jej jak bardzo była w Darling zakochana.
Znowu totalnie rozmiękczyła jej serce. April czuła się, jak płynąca, gorąca czekolada. Totalnie roztapiała się pod wpływem obecności ukochanej, która potrafiła namieszać jej w głowie dużo skuteczniej niż każdy Szekspir albo inny wierszokleta. W życiu żaden wiersz nie zrobił przecież na niej takiego wrażenia, jak jeden czuły uśmiech Teddy – a co dopiero jej szczerze wyznania. Uśmiechnęła si totalnie rozanielona i pogłaskała ją po policzku uspokajającym gestem.
— Jak najbardziej od tamtego momentu byłaś moją narzeczoną. A teraz jeszcze ja jestem twoją — wyjaśniła spokojnie. Z April niczego nie dało się załatwić po łebkach. Co ciekawe, była święcie przekonana, że gdyby była mężczyzną, również wymagałaby od Teddy osobnych oświadczyn, a gdyby to strażaczka była facetem, Finch na pewno oświadczyłaby jej się tak czy siak. Słowem – jedna i druga strona musiały się odpowiednio postarać.
— Czy ja mam równie histerycznie podchodzić do kwestii pierścionka dla ciebie? — zapytała, nachylając się w jej stronę. Ponownie nie dała jej szansy na odpowiedź, łącząc ich usta w zmysłowym pocałunku. Do tej pory się tym nie przejmowała, ale jeśli trzeba będzie, to była gotowa zacząć!
— Kocham cię tak skrajnie i wariacko, że nawet sobie nie wyobrażasz — zapewniła między jednym pocałunkiem a drugim. Kompletnie jej przez Teddy odbijało – zarówno w ten uroczy, jak i ten nienormalny sposób. Nie była w stanie bez niej funkcjonować.

Znów wybucha w nas permanentne siódme niebo, Już nie panuję nad zmysłami
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Żeby był ładny. I już? Przecież to brzmiało jak najprostsze kryterium na świecie. Ale co właściwie znaczy, że pierścionek jest ładny? Czy chodzi o to, żeby błyszczał i przyciągał spojrzenia? Żeby był wykonany z drogiego kruszcu i ozdobiony diamentem, który imponuje wielkością? Ładny może być też po prostu taki, który nie wygląda jak przypadkowy zakup z promocji, bo był w zestawie z kolczykami.
Czyli jaki? – zaczęła, znowu wchodząc w tryb analizy. — Duży? Mały? Taki, co go widać z kosmosu? Z kamieniem? Bez kamienia? Jeden kamień? Trzy? — wyliczała na palcach z rosnącym zaangażowanie.
Jeszcze chwila i zaczęłaby rysować wykresy albo robić prezentację z porównaniem tej ładności w skali od jednego do "o kurwa". Dopiero spojrzenie April uświadomiło Teddy, że zaczęła świrować. I to tak konkretnie. Odwaliło jej totalnie. Ale to wszystko prze Finch! Oczywiście, że przez nią! Kto normalny rozkładana słowo ładny na siedem podpunktów i trzy warianty zapasowe? No kto? No Darling, najwyraźniej. Bo bardzo chciała się dla niej postarać.
April zawróciła jej w głowie tak bezczelnie, że Teddy naprawdę przestała myśleć normalnie. Nagle każdy detal urastał do rangi decyzji życia i śmierci. Ten pierścionek miał być nie po prostu okej. On miał być idealny. Trafiony w punkt. Taki, przy którym nie będzie żadnego meh, tylko od razu, że to właśnie ten! Teddy jeszcze chwilę została w tym swoim nakręconym trybie, jednak kiedy ukochana dotknęła jej policzka, wszystko nagle zwolniło. Patrzyła na nią i przez moment naprawdę nie wiedziała, co powiedzieć. Bo cała ta wcześniejsza pewność, że musi ogarnąć to perfekcyjnie, gdzieś się rozmyło. Zostało tylko to dziwne, ciepłe uczucie w środku i myśl, że chyba trochę ją pojebało się zapędziła.
Westchnęła cicho. Najchętniej ze wstydu ukryłaby twarz w dłoniach albo raczej w jednej dłoni, którą miała dysponowaną. Tylko nawet nie było jej dane, bo zaraz April powiedziała coś, przez co serce Darling załomotało w piersi jak młot pneumatyczny.
Jestem twoją narzeczoną. A ty jesteś moją — powiedziała, chcąc zasmakować te słowa językiem. Parsknęła pod nosem zduszonym śmiechem. Czy ona też miała histeryzować przy wyborze pierścionka, który miałby pojawić się na palcu strażacki? Absolutnie! Już wystarczy, że Teddy dała niezły pokaz. Wygłupiła się strasznie. Aż jej policzki płynęły z tego zażenowania! A może to dlatego, że Finch pocałowała ją w taki sposób, że nie mogła złapać tchu? Tak, to bardzo prawdopodobne.
To chyba dobrze — wymamrotała między kolejnymi pocałunkami. — Bo ja cię kocham dokładnie tak samo. Skrajnie. I totalnie bez sensu, jeśli próbować to tłumaczyć — uśmiechnęła się prosto w jej usta. Naprawdę nie miała pojęcia, jak ta miłość się w niej mieściła. Ale jakoś się mieściła. Mogły po prostu udawać, że to normalne. Albo po prostu przyjąć, że tak jest. — I bardzo — mruknęła, muskając jej usta. — Bardzo — kolejny pocałunek. — Ale to bardzo chcę cię teraz przelecieć — wyszeptała i odchyliła się, żeby spojrzeć jej prosto w oczy. Te Daring płonęły żywym ogniem i nie było w nich już ani grama wcześniejszego wstydu.

chcę z tobą iść do łóżka. lubię z tobą chodzić spać
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Mały. Skromny. Przecież nie będę go nosić długo — doprecyzowała kwestię pierścionka. Szkoda było wydawać fortunę na biżuterię, którą potem i tak wymieni na obrączkę. Liczyła, że nie będą tkwiły w stanie narzeczeństwa przez lata, więc tym bardziej szkoda było wydawać majątku. Lepiej to zainwestować w ich wspólne życie. Albo chociaż w wesele, skoro miałoby się jednak odbyć z pompą!
Nie chciała, żeby Teddy stresowała się nadmiernie takimi głupotami. Od tego była przecież April. Nie mogły obie się tak zachowywać, bo przecież wybuchną i oszaleją już do reszty. A miały żyć długo i szczęśliwie – niekoniecznie na jednym oddziale szpitala psychiatrycznego. Liczyło się wyłącznie to, jak bardzo się kochały. A najwyraźniej siła ich uczuć była dość niesamowita i obie się z tym zgadzały. Bardzo jej się podobało, jak słowa o narzeczeństwie układały się w ustach Darling. Idealnie to do nich pasowało. Aż nie była w stanie wyobrazić sobie, jak perfekcyjnie będzie brzmieć nazywanie się nawzajem własnymi żonami.
Od tych wszystkich słów i pocałunków tętno podskoczyło jej do tempa, którym powinien zainteresować się lekarz. Ale to nie pora na zabawę w doktora, joł. Smak ust Teddy był równie słodki, co jej słowa. Strażaczka była po prostu bardzo niebezpieczną bronią. Ten urok osobisty rozkładał Finch na łopatki. Zaśmiała się głośno, gdy wyznanie miłości gładko przerodziło się w obietnicę dostarczenia masy rozkoszy. Oczywiście nie wyśmiewała jej w żaden sposób. Teddy wzięła ją z zaskoczenia tą myślą, że chce ją... wziąć.
— To chodźmy już do samochodu, Narzeczono. — Zanim jednak się podniosła, skradła jej jeszcze jeden pocałunek. No dobrze, tak naprawdę było ich więcej. Straciła rachubę. Ale wizja tego, co wydarzy się za chwilę, była zbyt kusząca, żeby kisić się nad tym jeziorem do końca świata.
koniec
Ona na ucho mówi mi, bym uważał na zakrętach, Gdy jedziemy przed siebie bez celu
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”