ODPOWIEDZ
26 y/o
Welkom in Canada
173 cm
part time legal assistant | | part time bartender
Awatar użytkownika
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek

you and me...
got ourselves a problem

Ten układ miał trwać tylko miesiąc. Niewinne udawanie, że byli razem tylko po to, żeby w razie czego udowodnić jej byłemu chłopakowi, który miał kurewsko mocną obsesję na jej punkcie, że kogoś miała. Proste, no nie? Tylko że nie przewidziała, albo po prostu nie wzięła pod uwagę takiego scenariusza, w którym jej dobra kumpela, ta sama, która zaprosiła ją na ślub, zwichnie kostkę i przez to wesele, które oryginalnie miało zostać przesunięte o miesiąc, przesunie się o prawie dwa. I takim oto sposobem była w udawanym związku z Albertem już blisko trzy miesiące i cholera...

Naprawdę podobało jej się bycie...
jego udawaną dziewczyną?

Przywiązywała się do niego. Pomimo całego tego przekomarzania chodzili coraz częściej na udawane randki, trzymali się za ręce, żeby stwarzać pozory, że byli ze sobą blisko, przytulali się, całowali, robili zdjęcia przy każdym wyjściu, czy to u niego, czy u niej, żeby mieć dowody tego całego udawanego spotykania się ze sobą, no nie? Proste. Tylko że z każdym kolejnym dniem i tygodniem to udawanie... kurwa... przestało nim być. Przynajmniej dla niej.

Emocje i uczucia, których jeszcze kilka miesięcy temu w życiu nie dopuściłaby do siebie, jeżeli chodziło o Thallmana, zaczęły zakrzątać jej głowę, serce i jakiekolwiek trzeźwe myślenie. Zaczęła się w nim zakochiwać. Tylko że nie mogła mu tego powiedzieć, bo przecież jutro ich układ dobiegał końca, co nie? W klauzulach ich kontraktu, który swoją drogą zapieczętowali pocałunkiem, nie było żadnego podpunktu mówiącego o tym, co miało się stać, jeżeli jedno z nich zakocha się w drugim.

Tough luck, eh?

Wiedziała, że musiała być dużą dziewczynką, założyć te przysłowiowe, metaforyczne spodnie i po prostu przez to przejść. Wykonać ostatnią część ich układu, którą tak bardzo próbowała ostatnimi dniami od siebie odpychać. Zabawne, jak mężczyzna, którego imienia jeszcze cztery miesiące temu nie potrafiła nawet wydusić przez gardło, teraz wręcz cisnął się na jej usta za każdym razem, kiedy myślała o swoim udawanym chłopaku. Albo kiedy ich oddechy mieszały się podczas tych wszystkich pasjonujących pocałunków, które odbierały jej jakiekolwiek racjonalne myślenie.. aż do dzisiejszego dnia... bo ta fantazja, ta cała bajka, właśnie zaczynała pękać. I mimo że znajdowali się w naprawdę pięknym Bed and Breakfast, gdzie kończyli się ogarniać przed ceremonią, wszystko zaczynało zderzać sie z szarą rzeczywistością. Cholera. Jej serce było pełne niepewności.

Przełknęła ślinę, poprawiając się jeszcze przed lustrem i nakładając odrobinę różu na policzki. Wzięła głęboki oddech, wpatrując się przez chwilę we własne odbicie, po czym odwróciła się, chwyciła za klamkę i niepewnie otworzyła drzwi. Na jej twarzy od razu pojawił się delikatny uśmiech, kiedy zobaczyła go elegancko ubranego. - Wow, Thallman - uśmiechnęła się szerzej, podchodząc do niego i zatrzymując się tuż przed nim. - Mam nadzieję, że nikomu nie wpadniesz w oko, bo nie wyglądam najlepiej, kiedy biję się z innymi kobietami. - Parsknęła śmiechem pod nosem. Taka była prawda. Ostatnim razem, kiedy pobiła się z jakąś laską, wylądowała w areszcie, skąd Nico musiał ją wyciągać, bo nie chciała dawać znać Leo, żeby przypadkiem nie zaczął zadawać niewygodnych pytań. Upsi. Po chwili odwróciła się, sięgnęła po telefon i odpaliła zdjęcie swojego byłego chłopaka. - Dla przypomnienia, jego imię to Riven. Tak wygląda - pokazała mu ekran, po czym spojrzała mu prosto w oczy. - Nie zostawiaj mnie z nim samej, proszę. - Schowała telefon do torebki i zawiesiła ją sobie na ramieniu. - Dobrze wyglądam? - zapytała ciszej, po czym uśmiechnęła się do niego. - Cieszę się, że tu ze mną jesteś, Albert. - Przyciągnęła go do siebie i pocałowała czule.

Niecałe trzydzieści minut później byli już w resorcie, w którym miało odbyć się wesele. Przy wejściu zostali przywitani lampką szampana, a chwilę później zaprowadzono ich do krzeseł ustawionych na zewnątrz, gdzie mieli czekać na pojawienie się pana młodego i panny młodej. Wszystko wyglądało pięknie. Naprawdę chciała skupić się na dekoracjach, kwiatach, całej tej oprawie i tym, jak perfekcyjnie wszystko zostało przygotowane, ale jej wzrok raz po raz ukradkiem błądził w stronę Alberta... zupełnie jakby jakaś część jej serca próbowała jej podpowiedzieć, że powinna zapamiętać jak najwięcej. Bo już jutro wieczorem miała spać bez niego. Już nie będzie go denerwowała podczas zmiany. Nie będzie obserwowała całej tej palety jego mimiki, zależnej od tego, w jaki sposób właśnie się do niego odzywała. Nie będzie mogła tak po prostu chwycić go za rękę, przytulić się do niego czy pocałować tylko dlatego, że przecież musieli podtrzymywać pozory, eh... więc Rosenhall po prostu na niego patrzyła. Raz po raz. I próbowała zapamiętać wszystko jak najlepiej potrafiła.

i wish we could pause the time and stay like this forever
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”