-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Czyli ostatni raz zaliczyłaś tego typu akcję w liceum? No to dobra, wierzę, że wspomnienia mogą być rozmyte. — Starała się brzmieć tak bardzo obojętnie, jak tylko było to fizycznie możliwe. Odwróciła nawet na moment wzrok i od niechcenia kopnęła butem jakiś losowy kamyk. Potem zdała sobie sprawę, że ma na sobie tylko skarpetki i siedzą w mieszkaniu, a nie na chodniku, więc ten ruch musiał wyglądać wyjątkowo idiotycznie. Skarciła się za niego w myślach, znów nie chcąc dać po sobie poznać, że dotarła do niej bezsensowność tej akcji. Na szczęście na co dzień również była często dziwaczna i bez sensu, więc może Bonnie nawet nie poczuje różnicy? Oby.
— Daj spokój, nie zgrywam się. Powinnaś emanować pewnością siebie co najmniej na poziomie Cardi B albo losowej drag queen. — Obróciła się tyłem do blatu, opierając się o niego plecami. Śledziła Miller wzrokiem w drodze na kanapę, zastanawiając się nad przyczyną rumieńców na jej policzkach. Już się nawaliła? A może jednak przyjęła ten komplement z większą przyjemnością niż klasyczną pochwałę od kumpeli?
Przygryzła nerwowo dolną wargę, obserwując żarzącą się końcówkę skręta. Czuła się nieco jak niewinna nastolatka, której serce zaczyna bić dwa razy szybciej na samą myśl o takich treningach całowania ze swoją skrytą crush. Opróżniła kieliszek, zrzucając winę za reakcję organizmu na alkohol.
— Ja w liceum namówiłam kumpelę, żebyśmy poćwiczyły razem całowanie się, zanim znajdziemy sobie porządnych chłopaków. Żadna z nas do tej pory nie znalazła sobie faceta, więc nie wiem, czy treningi mogę uznać za udane. — Uśmiechnęła się do tego wspomnienia. Dzisiaj trudno było jej uwierzyć, jak durnowate to było. I jak durnowata sama była, wmawiając wszystkim wokół (głównie sobie), że jest najzwyczajniejszą i najporządniejszą heteroseksualną dziewczyną, jaką widziało Toronto.
— A coś się stało czy tak po prostu cię naszło? — Przymknęła oko i zajrzała w głąb swojego pustego kieliszka, szukając na dnie szczęścia albo sensu życia. Czegokolwiek właściwie. Na pewno nie alkoholu, bo tego się przecież przed chwilą pozbyła. Odchyliła głowę, przechyliła szkło i otworzyła szeroko usta, wlewając w nie ostatnie kropelki, leniwie spływające po naczyniu. Oblizała wargi po kontakcie z tą smutną nicością i odłożyła pusty kieliszek na blat. Śmiało ruszyła w stronę Bonnie. Usiadła po turecku naprzeciwko niej, moszcząc się na stoliku kawowym.
— Jakbyś zmieniła zdanie, to ja się zawsze chętnie z tobą zeszmacę. — Mruknęła konspiracyjnym szeptem, nachylając się w jej stronę.
Bonnie Miller
-
don't let me think I'm enough then disappear when the wine runs out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona / jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
—Nic takiego nie powiedziałam. To znaczy… to nie do końca tak jak mówisz — odpowiedziała, drapiąc się po głowie z nieodgadnionym wyrazem twarzy, jednak nadal niewystarczająco wyraźnie wyjaśniając co takiego miała na myśli. Bo owszem - tego typu akcje zdarzyły się jej właśnie w tamtych czasach, jednak nie był to ostatni raz kiedy całowała inną kobietę.
— Do takiego poziomu, to mi baaardzo daleko. Ale jestem pewna siebie! Po prostu… nie w dziedzinie randkowania i uwodzenia — powiedziała, odpalając skręta i mając nadzieję, że złagodzi on nieco szum w jej głowie oraz pomoże się rozluźnić. Wzięła pierwszy powolny wdech, który od razu zmusił ją do krotkiego kaszlu. Z każdym kolejnym, które na dłużej przytrzymywała w płucach, czuła jak napięcie zaczyna puszczać. Zaczęła znów przyglądać się April - temu, jak ostatnie krople z kieliszka lądują na jej języku, jak oblizuje i przygryza usta. Gdy napotkała jej wzrok, przywołała ją do siebie machnięciem głowy i wyciągając blanta w jej stronę.
— Jak to? Oczywiście, że udane, chociaż… w sumie nie wiem jak całujesz. No ale nieważne! Faceta nie znalazłaś, ale może właśnie to uświadomiło cię, że wcale nie chcesz go szukać? — musiała mocno się już pilnować, bo powoli wszelkie filtry znikały, a Bonnie zaczynała paplać wszystko co przychodziło jej na myśl. Panowanie nad sobą, własnymi reakcjami i słowami było nadzwyczaj trudne pod wpływem mieszanki używek. Podała skręta przyjaciółce, gdy ta usadowiła się już wygodnie na stoliku. Sama usiadła na samym brzegu kanapy, by być jeszcze bliżej i nachyliła się nieco w jej stronę, pozwalając dłoniom spocząć na kolanach blondynki.
— Uważaj, Finch. Twoje propozycje brzmią bardzo dwuznacznie — odezwała się, naśladując ten sam ton głosu, a kącik jej ust drgnął w rozbawieniu. Przez chwilę wstrzymała oddech, czując to samo napięcie między nimi, co chwilę wcześniej. Tym razem jednak nie chciała tak łatwo się poddać. Chciała zbadać na ile jest w stanie sobie pozwolić, nim to April stchórzy i zdecyduje się wycofać.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Fake it till you make it — pouczyła ją znów w kwestii pewności siebie. Tego również nie mogła zaakceptować. Była dziś w wyjątkowo buntowniczym nastroju! Ale przecież nie pozwoli na to, by ktoś tak jej bliski miał jakiekolwiek wątpliwości co do swojej wspaniałości. Pal sześć każde szaleństwo, jakie wywoływała w jej sercu na co dzień. Nie godzi się po prostu zostawić przyjaciółkę na takim lodzie. Nawet w Kanadzie.
— Możliwe — mruknęła, bo tylko tyle przyszło jej do głowy. Zdecydowanie schadzki z Teddy pomogły jej zrozumieć własną seksualność i dodały jej odwagi w akceptowaniu siebie. Dużo mocniej jednak dotarło do niej to, że Bonnie nie wiedziała, jak całuje. Nie żeby to było coś zaskakującego, to przecież oczywiste, ale w tym momencie powiedzenie tego na głos otworzyło nowe drzwiczki w głowie Finch. Pojawiło się za nimi coś, co bardzo nie pasowało do wystroju jej głowy, było jakimś paskudztwem, którego chciała się szybko pozbyć. Usunąć to stwierdzenie. Sprawić, by nie było prawdą. Ale przecież nie były głupimi licealistkami. A może w środeczku trochę były?
Przyjęła skręta odruchowo. Odruchowo też się nim zaciągnęła, obserwując, jak Bonnie się do niej zbliża. Wypuściła dym z płuc, starając się nie dmuchać jej prosto w twarz, co nie było proste, biorąc pod uwagę, jak blisko siebie znów się znalazły. Czuła, że jej serce znów znacznie przyspiesza i robi się jej cieplej.
— Mój pierwszy kot miał na imię Gacek. Zawsze podobała mi się Raven z Młodych Tytanów i Sam z Odlotowych Agentek. W DnD najczęściej gram bardką... — Nadal mówiła szeptem. Między jednym faktem a drugim zdążyła zaciągnąć się skrętem i jeszcze bardziej zbliżyć do Miller. Wydmuchała dym w dół, na jej dłonie, przyglądając się im przez moment. Pokonywała dzielące je milimetry powoli, przysuwała się słowo po słowie, jak w zwolnionym tempie. Paplała trochę bez sensu, zapominając, gdzie zaciąga się w jej głowie hamulec ręczny. Wyrzucała nieoczywiste fakty na swój temat, o których przyjaciółka faktycznie chyba wcześniej nie wiedziała. A może coś z tych rzeczy jej kiedyś mówiła? Cholera wie. W końcu oparła czoło o jej skroń.
— To, jeszcze raz, czego o mnie nie wiesz? — Zapytała na tyle cicho, że nawet obserwujące je w pomieszczeniu duchy lesbijskiej żenady nie były w stanie tego dosłyszeć. Przymknęła oczy, rozkoszując się bliskością Bonnie, dotykiem jej skóry, otulającym zapachem. Wszystkie używki w głowie April wykrzykiwały polecenia natychmiastowego rzucenia się na przyjaciółkę. Ostatnie szare komórki zwalczyły tę pokusę. Nie powstrzymały jej jednak przed muśnięciem wargami ust Miller. To nie był jeszcze pocałunek. Raczej pozbycie się ostatnich, wrogich im milimetrów. Dobrze, że dla niej czas zatrzymał się w miejscu, bo pewnie zaraz poparzyłaby się wciąż palącym się skrętem, który trzymała między palcami.
Bonnie Miller
-
don't let me think I'm enough then disappear when the wine runs out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona / jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Chyba najwyższa pora, by wzięła sobie tę radę do serca. Zwykle przecież nie miała z tym problemu - była wręcz wyborną aktorką, gdy trzeba było ukryć smutek za szerokim uśmiechem albo w samym środku załamania nerwowego machnąć dłonią i powiedzieć „nic mi nie jest”. Ale flirt z kobietami? To już wyższy poziom wtajemniczenia. Ciężko jej było uwierzyć w siebie, własny wdzięk i możliwości - prawdopodobnie stały za tym dotychczasowe niewypały na randkowym polu. Ciężko było nawet udawać, że to potrafi, czego świadkiem chwilę wcześniej była sama Finch.
Bonnie czuła się całą sytuacją bardzo zawstydzona i chyba także trochę sfrustrowana. Nie mogła pojąć własnych reakcji i wypowiedzi, nie rozumiała czemu przy April zupełnie traciła głowę i zachowywała się właśnie tak - jak durna licealistka oraz totalny żółtodziób. Nie była to przecież pierwsza kobieta jaka jej się spodobała. Nie była pierwszą, którą chciała pocałować, zabrać na randkę, czy… zrobić z nią dużo, dużo więcej. Czemu więc nie potrafiła tego zakomunikować? Czemu brakowało jej odwagi, by zrobić krok w tym kierunku? Być może fakt, że zdążyły się zaprzyjaźnić miał z tym coś wspólnego. Po prostu bała się to spieprzyć - wmawiała więc sobie, że należy działać ostrożnie, a najlepiej to może pozbyć się całkowicie tych myśli z głowy. Tak byłoby najrozsądniej.
Na ten moment jednak pozwoliła rozsądkowi wziąć sobie wolne. April była na tyle blisko, że Miller nie potrafiła się już powstrzymywać. Przyglądała się jej i przysłuchiwała w zupełnym milczeniu, gdy przyjaciółka wyjawiała kolejne fakty o sobie. Lekko spanikowała, zauważając, że blondynka zbliżyła się jeszcze bardziej, ale nadal cierpliwie czekała na dalszy rozwój i na to, że to pewnie jej towarzyszka stchórzy tym razem jako pierwsza.
Oprócz smrodu zielska, czuła też jej zapach i było w tym coś uzależniającego. Złośliwy głos w głowie podpowiadał jej, by się wycofała, by znów obróciła wszystko w żart, ale nie mogła się poruszyć. Jak zahipnotyzowana. Nie mogła też oderwać wzroku od ust Finch, tym samym dość wyraźnie dając do zrozumienia jakie miała zamiary. W końcu przymknęła oczy, czując gorący oddech na swojej twarzy, gdy April oparła czoło o jej skroń. Mogłaby słuchać tych szeptów bez końca, nieważne co mówiła. Bo mogła równie dobrze czytać instrukcję obsługi pralki - Bonnie i tak byłaby totalnie zafascynowana. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że przyjaciółka zadała jej pytanie. Odpowiedzieć jednak nie zdążyła, ale otworzyła na chwilę oczy, czując przelotnie jej wargi na swoich. To wystarczyło.
Dłonie natychmiast znalazły twarz kobiety, gdy nieśmiało składała pocałunek na jej ustach. Bardzo delikatnie, powolnie, jakby chciała się tą chwilą nacieszyć, zapamiętać każdy detal. Co ja wyprawiam?!
Znów oparła czoło o jej i nie poruszyła się. Z wyjątkiem kciuków, które delikatnie gładziły policzki blondynki — Znajdzie się pewnie jeszcze kilka rzeczy o których nie mam pojęcia.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Serce podeszło jej do gardła, gdy poczuła jej ciepłe dłonie na policzkach. Dobrze, że wygodnie siedziała, bo mogłaby nie utrzymać równowagi przy dotyku, przez który miękły jej nogi. Delikatny pocałunek sprawił, że wszystkie systemy alarmowe w jej głowie, zamiast wyć szaleńczo – zamknęły się. Wokół zrobiło się wręcz nienaturalnie cicho. Istniało tylko bicie serca April i ciepły oddech Bonnie. Byłoby prościej, gdyby wyczuła w tym geście coś nieodpowiedniego. Jakby ją po prostu teraz odrzuciło, jakby magia gdzieś zniknęła. Było jednak całkowicie na odwrót. Miała wrażenie, że rozświetla się aurą szaleństwa jak zamek Disneya w początkowej animacji. Położyła dłoń na jej karku, łaskocząc go nieśmiało opuszkami palców. Trzy sekundy, które dała sobie na zastanowienie, w jej głowie trwały całe wieki. Miała wrażenie, że zaatakowały ją wszystkie możliwe scenariusze – zarówno te najprzyjemniejsze, jak i skrajnie okropne. Pieprzyć to wszystko.
Pocałowała ją. Wszystko to było nieśmiałe, niepewne, jak pierwsze pocałunki w liceum. Jakby całkowicie zapomniała, jak to się robi i wróciła do dnia, gdy dotknęła kobiecych ust po raz pierwszy. Całowanie Bonnie nie było jednak podobne do żadnego innego, więc może faktycznie los wrzucił ją z powrotem na sam początek drogi? Kolejny pocałunek był nieco śmielszy, jakby stery zaczęły przejmować używki, które nie mają żadnego wstydu i hamulców. Trzeci z nich był najbliższy temu, jak pocałunek powinien smakować. Nie było w nim już strachu ani wstydu. Czułość mieszała się z tęsknotą za nieznanym i pierwszymi oznakami rodzącego się pożądania, z którym jeszcze nie było wiadomo, co się właściwie robi. Czwarty był... NIE, CHWILA.
Żaden czwarty. Płytki oddech wprowadził nieco tlenu do mózgu April, który natychmiast uruchomił z powrotem uśpione czujniki ostrzegania. Odsunęła się od przyjaciółki nieco zbyt szybko i gwałtownie, by wyglądało to naturalnie. Podtrzymała się wolną ręką, bo niemal stoczyła się ze stolika, na którym siedziała. Czuła, że jej policzki wręcz płoną – trudno powiedzieć, czy ze wstydu, czy z ekscytacji.
— No to wiesz też, że zabójczo całuję... i że ten towar chyba był mocniejszy, niż myślałam, bo przez chwilę widziałam gwiazdy... a sufit jest, no wiesz, biały. Znaczy wcale nie, że gwiazdy, że... — Zaplątała się we własnych słowach, nie wiedząc, czy powinna uciec z tej sytuacji, udawać, że nigdy do niej nie doszło, czy po prostu rzucić się na Bonnie. Spojrzała na skręta, którego wciąż trzymała między palcami. Strzepnęła popiół do popielniczki i spróbowała się zaciągnąć. Niestety nic z tego – zdążył zgasnąć.
— Mam uczulenie na kiwi? — Bardziej zapytała niż oświadczyła. To nawet nie była prawda, lubiła kiwi i nic jej po nim nie było. To była po prostu pierwsza myśl, jaka przyszła jej do głowy, którą wyrzuciła z siebie szybciej, niż zdążyła pomyśleć, że to idiotyzm. Chryste, April, kurwa mać.
Bonnie Miller
-
don't let me think I'm enough then disappear when the wine runs out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona / jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jednak to jak gwałtownie przyjaciółka odsunęła się od niej po tych czułościach, ściągnęło ją na Ziemię. Jej dłonie przez chwilę wisiały jeszcze w powietrzu i wyglądało to trochę komicznie. Tak jakby nadal docierało do niej to co właśnie miało miejsce. Serce wciąż waliło jej mocno, gdy powoli uspokajała oddech i w końcu cofnęła się, siadając głębiej na kanapie. Na chwilę odchyliła głowę na oparcie i wbiła wzrok w sufit, by uciec od spojrzenia Finch i tego widoku - tego, jak kobieta prawie zleciała ze stolika, próbując stworzyć między nimi dystans.
— Sorry, chyba się trochę zagalopowałam — mruknęła nagle, przyjmując na siebie całą odpowiedzialność. Nie chciała rzucać wymówkami, składać wszystko na palenie, picie, czy cokolwiek innego. Sama do tego doprowadziła. Sama tego chciała. Używki tylko dodały jej odwagi, by w końcu zdecydować się na ten krok.
— Też przez chwilę widziałam gwiazdy — przyznała szczerze, znów się prostując, by na nią spojrzeć — Ale wątpię, że w moim przypadku to zasługa mocnego towaru — dodała, trochę tajemniczo, byle tylko nie powiedzieć otwarcie: to przez ciebie widziałam gwiazdy, bo tak bosko całujesz.
Zmrużyła oczy, lekko przechylając głowę. Może ze względu na stan upojenia nie za szybko łączyła ze sobą kropki, ale jednak w tym przypadku od razu wiedziała, że to jedna wielka ściema. Nie bardzo jednak łapała co ta wypowiedź miała na celu. Próba odwrócenia uwagi od tego niezręcznego momentu? Niezbyt udana zmiana tematu? Prawdopodobnie.
— Kłamczucha! Nie raz widziałam jak wpierniczałaś kiwi, aż ci się uszy trzęsły i nic ci się wtedy nie stało! — wykrzyknęła, demaskując blondynkę i wymierzyła w nią palec wskazujący, śmiejąc się głośno. Skoro Finch zamierzała robić uniki i udawać, że nic się nie stało, to proszę bardzo. Mogły udawać. Akurat w tym Miller radziła sobie świetnie, jak mało kto.
Może właśnie to było najrozsądniejsze. Przecież ostatnie czego chciała Bonnie, to odstraszyć przyjaciółkę. Nie chciała też stać się jedną z tych dziewczyn, o których April opowiadała jej wiele razy. Dziewczyną, w której zakocha się zbyt szybko, zbyt szaleńczo, a po góra dwóch tygodniach nie będzie nawet pamiętać jej imienia. O nie. Przyjaźń z nią znaczyła dla niej zbyt wiele, by w ten sposób to zaprzepaścić. I po głębszym zastanowieniu, to ten pocałunek - choć wspaniały - nie był tego wart. Wolała już nigdy więcej tego nie powtórzyć, niż stracić ją na zawsze.
— Strasznie zgłodniałam, zamówię pizzę — odezwała się w końcu z wyuczonym uśmiechem numer pięć i podniosła się z miejsca, by znaleźć telefon — Nie martw się. Dopilnuję, żeby była bez mięsa… i kiwi.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— No tak, masz mnie. Lubię kiwi. — Uśmiechnęła się niepewnie. Miała wrażenie, że ostatnie zdanie brzmiało jak wypowiedziane przez androida, który stara się udawać człowieka. Czy tak czuł się Mark Zuckerberg popijając wodę na tym słynnym przesłuchaniu? Strasznie to było stresujące, biedny facet. Nie było teraz czasu na empatyzowanie z miliarderami. Musiała zająć się własną głową, bo inaczej wyleci przed uchylone okno.
— Jasne. Zamów. — Powinna mieć gdzieś ukryte jakieś diody i pewnie właśnie zaczęły świecić. To nie mogło wszystko wyglądać w ten sposób. Musiała wykorzystać chwilę, w której Miller skupiła się na apce z jedzeniem. Miała jakieś dwie minuty, by przemyśleć większość swojego rozchwiania, ich relacji i tego, co się dzisiaj wydarzyło. Zanim zdążyła zdecydować, jak w ogóle ma się do tego zabrnąć, rozległ się dźwięk z telefonu przyjaciółki świadczący o tym, że zapłaciła. No to świetnie.
— To ja przepraszam. Nie chciałam cię naciskać, po prostu... jakoś nie mogłam się powstrzymać. — Wstała i obeszła stolik, zatrzymując się obok niej. Dopiero, gdy znów znalazła się w odległości o kilkadziesiąt centymetrów od Bonnie, zaczęła się zastanawiać, po co w ogóle wstawała. Mogła przecież mówić na siedząco. Bardzo chciała pozbyć się tej przestrzeni między nimi, ale też bardzo ją to stresowało. Zadziwiająco trudno było jej wariować z kimś, dla kogo już zdążyła stracić głowę.
— A co miałaś na myśli... — zawiesiła głos, jakby zapomniała, co chciała powiedzieć. Zapatrzyła się na jej wargi. Czuła w sercu coraz większą temperaturę, wywołaną pewnie przez to, że próbowała unieść się całą sobą z powrotem w okolice gwiazd – najlepiej prosto w jądro słońca.
— Przepraszam. Ostatni raz. — Zanim Bonnie zdążyła zapytać, o co tak właściwie chodzi, całkowicie odebrała jej możliwość odzywania się. Objęła ją ręką w pasie, przylgnęła do jej ciała i złączyła ich usta w niecierpliwym, odważnym pocałunku, który kompletnie zapomniał, że miał być nieśmiały i na próbę. Oby to tylko nie było tą nieprzekraczalną granicą.
Bonnie Miller
-
don't let me think I'm enough then disappear when the wine runs out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona / jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Obawiała się, że to co między nimi zaszło - mimo że pozornie mogło wydawać się nic nieznaczącą głupotą - zmieni coś w ich relacji nieodwracalnie. Zupełnie o tym nie myślała jeszcze chwilę wcześniej, gdy czuła jej wargi na swoich. Nie mogła znieść tego jak niezręcznie się czuła, po tym jak April odskoczyła od niej jak poparzona. Musiała coś szybko zrobić, zająć myśli czymś innym i zamówienie żarcia to pierwsze co przyszło jej do głowy. Głód to jedno, ale znacznie silniejsza była w tamtym momencie chęć odcięcia się, ucieczki od tej sytuacji. Sterczała bez słowa na samym środku pokoju przez kilka minut, próbując skupić się na zamówieniu dużej, wegetariańskiej pizzy, co okazało się dla niej trudniejsze niż rzeczywiście było.
— Gotowe — mruknęła w końcu i uniosła wzrok, gdy Finch się odezwała i podniosła ze stolika. Marszcząc lekko czoło, potrząsnęła szybko głową w reakcji na przeprosiny, które tak naprawdę były tutaj zbędne - April przecież nie zrobiła niczego złego, niczego za co powinna przepraszać.
— Nie naciskałaś. Przecież to ja cię pocałowałam — zauważyła trafnie, a kąciki jej ust drgnęły lekko — Jak to “co miałam na myśli”?
Szokujące było dla niej to, że blondynka znów, z jakiegoś powodu, znalazła się tuż przy niej. Na wyciągnięcie ręki. Gdyby tylko chciała, mogłaby znów przyciągnąć ją do siebie i… Nie. Nie mogła.
Ten jeden raz mogły z łatwością zamieść pod dywan - obrócić w żart albo po prostu udawać, że się nie zdarzył. Każdy kolejny raz to już nie przypadek ani żadna “próba”. Każdy kolejny to zdecydowanie świadomy czyn. Chyba obie to wiedziały.
Tylko czemu Finch cały czas niebezpiecznie się do niej zbliżała? Czemu wlepiała wzrok w jej usta?
Przepraszam. Ostatni raz.
Wszystko tym razem wydarzyło się zbyt szybko, by zdążyła zaprotestować. Po prostu się temu poddała, bo przecież i tak nie było już stamtąd powrotu. Jej dłonie znów znalazły drogę do twarzy przyjaciółki, którą ujęła śmielej niż poprzednio, ale tylko na krótką chwilę, bo zaraz zjechały na ramiona, przez wrażliwą skórę na szyi. Pocałunek też był odważniejszy. Nie odczuwała w nim żadnego wahania ani strachu. Była za to zachłanność, która sprawiała, że Miller miękły kolana.
— To szaleństwo — wyszeptała, odrywając się od niej tylko na moment, by złapać głębszy oddech. Czując ponownie smak ust April, pragnęła więcej i więcej… i coraz trudniej było jej sobie tego odmówić. Coraz trudniej było powrócić do rzeczywistości, przerwać to i powiedzieć, że nie powinny tego robić. Ciało zachowywało się tak, jakby żyło własnym życiem i zupełnie oderwało się od rozumu.
Ostatni raz.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie odsunęła się od niej. Czyli to wszystko nie było jakąś dziwaczną halucynacją wywołaną trefnym towarem. To wszystko było przerażająco wręcz rzeczywiste. Westchnęła wprost w jej usta, gdy poczuła dłonie na rozgrzanej do czerwoności skórze. Nie, chwila. To chyba było tylko takie wewnętrzne wrażenie. Raczej nie płonęła. Czuła, jak gęsia skórka rozlewa się po jej ciele, a wszystko nagle zaczyna mieć jasny sens.
— To najmądrzejsze, co zrobiłam w tym roku. — Uśmiechnęła się, dociskając ją własnym ciężarem. Zmuszała ją do powolnego cofania się, aż biodra Bonnie zetknęły się z tyłem sofy. Jej dłoń sunęła wzdłuż uda dziewczyny, by po chwili unieść je i posadzić ją wyżej, na samym szczycie oparcia. Wślizgnęła się między jej rozchylone nogi, czując, że dopiero teraz jest tak blisko, jak to fizycznie możliwe. Całowała ją już bez żadnego wstydu czy niepewności. Była rozemocjonowana, zachłanna i przede wszystkim niesamowicie szczęśliwa. W wyobraźni to nigdy nie wyglądało tak przyjemnie. Zakładała czasem odważne, doskonałe scenariusze, ale teraz okazały się dalekie od prawdy. Bliskość Miller była absolutnie nie do podrobienia, nie do wymyślenia.
Przesunęła rękę wyżej, kierując się przez udo z powrotem na jej biodra. Tym razem, nie wiedzieć kiedy, jej dłonie znalazły się pod materiałem koszulki Bonnie. Przesuwała palcami po jej nagiej skórze, badając jej strukturę. Chciała dowiedzieć się o niej jak najwięcej w ciągu tych kilkunastu sekund, całkowicie się z nią zespolić. Hamulce oficjalnie wyparowały. Pomysł, by się jeszcze wycofać, uleciał z jej głowy, robiąc więcej miejsca uwielbieniu tej chwili. Nie potrafiłaby się teraz od niej odsunąć sama z siebie, nie odpuściłaby tej wyjątkowej okazji, póki Bonnie sama nie dałaby znać, że ma tego wszystkiego dosyć. Ta wizja również wyparowała. Optymistycznie usposobienie skumulowało się w jednym momencie, robiąc z głowy Finch radosne, tęczowe miejsce pełne fajerwerków i słodyczy. Nie było żadnej opcji, by z tego wynikło coś złego.
Przerwała pocałunek tylko po to, by zejść niżej, na policzki, żuchwę, aż do zagłębienia przy obojczyku. Zgarnęła przeszkadzające włosy, zachłannie smakując każdy centymetr odsłoniętej skóry. Dociskała ją do siebie z całej siły, nie zostawiając ani milimetra przestrzeni. Jej paznokcie wbiły się w plecy dziewczyny, gdy z nową energią wróciła do całowania jej warg.
Bonnie Miller
-
don't let me think I'm enough then disappear when the wine runs out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona / jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jej stosunki z April były wyłącznie przyjacielskie - do tamtej chwili oczywiście, bo przecież przyjaciele się w ten sposób nie całują. To naprawdę się działo. Całowała April. Kolejny raz! To nie był sen. Bujna wyobraźnia także nie płatała jej figli. Całowała ją. I było to jeszcze przyjemniejsze niż zawsze zakładała. Wszelkimi wątpliwościami i zmartwieniami niezbyt się w tamtym momencie przejmowała - uznała, że to problem na później i że Bonnie z przyszłości będzie musiała się z tym zmierzyć. Konsekwencje miały nadejść dopiero wraz z trzeźwością umysłu.
Jeszcze nie teraz. Jeszcze chwilka.
Ostatni raz.
Była taka szczęśliwa, mając ciało Finch przyciśnięte mocno do jej własnego, czując jej usta na swoich. Gdy dziewczyna znalazła się między nogami Bonnie, ta wsunęła dłonie pod jej luźny sweter i znów przycisnęła ją do siebie mocniej, pomagając sobie przy tym nogą, którą oplotła jej uda. Delikatny dotyk przyjaciółki na rozgrzanej skórze Miller, wywoływał w niej ciarki i mocno przyspieszone bicie serca. Nie przerywając pocałunku, rozpięła bluzę i szybko się jej pozbyła, pozostawiając na sobie sportowy stanik i legginsy. Gdyby z jakiegoś powodu nagle zmieniła zdanie i się wycofała, pewnie nigdy by sobie tego nie wybaczyła. Całkowite poddanie się pożądaniu było najlepszym możliwym wyborem. I tak to co już się między nimi stało, już się nie odstanie. Nie wymarzą tego z pamięci, ot tak. Powrotu nie było, a emocje już dawno wzięły nad nimi górę.
Nie, to nie mogło się źle skończyć. Prawda?
April całowała i dotykała jej coraz odważniej, pewniej. Brunetka, odchylając lekko głowę, cicho westchnęła, gdy tylko poczuła miękkie usta Finch na szyi. Pociągnęła za materiał swetra w górę, bardzo wymownie, ale przyjaciółka nie reagowała, tak skupiona na pocałunkach, jakby próbowała nimi pokryć absolutnie każdy skrawek jej ciała.
— No kurwa, daj mi to zdjąć — odezwała się w końcu i zaraz zaśmiała się cicho, rozbawiona tym jak to żądanie zabrzmiało. Cóż, po zielsku wszystko było sto razy zabawniejsze, nawet jej własna niecierpliwość. Z radością kontynuowała pieszczoty, gdy w końcu pozbawiła Finch górnej części stroju. Tym razem to ona obsypywała jej szyję pocałunkami, nie spiesząc się i w podobny sposób pilnując, by nie ominąć choćby milimetra.
— Jezu, zapomniałam o tej cholernej pizzy — mruknęła nagle, zauważając kątem oka jak w telefonie, który wylądował w jakiś sposób na dywanie (musiał jej z wrażenia wypaść z rąk!), podświetla się ekran i pojawia się na nim jakieś powiadomienie. Wiedziała, że powinna w takiej chwili mówić kobiecie znacznie bardziej podniecające rzeczy, jednak chciała jej przypomnieć, że nie miały dużo czasu, nim zjawi się dostawca.
April Finch