Problem chyba polegał na tym, że Galen nie do końca wiedział co chciał. Kogo chciał. Z kim chciał spędzać czas. Chociaż w tej chwili, to chyba jednak z Cherry, ale czy gdyby na jej miejscu była Meena, to nie zmieniłby zdania? Zamyślił się nad tym i dopiero jej słowa wyrwał go z tego stanu, sprowadziły na ziemię.
-
W zasadzie to lubię wyzwania Cherry - stwierdził, może właśnie o to chodziło, może dlatego tak go do niej ciągnęło? Bo Charity Marshall była dla niego wyzwaniem? Bo nie było tak łatwo zabiegać o jej względy? Bo powinna być dla niego zakazana. Zakazany owoc smakuje jednak najlepiej i Galen o tym wiedział. I nigdy nie umiał się powstrzymać.
-
Gorzej jak się okaże, że jednak bardzo, bardzo - powiedział, na te jej słowa, że mają się dzisiaj dowiedzieć, jak bardzo są do siebie podobni, Wyatt był tego ciekawy -
jest takie powiedzenie, że iskra jest tam, gdzie różnice, ale prawdziwa siła rodzi się tam, gdzie dusze grają w tym samym tonie - już chyba to gdzieś mówił, ale nie zdołał jeszcze sprawdzić ile w tym przysłowiu było prawdy. Może tym razem się uda?
Na jej pytanie wzruszył ramionami.
-
Nieszczególnie - rzucił, ale skłamał, bo zaczynało mu to przeszkadzać, właśnie dlatego, że Galen Wyatt nie lubił się dzielić. Tylko, że właśnie Cherry od początku mówiła o tym narzeczonym, wiedział o tym, a mimo to sam się w to pchał, coraz bardziej. Na własne życzenie.
-
Jest też takie stwierdzenie, że przyjaciół trzymaj blisko, ale wrogów jeszcze bliżej, znasz to? - zerknął na nią kątem oka, nawet go kręciła jak prowadziła tego jeepa.
Tylko ciekawe było to, czy oni wciąż tymi wrogami byli, bo ich relacja była dość... dynamiczna. A teraz to już wkraczała na jakiś wyższy poziom. Wrogowie z napięciem erotycznym?
Patrzył na nią, kiedy opowiadała o tym, że ma słabość do nieba. W sumie fajnie się jej słuchało, kiedy to mówiła z taką pasją. Aż zrobiło mu się gorąco, miał nadzieję, że to ta wyspa, ta lawa, a nie to, że Cherry z sekundy na sekundę była coraz mniej jego wrogiem.
-
Ogień to niebezpieczny żywioł, ale też fascynujący - rzucił z myślą, że teraz właśnie to co robią jest jak takie igranie z ogniem, ciekawe tylko kiedy się sparzą, albo spłoną oboje, jak ta cała wyspa.
Skinął głową, kiedy powiedziała, że resztę ukryje pod koszulą, chociaż teraz to najchętniej by ją zsunął z jej ramion, koszulę, a potem tę różową bluzkę w kolorze, który pasował do jej pełnych warg.
Musiał to rozchodzić, bo zaczynał się czuć jak ten wulkan, który może zaraz wybuchnie, a może dopiero za setki lat. Chociaż on się czuł, jakby było do tego coraz bliżej. Do tego momentu, w którym się po prostu przed nią złamie. Tylko czy wtedy ona stwierdzi, że jednak jest z niego taki dupek, jak właśnie myślała? Sam tego nie wiedział. Dlatego jeszcze ostatkiem jakiejś silnej woli - hamował się.
Spojrzał na nią, kiedy powiedziała, że poczuje się jak turysta, ale dał się jej pociągnąć do tłumu. Chociaż Galen przecież nigdy nie bawił się w turystę, on wszędzie, gdzie się pojawiał sprawiał wrażenie, jakby był tam setki razy. Podziwiał różne miejsce, ale nie zwiedzał ich z jakimś takim turystycznym zacięciem, więc to też była dla niego pewnego rodzaju nowość. Ciekawe doświadczenie, do którego zaciągnęła go Charity Marshall.
Nawet się wciągnął w ten cały pokaz, może dlatego jakoś nie zwrócił specjalnej uwagi, że trzymał ją za rękę? A może zwrócił, ale wcale nie chciał, żeby puściła?
Kiedy usłyszeli ten huk, to zmrużył oczy, ale jego ciało nawet się nie spięło, spodziewał się tego, zerknął za to na Cherry, bo poczuł jej uścisk i to jak się za nim schowała. Mocniej chwycił jej dłoń i przyciągnął do siebie, tak że opierała się niemal o jego plecy.
-
Spokojnie, to tylko pokaz - rzucił cicho, a w jego głosie po raz pierwszy brzmiała... troska? Sam się jej po sobie nie spodziewał. Zwłaszcza względem Charity Marshall.
Odwrócił głowę, by uchwycić jej spojrzenie, przez moment trwał tak, pozwalając, by salwa huków stała się pretekstem do tej bliskości.
-
Choć muszę przyznać… - zaczął, pochylając się do niej bliżej -
podoba mi się fakt, że wreszcie potrafisz się przyznać, że mnie potrzebujesz - uśmiechnął się delikatnie, a kiedy pokaz się skończył, tym razem on pociągnął ją w innym kierunku, z dala od grupy. Jeszcze chwilę mogli podziwiać czarne pola lawowe, i chociaż Galen już je widział, to dzisiaj wydawały mu się o wiele bardziej fascynujące. Czuł się jakby rzeczywiście spacerowali po innej planecie. Kiedy mijali jakiś gejzer, który buchnął parą, to odruchowo pociągnął ją w swoim kierunku, tak, że wylądowała w jego ramionach. Znowu byli bardzo blisko siebie, za blisko.
Cherry Marshall