przekleństwa i ślub, może kogoś triggeruje
Rzeczywiście z Williamem na kamerce, który przez większość czasu pokazywał im środek swojego nosa, kiedy pochylał się do aparatu, żeby lepiej słyszeć, ten obrazek był już chyba kompletny.
Chociaż dla Madoxa to już dawno był.
On tylko czekał, aż Pilar mu powie, że to
już. Chociaż tego ich
już to się spodziewał, kiedy załatwią te wszystkie sprawy, które czekały na nich w Toronto, a tu proszę...
To było
już, w tej chwili. I poczuli to dobitnie, kiedy zacisnęli palce na swoich ciepłych dłoniach, kiedy stanęli przed tym gościem z szarfą
śluby 24/7.
Było w tym trochę chaosu, był element humorystyczny, i pierwiastek szaleństwa, ich niezorganizowanie. Ale za to dobrzy ludzie, których często spotykali na swojej drodze. Było w tym wszystko co przez ten czas, kiedy zaczęła się ich wspólna przygoda, towarzyszyło im na porządku dziennym.
A przede wszystkim oni, pewni tego uczucia i tego, że chcieli je przypieczętować ślubem, jak niczego innego na świecie.
Madox od razu chciał się wyrwać ze swoją przemową, bo on przecież zawsze do wszystkiego był pierwszy, zawsze hej do przodu, ale Johnny go zastopował, bo najpierw musieli powiedzieć te regułki, oczywiście Noriega nie zapamiętał, bo on się cały czas rozpraszał, patrzył na Pilar i wytatuowanymi palcami sunął po jej delikatnej skórze, głaskał jej dłoń. Nie mógł się na nią napatrzeć. I nie mógł przestać się cieszyć. Ubrał to trochę w swoje słowa, ale ich mistrz ceremonii się zgodził, a kiedy przyszła kolej Pilar, to Madox aż wstrzymał powietrze. Mocniej zacisnął palce na jej ręce, a ciemne spojrzenie nawet na moment nie zjechało z jej pięknych, dużych oczu. Parsknął śmiechem, kiedy zakończyła formułkę.
-
Na pewno będzie zajebiste - musiał się wtrącić, bo chyba przecież nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił. A gdy Pilar sięgała po obrączki, to przysunął się do niej, żeby też do nich zajrzeć, ale oddała pudełko Johnny'emu. I Madox dopiero na jego ręce zobaczył te obrączki, które wybrała Stewart (Pani Noriega zaraz), najpierw podniósł na nią spojrzenie, a zaraz spuścił je na pudełeczko, i znowu na nią -
salvaje - powiedział do niej prawie bezgłośnie, bo były piękne i
dzikie, jak oni. Nie klasyczne, tylko takie,
z czerwonym kamieniem, jaki Madox wymarzył sobie już kiedyś. Już pierścionek zaręczynowy dla Pilar miał być z czerwonym oczkiem, a był z literką
M. Jedyny w swoim rodzaju. Tak jak te obrączki.
-
To teraz ja... - znowu się wyrwał do tej swojej przysięgi, póki jeszcze wiedział co chce powiedzieć.
Wiedział? Czy już zupełnie wszystko poprzestawiał?
Ale Johnny już oznajmił, że teraz pierwsza ma być panna młoda, więc Noriega tylko zacisnął mocniej palce na jej dłoni. A czarne oczy odszukały jej przenikliwe, piękne spojrzenie. Znowu się uśmiechnął, kiedy Pilar zaczęła, bo pewnie oni to pół roku temu jeszcze odesłaliby do lekarza każdego, kto by powiedział, że się pobiorą.
Oni...
Policjantka i kret?
Wiedział, że mówiła serio i nawet zanim dodała coś jeszcze, to on już sięgał wytatuowanymi palcami, żeby musnąć skórę na jej policzku. Ale na jej kolejne słowa strzelił oczami w sufit. Chociaż przecież to też była najszczersza prawda. Bo według zasad Pilar Stewart to mogli się ze sobą przespać tylko dwa razy, a po Medellin nie powinni się już w ogóle spotykać. Bo to było niebezpieczne. Bo nie miało prawa buty w ich przypadku.
Miłość? No jak?
Tak właśnie.
Madox znowu parsknął śmiechem, kiedy jego jeszcze narzeczona stwierdziła, że powie to
inaczej. Już tyle razy wyznawali sobie miłość w najpiękniejszych słowach, więc co tu było do dodania?
Tylko zaraz się okazało, że jednak było, a Noriega aż otworzył usta, kiedy Pilar mu wyskoczyła z ciekawostką, którą kiedyś czytali w batonach. Ale zaraz się uśmiechnął, słuchał jej, chociaż przecież musiał ze sobą walczyć, żeby się jej nie wcinać, bo taki był Madox, że zawsze musiał gadać. Zawsze miał coś do powiedzenia.
A tym razem słuchał. O tym, jak zawsze do siebie wracali. Chociaż czasem cały świat się przeciwko nich sprzymierzał. Na przekór wszystkiemu, bo
inni mogą się jebać. Często to powtarzali.
-
Zawsze cię znajdę - no musiał, bo chyba by go skręciło, gdyby tego nie zrobił. Ale przecież on jej to powtarzał zawsze, że wszędzie by ją znalazł, na końcu świata, na samym dnie piekła...
Tam to chyba w jego łóżku.
-
Serio? - i znowu jej przerywał na tą ciekawostkę o wilkach, bo mu chyba umknęła, ale Pilar mogła mu ją czytać, kiedy zajadała się w łóżku przed snem czekoladą, a Madox czasami już wtedy nie kontaktował, bo jemu wystarczyło, że przytulił policzek do poduszki, a już spał. Zamknął się jednak i tylko te ciemne oczy, które się w nią wpatrywały mogły jej powiedzieć...
No właśnie to, jak bardzo ją kochał.
Na ciekawostkę o słoniach skinął głową, bo ją pamiętał. I jak wtedy jej powiedział, że tak jak ona, bo Pilar też miała zajebistą pamięć, trochę się wtedy poprzepychali, że powiedział jej, że jest jak słonie, ale złapał ją wtedy na ramię i wyniósł z sypialni pod zimny prysznic, żeby ostudzić ten ognisty temperament. Ale nic to nie dało, nigdy nie dawało, bo
kiedy byli obok siebie, to ten ogień się z nich wylewał.
Kiedy mówiła dalej, o Medellin, o tym, jak się przed nią otworzył, jak wyznał jej miłość, a ona uciekła, a potem on o nią zawalczył, jak jaguar, to przysunął się do niej bliżej i znowu sięgnął do jej policzka, który musnął delikatnie palcami -
zawsze będę o ciebie walczył - wtrącił się znowu i może by już nawijał o tym, że wszystko by dla niej zrobił i poświęcił, ale Pilar kontynuowała tym razem nawiązując do koliberków, które też przecież przewijały się w ich
wspólnej historii. Którego piórko nosiła na sercu, bo było symbolem tego... że on jak te koliberki, chciał odganiać wszystkie jej koszmary. Starał się.
Uśmiechnął się na wspomnienie tego ich pierwszego pocałunku, bo przecież to wisiało w powietrzu chyba od tego spotkania w klubie, gdzie pierwszy raz ze sobą zatańczyli, a właściwie to poszarpali się na parkiecie. Później, kiedy bezczelnie flirtowali przy trupie Marco...
A wydarzyło się dopiero w Medellin.
Nagle. Bo na nich te wszystkie rzeczy zawsze spadały nagle. Nie tworzyli klimatu, nie zastanawiali się.
Szli... za głosem serca.
Mniej myśl, więcej czuj Pilar - to jej wtedy powiedział. A on przy niej czuł, cały kalejdoskop różnych emocji. Uczuć, które chował przed całym światem.
Jak to
dobre serce, to, że on też potrafił bezinteresownie pomagać, troszczyć się i walczyć o to, co kochał. A ją kochał, całym sobą. I zaraz znowu sięgnął do jej szyi, żeby oprzeć na niej miękko palce, a skroń przyłożyć do jej czoła -
kocham cię, najbardziej na świecie i też nie mogę się doczekać - powiedział i już się do niej wyrwał, chciał te piękne słowa przypieczętować pocałunkiem. Już czuł na ustach smak jej pełnych, gorących warg, ale wtrącił się Johnny.
-
Jeszcze nie! Ej, pocałunek na koniec... Możemy już przejść... - chciał powiedzieć, że mogą przejść dalej, ale Madox zaraz się do niego odwrócił.
-
Nie, czekaj, też muszę coś powiedzieć - oczywiście, że musiał, chociaż może nie zabrzmi to tak ładnie, jak te wszystkie wyznania, które składała mu Pilar, do tego upstrzone ciekawostkami o zwierzętach, bardzo w ich stylu. Noriega złapał w płuca więcej powietrza i znowu wbił ciemne spojrzenie w jej piękne, czekoladowe oczy -
chciałem nawijać o tym jaka nasza miłość jest piękna, i jak przetrwa wszystko, o tym jak na nas spadła, pierdolnęła jak grom z jasnego nieba, ale ty już to powiedziałaś... Najpiękniej na świecie - zajrzał jej głęboko w oczy -
więc może powiem ci jak... Bałem się, kiedy mówiłem ci, żebyś mniej myślała, a więcej czuła, bo bałem się do ciebie poczuć coś więcej. Bo tak kurewsko mnie przyciągałaś, a jednocześnie wiedziałem, że... No przecież to nie mogło się udać, ale zobacz gdzie teraz jesteśmy - obrzucił spojrzeniem tą świątynię, ale zaraz utkwił je znowu w Pilar -
i wiele razy się zastanawiałem czy to ma sens, czy nie skończymy kurwa gdzieś na dnia jeziora Ontario, ale potem dochodziłem do wniosku, że nawet jeśli tak, to kurwa wolę spróbować, niż potem żałować, że tego nie zrobiłem, bo każdy dzień z tobą jest tego warty. Za każdy oddałbym wszystko co mam. Mój klub, wszystkie pieniądze, a nawet życie. Bo ono bez ciebie byłoby gówno warte - bo Madox wolałby już skonać, niż trwać bez niej. Znowu jego wytatuowane palce przesunęły się po jej odkrytym ramieniu -
lecąc do Meksyku mówiłem ci o tym, że nigdy więcej się nie ożenię, a potem właśnie tam podjąłem decyzję, że chcę, żebyś została moją żoną. Bo ty w jednej chwili potrafisz sprawić, że kocham cię nad życie, a potem nienawidzę, a potem kocham i nienawidzę na raz. Sprawiasz, że się uśmiecham, że się przejmuję, że się zastanowię. Tak dużo rzeczy, że... nie wiem - aż wywrócił oczami, a Theresa w tym czasie wydmuchała głośno nos w chusteczkę -
ale wiem jedno... Nie wymieniłbym tego co mamy na nic innego na świecie, i niczego bardziej, nigdy, nie byłem pewny, jak tego, że chcę żebyś została moją żoną. Teraz, a nie jak wszystko się ułoży, bo nam się nigdy nie ułoży. Bo my jesteśmy jak te dwa niedopasowane do całości puzzle, które pasują tylko do siebie, bo jesteśmy... popierdoleni - tu zerknął jeszcze w telefon na Williama.
I znowu się szarpnął, żeby pocałować swoją
jeszcze przez chwilę narzeczoną, ale znowu wtrącił się Johnny.
-
Obrączki! - i wystawił je w ich kierunku -
powtarzajcie, Pilar przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności... - nie dokończył, bo Madox już wyjął tą dla Pilar z pudełeczka i sięgnął do jej dłoni, do serdecznego palca, na który zaczął ją powoli wsuwać.
-
Pilar przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości, nie zawsze idealnej, ale takiej, że kurwa pokona wszystko. Wierności, zawsze i na zawsze. I tego, że już cię nie opuszczę do śmierci, albo i dłużej, bo znajdę cię w każdym jebanym życiu i wcieleniu, nawet bez tego ślubu astralnego - wsunął obrączkę na jej palec i zaraz podniósł ją sobie do oczu. Pasowała idealnie, złożył na jej dłoni kilka pocałunków i przytulił na moment do niej zarośnięty policzek. Johnny za to wystawił pudełeczko z drugą obrączką w kierunku Pilar. Łzy ciekły mu po policzkach tak, że już nakapały na to satynowe wysłanie pudełka. Theresa i Ravi też chlipali pociągając nosami. Już wycierali się chyba jedną chusteczką nie mogąc opanować wzruszenia.
Acepta este anillo como señal de mi amor 🕊♡₊˚
・₊✧