ODPOWIEDZ
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Zagrałbyś coś dla mnie? — zagadnęła, słysząc jego propozycję. Wydała się jej romantyczna. Nie dla każdego grało się utwory, to sprawiło, że jej serce zaczynało powoli topnieć. Może powinna pójść za głosem serca? Wczoraj wiele sobie wyjaśnili. Skoro już przez tyle przeszli, teraz powinno pójść łatwiej, prawda? — lubię, ale na moje ucho nadepnął słoń. O widzisz, nie znam się na muzyce — mógł to sobie zapisać. Ze wszystkich lekcji, które mu przekazała, nie znała się na muzyce. Bardzo doceniała za to ludzi, którzy grali, śpiewali, tworzyli. Odnajdywała w nich coś w rodzaju boskich istot.
Albo się we mnie zakochaałeś — wymruczała pewnym siebie tonem. Nie wierzyła w wymówkę. Zresztą... lubił ją bardziej niż sam się spodziewał. Pamiętała jego słowa. Pamiętała tez ciepło jego ust na własnych wargach. Mogli... zostać wakacyjną miłością. Co się dzieje na La Palma, zostaje na La Palma, prawda? Pamiętała to prężenie się, jak dziki taniec małpy na tiktoku, który Ci wysyłam. Nie mógł tak robić przed każdą, prawda?
To do zobaczenia — mruknęła, robiąc ostry zwrot w stronę biżuterii. Na pewno później go zaskoczy. Oby.
Pamiątki. — odpowiedziała praktycznie od razu, mierząc chłodnym wzrokiem kobietę. Nie spodobała się jej. — hola — mruknęła podirytowana, widząc jak się na niego patrzy. Czy właśnie w niej się pojawiła zazdrość? Owszem, a bardziej irytował ją fakt, że William tak bezwstydnie jej przy niej na to pozwalał — dobrze. — taki chłód prezentowała mu tylko podirytowana. Spojrzała jeszcze krótko na kobietę, wzdychając ciężko. Jednak nie zdecydowała się na znaczenie terenu.
Zajarajmy — odpowiedziała, odwracając tabliczkę. Zamknęła drzwi. Po paru sekundach znalazła się przy Patelu, chwytając go za rękę i dając mu buziaka w polik. A masz szmato, pomyślała w myślach Lotte.
Tyle że zaraz zadziało się wielkie przygotowanie małego bongo. Woda, towar i faktycznie cała trójka zajarała. Kovalski zrobiła się nawet odrobinę zrelaksowana. Jeszcze jeden buch, a świat stanie się zdecydowanie piękniejszym miejscem.
Boca — powiedziała hiszpanka, a zaraz przyciągnęła Williama blisko siebie, paląc z nim po studencku. Jednak Charlotte nie mogła się zrelaksować. Cała się wyprostowała, czekając na reakcję Willa. Tylko że on wydał się zadowolony. Cudownie.
Serio? — spytała Charlotte, strzelając oczyma i robiąc taktyczny odwrót. Nie miała zamiaru tego oglądać. Spojrzała tylko na siatkę. Sięgnęła z niej po mały kartonik, rzucając nim mu prosto w głowę. Aż ktoś z kamienicy krzyknął: headshot!!! Wkurwił ją. Najchętniej strzeliłaby mu prosto w twarz. Drugi raz. Tylko tym razem powstrzymała się. Wczoraj całował ją, a teraz nagle zgodził się z losową hiszpanką? I to w bardziej romantyczny sposób? Czas stąd zniknąć, może jednak nie każdy tubylec chciał z niej zrobić dziwkę w afrykańskim burdelu. Łatwiej było zrobić pierdolonego focha z przytupem i melodyjką. Bo tak, tupnęła, kiedy tak palili po studencku, a ona kosztowała jego warg.
Niech się Patel nie zesra, wracając do hotelu.
O ile pamiętał w ogóle jego nazwę.
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Potwierdzam, że bym zagrał, kiedyś przyznała, że lubi muzyków, więc to chyba plus dla mnie? Za to jak mi zarzuca, że pewnie się zakochałem, to właściwie ani nie zaprzeczam, ani nie przyznaję jej racji. Niech ma rozkmine, ja bym pewnie miał. W każdym razie na moment się rozdzielamy, a kiedy znowu jest obok mnie to uśmiecham się szeroko. Chcę dopytać co to za pamiątki, ale już widzę to chłodne spojrzenie, którym mierzy dziewczynę od bong i wyczuwam w powietrzu nadchodzącą burzę, szczególnie kiedy w kolejnych kilku sekundach Kovalski jest już przy mnie i się lepi. Oho, coś jest na rzeczy. Wychodzimy na dziedziniec. Leci pierwsza kolejka, woda bulgocze w szkle aż miło, a towar jest faktycznie pierwsza klasa, już po pierwszym buchu czuję, że mój mózg zwalnia, wszystkie neurony kompletnie zbakane, powieki ciężkie jakbym nie spał co najmniej tydzień. Nie wiem jak dziewczyny, ale ja jak walę bongo to takie buchy, że większych już bym nie dał rady, całe płuca wypełnione marry jane. Bardziej upierdalało mnie chyba tylko wiadro, dlatego, szczerze mówiąc, nie za bardzo lubię fajki wodne, ale przecież każdy szanujący się marichuanista musi mieć jakąś w swojej kolejki. Wolę blanty, one są eleganckie. Palisz skręta i jesteś kulturalnie upalony, walisz bongo i jesteś spizgany jak Pacek z Kici Koci. Nie ogarniasz. Wypuszczam dym z ust i podaję fajkę dalej, a zanim zdążę w ogóle wrócić na ziemię to tamta hiszpanka już podaje mi kolejnego bucha. I to doustnie. Wpierw - szok, potem - niedowierzanie, na koniec - zjarany uśmiech. Mam wrażenie, że wszystko dzieje się bardzo szybko, chociaż to pewnie ja działam w zwolnionym tempie. Rozchylam wargi żeby coś powiedzieć, ale zanim język zdąży ułożyć się w słowa, to już dostaję pudełkiem prosto w łeb. Ała, unoszę dłoń do głowy, żeby rozmasować obolałe miejsce, po czym puszczam się biegiem za Charlotte, ale ona już znika za frontowymi drzwiami. Wychodzę przed, tylko wokół są takie tłumy turystów, że nie sposób jej wypatrzeć. Szukam wzrokiem czerwonej sukienki i przez chwilę mam wrażenie, że miga mi gdzieś z prawej, tylko jak wreszcie do niej docieram i łapię tą kobietę za ramię to się okazuje, że to jakaś obca baba. Ups, pardon. Zerka na mnie z zaciekawieniem, ale oddałam się szybkim krokiem, wracając do sklepu z bongami. Dolores czeka za ladą, podaje mi torbę z fajkami i z tym pudełkiem, którym oberwałem w łeb, przeprasza, że będę mieć przez nią problemy, a ja mówię, że spoko, ale jestem turbo upalony. Opadam ciężko na taką wielką, mega wygodną kanapę, którą mają w sklepie chyba właśnie po to, żeby tacy jaracze jak ja mogli się w niej zatopić. Jak matkę kocham mógłbym tam siedzieć do jutra albo przez kolejny tydzień, tak mi teraz dobrze. Ale zaglądam do pudełka, które dostałem od Kovalski i robi mi się jakoś smutno. To znaczy bransoletka jest piękna, a ten mały lew to dosłownie dzieło sztuki, ale w tym momencie czuję, że ja muszę znaleźć Lottę, co nie będzie wcale takie proste bo - nie znam w ogóle tego miasta, nie mam telefonu i jestem zjarany jak bąk.Wiesz, że lawa to kamień lwa? mówi mi Dolores, a ja wzdycham przeciągle i odpowiadam, że muszę znaleźć Charlotte. Od razu zakładam bransoletkę na nadgarstek. Życzy mi powodzenia i daje jeszcze trochę tego mocnego tematu na farta. Tylko to jest po prostu niewykonalne. Nawet jeśli pani w informacji turystycznej daje mi mapę, nawet jeśli pytam różowego Madoxa czy nie widział mi amor, to i tak głównie kręcę się w kółko. Zamierzałem kupić jeszcze tonę pamiątek, ale ostatecznie kupuję tylko jedną rzecz, która w tamtym momencie wydaje mi się po prostu zajebista. Potem z braku lepszych pomysłów wracam na parking. Właściwie nie wiem czemu nie zrobiłem tego od razu, może miałem nadzieję, że gdzieś wpadnie mi w oko czerwona sukienka pasująca do mojej czerwonej koszuli. Nie wpadła, za to auto wciąż stało na swoim miejscu, musiała więc jeszcze nie odjechać, co w zasadzie nie powinno dziwić patrząc na to jaką ja mam wciąż fazę, ona pewnie miała podobnie. Przysiadam na zejściu na plażę, na takich krótkich schodkach i czekam. Szybko dołącza do mnie jakiś stary dziadek w samych majtkach, który zaś usadza się na murku i od razu zagaduje czy jest muy bien? ale mówię, że nie, zdecydowanie nie jest bien. Częstuje mnie zimnym piwem i zaczynamy rozmawiać trochę po angielsku, trochę po hiszpańsku, trochę w języku migowym, o wszystkim - o życiu i śmierci, o miłości i nienawiści, o wyspach Kanaryjskich i Kanadzie. Siedzi tam praktycznie goły, więc ja też zdejmuję koszulę i razem opalamy się w popołudniowym, mocnym słońcu. Czekam na Charlotte, bo chyba nie miała w planach porzucać wypożyczonego auta, a byliśmy z moim nowym ziomkiem tak blisko, że nie ma szans żebyśmy się nie zauważyli jak już będzie chciała wracać do hotelu.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Wkurwiła się. Niesamowicie się wkurwiła, rzadko kiedy emocje tak bardzo niosły naprzód. Nie zastanawiała się, kiedy ruszyła przed siebie. Widziała, jakimi maślanymi oczami dredziara w niego pozwoliła, a on ot tak jej na to pozwalał, pochylał się w jej stronę. Uśmiechał się. Przecież gdyby nie odwzajemnił jej zalotów, nic takiego by się nie stało. Miała tyle oleju w głowie, by to przyjąć do siebie. Lubił ją bardziej niż myślał? Prychnęła, stojąc na środku nieznanej dla siebie ulicy.
Miała ochotę zjeść. Żołądek, jakby nagle się jej powiększył. Weszła do pierwszej lepszej lodziarni, siadając gdzieś w boku. Tak się zajadała melonowym lodem, ale nic nie dał. Dalej ją nosiło. Zaraz weszła do jakiegoś kebsa, by poprosić o mieszany-mieszany z ostrym sosem. Dupę jej w nocy roztrzaska, dla tej gastro fazy zrobiłaby wszystko. Tyle że nawet ten nieszczęsny kebab w niczym nie pomógł.
Coś ściskało ją i uwierała od środka. Wystarczyło, by przymknęła oczy, a przed nimi miała tego przegrywa całującego się z LOSOWĄ kobietą na jej oczach. Czy to się właśnie nazywała zazdrość? Kuła ją niesamowicie w oczy, wbijając coraz to nowe szpilki. Usiadła na losowej ławeczce, wywalając dolną wargę do przodu.
Naprawdę jej na nim zaczynało zależeć. Nawet zjarana, działająca wolniej zdała sobie z tego sprawę. Zależało jej na Williamie pierdolonym Patelu. Co gorsze przeszkadzał jej jego widok z inną kobietą. Nie znała dredziary, on na pewno też. To czym one się różniły od siebie? By z nią porozmawiać potrzebowali innego świata, otworzyli się przed sobą. Dlatego to tak bardzo bolało? Westchnęła cicho, zakrywając twarz.
Czas wracać do domu. Na całe szczęście pinezką zaznaczyła, gdzie stało auto. Próbowała wyrzucić Williama ze swojej głowi, a kiedy wchodziła w uliczkę, zobaczyła go. Szybko schowała się za budynkiem. Jezu, jaki on był czerwony. Czemu w tej chwili jedyne, co przyszło jej do głowy to smarowanie pantenolem go po całym ciele? Był przegrywem. Pokręciła na samą siebie głową. Ba, brzydziła się tą myślą. Musiała wymyślić jak go minąć. Chwilę się rozglądała i już wiedziała!
Weszła w uliczkę, wychodząc odrobinę dalej, po czym była jak shinobi z wioski ukrytej w liściu. Rachu, ciachu za jedno auto, potem kolejne. Aż nie dotarła do wynajmowanego. Od razu do niego wlazła, blokując drzwi. Wraca bez niego, nie chciała słuchać jego tłumaczeń. Jedyne czego nie rozumiała, to dlaczego z głośnika w samochodzie na całą pizdę poleciało Jefferson Airplane - White Rabbit. Cała się wyprostowała, ledwo przekręciła stacyjkę, a on... musiał ją usłyszeć.
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Kończę właśnie opowiadać mojemu nowemu znajomemu o Charlotte, o tym, że wczoraj się całowaliśmy, a dzisiaj jebneła takiego focha, że chyba mnie tu zostawi. Mówię mu, że ona jest szalona, ale nie wie co to znaczy, więc kręcę palcem młynki przy skroni, a on aaa loca. Tak, bardzo, bardzo loca. I wtedy z rozmowy wyciąga nas głośno odpalona muzyka, w dodatku bardzo dobrze mi znana, właściwie to moja ulubiona piosenka. Zrywam się na równe nogi, a że jestem dosłownie naprzeciwko to od razu dopadam do drzwi od strony pasażera i ciągnę za klamkę, tylko, że wszystko jest pozamykane - Oszalałaś? Otwórz mi! - krzyczę, widzę jak szamocze się z kluczykami przy stacyjce, więc w tym amoku dosłownie rzucam się na maskę, półnagi i czerwony jak rak. Leżę na masce, a Jose Miguel Antonio Banderas z Santa Cruz de La Palma wstaje z murku i wrzeszczy, że ja też jestem loco. Zerkam na niego kątem oka, jak zbiera wszystkie moje rzeczy i upycha w tej małej torbie z bongami. Zwracam się jednak do Lotty, stukając w przednią szybę - Wpuść mnie albo - albo co? Myślę przez chwilę, ale dodaję szybko - Albo powyrywam wycieraczki - grożę jej i dla potwierdzenia chwytam za jedną. W pierwszej chwili cofa kawałek, ale łapię się mocniej, chociaż przed oczami przebiega mi już całe życie i jest zajebiste. White Rabbit właśnie osiąga apogeum - Serio to zrobię! I skopię lusterka! - rzucam. Będzie musiała za to płacić i to niemało, bo za takie wypożyczone auta liczyli jak za zboże. Przez chwilę gapimy się na siebie, ale w końcu odpuszcza i widzę jak odblokowuje drzwi. Macham ręką na dziadka, żeby mi je otworzył, bo ja wiem jak to się skończy - zejdę z maski a ona pojedzie w pizdu. Jose Miguel Antonio Banderas z Santa Cruz de La Palma podchodzi do auta i otwiera wrota od strony pasażera, wita się z Lottą wesołym hola loca. Wrzuca moją torbę do środka, pod nogi przy siedzeniu, a ja powoli zsuwam się z maski i wymijam dziadka żeby wejść do auta. Lotta rusza, zaś ja dosłownie w ostatnim momencie wskakuję na miejsce pasażera i zatrzaskuję za sobą drzwi. Wesoły Hiszpan macha nam na pożegnanie, po czym kręci palcami młynki przy głowie tym samym pokazując nam, że właściwie obydwoje jesteśmy szaleni. Ja patrzę już na Kovalski, jestem na maksa wkurwiony, więc chyba wracamy do normalności - Zwariowałaś?! Chciałaś mnie zabić?! - zapinam pasy, na nadgarstku mam bransoletkę od niej, w torbie prezent, ale teraz to już nie wiem czy chcę jej go dawać. Może zostawię dla siebie?

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Chyba Cię pojebało — krzyknęła z auta i wpierw te groźby wcale nie zrobiły na niej wrażenia, ale z każdą kolejną... bardziej ją przekonywał. Nie była biedna, mogłaby kupić nowe auto wypożyczalni, zwalić na nietrzeźwego turystę, na to na pewno mieli ubezpieczenie.
Wejdź — warknęła, widząc go półnagiego. Nie wiedziała, na co jest bardziej wściekła. Na jego zerowe dbanie o siebie, które już na pewno skończy się kremami, pantenolem i maślanką, czy faktem, że pocałował inną. William był dla niej chodzącą ambiwalencję. Jednocześnie, widząc go czerwonego jak raczka, była wkurwiona, rozczulona i chuj wie, co jeszcze działo się wewnątrz niej.
No loca! — krzyknęła do dziadunia, kiedy się z nią witał. Okej, rzeczy Patela spakowane i już zaczęła ruszać. Ledwo wcisnęła gaz, wcale nie jechała z zawrotną prędkością. Zwyczajnie upalony mózg Williama działał inaczej. Tylko kiedy już wsiadł, kolejny raz podniósł jej ciśnienie, a bransoletka, którą mu sprawiła w ogóle nie pomagała.
JA ZWARIOWAŁAM?! — krzyknęła, wciskając gaz. Chciała, by na nowo zniknął. Nie potrafiła na niego spojrzeć tak samo. Nie przejechałaby go, nie zabiła, po prostu... musiała na nowo od niego odpocząć — chyba do reszty Cię pojebało — i na maksa wcisnęła hamulec, parkując kilka miejsc obok. Daleko nie pojechali może ledwo trzysta metrów — to ty całowałeś się z inną laską przy mnie i ją podrywałeś — wypowiedziała to głośno. Przegryzła mocno wnętrze własnego policzka. Nie powinna, a zrobiła to. Była zazdrosna, zaufała mu, a on ją wykorzystał — kurwa Patel, wczoraj się całowaliśmy i... — zamknęła mocno usta, kręcąc usta. Powiedziałaby zdecydowanie za dużo. Hasz dalej w niej grał, chciała coś zjeść, a najlepiej upić się za wszystkie czasy — i... nieważne — wycedziła finalnie, odwracając od niego wściekły wzrok. Była zazdrosna, zdecydowanie wkurwił ją jak nigdy. Odsłoniła się przed nim, by następnego dnia zostać zranioną. Jasne, mógł być upalony jak idiota, mógł mieć od niej bransoletkę, ale to już jej nie obchodziło.
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Dobrze, że zdążyłem zapiąć pas bo i tak miota mną po tym aucie w jedną i drugą stronę - A co, ja?! To nie ja cię ZOSTAWIŁEM w obcym sklepie na pastwę losu - wiadomo, że to nie jest żadną tragedią w sumie, a ja przedstawiam to tak jakby mnie co najmniej miała zepchnąć w przepaść i nie udzielić pomocy - Przecież to nie było całowanie - rzucam od razu, dla mnie w istocie nie było, ale ja miałem luźne podejście do takich rzeczy - Podrywałem? Bo co, bo byłem miły? To nie moja wina, że wszyscy na mnie lecą - wywracam oczami, ale w sumie było w tym trochę prawdy bo miałem w sobie ogromne ilości charyzmy i jakiś taki dziwny magnetyzm, który przyciągał nie tylko kobiety w sumie. Błogosławieństwo i przekleństwo jednocześnie - I? - powtarzam, wbijając w nią spojrzenie, a jak mówi, że to nieważne, to parskam głośno - Nie, jeśli to by było nieważne, to byś o tym nie mówiła, po prostu dokończ myśl - krzyżuję ręce na piersi i dalej wbijam w nią uważne spojrzenie. Tak właśnie rodziły się kolejne nieporozumienia, kolejne kłótnie i kolejne żale. Ledwie wczoraj jakimś cudem udało się trochę oczyścić atmosferę, dzisiaj znowu obydwoje ją truliśmy. Chociaż początek dnia był fantastyczny - Dobra, każdy bierze po trzy głębokie oddechy na uspokojenie - proponuję i sam faktycznie oddycham głęboko, dając sobie dłuższą chwilę - Nie chcę się znowu kłócić, chcę żeby było tak jak rano, a było cudownie - mówię i wspieram łokieć przy szybie, opieram głowę na dłoni, z ukosa wciąż obserwując Kovalski. Milczę dłuższą chwilę, zanim odezwę się znowu, a i te słowa poprzedza głębokie westchnienie - Mam coś dla ciebie - przegrzebuję torebkę w poszukiwaniu tej jednej rzeczy i w końcu wpada mi w ręce. Pokazuję jej ten drobny prezent a tam butelka, taka mała, góra setka, w środku piracki statek na turkusowej wodzie, niezatapialny. Jak zobaczyłem to w sklepie to wydawało mi się, że to najfajniejsza rzecz na świecie, dosłownie przez bite piętnaście minut obracałem buteleczkę w palcach i oglądałem jak statek nie tonie, aż sprzedawca się w końcu zapytał czy kupuję czy o co mi chodzi - Fajne, co? - pytam, chociaż teraz, jak faza zdążyła mi już trochę zejść, to wydaje się strasznie głupie - Chociaż trochę bez sensu - przyznaję i pochylam się nad torbą, żeby go jednak schować - Nie, całkowicie bez sensu, zapomnij - może mój zjarany umysł dopisywał do tego jakieś kwieciste metafory, ale po czasie wydaje mi się to kompletnie nietrafione - Wracajmy do hotelu - proszę ją, chciałbym być już na miejscu.

Charlotte Kovalski
Ostatnio zmieniony wt mar 10, 2026 6:14 pm przez William N. Patel-Noriega, łącznie zmieniany 1 raz.
twoja stara
???
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

CAŁOWAŁEŚ SIĘ Z INNĄ NA MOICH OCZACH — chyba całe Santa Cruz de la Palma właśnie słyszało jej krzyk. Zostawiła go w konkretnego powodu, a nie bez jakiegokolwiek sensu i składu. Wczoraj całował ją, a choć niczego sobie nie obiecywali, to zabolało jak cholera. Nawet nie była w jasny sposób tego wytłumaczyć. Pod wieloma względami się nim brzydziła dalej. Suszenie się, nocne pierdy, skóra czerwona u raczka, a jednak nie potrafiła znieść tego widoku — a co to było? Muskanie się ustami? Palenie po studencku? O co zrobiłam Ci ostatnio aferę, co? — zrobiła mu aferę, bo ją pocałował. Teraz kręciła ją, bo zrobił to przy niej z inną. Los potrafił być naprawdę bardzo przewrotny — ja pierdole — nie mogła inaczej skomentować tego, że wszyscy na niego lecą. Wywróciła wręcz teatralnie oczyma. Ile on miał lat? Był narcyzem? Aż westchnęła ciężko. Skoro tak wszystkiego na niego leciały, to dlaczego nigdy żadnej nie miał? Albo dlaczego zawsze jego przygody były tylko na jedną noc?
Prychnęła, kiedy kazał wziąć jej głęboki oddech i pokręciła głową. Aż zaczęło nosić ją bardziej, ale posłuchała. Brała głębokie oddechy, próbując się uspokoić, wyklarować odrobinę własną głowę. Ze wszystkich osób na świecie to właśnie on ją uspokajał. Otwierała już usta, by wszystko mu wygarnąć, ale zbił ją z tropu. Też lubiła ich poranek. Był absurdalny, pełen przepychanek, ale takich powodujący uśmiech na twarzy. Rozczulał ją pod każdym względem, była wręcz zdziwiona, że mogli w ten sposób funkcjonować bez darcia się jak pies z kotem. Pewnie tylko dlatego zrezygnowała z dalszej eskalacji jakiegokolwiek konfliktu.
I byłam zazdrosna — powiedziała bardzo cicho, spuszczając wzrok. Emocje wzięły nad nią górę i uleciało wszystko z balonika. Przymknęła przez moment oczy, wahając się, czy powinna powiedzieć coś więcej. Tylko że zaraz wyskoczył z prezentem dla niej.
Oddaj — mruknęła, wystawiając rękę. Szczerze nie podejrzewała tego zjaranego łba o myślenie o niej w jakikolwiek pozytywny sposób. Zwłaszcza na tyle by o niej pomyśleć — chcę to — zaraz odwróciła głowę, bo na jej policzkach pojawiły się rumieńce. Stosowała krem z filtrem, a mimo to delikatnie się opaliła, za to dla uważnego oka dalej były widoczne — proszę — z całego agresywnego tonu zeszła do prawdziwej prośby. Gdzieś w głębi domu chciała móc postawić buteleczkę z pirackim statkiem. Oby tylko William nie okazał się sprawnym piratem, który okradnie ją z serca.
Nie chcę widzieć Cię z innymi — spojrzała tylko na niego ukradkiem oka, po czym odpaliła silnik. Całą trasę się do niego nie odzywała, trawiąc to, co właśnie wypowiedziała. Nie powinna, a jednak to zrobiła.
Proszę — zaparkowała pod hotelem i już zaczęła sięgać po własną torbę. Chyba nie była gotowa— pójdę na obiad... — nawet na niego nie spojrzała. Wstydziła się własnych słów, pokręciła delikatnie głową, zaraz ruszając w kierunku hotelu. Jeszcze musiała być zjarana, kiedy mu o tym mówiła, a tez potrzebowała... whiskey, lub aperolka.
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Przecież to nie było całowanie - upieram się przy swoim. Nawet nie zdążyła wepchnąć mi języka w usta, więc o czym w ogóle mowa? A tam wtedy, w fabryce cygar? To też ciężko nazwać pocałunkiem skoro tak szybko mnie odepchnęła. Może i chciałem, ale co z tego? Gówno - To było... No palenie, Jezus kurwa - poza tym ja nie miałem na to wpływu, to znaczy mógłbym mieć ale zanim zdążyłem zatrybić co się stało to ona już wychodziła ze sklepu i znikała w tłumie - Ja pierdole - powtarzam po niej. A potem powoli się uspokajamy, z każdym kolejnym oddechem jest łatwiej zebrać kłębiące się w głowie myśli i widzę to także w jej wyrazie twarzy. W końcu ponownie się odzywa, zaś ja kiwam głową - Byłaś zazdrosna, no dobrze - mówię spokojnie - Właściwie to niedobrze - tylko co mogę jeszcze dodać? Nie bądź? Tak, na pewno by wtedy minęło jak za dotknięciem magicznej różdżki. Zamiast ciągnąć temat wyskakuję z tym głupkowatym prezentem i kiedy prosi żebym jej go oddał to wyciągam buteleczkę w jej stronę - Patrz na to - okręcam ją kilkukrotnie w palcach, a statek wciąż na wodzie, nigdy pod. No kurwa jebana magia - Dobre, nie? - czasami to cieszyły mnie naprawdę prozaiczne rzeczy. Oddaję jej prezent i wskazuję na bransoletkę, którą mam na nadgarstku - Dzięki za to - myślę, że już jej nie zdejmę. To znaczy do spania pewnie tak, bo ja nie lubiłem spać w biżuterii, ale codziennie rano założę ją na nowo, uśmiecham się delikatnie, jednak uśmiech równie szybko schodzi mi z twarzy, gdy spomiędzy jej warg wylatują kolejne słowa. Milczę bo co miałbym jej powiedzieć? Pewnie coś, co doprowadziłoby do kolejnej ostrej wymiany zdań, być może kłótni wszechczasów, a teraz chciałem tylko spokojnie wrócić do hotelu. Nie mogłem jej tego zagwarantować ani tym bardziej obiecać. Ja byłem wolnym duchem, takim, który nie wierzył w wiązanie się z jedną osobą, kiedy na świecie było tyle fantastycznych ludzi. Bywałem zazdrosny, jak każdy, tylko tu nie chodziło o seks, całowanie czy jakąkolwiek cielesność, gdyby wyszła wtedy z tamtych chłopakiem to wróciłaby zakochana, a to by oznaczało, że ja już nie mam szans. Wierzyłem, że można kochać się z każdym, by ostatecznie i tak wracać do tego, z którym łączyło cię coś więcej niż dzikie rządze - jakaś emocjonalna, intelektualna, duchowa więź. Nie chciało mi się tego tłumaczyć - nie teraz, nie tutaj, nie podczas wakacji, nie kiedy byłem wręcz pewien, że i tak nie zrozumie. Nic nie mówię, zamiast tego patrzę w okno. Przez całą drogę milczymy, w pewnym momencie, zmęczony warkotem silnika, po prostu odpalam jej telefon i puszczam losowy utwór, który podpowiada mi YouTube. Dojeżdżamy na miejsce, a ja oddycham z ulgą - Dobrze, spotkamy się na imprezie, okej? - chyba chciałem spędzić trochę czasu z samym sobą, trochę się ogarnąć przed zachodem słońca, coś tam sobie poukładać w głowie - Dzięki za wycieczkę - dodaję zbierając swoje rzeczy. Powoli wychodzimy z auta - No to... Do zobaczenia?

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

A jakbyś się poczuł, jakbym całowała się z innym na twoich oczach, co? — wycedziła przez usta z uniesionymi brwiami ku górze. Cokolwiek, by mu teraz nie powiedziała, do niego i tak by nic nie trafiło. Przecież widziała jak mocno się zjarał. Nie tylko przez mocny towar dredziary, ale przez słońce. Styki nie mogły działać idealnie, ale tym razem nawet nie pomyślała o smarowaniu, ba nawet zjebanej butelki wody mu nie zaoferowała.
Właściwie to niedobrze — powtórzyła za nim, by zaraz westchnąć ciężko. Co ona sobie właściwie myślała? Niczego sobie nie obiecywali, nie padły żadne wielkie słowa. Mógł się całować, z kim tylko chciał, a jednak zabolało w cholerę. Zwłaszcza to niedobrze. Potrzebowała jakichkolwiek innych wyjaśnień, słów o zjebaniu, a nie... właściwie to niedobrze. Widocznie za dużo sobie wyobrażała, skoro podarował jej takie słowa.
Zajebiste, Billy — mruknęła, uśmiechając się delikatnie. Palcami obracała buteleczkę w dłoni i faktycznie ani razu nie zatonęła. Sięgnęła do plecaka, by spakować ją. Kiedy wróci do Toronto, będzie przypominała jej o tym, co działo się na wyspie. Choć coraz bardziej zastanawiała się, czy chciała o tym pamiętać.
Nie ma za co — jej głos coraz bardziej się ściszał — widziałam je na instagramie tego sklepu, dlatego chciałam pójść tam sama — wtedy gdy wyzywał ją, że nie powinna siedzieć na telefonie. Pamiętała przecież, że jest lwem, a to był jego kamień. Lawa. Jednocześnie idealnie podkreślała jego znak zodiaku i wyspę, na której się znaleźli. Byli pierdolonymi zodiakarami, a tego ukryć się nie dało. Chciała zostawić mu pamiątkę, choć jeszcze bardziej komplikowali się.
Zwłaszcza kiedy nie odpowiedział na jej słowa. Właśnie dostała mentalnego liścia, a jedyne czego potrzebowała, to jak najszybciej uciec od jego obecności. Jechała tak szybko, jakby ich życia nie miały znaczenia. Kilka aut na pewno jeszcze na nich trąbiło. Tylko nie miało to znaczenia, potrzebowała alkoholu, by uciszyć własne myśli.
Mhm — mruknęła pod nosem, unosząc delikatnie na niego wzrok. Zaraz go odwróciła, byle nie musieć z nim rozmawiać — pa William — żadne do zobaczenia, żadne nie zesraj się, żadne nie masz o co być zazdrosna. Co ona sobie właściwie myślała? Sporo. Naprawdę sporo myślała. Cały dzień spędziła na jednym. Szykowaniu się na imprezę dla singli. Założyła czarny kapelusz, zrobiła idealny makijaż, podkreślający jej urodę, a usta pomalowała czerwoną szminką. Choć największym gwoździem wydawała się być czarna długa sukienka, idealnie podkreślająca jej ciało. Bez stanika, bo sukienka delikatnie odkrywała plecy. Idealnie. Prawie jak na pogrzeb ich relacji.
Dźwięk jej szpilek dało się słyszeć nawet przez basy, wybrzmiewające z głośników. Kiedy weszła na basen, nie poszukiwała wzrokiem Williama, a wyszukiwała najbardziej gorącego mężczyznę, mówiącego po angielsku. Uroczy uśmiech pojawił się na jej twarzy, gdy go tylko zobaczyła. Możliwe, że nawet minęła Patela, ale udawała, że go nie zauważyła. Zaraz podeszła do nieznajomego blondyna, idealnie wyrzeźbionego, który zdecydowanie się nie suszył. Dobrzy faceci tego nie robią, prawda? Na pewno nie tacy, którym można oddać serce. Szybko położyła dłoń na jego ramieniu, próbując zapomnieć o Williamie. Sięgnęła po dwa drinki od kelnera i jeden podała nieznajomemu. Mógłby być dla niej Johnem Snowem, byle tylko dał jej ramiona, które byłyby w stanie ją ukoić.
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Jakbym ja się poczuł jakby się z kimś całowała na moich oczach? Co to było w ogóle za pytanie? Trudne się wylosowało, więc ma ten temat też milczę. Tak jak na wiele kolejnych dopóki nie dojedziemy do hotelu. Odprowadzam ją wzrokiem, póki nie zniknie mi z oczu, a potem sam kieruję się na swoje piętro. Nie zaprzątam sobie głowy specjalnym szykowaniem - ot, myję się, zmieniam ubrania na czyste (wciąż kolorowe koszule), biżuterię na bardziej dopasowaną (chociaż bransoletka z lawy oczywiście zostaje na ręce) i to by właściwie było na tyle. W kieszeń pakuję zioło i hasz, chociaż upalam się lekko jeszcze przed wyjściem. Kiedy wbijam na basen to impreza trwa już w najlepsze, muzyka jest mega głośna, a śmiechy i rozmowy wszechobecne. Rzucam okiem naokoło w poszukiwaniu Lotty, ale nigdzie jej nie widzę, więc podchodzę do baru, żeby zamówić jakiegoś drinka. Uśmiechnięta barmanka poleca mi Sex on the beach, więc nie protestuję, biorę od razu dwa, bo gdzieś tam liczę na to, że znajdę wreszcie Kovalski. I jest, widzę jak idzie wzdłuż basenu, czarna jak śmierć, zjawiskowa jak... Zawsze. Upijam łyka z jednej szklanki, po czym ruszam za Charlotte, lawirując między roztańczonymi gośćmi. Wołam za nią, ale mój głos rozmywa się gdzieś między kolejnymi uderzeniami tłustego bassu i właściwie udaje mi się do niej dotrzeć dopiero kiedy już wchodzi w gadkę z jakimś obcym chłopem. I tak podbijam. Z nim witam się tylko machnięciem ręki, za to nieznacznie pochylam się w kierunku Lotty żeby wydrzeć jej się gdzieś nad uchem - Siema! Mam drinka dla ciebie! - unoszę jedną ze szklanek, tylko w dłoni dzierży już inną. No cóż, więcej dla mnie w takim razie, chociaż ja wciąż zamaczam usta w tej samej. Mierzę ją spojrzeniem - Zajebiście wyglądasz - kiwam łbem. Obecność tamtego chłopa w sumie ignoruję, bo dla mnie jest tylko jakimś tłem. Miałem nadzieję, że Kovalski już przeszła złość na mnie i dalej możemy się po prostu dobrze bawić. Liczyłem na to, że trochę się napijemy, potańczymy, może popływamy albo skorzystamy z sauny. Trochę poobściskujemy gdzieś w kącie? Tylko ciężko było mi cokolwiek wyczytać z jej twarzy, nawet jeśli obserwuję ją uważnie - Co robiłaś? - pytam, szczerze ciekaw jak minął jej dzień. Mój był w sumie całkiem spokojny, przynajmniej po powrocie ze wspólnej wycieczki, bo wcześniej to mi oczywiście zafundowała prawdziwy roller coaster skrajnych emocji.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”