Poznaliśmy się na studiach. Ty byłeś typowym macho - wszędzie Cię było pełno, nie opuszczałeś żadnej imprezy, a wianuszek kobiety nigdy Cię nie odstępował na krok. Kochałeś to. Błyszczałeś w tym blasku, którym Cię obsypywali. Miałeś w sobie tą iskrę i energię, która sprawiała, że ludzie chcieli z Tobą spędzać czas. Twoje żarty (nawet te słabe) ich bawiły. Twoje pomysły (nawet te najgłupsze) były uznawane za najlepsze. Swoim urokiem udawało Ci się nawet nieźle radzić sobie na studiach. Naprawdę byłeś zdolny? Czy może potrafiłeś również wykorzystać swój wdzięk na profesorach?
Ja z kolei z nie byłam typem popularnej dziewczyny. Nie byłam również szarą myszką, która trzęsła się ze strachu, gdy musiała się odezwać. Miałam swoje małe grono przyjaciół poza które nie wychylałam się szczególnie, ale nie przeszkadzało mi to. Dobrze się czułam na studiach starając się znaleźć odpowiedni balans między nauką i imprezami. Jednak z większym naciskiem na to pierwsze.
Poznaliśmy się na jednej z imprez. Wylałeś na mnie drinka? A może odepchnąłeś jakiegoś namolnego, pijanego studenta, który o dziwo nie słyszał słowa „nie” z moich ust? A może nawet spróbowałeś mnie poderwać? Jakkolwiek zaczęła się nasza znajomość, moje serce szybciej zabiło, gdy się do mnie pierwszy odezwałeś. Znałam Cię. Wiedziałam kim jesteś, chociaż Ty o moim istnieniu pewnie nie miałeś pojęcia. Nie dałam jednak po sobie poznać, że jestem Tobą zainteresowana, bo wiedziałam jakim „typem faceta” jesteś i uznałam, że nie będę jedną z Twoich wielu panienek na jedną noc i wprost Ci to zakomunikowałam. Jak się więc skończyła ta noc? Na rozmowie. Od słowa do słowa skończyliśmy spacerując wiele godzin i rozmawiając o wszystkim - życiu, rodzinie, studiach. Tak jakbyśmy się znali od lat. Jakbyśmy byli dwiema, zaginionymi dawno duszami, które w końcu się odnalazły. Odprowadziłeś mnie pod drzwi, gdy słońce już wschodziło i byłam wtedy gotowa się z Tobą przespać, ale Ty jak prawdziwy dżentelmen pożegnałeś się ze mną krótkim cmoknięciem w policzek i słowami, że cieszysz się z nowo zdobytej przyjaciółki.
Czy było mi szkoda, że do niczego nie doszło? Trochę tak, ale od tamtej pory rozmawialiśmy non stop. Staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi. Nawet pomagałeś mi z niektórymi przedmiotami, a ja Tobie. Pocieszałeś po złamanym sercu, a ja dawałam Ci kuksańce za kolejne jednorazowe przygody susząc głowę, żebyś się w końcu ustabilizował. Kolejne lata studiów minęły nam na pięknej przyjaźni.
Od tamtej pory minęło dziesięć lat. Zaraz po zdobyciu dyplomu wyjechałeś. Utrzymywaliśmy kontakt, ale z czasem jak większość relacji w dorosłym życiu, zaczął on zanikać. Z codziennych rozmów, telefony były już tylko co tygodniowe, następnie krótka wymiana wiadomości raz w miesiącu, aż dzwoniliśmy już tylko od święta. Nie zjawiłeś się nawet na moim ślubie. Przysłałeś jedynie kartkę z życzeniami.
Teraz los znowu stawia nas na swojej drodze. Jak tym razem się potoczy nasza relacja?
Jak widać powyższy opis to jest bardzo ogólny zarys historii, ponieważ chciałabym wszelkie szczegóły dogadać z osobą zainteresowaną. Mogli studiować różne kierunki, mogła być między nimi jakaś różnica wieku, mogły się zadziać między nimi jakieś większe dramaty w ciągu tych 10 lat. On może być teraz żonaty, być wdowcem, mieć dziecko - jestem otwarta na dyskusje i burzę mózgów. Zależy mi jednak na tym, aby był to mężczyzna ok.30-35 lat, któremu zależało na mojej postaci i to pod względem romantycznym i dlatego wyjechał usuwając się w cień z jej życia. Ona również zawsze go kochała i nie tylko jako przyjaciela, a spotykając się teraz to uczucie nadal jest żywe. Jednak wiele lat temu ustalili, że będą tylko przyjaciółmi, więc na pewno trzymają się tego postanowienia nie będąc świadomym o uczuciach drugiej osoby.
Zapraszam do kontaktu przez pw (potem możemy przez disco). Zrozumiałe jest dla mnie, że poza forum mamy też inne życie, więc postów codziennie nie obiecuję i tego też nie oczekuję od współgracza. Jednak fajnie byłoby, gdyby coś wpadło co 2-3 dni, żeby akcja szła do przodu, a jeden wątek nie ciągnął się miesiącami.